Pijany 23-latek strzelał z pistoletu między blokami. Został zatrzymany

Policjanci z Bielska-Białej zatrzymali 23-latka, który po pijaku wyszedł z domu z pistoletem i strzelał z niego na oczach świadków. Mężczyzna rozbił w ten sposób szklaną ścianę wiaty przystanku, a wcześniej strzelał także na skwerku pomiędzy blokami na Osiedlu Złote Łany. Za narażenie mieszkańców i swoją nieodpowiedzialność grozi mu teraz surowa kara.

W nocy z poniedziałku na wtorek (28-29 czerwca) jeden z mieszkańców Osiedla Złote Łany w Bielsku-Białej zwrócił uwagę na hałas tłuczonego szkła. Po chwili zobaczył, że na przystanku przy ulicy Jutrzenki, obok rozbitej szklanej ściany wiaty przystanku stoi mężczyzna, który zachowuje się podejrzanie. „Świadek zawiadomił o zdarzeniu dyżurnego bielskiej komendy i podał rysopis wandala. Na miejsce natychmiast został skierowany policyjny patrol. Mundurowi wylegitymowali mężczyznę, którym okazał się 23-letni bielszczanin. Przy nim stróże prawa znaleźli pistolet pneumatyczny na metalowy śrut, którym została rozbita szklana ściana przystankowej wiaty”, relacjonują mundurowi. Badanie trzeźwości wandala dało wynik prawie 2,5 promila alkoholu w organizmie. Stróże prawa zabezpieczyli pistolet, a chuligan trafił policyjnego aresztu. Okazało się, że to nie jedyne, co miał na sumieniu.

Śledczy z Komisariatu I Policji w Bielsku-Białej ustalili, że dwa tygodnie wcześniej zatrzymany mężczyzna na skwerku pomiędzy blokami na Osiedlu Złote Łany strzelał z tego samego pistoletu w powietrze, czym mógł narazić postronne osoby na niebezpieczeństwo. Po nocy spędzonej w policyjnym areszcie usłyszał zarzuty narażenia człowieka na niebezpieczeństwo oraz uszkodzenia mienia. Grozi mu za to kara nawet 5 lat więzienia. Będzie także musiał zapłacić za spowodowane straty, które oszacowano na blisko 2 tysiące złotych. Prokurator objął podejrzanego policyjnym dozorem. „Dziękujemy świadkowi, dzięki któremu udało się zatrzymać osiedlowego chuligana”, podkreślają funkcjonariusze.
Źródło info i foto: se.pl

Warszawa: Zatrzymano 47-latka podejrzanego o postrzelenie taksówkarza

Policjanci z warszawskiego Mokotowa zatrzymali 47-latka podejrzanego o postrzelenie z nieustalonej broni śrutowej kierowcy taksówki pod koniec maja – poinformował rzecznik mokotowskiej policji podkom. Robert Koniuszy. Do sprawy zatrzymana została partnerka 47-latka, która oddaliła się z miejsca zdarzenia, nie udzielając pomocy pokrzywdzonemu taksówkarzowi.

Do zdarzenia doszło w ostatni dzień maja. – Około godziny 23.30 obywatel Tadżykistanu siedzący za kierownicą taksówki podjechał w okolice Królikarni na warszawskim Mokotowie. Kurs zamówiony był przez 48-latkę, która wsiadła na tylne siedzenie. Za nią do samochodu wszedł jej zdenerwowany partner. Usiadł na tylnej kanapie za kierowcą. Oboje się kłócili – tłumaczył policjant.

Taksówkarz postrzelony z wiatrówki

Wskazał, że ze wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna nie chciał, aby kobieta odjeżdżała. – Był zazdrosny. Chcąc jej to uniemożliwić, wyjął nieustaloną broń śrutową i przez siedzenie strzelił w plecy taksówkarzowi. Po czym oboje uciekli, pozostawiając rannego mężczyznę – wyjaśnił.

Przekazał, że po zdarzeniu na miejsce została wezwana karetka pogotowia oraz policja. – Pokrzywdzony trafił do szpitala i na salę operacyjną. Lekarze ocenili, że doznał on urazu kręgosłupa odcinka lędźwiowego – podał. – Na miejscu zdarzenia funkcjonariusze zebrali ślady, przesłuchali świadków oraz wykonali szereg czynności mających naprowadzić ich na trop podejrzanego – powiedział.

Wyjawił, że w wyniku działań dochodzeniowo-śledczych oraz operacyjnych funkcjonariusze ustalili, kim była kobieta, która tego dnia zamawiała kurs. – Przypuszczali, że poszukiwany mężczyzna przebywa razem z nią. W związku z tym zapukali do jej drzwi. Ich ustalenia okazały się bardzo trafne, ponieważ pod tym samym adresem spał nietrzeźwy 47-latek – poinformował, dodając, że razem z 47-latkiem zatrzymana została jego 48-letnia partnerka.

Ucieczka z miejsca zdarzenia, nieudzielenie pomocy

Podczas przesłuchania mężczyzna usłyszał zarzuty narażenia pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Natomiast kobieta będzie odpowiadać przed sądem za ucieczkę z miejsca zdarzenia i nieudzielenie pomocy pokrzywdzonemu.

Decyzją sądu 47-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące, a jego partnerka została objęta dozorem policyjnym. Mężczyźnie za zarzucany czyn grozi do 5 lat więzienia. Kobiecie natomiast do trzech lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelał do uczniów z wiatrówki. Ranna 16-latka

32-letni mężczyzna z okna swojego mieszkania strzelał z wiatrówki do uczniów znajdujących się przed budynkiem legnickiej szkoły raniąc śrutem 16-latkę w okolice oka. Podczas przesłuchania tłumaczył, że dzieci zakłócały mu spokój. 32-latkowi grozi do trzech lat więzienia. Do zdarzenia doszło w poniedziałek. Legniccy policjanci otrzymali zgłoszenie, że na terenie jednej z legnickich szkół, ktoś strzela do przebywających na podwórku szkolnym dzieci.

Na miejsce natychmiast udali się funkcjonariusze, którzy ustalili, że w wyniku zdarzenia ranna śrutem w okolice oka została 16-letnia dziewczyna. Została przetransportowana do szpitala – przekazała w środę oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Legnicy podkom. Jagoda Ekiert.

Dodała, że policjanci natychmiast udali się we wskazane przez świadków miejsce, skąd mogły paść strzały. – Mundurowi zapukali do drzwi jednego z mieszkań. Po chwili otworzył je mężczyzna trzymający na rękach małe dziecko. 32-latek zaprzeczał, aby w domu posiadał jakąkolwiek broń pneumatyczną, z której mógłby strzelać do dzieci – powiedziała Ekiert.

„Dzieci zakłócały mu spokój”

Mężczyzna nie chciał wpuścić policjantów do swojego mieszkania. Funkcjonariusze weszli jednak do środka, a podczas przeszukania znaleźli pięć jednostek broni pneumatycznej oraz śrut i kapsuły CO2.

32-latek został zatrzymany. Policjanci postawili mu zarzut m.in. narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. – Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów, tłumacząc się tym, że dzieci zakłócały mu spokój, zdenerwował się, więc postanowił je nastraszyć, strzelając z tzw. wiatrówki. Prokurator zastosował wobec niego dozór policji – podała Ekiert. Za popełnione przestępstwo grozi mu kara do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ruszył proces ws. ataku w szkole w Brześciu Kujawskim

Prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego we Włocławku akt oskarżenia przeciwko 19-letniemu Markowi N., który w maju 2019 r. dokonał ataku na szkołę podstawową w Brześciu Kujawskim. Sprawca strzelał do uczniów i woźnej, zdetonował także kilka ładunków wybuchowych. Mężczyźnie grozi dożywotnie pozbawienie wolności.

Dział Prasowy Prokuratury Krajowej przekazał w piątek, że Prokurator Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku skierował pod koniec grudnia akt oskarżenia przeciwko 19-letniemu Markowi N., który 27 maja 2019 r. dokonał eksplozji materiałów wybuchowych na terenie Szkoły Podstawowej Nr 1 w Brześciu Kujawskim.

– Prokurator zarzucił mu sprowadzenie zdarzenia mającego postać eksplozji przy użyciu uprzednio skonstruowanych przez niego urządzeń wybuchowych w celu pozbawienia życia 17 uczniów oraz nauczyciela. Ponadto zarzuty aktu oskarżenia dotyczą usiłowania zabójstwa dwóch osób poprzez oddanie do nich strzałów z rewolweru czarnoprochowego. W następstwie zdarzenia uszkodzeń ciała zagrażających życiu doznała uczennica oraz pracownica szkoły – podała PK.

W toku śledztwa ustalono, że Marek N. przyjechał pod szkołę na rowerze, miał przy sobie noże, ładunki wybuchowe i rewolwer. Niezauważony wszedł na drugie piętro budynku, gdzie znajdowały się sale lekcyjne.

– Podszedł do pomieszczenia jednej z klas, w której poza nauczycielem przebywało siedemnaścioro uczniów. Nie wchodząc do środka zainicjował eksplozję największego ładunku wybuchowego podpalając lont petardy, po czym wrzucił ładunek do wnętrza pomieszczenia. Ładunek uderzył w głowę jedną z uczennic, a następnie upadł pomiędzy ławki, gdzie nastąpiła eksplozja – przekazała prokuratura.

Dwa pociski ugodziły 11-latkę

Po eksplozji Marek N. oddał trzy strzały z rewolweru w kierunku osób uciekających z sali lekcyjnej. Dwa pociski ugodziły 11-letnią dziewczynkę, która utykając, wspólnie z innymi uczniami uciekła schodami na parter budynku szkolnego. Wtedy 18-letni wówczas sprawca zdetonował następny ładunek na terenie szkoły, a kolejny wyrzucił przez okno na chodnik pomiędzy budynkiem a boiskiem.

– W tym przypadku doszło do eksplozji petardy, natomiast nie nastąpiło zamierzone przez oskarżonego rozerwania pojemnika z gazem – podała PK. Sprawca oddał też trzy strzały z rewolweru w kierunku woźnej, która próbowała interweniować słysząc krzyki uczniów.

– Jeden z pocisków ugodził pokrzywdzoną, a jeden trafił w szczebel osłony okna w klatce schodowej. Oskarżony został zatrzymany przez woźnego, po tym jak na jego polecenie położył się na podłodze – przekazał oskarżyciel publiczny.

Przyznał się i złożył wyjaśnienia

Prokuratura Krajowa podała, że N. w latach 2015-2017 uczył się w gimnazjum, które mieściło się w budynku szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim. Nastolatek miał wykazywać zainteresowanie „tematyką związaną z zamachami o charakterze terrorystycznym w szkołach, bronią palną w tym czarnoprochową, materiałami wybuchowymi oraz szeroko pojętą przemocą”. Według ustaleń prokuratury, Marek N. planował zamach, a rewolwer i inne przedmioty, które uznał jako niezbędne do zrealizowania zamachu, nabył kilka tygodni przed zdarzeniem.

– Oskarżony przyznał się do popełnienia zarzucanych przestępstw. Złożył obszerne wyjaśnienia, które korelują z ustalonym stanem faktycznym – podała PK.

Marek N. leczył się w przeszłości psychiatrycznie, jednak z opinii biegłych wynika, iż oskarżony w chwili czynu był poczytalny i może odpowiadać za zarzucane mu przestępstwa przed sądem. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Terrorysta z Wiednia był już skazywany, ale go zwolniono. „Oszukał system”

– Próbował wyjechać do Syrii i przyłączyć się do bojówek dżihadystycznych. Został skazany, jednak wymiar sprawiedliwości zwolnił go z kary wcześniej – mówił o zastrzelonym przez policję zamachowcu minister spraw wewnętrznych Austrii Wolfgang Peschorn. Konferencja prasowa ministra była transmitowana w TVP Info.

Jak powiedział Peschorn, społeczeństwo Austrii nie da się podzielić.

– Sprawca został bardzo szybko zneutralizowany przez funkcjonariuszy. Dzięki temu, że akcja została przeprowadzona sprawnie, udało się uniknąć gorszych scenariuszy. Jednocześnie po przeszukaniu mieszkania sprawcy doszło do 18 innych przeszukań. 14 osób z otoczenia sprawcy zostało tymczasowo aresztowanych – mówił.

– Mówimy o osobie, która ma 20 lat. Jest to obywatel Austrii o podwójnym obywatelstwie, także północnomacedońskim. Miał na sobie pas z atrapami materiałów wybuchowych. Miał też karabin kałasznikowa i maczetę – dodał minister.

Osoba ta miała już na kocie wyroki kary.

– Próbował wyjechać do Syrii i przyłączyć się do bojówek dżihadystycznych. Został skazany, jednak wymiar sprawiedliwości zwolnił go z kary wcześniej – mówił Peschorn.

– Udało mu się oszukać urzędników odpowiedzialnych za deradykalizację więźniów i zwolniono go. (…) Doszło do oszukania systemu. Oznacza to, że musimy prowadzić działania optymalizacyjne, by w przyszłości lepiej przeciwstawiać się takim sytuacjom – stwierdził.

Jak podały austriackie władze we wtorek, w poniedziałkowym zamachu dżihadystów w Wiedniu zginęło pięć osób, w tym jeden zamachowiec, a kilkanaście zostało rannych. Trwają poszukiwania pozostałych napastników. Zabity terrorysta został zidentyfikowany jako sympatyk Państwa Islamskiego.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejny atak we Francji. Uzbrojony mężczyzna strzelał przed kościołem

Kolejny horror we Francji. Tym razem uzbrojony mężczyzna oddał dwa strzały w kierunku księdza przy kościele w Lyonie. Stan duchownego jest ciężki. Kolejny krwawy horror we Francji. Do ataku doszło w 7. dzielnicy w pobliżu niewielkiej świątyni w Lyonie, odwiedzanej przez prawosławnych Greków, położonej na skrzyżowaniu rue du Pere Chevrier i rue d’Athenes. Jak podają francuskie media w zamachu ucierpiał 52-letni ksiądz Nikolas K., który został dwa razy postrzelony. Jego stan jest ciężki. Cały obszar wokół parafii Greckiego Kościoła Prawosławnego w Lyonie został otoczony przez policję.

Policja potwierdziła atak. W sobotę około godziny 16 uzbrojony mężczyzna znajdował się w pobliżu kościoła w 7. dzielnicy w Lyonie. Napastnik otworzył ogień w kierunku księdza, który właśnie zamykał kościół po nabożeństwie. Napastnik oddał dwa strzały w kierunku duchownego i uciekł. Prawosławny ksiądz jest w ciężkim stanie.

Policja zatrzymała podejrzanego

Po kilku godzinach od ataku agencja Reutera podała, powołując się na źródło w policji, że podejrzewany mężczyzna został zatrzymany w barze i umieszczony w areszcie. Na ten moment nie ma potwierdzenia, czy jest to napastnik, który strzelał do księdza. Burmistrz Lyonu Gégory Doucet był obecny na miejscu zamachu. Prokuratura w Lyonie wszczęła dochodzenie w sprawie usiłowania zabójstwa księdza. Francuskie władze na razie nie powiązały zajścia z atakiem terrorystycznym.

To pierwszy raz, kiedy we Francji zaatakowano prawosławnych, to bardzo niepokojące. Dwa dni temu byli to katolicy z Nicei, a teraz prawosławni z Lyonu – mówi jedna z mieszkanek okolicy w rozmowie z „Le Figaro”.

„W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych otwarto jednostkę kryzysową, która bacznie obserwuje rozwój tej sprawy. Premier Jean Castex, który był w Rouen i Saint-Etienne du Rouvray, wraca do Paryża” – zapowiedział.
Źródło info i foto: o2.pl

Ukraina: Terrorysta z Łucka poddał się. Zakładnicy wolni

Uzbrojony terrorysta, który przez ponad 12 godzin przetrzymywał zakładników w autobusie w Łucku, poddał się i został zatrzymany przez ukraińskie służby specjalne. Uwolniono wszystkich pasażerów. Zakładnicy zostali uwolnieni po szturmie sił bezpieczeństwa na autobus, który był transmitowany w telewizji. W chwili szturmu słychać było wybuch, po czym zakładnicy zaczęli wychodzić z autobusu. Rano we wtorek na telefon alarmowy wpłynęło zgłoszenie w sprawie tego, że mężczyzna, który ma przy sobie broń i ładunek wybuchowy, zabarykadował się w autobusie w centrum Łucka.

Służby zabezpieczyły teren zdarzenia. Na miejscu słychać było strzały, a w szybach pojazdu widać ślady po kulach – relacjonowały media. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zaapelowała do mieszkańców o pozostanie w domach lub miejscach pracy. Mieszkańcy budynków, stojących przy Placu Teatralnym, gdzie znajduje się autobus z zakładnikami, zostali poproszeni o opuszczenie lokali. Wyjaśniono, że napastnik ma broń i może strzelać w kierunku okien.

Wiceszef MSW Anton Heraszczenko przekazał agencji, że napastnik kilka razy strzelał w kierunku drona, wykorzystywanego na miejscu zdarzenia przez SBU. Wyrzucił także z pojazdu niezidentyfikowany przedmiot, który wybuchł – dodał wiceminister. Zaznaczył, że w wybuchu nikt nie został ranny.

Policja poinformowała, że jeden z funkcjonariuszy ok. godz. 19 (18 w Polsce) zaniósł do pojazdu wodę.

Heraszczenko przekazał, że mężczyzna nazywa się Maksym Krywosz. Wcześniej poinformował, że przedstawił się on funkcjonariuszom jako Maksym Płochoj.

Ukraińska redakcja BBC podaje, że w mediach społecznościowych na profilu osoby z takim imieniem i nazwiskiem można przeczytać następujący wpis: „Państwo zawsze było i jest głównym terrorystą. Jest ze mną dużo ludzi, (mam) broń automatyczną, dwie bomby, trzecia jest w ruchliwym miejscu w mieście”. Napastnik napisał, że żąda, by najwyżsi przedstawiciele władz i Kościołów oraz oligarchowie nagrali wideo, na których nazwą się terrorystami i opublikowali je w mediach społecznościowych.

Mężczyzna był w przeszłości karany. Władze zdementowały podaną wcześniej przez media informację w sprawie tego, że był przymusowo leczony psychiatrycznie. Interfax-Ukraina pisze, powołując się na MSW, że był on dwukrotnie skazany. Według doradcy szefa MSW Zoriana Szkiriaka mężczyzna urodził się w Rosji w 1975 roku i był sądzony m.in. za rozbój.

Portal Wołynski Nowyny pisze, że Maksym Płochoj to pseudonim, pod którym mężczyzna wydał książkę „Filozofia przestępcy”. Publikację, zawierającą wątki autobiograficzne, napisał, kiedy odbywał kary pozbawienia wolności – pisze Interfax-Ukraina, powołując się na lokalne media.

SBU poinformowała agencję Interfax-Ukraina o wszczęciu postępowania z artykułu dotyczącego zamachu terrorystycznego w związku z wydarzeniami w Łucku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Dolny Śląsk: Śledczy wyjaśnią zbrodnię w Komarnie. 70-latek zabił kobietę, później popełnił samobójstwo?

70-letni mieszkaniec miejscowości Komarno może być sprawcą zabójstwa 59-letniej kobiety – poinformowała PAP Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. Mężczyzna również nie żyje, zdaniem prokuratury prawdopodobną przyczyną jego zgonu było samobójstwo na skutek postrzału z broni palnej. Wcześniej w niedzielę policja potwierdziła PAP informację, że śmiertelnie została postrzelona 59-letnia kobieta. Nie potwierdzano samobójstwa mężczyzny i jego związku ze śmiercią kobiety. W niedzielne popołudnie rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski przesłał PAP komunikat.

„6 czerwca 2020 roku w godzinach wieczornych, w miejscowości Komarno w gminie Janowice Wielkie ujawniono ciało 59-letniej kobiety. Na miejsce wezwane zostało pogotowie ratunkowe oraz policja. Pomimo podjęcia czynności reanimacyjnych, kobieta zmarła. Okoliczności zdarzenia wskazywały, że przyczyną śmierci pokrzywdzonej był najprawdopodobniej postrzał w głowę z broni palnej. Ustalono, że sprawcą zabójstwa może być 70-letni mieszkaniec tej samej miejscowości. Po siłowym wejściu do zajmowanego przez niego mieszkania ujawniono jego zwłoki. Prawdopodobną przyczyną zgonu mężczyzny było samobójstwo, również na skutek postrzału w głowę z broni palnej” – czytamy w komunikacie.

Rzecznik wyjaśnił, że na miejscu obu zdarzeń czynności wykonywali prokuratorzy Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze oraz funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze. „Przeprowadzono oględziny, zabezpieczono ślady i dowody rzeczowe. Przeprowadzona zostanie sekcja zwłok. Postępowanie prowadzi Komenda Miejsca Policji pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze” – napisał rzecznik prok. Czułowski.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Strzelanina w Kaliningradzie. Napastnik nie żyje

Mężczyzna zastrzelił dwie osoby, a trzecią ranił. Policja wyjaśnia, jakie były motywy jego działania. Za atak odpowiada 63-letni mężczyzna. Jak przekazały media, strzelał on do przechodniów z broni myśliwskiej. Niestety nie obyło się bez ofiar. Zginęli kobieta i mężczyzna. Do szpitala trafił z kolei ranny 13-latek – prawdopodobnie dziecko zabitej pary.

Agencja TASS podała, że na koniec napastnik popełnił samobójstwo. Przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej przekazał, że 63-latek zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Wstępne ustalenia wskazują, że mógł znać prywatnie ofiary zdarzenia. Media dodają także, iż zabita kobieta była w ciąży.
Źródło info i foto: wp.pl

Tajlandia: Nowe informacje dotyczące ataku żołnierza. Jego strzały były „bardzo precyzyjne”

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – relacjonował jeden z mężczyzn, który przeżył sobotni atak w centrum handlowym w Tajlandii. 32-letni żołnierz wziął zakładników, zabił 26 osób, a 57 ranił. – Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – powiedział major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją.

Do ataku doszło w sobotę w Nakhon Ratchasima, jednym z największych miast Tajlandii, położonym około 250 km od Bangkoku.

Policja zidentyfikowała napastnika jako 32-letniego sierżanta Jakrapantha Thommę. Jego śmierć potwierdził w niedzielę minister zdrowia Tajlandii Anutin Charnvirakul.

Napastnik zastrzelił kilkoro żołnierzy w jednostce, później ukradł broń i wojskowy samochód. Strzelając po drodze do cywilów, pojechał do centrum handlowego, gdzie przez kilka godzin przetrzymywał zakładników – przekazał tajlandzki resort obrony. Premier Tajlandii Prayuth Chan-ocha poinformował, że w ataku zginęło 26 osób, a 57 zostało rannych.

„Co chwilę słyszeliśmy wystrzały”

Na czwartym piętrze galerii 33-letni Chanathip Somsakul zabarykadował się w łazience z kilkunastoma osobami. Jak relacjonował, wszyscy używali smartfonów, żeby zdobyć informacje o zamachu. Było ich jednak tak wiele, często ze sobą sprzecznych, że nikt nie wiedział, w co ma wierzyć.

– Wszyscy byli przerażeni. Jeden z mężczyzn, pracownik tego centrum handlowego, zadzwonił do swojego kolegi, który znajdował się w pokoju z podglądem kamer monitoringu. Przekazywał nam informacje, gdzie obecnie znajduje się zamachowiec – powiedział w rozmowie z agencją AFP.

Agencja Reutera cytuje jednego z zakładników, który twierdzi, że napastnik „celował ludziom w głowy”, a jego strzały były „bardzo precyzyjne”.

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – mówił w rozmowie z Reutersem 28-letni Suvanarat Jirattanasakul.

„To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji”
Major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją w centrum handlowym, relacjonował jej przebieg w rozmowie z CNN.

Początkowo służby chciały negocjować z napastnikiem. Do Nakhon Ratchasima ściągnięto jego matkę, jednak nie udało się jej wejść do środka galerii. Jej zdaniem i tak nie było większego sensu rozmawiać z jej synem, bo cierpiał na depresję i był bardzo wybuchowy.

– Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. Ludzie uwięzieni w chłodni w centrum handlowym wysyłali do nas wiadomości, że poziom tlenu był bardzo niski i zaczynali się dusić. Musieliśmy spotkać się z nim twarzą w twarz, inaczej ludzie by umarli – powiedział Puridet.

W trakcie konfrontacji zginął jeden policjant, trzech zostało rannych. – To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – dodał.

Facebook usunął konto napastnika

Podczas ataku zamachowiec umieszczał zdjęcia i wpisy w mediach społecznościowych. Napisał między innymi, że „śmierć jest nieunikniona dla każdego człowieka”. Facebook zdecydował o usunięciu jego konta.

„Na Facebooku nie ma miejsca dla ludzi, którzy dopuszczają się takiego okrucieństwa. Nie dopuścimy też do tego, żeby ludzie wspierali taki atak” – oświadczył przedstawiciel Facebooka.
Źródło info i foto: tvn24.pl