Będzie komisja śledcza w „sprawie Pegasusa”?

„Uważam, że jeżeli takie twierdzenia się pojawiają, to sprawa wymaga wyjaśnienia; od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie” – powiedział prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do sprawy Pegasusa. Nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza.

Prezydent był w poniedziałek gościem Polsat News oraz portalu interia.pl. W internetowej części rozmowy Andrzej Duda został zapytany o sprawę oprogramowania Pegasus, którym – według amerykańskiej agencji prasowej Associated Press – inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. – Od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie – ocenił prezydent.

Podczas rozmowy nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza. – Jeżeli taka będzie decyzja posłów, jeżeli taka będzie decyzja parlamentu, jeżeli są takie twierdzenia. Nic nie słyszałem, żeby były jakiekolwiek dowody na tę okoliczność, żeby była jasność. Ja żadnego dowodu na tę okoliczność nie widziałem i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nigdy nie miałem żadnej korespondencji w tej sprawie. Nigdy nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, w związku z powyższym jestem za tym, żeby absolutnie te sprawę wyjaśnić – podkreślił.

– Uważam, że jeżeli takie pojawiają się twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia. Zwłaszcza, jeżeli tego typu twierdzenia dotyczą prokuratora, który prowadził jakąś sprawę. Zdumiewające były te informacje dla mnie, bo tak jak mówię, ja nigdy o tym nie słyszałem i nigdy też nie miałem żadnych dokumentów, które o czymś takim mogłyby stanowić, w związku z powyższym uważam, że sprawę trzeba wyjaśnić, skoro takie twierdzenia są – zaznaczył.

Na pytanie czy powinna się tą sprawą zająć komisja ds. służb specjalnych czy komisja śledcza powiedział, żeby „zostawić to Sejmowi i posłom, bo to oni zdecydują”.

– Powtarzam jeszcze raz. Jest chociażby w Sejmie komisja do spraw służb specjalnych, która – jeżeli są wątpliwości – w pierwszej kolejności mogłaby się tym zająć – dodał prezydent.

Amerykańska agencja prasowa Associated Press podała, że działająca przy Uniwersytecie w Toronto grupa Citizen Lab poinformowała, że senator KO Krzysztof Brejza był w 2019 roku inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Według Citizen Lab do telefonu Brejzy włamywano się 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Wcześniej Citizen Lab informowała, że inwigilowani przy pomocy Pegasusa mieli być także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprawca ataku bombowego na Dworcu Centralnym w Brukseli został „zneutralizowany”

Belgijski Prokurator Generalny Eric Van der Sypt potwierdził w nocy z wtorku na środę, że sprawca ataku bombowego na Dworcu Centralnym w Brukseli został „zneutralizowany” i nie żyje. Trwa sprawdzanie jego tożsamości. Dworzec jest wciąż otoczony przez policję. Po północy na stacji doszło do kolejnego wybuchu – pisze agencja AFP. Jak podało centrum monitoringu zagrożenia terrorystycznego w Brukseli tym razem była to eksplozja kontrolowana. Ładunek wysadzili w powietrze saperzy.
 
W ocenie Prokuratura Generalnego Belgii wybuch na Dworcu Centralnym w Brukseli należy zakwalifikować jako atak terrorystyczny. Eric Van der Sypt, który podczas konferencji prasowej zorganizowanej naprędce w pobliżu Dworca Centralnego powiedział, że sprawca został unieszkodliwiony i później potwierdził jego zgon, odmówił jednak komentarza w odniesieniu do relacji świadków, którzy utrzymywali, iż sprawca krzyczał po arabsku „Allah Akbar – Bóg jest wielki”.
 
Agencja AFP pisze, że po godz. 1 w nocy ciało zamachowca wciąż leżało na podłodze w hali dworcowej.

AFP: materiały wybuchowe mogły znajdować się w bagażach sprawcy
 
Nie jest też jasne czy zamachowiec posłużył się tzw. pasem szahida. Z wypowiedzi prokuratora Van der Sypta należałoby raczej wnioskować, że materiały wybuchowe znajdowały się w bagażach sprawcy – pisze AFP.
 
Prokuratura potwierdziła, że wybuch nie pociągnął za sobą żadnych ofiar wśród ludności.
 
Wcześniej centrum monitoringu zagrożeń w stolicy Belgii podało, że żołnierze patrolujący Dworzec Centralny w śródmieściu Brukseli unieszkodliwili we wtorek wieczorem przebywającą tam osobę, po tym, gdy doszło do niewielkiej eksplozji. Według dziennika „La Libre Belgique”, na dworcu doszło do próby zamachu terrorystycznego, a mężczyzna krzyczał „Allah Akbar”, zanim żołnierze oddali strzały w jego stronę.

Ewakuowano także rynek Grand-Place
 
Po eksplozji na dworcu i podziemnych peronach wybuchła wśród podróżnych panika – podała agencja prasowa Belga. Wstrzymano ruch pociągów, który w centrum Brukseli odbywa się w tunelu. Budynek dworca został zamknięty i ewakuowany. Wytyczono kordon bezpieczeństwa. Na stacji metra pod dworcem nie zatrzymują się pociągi. Przejściowo ewakuowano także pobliski rynek Grand-Place, który jest tłumnie odwiedzany przez turystów. W centrum Brukseli rozmieszczono znaczne siły policji i wojska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dyrektor FBI James Comey mówi, że nie ma podstaw, by postawić Clinton zarzuty karne ws. maili

Dyrektor FBI James Comey poinformował w niedzielę, że przegląd nowych maili nie zmienił wniosku, do którego agencja doszła w lipcu: że nie ma podstaw do postawienia Hillary Clinton zarzutów karnych ws. korzystania przez nią z prywatnego serwera pocztowego. „Na podstawie dokonanego przez nas przeglądu nie zmieniamy naszych wniosków, jeśli chodzi o sekretarz Clinton” – napisał Comey w liście do kongresmenów w niedzielę, dwa dni przed wyborami prezydenckimi w USA.

To oznacza, że agencja nie znalazła w mailach, które odkryła przy okazji innego dochodzenia w komputerze byłego kongresmena Anthony’ego Weinera, męża najbliższej współpracownicy Clinton Humy Abedin, niczego, co by uzasadniało postawienie Clinton zarzutów karnych. Rzecznik Clinton Brian Fallon z zadowoleniem przyjął tę wiadomość, pisząc na Twitterze, że sztab zawsze był przekonany, iż FBI utrzyma w mocy swą lipcową decyzję.

Notowania Clinton spadły

Na 11 dni przed wyborami prezydenckimi w USA Comey wywołał prawdziwy wstrząs w kampanii Clinton, ogłaszając, że agencja dotarła do nowych maili, które „wydają się mieć związek” z zakończonym w lipcu śledztwem ws. używania przez Clinton niezgodnie z procedurami bezpieczeństwa prywatnego serwera pocztowego (zamiast rządowego), gdy była sekretarzem stanu. Comey przyznał, że agencja musi dopiero sprawdzić, czy nowe maile zawierają tajne informacje, i ocenić, czy są one ważne dla dochodzenia.

Nawet jeśli nie było to jego intencją, Comey dostarczył rywalowi Clinton w wyborach, nominowanemu przez Partię Republikańską Donaldowi Trumpowi amunicji do ataków na Demokratkę. Jej notowania bardzo spadły.

Dochodzenie, które nic nie wykazało poza niedbalstwem

FBI przez prawie rok prowadziła dochodzenie, by ustalić, czy używanie przez Clinton prywatnego serwera do celów służbowych w czasie, gdy była sekretarzem stanu (2009-13), naraziło tajemnice państwowe. W lipcu Comey powiedział, że Clinton dopuściła się „skrajnego niedbalstwa”. Słabsze zabezpieczenie prywatnego serwera ułatwiało bowiem ewentualne włamanie się do systemu. Jak ustaliła FBI, przez prywatną skrzynkę mailową Clinton przeszło co najmniej 110 wiadomości o statusie „tajne” i teoretycznie mogły mieć do nich dostęp osoby nieuprawnione. Comey mówił, że Clinton powinna była wiedzieć, iż piwnica jej nowojorskiego domu to nieodpowiednie miejsce na umieszczenie serwera używanego do służbowych maili.

Niemniej jednak Comey nie zarekomendował postawienia Clinton zarzutów karnych i zgodnie z tym zaleceniem prokurator generalna Loretta Lynch nie oskarżyła jej o popełnienie przestępstwa. Dyrektor FBI tłumaczył, że nie ma żadnego dowodu na to, iż Clinton albo jej współpracownicy zamierzali złamać prawo, tak samo jak nie ma dowodu, że hakerzy włamali się na jej konto clintonemail.com.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka akcja policji. Kierowcy sprawdzani na potęgę

Do końca roku polscy kierowcy będą musieli „dmuchnąć w balonik” nawet 16 milionów razy. To oznacza, że policjanci przeprowadzą dwukrotnie więcej kontroli, niż w rekordowym dotąd ubiegłym roku – dowiedział się portal tvn24.pl. Niepokojące jest, że w tym samym czasie policjanci niemal nie sprawdzają, czy kierowcy jeżdżą po narkotykach. Optymistyczne zaś – że coraz rzadziej wsiadamy „po kieliszku”.

Poznaliśmy najświeższe statystki Komendy Głównej Policji. Wynika z nich, że tylko do czerwca tego roku funkcjonariusze 7,5 miliona razy badali, czy kierowcy są trzeźwi. Tymczasem w całym rekordowym dotąd 2013 roku takich testów było „tylko” 8,8 miliona. Tanie, zmasowane dmuchanie. Jeden z najbardziej tragicznych i głośnych wypadków miał miejsce w Kamieniu Pomorskim, dokładnie pierwszego dnia tego roku. Pijany i będący pod wpływem narkotyków kierowca BMW wjechał grupę pieszych idących chodnikiem. Pięć osób zginęło na miejscu, jedno z dzieci zmarło podczas reanimacji w szpitalu. Lekarze długo walczyli o życie chłopca, który stracił oboje rodziców. Po badaniu okazało się, że kierowca, 26-letni Mateusz S., miał ponad 2 promile we krwi. Palił też marihuanę, zażywał amfetaminę. Po tej tragedii rząd zapowiedział zaostrzenie kar dla pijanych kierowców i zwiększenie kontroli trzeźwości.

– „Wyeliminowanie nietrzeźwych kierowców z polskich dróg stanowi priorytet komendanta głównego policji” – wyjaśnia nam młodszy inspektor Marek Kąkolewski z pionu ruchu drogowego w centrali policji. – „Stąd cykliczne akcje w całym kraju, których wspólnym hasłem jest zero tolerancji dla pijących za kierownicą” – dodaje. Dodatkowo kilkanaście miesięcy temu komendant główny Marek Działoszyński nakazał, by w każdej jednostce policji 10% etatów przypadało na drogówkę. Jednocześnie wprowadzono nowocześniejsze alkomaty.

– „Nowe urządzenia, którymi dysponujemy, nie wymagają nawet zmiany ustnika. Dmucha się z odległości kilku centymetrów. A to oznacza dla naszego kierownictwa rzecz najważniejszą; test jest niemal bezkosztowy” – mówi doświadczony oficer stołecznej drogówki. Bezkosztowy, bo do niedawna trzeba było kupować miliony „baloników”, a później jednorazowych ustników. Dziś, po stronie kosztów pozostaje wyłącznie zakup urządzenia i jego okresowa kalibracja, aby wskazania były precyzyjne i nie mogły zostać podważone w sądzie.

Coraz rzadziej na drugim gazie

W danych gromadzonych przez komendę główną można wyczytać, że z roku na rok spada liczba pijanych kierowców. Dla porównania: 5,6 miliona kontroli w 2011 roku przyniosło ujawnienie 183 tysięcy „wypitych”. Rok później, gdy kontroli było o 2 miliony więcej, złapano 171 tysięcy kierowców „pod wpływem”. W rekordowym dotąd 2013 roku policjanci, przeprowadzając 8,8 miliona testów, ujawnili 163 tysiące kierowców łamiących prawo. To oznacza, że Polacy powszechnie zaczynają rozumieć, jak niebezpieczne jest wsiadanie do auta po spożyciu alkoholu. – Mamy do czynienia z pewnym odsetkiem morderców na drogach i – tak jak przy mordercy, który biega z nożem i chce kogoś zabić – każdy środek, żeby to zmniejszyć, powstrzymać, zredukować jest dobry – powtarza minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz.

Po analizie najtragiczniejszej tabeli – w której ujmowane są ofiary śmiertelne wypadków – okazuje się, że z winy pijanych kierowców ginie rocznie od 260 do 300 osób. Oznacza to, że są oni sprawcami od 8 do 9 proc. wszystkich śmiertelnych wypadków. I co niepokojące, na tę liczbę – a także proporcje – nie wydają się mieć wpływu coraz intensywniejsze kontrole policyjne.

Testy na narkotyki za drogie?

Komenda Główna Policji, oprócz statystyk dotyczących pijanych kierowców, posiada też dane dotyczące kontroli pod kątem narkotyków. Tu trend jest odwrotny niż w przypadku drogowych pijaków. Okazuje się, że liczba testów narkotykowych wykonywanych przez funkcjonariuszy spada. Przez pierwsze sześć miesięcy tego roku policjanci tylko 3,8 tysiąca razy sprawdzili, czy kierowca zażywał narkotyki. A w rekordowych latach takich testów przeprowadzano nawet 16 tysięcy. Dlaczego policja tak drastycznie ogranicza liczbę kontroli, choć dopalacze oraz miękkie i twarde narkotyki są łatwo dostępne na czarnym rynku? A sam sprawca wypadku z Kamienia Pomorskiego był zarówno pijany, jak pod wpływem narkotyków?

– „Nie lekceważymy problemu narkotyków. Ale nie ma żadnego państwa na świecie, gdzie rozwiązano by to modelowo. Po prostu substancji odurzających są tysiące i nie ma uniwersalnych testerów mogących je wykryć – przekonuje nas inspektor Kąkolewski. Jednocześnie przyznaje, że testery są drogie” – taki jednokrotnego użycia kosztuje policję ok. 65 zł. – „I to prawdziwa przyczyna, dla której w tym roku będzie 16 milionów testów na alkohol, a tylko 6 tysięcy na narkotyki. Po prostu budżet policji jest w opłakanym stanie, funkcjonujemy na granicy utraty płynności finansowej. Rezygnujemy zatem ze wszystkiego, co kosztuje, mimo że mogłoby poprawić bezpieczeństwo. Ale pretensje o to należy kierować do rządu i Ministra Finansów” – mówi mundurowy związkowiec, proszący o zachowanie anonimowości.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Nietrzeźwi kierowcy. 19-latek złapany z marihuaną

W nocy z soboty na niedzielę policjanci w Koszalinie przeprowadzili akcję pod nazwą ‚Bezpieczna gmina”.
Policjanci patrolowali miasto oraz gminy. Funkcjonariusze zatrzymywali auta w celu kontroli dokumentów kierowców, posiadania narkotyków, bądź prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu – informuje GK24.pl
Ogólnie wylegitymowano 125 osób, sprawdzono 68 bagaży. Przeprowadzono również 87 kontroli pojazdów, a ich kierowców przebadano na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Czterech kierujących było w stanie nietrzeźwości, a dwóch w stanie po użyciu alkoholu.
Zródlo info: GK24.pl