Bydgoszcz: Ciała trzech osób znalezione w budynku

Strażacy i policjanci odkryli trzy ciała w jednym z budynków w Bydgoszczy. Zatrucie tlenkiem węgla mogło przyczynić się do śmierci dwóch mężczyzn i kobiety. Na miejscu pracują wszystkie służby. Jak poinformował dyżurny z Komendy Wojewódzkiej PSP w Toruniu, po wejściu do budynku jednorodzinnego przy ul. Zakopiańskiej w Bydgoszczy służby odkryły trzy ciała – kobiety i dwóch mężczyzn.

– To prawdopodobnie osoby bezdomne, ale nie mamy jeszcze szczegółowych informacji w tej sprawie. Wskazania miernika wykazały 8 ppm CO (poziom tlenku węgla w powietrzu – red.). To wartość ani duża, ani mała, ale należy pamiętać, że przed otwarciem drzwi mogła być znacznie wyższa – podkreślił dyżurny.

Nie żyje kobieta i dwóch mężczyzn. Na miejscu pracują wszystkie służby. 

– Zgłoszenie o tym, że w domu jednorodzinnym przy ul. Zakopiańskiej ujawniono trzy ciała, otrzymaliśmy o 17.56. Straż pożarna stwierdziła podwyższony poziom tlenku węgla, ale nie możemy w tej chwili przesądzić, czy to on przyczynił się do śmierci tych osób – powiedziała podkom. Lidia Kowalska z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Dodała, że nie żyje 65-letnia kobieta i dwóch mężczyzn w wieku ok. 50 lat. Policja nie ma w tej chwili wiedzy, czy te osoby mieszkały w tym budynku na stałe, czy przebywały jednorazowo. To dom w bardzo złym stanie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na miejscu tragedii wcześniej spożywano alkohol.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pożar nielegalnego składowiska opon w Raciniewie

Kilkanaście godzin może jeszcze potrwać gaszenie pożaru bardzo dużego składowiska opon w Raciniewie (Kujawsko-pomorskie), który wybuchł w piątek wieczorem – poinformował w sobotę rzecznik KW PSP w Toruniu mł. bryg. Arkadiusz Piętak. W akcji bierze udział ponad 60 zastępów strażaków.

– To niezwykle trudny pożar na terenie o powierzchni kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych. Cały czas płoną opony, wydziela się gęsty dym. Tego typu pożary należą do najtrudniejszych, bowiem w miejscach, w których udaje się opanować ogień pojawiają się nowe jego zarzewia – powiedział mł. bryg. Arkadiusz Piętak.

Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP poinformował, że na miejscu działa już 60 zastępów straży pożarnej. Z żywiołem walczy ok. 200 strażaków.

– Z ogniem walczą zastępy PSP i OSP z całego województwa, zastępy ratownictwa chemicznego i cysterny. Akcją dowodzi zastępca komendanta wojewódzkiego PSP. Zbudowaliśmy trzy magistrale wodne, budujemy kolejne, gdyż zaraz wyczerpią się zbiorniki naturalne – tyle idzie wody – mówił mł. bryg. Piętak.

Na miejsce akcji sprowadzone zostały cysterny do wody z Bydgoszczy i Włocławka oraz cysterny ze środkiem pianotwórczym z Szubina i województwa pomorskiego, a także kontener z Torunia z dodatkowym sprzętem ochrony układu oddechowego.

Strażacy cały czas sprawdzają jakość powietrza w okolicy, a dzięki specjalistycznym systemom i sprzętowi wiedzą, czy chmura dymu unosząca się nad miejscowością jest szkodliwa i jak bardzo jest szkodliwa.

– Nie tylko gasimy pożar, ale chronimy także znajdujące się w sąsiedztwie zakłady – przekazał rzecznik prasowy.

Służby apelują do mieszkańców, aby nie opuszczali domów i zamykali okna z uwagi na dym powstały w wyniku spalania opon.

Wójt gminy Unisław Jakub Danielewicz powiedział wcześniej, że składowisko jest nielegalne, od dawna zwracano uwagę na to, iż jest za duże. Dodatkowo składujący opony przedsiębiorca był karany finansowo (2,5 mln zł kary). Przyznał, że strażacy walczą z żywiołem z ogromnym poświęceniem. Ważny jest czas i opanowanie ognia, gdyż obok znajdują się m.in. dwie stolarnie, stacja benzynowa i zakład produkcji maseczek.

– Dzwonił do mnie wiceminister klimatu Jacek Ozdoba, który będzie zwracał się w poniedziałek do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, żeby osobiście nadzorował dochodzenie nad przyczynami tego pożaru – podkreślił Danielewicz. Wójt nie przesądził o przyczynie katastrofy, ale przyznał, iż kolejne etapy toczącego się postępowania wobec przedsiębiorcy, który był upominany, zbiegły się w czasie z wybuchem pożaru. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lubelszczyzna: Tragiczny finał poszukiwań 4-latka

Przez pięć godzin policjanci, strażacy, pracownicy nadleśnictwa poszukiwali czteroletniego chłopca, który zaginął w miejscowości Burzec. Niestety, finał poszukiwań okazał się tragiczny. Chłopiec utonął. Z ustaleń policji wynika, że czteroletni chłopiec wyszedł z domu w miejscowości Burzec (gm. Wojcieszków, powiat łukowski) przed godz. 12 przez otwartą bramę, niezauważony przez nikogo.

Gdy bliscy zorientowali się, że chłopiec zniknął, ruszyły poszukiwania. W akcji brało udział kilkadziesiąt osób: policjanci z łukowskiej komendy oraz z OPP w Lublinie, strażacy, przewodnicy z psami tropiącymi, jak również pracownicy nadleśnictwa. Poszukiwali go też sąsiedzi i rodzina.

W działaniach wykorzystywany był dron oraz policyjny helikopter. Przeszukiwano min. las oraz teren niewielkiego stawu, gdyż w tamtym kierunku chłopiec miał się oddalić.

We wtorek, kilka minut przed godziną 17 odnaleziono ciało chłopca. – Niestety, tragicznie zakończyły się poszukiwania czterolatka, który zaginął dziś około południa w m. Burzec w pow. łukowskim. Ciało chłopca zostało wyłowione przez płetwonurków ze zbiornika wodnego oddalonego o ok. 300 metrów od domu – poinformował sierż. szt. Kamil Karbowniczek z KWP w Lublinie.
Źródło info i foto: kurierlubelski.pl

Tragedia na Śląsku. Znaleziono zatopiony samochód. Nie żyje 60-latek

Tragedia nad zalewem Pogoria w Będzinie w Śląskiem. Rowerzysta zauważył tam rano zatopiony samochód. Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli z wody mężczyznę. 60-latka nie udało się uratować. Rano nad zalewem Pogoria w Będzinie rowerzysta zauważył zatopiony samochód. Na miejsce zostali wezwani strażacy, oni rozpoczęli akcje ratunkową. Niestety – nie udało się uratować 60-letniego mężczyzny.

Nie wiemy, jak doszło do tego zdarzenia. W tej chwili trudno ocenić, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy np. celowe działanie samobójcze – powiedział PAP oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie kom. Paweł Łotocki.

Samochód znajdował się ok. 20 metrów od brzegu zbiornika, w pobliżu ścieżki przeznaczonej dla pieszych i rowerzystów, zamkniętej dla ruchu kołowego. Auto ma częściowo zgnieciony dach. Płetwonurkowie sprawdzali, czy ktoś jeszcze mógł znajdować się w zatopionym aucie. Na miejscu pracowało ok. 20 strażaków z siedmiu zastępów, a także policjanci i załoga pogotowia ratunkowego. Postępowanie w tej sprawie będzie prowadzone pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny dzień poszukiwań zaginionego 3-latka. Ojciec został przesłuchany

Żołnierze, policjanci i strażacy od poniedziałku szukają małego Kacpra z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku. 3,5-letni chłopczyk bawił się w towarzystwie ojca, gdy nagle zniknął. Mężczyzna usłyszał już zarzut za niewłaściwy nadzór nad synem. Prokuratura przypuszcza, że dziecko mogło wpaść do rzeki.

34-letni Rafał B. – ojciec Kacpra – dopiero w środę mógł zostać przesłuchany. W chwili zatrzymania był pijany. Usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jego małoletniego syna.

Malec oddalił się od ojca

Przedstawiona przez mężczyznę wersja zdarzeń zgadza się z ustaleniami prokuratury.

– Chłopiec był pod jego opieką na ternie ogródka działkowego, a następnie w pewnym momencie mężczyzna przestał zwracać na niego uwagę – wyjaśnia Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Dziecko oddaliło się w nieznanym kierunku, prawdopodobne jest, że mogło wpaść do znajdującej się w pobliżu rzeki. To hipoteza, którą policja i prokuratura stawiają na razie na pierwszym miejscu. Z relacji świadków wynika, że mężczyzna na działce był z synem od kilku dni.

– Ten chłopak jeździł rowerkiem. 100 metrów pani słyszała plumknięcie. Myślała, że to bóbr, czy coś tam – mówi Paweł, znajomy rodziny.

– Biegał sobie, ruchliwy chłopczyk, jasne włosy. Ojciec go bardzo lubił, bo najmłodszy, to był oczko – dodaje Wacław Szepielak, który pomaga szukać chłopca.

Ojciec, kiedy zorientował się, że nie ma dziecka, od razu zaczął go szukać. Pomagali mu sąsiedzi.

Poszukiwania skupiają się na rzece

Akcja służb w środę skoncentrowała się na rzece. – W dzisiejszych działaniach wezmą udział policjanci kontrterroryści, wyspecjalizowana grupa w poszukiwaniach podwodnych, najlepsi policyjni płetwonurkowie – wyjaśniała rano asp. sztab. Anna Kublik- Rościszewska z policji w Bolesławcu.

Rzekę już wcześniej kilka razy przeszukali strażacy. Jak mówią: to wyjątkowo trudna akcja. – Rzeka ma zmienny charakter. Są miejsca płytkie, gdzie łódź trzeba przepychać, a w innych miejscach rzeka ma dwa metry – mówi bryg. Andrzej Śliwowski, komendant PSP w Bolesławcu.

Nie ustają też poszukiwania w terenie. Wczoraj przeszukano ponad 700 ha.

Pod uwagę brane są wszystkie hipotezy – policjanci zabezpieczyli samochód, który znajdował się na działce. Rafałowi B. grozi 5 lat więzienia. Ale trafi tam prawdopodobnie już w środę, bo był poszukiwany, miał odbywać karę więzienia i musi odbyć zasądzoną wcześniej karę za kradzież.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

17-miesięczny chłopiec utonął w szambie

17-miesięczny chłopiec utonął w szambie przy rodzinnym domu na Podlasiu. Do tragedii doszło w sobotę wieczorem we wsi Jabłoń Dąbrowa. Policja ustala okoliczności wypadku.

Jak podał zespół prasowy podlaskiej policji, zaginięcie niespełna półtorarocznego dziecka zgłoszono w sobotę około godz. 18.30 dyżurnemu komendy powiatowej w Wysokiem Mazowieckiem. Poszukiwany był 17-miesięczny chłopiec, który godzinę wcześniej miał niezauważony wyjść z domu. Był ubrany w czerwone body i czapeczkę w kratkę.

Poszukiwania prowadzili policjanci i strażacy, wspomagani m.in. przez Grupę Ratowniczą Nadzieja z Łomży. Przed godz. 21.00 jedna z osób biorących udział w poszukiwaniach odnalazła chłopca w szambie na posesji. Dziecka nie udało się uratować. Okoliczności tragedii bada policja. Ustala m.in., jak była sprawowana opieka nad chłopcem i czy zbiornik na nieczystości był na posesji zabezpieczony.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja: Kobieta zagroziła detonacją bomby w szpitalu

W szpitalu w Dunkierce, na północy Francji, kobieta zagroziła w środę, że zdetonuje bombę. Na miejscu trwa operacja policji – informuje na swojej stronie internetowej lokalna gazeta ” La Voix du Nord”.

Wejścia do budynku zostały zagrodzone. Według „La Voix du Nord” na miejscu są policjanci, strażacy i żołnierze. Ewakuowano jedno piętro szpitala.
Źródło info i foto: interia.pl

Łódź: Ciała trzech osób znaleziono w mieszkaniu

Ciała trzech osób znaleźli strażacy w mieszkaniu w Łodzi. Służby zawiadomili sąsiedzi, którzy od miesiąca nie widzieli mieszkańców jednego z lokali. Według wstępnych ustaleń powodem śmierci było zatrucie czadem. Zwłoki dwóch mężczyzn i kobiety zostały odnalezione w piątek wieczorem w mieszkaniu przy ul. 6-go Sierpnia w Łodzi. Prawdopodobnie są to ofiary zatrucia tlenkiem węgla.

Jak podał dyżurny Komendy Miejskiej Straży Pożarnej, o godz. 21.13 strażacy zostali wezwani przez policję do pomocy przy otwarciu mieszkania przy ul. 6-go Sierpnia. Wewnątrz natrafiono na zwłoki kobiety w wieku 67 lat oraz dwóch mężczyzn: 35- i 37-latka.

W mieszkaniu prowadzone są czynności policyjne. Służby podejrzewają, że przyczyną zgonu wszystkich trzech osób było zatrucie tlenkiem węgla.
Źródło info i foto: TVP.info

Specjalna grupa policjantów włączy się w poszukiwania Piotra Kijanki

Specjalną grupę złożoną z najlepszych ekspertów z komendy miejskiej i wojewódzkiej powołała policja w Krakowie. Zespół zajmie się poszukiwaniami Piotra Kijanki – 34-latka, który zaginął 6 stycznia, gdy wracał do domu z krakowskiego Kazimierza. Kilkunastoosobowy zespół przeanalizuje to, co dokładnie stało się 6 stycznia.

W akcji policjantom pomoże także straż pożarna. Strażacy będą wypompowywać wodę ze studzienek kanalizacyjnych oraz zagłębień w miejscach, którymi mógł przechodzić Piotr Kijanka. Funkcjonariusze sprawdzą także trudno dostępne obszary i zarośla na bulwarach wiślanych.

34-latek w sobotni wieczór widziany był po raz ostatni na krakowskim Kazimierzu. Około godz. 23:30 wyszedł z jednej z restauracji na Placu Nowym w Krakowie i wracał z imprezy do domu na osiedlu Dąbie.

Mężczyznę zarejestrowały kamery monitoringu, między innymi na ulicy Miodowej. Do domu mógł wracać wzdłuż Wisły, dlatego policja nie wyklucza przeszukiwania koryta rzeki sonarem.

Piotr Kijanka ma ok. 170 cm wzrostu, jest szczupły. W dniu zaginięcia mężczyzna ubrany był w różową koszulkę, brązowe spodnie, ciemnozieloną kurtkę i jasnobrązowe buty sportowe marki „Timberland”.

Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionym proszone są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Krakowie: tel. 12 61 51 205, tel. 12 61 52 908 – całodobowy lub 997.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: 17-latka zgwałcona przez strażaków. Nagranie opublikowali w sieci

17-letnia mieszkanka amerykańskiego stanu Virginia została zgwałcona przez sześciu strażaków. Mężczyźni staną przed sądem. Grozi im… zaledwie rok więzienia i grzywna.

Amerykańskie media zdecydowały się ujawnić tożsamość mężczyzn, którzy dopuścili się bestialskiego czynu. Zarzuty usłyszeli 36-letni Dale King, 32-letni Christoph Pangle, 26-letni Nathan Hirschberg, 24-letni Andrew Key, 21-letni Bradley Martin oraz 25-letni Fabian Sosa. Podejrzani przebywają na przymusowym zwolnieniu do czasu zakończenia postępowania.

Według policji do co najmniej trzykrotnego gwałtu doszło w trzech różnych miejscach w hotelu, w mieszkaniu jednego ze strażaków oraz w remizie. Sprawcy nagrali swoje zachowanie, a film udostępnili na Snapchacie. Nagrania trafiły w ręce rodziców nastolatki, którzy natychmiast przekazali je mundurowym. Sprawą zajmą się lokalne władze, którym podlega straż pożarna.

Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że 17-latka była wielokrotnie zastraszana przez sprawców, a w chwili gwałtu pod wpływem silnych środków odurzających. Amerykanów oburza zapowiadany wymiar kary dla strażaków – grozi im maksymalnie rok pozbawienia wolności oraz 2,5 tys. dolarów grzywny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl