Pijana lekarka przyjmowała pacjentów w Świdnicy. Miała dwa promile

Dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu miała lekarka, przyjmująca pacjentów w stacji dializ w Świdnicy na Dolnym Śląsku. Tamtejsza prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie 38-letniej lekarki, które dotyczy narażenia pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Informację o pijanej lekarce w Świdnicy (woj. dolnośląskie) podał portal swidnica24.pl. W sobotę (21 sierpnia), około godziny 13:00, świdnicka policja otrzymała zgłoszenie o lekarce, która prawdopodobnie pracuje, będąc pod wpływem alkoholu. Badania krwi zlecone po interwencji mundurowych wykazały, że kobieta miała 2 promile alkoholu w organizmie. Policjanci ustalili, że lekarka przyjęła 19. pacjentów w niepublicznej stacji dializ działającej na terenie szpitala w Świdnicy. – Świdnicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie 38-letniego lekarza, na którym ciążył obowiązek opieki nad pacjentami – mówi prokurator Beata Piekarska-Kaleta z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy, cytowana przez RMF FM. Śledztwo dotyczy narażenia pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Źródło info i foto: se.pl

Świdnica: Skatowana 3-letnia Hania z Kłodzka. Łukasz B. zostanie aresztowany?

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy chce, by sąd aresztował tymczasowo 25-letniego Łukasza B., który wraz z matką 3-letniej Hani z Kłodzka jest podejrzany o znęcanie się i zabójstwo dziecka. Dziewczynka miała umrzeć z wychłodzenia, po tym jak matka polewała ją zimną wodą za posikanie łóżeczka. Po sekcji zwłok okazało się jednak, że 3-latka zmarła z powodu urazów wielonarządowych.

3-letnia Hania zmarła w nocy z piątku na sobotę w szpitalu w Kłodzku na Dolnym Śląsku. Jej matka twierdziła, że umieściła ją pod prysznicem z zimną wodą za to, że zmoczyła się w łóżeczku. Dziewczynka miała przebywać pod zimną wodą od trzech do pięciu minut. Zaczęła wymiotować, słabnąć i wykazywać oznaki nieprzytomności. Wtedy wezwano pogotowie ratunkowe. 3-latki nie udało się uratować.

Pierwotnie 30-letniej matce trojga dzieci postawiono zarzut znęcania się nad córeczką. Kobieta została tymczasowo aresztowana na miesiąc. Teraz – kiedy postawiono jej zarzut znęcania się i zabójstwa dziecka – prokuratura chce zaskarżyć tę decyzje. Złożyła też wniosek o areszt dla 25-letniego konkubenta Lucyny K., który na dzień dzisiejszy ma dozór policyjny. Sekcja zwłok, przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu, wykazała bowiem, że Hania nie zmarła z wyniku wyziębienia organizmu, ale na skutek wielonarządowych urazów.

„Rodzina dysfunkcyjna, ale nie patologiczna”

Rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy sędzia Marzena Rusin-Gielniewska poinformowała, że sąd ustalił dozór kuratora sądowego dla najstarszej 8-letniej córki Lucyny K. w 2015 roku, a dla zmarłej 3-latki w 2019 roku. Kobieta ma jeszcze trzecią 10-miesięczną córeczkę, której ojcem jest obecny partner.

„To była może rodzina dysfunkcyjna, ale nie patologiczna. Dzieci były czyste, zadbane i miały zapewnione podstawowe życiowe potrzeby, takie jak pożywienie, środki czystości, ubranie, zabawki. Najstarsza córka miała bardzo dobre wyniki w nauce. Nie ma sygnałów o problemach z alkoholem czy nałogami w tej rodzinie” – powiedział sędzia.

Dodała, że kurator ostatni raz wizytował tę rodzinę 15 lutego, a asystent był w tym domu 17 lutego (dwa dni przed śmiercią dziecka – przyp. RMF FM) i wówczas nic nie wskazywało na to, że może „dojść do takiego nieszczęścia”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

49-latek zmarł w radiowozie straży miejskiej. Jest śledztwo

Prokuratura Rejonowa w Świdnicy (Dolnośląskie) wyjaśnia okoliczności śmierci 49-latka. Mężczyzna stracił przytomność w radiowozie straży miejskiej i zmarł przed jej siedzibą. Śledczy chcą ustalić przyczynę zgonu oraz kwestię ewentualnego przekroczenia uprawnień przez strażników.

O sprawie jako pierwszy poinformował portal swidnica24.pl. 29 grudnia w Świdnicy tamtejsza straż miejska otrzymała zgłoszenie dotyczące nietrzeźwego mężczyzny leżącego na trawniku.

– Strażnicy udali się pod wskazany adres i znaleźli 49-letniego mężczyznę, którego następnie umieścili w radiowozie. Zamierzali poddać go badaniu lekarskiemu przed ewentualnym osadzeniem. Interwencja dotyczyła nieobyczajnego wybryku. Mężczyzna stracił przytomność w radiowozie przed siedzibą straży miejskiej. Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe. Niestety 49-latek zmarł – mówi Marek Rusin, prokurator rejonowy w Świdnicy.

Wszczęte śledztwo

Czynności prowadziła policja pod nadzorem prokuratura. Biegły przeprowadził oględziny. Wstępnie nie wykazały one śladów stosowania przemocy wobec mężczyzny. Dzień później przeprowadzono sekcję zwłok. Prokuratura nie otrzymała jeszcze dokumentacji medycznej, na podstawie której będzie można określić przyczynę zgonu. Śledczy czekają m.in. na wyniki badania krwi czy badania histopatologicznego.

– Z racji tego, że zgon nastąpił w radiowozie, w związku z podjętą przez funkcjonariuszy interwencją, prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci oraz ewentualnego przekroczenia uprawnień przez strażników miejskich – informuje prokurator Rusin.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Świdnica: Śmierć pięciotygodniowego dziecka. Rodzice byli pijani

Prokuratura Rejonowa w Świdnicy (Dolny Śląsk) bada okoliczności śmierci pięciotygodniowego dziecka. Zatrzymani zostali rodzice. Matka miała półtora promila alkoholu w organizmie, ojciec – blisko trzy. W niedzielę około godziny 5 nad ranem, do jednego z mieszkań w Świdnicy wezwane zostało pogotowie. Gdy ratownicy dojechali na miejsce pięciotygodniowe dziecko już nie żyło. Pomoc wzywała matka.

Rodzice zatrzymani

– Zostały zatrzymane dwie osoby, to ojciec oraz matka dziecka. Byli nietrzeźwi, ojciec miał blisko trzy promile alkoholu, natomiast kobieta – blisko półtora. Wstępnie czynności są prowadzone w kierunku narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci – mówi Marek Rusin, prokurator rejonowy w Świdnicy.

Na poniedziałek, na godzinę 10 zaplanowana została sekcja zwłok dziecka, od której uzależnione będą dalsze czynności śledczych. Rodzice zostaną przesłuchani po wytrzeźwieniu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zaginął 20-letni Maciej Aleksiuk

W piątek (25 września) zaginął 20-letni Maciej Aleksiuk spod Świdnicy. Chłopak był widziany po raz ostatni około godz. 22 na placu Wolności we Wrocławiu. Potem ślad się urywa. Jak informuje „Gazeta Wrocławska”, telefon zaginionego ostatni raz logował się w okolicy klubu X Demon na placu Wolności we Wrocławiu. Przez kolegów był widziany jeszcze około godz. 2 w nocy. W niedzielę chłopak miał iść na mecz piłki nożnej, ale tam nie dotarł.

Policja prowadzi poszukiwania. Sprawdzono m.in fosę miejską wzdłuż Podwala. Nie natrafiono jednak na ślad 20-latka. 20-letni Maciej ma około 175 cm wzrostu i waży około 65 kg, jest szatynem. W dniu zaginięcia miał na sobie czerwoną kurtkę, białą koszulkę, czarne jeansy i czarne buty NIKE.

Każdy, kto posiada informacje na temat miejsca pobytu chłopaka, proszony jest o kontakt z Komisariatem Policji Wrocław Stare Miasto pod numerem telefonu 47 87 131 31 lub numerem alarmowym 112.
Źródło info i foto: interia.pl

Ciało 71-latka znalezione w jednym z mieszkań w Świdnicy. Prokuratura bada sprawę

Prokuratura bada przyczynę i okoliczności śmierci 71-latka, którego ciało odkryto w czwartek, w jego własnym mieszkaniu w Świdnicy. W związku z tragedią, policja zatrzymała jedną osobę. W środę popołudniu, w mieszkaniu przy ulicy Kliczkowskiej w Świdnicy znaleziono zwłoki. Należały one do 71-letniego mężczyzny, który był lokatorem mieszkania – poinformował portal naszemiasto.pl.

Ujawnione ciało miało znajdować się już w stanie rozkładu.

W sprawie zatrzymano jedną osobę

Zarówno policja jak i prokuratura na razie nie udzielają szczegółowych informacji, dotyczących sprawy. W związku z tragicznym odkryciem przy ul. Kliczkowskiej, policja zatrzymała jedną osobę. Wyniki sekcji zwłok znane będą w dziś popołudniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wyznaczony mecenas zrezygnował z obrony Jakuba A.

Na wniosek prokuratury w Świdnicy przyznano 22-letniemu Jakubowi A. obrońcę z urzędu. Podejrzany o zabójstwo Kristiny z Mrowin mężczyzna miał być reprezentowany przez mec. Sebastiana Kujacza. Ale adwokat złożył wniosek o wyłączenie go z postępowania.

Mec. Sebastain Kujacz złożył wniosek o zwolnienie go z obrony podejrzanego o zabójstwo 10-latki. – Złożyłem taki wniosek ze względu na moją znajomość z rodziną ofiary – powiedział w rozmowie z portalem polsatnews.pl adwokat. Do tej pory Jakub A. nie chciał korzystać z pomocy obrońcy – zapewnił w rozmowie z portalem onet.pl prokurator Tomasz Orepuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

– Zaraz po zatrzymaniu Jakuba A. został z tej czynności sporządzony protokół. W tym protokole poucza się zatrzymanego, że o zatrzymaniu może zawiadomić inne osoby i ma prawo do kontaktu z adwokatem, jeżeli takiego kontaktu żąda – zaznaczył.
Źródło info i foto: wp.pl

Świdnica: Atak na biuro poselskie Nowoczesnej

Wybito szybę w biurze posła Nowoczesnej Krzysztofa Mieszkowskiego w Świdnicy (woj. dolnośląskie). Policja poszukuje sprawców. W rozmowie z PAP Monika Kaleta z biura prasowego dolnośląskiej policji informuje, że do incydentu doszło w nocy z piątek na sobotę. Straty oszacowano na 600 złotych.

Poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski podkreśla, że jest zaniepokojony sytuacją i liczy na szybkie ustalenie sprawcy.

„22.06.2019 r. doszło do incydentu w moim biurze poselskim w Świdnicy. Sprawą zajmuje się policja – na miejscu zdarzenia zabezpieczyła ślady. Dziękuję za szybką reakcję. Chciałbym wyrazić zaniepokojenie w związku z zaistniałą sytuacją. Wierzę, że był to jedynie chuligański wybryk” – czytamy na Twitterze polityka.
Źródło info i foto: wp.pl

Kulisy zabójstwa 19-letni Aleksandry B. Kamil M. został skazany na dożywocie. Zadał ofierze ponad 100 ciosów nożem

Dźgał bez opamiętania, pastwił się nad bezbronną ofiarą. Uderzał po całym ciele. Kiedy złamało się ostrze, pobiegł po drugi nóż i dokończył krwawego dzieła. Zadał w sumie ok. 100 ciosów! Sąd Okręgowy w Świdnicy (woj. dolnośląskie) skazał właśnie Kamila M. (20 l.) za zabójstwo swojej dziewczyny Oli B. (†19 l.) na dożywocie.

Dźgał bez opamiętania, pastwił się nad bezbronną ofiarą. Uderzał po całym ciele. Kiedy złamało się ostrze, pobiegł po drugi nóż i dokończył krwawego dzieła. Zadał w sumie ok. 100 ciosów! Sąd Okręgowy w Świdnicy (woj. dolnośląskie) skazał właśnie Kamila M. (20 l.) za zabójstwo swojej dziewczyny Oli B. (†19 l.) na dożywocie. Do tej okrutnej zbrodni doszło 9 stycznia 2017 r. w Ząbkowicach Śląskich. Kamil i Ola uczyli się w jednej klasie miejscowego liceum. Ona wesoła, towarzyska, wzorowa uczennica. On małomówny, zamknięty w sobie. Tworzyli parę, wyglądali na szczęśliwych… Dlaczego więc zabił? Kamil M. podczas śledztwa i procesu nie wyjawił tego.

Feralnego dnia przyszedł do mieszkania Oli około południa. Dziewczyna źle się czuła, nie poszła do szkoły. W trakcie rozmowy coś się stało. Może chciała zakończyć związek? – W pewnym momencie, bez słowa, poszedłem do kuchni. Z suszarki wziąłem nóż, wróciłem do pokoju i zadałem jej pierwszy cios w gardło. Następnie zacząłem jej zadawać ciosy w okolice brzucha, klatki piersiowej oraz głowy. Ona krzyczała: „Co ty robisz?!”, a potem: „Pomocy!” – opisywał Kamil M. Po którymś uderzeniu nóż się złamał. Poszedł po drugi… Po zabójstwie sam zgłosił się na komisariat i powiedział, co zrobił. Nie był pod wpływem alkoholu ani narkotyków. Sekcja zwłok wykazała, że Ola otrzymała ok. 100 ciosów. Niektóre z uderzeń zadawane były kilkakrotnie w to samo miejsce. W trakcie śledztwa chłopak został poddany obserwacji psychiatrycznej i biegli uznali, że jest poczytalny. Sąd w Świdnicy opisał działanie Kamila M. jako „niewyobrażalne okrucieństwo”. Dodał też, że oskarżony nie przejawiał skruchy ani refleksji nad tym, co się stało. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku zabójca zabrał głos.

– Wysoki Sądzie, ja jako człowiek czuję się naprawdę niebezpieczny i proszę o całkowite odizolowanie mnie – powiedział. Kamil M. został skazany na dożywocie, o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać najwcześniej po 40 latach. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: se.pl

Ukrainiec pobity i wywieziony do lasu

Tragiczny finał popijawy w Świdnicy. 34-letni obywatel Ukrainy został dotkliwie pobity, a następnie wywieziony do lasu, rozebrany do naga i tak zostawiony przez czterech mieszkańców miasta. Oprawcy już trafili do aresztu – podaje „Gazeta Wrocławska”. 34-letni Ukrainiec poznał swoich oprawców, kiedy odpoczywał po pracy na ławce w centrum Świdnicy (woj. dolnośląskie). Postanowili wspólnie napić się alkoholu i w tym celu przenieść w bardziej ustronne miejsce. Tam dołączyło do nich dwóch kolejnych mężczyzn.

Ukrainiec w pewnym momencie zasnął. Ocknął się bity i kopany. Mężczyźni przystawiali mu nóż do gardła, grozili śmiercią, nacięli mu uszy. Wtedy 34-latek stracił przytomność. Mężczyźni zapakowali go do bagażnika, wywieźli do lasu, tam rozebrali do naga i pozostawili. Obywatelowi Ukrainy udało się dotrzeć do najbliższego gospodarstwa, tam wezwano dla niego karetkę.

Podejrzani nie przyznają się do winy

Na miejsce przyjechała też policja, której szybko udało się ustalić oprawców – mieszkańców Świdnicy w wieku od 21 do 34 lat. Usłyszeli zarzuty pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem i rozboju z użyciem noża. Wszyscy trafili do aresztu, ale nie przyznają się do winy. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: TVP.info