USA: Przełom ws. śmierci blogerki Gabby Petito

W rezerwacie Carlton (Floryda), na terenie poszukiwań zbiegłego Briana Laundrie, podejrzewanego o zabójstwo 22-letniej Amerykanki Gabby Petito, znaleziono ludzkie szczątki – donoszą zagraniczne media. Obok nich znajdował się plecak z rzeczami należącymi prawdopodobnie do poszukiwanego mężczyzny.

Dziesiątki policjantów przeszukiwały przez ostatnie tygodnie podmokłe tereny rezerwatu przyrody Carlton w poszukiwaniu 23-latka, który ukrywał się od zaginięcia 22-letniej Gabby Petito. Do akcji wykorzystywane były m.in. drony, a także ekipa płetwonurków. Rezerwat przez miesiąc był wyłączony ze zwiedzania dla turystów.

W środę 20 października w rezerwacie Carlton znaleziono zwłoki. Odkrycia dokonano niedaleko domu Laundriego, w piątym tygodniu poszukiwań. Jak relacjonują amerykańskie media, tego dnia w poszukiwaniach pomagali jego rodzice. Na razie odnalezione złoki nie zostały jeszcze zidentyfikowane – na miejscu pracują służby z koronerem. Obok miejsca ich znalezienia leżały jednak rzeczy osobiste, które już teraz rodzice zidentyfikowali jako należące właśnie do Briana – podaje dailymail.co.uk

22-letnia Gabrielle Petito w lipcu wybrała się ze swoim o rok starszym narzeczonym Brianem Laundriem na kilkumiesięczną wyprawę po Stanach Zjednoczonych vanem przerobionym na kampera. Podróż relacjonowała w sieci. Ostatni raz kontaktowała się z bliskimi pod koniec sierpnia, będąc w okolicach Parku Narodowego Grand Teton w Wyoming.

Na początku września mężczyzna wrócił do domu sam. Kilka dni później, 11 września, rodzina młodej kobiety zgłosiła jej zaginięcie. Tymczasem 14 września Laundrie opuścił dom, mówiąc swoim rodzicom, że udaje się na wycieczkę do rezerwatu.19 września policja odnalazła ciało 22-latki. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie, a Petito była ofiarą przemocy domowej. Zginęła 3-4 tygodnie przed znalezieniem jej zwłok.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

3-latek zwabił 4-latka do parku. Skatował go na śmierć. Sprawca wyszedł na wolność

Eric Smith, odsiadujący dożywotni wyrok więzienia za zabicie 4-letniego chłopca, której to zbrodni dopuścił się jako 13-latek, właśnie wyszedł na wolność. Za kratami spędził 27 lat, ale teraz został warunkowo zwolniony, czemu sprzeciwiała się rodzina ofiary. Tą sprawą żyły na początku lat 90. całe Stany Zjednoczone. Eric Smith, 13-latek ze Steuben County w stanie Nowy Jork, został najpierw oskarżony, a następnie skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Amerykańskie media chętnie pokazywały wówczas zdjęcia i nagrania z procesu chłopca w okularach, z rudą czupryną, ubranego w charakterystyczną szarą bluzą z królikiem Bugsem, którego ława przysięgłych uznała za winnego zabójstwa 4-letniego Derricka Robiego. 

W sierpniu 1993 roku Eric uczestniczył w letnich półkoloniach w parku nieopodal swojego domu. Z uwagi na zachowanie, opiekunowie poprosili go jednak o opuszczenie tego miejsca. Kilka dni później podczas przejażdżki rowerem zauważył 4-letniego Derricka Robiego, który szedł na te same zajęcia.

Smith zwabił go do parku, w ustronne miejsce, a następnie udusił i uderzył kamieniem. Ciało chłopca znaleziono jeszcze tego samego dnia. Sprawca przyznał się do zabójstwa po tygodniu w rozmowie z rodzicami, którzy od razu zgłosili sprawę na policję. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowe ustalenia ws. ataku w Norwegii. 37-letni sprawca nie czuje się winny

Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna, który w Norwegii zabił strzałami z łuku pięć osób, wybrał swoje ofiary przypadkowo. Główną hipotezą policji dotyczącą motywów działania sprawcy jest to, że 37-latek cierpi na zaburzenia psychiczne. Jak podała norweska policja, wszystko wskazuje na to, że mężczyzna, który w środę w Norwegii zabił strzałami z łuku pięć osób, a trzy ranił, wybrał swoje ofiary przypadkowo. – Według posiadanych przez nas informacji i sposobu, w jaki postrzegamy sprawę, są to ofiary zupełnie przypadkowe – przekazała norweskiej telewizji NRK prokurator Ann Iren Svane Mathiassen.

– W tym samym czasie policja pracuje nad zbadaniem, czy to, co się wydarzyło, może zainspirować innych do popełniania poważnych aktów przemocy w postaci działań następczych, działań zemsty i nie tylko – powiedziała Mathiassen przyznając, że na razie nie ma oznak, by atak ten mógł być powtórzony przez naśladowcę.

W środę w Kongsbergu (Norwegia) 37-letni Espen Andersen Brathen oddał strzały z łuku, zabijając pięć osób. Jak podaje policja, mężczyzna przyznał się do zabójstwa, ale nie czuje się winny. Sprawca najbliższy miesiąc spędzi w areszcie, gdzie ma zostać poddany badaniom psychiatrycznym.

Ranne w ataku osoby zostały już wypisane ze szpitala. Wśród zabitych są natomiast cztery kobiety i mężczyzna – ofiary mają od 52 do 78 lat. Zgodnie z komunikatem, wszyscy zostali zidentyfikowani, a w mediach pojawiły się ich dane i wizerunki. Zmarli mieszkali przy jednej ulicy w mieście Kongsberg. W czasie ataku sąsiedzi robili zakupy w tym samym supermarkecie.

W sobotę 16 października ogłoszono także, że odbędzie się niezależne śledztwo, które sprawdzi działania policji. Norweskie media krytykują bowiem funkcjonariuszy za to, że od momentu zgłoszenia do złapania sprawcy minęło ponad pół godziny. Pierwsza informacja o ataku wpłynęła na policję o 18:13. 37-latek został unieszkodliwiony dopiero o 18:47.

Zgodnie z raportem policji, pierwsi funkcjonariusze byli na miejscu zgłoszenia szybko, jednak sprawca zaczął oddawać do nich strzały z łuku. Policjanci ukryli się i wezwali posiłki.

Jak podaje Sky News, Norwegia jest jednym z kilkudziesięciu krajów na świecie, w których funkcjonariusze organów ścigania nie noszą broni, chociaż mają umożliwiony do niej szybki dostęp. Władze w oświadczeniu potwierdziły, że pierwszy patrol wysłany na miejsce był złożony z nieuzbrojonych policjantów.

Norwegia. 37-latek zabił z łuku pięć osób. Policja podała więcej informacji na temat sprawcy

Główna hipoteza dotycząca motywów działania sprawcy zakłada, że cierpi on na chorobę psychiczną. Mężczyzna miał ograniczony krąg znajomych i zbrodnię najprawdopodobniej zaplanował sam. Na obecnym etapie śledczy odrzucają więc teorię, że jego postępowanie mogło być motywowane przejściem na islam i radykalizacją – nie ma nawet pewności, że faktycznie zmienił wiarę (37-latek nie stosował się bowiem do muzułmańskich reguł).

37-latek jest synem Norwega i Dunki. Od dziecka mieszka w Norwegii. Espen Andersen Brathen miał być kilkukrotnie skazywany w przeszłości za m.in. włamanie czy posiadanie marihuany. W ostatnim czasie otrzymał sześciomiesięczny zakaz zbliżania się do dwóch członków swojej rodziny po tym, jak zagroził, że zabije jedną z bliskich mu osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Znana pogodynka pod lupą prokuratury. Chodzi o fałszowanie faktur

Popularna pogodynka Dorota G. i jej menadżer usłyszeli zarzuty – podaje portal wirtualnemedia.pl. Gwiazda stacji TVN wydała już oświadczenie. Pogodynka i prezenterka TVN, Dorota G. i jej menadżer mieli posługiwać się fałszywymi fakturami. Oboje usłyszeli już zarzuty i posiadają status podejrzanych w śledztwie. Sprawą zajmuje się Prokuratura Regionalna w Warszawie.

Pogodynka Dorota G. pod lupą prokuratury

Dorota G. i jej menadżer na początku września tego roku zostali oskarżeni o fałszowanie faktur. Te mają opiewać łącznie na kwotę 35 tysięcy złotych (w tym ponad osiem tysięcy złotych podatku VAT) – czytamy w serwisie wirtualnemedia.pl.

Chodzi o pięć faktur na imprezy z 2018 roku, które gwiazda stacji TVN miała nabyć. Według ustaleń TVP Info mimo że eventy się odbyły, to po stronie G. miało nie być żadnych kosztów z faktur. Informację o tym, że pogodynka i jej menadżer mają status podejrzanych potwierdził w rozmowie z TVP Info prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Portal Wirtualna Polska z kolei donosi, że prezenterka TVN- u został już przesłuchana, ale odmówiła złożenia wyjaśnień w warszawskiej prokuraturze.

Za czyn, którego się dopuściła, grozi nie tylko grzywna, ale również ograniczenie wolności lub nawet kara do dwóch lat więzienia. Dorota G. wydała już oświadczenie, w którym twierdzi, że nie brała udziału w żadnym oszustwie finansowym.

W tej samej sprawie przesłuchiwani byli aktor Tomasz O. oraz gitarzysta zespołu Lady Pank, Jan B. Oni również usłyszeli zarzuty. Rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Warszawie w rozmowie z Polską Agencją Prasową przyznał, że procederze biało udział kilkadziesiąt osób, również osoby publicznie, w tym przedstawiciele świata show-biznesu.
Źródło info i foto: plotek.pl

Biała Podlaska: Pobili i grozili śmiercią. Żądali 100 tys. złotych

Dwóch mężczyzn w wieku 35 i 41 lat zażądało od jednego z mieszkańców miasta kwoty 100 tysięcy zł. Sprawcy bijąc go w lesie i grożąc pozbawieniem życia żądali pieniędzy. Grozili również rodzinie pokrzywdzonego.

Pod koniec września bieżącego roku do bialskiej komendy zgłosił się mieszkaniec miasta. Mężczyzna oświadczył, że dwaj sprawcy usiłowali zmusić go do przekazania im kwoty 100 tysięcy złotych. Z relacji zgłaszającego wynikało, że do zdarzenia doszło tydzień wcześniej, na terenie kompleksu leśnego w gminie Biała Podlaska. Mężczyźni bili pokrzywdzonego po głowie oraz grozili zarówno jemu jak też jego rodzinie.

Pokrzywdzony dodał, że nie przekazał gotówki, ale obawia się o życie swoje jak też swoich bliskich dlatego postanowił całą sprawę zgłosić organom ściągania. Z relacji zgłaszającego wynikało też, że zna osobiście jednego z agresorów, który wcześniej próbował pożyczyć od niego gotówkę. Sprawą zajęli się policjanci zwalczający przestępczość przeciwko mieniu bialskiej komendy. Potwierdzili dane jednego z mężczyzn, 35-letniego mieszkańca Białej Podlaskiej. Funkcjonariusze ustalili też personalia drugiego mężczyzny podejrzewanego o udział w zdarzeniu. Okazało się, że jest to 41-letni mieszkaniec Wyszkowa.

Obydwaj zatrzymani zostali do wyjaśnienia. W weekend mężczyźni doprowadzeni zostali do bialskiej prokuratury, gdzie usłyszeli zarzuty.

Wobec obydwu mężczyzn podejrzanych o usiłowanie wymuszenia rozbójniczego bialski sąd na wniosek Policji i Prokuratury zastosował najsurowszy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu. O dalszym ich losie zadecyduje sąd. Za popełniony czyn grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: bialanews.pl

Co się stało z pieniędzmi cudzoziemców z ośrodka w Wędrzynie?

Nie ma mowy o manku w depozytach, w których przechowywane są pieniądze cudzoziemców z zamkniętego ośrodka w Wędrzynie – takie są wstępne ustalenia wewnętrznej kontroli. O niedoborach zaalarmowali sami osadzeni w tej placówce. Przypomnijmy, że z nieoficjalnych informacji wynikało, że najpierw cudzoziemcy zgłosili brak 3 tysięcy euro. Podczas sprawdzenia tego sygnału okazało się, że może chodzić nawet o kwotę około 40 tysięcy złotych.

Tymczasem według funkcjonariuszy, którzy wciąż wyjaśniają sprawę, ewentualne niedobory mogą wynikać z różnic kursowych, a także z pomyłek pisarskich. Okazuje się też, że wątpliwości nie dotyczą dziesiątków tysięcy, a setek złotych. Jak mówi Joanna Konieczniak z nadodrzańskiego oddziału straży, cudzoziemcy bez problemu korzystają z depozytów.

W ośrodku w Wędrzynie przebywa obecnie 320 cudzoziemców.
Źródło info i foto: RMF24.pl

15-latek zabił 13-latkę, która była z nim w ciąży. Są nowe informacje w sprawie

Jest decyzja Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach (woj. śląskie) ws. 15-latka zatrzymanego w związku z morderstwem 13-letniej Patrycji z Bytomia. Nastolatek przyznał się do zabójstwa przyjaciółki. Miał obawiać się konsekwencji związanych z jej zajściem w ciążę. Jak ustalili dziennikarze portalu gazeta.pl, 9 września 15-latek trafił do Garwolina na obserwację psychiatryczną. Choć początkowo miał tam spędzić jedynie cztery tygodnie, ośrodek zwrócił się do sądu o przedłużenie obserwacji do sześciu tygodni. Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach postanowił przychylić się do tego wniosku. Od wyników tych badań będzie zależał dalszy los nastolatka.

Sędzia Tomasz Pawlik przekazał w rozmowie z dziennikarzami portalu, że aktualnie nie jest znany termin rozprawy. Zostanie on wyznaczony dopiero po uzyskaniu wszystkich niezbędnych opinii biegłych.

Dziennikarze ustalili także, że 22 września doszło do przesłuchania małoletniego świadka w tej sprawie. Odbyło się ono w tzw. niebieskim pokoju. To miejsce, które ma z założenia zminimalizować stres związany z rolą świadka bądź uczestnika rozprawy sądowej i ułatwić uzyskanie od dziecka wiarygodnego materiału dowodowego.

Do zdarzenia doszło w styczniu 2021 r. 13-latka w ciąży zginęła od licznych ran zadanych ostrym narzędziem. Do morderstwa przyznał się jej 14-letni (dzień później skończył 15 lat) przyjaciel. Mama dziewczynki wspominała, że sprawca jeździł z nią radiowozem i aktywnie brał udział w poszukiwaniach. Niedługo później przyznał się do zabicia 13-latki i wskazał miejsce, w którym zostawił zwłoki. Nastolatek trafi do zakładu poprawczego (z którego wyjdzie po ukończeniu 21. roku życia) lub, w przypadku stwierdzenia zaburzeń psychicznych, do ośrodka psychiatrycznego.

15-letni Kacper na pewno nie trafi jednak do więzienia. Wszystko ze względu na to, że w chwili popełnienia zbrodni miał 14 lat.
Źródło info i foto: wp.pl

Kiedy rozprawa „najmłodszego polskiego milionera”

Przed warszawskim sądem rejonowym rusza sprawa Piotra Kaszubskiego okrzykniętego „najmłodszym polskim milionerem”, którego śledczy oskarżyli o przestępstwa skarbowe na blisko 4 mln zł. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 1 grudnia. Obrońcy domagają się jednak umorzenia sprawy. Jak przekazała sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, w środę w Sądzie Rejonowym Warszawa-Mokotów odbyło się posiedzenie wstępne w tej sprawie. „Pierwszy termin rozprawy wyznaczony został na 1 grudnia br.” – poinformował sąd.

Na ławie oskarżonych obok Piotra Kaszubskiego (wyraził zgodę na publikację nazwiska) zasiądzie także jego „prawa ręka”, Mikołaj D., który m.in. zarządzał spółkami i nadzorował sprawy finansowe.

– Złożyłem wniosek o to, aby sąd rozważył umorzenie tego postępowania. W mojej ocenie zachodzi negatywna przesłanka procesowa, czyli brak zgody uprawnionego podmiotu na ściganie – powiedział obrońca Kaszubskiego mec. Rafał Rogalski. Jak przypomniał, jego klient został wydany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania przez Austrię, ale tamtejszy sąd zgodził się na ściganie w zakresie określonych przestępstw. Dodał, że przestępstwa zarzucone w tym postępowaniu nie są objęte zgodą sądu w Wiedniu i – w jego ocenie – brakuje zgody na ściganie.

Ponadto – jak mówił mec. Rogalski – oskarżenie powinno się zdecydować, jaką wersję przyjmuje „jeśli chodzi o prawno-karną ocenę zachowania” jego klienta. – W tej sprawie zarzucono przestępstwa podatkowe (…). Jeśli założymy, że Kaszubski popełnił przestępstwa kwalifikowane jako oszustwa, to jak to się ma do przestępstw podatkowych. Tu jest sprzeczność – zaznaczył adwokat, przypominając równolegle prowadzoną sprawę odnoszącą się do podejrzenia oszustw.

Także obrońca Mikołaja D. mec. Jan Mydłowski potwierdził, że obrona złożyła wnioski o umorzenie tego postępowania do czasu zakończenia innej sprawy prowadzonej przez śledczych lub zawieszenia postępowania i ewentualne rozpoznawanie spraw łącznie.

„Podatek od oszustwa”?

– Prokuratura uważa, że w jednym z toczących się dalej postępowań oskarżeni mieli dopuścić się oszustwa na szkodę osób, które zakupiły produkty. A jeżeli mieli dopuścić się oszustwa, to nie można oczekiwać w naszej ocenie, żeby te pieniądze zostały opodatkowane. Te pieniądze powinny prędzej zostać ewentualnie zwrócone pokrzywdzonym niż być opodatkowane jako przedmiot przestępstwa – argumentował mec. Mydłowski.

Sąd ma rozpoznać wnioski obrony właśnie na posiedzeniu zaplanowanym na 1 grudnia. – Sąd wskazał, że wówczas rozpozna tę kwestię i odbędzie się albo posiedzenie w celu umorzenia sprawy lub rozpocznie się przewód sądowy – zaznaczył mec. Rogalski.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu w listopadzie ub.r. Prokuratura zarzuca w nim Kaszubskiemu nieujawnienie organom podatkowym przedmiotu oraz podstawy opodatkowania oraz nieskładaniu deklaracji z osiągniętych dochodów. Według śledczych śledczych mężczyzna w 2014 r zarobił 5,9 mln zł, z czego powinien odprowadzić prawie 1,9 mln zł podatku, a w 2015 r. osiągnął dochód ponad 4 mln zł czego 1,3 mln zł powinno trafić do Skarbu Państwa.

Według prokuratury, Kaszubski zatajał prowadzenie działalności na własny rachunek posługując się innymi podmiotami gospodarczymi, którymi faktycznie kierował. Grozi mu za to do 10 lat pozbawienia wolności i wysokie grzywny.

„Oszustwa przy sprzedaży suplementów diety”

W sprawie Kaszubskiego prokuratura prowadzi też inne postępowanie. Dotyczy ono oszustw przy sprzedaży suplementów diety, wybielających past do zębów i kosmetyków. Śledczy szacują liczbę poszkodowanych na 174 tys. osób, a kwotę oszustwa na 28 mln zł. W związku z tym śledztwem we wrześniu 2016 r. wydano za Kaszubskim europejski nakaz aresztowania. Na jego podstawie został on sprowadzony do Polski z Austrii, gdzie się ukrywał.

W toku śledztwa prokuratura zgromadziła dodatkowy materiał dowodowy i chciała uzupełnić K. zarzuty. Przepisy stanowią, że do wykonania takiej czynności polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje zgody od państwa, które zgodziło się wydać podejrzanego. Austriacki sąd w pierwszej instancji zgodził się na uzupełnienie K. zarzutów, jednak sąd odwoławczy nie wyraził zgody.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo Pawła Adamowicza. Prokuratura analizuje kolejną opinię biegłych

Prezydent Adamowicz został zamordowany w styczniu 2019 r., a jego morderca od razu oddał się w ręce policji. Ponad 30 miesięcy później prokuratura wciąż nie wie, czy zabójca włodarza Gdańska był poczytalny i dlatego nie może postawić go przed sądem. Za sprawą trzeciej opinii biegłych, która właśnie trafiła do gdańskich śledczych, jest szansa na przełom.

– To już trzecia opinia biegłych. Prokuratura sprawdza, czy opinia jest kompletna. Po takiej analizie będzie już wiadomo, czy jest ona rozstrzygająca dla sprawy – mówi Onetowi Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

A sprawa ciągnie się od stycznia 2019 r., gdy podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku prezydent Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem. Dzień później włodarz Gdańska zmarł w szpitalu. Jego morderca, Stefan W. został zatrzymany od razu po ataku. Od tamtego czasu przebywa w areszcie. W 2021 r. wciąż nie wiadomo, czy stanie przed sądem.

Dwie różne opinie w sprawie Stefana W.

Kluczowa jest tu odpowiedź dotycząca poczytalności. W sprawie poczytalności Stefana W. – na polecenie prokuratury – wypowiadały się już dwa zespoły biegłych. Oba doszły do różnych wniosków.
Źródło info i foto: onet.pl

17-letnia Marokanka przez 2 miesiące była bita i gwałcona. 11 mężczyzn z wyrokami

17-letnia Marokanka była przez dwa miesiące bita i gwałcona przez grupę mężczyzn. Kobiecie odmawiano dostępu do jedzenia i wody oraz pokryto jej ciało tatuażami. W środę zapadł wyrok w kontrowersyjnej sprawie, która wywołała oburzenie w całym kraju. Sąd skazał 11 oskarżonych o porwanie oraz gwałcenie w 2018 roku wówczas 17-letniej Khadiji. Mężczyźni usłyszeli wyroki po 20 lat pozbawienia wolności oraz po 200 tys. dirhamów marokańskich (ponad 87 tys. zł). Adwokaci ofiary zapowiedzieli apelację, ponieważ miejscowe prawo za tak brutalne przestępstwa pozwala na wydanie wyroku 30 lat więzienia – podała agencja AFP.

Khadija została porwana przez grupę mężczyzn w 2018 r. W tym czasie nastolatka przez dwa miesiące przeżywała prawdziwy horror. Kobieta była gwałcona, torturowana, odmawiano jej dostępu do jedzenia i wody. Dodatkowo oprawcy na jej ciele zostawili tatuaże oraz ślady po przygaszonych papierosach.

Nastolatka była torturowana przez 2 miesiące. Rodziny oprawców jej nie wierzyły

– Próbowałam uciec kilka razy, ale zostałam złapana i pobita – powiedziała Khadija trzy lata temu marokańskiej telewizji Chouf. Dodała, że nigdy nie wybaczy swoim oprawcom. Rodziny oskarżonych o znęcanie się nad kobietą twierdziły, że Khadija „wyssała z palca” całą historię i prowadziła „zdeprawowany” styl życia.

Torturowanie Khadiji wywołało oburzenie w Maroku, bardzo konserwatywnym państwie arabskim. W 2018 r. w mediach społecznościowych rozpoczęła się akcja pod hasztagiem #JusticePourKhadija (sprawiedliwość dla Khadiji), wzywająca do zmian w prawie i lepszej ochrony przed przestępstwami seksualnymi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl