Prokuratura prowadzi śledztwo ws. śmierci 17-letniej Pauliny

AUTOR BEATA OLEJARKA SUPER EXPRESS DABROWKI CORAZ WIECEJ WATPLIWOSCI PO SMIERCI PAULINY N/Z MIEJSCE WYLOWIENIA ZWLOK NASTOLATKI 12/04/2021 PAULINA ZAJAC SMIERC URODZINY IMPREZA STAW NASTOLATKA

Ciąg dalszy sprawy tragicznej śmierci 17-letniej Pauliny, której zwłoki wyłowiono ze zbiornika wodnego w podkarpackiej Dąbrówce. Prokuratura wszczęła śledztwo, prowadzi je w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Rodzina i lokalna społeczność żyją makabrycznym odkryciem w lokalnym zbiorniku. Kilka dni temu wyłowiono z wody zwłoki 17-letniej Pauliny. Nastolatka wracała z imprezy u kolegi, zorganizowanej w otwartej przestrzeni.

Rodzice nie wierzą w wypadek i zastanawiają się, że ktoś mógł skrzywdzić ich dziecko i przyczynić się do śmierci dziewczyny. Uważają, że dowodem w sprawie są poszarpane ubrania nastolatki.

Prokuratura Rejonowa w Łańcucie, która prowadzi śledztwo, stwierdziła po wstępnych ustaleniach, że przyczyną śmierci nastolatki było utonięcie. „W celu wyjaśnienia okoliczności zgonu w/w w miejscu ujawnienia zwłok zostały przeprowadzone oględziny z udziałem prokuratora. Dodatkowo przeprowadzono również oględziny miejsca, gdzie odbywało się spotkanie, w którym początkowo uczestniczyła Paulina Z.”– podał Paweł Król, rzecznik prasowy Prokuratury w Łańcucie.  

Ciało Pauliny Z., po zabezpieczeniu, zostało skierowane na sekcję. Ze wstępnych ustaleń i po sekcji zwłok ofiary z 14 kwietnia, wynika, zmarła wskutek utonięcia. „Ostateczna opinia zostanie wydana przez biegłego po uzyskaniu wyników dodatkowo zleconych badań oraz po  dokonaniu wszelkich niezbędnych ustaleń w sprawie. W chwili obecnej w sprawie realizowane są czynności zmierzające do szczegółowego ustalenia okoliczności zaistniałego zdarzenia” – precyzuje Król.

Prokurator dodał, że wciąż trwają przesłuchania uczestników spotkania, w którym uczestniczyła Paulina Z. Śledczy prowadzą sprawę w kierunku przestępstwa z art. 155 Kodeksu karnego (nieumyślne spowodowanie śmierci). Grozi za to do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szaleniec grozi śmiercią Kendall Jenner

Najdroższa modelka świata boi się, że zostanie zamordowana przez szaleńca. Policja z Los Angeles według portalu TMZ ostrzegła Kendall, że niejaki Malik Bowker (24 l.) trafił na obserwację psychiatryczną po tym, jak groził śmiercią modelce i opowiadał, że już planuje zakup broni, z której ją zastrzeli. Sąd w Los Angeles pospiesznie wydał wyrok zakazujący 24-latkowi zbliżania się do Kendall Jenner, ale mężczyzna może w każdej chwili zostać wypuszczony ze szpitala psychiatrycznego.

Zdawałoby się, że życie pięknej Kendall Jenner (26 l.) usłane jest różami. Piękna, młoda i sławna, od kilku lat utrzymuje się na pierwszym miejscu rankingu najdroższych modelek świata, mogąc poszczycić się zarobkami rzędu 22,5 miliona dolarów rocznie. Jednak zamiast cieszyć się życiem, Kendall zaczęła o nie drżeć. Policja z Los Angeles według portalu TMZ ostrzegła Kendall, że niejaki Malik Bowker (24 l.) trafił na obserwację psychiatryczną po tym, jak groził śmiercią modelce i opowiadał, że już planuje zakup broni, z której ją zastrzeli. Sąd w Los Angeles pospiesznie wydał wyrok zakazujący 24-latkowi zbliżania się do Kendall Jenner, musi trzymac się od niej z dala na co najmniej sto metrów.

Jednak mężczyzna nie może być siłą przetrzymywany w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ taki wyrok nie zapadł. Może być w każdej chwili wypuszczony, a wtedy zapewne będzie chciał zrealizować swoje groźby. Nie wiadomo, dlaczego Malik Bowker uwziął się na Kendall, jednak grozi, że gdy zastrzeli ją, skieruje broń na siebie, w grę może więc wchodzić obsesyjna miłość do gwiazdy, a nie żądza sławy. Kendall ma wyjątkowego pecha do stalkerów. W 2018 roku jeden z nich włamał się do jej domu, inny dostał się tuż przed rezydencję w 2016.
Źródło info i foto: se.pl

Kacper K. wywiózł dziewczynę do lasu, zgwałcił, kopał jej grób. Jest akt oskarżenia

Do lubelskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko 23-letniemu Kacprowi K. Mężczyzna wraz z matką i przyrodnim bratem pobili 18-latkę i grozili jej śmiercią, kopiąc dół w lesie. Ofiara została też zgwałcona. O skierowaniu aktu oskarżenia do Sądu Okręgowego w Lublinie poinformował „Dziennik Wschodni”. Do przestępstwa doszło w maju ubiegłego roku pod Chełmem.

23-letni Kacper K. był w związku z 18-letnią kobietą. Mężczyzna umówił się z nią na spotkanie, mieli udać się do jego domu. Po swoją partnerkę przyjechał samochodem.

W aucie razem z K. była też jego 46-letnia matka i przyrodni brat, który miał 18 lat. Po przejechaniu kilku kilometrów i zaparkowaniu na stacji benzynowej mężczyźni zaatakowali 18-latkę. Zaczęli ją bić, ciągnąć za włosy. Później zaciągnęli ją do lasu.

Jak podano w akcie oskarżenia, bijąc kobietę, chcieli się dowiedzieć, gdzie zniknęły narkotyki, które K. zakopał w lesie. Kobieta tego nie wiedziała. Ofiarę skrępowali taśmą klejącą. K. podduszał ją zakładając na głowę worek foliowy. Groził, że ją zabije. Kiedy wyczerpana kobieta dostała chwilę wytchnienia, napastnicy zaczęli wspólnie kopać dla niej grób. Matka K. miała przystawić szpadel do szyi kobiety. Według śledczych K. zgwałcił też swoją ofiarę. Po wszystkim odwieźli ją do domu.

Oskarżeni nie przyznają się do zarzutów. Grozi im do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Groził policjantom śmiercią. Usłyszał zarzuty

40-letni mieszkaniec gminy Wielopole Skrzyńskie, który w czasie interwencji miał znieważać policjantów i grozić im śmiercią jest zagrożony karą do 3 lat więzienia. Mężczyzna usłyszał już w tej sprawie zarzuty. Z relacji policji wynika, że w niedzielę po godz. 19, dyżurny ropczyckiej komendy otrzymał zgłoszenie o mężczyźnie, który zaczepia osoby przebywające na stadionie w Wielopolu Skrzyńskim. Funkcjonariusze skierowani na interwencje zauważyli mężczyznę na Rynku w Wielopolu Skrzyńskim. Był on wulgarny i ubliżał znajdującym się na rynku osobom.

– „W trakcie interwencji 40-latek nie wykonywał poleceń wydawanych przez funkcjonariuszy, wielokrotnie ich znieważył oraz groził im śmiercią. Mężczyzna był pijany, badanie stanu trzeźwości wykazało blisko 2 promile alkoholu w jego organizmie. Agresor został przewieziony do izby wytrzeźwień” – informuje policja.

Po wytrzeźwieniu mieszkaniec gminy Wielopole Skrzyńskie usłyszał zarzuty znieważenia i kierowania gróźb wobec funkcjonariuszy.
Źródło info i foto: se.pl

Strażnik, który groził śmiercią posłance Katarzynie Lubnauer nie zamierza przepraszać

Włodzimierz D. (44 l.) splamił honor straży marszałkowskiej, a teraz, zamiast wyrazić skruchę, głupkowato się śmieje, wspominając swój skandaliczny wybryk sprzed kilku dni. Fakt zapytał go o groźby, które kierował wobec posłanki Katarzyny Lubnauer (50 l.). Włodzimierz D. oświadczył, że nie ma zamiaru przeprosić kobiety, której groził śmiercią!

„Ty kur…, szmato, dziwko, suko trzeba cię zabić, jak tego złodzieja Adamowicza” – napisał w mejlu rozwścieczony D. Wiadomość skierował do telewizji TVN, ale pracownicy stacji natychmiast zaalarmowali policję. Do tragedii nie doszło, bo policjanci zadzwonili do Lubnauer, a ta zabarykadowała się w pokoju sejmowym. Niedoszły napastnik wpadł w ręce policji, a w prokuraturze usłyszał zarzuty. Dlaczego to zrobił?

– Nie chcę rozmawiać o tej sprawie. Nie znałem pani Lubnauer. Napisałem, bo miałem chwilę słabości. Inaczej tego nie potrafię wyjaśnić – powiedział z uśmiechem na ustach.

– A może na naszych łamach chciałby pan przeprosić panią Lubnauer? – dopytujemy.

– Nie chcę i nie będę jej przepraszał – uciął rozmowę.

– Nie oczekuję przeprosin. Współczuję rodzinie tego pana, współczuję mojej rodzinie, bo wiadomo, że w takich sytuacjach rodziny się mocno niepokoją. Nie rozumiem jego motywu i mówiąc delikatnie, już mało mnie to interesuje, co on dalej z tym zrobi – odpowiada mu posłanka Lubnauer.

Za kierowanie gróźb pozbawienia życia i znieważenie strażnikowi grożą dwa lata więzienia. Poniósł już konsekwencje służbowe – po 19 latach służby wyrzucono go ze straży marszałkowskiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

23-latek porwał swojego syna i groził, że go zabije. Antyterroryści wkroczyli do akcji

W gminie Trąbki Wielkie na Pomorzu 23-latek zabrał wczoraj od matki swojego małego syna i groził, że go zabije, a sam popełni samobójstwo. Chłopca uwolnili antyterroryści – informuje Radio Zet.

Wczoraj późnym popołudniem mężczyzna zabrał 5-letniego syna z domu i odjechał z nim samochodem. Niedługo później przysłał matce chłopca a swojej partnerce SMS-a. „Zabiję go i siebie” – napisał według relacji Radia Zet.

Matka poinformowała o sprawie policję, a służby zorganizowały obławę. W okolicy ustawiono blokady drogowe i poddawano kontroli samochody. Poszukiwania były prowadzone również z powietrza.

Ostatecznie ojca z synem znaleziono w samochodzie w lesie niedaleko Trąbek Wielkich. Auto zostało otoczone przez antyterrorystów, a na miejsce przybył policyjny negocjator. 23-latek poddał się po dwóch godzinach i wypuścił chłopca. Sam został obezwładniony i zatrzymany.

Chłopiec nie odniósł obrażeń, jednak został przewieziony do szpitala na badania. W momencie policyjnej akcji w lesie spał.

23-latek ma zostać przesłuchany jeszcze dzisiaj – podaje Radio Gdańsk.
Źródło info i foto: onet.pl

Śledztwo w sprawie śmierci Magdaleny Żuk. Są nowe informacje

Chociaż od śmierci Magdaleny Żuk minęły już dwa lata, wciąż nieznane są okoliczności tego zdarzenia. Już teraz wiadomo, że dochodzenie w sprawie zostanie przedłużone.

Początkowo śledczy zamierzali prowadzić dochodzenie w sprawie śmierci Magdaleny Żuk do końca czerwca tego roku. Prawdopodobnie zostanie ono jednak przedłużone. – Będziemy wnosić do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu o przedłużenie śledztwa na dalszy czas – powiedział w rozmowie z Onetem prokurator Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Wciąż jednak nie wiadomo, czy strona egipska wysłała do Polski dokumenty, bez których niemożliwe jest uzyskanie uzupełniającej opinii biegłych specjalizujących się w psychiatrii i toksykologii. Jak podaje Onet, dalsze informacje w sprawie mają pojawić się w przyszłym tygodniu.

Matka postawiła warunek

Po śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie pojawiły się teorie, że kobieta zmagała się z problemami psychicznymi, co mogło pchnąć ją do targnięcia się na swoje życie. Z taką interpretacją zdarzeń nie zgadza się matka zmarłej 27-latki. – Próbowano już wmówić opinii publicznej, że Magda cierpiała na chorobę psychiczną i dlatego tak się zachowywała. To wszystko bzdura! Znam swoje dziecko! Była zdrowa! – powiedziała Elżbieta Żuk w styczniowej rozmowie z „Super Expressem”.

Wiadomo już, że kobieta zmarła na skutek obrażeń po tym, jak wyskoczyła przez okno w szpitalu, a przed śmiercią nie została zgwałcona. Nie wiadomo jednak, dlaczego szarpała się z personelem szpitalnym i zachowywała w dziwny sposób. – Daję prokuraturze czas do czerwca. Jeśli do tego czasu nie rozwiążą tej sprawy, to ujawnię wszystkie tajemnice śledztwa – powiedziała Elżbieta Żuk. Nie zdradziła jednak, o jakie „tajemnice” chodzi. – Wiele razy słyszałam, że jeśli pisnę choć słówko, to trafię do więzienia na trzy lata. Ale teraz uznałam, że ważniejsza dla mnie jest prawda – podsumowała.

Śmierć Magdaleny Żuk

Sprawą Magdaleny Żuk w 2017 roku żyła cała Polska. 27-letnia kobieta miała jechać do Egiptu ze swoim partnerem, ostatecznie jednak pojechała sama. Po dwóch dniach partnera kobiety zaniepokoiło jej zachowanie i w porozumieniu z touroperatorem zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobiety, trafiła ona do miejscowego szpitala. W tym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że jest w ciężkim stanie. Kilka godzin później Magdalena Żuk zmarła, rzekomo w wyniku obrażeń doznanych na skutek upadku z wysokości, z pierwszego lub drugiego piętra szpitala.

W ramach śledztwa prokurator zwrócił się do strony egipskiej o pomoc prawną. Chodziło m.in. o przesłuchanie świadków (pracowników hoteli, personelu placówek medycznych) oraz uzyskanie dokumentów istotnych z punktu widzenia śledztwa, w tym badań toksykologicznych i wyników z sekcji zwłok.

Na podstawie wyników sekcji zwłok i badań laboratoryjnych biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazali w opinii z 30 sierpnia 2017 roku, że zmiany urazowe świadczą, że przyczyną zgonu był upadek z wysokości. Nie znaleziono śladów, które dawałyby podstawy do przypuszczeń, że zmarła padła wcześniej ofiarą gwałtu albo innych aktów przemocy.
Źródło info i foto: Wprost.pl

51-latek groził śmiercią pracownikom MOPS-u. Trafił do aresztu

51-letni bezdomny mężczyzna groził, że zabije pracownice Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie. Jak podaje policja, został zatrzymany, a później sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Mężczyzna wywołał awanturę w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. W pewnym momencie stwierdził, że postąpi z pracownicami MOPS-u tak jak sprawca ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Kiedy wyszedł, kobiety powiadomiły policję.

Dane mężczyzny i jego rysopis trafiły do wszystkich będzińskich patroli. 51-latek wpadł w ręce policjantów, gdy czekał na przystanku na autobus. Funkcjonariusze doprowadzili go do będzińskiego sądu, który zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

35-latek aresztowany za grożenie śmiercią prezydentowi Radomia

35-latek podejrzany o to, że na portalu społecznościowym groził śmiercią prezydentowi Radomia Radosławowi Witkowskiemu, decyzją sądu trafił do aresztu – poinformowała w piątek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas. Sąd uwzględnił wniosek policji i prokuratury o tymczasowe aresztowanie mężczyzny na trzy miesiące.

We wtorek prezydent Radomia złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez osobę, która na jednym z portali społecznościowych zamieściła wpis z groźbą wobec niego. Na jednym z prywatnych profili na portalu społecznościowym pojawiło się zdjęcie drzewa z wbitym w pień nożem i podpisem „Witkoski bedziesz nastempny” (pisownia oryginalna).

Policja szybko ustaliła internautę, który dokonał wpisu. 35-letni mieszkaniec pow. radomskiego został w środę zatrzymany w Gdańsku, gdzie przebywał na kursie zawodowym. Odnaleziono też nóż, który był widoczny na zdjęciu.

W czwartek rano mężczyzna usłyszał zarzut kierowania gróźb karalnych wobec prezydenta Radomia. Grozi za to do dwóch lat więzienia.

35-latek potwierdził w czasie przesłuchania, że sam wykonał zdjęcie i zamieścił wpis na portalu społecznościowym. Mężczyzna zastrzegł, że nie zamierzał wyrządzić krzywdy prezydentowi Radomia Radosławowi Witkowskiemu, ale jedynie „chciał swoją swoistą artystyczną prowokacją zachęcić do dyskusji”.
Źródło info i foto: interia.pl

Troje dzieci zginęło w pożarze. Matka skazana na 4 lata więzienia

Na karę czterech lat więzienia bez zawieszenia skazał Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze Magdalenę K., matkę trójki dzieci, które zginęły w ubiegłym roku w pożarze kamienicy w Piechowicach na Dolnym Śląsku. Prokuratura rozważa apelację.

Proces Magdaleny K. rozpoczął się w grudniu 2017 r. Kobieta został oskarżona o popełnienie dwóch przestępstw. Pierwsze polegało – zdaniem prokuratury – na nieumyślnym spowodowaniu pożaru, który zagrażał życiu 26 mieszkańców kamienicy przy ul. Przemysłowej w Piechowicach. W wyniku tego pożaru zginęła trójka dzieci Magdaleny K.

Drugi zarzut dotyczył wielokrotnego narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Zdaniem śledczych, matka często pozostawiała je same w mieszkaniu. Były, zdaniem prokuratury, zamykane w pokoju lub pozostawiane w „obecności uzależnionego i pozostającego pod wpływem alkoholu dziadka, cierpiącego na znaczną utratę słuchu”. Ten zarzut dotyczy okresu od czerwca 2015 r. do 2 grudnia 2017 r.

Kobieta od grudnia ubiegłego roku przebywała w areszcie. Nie przyznawała się do winy. Prokuratura wnioskowa o karę 6 lat więzienia, obrona domagała się uniewinnienia kobiety. W piątek Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze skazał Magdalenę K. na cztery lata pozbawienia wolności bez zawieszenia.

– Kobieta została skazana za oba przestępstwa, które jej zarzucono. Oprócz sprowadzenia pożaru, w wyniku którego zginęła trójka dzieci, zarzucono jej również narażenie na niebezpieczeństwo poprzez niewłaściwą opiekę nad nimi w dłuższym okresie czasu wcześniej – przekazał w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski.

Rzecznik poinformował też, że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku prokuratura rozważy apelację.

Do pożaru doszło w nocy z 2 na 3 grudnia 2017 r. w mieszkaniu wielorodzinnego budynku przy ul. Przemysłowej w Piechowicach. Straż otrzymała zgłoszenie przed godziną 3. Cztery zastępy straży pożarnej szybko ugasiły ogień; w mieszkaniu strażacy znaleźli ciała trojga dzieci.

Ofiary to dwóch chłopców i dziewczynka w wieku 4, 6 i 8 lat. W mieszkaniu był 62-letni dziadek dzieci, któremu udało się opuścić lokal. Matka wróciła do domu podczas akcji gaśniczej.

Tuż po tragicznym pożarze policja podała, że przyczyną mogło być zaprószenie ognia z pieca lub świeczki. Zdaniem prokuratury w nocy z 2 na 3 grudnia ubiegłego roku K. zostawiła dzieci w pokoju przy zamkniętych oknach w pobliżu źródła ognia. – W wyniku tego wybuchł pożar skutkujący ich zgonem. Uzyskano między innymi opinie biegłych z zakresu pożarnictwa oraz budownictwa – instalacji technicznych. Na podstawie tych opinii ustalono ponad wszelką wątpliwość, że przyczyną pożaru było zachowanie oskarżonej – podała prokuratura.
Źródło info i foto: Dziennik.pl