Atak nożownika w Świnoujściu

18-letni mężczyzna został ugodzony nożem w Świnoujściu (Zachodniopomorskie). Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, ale jeszcze tego samego dnia został zatrzymany przez funkcjonariuszy. Sprawę bada teraz policja pod nadzorem prokuratury.

Do zdarzenia doszło w niedzielę około godziny 18 przy ulicy Piłsudskiego w Świnoujściu. Jak wstępnie ustalili policjanci, między dwoma pracownikami lokalu gastronomicznego doszło do kłótni. Sierż. Kamil Zwierzchowski z Komendy Miejskiej Policji w Świnoujściu przekazał, że jeden z mężczyzn, 18-latek, ugodzony został nożem w udo i pośladek.

Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Został jednak jeszcze tego samego dnia zatrzymany w pobliżu swojego miejsca zamieszkania.

Funkcjonariusze podczas działań znaleźli nóż porzucony w okolicach ulicy Matejki. Poszkodowany 18-latek trafił do szpitala – jego stan jest w normie. Okoliczności zdarzenia wyjaśnia teraz policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Świnoujściu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Brutalna zbrodnia w Sokółce

Agnieszka Michniewicz z Sokółki (woj. podlaskie) w przyszłym roku obchodziłaby swoje czterdzieste urodziny. Na jej drodze stanęło jednak trzech bandytów, którzy brutalnie pozbawili ją godności i zamordowali. Nagą, leżącą w mieszkaniu w kałuży krwi 27-latkę odnalazła jej babcia Anna. Był 21 stycznia 2009 roku. Dzień Babci. Sprawcom tej okrutnej zbrodni przez blisko 5 lat udawało się unikać sprawiedliwości, a gdy wpadli, na wyrok czekali kolejne dwa. Agnieszka spoczywa w skromnej, zadbanej mogile na cmentarzu parafialnym w Sokolanach niedaleko Sokółki.

27-letnia Agnieszka mieszkała ze swoją babcią Anną w jednym z bloków w Sokółce. Feralnego dnia została sama, krzątała się w mieszkaniu ubrana tylko w piżamę i szlafrok, gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła i choć znała tylko jednego z trzech przybyszów, ufnie zaprosiła ich do środka, proponując kawę. Jak się potem okazało, niezapowiedziani goście 27-latki urwali się ze szkoły, wypili trochę alkoholu, a jeden z nich wpadł na pomysł odwiedzin u niedawno poznanej młodej kobiety. Wydarzania nabierały tempa, a z pozoru niewinna towarzyska wizyta błyskawicznie zamieniła się w horror. Młodzieńcy rzucili się na bezbronną Agnieszkę i usiłowali ją zgwałcić. Ona jedna zaciekle broniła swojej godności, co tylko podnieciło i rozjuszyło agresorów. Sekcja zwłok wykazała później, że młoda kobieta była gwałcona, podduszana, na ciele miała ponad 20 ran zadanych kuchennym nożem, a na twarzy liczne urazy od widelca. Jej nagie, zmasakrowane ciało po powrocie do domu odnalazła babcia.

Śledczy typowali wówczas, że sprawców musiało być co najmniej trzech. Przez pięć lat nie udało im się jednak wpaść na ich trop. – Jesteśmy niemal pewni, że mieszkańcy Sokółki wiedza, kto to mógł zrobić, ale boją się mówić, a my nie możemy przełamać tej zmowy milczenia – powiedział wtedy reporterowi „Super Expressu” jeden z dochodzeniowców zaangażowanych w sprawę.
Źródło info i foto: se.pl

Rozbito gang, który wyłudził blisko 20 mln złotych

Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Łodzi prowadzi postępowanie przygotowawcze przeciwko podejrzanym o oszustwa na szkodę Poczty Polskiej S.A. oraz banków i instytucji bankowych z terenu województw łódzkiego. Jak ustalono, w okresie od marca do września 2020 roku, sprawcy wyłudzili ok. 20 mln zł na szkodę Poczty Polskiej S.A., a ponadto posługując się podrobionymi dokumentami tożsamości doprowadzili szereg banków na terenie województwa łódzkiego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości kilkuset tysięcy złotych.

Prowadzone w sprawie śledztwo umożliwiło zebranie materiału dowodowego uzasadniającego przedstawienie zarzutów sześciu kolejnym osobom zaangażowanym w przestępczy proceder. 23 czerwca 2021 roku funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji zatrzymali czterech sprawców w wieku od 32 do 59 lat zamieszkujących teren województwa łódzkiego.

Z uwagi na grożący wysoki wymiar kary oraz obawę matactwa wobec dwóch podejrzanych w sprawie Sąd Rejonowy dla Łodzi – Śródmieścia w Łodzi zastosował tymczasowe aresztowania. Wobec czterech kolejnych sprawców orzeczono poręczenia majątkowe lub oddania pod dozór Policji.

Śledztwo zostało przejęte do dalszego prowadzenia z VIII Komisariatu Policji w Łodzi, którego funkcjonariusze wspólnie z policjantami Komendy Miejskiej Policji w Łodzi w kwietniu 2020 roku zatrzymali dziewięć osób zaangażowanych w opisany proceder przestępczy. Wówczas w sprawie w stosunku do czterech podejrzanych Sąd Rejonowy dla Łodzi – Widzewa w Łodzi zastosował tymczasowe areszty. Zabezpieczono również obszerny materiał dowodowy oraz dzięki współpracy z Pocztą Polską odzyskano znaczną kwotę wyłudzonego mienia, bo około 16 mln złotych.
Źródło info i foto: Policja.pl

Próbował przejechać mundurowych w Raszynie. Funkcjonariusze oddali strzały

W podwarszawskim Raszynie doszło do policyjnego pościgu. Z nieoficjalnych informacji RMF FM wynika, że podejrzany mężczyzna próbował przejechać funkcjonariuszy policji. Mundurowi oddali kilka strzałów i ruszyli w pościg za mężczyzną. Do zdarzenia doszło w podwarszawskim Raszynie (województwo mazowieckie). Reporter RMF FM ustalił nieoficjalnie, że policjanci obserwowali podejrzanego mężczyznę. Kiedy podjęli próbę zatrzymania, ten próbował przejechać mundurowych samochodem. Funkcjonariusze oddali w jego kierunku strzały, a następnie rozpoczęli pościg.

– Policjanci jednego z wydziałów pionu kryminalnego Komendy Stołecznej Policji użyli broni i oddali strzały w kierunku pojazdu, którego kierujący chciał potrącić interweniującego policjanta. Po kilkunastu metrach sprawca porzucił auto i uciekł na piechotę – przekazała TVN Warszawa Marta Gierlicka z Komendy Stołecznej Policji.

Portal podaje, że w Raszynie trwa obława. Jak przekazała KSP, na miejscu jest policyjny śmigłowiec. Funkcjonariusze korzystają też z pomocy psów tropiących. Z nieoficjalnych doniesień TVN Warszawa wynika, że obława przeniosła się w kierunku Milanówka.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Strzelanina na granicy Meksyku z USA. Kobiety w bagażniku

Niezidentyfikowani sprawcy w samochodach sportowych w sobotę po południu zabili z broni palnej co najmniej 15 osób w kilku atakach w różnych miejscach meksykańskiego miasta Reynosa na granicy z USA – podała lokalna policja. Reynosa graniczy z miastem McAllen w Teksasie. Tożsamość zarówno ofiar, jak i napastników nie jest jeszcze znana. Nieznany jest także motyw zbrodni.

Wojsko w stanie gotowości

Na wieść o strzelaninach władze zmobilizowały wojsko, Gwardię Narodową i policję. Władze podały, że zatrzymano osobę, która przetrzymywała w bagażniku samochodu dwie kobiety, które najprawdopodobniej zostały porwane.

Władza w zmowie z kartelami?

Dwa ostatnie lata w Meksyku były wyjątkowo krwawe: w 2019 roku zarejestrowano 34 681 morderstw, a w 2020 – 34 554. Były to głównie ofiary walk pomiędzy kartelami przestępczymi o przejęcie dróg przerzutowych narkotyków, broni i ludzi. Kolejnym meksykańskim rządom nie udawało się zlikwidować przestępczych syndykatów. Wielu ludzi oskarża organy ścigania i sądownictwa o zmowę z gangami lub systemowe skorumpowanie.

Prezydent Meksyku Andres Manuel Lopez Obrador zapowiedział, że chce zwalczać kartele przestępcze „uściskami, nie kulami”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Atak nożownika w Chinach. Śmierć 5 osób

Co najmniej pięć osób zginęło, a 15 zostało rannych w sobotę w wyniku ataku nożownika w mieście Anqing w prowincji Anhui na wschodzie Chin – poinformowała lokalna policja. Napastnik, który zaatakował pieszych na ulicy, został aresztowany. Motyw ataku nie jest na razie znany; w sprawie wszczęto dochodzenie.

Chińskie prawo ogranicza sprzedaż i posiadanie broni palnej, a podobne ataki są zazwyczaj przeprowadzane przy użyciu noży lub ładunków wybuchowych domowej roboty. Sprawcy podobnych ataków byli w przeszłości opisywani przez władze jako chorzy psychicznie lub żywiący urazę do społeczeństwa.

W grudniu 2020 roku w wyniku ataku nożownika przed sauną i łaźnią w północno-wschodnich Chinach zginęło co najmniej siedem osób, a siedem zostało rannych. W czerwcu ubiegłego roku w przedszkolu w południowym regionie Guangxi ochroniarz posługujący się nożem ranił co najmniej 39 osób. Sprawca został skazany na śmierć.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Francja: Były żołnierz strzelał do żandarmów i uciekł do lasu. Trwają poszukiwania sprawcy

29-letni były żołnierz, który był skazany za przemoc domową, przyszedł do swojej byłej partnerki w Lardin-Saint-Lazare we Francji i zaatakował jej obecnego partnera. Kiedy na miejscu pojawili się żandarmi, zaczął do nich strzelać, po czym uciekł do lasu. Trwa obława. Według służb poszukiwany „ma ze sobą strzelbę do polowania na grubą zwierzynę, która jest naładowana potężną amunicją”

Jak podała AFP, Grupa Interwencyjna Żandarmerii Narodowej z Tuluzy i Satory zaangażowała w poszukiwania 300 funkcjonariuszy. Towarzyszy im dwóch negocjatorów. Nad obszarem latają cztery helikoptery.

Ściganym jest były żołnierz, który służył w wojsku między 2011 a 2016 rokiem. Żandarmeria przekazała, że poszukiwany ma 29 lat. – Mężczyzna jest silnie uzbrojony. Jest wysportowany i przemieszcza się bardzo szybko. Ukrywa się na trudno dostępnym, zalesionym obszarze – powiedziała agencji AFP Francine Bourra, burmistrz Lardin-Saint-Lazare.

– Ma ze sobą strzelbę do polowania na grubą zwierzynę, która jest naładowana potężną amunicją – powiedział lokalnej prasie generał Andre Petillot, dowódca oddziału w Nowej Akwitanii. Jak ustaliły źródła AFP, bronią jest winchester kaliber .30 – 30, którego używa się we Francji do polowań na dziki. – Poszukiwany zna bardzo dobrze teren, na którym się przemieszcza – dodał Petillot.

Burmistrz Lardin-Saint-Lazare poinformowała AFP, że podejrzany był wcześniej skazany za przemoc domową i nosił elektroniczną bransoletkę. Około północy pojawił się w domu swojej byłej partnerki i zaatakował jej obecnego partnera. Kiedy na miejscu pojawiła się żandarmeria, otworzył ogień do funkcjonariuszy i uciekł na pobliski zalesiony obszar.

Władze departamentu Dordogne nakazały okolicznym mieszkańcom pozostanie w domach.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sędzia podwyższył wyrok za handel narkotykami

Podczas procesu odwoławczego rosyjskiego kierowcy, który przemycał w samochodzie narkotyki, sędzia uzasadnił, że ze wzrostem ich ilości nie może następować łagodzenie kary. Wyliczył, że skoro w innym procesie za przemyt 65 kilogramów haszyszu sprawca dostał 7 lat więzienia, to za przemyt o 10 kg większej ilości kara nie może być identyczna. I dołożył 3 lata.

44-letni Rosjanin z Sankt Petersburga zatrzymany został w województwie podlaskim we wrześniu 2019 roku. W mercedesie Mercedes ML 350 na rosyjskich numerach rejestracyjnych, którym jechał w kierunku litewskiej granicy (SG zatrzymała go do kontroli w okolicach Wiżajn), ukryto prawie 77 kg haszyszu, wartego na czarnym rynku ponad 4 mln zł.

Straż Graniczna podała wówczas, że kierowca w czasie rutynowych czynności zachowywał się nienaturalnie i dlatego pogranicznicy nabrali podejrzeń, że w aucie może być przemyt. W czasie szczegółowej kontroli okazało się, że samochód ma zbyt grubą podłogę. W skrytce znaleziono 134 zamknięte hermetycznie paczki różnej wielkości z suszem roślinnym. Okazało się, że był to haszysz.

Prokuratura postawiła także mężczyźnie zarzut udziału w innym przemycie narkotyków z Hiszpanii do Rosji, zatrzymanym w Kuźnicy (Podlaskie), na granicy z Białorusią w listopadzie 2018 r. Tam zarzut dotyczył współdziałania z kurierem tego transportu jadącym autem marki BMW X6 i z innymi, nieustalonymi osobami. Straż Graniczna zatrzymała wtedy ładunek 65 kg haszyszu wartego około 3,5 mln zł.

Sąd pierwszej instancji skazał kierowcę na 7 lat więzienia (plus 7,5 tys. zł grzywny) za przemyt, od współudziału w drugim z przestępstw go jednak uniewinnił. Sąd apelacyjny również uznał, iż nie ma dowodów na współudział Rosjanina w przemycie udaremnionym w Kuźnicy. Jednak rozpoznając odwołania obu stron uznał, że za transport 77 kg haszyszu oskarżony zasługuje na karę 10 lat więzienia.

Uzasadniając wyrok przewodniczący składu orzekającego sędzia Jerzy Szczurewski powiedział, że przy ocenie szkodliwości społecznej przemytu narkotyków kluczowa jest ich ilość oraz okoliczności. Sędzia przypomniał, że sprawie przemytu udaremnionego w Kuźnicy, w której Rosjanin został uniewinniony, kierowca-kurier został skazany na 7 lat więzienia za próbę przewiezienia 65 kilogramów haszyszu. Oskarżony Rosjanin przewoził o 10 kg narkotyków więcej. Oba transporty różniły się także o ok. 0,5 mln zł czarnorynkową wartością.

– Nie może być tak, że w miarę wzrostu ilości narkotyku następuje liberalizacja oceny szkodliwości społecznej przestępstwa- uzasadniał sędzia Szczurewski.

Sędzia: „Zinstytucjonalizowany” przemyt
Prokuratura chciała podwyższenia kary do 12 lat więzienia. Obrona z kolei wnioskowała o obniżenie kary do trzech lat więzienia za przemyt i zmniejszenie grzywny.

Zdaniem sędziego transport narkotyków z Hiszpanii przez szereg krajów, w tym Polskę, prawdopodobnie do Rosji, był „zinstytucjonalizowany”. Grupa przestępcza przygotowywała bliźniaczo podobne skrytki w podwoziach drogich aut na duże ilości narkotyków, korzystała z tego samego szlaku, a kierowcy byli jedynie kurierami.

„Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością” można mówić o działalności jednej grupy przestępczej, o czym świadczy m.in. identyczny sposób działania i szlak przerzutowy – powiedział sędzia.

Jednocześnie zwracał uwagę, że nie ma namacalnych dowodów (np. nagrań rozmów telefonicznych czy zapisów sms-ów), by można było uznać za udowodnione, że kurierzy współpracowali ze sobą.
Źródło info i foto: interia.pl

Rozbój w toruńskiej galerii handlowej

Po publikacji zdjęć z monitoringu policjanci poznali personalia sprawców wymuszenia rozbójniczego, do jakiego doszło w galerii handlowej przy ul. Broniewskiego w Toruniu. – Dwóch mężczyzn w wieku 19 i 21 lat usłyszało już zarzuty. Za to przestępstwo może im grozić do 10 lat więzienia – przekazuje asp. Wojciech Chrostowski, rzecznik prasowy KMP w Toruniu.

6 maja, na prośbę policjantów z grodu Kopernika publikowaliśmy na portalu „Super Express Toruń” zdjęcia z wizerunkiem sprawców wymuszenia rozbójniczego, do jakiego doszło 5 stycznia tego roku w galerii handlowej przy ul. Broniewskiego w Toruniu. – Dwóch mężczyzn w drogerii wzięło z półki perfumy warte kilkaset złotych, po czym nie płacąc za nie, wyszli ze sklepu. Na parkingu pracownik ochrony próbował ich zatrzymać. Wówczas jeden z mężczyzn kilkukrotnie uderzył go w twarz i wspólnie z drugim sprawcą zbiegł – wyjaśniał wówczas asp. Wojciech Chrostowski z biura prasowego KMP w Toruniu. Funkcjonariusze pochwalili się przełomem w sprawie.

– W połowie maja policjanci z toruńskiej komendy zatrzymali pierwszego z nich. 19-latek usłyszał zarzut i został objęty policyjnym dozorem. 24 maja jego los podzielił 21-letni kompan. Mężczyzna wiedział, że poszukuje go policja i sam zgłosił się do komendy – przekazuje asp. Wojciech Chrostowski.

Drugi z zatrzymanych również usłyszał zarzut za kradzież rozbójniczą i został objęty policyjnym dozorem. – Za to przestępstwo może im grozić do 10 lat więzienia – podsumowuje w komunikacie prasowym rzecznik prasowy toruńskiej policji.
Źródło info i foto: se.pl

Zabójstwo 11-letniego Sebastiana. Ojciec innego dziecka: „Dwa dni wcześniej zamaskowany mężczyzna gonił moją córkę”

W czwartek zamaskowany mężczyzna gonił 11-letnią dziewczynkę w Katowicach. Udało się jej uciec. Do zdarzenia doszło mniej niż kilometr od miejsca, gdzie w sobotę mężczyzna uprowadził 11-letniego Sebastiana, którego później zamordował. Rodzice zgłosili sprawę próby ataku na dziewczynkę na policję. Teraz zastanawiają się, czy mógł tego dokonać ten sam sprawca.

11-letni Sebastian zaginął w sobotę 22 maja. W niedzielę policjanci znaleźli jego ciało i zatrzymali mężczyznę, który przyznał się do porwania i zabójstwa chłopca. Dwa dni przed jego uprowadzeniem w tej samej części Katowic zgłoszono próbę ataku na 11-letnią dziewczynkę. Udało się jej uciec, a rodzice zgłosili to na policję.

Do zdarzenia doszło w czwartek po południu – mówi w rozmowie z Gazeta.pl mieszkaniec Katowic, Krzysztof Kret. On był wtedy w pracy, a zdarzenie zrelacjonowała mu później córka. Tego dnia razem z kolegami bawiła się w okolicy domu, na pustej działce przy ul. Hallera. – Później razem poszli do sklepu, a córka zorientowała się, że zostawiła na działce portfel – powiedział. Dziewczynka wróciła po niego sama.

– „Odwróciła się, a za nią – jak mówiła – stał zamaskowany mężczyzna, sporej postury, w kominiarce, ciemnych spodniach i bluzie. Chciała odejść, zaczęła iść powoli. On zaczął iść za nią. Zaczęła biec, on zaczął biec za nią. Działka była kiedyś ogrodzona, teraz został tylko drut nad ziemią. Ona o tym wiedziała i go przeskoczyła. Ten facet nie wiedział, potknął się o drut i przewrócił. Córka uciekła, pobiegła do koleżanki i kolegi” – mówił. 11-latka najpierw nie mówiła o zdarzeniu rodzicom, ale dowiedzieli się o tym od rodziców koleżanki.

– Pytałem córki, czy może weszli na prywatną posesję, ktoś mógł chcieć ich wygonić. Pojechaliśmy zobaczyć to miejsce, ale działka jest niemal pusta: rozerwany płot, trawa, altanka – powiedział Krzysztof Kret. Był czwartek, późny wieczór. Mężczyzna zadzwonił na policję, gdzie usłyszał, żeby przyjść na komisariat w piątek rano.

– Rano zebraliśmy się z córką, na komisariacie opowiedziała, jak wyglądało zdarzenie. Policjanci spisali notatkę i powiedzieli, że przyjęli zgłoszenie. Rozmowa na tym się skończyła, nie mówili, czy wyślą tam patrol lub zrobią coś innego – opowiedział.

W sobotę wieczorem 11-letni Sebastian wyszedł na plac zabaw obok swojej szkoły przy ul. Grzegorzka. To 900 m w linii prostej od miejsca, gdzie w czwartek ktoś ścigał córkę pana Krzysztofa.

Krzysztof Kret dowiedział się o zniknięciu chłopca. – Jestem strażakiem ochotnikiem, uczestniczyłem w akcji poszukiwawczej od południa w niedzielę aż do jej zakończenia. Gdy spotkałem policjantów, wspomniałem im, że w czwartek jakiś zamaskowany facet gonił moją córkę. Ale oni się zajmowali swoją sprawą – powiedział. – Wieczorem zadzwonili do mnie policjanci z komendy z Sosnowca, z wydziału kryminalnego. Funkcjonariusz powiedział, że dowiedział się o moim zgłoszeniu, pytał o okoliczności – dodał.

Krzysztof Kret w piątek opisał na Facebooku to, co przydarzyło się jego córce. Gdy doszło go uprowadzenia i – jak się okazało – zabójstwa chłopca, pod wpisem wywiązała się dyskusja: czy sprawy mogą być powiązane. Niektórzy komentujący pytali o to na facebookowej stronie śląskiej policji. Profil policji początkowo zaprzeczał, jakoby takie zgłoszenie wypłynęło: „Zaprzeczamy, aby takie zdarzenie w ogóle miało miejsce”. „Być może Pani nie wie, ale nie wszystkie informacje, które pojawiają się w sieci, są prawdziwe. Nasze działania polegają na czymś więcej niż internetowy research” – opisano na jeden z komentarzy.

Później komentarz został jednak edytowany. „Faktycznie potwierdzamy, że w piątek rano policjanci z komisariatu Policji V w Katowicach interweniowali w związku ze zgłoszeniem w opisanej sprawie. Czynności zostały podjęte niezwłocznie. Wcześniejszy błędny przekaz wynikał z opóźnienia w komunikacji pomiędzy administratorem strony internetowej a funkcjonariuszami” – napisano.

Wydział prasowy komendy wojewódzkiej skierował nas do komendy miejskiej w Katowicach, gdzie nie udało nam się dodzwonić. Wysłaliśmy pytania o zgłoszenie i o to, czy policja podejrzewa, że sprawy mogą być powiązane. Czekamy na odpowiedź.
Źródło info i foto: Gazeta.pl