Niemieckie służby zamknęły stronę z dziecięcą pornografią

Ponad 400 tys. abonentów z całego świata miała platforma „Boystown” z dziecięcą pornografią funkcjonująca w tzw. darknecie, czyli ukrytej, „ciemniej” strefie internetu. Portal zamknęła niemiecka policja po długim śledztwie. Jak donosi „The Guardian”, sprawa portalu „Boystown” była badana przez niemiecką policję od dłuższego czasu. Był uważany za największy portal z dziecięcą pornografią. Zamieszczane tam miały być głownie materiały przedstawiające chłopców. Portal działał w darknecie, czyli „ciemnym internecie”, która jest ukrytą częścią ogólnej sieci internetowej. Dostęp do niej jest możliwy za pomocą specjalnego oprogramowania. 

Na „Boystown” zarejestrowanych było ponad 400 tys. użytkowników z całego świata. Działał przez prawie dwa lata. Treści na portalu, jak twierdzi policja, przedstawiały również najbardziej skrajne wykorzystywanie seksualne małych dzieci. W ramach „Boystown” istniały także czaty, za pomocą których zarejestrowani użytkownicy mogli się porozumiewać.

Niemieckie śledztwo

Niemieckie służby aresztowały 4 mężczyzn, w tym administratorów portalu. Wszyscy to Niemcy. Policja przeszukała także siedem nieruchomości, które mogły mieć związek ze sprawą, w landach Nadrenia Północna-Westfalia, Bawaria i w Hamburgu.

Mężczyźni od połowy kwietnia przebywają w areszcie policyjnym we Frankfurcie. Jak informuje policją, są to: 40-latek z okolic Paderborn w zachodnich Niemczech, 49-latek z Monachium i 54-letni Niemiec mieszkający w Paragwaju. Zdaniem służb byli oni zaangażowani w administracyjne i techniczne aspekty witryny, a także obsługę serwera oraz subskrypcji.

Użytkownikom portalu mieli oni udzielać porad, jak ukryć przed policją korzystanie z portalu i uniknąć wykrycia. Czwarty z aresztowanych, 64-latek z Hamburga, był jednym z najbardziej aktywnych użytkowników. Miał zamieścić ponad 3500 różnych publikacji. 

Jako „fantastyczną historię sukcesu służb w walce z przemocą seksualną wobec dzieci i młodzieży” działania policji określiła Eva Kühne-Hörmann, minister sprawiedliwości Hesji, landu, którego policja prowadzi sprawę i na którego terenie przebywają aresztowani. Uznała, że to wyraźny sygnał dla przestępców na tle seksualnym oraz że „przestrzeń dla osób zajmujących się rozpowszechnianiem pornograficznych zdjęć i filmów staje się coraz mniejsza”. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Europejski Trybunał Praw Człowieka: Władze Polski odpowiedzialne za błędy policji w związku z porwaniem Krzysztofa Olewnika

Władze Polski są odpowiedzialne za serię poważnych błędów ze strony policji w związku z porwaniem Krzysztofa Olewnika, które doprowadziło do jego śmierci – orzekł w czwartek Europejski Trybunał Praw Człowieka. Według sędziów, Polska powinna wypłacić 100 tys. euro rodzinie mężczyzny.

W czwartkowym orzeczeniu Trybunał stwierdził, że w sprawie Krzysztofa Olewnika doszło do naruszenia art. 2 (prawo do życia) Europejskiej Konwencji Praw Człowieka „w związku z niewypełnieniem przez państwo obowiązku ochrony życia krewnego skarżących”.

Sędziowie orzekli, że doszło również do naruszenia art. 2 Konwencji „w związku z nieodpowiednim dochodzeniem w sprawie śmierci”. Trybunał uznał, że w związku z porwaniem Olewnika władze Polski należy uznać za odpowiedzialne za serię poważnych błędów policji, które ostatecznie doprowadziły do śmierci porwanego.

„Ponadto, pomimo dochodzenia parlamentarnego w tej sprawie, które doprowadziło do bardzo krytycznego sprawozdania, i starań organów prokuratorskich o wszczęcie postępowania przeciwko policji, prokuratorom i wysokiej rangi urzędnikom służby cywilnej, postępowanie w sprawie zabójstwa pana Olewnika nadal trwało 17 lat po jego porwaniu i okoliczności tych wydarzeń nie zostały w pełni wyjaśnione” – czytamy w wyroku.

Skargę do Trybunału w Strasburgu złożyli siostra zamordowanego Danuta Olewnik-Cieplińska i jego ojciec Włodzimierz Olewnik. Twierdzili, że to krajowe władze są odpowiedzialne za śmierć Krzysztofa Olewnika, bo nie przeprowadziły skutecznego dochodzenia w sprawie jego porwania i ostatecznie nie ochroniły go. Nie przeprowadziły również skutecznego dochodzenia w sprawie jego zabójstwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ukraina: Eksplozja samochodu w centrum Kijowa

W wybuchu samochodu w centrum Kijowa zginął wieczorem obywatel Gruzji Timur Machauri, członek czeczeńskiego batalionu ochotniczego walczącego po stronie Ukrainy z prorosyjskimi separatystami w Donbasie. Policja oświadczyła, że w jego pojeździe, który eksplodował w pobliżu ruchliwego Rynku Besarabskiego, podłożono bombę. Wraz z Machaurim w aucie były jeszcze dwie osoby: kobieta, która walczy o życie w szpitalu i dziecko, które nie odniosło groźnych dla życia ran. Zdarzenie zakwalifikowano jako akt terrorystyczny.

– Według wstępnych informacji zadziałał podłożony w samochodzie ładunek wybuchowy. Ofiara jest obywatelem Gruzji, dość znanym w kręgach kryminalnych; nazywa się Timur Machauri. Utrzymywał kontakty z różnego rodzaju środowiskami czeczeńskimi – oświadczył rzecznik MSW Artem Szewczenko.

Agencja Interfax-Ukraina doniosła, że Machauri w lutym został skazany przez ukraiński sąd na pięć lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata za nielegalne posiadanie broni.

Znajomi zabitego powiedzieli tymczasem stacji telewizyjnej 112.Ukraina, że Machauri walczył w Donbasie w batalionie im. Dżochara Dudajewa i był „osobistym wrogiem” przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa. To, że walczył w batalionie czeczeńskim, potwierdził jego dowódca Muslim Czeberłojewski – podała Interfax-Ukraina.

Niejednoznaczna postać

Doradca szefa MSW i deputowany ukraińskiego parlamentu Anton Heraszczenko ocenił na Facebooku, że Machauri był postacią niejednoznaczną.

– Trzy lata temu Timur został zatrzymany przez władze tureckie jako podejrzany o zabójstwo pięciu Czeczenów, ukrywających się w tym kraju przed rosyjskim wymiarem sprawiedliwości. Tureckie władze i prasa oskarżały go wówczas, że pracuje dla Kremla, a tureckie media donosiły (…), że Machauri był bezpośrednio zaangażowany w likwidację samego Szamila Basajewa – napisał.

– W Turcji został z tych zarzutów całkowicie uniewinniony i zwolniony z aresztu. Na Ukrainę przybył legalnie i wstąpił do naszego oddziału – powiedział Czeberłojewski.

Szamil Basajew, radykalny czeczeński przywódca polowy, przyznał się do zorganizowania ataku na szkołę w Biesłanie na rosyjskim Kaukazie Północnym, w którym w 2004 r. zginęły 334 osoby, w tym 186 dzieci. Basajew zginął w 2006 r. w wyniku eksplozji ciężarówki z materiałami wybuchowymi na terytorium Inguszetii, republiki sąsiadującej z Czeczenią. Służby specjalne Rosji utrzymują, że to one go zabiły.

Zdarzenia w wąwozie Lopota

Heraszczenko napisał także, że Machauri był doskonale znany w Gruzji jako uczestnik wydarzeń w wąwozie Lopota, gdzie gruzińskie oddziały specjalne zlikwidowały w 2012 r. grupę bojowników czeczeńskich. – Wspierał go wtedy wiceminister spraw wewnętrznych Giorgi Lortkipanidze, który mówił, że Machauri nie jest terrorystą i agentem FSB (rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa), lecz patriotą Gruzji – napisał Heraszczenko na swoim Facebooku.

W związku z zamachem na Machauriego policja zablokowała drogi wyjazdowe w Kijowie i prowadziła wzmożoną kontrolę samochodów. Na ulice i stacje metra skierowano dodatkowe patrole policji i Gwardii Narodowej MSW.
Źródło info i foto: TVP.info

Wojskowa CASA czeka na przetransportowanie Kajetana P.

Kajetan P. w piątek ma przylecieć do Warszawy. W wojskowym samolocie CASA zostanie przetransportowany z Malty do Polski. O planach transportu mówił na antenie TVN 24 reporter Michał Tracz. Prawdopodobnie samolot wystartuje z La Valletty przed południem. Ale dokładnej godziny przylotu jeszcze nie ma, wszystko zależy od polskiej strony.

– Przed południem wojskowa CASA z Kajetanem P. na pokładzie ma wystartować i wszystko na to wskazuje, że wczesnym popołudniem doleci do Polski – relacjonuje Michał Tracz, reporter TVN24. Jak dodaje, według maltańskiego prawa mężczyzna na lotnisko musi zostać doprowadzony przez policjantów. W tym miejscu zostanie przekazany polskim funkcjonariuszom z wydziału konwojowego Komendy Głównej Policji. – Ta procedura przekazania osoby poszukiwanej jest bardzo krótka. Ponieważ w tym momencie będzie to tylko wymiana dokumentów, a sam Kajetan P. z rąk maltańskich policjantów trafi do rąk polskich. To będzie trwać kilkadziesiąt sekund, być może minutę – informuje reporter TVN24.

Potem mężczyzna pod eskortą polskich policjantów wsiądzie do samolotu i będzie mógł wystartować.

– Nie ma pewnej godziny startu. Wszystko będzie zależało od polskiego dowódcy. Mniej więcej podejrzewamy, że będzie to godzina 14-16 kiedy samolot z Kajetanem P. powinien wylądować w Warszawie – relacjonuje z Malty Michał Tracz.

W nocy z czwartku na piątek uprawomocniła się decyzja maltańskiego sądu o zgodzie na ekstradycję Kajetana P. Mężczyzna również nie odwołał się od niej (miał na to siedem dni od 18 lutego). W związku z tym polskie służby mogą przetransportować mężczyznę do Polski. Do tego celu użyją wojskowego samolotu CASA. W sumie po mężczyznę i 45 innych poszukiwanych osób wysłano trzy takie samoloty. Początkowo informowano, że 27-latek zostanie przewieziony samolotem rejsowym, jednak zrezygnowano z tego pomysłu ze względu na to, że mógł zostać rozpoznany.

Zarzuty i areszt

Jeśli mężczyzna w Warszawie pojawi się we wczesnych godzinach popołudniowych to wszystko na to wskazuje, że jeszcze w piątek spotka się z prokuratorem by usłyszeć zarzuty. Grozi mu dożywocie.

Najprawdopodobniej podejrzany zostanie poddany także opinii sądowo-psychiatrycznej. Prokuratura nie wyklucza, że biegli będą wnioskować o obserwację mężczyzny, która może potrwać co najmniej 4 tygodnie.

Śledczy czekają także na kilka opinii, między innymi wyniki sekcji zwłok. Kiedy rozpocznie się rozprawa? Nie wiadomo, ale jak mówią prawnicy będzie to ciekawy i skomplikowany proces.
Zatrzymany na Malcie

W ubiegłym tygodniu mężczyznę, za którym wystawiono europejski nakaz aresztowania i tzw. czerwoną notę Interpolu, zatrzymano w stolicy Malty, La Vallecie. 18 lutego maltański sąd wydał zgodę na ekstradycję Kajetana P. Podczas tej rozprawy mężczyzna zgodził się na odesłanie do Polski. 27-latek., który pracował w jednej z warszawskich bibliotek, jest podejrzany o to, że na początku lutego zamordował lektorkę języka włoskiego Katarzynę J. Następnie jej ciało z odciętą głową przewiózł taksówką do wynajmowanego mieszkania na Żoliborzu. Tam odkryli je strażacy, wezwani do pożaru.

Z ustaleń policjantów wynika, że mężczyzna na Maltę przypłynął 9 lutego, promem z Sycylii. Planował przedostać się do Afryki Północnej. Ostatecznie wpadł na dworcu, gdy próbował przesiąść się w inny autobus. Wcześniej był w biurze podróży i tunezyjskim konsulacie, w którym zgłosił zaginięcie paszportu i prosił o pozwolenie na przedostanie się do Tunisu – jak tłumaczył – do polskiej ambasady. Nie wyrażono na to jednak zgody.
Żródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Pentagon publikuje zdjęcia torturowanych więźniów z Iraku

Amerykański resort obrony opublikował w piątek na swej stronie 198 fotografii osób torturowanych w więzieniach USA w Afganistanie i w Iraku. – Wybrano zdjęcia z szerokim kadrem, mniej drastyczne niż te, które znamy z Abu Ghraib – pisze agencja AFP.

Decydując się na upublicznienie niewielkiej ilości zdjęć, Pentagon poszedł na pierwsze ustępstwo wobec Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich (ACLU) zajmującej się ochroną praw gwarantowanych przez konstytucję USA – zauważa AFP.

Organizacja ta od 2004 roku walczy o opublikowanie przez Pentagon całej dokumentacji fotograficznej – ok. 2 tys. zdjęć, które ilustrują tortury i poniżanie Irakijczyków oraz Afgańczyków w więzieniach amerykańskich, przede wszystkim w areszcie śledczym w Abu Ghraib pod Bagdadem, w którym w 2003 r. amerykańscy strażnicy dopuszczali się przemocy, molestowania seksualnego i poniżania zatrzymanych. Zdaniem ACLU, odmawiając publikacji fotografii, Pentagon chroni sprawców.

W ocenie dyrektora ds. prawnych Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich Jameela Jaffera, wybór zdjęć przedstawiony przez Pentagon „może być mylący dla publiczności, nie pokazuje bowiem całej skali nadużyć”. Naureen Shah z Amnesty International uważa z kolei, że został na nich przedstawiony tylko przypadkowy wycinek, chociaż tortury miały charakter systemowy.

Innego zdania jest rzecznik Pentagonu, który powiedział AFP, że ujawnione fotografie wykorzystano przynajmniej w jednym wypadku jako materiał dowodowy, co doprowadziło do skazania winnego. W kwietniu 2004 amerykański dziennikarz Seymour Hersh ujawnił w tygodniku „The New Yorker” rozliczne przypadki torturowania w Abu Ghraib nie tylko mężczyzn (tresowanych jak zwierzęta czy zmuszanych do pozowania nago), ale również kobiet, dzieci oraz osób upośledzonych.

W wyniku afery, jaka wybuchła po ujawnieniu tych praktyk, siedemnaścioro wojskowych odsunięto od służby, a siedmioro z nich skazano na kary pozbawienia wolności. Ówczesną komendant więzienia generał Janis Karpinski zdegradowano do stopnia pułkownika.
Żródło info i foto: interia.pl

Austria: nie wyklucza się użycia siły wobec imigrantów

Austria nie wyklucza użycia siły, jeśli z powodu zamknięcia granicy niemieckiej sytuacja z migrantami się pogorszy, a zabraknie szybkiej odpowiedzi ze strony Europy – poinformował we wtorek rząd austriacki. Szefowa MSW Austrii Johanna Mikl-Leitner, zapytana, co będzie, jeśli Niemcy „uszczelnią granice”, odpowiedziała, że „wtedy w Austrii powstanie wielki zator” na granicy, a kraj będzie potrzebował działania państw UE. Zdaniem minister bez pomocy Unii Austria będzie miała dwie możliwości: albo będzie próbowała kontynuować swoją dotychczasową politykę, albo wprowadzi restrykcyjne kontrole na granicach. Mikl-Leitner ostrzegła jednak, że w takim wypadku „użycie siły będzie konieczne”. Choć Niemcy przywróciły kontrole na granicach i ograniczyły ruchu kolejowy z Austrią, władze austriackie wciąż pozwalają na swobodny napływ migrantów z Węgier.

Na wtorkowej konferencji prasowej austriacki kanclerz Werner Faymann pozytywnie ocenił decyzję niemieckich władz o wznowieniu kontroli i oznajmił, że Austria powinna radzić sobie z nagromadzeniem uchodźców na jej terytorium, zanim zostaną oni wpuszczeni do Niemiec.

Zdaniem Faymanna Austria musi pokazać Niemcom, że sama także przyjmuje wielu ubiegających się o azyl. „Berlin nie może mieć wrażenia, że Austria po prostu transportuje ludzi tak jak Węgry” – dodał w odniesieniu do antyimigracyjnej polityki węgierskiego rządu. „Współpracując z Niemcami, musimy im pokazać, że wypełniamy nasz obowiązek” – powiedział niemiecki kanclerz, sugerując, że zależy mu na dobrych stosunkach z Berlinem.

Faymann powiedział, że spośród ponad 167 tys. migrantów, którzy dotarli do Austrii od początku września, 90 proc. podążyło na północ do Niemiec. Kraj ten, pierwsza gospodarka UE, spodziewa się w tym roku ok. 800 tys. imigrantów. Jak informuje agencja Reutera, we wtorek niemieckie władze ogłosiły, że liczba osób, które mogą przyjąć w kraju, jest ograniczona.
Żródło info i foto: interia.pl

Agresywny mężczyzna atakował przypadkowe osoby w Kielcach

Kilka strzałów ostrzegawczych oddali policjanci w Kielcach w stronę agresywnego mężczyzny, który demolował budynki przy ulicy Kochanowskiego. Według świadków, napastnik przyłożył nóż do szyi przypadkowej kobiecie. Policję wezwali na miejsce mieszkańcy jednego z bloków przy ul. Kochanowskiego. Mężczyzn tłukł szyby w oknach, rozbijał donice stojące na chodniku i wymachiwał nożem. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, oddali w jego kierunku kilka strzałów ostrzegawczych. Jeden z nich trafił w nogę mężczyznę. Został przewieziony do szpitala. Policja ustala teraz jego tożsamość i sprawdza, czy jest pod wpływem alkoholu.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Polacy znów pobici w obwodzie kaliningradzkim

Kolejne dwa ataki na Polaków po rosyjskiej stronie przejścia granicznego Grzechotki-Mamonowo. Do szpitala trafił ciężko pobity 67-letni kierowca. Inny mężczyzna zdołał wyrwać się napastnikom, ale też został ranny. – Razem z policją z obwodu kaliningradzkiego szukamy sprawców – mówi Wirtualnej Polsce sierż. Izabela Niedźwiedzka-Pardela z KWP w Olsztynie. To były dwa różne zdarzenia. W pierwszym przypadku grupa napastników chciała pobić kierowcę z Polski kijem. Mieszkaniec powiatu bartoszyckiego został ranny, kiedy wsiadał do auta, aby uciec.

Mniej szczęścia miał 67-latek z okolic Lidzbarka Warmińskiego, który podczas napadu doznał poważnych urazów głowy. – Opatrzono go jeszcze po stronie rosyjskiej. Kiedy tylko poprosił o pomoc naszych pograniczników, natychmiast wezwano karetkę. Mężczyzna trafił do szpitala w Elblągu – dodaje sierż. Izabela Niedźwiedzka-Pardela. Polska policja o atakach poinformowała służby konsularne oraz policję z obwodu kaliningradzkiego. Wyjaśniane są też motywy działania bandytów.

Pierwsi zatrzymani

To już kolejne napady na Polaków w obwodzie kaliningradzkim w ostatnim czasie. W ubiegłym tygodniu zaatakowano co najmniej trzech kierowców i zniszczono im samochody. Wcześniej takich incydentów nie odnotowywano przez pięć lat. Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali w poniedziałek czterech mężczyzn, którzy mogą mieć związek z atakami na Polaków. – Są dopiero przesłuchiwani – mówi Wirtualnej Polsce Katarzyna Balcer z biura prasowego CBŚP.

Śledczy tłumaczą, że nie wiedzą, czy można łączyć wszystkie sprawy. Grup napadających na Polaków mogło być więcej. – Prosimy o kontakt wszystkie osoby, który zostały okradzione lub pobite w obwodzie kaliningradzkim, a do tej pory tego nie zgłosiły – apeluje sierż. Izabela Niedźwiedzka-Pardela z warmińsko-mazurskiej policji.
Żródło info i foto: wp.pl

Ciemna strona wirtualnego świata

Telewizory nagrywają to, co mówimy w domu. Hakerzy okradają nas, bo w sieci umieściliśmy o jedną informację za dużo. W XXI wieku handel ludźmi ma się bardzo dobrze. Idziesz ciemną uliczką, a nad głową wisi tabliczka informująca, kim jesteś, ile masz pieniędzy, jak drogi nosisz zegarek, jakiej drużynie kibicujesz. W uliczce spotykasz bandziorów kibicujących drużynie przeciwnej. Jaki będzie koniec tej historii? Tę metaforę internetu nakreślił Wojciech Orliński w książce „Internet. Strach się bać”.

O jedną informację za dużo

W sieci każdemu można przypisać takie tabliczki i każdy może tę naszą tabliczkę w złej wierze wykorzystać. Jeśli interesujemy się kuchnią i słuchamy metalu, w serwisach internetowych wyświetlą nam się reklamy książek kulinarnych i płyt Rammsteina. Pewna amerykańska nastolatka szukała artykułów dla niemowląt, więc sklep wiedział, że jest w ciąży. Ale jej rodzice – nie. Zorientowali się dopiero wtedy, gdy do domu zaczęły przychodzić oferty dla młodych matek.

– Niedawno się dowiedzieliśmy, że telewizory Samsunga Smart TV słuchają tego, co mówimy w domu, i to nagrywają. To potężna nierównowaga informacyjna. Firmy wiedzą o nas mnóstwo, my o nich niewiele. Nie mamy świadomości, co się dzieje z naszymi danymi, bo nie znamy zagrożeń. Jedynym sensownym sposobem obrony jest samokontrola – mówi Paweł Litwiński, ekspert ds. ochrony danych osobowych.

Na dane, którymi szastamy, polują nie tylko firmy, ale także hakerzy. Z serwerów polskich firm telekomunikacyjnych czy banków co jakiś czas wykradają dane tysięcy klientów, a potem nimi handlują. Nie kosztujemy dużo – nasz adres czy telefon wart jest kilkadziesiąt groszy. Ale później dostajemy setki spamu, telefony od telemarketerów, skrzynkę pocztową zapychają nam ulotki reklamowe.

Oszuści żerują na internautach

Może być gorzej. Rok temu 25-letnia Katarzyna z Torunia musiała spłacić 5 tys. zł pożyczki, którą wziął na nią oszust. Zdobył dostęp do jej konta mailowego i skan dowodu osobistego, gdyż jej matka nieopatrznie podała w sieci swoje panieńskie nazwisko (a tego dotyczyło pytanie pomocnicze do konta dziewczyny). Założyłem się z koleżanką z redakcji, że nazwisko panieńskie jej matki też zdołam zdobyć. Wyśmiała mnie, a zajęło mi to 60 sekund.

Już od trzech lat Rada Europejska projektuje reformę unijnych przepisów o ochronie danych. Ale we wczorajszym raporcie fundacja Panoptykon ostrzega na podstawie przecieków z tych prac, że nowe przepisy raczej naszą ochronę osłabią. – Czwarty rok pracuje się nad prawem dostosowanym do nowej techniki!? Przecież ona się zmieniła już kilka razy! Ochronę danych osobowych politycy mają gdzieś – irytuje się mec. Litwiński.

Marketingowcy korzystają z naszych danych

W Polsce od grudnia – gdy Wojciech Wiewiórowski objął stanowisko w Brukseli – nie mamy generalnego inspektora ochrony danych osobowych. I wciąż nikt się nie kwapi, by chociaż zgłosić jakąś kandydaturę (może to zrobić grupa posłów lub marszałek Sejmu).

A nasze dane są już używane do profilowania i marketingu bezpośredniego w kampaniach politycznych. – W Europie ten groźny trend dopiero się przyjmuje, ale w USA widać go od dawna. Ostatnią kampanię Baracka Obamy analizuje się w branży jako modelowe studium przypadku, tak jakby nie chodziło o losy państwa i demokracji, ale o zakup mydła – mówi prezeska Panoptykonu Katarzyna Szymielewicz. Nieprędko więc ktoś zadba o naszą prywatność. Dlatego musimy sami. Zaczynamy nową odsłonę cyklu „Po stronie klienta” poświęconą naszemu bezpieczeństwu w internecie. Od dziś do 16 kwietnia co dwa tygodnie będziemy tłumaczyli, jak samemu dbać o prywatność w sieci i co nam grozi, jeśli będziemy to ignorowali.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Państwo Islamskie grozi papieżowi

Watykan nie lekceważy pogróżek pod jego adresem ze strony Państwa Islamskiego. Uważa też, że należałoby uniknąć zbrojnej interwencji w Libii, a jeśli byłaby ona konieczna, powinna odbyć się pod egidą ONZ. Mówił o tym watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin. Najbliższy współpracownik papieża Franciszka wyraził przekonanie, że trzeba „możliwie szybko” przeciwstawić się ofensywie islamistów na terenie Libii, ale należy najpierw podjąć próbę rozwiązania problemu na drodze dyplomatycznej. Jakakolwiek zaś interwencja zbrojna,dodał kardynał, powinna być zgodna z prawem międzynarodowym i wyjść od Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Parolin nie wykluczył, że pogróżki Państwa Islamskiego pod adresem Stolicy Apostolskiej są częścią prowadzonej przez nie wojny medialnej z Zachodem. – Nie znaczy to, że nie mamy być czujni, nie można jednak popadać w popłoch – mówi watykański sekretarz stanu.
Żródło info i foto: wp.pl