Wpadł pszczelarz, który uprawiał konopie indyjską

Pszczelarz spod Kętrzyna (warmińsko-mazurskie) uprawiał w swojej pasiece krzaki konopi indyjskich. Funkcjonariuszom straży granicznej, którzy odkryli jego uprawę, powiedział, że służy ona jego pszczołom. O sprawie poinformowała rzeczniczka Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Mirosława Aleksandrowicz.

Marihuanę odkryli na jednej z pasiek w powiecie kętrzyńskim funkcjonariusze placówki granicznej w Barcianach. W trakcie patrolowania terenów przygranicznych zauważyli, że w pasiece, oprócz stojących uli, rosną krzaki marihuany. Były to 24 dorodne krzaki konopi indyjskich, mające od 100 do 230 centymetrów wysokości.

57-letni pszczelarz tłumaczył, że uprawiał je, bo dobrze wpływały na kondycję jego pszczół. Mieszkaniec gminy Barciany odpowie za uprawę zakazanych roślin. Grozi za to do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok w sprawie kardiochirurga Mirosława G.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa skazał kardiochirurga Mirosława G. za narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia pacjenta, któremu podczas operacji w 2006 r. zostawił w lewej komorze serca kawałek gazika. Lekarz został skazany na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok i grzywnę w wysokości 10 tys. zł. Prokuratura zapowiada apelację.

Sędzia Łukasz Malinowski wydał 26 sierpnia wyrok w głośniej sprawie kardiochirurga Mirosława G., dotyczącej wątku narażenia pacjenta Floriana M. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Sprawa była powtórnie rozpoznawana. Wcześniej kardiochirurg oskarżony był nie tylko o narażenie pacjenta, ale także nieumyślnie doprowadzenie do jego śmierci, jednak ten wątek, mimo apelacji prokuratury, został odrzucony.

Feralna operacja
Do zdarzenia doszło 22 listopada 2006 r. w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie. G. pełnił tam funkcję kierownika kliniki kardiochirurgii. W tym dniu przeprowadzał u pokrzywdzonego operację w związku ze stwierdzoną u niego wadą zastawki aortalnej. Został oskarżony, ponieważ stwierdzono, że po przeprowadzonym zabiegu nie usunął z lewej komory serca Floriana M. fragmentu gazika, tzw. rolgazy.

Prokurator Przemysław Ścibisz z Prokuratury Regionalnej w Warszawie – wcześniej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która kierowała akt oskarżenia – wnosił o uznanie G. za winnego i wymierzenie mu kary 8 miesięcy pozbawienia wolności, orzeczenie zakazu wykonywania zawodu przez 4 lata i obciążenie kosztami postępowania.

Wyrok łagodniejszy niż chciała prokuratura

Sędzia Łukasz Malinowski uznał winę kardiochirurga, ale skazał go łagodniej niż chciał oskarżyciel. – Nieprawomocnym wyrokiem z dnia 26 sierpnia 2021 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie III Wydział Karny uznał Mirosława G. za winnego i wymierzył mu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, wykonanie orzeczonej kary pozbawienia wolności zawiesił na okres próby 1 roku i zobowiązał oskarżonego Mirosława G. do informowania Sądu o przebiegu okresu próby – przekazała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie. Mirosław G. ma także zapłacić 10 tys. zł. grzywny i ponieść koszty postępowania sądowego.

Z ustaleń Polskiej Agencji Prasowej wynika, że zakaz wykonywania zawodu nie został orzeczony z uwagi na długi okres, który upłynął od zdarzenia oraz fakt, że czyn zarzucany lekarzowi miał charakter „nieumyślny”.

– Prokuratura nie zgadza się z tym wyrokiem i po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku złoży apelację – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Mirosław G. nie był obecny na ogłoszeniu wyroku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Umorzono śledztwo ws. śmierci czteroosobowej rodziny

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku umorzyła śledztwo w sprawie śmierci czteroosobowej rodziny i wybuchu w jej domu. Do tragedii doszło w Białymstoku pod koniec sierpnia 2020 roku. Sprawa została umorzona ze względu na śmierć sprawcy – ustalił PAP w prokuraturze.

Od początku podejrzewano, że doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa. Pierwotne informacje wskazywały jednak, że trzy kobiety: 10-letnia dziewczynka, jej 40-letnia matka, 72-letnia babcia dziewczynki oraz 47-letni ojciec dziewczynki mogli zginąć na skutek wybuchu gazu w ich domu. Sekcja zwłok wykazał jednak, że kobiety miały rany zadane ostrym narzędziem, ślady obrony. Mężczyzna miał na szyi pętlę, co wskazywało na samobójstwo.

Śledztwo było prowadzone w sprawie śmierci osób i spowodowania wybuchu, który mógł zagrażać mieniu wielkich rozmiarów. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Łukasz Janyst poinformował we wtorek PAP, że w śledztwie jednoznacznie stwierdzono, że to zmarły mężczyzna „spowodował u swojej matki, żony i córki obrażenia, które skutkowały ich śmiercią” i nie ma wątpliwości, że działał on umyślnie. Jako umyślne działanie prokuratura uznała także spowodowanie przez mężczyznę wybuchu gazu w domu, do którego doszło – jak podał Janyst – już po śmierci kobiet oraz samego sprawcy.

Biegły medycyny sądowej zaopiniował, że nie można dokładnie określić momentu śmierci, a jedynie wskazać jej orientacyjny przedział czasowy. – Nie stwierdzono również, by do śmierci mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie, stąd uznano, iż miała ona charakter samobójczy – podała prokuratura.

Źródła policyjne i prokuratorskie informowały gdy doszło do zdarzenia, że mężczyzna miał czasowy nakaz opuszczenia domu w związku z zarzutami znęcania się nad bliskimi. Rodzina miała założoną w maju 2020 r. tzw. niebieską kartę (związaną z przypadkami przemocy domowej), bo funkcjonariusze zostali raz wezwani do przypadku przemocy mężczyzny wobec bliskich i podejmowali tam interwencję. Sprawa zakończyła się zarzutami i aktem oskarżenia o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad żoną oraz znęcanie się psychiczne nad małoletnią córką oraz kierowanie gróźb karalnych wobec matki.

Oskarżony miał w listopadzie 2020 r. stanąć przed sądem, a do 1 września, czyli do dnia po zdarzeniu, miał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi, zbliżania się do nich oraz nakaz opuszczenia domu, w którym z nimi mieszkał.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Oskarżała księdza, zwrot w sprawie Marii K.

​Zaskakujący zwrot w śledztwie dotyczącym Marii K. spod Miechowa, która twierdziła, że jako 12-latka była gwałcona i okaleczana przez księdza z miejscowej parafii. Jak dowiedział się reporter RMF FM, zarzuty za kontakty seksualne z nastolatką usłyszał jej były chłopak Dawid L. Podejrzany przyznał się do winy.

Na razie miechowska prokuratura nie rezygnuje z badania wątku wykorzystywania przez księdza Kamila N. nieletniej dziewczyny. Natomiast wygląda na to, że oskarżenia Marii K. straciły na wiarygodności.

Śledczy ponownie zlecili ekspertyzy psychologiczne, dotyczące zeznań pokrzywdzonej składanych w prokuraturze i przed sądem. Dodatkowo do odrębnego postępowania wyłączono kwestię „ewentualnego fałszywego oskarżenia księdza o przestępstwa seksualne wobec nieletniej poniżej 15 roku życia”.

W sprawie Dawida L. kluczowe były kolejne badania genetyczne, którym poddano odzież poszkodowanej. Jak usłyszał nasz dziennikarz, obecnie metody te są skuteczniejsze.

Na tej odzieży wykryto ślady należące do byłego chłopaka Marii K. Przyznał się do przestępstw seksualnych, których miał się dopuścić w Książu Wielkim w maju 2015 roku.

Mężczyzna usłyszał też zarzuty kierowania gróźb pozbawienia życia wobec jednego ze świadków w śledztwie. Na trzy miesiące trafił do aresztu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

53-latek zaatakował siekierą brata

Policjanci z komisariatu w Skale interweniowali w sprawie rodzinnej awantury wywołanej przez 53-letniego mężczyznę. Groził on swojemu bratu pozbawieniem życia, aż w końcu uderzył go w głowę siekierą. Na szczęście cios okazał się niegroźny dla życia ofiary. 53-latek przyznał się do usiłowania zabójstwa brata. Grozi mu dożywocie.

W miniony weekend policjanci z komisariatu w Skale powstrzymali 53-letniego mężczyznę przed dokonaniem zabójstwa. Agresor groził pozbawieniem życia swojemu o dziesięć lat starszemu bratu. Realność tych gróźb była tym większa, że napastnik biegał po posesji z siekierą. W końcu między mężczyznami doszło do konfrontacji fizycznej. 53-latek uderzył swojego brata siekierą w głową. Na szczęście pokrzywdzony zdołał się obronić blokując ręce napastnika i hamując siłę uderzenia, przez co otrzymał niezagrażający życiu cios obuchem niebezpiecznego narzędzia.

Agresor został zatrzymany. Funkcjonariusze wyczuli od niego woń alkoholu, jednak mężczyzna nie zgodził się na badanie alkomatem, dlatego pobrano od niego krew do testu trzeźwości. Zatrzymany usłyszał w prokuraturze trzy zarzuty: usiłowania zabójstwa swojego brata, kierowania wobec niego gróźb karalnych pozbawienia życia oraz znęcania się psychicznego nad członkami rodziny. 53-latek przyznał się do stawianych mu zarzutów i potwierdził przy tym, że miał zamiar zabić brata. Został aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Agenci CBA w biurze księgowego firmy syna Mariana Banasia

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do biura księgowego firmy Jakuba Banasia. Syn szefa NIK ma postawione 7 zarzutów prokuratorskich. O wizycie CBA poinformował na Twitterze sam prezes Najwyższej Izby Kontroli. Jak dowiedział się reporter RMF FM Mariusz Piekarski ani adwokat Jakuba Banasia, ani sam Banaś nie zostali poinformowani o przeszukaniu w biurze rachunkowym. Dodatkowo CBA już w biurze było wcześniej i zabezpieczyło wszystkie dokumenty.

Obrońca Jakuba Banasia, mecenas Dariusz Raczkiewicz przypomina, że Banaś i jego żona usłyszeli już zarzuty i teraz zbieranie materiału dowodowego jest nieprofesjonalne i zaskakujące. Choć jak zaznacza, nie ma pewności, w jakiej sprawie agenci CBA odwiedzili biuro rachunkowe – w jakim wątku sprawy jego klienta mogą szukać dodatkowych materiałów.

Centralne Biuro Antykorupcyjne na razie nie komentuje sprawy.

Zarzuty dla Banasiów

Jak poinformowała prokuratura, dyrektor Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusz G. przyznał się do bezprawnego ujawnienia prezesowi NIK Marianowi Banasiowi informacji na temat kontroli podatkowej i czynności prowadzonych wobec niego przez Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Będzie przełom ws. Ewy Tylman

Jest cień szansy na wyjaśnienie sprawy śmierci Ewy Tylman, której zwłoki wyłowiono z Warty w Poznaniu. Sąd dostał w anonimowej przesyłce telefony, z których zawartości wynika, że osoby wysyłające do siebie SMS-y wiedzą coś na temat sprawy – ustaliła reporterka Radia ZET Danka Woźnicka. Po prawie 6 latach procesu jest w końcu szansa na wyrok w pierwszej instancji.

Śmierć Ewy Tylman wciąż nie została wyjaśniona. Kobieta zaginęła w listopadzie 2015 roku, a po kilku miesiącach z Warty wyłowiono jej ciało. Według prokuratury doszło do zabójstwa. Sąd Okręgowy uniewinnił oskarżonego w sprawie śmieci kobiety Adama Z., ale sąd wyższej instancji uznał, że doszło do nieudzielenia przez niego pomocy.

Obecnie sprawa toczy się od nowa, a łącznie ciągnie się szósty rok. O przełomie nikt nie ośmiela się już mówić. Zarówno prokuratura jak i pełnomocnik rodziny Tylmanów mówią jedynie o nadziei i o tym, że każdy dowód w tej skomplikowanej sprawie trzeba sprawdzić.

Nowe fakty w procesie dot. śmierci Ewy Tylman. Sąd z nowymi dowodami w sprawie

Sędziowie zdecydowali, że poproszą operatorów komórkowych o ustalenie tożsamości właścicieli telefonów, których zawartość trafiła w przesyłce do sądu. Sędziowie chcieliby ich przesłuchać. Nadawca paczki z telefonami przedstawił się jako „Wojtek Afera”. „Przedmiotowa przesyłka, jako polecona za potwierdzeniem odbioru, została odebrana zgodnie z miejscem adresowym. We wskazanej przesyłce w dużej kopercie bąbelkowej znajdowały się dwa telefony komórkowe oraz kartka formatu A4 z treścią” – informowało biuro detektywistyczne.

W liście nadawca napisał: „Przesłałem je pod adres waszej agencji, dane na kopercie są nieprawdziwe z powodu bezpieczeństwa, gdyż nie chce skończyć jak Ewa Tylman”. Treść tego listu przeczytała w czwartek sędzia. Dodała, że według informacji przekazanej sądowi, telefony nie były uruchamiane w biurze detektywistycznym, a od razu przekazane policji, która przesłała dowód do sądu.

– W związku z powyższym wydane zostanie – po ustaleniu danych odpowiedniego biegłego z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu – postanowienie o tym, aby oba telefony zostały przez uprawnioną do tego osobę otwarte, sprawdzone, a wszelka treść, która w tych telefonach jest zawarta, żeby została wydrukowana, żeby zostały stworzone stenogramy. Tak, by można było stwierdzić, czy jakiekolwiek informacje, które w ramach tych telefonów są zawarte – jeżeli w ogóle takowe są – możliwe były do skontrolowania i to w taki sposób, by nie było zarzutu jakiejś ingerencji w treści, które ewentualnie są w tych telefonach umieszczone – powiedziała sędzia. Kolejna rozprawa odbędzie się w październiku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Były poseł PiS skazany. Kupił prawo jazdy

Sąd Rejonowy w Biłgoraju skazał byłego posła PiS Piotra O. na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Polityk został skazany za kupno prawa jazdy. Wyrok usłyszał również urzędnik wydziału komunikacji w Biłgoraju, który organizował fałszywe dokumenty.

Śledztwo wykazało, że Piotr O. korumpował urzędnika biłgorajskiego starostwa – Krzysztofa L. Były polityk miał wręczyć L. 1,5 zł. łapówki w zamian za wydanie prawa jazdy kategorii A i C. Na podstawie fałszywego dokumentu Piotr O. przystąpił do kursu i egzaminu uprawniającego do kierowania ciężarówką z przyczepą – informuje „Dziennik Wschodni”. Nielegalnym dokumentem posłużył się również podczas kontroli drogowej. 

Do przekazania łapówki doszło w grudniu 2010 roku. Jak zeznał Krzysztof L, inspektor w wydziale komunikacji starostwa w Biłgoraju, były polityk PiS targował się. Początkowo chciał jedynie prawa jazdy kategorii C, z czasem poprosił również o kategorię A. Urzędnik nie zgodził się na drugą kategorie, ponieważ zimą nie są prowadzone egzaminy. Po ustaleniach sprawą przełożono na wiosnę. 

Kilkaset zarzutów

To niejedyny przypadek korupcji w starostwie w Biłgoraju. Jak wykazało śledztwo Krzysztof L. stał na czele grupy urzędników, która w zamian za łapówki załatwiała fałszywe dokumenty. Przed sądem stanęło kilkanaście osób. L. usłyszał kilkaset zarzutów w tej sprawie. Piotr O. nigdy nie przyznał się do winy. Mimo tego sąd uznał go za winnego i skazał na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 4 lata. Ponadto na byłego posła została nałożona grzywna w wysokości 4,8 tys. zł. oraz ponad 7 tys. kosztów sądowych. Krzysztof L. usłyszał wyrok 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. 

Po ujawnieniu afery korupcyjnej poseł został zawieszony w prawach członka partii PiS i nie wystartował w wyborach parlamentarnych w 2019 roku. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginął profesor Roman Dziergwa. Policja apeluje o pomoc

Policja apeluje o pomoc w sprawie zaginięcia profesora Romana Dziergwy. Poznański naukowiec poinformował rodzinę, że wyjeżdża na konferencję naukową we Włoszech. Nie dotarł jednak na miejsce. Pracownik Wydziału Neofilologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu od prawie tygodnia nie nawiązał kontaktu z rodziną. 24 lipca prof. Dziergwa poinformował bliskich, że wyjeżdża na konferencję naukową do Włoch, jednak nie dotarł na miejsce.

„Miał jechać pociągiem przez Wrocław, Wiedeń, Rzym. W Wiedniu mógł się wybrać na zwiedzanie miasta, ponieważ miał tam kilkugodzinny pobyt” – poinformował Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu we wpisie na Facebooku.

Prof. Dziergwa to 65-letni mężczyzna, szczupłej budowy ciała. Ma ok. 186 cm wzrostu, często nosi czapkę z daszkiem oraz granatową, cienką kurtkę.
Źródło info i foto: interia.pl

Belfast: 2-miesięczne niemowlę nie żyje, a dwulatek walczy o życie. Matka aresztowana

Dwumiesięczne niemowlę zmarło, a dwulatek walczy o życie w związku z obrażeniami po ataku nożem. W sprawie zatrzymano 29-letnią kobietę. Do ataku doszło we wtorek po godz. 20:00 w Belfaście, w Irlandii Północnej. Ratownicy, którzy zostali wezwani na miejsce, znaleźli w domu poranione nożem dwumiesięczne niemowlę oraz rannego dwulatka. Po przewiezieniu do szpitala młodsze dziecko zmarło.

Dwulatek w ciężkim stanie wciąż przebywa w szpitalu. Policja wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa. Zatrzymano 29-letnią kobietę.

– Dochodzenie jest na wczesnym etapie i dalsze informacje zostaną przekazane w odpowiednim czasie – powiedział rzecznik Policji Irlandii Północnej.

Komentarze polityków

W sprawę zaangażowali się także politycy. Z kolei wiceprzewodnicząca patii SDLP Nichola Mallon podkreśliła, że lokalna społeczność jest w szoku. – Ważne jest, aby policja miała przestrzeń do pełnego zbadania tego strasznego incydentu – powiedziała.
Źródło info i foto: interia.pl