Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź straci państwowe odznaczenia?

Czy arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, ukarany przez Stolicę Apostolską w związku z zaniedbaniami ws. nadużyć seksualnych popełnianych przez duchownych, straci państwowe odznaczenia? „Postaram się w najbliższym czasie zgromadzić odpowiednie materiały w tej sprawie. Na pewno zwrócimy się też o materiały do Nuncjatury Apostolskiej oraz do prokuratury” – zapowiedział w rozmowie z Onetem sędzia Wiesław Johann, Kanclerz Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, którego kawalerem jest Głódź. „Daję słowo honoru, że zostanie to zbadane” – dodał. Zapewnił jednocześnie, że ostateczna decyzja będzie należeć do prezydenta.

Abp Sławoj Leszek Głódź w 1995 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 1998 r. Krzyżem Komandorskim. Czy mimo ostatnich decyzji Watykanu pozostanie kawalerem tego orderu?

Na razie mamy tylko informacje medialne na temat stwierdzenia winy abp. Głódzia. Musimy to sprawdzić – przyznał w rozmowie z Onetem sędzia Wiesław Johann, Kanclerz Kapituły Orderu Odrodzenia Polski. Kapituła nie jest sądem, a jest organem społecznym, który może poddać ocenie takie lub inne zachowanie – zastrzegł.

Johann przyznał w rozmowie z Onetem, że pod koniec kwietnia odbędzie się Kapituła Orderu Odrodzenia Polski, na której będzie chciał przedstawić swoje wnioski ws. abpa Głódzia. Mam nadzieję, że kapituła podzieli moje stanowisko, że nawet jeżeli są tego typu informacje prasowe, to wymaga to pełnego wyjaśnienia – mówił. Jeżeli kapituła uzna, że zachodzą przesłanki ku temu, by takie odznaczenie zostało odebrane, skierujemy taki wniosek do pana prezydenta. Proszę jednak pamiętać, że to do niego należy ostateczna decyzja – zastrzegł.

Głódź i Janiak ukarani przez Stolicę Apostolską

Nuncjatura apostolska w Polsce w opublikowanym w poniedziałek komunikacie przekazała, że Stolica Apostolska, działając na podstawie przepisów Kodeksu prawa kanonicznego i motu proprio papieża Franciszka “Vos estis lux mundi”, zakończyła dochodzenie w sprawach bpa Edwarda Janiaka i abpa seniora gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia.

Postępowanie w sprawie abpa Głódzia dotyczyło sygnalizowanych zaniedbań w sprawach nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych duchownych wobec osób małoletnich oraz innych kwestii związanych z zarządzaniem archidiecezją.

W wyniku zakończonego dochodzenia Stolica Apostolska podjęła w stosunku do abpa Głódzia nakaz zamieszkania poza archidiecezją gdańską, zakaz uczestniczenia w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych lub w spotkaniach świeckich w archidiecezji gdańskiej i nakaz wpłaty z osobistych funduszy odpowiedniej sumy na rzecz Fundacji św. Józefa, z przeznaczeniem na działalność prewencyjną i pomoc ofiarom nadużyć.

Abp Głódź w sierpniu ubiegłego roku w związku z ukończeniem 75 lat przeszedł na emeryturę. 23 marca nowym metropolitą gdańskim został mianowany abp Tadeusz Wojda.

Czy arcybiskup Sławoj Leszek Głódź przeprosi tych, którym wcześniej zarzucał podjudzanie do nienawiści, stosowanie manipulacji i rozpowszechnianie niesprawdzonych informacji? To pytanie do arcybiskupa – mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM ks. Leszek Gęsiak. Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski podkreślał, że komunikat Watykanu nie mówi wprost, za co abp Głódź został ukarany. Nie wiemy dokładnie, jakie są racje – dodał gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM. Jeżeli Stolica Apostolska uzna za stosowne ujawnić sentencję wyroku, to będziemy ją posiadać. To są procedury, które wykraczają poza Kościół Polski – wyjaśniał.

Co z karą finansową, która określona jest w komunikacie jako „odpowiednia suma”? Być może to będzie taka kwota, jaką arcybiskup uzna, że będzie właściwa – wyjaśniał rzecznik Episkopatu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe wnioski ws. kardynała Henryka Gulbinowicza

Czy kardynał Henryk Gulbinowicz, oskarżony o nadużycia seksualne, straci wiele przyznanych wyróżnień i zaszczytów takich jak Order Orła Białego, Order Uśmiechu albo tytuł Honorowego Obywatela Wrocławia? Jest coraz więcej takich wniosków. Orderem Orła Białego, czyli najstarszym i najwyższym odznaczeniem Rzeczpospolitej Polskiej, Gulbinowicz został odznaczony w 2008 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Teraz grupa posłów Lewicy wystąpiła z wnioskiem o odebranie orderu do Andrzeja Dudy – donosi „Gazeta Wrocławska”.

Jak napisali posłowie we wniosku, „Order Orła Białego (…) nadawany jest za znamienite zasługi cywilne i wojskowe dla Rzeczypospolitej Polskiej (…) najwybitniejszym Polakom oraz najwyższym rangą przedstawicielom państw obcych. Osoba kardynała Henryka Gulbinowicza, niestety, nie gwarantuje podtrzymania wagi i szacunku dla najwyższego państwowego odznaczenia”.

O wszczęciu procedury w sprawie kardynała napisała też w mediach społecznościowych Kapituła Orderu Uśmiechu. Duchowny został nim uhonorowany w 2001 roku.

„Gazeta Wrocławska” cytuje słowa innego wrocławianina odznaczonego tym medalem, mecenasa Krzysztofa Bramorskiego.

„O ile można dyskutować o zasadności odbierania obecnie kardynałowi odznaczeń państwowych czy samorządowych, przyznanych za postawę w latach stanu wojennego i wspieranie solidarnościowego podziemia, o tyle uważam, że w świetle treści komunikatu Nuncjatury dalsze pozostawanie kard. Gulbinowicza w gronie Kawalerów Orderu jest nieuzasadnione” – napisał Bramorski.

Z kolei petycja dotycząca odebrania kardynałowi tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia została przekazana do przewodniczącego wrocławskiej rady miejskiej.

Przypomnijmy, jak poinformowała w piątek Nuncjatura Apostolska w Polsce, kard. Gulbinowicz ma zakaz uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych i używania insygniów biskupich. Został także pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego i pochówku w katedrze.

„W wyniku przeprowadzenia dochodzenia w sprawie oskarżeń wysuwanych pod adresem kard. Henryka Gulbinowicza oraz po przeanalizowaniu innych zarzutów dotyczących kardynała Stolica Apostolska podjęła w stosunku do niego decyzję o zakazie uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych oraz używania insygniów biskupich” – czytamy w dokumencie.
Źródło info i foto: interia.pl

Orlen zawiadamia prokuraturę. Koncern mógł stracić 300 mln złotych

Co najmniej 300 milionów złotych mógł stracić Orlen na zakupie amerykańskiej spółki paliwowej FX Energy. Jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, władze koncernu zawiadomiły śledczych o podejrzeniu gigantycznej niegospodarności, której miały się dopuścić poprzednie zarządy spółek Orlen oraz Orlen Upstream. Prokuratura wszczęła już śledztwo w sprawie.

Z zawiadomienia wynika, że transakcja – sfinalizowana na przełomie 2015 i 2016 roku – była całkowicie nieopłacalna. Kupowana spółka była w fatalnej kondycji finansowej, od kilkunastu miesięcy wartość jej akcji gwałtownie spadała. Firma miała potężne zadłużenie. Wartość długów na koniec 2015 roku ponad dwuipółkrotnie przekraczała wartość jej aktywów.

Ile kosztowała transakcja?

Transakcja kosztowała 83 miliony dolarów – w przeliczeniu wówczas było to ponad 320 milionów złotych. Na tym jednak nie skończyły się wydatki poniesione w związku z zakupem tej amerykańskiej firmy. Do zeszłego roku firmę dokapitalizowano na ponad 360 milionów złotych – chodzi między innymi o emisję obligacji.

Do zeszłego roku sytuacja spółki nie została w żaden sposób naprawiona, mimo że wartość firmy, w związku z długami, była ujemna.

Prokuratura wszczęła już śledztwo

W sprawie podejrzenia niegospodarności w spółce Orlen Upstream prokuratura wszczęła już śledztwo. Na razie śledczy zwrócili się do koncernu o dokumenty, by zweryfikować fakty przedstawione w zawiadomieniu autorstwa obecnych władz Orlenu. Chodzi między innymi o przedstawioną przez nie interpretację celu zakupu nierentownej spółki. To między innymi spłata kredytu zabezpieczonego na majątku przejętej spółki, ale także chociażby zwolnienie amerykańskiej spółki z odpowiedzialności w zakresie niegospodarności wobec spółek zależnych i akcjonariuszy.

Jak do zawiadomienia odnoszą się ówczesne władze Orlen Upstream? „Proszę wybaczyć, ale nie będę komentował mojej pracy w Orlenie” – napisał w korespondencji mailowej były prezes Orlen Upstream Wiesław Prugar.
Źródło info i foto: RMF24.pl

147 kg marihuany przemycone z Hiszpanii. Policjanci zaskoczyli członków grupy na giełdzie w Broniszach

Ponad 147 kg marihuany o wartości około 8 mln zł przemyciła z Hiszpanii do Polski czteroosobowa grupa, kierowana przez 40-letniego Jacka K. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu – dowiedział się portal tvp.info. Przemytnicy urządzili punkt odbioru towaru na giełdzie w Broniszach, gdzie w październiku 2017 r. wpadli w zasadzkę stołecznej brygady antynarkotykowej. Stracili wtedy 57 kg marihuany.

Na początku października 2017 r. funkcjonariusze Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową ustalili operacyjnie, że na terenie giełdy owocowo-warzywnej w podwarszawskich Broniszach, zatrzyma się ciężarówka, w której ukryto znaczne ilości marihuany. Teren został dyskretnie obstawiony przez policjantów.

Wieczorem 12 października na teren giełdy wjechał ciągnik siodłowy DAF i stanął z dala od ramp rozładunkowych. Kierowca wysiadł z kabiny, a po chwili dołączył do niego drugi mężczyzna. Obaj ostukali jeden ze zbiorników metalowym prętem. Na ten znak do akcji wkroczyli policjanci. Zatrzymali kierowcę – Ryszarda D. oraz Jacka K., który najprawdopodobniej był jednym z organizatorów przemytu.

Towar w baku

Funkcjonariusze wiedzieli już, że narkotyk jest ukryty prawdopodobnie w baku, wskazanym nieświadomie przez przemytników. Potwierdziły to badania specjalistycznym sprzętem Straży Granicznej z Okęcia. Okazało się, że w zbiorniku było ukrytych 115 hermetycznie zamkniętych pakunków o wadze po pół kilograma każdy. Śledczy doliczyli się w sumie 57,5 kg marihuany.

W mieszkaniu Jacka K. znaleziono 60 tys. zł w gotówce i zabezpieczono dwa jego samochody: porsche i renault. Co ciekawe, przed zatrzymaniem K. nie był notowany przez policję. Nie wiadomo dokładnie, kto wprowadził go do narkotykowego biznesu. Zdaniem śledczych jego rolą było zaopatrywanie grup przestępczych w przemycony towar.

Śledczy ustali, że ciągnik, w którym ukryto skrytkę na narkotyki przez poprzednich kilkanaście dni przemieszczał się po Europie Zachodniej. Wiadomo było, że 5 października miał postój w Hiszpanii. Prawdopodobnie właśnie tam załadowano do zbiornika pakunki z marihuaną. Z Hiszpanii ciężarówka pojechała przez Francję i Niemcy, by 11 października wjechać na teren Polski.

Kurier z przeszłością

Policjanci zatrzymali później kolejnego kierowcę – 48-letniego Marka M. oraz 38-letniego Bartosza M. Ten drugi, pracujący wcześniej jako handlowiec w Niemczech, był zdaniem śledczych odpowiedzialny za zakup marihuany w Hiszpanii. Nieoficjalnie wiadomo, że sprzedawcami byli polscy gangsterzy, którzy rezydują na Półwyspie Iberyjskim i zarządzają tam plantacjami konopi indyjskich. Obecnie przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga toczy się proces Bartosza M. za inne przestępstwa narkotykowe.

Z kolei Marek M. prowadził firmę transportową i to do niego należała ciężarówka zatrzymana w Broniszach. Przed sześciu laty został skazany w Wielkiej Brytanii na pięć lat więzienia za kupno znacznych ilości marihuany. Po dwóch latach odsiadki Brytyjczycy zdecydowali się go zwolnić z więzienia i deportowali do ojczyzny. W śledztwie M. przyznał się do zarzutów i złożył obszerne wyjaśnienia.

Okazało się, że w 2017 r. grupa ta trzykrotnie przemyciła z Hiszpanii do Polski po 30 kg marihuany. Przerzuty miały miejsce w dniach: 28 marca – 6 kwietnia, 28 czerwca – 8 lipca oraz 28 sierpnia – 10 września. W czasie dwóch kursów ciężarówką kierował Marek M., a dwóch kolejnych – Ryszard D. Trzy pierwsze transporty zostały odebrane przez Jacka K. na terenie posesji w okolicach Ożarowa Mazowieckiego, gdzie miał najprawdopodobniej trafić również ostatni transport.

Za przemyt i handel narkotykami wszystkim grozi nawet do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano naukowców i ich znajome w sprawie oszustw przy realizacji badań na AGH

Wrocławscy policjanci zatrzymali sześć osób, w tym trzech naukowców, podejrzanych o oszustwa przy realizacji badań naukowych w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak podała policja, w wyniku oszustwa AGH i resort nauki miały stracić ponad 263 tysiące złotych. To kolejne już zatrzymania w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Legnicy. Wcześniej zatrzymano dwóch naukowców z AGH, podejrzanych o wyłudzenie na fikcyjne granty ponad… 2,2 miliona złotych!

Dzisiaj Wojciech Jabłoński z biura prasowego dolnośląskiej policji poinformował, że tym razem zatrzymano trzech mężczyzn: naukowców i trzy kobiety: ich znajome. Kobiety te – jak podał Jabłoński – miały wykonywać na zlecenie mężczyzn „prace naukowe w ramach rzekomych projektów badawczych, nie posiadając do tego kwalifikacji”. Zatrzymanym postawiono łącznie 13 zarzutów: są podejrzani o oszustwa przy realizacji grantów w celu wyłudzenia pieniędzy przeznaczonych na badania naukowe. W wyniku oszustwa AGH, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Komitet Badań Naukowych mogły stracić ponad 260 tysięcy złotych.

Podejrzanym grozi do ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Akcja CBŚP w trzech województwach. Na celowniku nielegalny spirytus i papierosy

Zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się produkcją i dystrybucją papierosów i tytoniu oraz obrotem na dużą skalę spirytusem rozbił Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej wraz z m.in. CBŚP. Skarb Państwa miał stracić na działalności grupy około 2 mln zł.

W sumie w sprawie zatrzymano i postawiono zarzuty 13 osobom, głównie z woj. lubelskiego, mazowieckiego i łódzkiego, w wieku 24 – 52 lat. Wśród podejrzanych jest jedna kobieta w wieku 45 lat. Dziesięciu osobom postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a wszystkim – dotyczące przestępstw karnoskarbowych. Grozi im do 5 lat więzienia – poinformowała rzeczniczka BiOSG mjr Elżbieta Pikor.

W ciągu ostatnich kilku dni zatrzymano siedem osób, w wieku od 20 do 47 lat. Zdaniem Pikor, są to osoby odpowiedzialne głównie za produkcję i dystrybucję podróbek tytoniowych. Zatrzymania z marca są kontynuacją sprawy z jesieni ub. roku: w październiku zatrzymano sześciu mężczyzn, którym Prokuratura Okręgowa w Siedlcach zarzuciła udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a 40-latkowi z woj. lubelskiego – kierowanie tą grupą przestępczą.

„Grupa nie gromadziła towaru w jednym miejscu”

Podczas akcji w marcu w lokalach i pojazdach należących do zatrzymanych znaleziono ponad 0,5 tony krajanki tytoniowej, prawie 2 tys. litrów spirytusu i prawie 3 tys. papierosów z logo jednego ze światowych producentów. Funkcjonariusze znaleźli też maszynę do foliowania opakowań z papierosami i komponenty do produkcji papierosów.

„Nie ujawniono głównego magazynu. Jak ustalono, grupa nie gromadziła towaru w jednym miejscu, ale przechowywała go w sposób umożliwiający szybkie przemieszczenie. Uzasadnione są także podejrzenia, że członkowie grupy mogli podrabiać i sprzedawać papierosy jednego ze znanych producentów” – poinformowała rzeczniczka BiOSG.

Według ustaleń, grupa zajmująca się produkcją papierosów i tytoniu do palenia oraz ich dystrybucją na terenie Polski działała w kilku województwach: dolnośląskim, mazowieckim, lubelskim, podlaskim i łódzkim. Pikor dodała, że przeszukania przeprowadzono w takich miejscowościach, jak: Łódź, Prochowice, Legnica, Głowno, Marki, Grajewo, Terespol, Mińsk Mazowiecki, Wyszków.

Skarb Państwa mógł stracić nawet 2 mln złotych

Ponadto członkowie grupy zajmowali się obrotem spirytusem na dużą skalę. Według dotychczasowych ustaleń, Skarb Państwa stracił na działalności grupy nawet ok. 2 mln zł.

Wobec podejrzanych zastosowano dozory policji i poręczenia majątkowe w wysokości od 4 do 85 tys. zł. W rozpracowaniu grupy funkcjonariuszom Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej pomagali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji z Chełma i służby celno-skarbowe z Przemyśla. Pikor podkreśliła, że sprawa jest rozwojowa i nie są wykluczone kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: se.pl

Duchowny ukradł pieniądze z ministerstwa. Kościół nie chce oddać

Na współpracy z Caritasem diecezji płockiej PFRON mógł stracić 25 mln zł. Od ośmiu lat nie może jednak odzyskać pieniędzy. Ani Episkopat, ani Watykan nie poczuwają się do odpowiedzialności za nadużycia – pisze „Gazeta Wyborcza”. Dopuścił się ich ks. Jerzy Z. w 2006 r. dyrektor Caritasu Płock, który otrzymał z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych ponad 13 mln zł na realizację czterech programów. Chodziło o kursy i szkolenia służące aktywizacji zawodowej. Nigdy się one nie odbyły.

– Kiedy pieniądze płynęły już do Płocka, PFRON zorientował się, że coś nie jest tak. Ten sam mężczyzna według dokumentów Caritasu pracował jako osoba sprzątająca w ośrodku w Łowiczu i Kołobrzegu, a to miasta oddalone o 440 km – pisze gazeta w oparciu o informacje uzyskane od osoby bliskiej śledztwu zainicjowanemu w 2010 r.

Nieprawidłowości wykazał również audyt kurii biskupiej w Płocku. Akt oskarżenia był gotowy w 2013 r. Obejmował siedem osób. Zgodnie z późniejszym wyrokiem Caritas powinien zwrócić zawłaszczane nieuczciwie środki, ale – jak pisze gazeta – „nikt nie chce oddać pieniędzy”.

– PFRON ma podwójny problem. Nie tylko nie odzyskał kwoty przekazanej Caritasowi, ale jeszcze sam musi znaleźć drugie tyle. Bo środki, które sprzeniewierzył ks. Z. pochodziły z Unii Europejskiej, a do funduszu trafiły przez Ministerstwo Infrastruktury.

PFRON musi zwrócić ministerstwu ok. 11,5 mln zł. Straty funduszu mogą wynieść więc 13,6 mln (z odsetkami) plus 11,5 mln zł, łącznie: 25,1 mln zł” – wylicza „Gazeta Wyborcza” i dodaje „negocjacje z diecezją utknęły w listopadzie 2014 r. Dziś sprawa wygląda beznadziejnie”.
Żródło info i foto: wp.pl

CBA w siedzibie PZU

Jak ustalili dziennikarze RMF FM, późnym wieczorem w biurach największego polskiego ubezpieczyciela agenci CBA zabezpieczali dokumenty związane z przetargami informatycznymi, na których spółka i Skarb Państwa mogły stracić około 200 milionów złotych. Z ustaleń RMF FM wynika, że spółka przekazuje funkcjonariuszom wszystkie dokumenty.
Żródło info i foto: onet.pl

Gdańsk: Fałszywi agenci CBŚ okradli bursztynnika

Nawet milion złotych mógł stracić jeden z gdańskich bursztynników. Na tyle wyceniana jest biżuteria, jaką zarekwirowali mu fałszywi agenci CBŚ. Strata jest tym bardziej bolesna, że do kradzieży doszło u progu sezonu letniego, kiedy do Gdańska przybywa mnóstwo turystów, chętnie wydających pieniądze na pamiątki z bursztynu.

Bandyci byli wyjątkowo bezczelni – kradzieży mieli dokonać, podając się za pracowników Centralnego Biura Śledczego. Nieoficjalnie mówi się, że oprócz stroju agentów CBŚ mieli posługiwać się fałszywymi legitymacjami i nakazem przeszukania.

Przebierańcy poinformowali bursztynnika, że rekwirują jego towar, ponieważ według ich informacji, pochodzi on z kradzieży. Mężczyzna miał wydać im kilkadziesiąt sztuk biżuterii ze swojej galerii wartej nawet milion złotych. Jednak na tym się nie skończyło. Później złodzieje pojechali z mężczyzną do jego mieszkania, gdzie pod pretekstem przeszukania, ukradli jeszcze kilka innych cennych przedmiotów. Do zdarzenia doszło w samym sercu Gdańska, w biały dzień.

Okradziony w końcu zorientował się, że padł ofiarą złodziei i zawiadomił policję. Jak poinformowała Lucyna Rekowska z gdańskiej policji, funkcjonariusze zarządzili blokadę dróg. Jednak dotychczas nie udało się schwytać złodziei. – W chwili obecnej prowadzimy czynności wyjaśniające, ale ze względu na dobro postępowania, nie możemy podawać szczegółów – powiedziała w rozmowie z Fakt24.pl Lucyna Rekowska.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Fałszywy policjant oszukał staruszkę

Mafia naciągająca emerytów nie próżnuje. Patryk K. (22 l.), podając się za policjanta, próbował naciągnąć seniorkę z Ursynowa na 30 tysięcy złotych. Powiedział 65-latce, że pracuje w specjalnej grupie operacyjnej, która rozpracowuje mafię oszustów. Twierdził, że w jej najbliższym otoczeniu grasują bandyci, którzy chcą ją okraść ze wszystkich kosztowności.

– Oszust powiedział kobiecie, że nie straci ona swojego majątku, jeśli mu go przekaże w celu zabezpieczenia. Miała również przekazać rzekomemu policjantowi 30 tysięcy złotych na cele operacyjne – mówi kom. Joanna Banaszewska z mokotowskiej komendy. 65-latka poszła do banku i. wzięła kredyt na wyznaczoną kwotę, ale zanim doszło do przekazania pieniędzy, zorientowała się, w czym bierze udział, i wezwała prawdziwych funkcjonariuszy. Kryminalni dorwali Patryka K., gdy czekał przed bankiem na swoją ofiarę.
Żródło info i foto: se.pl