Policja bada sprawę Cristiano Ronaldo

Cristiano Ronaldo po zakończonym meczu z Evertonem wytrącił z rąk widza telefon, który upadł na ziemię. Portugalczyk przeprosił już za swoje zachowanie, co miało zakończyć sprawę. Teraz jednak dochodzenie wyjaśniające wszczęła policja.

„Nigdy nie jest łatwo radzić sobie z emocjami w trudnych momentach. Mimo tego musimy być przykładem dla młodych, którzy kochają tę piękną grę. Chciałem przeprosić za mój wybuch i, jeśli to możliwe, zaprosić tego kibica na mecz na Old Trafford” – napisał Ronaldo.

Sprawa miała się na tym zakończyć, ale okazało się, że doniesienie w sprawie Ronaldo trafiło na policję.

– Mogę to potwierdzić. Współpracujemy z Manchesterem United i Evertonem w sprawie domniemanej napaści na meczu piłki nożnej. Ustalamy, czy doszło do przestępstwa – powiedział cytowany przez Guardiana rzecznik policji Merseyside.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Psy zagryzły 12-letniego Kamila. Jest wyrok

Sąd Okręgowy w Przemyślu wydał 5 kwietnia prawomocny wyrok na właściciela dwóch amerykańskich pitbulterierów, które zagryzły 12-letniego Kamila. Wymiar kary jest taki sam, jaki wydał sąd pierwszej instancji – trzy lata bezwzględnego więzienia. Do dramatu doszło 28 września 2020 roku w mieszkaniu przy ul. Joachima Lelewela w Przemyślu. 12-letni Kamil T. przyszedł tam do swojego kolegi Szymona P. Chłopcy byli w mieszkaniu bez opieki dorosłych. Jednak razem z nimi były tam jeszcze dwa pitbulteriery – jeden z nich rzucił się na Kamila T. W wyniku poniesionych obrażeń chłopiec zmarł trzy dni później. Jego kolega odniósł mniejsze obrażenia.

Mariusz S., który jest właścicielem zwierząt, był wcześniej karany za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu – przekazuje WP. Akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie trafił do sądu 18 czerwca 2021 r. We wrześniu w Sądzie Rejonowym w Przemyślu rozpoczął się proces przeciwko Mariuszowi S. Na pierwszej rozprawie oskarżony tłumaczył, że nie zdawał sobie sprawy, że niezbędne jest pozwolenie na posiadanie psów rasy niebezpiecznej.

Według oceny biegłych zwierzęta nie powinny zostać same z Szymonem P. w mieszkaniu. 29 października 2021 roku w Sądzie Rejonowym w Przemyślu zapadł wyrok w tej sprawie. Mariusz S. został skazany na trzy lata bezwzględnego więzienia. Miał też zapłacić nawiązkę w wysokości 50 tys. zł na rzecz matki zmarłego Kamila T. oraz przekazać 3 tys. zł na rzecz Szymona P. Od wyroku odwołały się obie strony.

Sędzia Mariusz Fołta ogłosił 5 kwietnia br. wyrok, który pokrył się z wyrokiem, jaki zasądził sąd pierwszej instancji. Oskarżony trafi do więzienia na trzy lata.

– To, co przeżywamy my, jako rodzice, rodzeństwo, cała rodzina, ciężko opisać słowami. Nie spocznę i będę walczyć do końca, żeby oskarżony poniósł odpowiednią karę za ten czyn. Żebym miała życie poświęcić tej sprawie – nie odpuszczę. Nie wybaczę. To nie jest rzecz, którą można odkupić, naprawić. Moje dziecko miało przed sobą całe życie. Takich rzeczy się nie wybacza – mówiła matka zagryzionego przez psy Kamila.

Oskarżony nie był obecny na rozprawie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ofiara księdza Arkadiusza H. wycofała pozew przeciwko kurii

Jakub Pankowiak, ofiara ks. Arkadiusza H., wycofał roszczenia z pozwu przeciwko diecezji kaliskiej. Mężczyzna nie komentuje powodów swojej decyzji. – Jakub zrobił bardzo dużo dla ruchu pokrzywdzonych, ale stracił siłę do walki o swoją sprawę – mówi w Gazeta.pl pełnomocnik braci Pankowiaków Artur Nowak. O swojej decyzji Jakub Pankowiak poinformował Polską Agencję Prasową. Zaznaczył, że nie zamierza jej komentować. – W sprawie zostaje mój brat – powiedział cytowany przez PAP.

– W tym tygodniu wycofałem w imieniu Jakuba Pankowiaka pozew przeciwko kurii kaliskiej – przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl mec. Artur Nowak, pełnomocnik Jakuba i Bartłomieja Pankowiaków. – Kuba zrobił bardzo dużo dla ruchu pokrzywdzonych, pokazał swoją twarz, stał się wzorem dla wielu osób, które znalazły w sobie odwagę, by opowiedzieć o krzywdzie. Zrobił wiele dla innych, ale stracił siłę do walki o swoją sprawę. Sądzę, że to była przemyślana decyzja i nie próbowałem go do niczego namawiać – dodaje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były prezydent Olsztyna domaga się prawie 3 mln złotych odszkodowania

Kwoty 2,8 mln zł za niesłuszne zatrzymanie i aresztowanie domaga się od Skarbu Państwa były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski. Przed Sądem Okręgowym w Olsztynie rozpoczął się we wtorek proces w tej sprawie. Proces utajniono ze względu na „uzasadniony interes wnioskodawcy”.

Sprawa dotyczy wniosku o odszkodowanie i zadośćuczynienie za niesłuszne zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie w sprawie karnej, w której zapadły prawomocne orzeczenia uniewinniające Czesława Małkowskiego od zarzucanych mu czynów dotyczących m.in. zgwałcenia urzędniczki.

Pełnomocnik b. prezydenta mec. Marek Gawryluk przed rozprawą powiedział dziennikarzom, że zatrzymanie jego klienta przez śledczych było „spektakularne i medialne”. Mój klient został zatrzymany jak terrorysta w Afganistanie. Chcę zaakcentować, że należy traktować w sposób ludzki wszystkich zatrzymanych, niezależnie od tego, czy ciąży na nim większy czy mniejszy zarzut – wyjaśnił.

Dodał, że „żądana kwota, choć jest bardzo wysoka, to i tak w całości nie będzie pokrywać szkód, które powstały, a szkody są zarówno w życiu rodzinnym, osobistym, to kwestie zdrowotne i polityczne”. Przykre jest tylko to, że akt oskarżenia niesłuszny niewątpliwie złożyła prokuratura, a płacić odszkodowanie i zadośćuczynienie będą wszyscy obywatele. Rekompensatę powinni wypłacić prokuratura, policja i pseudopokrzywdzona – mówił pełnomocnik.

Pełnomocnik b. prezydenta wniósł o zasądzenie od Skarbu Państwa na rzecz wnioskodawcy kwoty 2,5 mln zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę a także kwoty 294 tys. 717 zł tytułem odszkodowania.

B. prezydent Olsztyna Czesław Małkowski w styczniu tego roku został ostatecznie uniewinniony od zarzutu zgwałcenia urzędniczki. Sąd Najwyższy oddalił kasacje prokuratury i oskarżycielki od wyroku olsztyńskiego sądu uniewinniającego Małkowskiego. Sprawa trwała przez 14 lat.

W kasacjach prokuratura i pełnomocnik oskarżycielki wskazywali na uchybienia procesowe, do jakich – ich zdaniem – doszło w tej sprawie, m.in. w związku z jedną z biegłych. Kobieta ta, występując na jednym z etapów długotrwałej sprawy jako biegła, na innym została przesłuchana jako świadek, a materiały te zaliczono do dowodów w postępowaniu, co jest niedopuszczalne. Autorzy kasacji zwracali także uwagę m.in. na nierozpoznanie przez sąd II instancji „istoty” jednego z wątków apelacji prokuratury.

Sąd Najwyższy, oddalając kasacje, w uzasadnieniu postanowienia przyznał, że argumenty prokuratury i pełnomocnika oskarżycielki „od strony formalnej były zasadne”. Ale, aby zarzut kasacji był skuteczny i skutkował uchyleniem wyroku, uchybienie musi mieć istotny wpływ na treść wyroku. (…) Nie jest celem postępowania formalizm procesowy i zbędne przedłużanie sprawy – mówił, uzasadniając orzeczenie SN sędzia Marek Motuk.

Jak wskazał sędzia, SN w tej sprawie nie ma natomiast „wysokiego stopnia prawdopodobieństwa”, że kolejny wyrok sądu po ewentualnym uchyleniu przez SN, byłby inny niż uniewinnienie. Analiza całokształtu materiału dowodowego bardzo szeroko i wnikliwie ocenionego przez sąd I instancji na 400 stronach uzasadnienia, a także przez sąd II instancji, poza jednym z aspektów wskazanych w kasacji (…), w wysokim stopniu uprawdopodabnia, że w tej sprawie inny wyrok zapaść nie może – mówił sędzia.

Czesław Jerzy Małkowski od 2008 roku był oskarżany o gwałt na ciężarnej urzędniczce. W pierwszym procesie, który toczył się przed sądem w Ostródzie, został skazany na pięć lat więzienia. Wyrok 5 lat więzienia uchylił Sąd Okręgowy w Elblągu. Kolejny proces Małkowskiego toczył się przed Sądem Rejonowym w Olsztynie. Ten sąd w grudniu 2018 r. Małkowskiego uniewinnił. Ten uniewinniający wyrok utrzymał w grudniu 2019 r. w mocy Sąd Okręgowy w Olsztynie i od tego wyroku wniesiono kasacje, które zostały oddalone.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Policjant zastrzelił się na ulicy

Tragedia na Pradze-Północ w Warszawie. W aucie zaparkowanym przy ul. Jagiellońskiej znaleziono zwłoki mężczyzny. Jak podaje RMF24, jest to wysokiej rangi policjant z wydziału zwalczania przestępczości gospodarczej z komendy rejonowej policji Praga-Północ. Mężczyzna prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Na miejscu pracują służby, które wyjaśniają sprawę.

Koszmar rozegrał się w środę (12 stycznia). Jak ustalili dziennikarze RMF24, w okolicach dawnej fabryki samochodów osobowych przy ulicy Jagiellońskiej stało zaparkowane auto. Drzwi do pojazdu były zamknięte, a silnik włączony. Wewnątrz znajdował się nieżywy już mężczyzna z raną głowy po postrzale.

Według ustaleń RMF24, znalezione zwłoki to zastępca naczelnika policji z wydziału zwalczania przestępczości gospodarczej z komendy rejonowej policji Praga-Północ. Mężczyzna jeszcze dzień wcześniej był na służbie. Po pracy jednak nie wrócił do domu, a rano nie stawił się na komendzie. Rozpoczęły się poszukiwania policjanta. Niestety, ich finał okazał się tragiczny.

Informację o śmierci policjanta potwierdza policja. – Potwierdzamy śmierć naszego kolegi. Jest to wielka strata – stwierdziła kom. Monika Trzcinka z policji rejonowej na Pradze-Północ. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, policjant swoje auto pod dawną fabryką na Żeraniu zaparkował już dzień wcześniej około godz. 16.
Źródło info i foto: se.pl

Pastor został skazany za molestowanie seksualne sześciu dziewczynek

Sąd na indonezyjskiej Sumatrze uznał miejscowego pastora za winnego molestowania seksualnego sześciu dziewczynek. Duchowny protestancki ma trafić do więzienia na 10 lat, jego ofiary miały nie więcej niż 12 lat. Pastor Benyamin Sitepu był dyrektorem prywatnej szkoły podstawowej Galilea Hosana w leżącym na Sumatrze mieście Medan, w północnej części Indonezji. Wszystkie jego ofiary, uczennice podstawówki, miały nie więcej niż 12 lat.

Według indonezyjskich mediów historia ujrzała światło dzienne w marcu, gdy jedna z ofiar poskarżyła się rodzicom, że Sitepu molestował ją i jej koleżankę w swoim gabinecie, nakazując później milczenie. Gdy rodzina zażądała od duchownego wyjaśnień, ten przeprosił i starał się polubownie załatwić sprawę. O wszystkim dowiedzieli się jednak rodzice innych ofiar i złożyli zawiadomienie na policję.

W maju mężczyznę postawiono w stan oskarżenia. W czasie procesu wyszło na jaw, że ofiar było co najmniej sześć, choć tylko trzy zdecydowały się wystąpić z oskarżeniem. Jedna z molestowanych dziewczynek zeznała, że w latach 2018-2019 pastor kilkakrotnie zabierał ją do hotelu i zmuszał tam do seksu oralnego. Prokuratura, która domagała się dla duchownego 15 lat więzienia, rozważa apelację od wyroku.

Kolejna głośna afera pedofilska w Indonezji

Przypadek pastora z Sumatry to jedna z kilku głośnych w ostatnim czasie spraw związanych z molestowaniem seksualnym nieletnich w Indonezji przez duchownych różnych wyznań.

Tylko w grudniu pod podobnymi zarzutami przed sądem stanął nauczyciel islamskiej szkoły z internatem w Bandungu w zachodniej Jawie i katolicki zakonnik kierujący sierocińcem w Depok, na przedmieściach Dżakarty. Pierwszy, 36-latek znany tylko pod inicjałami H.W., miał zgwałcić co najmniej 12 nastoletnich uczennic i część z nich urodziła pochodzące z gwałtów dzieci. Ministerstwo ds. religijnych Indonezji uznało, że placówka, którą oskarżony administrował i w której prowadził zajęcia, nie miała pozwolenia na działanie i była nieformalną szkołą koraniczną.

Drugi z mężczyzn, Lukas Lucky Ngalngola, znany także jako brat Angelo, jest oskarżony o to, że co najmniej od 2019 roku notorycznie molestował chłopców mieszkających w sierocińcu, który prowadził. Ofiary nazywały swojego oprawcę „nocnym nietoperzem”, bo miał je zwykle zmuszać do zbliżeń zakradając się do dormitorium około pierwszej w nocy. W 2020 roku ośmiu nastolatków opowiedziało o nadużyciach pracownikom sierocińca, nauczycielom i księżom, a ostatecznie mediom i policji. Od brata Angelo odcięła się miejscowa hierarchia kościelna przekonując, że nie może być uznany za katolickiego zakonnika.

Władze diecezji z siedzibą w mieście Bogor argumentowały, że mieszcząca się na Filipinach kongregacja Misjonarze Miłosierdzia Najświętszego Sakramentu (BSMC), do której należał duchowny, nie była poprawnie zarejestrowana w Indonezji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ciężko ranna kobieta znaleziona przy drodze. Policja nie wyklucza próby zabójstwa

Ciężko ranna kobieta została znaleziona przy drodze w Kawęczynku w powiecie piaseczyńskim. – Trwają poszukiwania osoby mającej związek ze sprawą – powiedział w piątek PAP Jarosław Sawicki, rzecznik policji w Piasecznie. Podtrzymywali czynności życiowe u ciężko rannej kobiety w średnim wieku, wezwali śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jego lądowanie zabezpieczali przybyli na miejsce strażacy. Kobieta została przetransportowana do szpitala.

– Poszkodowana ma rany cięte. Nie wykluczamy usiłowania zabójstwa. Na miejscu trwają czynności. Poszukujemy osoby powiązanej ze sprawą – przekazał PAP Jarosław Sawicki, rzecznik policji w Piasecznie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Krzysztof P. ps. „Loczek” zatrzymany pod zarzutem udziału w potrójnym zabójstwie

Jeden z najbardziej znanych świadków koronnych w Polsce – Krzysztof P. ps. Loczek został zatrzymany pod zarzutem udziału w potrójnym zabójstwie – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Zeznania tego skruszonego gangstera pozwoliły na rozbicie gangu Janusza T. ps. Krakowiak i wsadzenia do więzienia wielu przestępców działających na południu Polski. Zdaniem śledczych Loczek ma odpowiadać za potrójne zabójstwo. Chodzi o zbrodnię, do której doszło w 2000 roku w podkrakowskich Jurczycach.

W jednym z domów dokonano egzekucji na 44-letniej kobiecie, jej 37-letnim partnerze oraz 30-letnim mężczyźnie, który przyjechał do nich, prawdopodobnie w interesach. Napastnicy najpewniej użyli broni z tłumikiem. Ciała znaleziono w łazience. Przez wiele lat nie udało się wyjaśnić tej tajemniczej zbrodni. Sprawę wyjaśniał specjalny zespół małopolskiej komendy. Po latach „Archiwum X” udało się zdobyć dowody świadczące o tym, że w zabójstwie mógł uczestniczyć świadek koronny Krzysztof P.

Mężczyznę zatrzymano w Poznaniu. Nie przyznał się do zarzutów, składał wyjaśnienia. Prokuratura Regionalna w Krakowie chce aresztowania zatrzymanego. Trwa właśnie posiedzenie sądu w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przedstawiciele Kościoła odmawiają współpracy z sądem ws. ofiar księdza pedofila Arkadiusza H. i jego przełożonego bp. Janiaka

Sąd w Kaliszu prowadzi sprawę braci, ofiar księdza pedofila Arkadiusza H., którzy domagają się odszkodowania od diecezji. By wydać wyrok, konieczne jest jednak zdobycie dokumentów z Kościoła, a jego przedstawiciele odmawiają współpracy i nie chcą przesłać teczek winnego duchownego oraz chroniącego go przez lata biskupa Edwarda Janiaka.

Bracia Jakub oraz Bartłomiej Pankowiakowie w dzieciństwie byli ofiarami księdza Arkadiusza H., który wykorzystywał ich seksualnie. W marcu tego roku sąd wydał wyrok w sprawie karnej. Duchownego skazano na trzy lata więzienia, wydano mu też zakaz wykonywania zawodów nauczyciela lub opiekuna dzieci na okres 10 lat. Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Przed tygodniem Sąd Okręgowy w Kaliszu uchylił wcześniejszy wyrok, uznając, że sprawa uległa przedawnieniu.

„Sąd prosi przedstawiciela papieża o akta biskupa. Odpowiedź karcąca i arogancka” – więcej o sprawie przeczytasz w materiale kaliskiej „Gazety Wyborczej” pod TYM linkiem.

Kaliski sąd prowadzi też osobną sprawę dotyczącą odszkodowania dla ofiar księdza pedofila. Bracia Pankowiakowie domagają się miliona złotych. Sprawa skomplikowała się jednak, ponieważ ani kuria w Kaliszu, ani nuncjatura apostolska nie chcą współpracować. Sąd prosił diecezję o teczkę księdza Arkadiusza H., jednak biskup Damian Bryl odmówił jej przekazania – donosi kaliska „Gazeta Wyborcza”.

„Wezwanie do dostarczenia dokumentów wykracza poza dotychczasową praktykę kontaktów z władzami świeckimi” – napisali przedstawiciele kaliskiej kurii do sądu. Duże znaczenie w procesie mogą mieć też dokumenty zgromadzone przez Watykan przeciwko biskupowi Edwardowi Janiakowi (duchowny był przełożonym Arkadiusza H., chronił księdza pedofila i nie dopełniał swoich obowiązków). Janiak został uznany za winnego i nałożono na niego w marcu takie kary jak: zakaz przebywania w diecezji kaliskiej czy odprawiania nabożeństw. We wrześniu tego roku duchowny zmarł.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabezpieczono towar bez akcyzy o wartości prawie 6 mln złotych

Policjanci „drogówki” z Nakła kontrolując ciężarowego mercedesa ujawnili ponad 5 milionów sztuk papierosów. Zatrzymany do sprawy 52-latek, któremu zarzuca się, że uszczuplił Skarb Państwa na prawie 6 milionów złotych, został aresztowany.

W miniony piątek 29.10.2021 r., policjanci referatu ruchu drogowego z Nakła, pełniąc służbę na drodze krajowej nr 10, w miejscowości Trzeciewnica, zatrzymali do kontroli ciągnik siodłowy marki Mercedes z naczepą. Standardowo mundurowi sprawdzili dokumenty wymagane w transporcie drogowym oraz przewożony ładunek. Z listu przewozowego wynikało, że 52-latek wiezie produkty reklamowe, tymczasem okazało się, że na paletach były papierosy bez polskich znaków akcyzy. Łącznie policjanci zabezpieczyli ponad 5 milionów sztuk.

Kierowca trafił do celi policyjnego aresztu, a po nocy tam spędzonej usłyszał zarzuty przewozu wyrobów bez polskich znaków akcyzy, stanowiące przedmiot czynu zabronionego.

Następnego dnia decyzją nakielskiego sądu mieszkaniec powiatu pilskiego został aresztowany na 3 miesiące. Jak oszacowano, swoim działaniem podejrzany naraził Skarb Państwa na niebagatelną kwotę prawie 6 milionów złotych strat. Zgodnie z kodeksem karnym skarbowym grozi mu wysoka grzywna, pozbawienie wolności albo obie te kary łącznie, ale ze względu na wartość uszczuplenia sąd może zastosować nadzwyczajne obostrzenie.
Źródło info i foto: Policja.pl