Arkansas: Strzelanina w Dumas. 10 osób rannych

10 osób zostało rannych w strzelaninie w sobotni wieczór w 4-tysięcznym Dumas na południowym wschodzie stanu Arkansas w Stanach Zjednoczonych – informuje Reuters. Do zdarzenia doszło około 19:25 w pobliżu pokazu samochodowego. Według wstępnych informacji 10 osób zostało rannych w wyniku strzelaniny przed siedzibą firmy, gdzie odbywał się pokaz samochodów – powiedział Bill Sadler, rzecznik miejscowej. Portal BNO News informuje, że świadkowie strzelaniny mówią nawet o 20 rannych, w tym dzieciach, a wśród poszkodowanych ma być wiele ofiar śmiertelnych.

Szczegóły wydarzenia na razie nie są znane.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rekordowy wzrost liczby zabójstwa w USA

Liczba zabójstw w Stanach Zjednoczonych wzrosła w ubiegłym roku o prawie 30 proc. To najwyższy roczny wzrost od lat 60. ubiegłego wieku, gdy zaczęto prowadzić statystyki – wynika z danych opublikowanych w poniedziałek przez Federalne Biuro Śledcze (FBI). Ponad trzy czwarte z tych zbrodni dokonano z użyciem broni palnej. Z danych zaprezentowanych przez FBI wynika, że choć w 2020 r. w kraju odnotowano łącznie mniej przestępstw – głównie ze względu na mniejszą liczbę aktów dotyczących mienia, liczba przestępstw z użyciem przemocy była większa.

Łącznie takich przestępstw było 1,28 mln, co oznacza wzrost o 5,2 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Liczba zabójstw – umyślnych i przypadkowych – wzrosła o 29,2 proc. Spadły natomiast statystyki gwałtów i rabunków. Ponad 76 proc. zabójstw dokonano z użyciem broni palnej, co również stanowi wzrost o 3 pkt. proc. w stosunku do roku 2019.

„Epidemia przemocy”

Eksperci wiążą rekordowy wzrost liczby zabójstw z kilkoma czynnikami: zmianami społecznymi spowodowanymi pandemią, zmianami w sposobie działań policji w obliczu protestów po śmierci George’a Floyda oraz wzrostem sprzedaży broni – pisze „Washington Post”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelaniny w amerykańskich miastach. Nie żyje 6 osób

W Stanach Zjednoczonych doszło we wtorek do dwóch strzelanin, w których zginęło co najmniej sześć osób. Cztery ofiary śmiertelne odnotowano w Chicago, a dwie – w Albertville, w stanie Alabama, gdzie także napastnik popełnił samobójstwo. W południowej części Chicago, w dzielnicy Englewood wybuchła kłótnia, a następnie – o godz. 5.42 – strzelanina. W rezultacie zmarły trzy kobiety i jeden mężczyzna. Trzech mężczyzn i jedna kobieta odnieśli obrażenia.

Według szefa policji chicagowskiej Davida Browna, którego wypowiedź przytacza CNN, na razie nie ma podejrzanych. Ranni są jedynymi świadkami, ale funkcjonariusze nie zdołali jeszcze uzyskać od nich zeznań ze względu na ich stan zdrowia. Do szpitala na obserwację przewieziono także 2-letnie dziecko, ale nie zostało ono postrzelone.

Nie było śladów włamania

Brown poinformował, że w domu, gdzie doszło do strzelaniny, znaleziono magazynek pistoletu o dużej pojemności i kilka łusek. Nie było widocznych śladów włamania.

– Musimy przyznać, że jest to tragedia, która rozerwała rodziny i spowodowała traumę u kilku osób. (…) To dowodzi, że wciąż mamy wiele do zrobienia, aby tutaj w Chicago zakończyć przemoc z użyciem broni, a w szczególności, aby ograniczyć dostęp ludzi do nielegalnej broni – powiedziała na konferencji prasowej burmistrz Chicago Lori Lightfoot, którą cytuje „USA Today”.

Jak wylicza gazeta, powołując się na miejskie statystyki, w tym roku do tej pory w Chicago 1600 osób zostało postrzelonych. Stanowi to 19-procentowy wzrost w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku. Ponad 260 osób zmarło od ran postrzałowych. W porównaniu z sytuacją sprzed dwóch lat liczba strzelanin wzrosła o 56 proc.

Nie żyją pracownicy

We wtorek nad ranem doszło do strzelaniny także w Albertville. Nie żyje dwóch pracowników zakładu Mueller Co. Szef miejscowej policji Jamie Smith potwierdził lokalnej telewizji WAFF 48, że incydent miał miejsce około godz. 2.30 nad ranem. Napastnikiem był 34-letni pracownik zakładu. Niezależnie od zabitych, dwie osoby zostały ranne.

Policja powiadomiła, że po strzelaninie sprawca odjechał Jeepem z miejsca zdarzenia. W wyniku dochodzenia funkcjonariusze znaleźli ciało mężczyznę, który popełnił samobójstwo strzelając do siebie.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: Zatrzymany za odprawienie mszy w czasie epidemii

Pastor z kościoła na Florydzie został zatrzymany za odprawianie mszy w czasie obowiązywania zakazów zgromadzeń z uwagi na koronawirusa. Duchowny Rodney Howard-Browne odpowiada, że przestrzegał zasad bezpieczeństwa i oskarża służby o brak tolerancji religijnej.

Rodney Howard-Browne w poniedziałek sam oddał się w ręce służb. Postawiono mu zarzut zorganizowania nielegalnych zgromadzeń i złamania prawa dotyczącego zdrowia publicznego. Po zapłacie kaucji duchownego wypuszczono.

Biuro lokalnego szeryfa jeszcze przed mszami w niedzielę ostrzegało, że będą one stanowiły nielegalne zgromadzenia. Przed kościołem ustawiono znaki z napominającymi napisami. – Pastor, jego doradcy prawni oraz przywódcy powinni się wstydzić za to, że zmusili nas do pracy – stwierdził szeryf Chad Chronister.

Prawnicy pastora z Tampa Bay twierdzą, że kościół odkażono, przy wejściu dawano środek dezynfekujący do rąk, a podczas mszy wierni utrzymywali od siebie dystans powyżej dwóch metrów. Działania hrabstwa oraz szeryfa uznają za dyskryminację religijną. Howard-Browne uważa, że kościoły nie powinny być zamykane, gdyż niosą ludziom pomoc w trakcie epidemii.

„W czasie kryzysu ludzie są przerażeni i potrzebują pocieszenia i społeczności bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet ludzie, którzy nie uczęszczają regularnie do kościoła, czy nawet w ogóle nie chodzą do kościoła, muszą wiedzieć, że jest dla nich gdzieś miejsce, gdzie mogą się zwrócić o pomoc” – napisano w oświadczeniu na stronie internetowej kościoła.

Media w USA podają, że również w Ohio, Luizjanie oraz Kentucky msze przyciągały w niedzielę tłumy.

W poniedziałek nakaz pozostania w domach wprowadziły kolejne stany – Maryland i Wirginia. Tym samym takie prawo obowiązuje ponad dwie trzecie Amerykanów. Miejsce zamieszkania można opuścić jedynie w wyjątkowych przypadkach, m.in. by pójść do pracy czy na zakupy oraz uprawiać sport.

Blisko cztery tysiące ofiar w USA

Tylko we wtorek w Stanach Zjednoczonych odnotowano ponad 700 zgonów z powodu koronawiursa; to rekordowy dzienny bilans – informują amerykańskie media. Oznacza to – jak zauważa Reuters – że w USA chory na COVID-19 umiera średnio co dwie minuty. Łącznie w USA zmarło ponad 3,7 tysiąca osób z koronawirusem. Blisko połowa z tych zgonów przypada na stan Nowy Jork.

Według danych portalu „New York Times” w USA do wtorku popołudnia czasu EST (Eastern Standard Time) z powodu zakażenia koronawirusem zmarło ponad 3,7 tys. osób; to więcej niż wykazały łączne oficjalne statystyki w Chinach – 3305. Liczba ofiar śmiertelnych plasuje Stany Zjednoczone na czwartym miejscu po Włoszech, Hiszpanii i Francji.

Amerykańskie władze mówią, że najlepsze scenariusze zakładają od 100 tysięcy do nawet 240 tysięcy ofiar śmiertelnych w USA. Szczyt epidemii w Stanach Zjednoczonych ma przypaść w okolicach Świąt Wielkanocnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Nauczycielka utrzymywała kontakty seksualne z dwoma uczniami

W Stanach Zjednoczonych kolejny skandal związany ze skandalicznym zachowaniem nauczycielki. 24-letnia Madeline Marx uprawiała seks z dwójką uczniów. Z pewnością do dziś tego bardzo żałuje…

24-letnia Madeline Marx najpierw uwiodła dwójkę uczniów, wysyłając im swoj nagie zdjęcia, a potem bez zastanowienia wykorzystała seksualnie. Kobieta współżyła z 17-latkiem doprowadzając go do „innych czynności seksualnych”, zaś z 16-latkiem uprawiała seks. Sprawa wyszła na jaw po tym, gdy niewyżyta seksualnie kobieta wysyłała swoim podopiecznym gorące fotki. Informnacje lotem błyskawicy dotarły do dyrekcji szkoły, która powiadomiła o wszystkim policję. Kobieta właśnie stanęła przed sądem i została skazana na pięć lat sankcji wspólnotowych. Podczas rozpraw do wszystkiego się przyznała i stwierdziła, że żałuje tego, co zrobiła.

Podczas ogłaszania wyroku, sąd wziął pod uwagę fakt, że Madeline Marx nigdy nie była karana.
Źródło info i foto: se.pl

Teksas: Zaginęła 3-letnia Sherin Mathews

Teksańska policja poszukuje 3-letniej Sherin Mathews. Dziewczynka zaginęła w sobotę w nocy. Ojciec kazał córce stać za karę pod drzewem przed domem. Gdy wrócił, dziecka nie było.

Wolontariusze i policja z Richardson w Teksasie w Stanach Zjednoczonych poszukują 3-letniej Sherin Mathews. Dziewczynka ostatni raz była widziana przed jej domem w sobotę wczesnym rankiem. Odbywała karę, stojąc przy pobliskim drzewie, bo ojciec zdenerwował się, że nie chciała wypić mleka. Gdy po kilkunastu minutach wrócił po córkę, już jej nie było.

Policja aresztowała 37-letniego mężczyznę, usłyszał zarzuty związane z pozostawieniem dziecka i narażeniem go na niebezpieczeństwo. Jak podaje NBC, ojciec dziewczynki wyszedł już z aresztu za kaucją w wysokości 250 tys. dolarów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Porzucił chore niemowlę na parkingu

18-letni mężczyzna zatrzymał się na parkingu przed centrum handlowym, wyjął z samochodu fotelik ze swoim szesnastodniowym dzieckiem, postawił na ziemi i odjechał. Do zdarzenia doszło w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Pracownicy salonu fryzjerskiego zauważyli porzucony fotelik z dzieckiem. Wezwana na miejsce policja przejrzała monitoring i zidentyfikowała mężczyznę, który zostawił dziecko.

Okazało się, że w chwili namierzenia go przebywał w szpitalu z powodu urazów doznanych w wypadku. Po zostawieniu syn na parkingu spowodował kolizję samochodową, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia. Niemowlę zawieziono helikopterem do szpitala. „Los Angeles Times” informuje, że noworodek cierpi na ciężką chorobę, która wymaga specjalistycznego leczenia. Chłopiec jest w stanie ciężkim, ale stabilnym.
Źródło info i foto: wp.pl

2 rosyjskich szpiegów i 2 hakerów oskarżeni w sprawie ataku na 500 mln kont użytkowników Yahoo!

Dwaj rosyjscy szpiedzy, jeden znany rosyjski haker i Rosjanin z kanadyjskim obywatelstwem zostali oskarżeni o kradzież poufnych informacji z 500 milionów kont użytkowników portalu internetowego Yahoo. Do ataku miało dojść pod koniec 2014 r., ale informacja o tym została podana do wiadomości publicznej we wrześniu 2016 r. Dwóch oskarżonych to rosyjscy oficerowie FSB, a pozostali dwaj są hakerami. Jeden z oskarżonych został aresztowany w Kanadzie.

“Cyberprzestępczość stwarza poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu naszego narodu, a to jest jedno z największych naruszeń danych w historii” – powiedział prokurator generalny Jeff Sessions.

Oskarżeni to trzej rosyjscy obywatele zamieszkali w Rosji: 33 – letni Dmitry Aleksandrovich Dokuchaev, 43 – letni Igor Anatolyevich Sushchin , 29 – letni Alexsey Alexseyevich Belan, aka “Magg,” oraz 22 – letni obywatel Kazachstanu i Kanady, na stałe mieszkający w Kanadzie Karim Baratov, aka “Kay”, “Karim Taloverov” i “Karim Akehmet Tokbergenov” .

Dokuchaev i Sushchin byli pracownikami FSB. To pierwszy taki przypadek, gdy rosyjskim urzędnikom postawiono zarzut przestępstw cybernetycznych. Alexsey Alexseyevich Belan znajduje się na liście hakerów najbardziej poszukiwanych przez USA, był wielokrotnie oskarżony w Stanach Zjednoczonych. Karim Baratov, został aresztowany w Kanadzie.

Według Departaentu Sprawiedliwości, “oskarżeni używali nieautoryzowanego dostępu do systemów Yahoo do kradzieży informacji od co najmniej 500 milionów kont Yahoo, a następnie wykorzystywali niektóre z tych skradzionych informacji w celu uzyskania nieautoryzowanego dostępu do zawartości konta w Yahoo, Google i innych dostawców poczty elektroniczej, w tm kont dziennikarzy rosyjskich, amerykańskich i rosyjskich urzędników państwowych i pracowników sektora prywatnego w zakresie finansów, transportu i innych firm”.

W akcie oskarżenia wymieniono 47 przestępstw , w tym dopuszczenie się szpiegostwa gospodarczego, oszustw komputerowych, kradzieży tajemnic handlowych.
Źródło info i foto: polskieradionyc.com

Agenci FBI szukają twardego dysku sprawców masakry w San Bernardino

Płetwonurkowie z FBI i policji przeczesują jezioro niedaleko San Bernardino (Kalifornia), gdzie w zeszłym tygodniu dwójka napastników zastrzeliła 14 osób. Przedstawiciele służb nie chcą powiedzieć, czego szukają, jednak telewizja CNN donosi, że może chodzić o zaginiony twardy dysk z komputera sprawców masakry. W zeszłym tygodniu dwoje sprawców otworzyło ogień do kilkuset ludzi zgromadzonych na przyjęciu świątecznym w Inland Regional Center, stanowym ośrodku pomocy niepełnosprawnym w San Bernardino (Kalifornia). Zginęło 14 osób, a 21 zostało rannych, w tym dwóch policjantów. Napastnicy zostali zabici w policyjnej obławie.

Jak ustalono, byli to 28-letni Syed Farook, obywatel amerykański urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie pakistańskich imigrantów i jego żona, 27-letnia Tashfeen Malik, która mieszkała w USA legalnie na wizie pakistańskiej. Do USA przyjechali razem w lipcu 2014 roku (Malik jako narzeczona Farooka) z podróży, która obejmowała Pakistan i Arabię Saudyjską, gdzie Malik mieszkała przez ponad 20 lat. Pobrali się już w USA. Oboje byli muzułmanami. Nie byli wcześniej notowani przez policję. Para miała półroczną córkę.

Płetwonurkowie w akcji

W czwartek płetwonurkowie z FBI i policji rozpoczęli prace na dnie jeziora w okolicach San Bernardino, około 3 km od miejsca zbrodni. Przedstawiciele FBI nie chcieli zdradzić, czego szukają. Poinformowano jedynie, że para była nad jeziorem niedługo przed lub po dokonaniu masakry. Telewizja CNN podaje, że poszukiwania mogą dotyczyć twardego dysku pochodzącego z komputera małżeństwa. Wiadomo, że przed strzelaniną para zniszczyła telefony komórkowe i elementy komputerów. Zbrodnia wywołała szok w Stanach Zjednoczonych. Doprowadziła do kolejnej odsłony dyskusji na temat dostępu do broni. Wywołała także wiele pytań dotyczących tego, jak osobom, które nie od kilku lat nie ukrywały swoich radykalnych poglądów udało się wjechać do USA.
Żródło info i foto: tvn24.pl

USA: odwołano egzekucję z powodu złej pogody

Niemal tuż przed wykonaniem kary śmierci, egzekucja skazanej za spisek w celu zabójstwa męża Kelly Renee Gissendaner, została odwołana. Jak poinformowały władze więzienia w Jackson w stanie Georgia w USA, powodem odwołania była zła pogoda. W Stanach Zjednoczonych panuje ostra zima. 47-letnia Kelly Renee Gissendaner, która w 1997 roku została na skazana na śmierć przez wstrzyknięcie trucizny, miała zginąć w środę o godzinie 19 w więzieniu stanowym w Jackson w stanie Georgia. To miała być pierwsza egzekucja kobiety w tym stanie od 70 lat.

Stan wyjątkowy

Do wykonania wyroku jednak nie doszło. Rzeczniczka więzienia, Gwendolyn Hogan, poinformowała CNN, że egzekucja została odroczona z powodu złej pogody. W Georgii panuje stan wyjątkowy – region od kilku dni nawiedzają burze śnieżne. Kelly Renee Gissendaner została skazana za namówienie swojego ówczesnego kochanka do porwania i zabicia jej męża, z którym wcześniej rozwiodła się, a za którego następnie ponownie wyszła. Jak tłumaczyła w sądzie, zleciła jego zabójstwo, bo „chciała znowu odłączyć się od niego, ale pomyślała, że on nie zostawi jej w spokoju”
Żródło info i foto: tvn24.pl