Znany dziennikarz śledczy postrzelony w Amsterdamie. „Pięć strzałów z bliskiej odległości”

Peter R. de Vries został postrzelony tuż po wyjściu ze studia telewizyjnego. Przebywa w szpitalu w stanie ciężkim. Policja zatrzymała trzech podejrzanych. We wtorek Peter R. de Vries występował w telewizji RTL Boulevard. Kiedy opuścił studio, oddano w jego kierunku pięć strzałów z bliskiej odległości – informuje BBC. Dziennikarz śledczy z raną głowy trafił do szpitala. Jego stan jest ciężki. Burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema powiedziała, że „walczy o życie” i potępiła zdarzenie, nazywając je „okrutnym atakiem bez serca”. – Peter R. de Vries jest dla nas wszystkich bohaterem narodowym, niezwykle odważnym dziennikarzem, niestrudzenie poszukującym sprawiedliwości – podkreśliła.

Premier Mark Rutte, cytowany przez Associated Press, nazwał atak „szokującym i niezrozumiałym”. Stwierdził, że to nie tylko atak na „odważnego dziennikarza”, ale i na „wolne media, które są istotne dla demokracji”.

Jak podaje BBC, powołując się na policję, w sprawie zatrzymano trzy osoby. Dwóch podejrzanych aresztowano w samochodzie na autostradzie w Leidschendam, a trzeciego w Amsterdamie. Wśród nich, zaznaczył szef miejscowej policji Frank Paauw, prawdopodobnie znajduje się sprawca.

Na razie nie wiadomo, jaki motyw miał sprawca. W przeszłości policja chroniła Petera R. de Vriesa, ponieważ dziennikarz otrzymywał groźby za swoją pracę. Dziennikarz zajmował się m.in. sprawami porwania magnata browarnictwa Freddy’ego Heinekena czy zniknięcia nastolatki Natalee Holloway.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Londyn: 37-letni Polak ofiarą strzelaniny

Do tragedii doszło w sobotni wieczór, w południowym Londynie. 37-letni Polak padł ofiarą krwawej strzelaniny. Jak informują lokalne media Polak przebywa szpitalu, jego stan jest krytyczny. W sobotę, 13 marca ok. godziny 20:50 przy Church Street w Croydon doszło do krwawej strzelaniny. Ofiarą okazał się 37-latek z Polski. Z relacji świadków, którzy w momencie oddania strzałów znajdowali się w pobliskim sklepie wynika, że mężczyzna leżał na ziemi w kałuży krwi, z otwartymi ranami brzucha, z których widać było jego wnętrzności. Obok niego leżał przewrócony motocykl.

Wezwani na miejsce medycy z pogotowia na miejscu zdarzenia udzielili Polakowi pierwszej pomocy zanim został on przewieziony do szpitala. Lokalna policja poinformowała, że mężczyzna jest w krytycznym stanie.

Aresztowano dwóch mężczyzn

Policja aresztowała dwóch mężczyzn, w wieku 24 i 30 lat, podejrzanych o usiłowanie zabójstwa. Zatrzymani przebywają obecnie w areszcie na posterunku policji w południowym Londynie. Lokalni śledczy badają szczegóły zbrodni. Świadkiem makabrycznego zdarzenia była 26-letnia matka dwójki dzieci, która chciała zachować anonimowość.
Źródło info i foto: o2.pl

Czeladź: Pijany 37-latek zastrzelił swoją partnerkę

W Czeladzi doszło do przerażających scen. 37-letni mieszkaniec miasta przyszedł do domu pijany, co nie spodobało się jego 20-letniej partnerce. Gdy zwróciła mu uwagę, wpadł w szał! W końcu chwycił za pistolet i oddał w jej kierunku kilka strzałów. Jeden z nich okazał się szczególnie celny, bo trafił w głowę kobiety, a konkretnie w jej skroń.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 1 lutego, w jednym z mieszkań w centrum Czeladzi. Około godziny 21:30 do mieszkania wrócił będący pod wpływem alkoholu 37-letni mieszkaniec miasta. Stan, w jakim znajdował się mężczyzna, nie spodobał się jego 20-letniej partnerce życiowej. Między parą doszło do ostrej wymiany zdań zakończonej awanturą.

– W pewnym momencie mężczyzna wziął do ręki pistolet – wiatrówkę i oddał z niego kilka strzałów w kierunku kobiety. Zaatakowana próbowała uciec i się ukryć, jednak kilka strzałów okazało się celnych. Najgroźniejszy przebił powłokę skórną w okolicy skroni – relacjonują funkcjonariusze.

Na szczęście, poza dużym bólem, postrzał nie spowodował groźniejszych obrażeń u kobiety. Zatrzymany przez policjantów mężczyzna miał prawie 2 promile alkoholu w organizmie. Po wytrzeźwieniu usłyszy zarzuty. Jego dalszym losem zajmie się teraz sąd i prokurator
Źródło info i foto: se.pl

Niemcy: 71-letni jubiler zastrzelił dwóch rabusiów

71-letni jubiler z Celle w Dolnej Saksonii, na północnym zachodzie Niemiec, który w poniedziałek oddał śmiertelne strzały do dwóch mężczyzn próbujących obrabować jego sklep, wyjaśnił, że popełnił ten czyn w obronie swej zaatakowanej żony – podał w środę dziennik „Bild”. Jak poinformował rzecznik prokuratury w Celle, mężczyzna za pośrednictwem swego adwokata, wyraził gotowość złożenia zeznań. Obecnie trwa ustalanie terminów przesłuchań. Wcześniej jubiler konsekwentnie korzystał z prawa do milczenia.

„Jest mi niezmiernie przykro”

Według „Bilda” obecnie deklaruje on, że użył pistoletu w obronie koniecznej. – Jest mi niezmiernie przykro. Musiałem jednak ratować swoją żonę – cytuje gazeta słowa mężczyzny. Powiedział on, że jeden z napastników, rzekomy inwalida, zerwał się znienacka z fotela na kółkach, przeskoczył przez ladę i rzucił się na kobietę.

Jeden z domniemanych rabusiów zmarł jeszcze w sklepie, a drugi w kilka godzin później w szpitalu. Śledczy badają, czy w sprawie tej doszło do skorzystania z obrony koniecznej. Znana jest już tożsamość przynajmniej jednego z zastrzelonych, 35-letniego Niemca.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Compton: Podszedł do radiowozu i zaczął strzelać. Policjanci w stanie krytycznym

W sobotę wieczorem w Compton (stan Kalifornia) nieznany sprawca oddał kilka strzałów do siedzących w radiowozie policjantów. Funkcjonariusze są w stanie krytycznym, a napastnika nie udało się ująć.

W ataku ucierpieli 31-letnia kobieta i 24-letni mężczyzna – oboje są zastępcami szeryfa policji hrabstwa Los Angeles. Na nagraniu udostępnionym przez służby widać, jak napastnik podchodzi do zaparkowanego radiowozu, oddaje kilka strzałów z bliskiej odległości, a później ucieka.

Do zdarzenia doszło w sobotę około godz. 19 czasu lokalnego w mieście Compton, znajdującym się w aglomeracji Los Angeles. Rannych funkcjonariuszy przetransportowano do szpitala, gdzie trafili na stół operacyjny. Jak poinformowała policja z Los Angeles, policjanci doznali wielu ran postrzałowych, a ich stan jest krytyczny. „Wciąż walczą o życie” – przekazano na Twitterze.

Napastnik wciąż jest na wolności. Pomoc w jego ujęciu zaoferowało już FBI. Szeryf policji hrabstwa Los Angeles Alex Villanueva powiedział podczas konferencji prasowej, że ranni w ataku funkcjonariusze zostali zaprzysiężeni do służby zaledwie 14 miesięcy temu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Rusza proces 33-latka, który zamordował żonę i wrzucił zdjęcie zwłok na Facebooka

33-letni mężczyzna z Florydy brutalnie zamordował swoją żonę oddając w jej kierunku kilka strzałów z pistoletu. Następnie sfotografował jej ciało i wrzucił je na swój profil na Facebooku. Mężczyzna stanął przed sądem. Grozi mu dożywocie. 33-latek zabił swoją 26-letnią żonę w sierpniu 2013 roku po gwałtownej kłótni. Mężczyzna oddał w jej kierunku kilka strzałów z pistoletu, z niewielkiej odległości. Później 33-latek sfotografował jej ciało i wrzucił na swój profil na Facebooku. Podpisał je: „Pójdę do więzienia, albo dostanę karę śmierci. Zabiłem swoją żonę”. Fotografia niedługo później została usunięta.

33-latek został znaleziony w środę, 25 listopada br. W sądzie jego obrońca próbował dowodzić, że działał w obronie własnej. Mężczyzna twierdził, że jego żona dopuszczała się wobec niego przemocy fizycznej. Stwierdził więc, że dłużej tego nie wytrzyma i „zrobił to, co zrobił”.

Wyrok w sprawie zostanie ogłoszony 11 stycznia 2016 roku. Mężczyźnie za zabójstwo żony grozi dożywocie. – Sprawca umieścił na swoim profilu na Facebooku zdjęcie martwej żony. Potraktował je jak trofeum. – skomentowała kontrowersyjny czyn mężczyzny prokurator, Katherine Fernandez Rundle.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policyjny pościg ulicami Warszawy. Padły strzały

Doszło do pościgu za kierowcą, który zaczął uciekać w czasie kontroli drogowej – powiedział rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak, pytany o akcję policji na Pradze-Północ. Potwierdził, że policjanci oddali „co najmniej kilkanaście strzałów”. Mężczyzna został zatrzymany.

Kom. Jarosław Florczak ze stołecznej KSP poinformował, że na warszawskiej Pradze-Północ w okolicach Ronda Starzyńskiego miały miejsce działania policji, podczas których padły strzały.

Pytany o to zdarzenie, rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak poinformował, że doszło do pościgu za kierowcą zatrzymanym do kontroli drogowej na ul. Ząbkowskiej. – W momencie, gdy policjanci prowadzą kontrolę, auto zaczyna uciekać i rozpoczyna się pościg, w którym udział bierze kilka radiowozów – powiedział.

Jak udało się nieoficjalnie dowiedzieć PAP, doszło m.in. do kolizji jednego z nich. – Potwierdzam, że policjanci użyli broni. Policjanci byli zdecydowani, oddano co najmniej kilkanaście strzałów – powiedział nadkom. Marczak. Jak dodał, pościg zakończył się na ul. Namysłowskiej i nikt nie doznał obrażeń w wyniku użycia broni palnej. – Potwierdzam, że w pojeździe znaleziono przestrzeliny – powiedział rzecznik KSP.

Zatrzymany to mężczyzna w wieku 40 lat poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności wynoszącej 4,5 roku. Jak nieoficjalnie dowiedziała się PAP, na miejsce wezwano karetkę do udzielenia pomocy jednemu z policjantów i zatrzymanemu. Jak zaznaczył rzecznik KSP, ich obrażenia nie powstały w wyniku użycia broni palnej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelanina w centrum handlowym w Alabamie. Nie żyje 8-letni chłopiec

Podczas strzelaniny w centrum handlowym w Alabamie w USA został postrzelony 8-latek. Chłopiec zmarł w czasie drogi do szpitala. Podczas strzelaniny w centrum handlowym Riverchase Galleria w Alabamie (USA) zginął 8-latek. Jak podaje repubblica.it, chłopiec zmarł w czasie transporu do szpitala. Poza tym 3 osoby zostały ranne. Centrum handlowe zostało ewakuowane.

USA. Nie wiadomo, ile osób strzelało

Nie wiadomo jeszcze, ilu uzbrojonych bandytów wzięło udział w strzelaninie w USA. Annalisa Pope, która pracuje w Hollister w centrum handlowym w Alabamie, cytowana przez repubblica.it, zeznała, że słyszała 6-7 strzałów. Odgłosy dobiegały z różnych stron. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że strzelających osób było więcej niż jedna.
Źródło info i foto: wp.pl

Strzelanina w centrum logistycznym Walmartu w Kalifornii

Co najmniej dwie osoby zginęły, a cztery zostały ranne w strzelaninie, która wybuchła w sobotę w centrum logistycznym sieci handlowej Walmart w mieście Red Bluff w północnej Kalifornii – poinformowały amerykańskie media. Na razie niewiele wiadomo o tym zdarzeniu.

Według lokalnych mediów mężczyzna, który w ubiegłym tygodniu miał zostać zwolniony z pracy w centrum logistycznym sieci Walmart, staranował samochodem bramę wjazdową, a następnie uderzył w budynek firmy. Jeden ze świadków powiedział, że słyszał od 50 do 60 strzałów z broni półautomatycznej.

Wśród około 200 pracowników magazynu wybuchła panika, wielu uciekło z terenu firmy. Stacja CNN podała, że napastnik został postrzelony przez policjantów i przewieziony do szpitala. Nie wiadomo jednak, czy żyje.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Chile: 56-letni Amerykanin strzelał do protestujących

56-letni Amerykanin żyjący w Chile, który sam określa siebie jako „największego neoliberała w całym kraju”, trafił za kratki po tym, jak otworzył ogień do protestujących. Mężczyzna tłumaczył, że „nie zrobił nic złego”. Jak podaje Reuters, w niedzielne popołudnie w regionie Valparaiso, mężczyzna oddał kilka strzałów podczas protestu, w którym brało udział około pięciu tysięcy osób. Według oświadczenia gubernatora Jorge Martineza, jedna z kul trafiła 33-letniego mężczyznę w udo. Poszkodowany trafił do szpitala.

„Największy neoliberał w całym kraju”

W nagraniu opublikowanym na YouTube Cobin przekonywał, że oddał kilka strzałów z pistoletu po tym, jak został otoczony przez grupę protestujących na nabrzeżu Reñaca, gdy jechał na strzelnicę. – Bałem się o swoje życie, gdy zostałem zaatakowany przez brutalny tłum – mówił mężczyzna. Przekonywał również, że „nie zrobił nic złego” i „na szczęście miał broń, żeby się obronić”.

Na nagraniach widać jednak, że sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Grupa protestujących stawała przed autami na światłach i zaczynała zabawę – kto zatańczy, przejedzie. Pierwszy kierowca wysiadł z auta, zatańczył i grupa się rozstąpiła. Następny w kolejce był Cobin, który przejechał zanim protestujący znów zagrodzili przejazd. Mężczyzna odjechał, zatrzymał auto i zaczął strzelać. Cobin został aresztowany i oskarżony o próbę zabójstwa.

John Cobin jest amerykańskim ekonomistą i wykładowcą, znanym z libertariańskich i konserwatywnych przekonań. Próbował zrobić polityczną karierę w USA, jednak wycofał swoją kandydaturę do amerykańskiego Kongresu z powodu zarzutów o przemoc domową. Po wyemigrowaniu do Chile, Amerykanin zrobił karierę jako polityczny komentator. Sam tytułował się „największym neoliberałem w całym kraju”. Chilijskie media nazywają go jednak „białym suprematystą”.

Jak podaje „The Washington Post” w 2012 roku pomagał kilku innym libertarianom osiedlić się w Chile, na farmie „wolnej od natarczywości i nadużyć rządu”. Grupa Anonymous twierdzi, że Cobin chciał stworzyć tam faszystowską grupę kilkuset rodzin.
Źródło info i foto: Gazeta.pl