Synobójca z Jelcza-Laskowic skazany na dożywocie

Dożywocie dla Andrzeja K. za zastrzelenie syna w 2021 roku w Jelczu Laskowicach na Dolnym Śląsku. Tak wyrok zapadł dziś we wrocławskim sądzie. Do rodzinnej tragedii w Jelczu Laskowicach doszło 11 stycznia 2021 roku. Andrzej K. zastrzelił swojego syna w hurtowni, gdzie ten pracował. Oddał jeden strzał z rewolweru czarnoprochowego w tył głowy 37-latka. Po wszystkim ojciec sam się okaleczył. 68-latek usłyszał zarzut zabójstwa. Przyznał się do winy. Jako motyw działania wskazał sprawy ekonomiczne. Ustalono, że mężczyzna wcześniej przygotowywał się do zbrodni. Wrocławski sąd nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że oskarżony zabił. Skazał go na dożywocie. Zasądził też w sumie 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia rodzinie zastrzelonego. Chodzi między innymi o partnerkę i syna ofiary.

Dzisiejszy wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Edynburg: Polak skazany na dożywocie za zabójstwo 2-letniego syna

Sąd w Edynburgu skazał w środę 41-letniego Polaka Łukasza Cz. na karę dożywotniego więzienia bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe przed upływem 23 lat za zamordowanie swojego dwuletniego syna. Zabójstwo miało być zemstą na byłej partnerce, za jej nowy związek. Jak ustalono podczas procesu, zabójstwo dziecka miało być zemstą na matce chłopczyka. Łukasz Cz. rozstał się z nią kilka miesięcy wcześniej. Nie mógł jednak znieść faktu, że Patrycja Sz. była już w nowym związku.

Do zabójstwa doszło w listopadzie 2020 roku. 2-letni chłopczyk przebywał tamtej nocy w domu Łukasza Cz., który zaczął wysyłać SMS-y do matki dziecka, pytając ją o jej nowego partnera i ich życie intymne. Patrycja Sz. nie odpowiadała na SMS-y byłego partnera. Dlatego Łukasz Cz. trzy razy strzelił w głowę dziecka z pistoletu gazowego, a gdy mały Julius obudził się, dźgnął go kilkakrotnie metalowym szpikulcem i udusił poduszką.

W czasie procesu sprawca, który pracował jako informatyk, przekonywał, że był wówczas w bardzo złym stanie psychicznym, co wpłynęło na jego zachowanie oraz że planował popełnić samobójstwo i nie chciał, by chłopiec pozostał sam. Sąd jednak uznał, że jego stan nie był tak poważny, jak twierdził, i morderstwo było „aktem zemsty i zazdrości”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Syn byłego kandydata do Senatu znaleziony w Chicago z ranami postrzałowymi

Nie żyje Jacek Rudnicki, syn polonijnego lekarza, działacza i byłego kandydata na senatora RP prof. dr. Marka Rudnickiego. 44-latek został zastrzelony w nocy z soboty na niedzielę w Chicago. Jak podaje „Dziennik Związkowy”, Jacek Rudnicki został znaleziony martwy w niedzielę 6 lutego nad ranem na rogu Michigan Avenue i 24th Street. Jego ojciec, prof. dr Marek Rudnicki, przekazał, że syn miał rany postrzałowe. Biuro prasowe Departamentu Policji Chicagowskiej przekazało gazecie, że 44-latek miał dwie rany postrzałowe w dolnej części ciała.

Sprawcy ukradli mercedesa mężczyzny. Auto zostało odnalezione tego samego dnia po południu dzięki urządzeniu GPS. Jak podkreśla „Dziennik Związkowy”, policja podejrzewa, że mężczyzna padł ofiarą carjackingu. Trwa śledztwo. Na razie nikt nie został zatrzymany.

Jacek Rudnicki – podaje gazeta – pracował w branży komputerowej i czasami jeździł Uberem. Mieszkał około trzech kilometrów od miejsca zdarzenia. „Był taką szlachetną duszą. Tym razem przemoc w Chicago uderzyła naprawdę blisko” – napisał Mark Rivera, przyjaciel mężczyzny, cytowany przez „Dziennik Związkowy”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Aresztowano matkę, która chciała zabić 8-letniego syna

Sąd Rejonowy w Kaliszu przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował 3-miesięczny areszt wobec matki podejrzanej o usiłowanie zabójstwa 8-letniego syna – poinformował w sobotę PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim Maciej Meler. Jak dodał posiedzenie aresztowe odbyło się na oddziale psychiatrycznym kaliskiego szpitala.

Sąd przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztu. Kobieta zostanie przewieziona na oddział szpitalny przy areszcie śledczym – poinformował.

W trakcie pobytu podejrzana przejdzie badania psychiatryczne „celem dokonania oceny w zakresie możliwości udziału podejrzanej w postępowaniu” – powiedział prokurator.

Do zdarzenia doszło w czwartek w jednym z mieszkań przy ul. Zamkowej w centrum Kalisza. Na pierwszym piętrze kamienicy mieszkała bezrobotna kobieta z 8-letnim synem. Przed godziną 7 kaliską policję zawiadomiono, że chłopiec jest ranny. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że dziecko ma rany kłute klatki piersiowej, u matki stwierdzono ranę ciętą szyi. Na podłodze leżał nóż o ostrzu długości 11,5 cm i szerokości 2 cm, którym kobieta zadawała ciosy nie tylko dziecku, ale też psu.

Kobieta z chłopcem zostali przewiezieni do szpitali w Kaliszu i Ostrowie Wlkp. 33-latka trafiła na oddział chirurgii w Kaliszu; jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Stan zdrowia 8-latka lekarze określili jako ciężki, ale stabilny. Okaleczonym psem zaopiekował się lekarz weterynarii. W piątek kobieta usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa syna, do którego przyznała się.

Zdaniem śledczych zachowanie kobiety najprawdopodobniej wskazuje na załamanie nerwowe, podejrzana nie potrafiła podać powodu swojej agresji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

27-letni Ukrainiec z zarzutem zabójstwa 7-letniego syna

Zarzuty zabójstwa 7-letniego syna i usiłowania zabójstwa 28-letniej żony usłyszał 27-letni obywatel Ukrainy. We wtorek mężczyzna miał zaatakować swoich bliskich w mieszkaniu w Tarnowie. Biegli będą badać poczytalność podejrzanego. Do tragedii doszło we wtorek 5 października przed południem w jednym z bloków przy ul. Krakowskiej w Tarnowie. Policja otrzymała kilka zgłoszeń o awanturze, do której miało dojść w mieszkaniu pary z 7-letnim dzieckiem.

„Dzwoniący informowali także, że z mieszkania, z którego słychać było krzyki, wybiegła zakrwawiona kobieta” – informowała Komenda Miejska Policji w Tarnowie. Gdy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, zauważyli poranionego mężczyznę, który chwilę wcześniej wyskoczył z balkonu na drugim piętrze.

„W jednym z mieszkań tego bloku, na trzecim piętrze znajdowała się zakrwawiona kobieta, która również wymagała opieki lekarskiej. Natomiast w mieszkaniu na drugim piętrze, gdzie miało dojść do awantury, znajdował się ciężko ranny 7-letni syn obojga, którego ratownicy medyczni natychmiast zaczęli reanimować” – podawano w komunikacie. Chłopiec nie przeżył.

27-letni mężczyzna i 28-letnia kobieta trafili do szpitala.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Matka odpowie za zabójstwo 12-letniego syna

Kobietę z Chicago oskarżono o morderstwo 12-letniego syna. Fallon Harris miała wielokrotnie postrzelić dziecko w głowę z powodu zagubienia karty pamięci. Całość zdarzenia zarejestrowała domowa kamera. Do postrzelenia doszło w sobotni poranek w domu Harris w południowym Chicago. Wtedy to 37-latka miała mierzyć pistoletem do 12-letniego syna Kadena Ingrama. Wcześniej zażądała od niego zagubionej karty pamięci. Gdy chłopiec powiedział, że jej nie ma, Harris miała oddać pierwszy strzał w głowę. Zdarzenie zarejestrował domowy monitoring. Według śledczych dziecko było wtedy jeszcze przytomne i płakało.

Odebrała telefon i oddała drugi strzał

Kobieta – podczas gdy Kaden leżał na podłodze w kuchni – miała odebrać telefon, wrócić do niego i ponownie poprosić o kartę pamięci. Następnie oddała drugi strzał w stronę syna. Policję zaalarmowali członkowie rodziny, do których Harris miała zadzwonić i przyznać się do tego, co zrobiła. Funkcjonariusze znaleźli chłopca z licznymi ranami postrzałowymi głowy. Kadena przewieziono do szpitala, gdzie uznano go za zmarłego.

Fallon Harris oskarżono o morderstwo pierwszego stopnia. Odrzucono wniosek zwolnienia za kaucją. Sędzia nakazał też sprawdzenie stanu zdrowia psychicznego 37-latki. Rodzina kobiety przekazała śledczym, że przed strzelaniną zachowywała się ona paranoidalnie. Harris miała pozwolenie na broń. Posiadała jej dwie sztuki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pijany woził syna po mieście. Został aresztowany

Sąd w Radomsku zastosował tymczasowy areszt wobec 32-latka, który po pijanemu zabrał 1,5-roczne dziecko z domu i woził ulicami miasta w swoim mercedesie. Podczas zatrzymania policjanci znaleźli w jego aucie narkotyki. Grozi za to kara do 5 lat pozbawienia wolności. o zdarzenia doszło w nocy z 5 na 6 września. Jak przekazała PAP oficer prasowa radomszczańskiej komendy Aneta Wlazłowska, po godz. 23 policjanci zostali poinformowani, że nietrzeźwy mężczyzna zabrał z domu swojego półtorarocznego syna i jeździ z nim autem ulicami Radomska. Matka dziecka bezskutecznie próbowała powstrzymać awanturnika. Informacja szybko została przekazana wszystkim patrolom na terenie powiatu radomszczańskiego.

Jeden z nich odnalazł wskazany pojazd przy ulicy Starowiejskiej, a w nim pijanego, nieodpowiedzialnego ojca oraz wystraszonego, płaczącego chłopca. Dziecko siedziało na fotelu pasażera, miało na sobie tylko koszulkę i pieluszkę. Natychmiast powiadomiono o tym fakcie matkę chłopca, która zaopiekowała się maluszkiem – zrelacjonowała Wlazłowska.

Pijany radomszczanin trafił do policyjnego aresztu. Badanie wykazało w jego organizmie 2 promile alkoholu. Dodatkowo podczas przeszukania mercedesa policjanci znaleźli ponad 7 gramów marihuany. Śledczy w trakcie ustalania szczegółów tego zdarzenia dowiedzieli się, że zatrzymany pod wpływem środków odurzających wszczyna awantury, ubliża domownikom, grozi im pozbawieniem życia.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 32-latkowi czterech zarzutów: kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości, posiadania narkotyków, znęcania się nad rodziną oraz narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec mężczyzny trzymiesięczny areszt. Grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rodzina 34-latka z Lubina była w kostnicy. „Przerażający widok”

Rodzina Bartosza S. (+34 l.) z Lubina wreszcie została wpuszczona do kostnicy i zobaczyła jego ciało. To było przerażające doznanie. Widoczne były sińce, zadrapania i inne obrażenia. Zdaniem bliskich Bartka to dowodzi, że mężczyzna był bity, co doprowadziło do jego śmierci.

Piątkowa interwencji lubińskiej policji wobec Bartosza S. wywołuje emocje w całej Polsce. Czy funkcjonariusze zmiażdżyli mężczyźnie krtań, a przez to się udusił i zmarł? Prokuratura zdecydowanie temu zaprzecza, ale innego zdania jest rodzina 34-latka. Rodzice Bartosza widzieli ciało syna w prosektorium i był to dla nich szok. Na ciele mężczyzny widoczne były liczne obrażenia, sińce, otarcia. Najgorzej, jak słyszymy, wyglądała głowa. – Jakby samochód po niej przejechał – mówi mecenas Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny. Prawnik zapowiedział, że w czwartek ujawnią fotografie z prosektorium. Mają dowodzić, że Bartosz zmarł przez brutalność policji.
Źródło info i foto: se.pl

Łagodny wyrok z 2009 dla zabójcy Sebastiana to kpina. Tomasz M. łagodnie potraktowany

„Konsekwencje niezrozumiale łagodnego wyroku z 2009 r. ponoszą teraz rodzice zamordowanego Sebastiana z Katowic. Mają prawo zastanawiać się, dlaczego sąd wcześniej tak łagodnie potraktował oprawcę ich syna” – mówi o sprawie Tomasza M. wiceminister sprawiedliwości, Marcin Romanowski

Paulina Nowosielska: Tomasz M., który przyznał się do zabicia 11-letniego chłopca, 13 lat temu porwał w Siemianowicach Śląskich inne dziecko. Czy to prawda, że choć postawiono mu poważne zarzuty, prokuratura wnioskowała wtedy o karę w zawieszeniu? Jak pan to ocenia?

Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości: Uprowadzenie małoletniego, posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletnich oraz paserstwo programów komputerowych – takie wówczas usłyszał zarzuty Tomasz M. Wyrok zapadł w kwietniu 2009 r., a do zdarzenia doszło rok wcześniej. Wtedy to Tomasz M. zaciągnął małoletniego Dawida do auta, a następnie do swojego mieszkania w Sosnowcu.

Działania sądu i prokuratury w tamtym okresie są potrójnym skandalem. Przede wszystkim fakt, że tak niski wyrok zapadł za każdy z czynów. Sprawca za uprowadzenie nieletniego dostał rok pozbawienia wolności. Za posiadanie pornografii dziecięcej podobnie. Tamto dziecko było fotografowane, a jego wizerunek posłużył do tworzenia pornografii. Tomaszowi M. w ówczesnych realiach prawnych za dwa najpoważniejsze czyny groziło do 3 lat za uprowadzenie dziecka (art. 211 k.k.) i do 8 lat (art. 202 par. 3 k.k.) za posiadanie i rozpowszechnianie treści pornograficznych z udziałem nieletnich. Analizując tamten wyrok, można odnieść wrażenie, że sąd skoncentrował się na ukaraniu Tomasza M. za paserstwo. W wyroku znajduje się długa lista programów komputerowych i gier, które oskarżony kopiował bez uprawień, i za to sąd wymierzył mu karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności.

Kolejna bulwersująca rzecz to zastosowanie w sprawie przez sąd kary łącznej. Można powiedzieć, że Tomasz M. dostał nagrodę w postaci niższego wyroku za większą liczbę popełnionych przestępstw. Jako Ministerstwo Sprawiedliwości postulowaliśmy zasadniczą zmianę przepisów w zakresie wymierzania kary łącznej, bo dziś wielokrotni przestępcy dostają premię za to, że popełniają wiele różnych czynów. Wracając do wyroku z 2009 r.: skandalem jest nie tylko to, że sąd operował w dolnych granicach paragrafów, obniżając karę jeszcze w ramach kary łącznej (do 2 lat – red.). Dodatkowo postanowił warunkowo zawiesić jej wykonanie tytułem próby na okres pięciu lat. Nawiasem mówiąc, dziś już mamy regulację, która uniemożliwia zawieszenie wykonania kary wyższej niż rok (m.in. wprowadzone w tarczy 4.0).

Nie ma pisemnego uzasadnienia tamtego wyroku?

Nie…
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Brutalne zabójstwo w miejscowości Lipie. Zatrzymano syna ofiary

Tragedia w miejscowości Lipie w Wielkopolsce. Policja aresztowała 32-letniego mężczyznę. Jak informują służby, mógł on zabić młotkiem własną matkę. Do tragedii w miejscowości Lipie w Wielkopolsce doszło w niedzielę 23 maja. Pierwsze zgłoszenie do służb wpłynęło około godziny 12 i dotyczyło odkrycia zwłok 67-letniej kobiety.

Wielkopolska. Kobieta zabita młotkiem. Zatrzymano syna

Na miejsce wysłano policję oraz prokuraturę. Patrol w Lipiu potwierdził zgłoszenie. W mieszkaniu na jednej z posesji znaleziono ciało 67-letniej kobiety. Według ustaleń śledczych kobieta zginęła najpóźniej dobę przed odkryciem zwłok. 67-latka miała rozległe obrażenia głowy. Z sekcji, którą przeprowadzono w poniedziałek, wynika, że kobietę mogły zabić ciosy młotkiem ślusarskim, który znaleziono i zabezpieczono na miejscu zbrodni w Lipiu.

Jak informują służby, z powodu podejrzenia, że do śmierci kobiety przyczyniły się osoby trzecie, aresztowany został 32-letni syn kobiety. Nie ustalono jednak bezpośrednich świadków zabójstwa.

We wtorek 32-latkowi przedstawiono zarzut zabójstwa matki, do którego się nie przyznał, a w wyjaśnieniach zanegował, aby miał związek ze sprawą. W środę, jak poinformował prok. Jacek Mastalerz, sąd zdecydował przychylić się do wniosku prokuratury i zezwolić na tymczasowy areszt 32-latka.

– Przy czym zmodyfikował jego wykonywanie poprzez określenie, iż ten środek izolacyjny ma być wykonywany w areszcie śledczym lub zakładzie karnym dysponującym oddziałem psychiatrycznym – zaznaczył w rozmowie z PAP prok. Mastalerz.

Prokuratura złożyła także wniosek o jednorazowe badanie psychiatryczne 32-letniego syna zabitej kobiety. Mężczyzna miał wcześniej leczyć się psychiatrycznie, a w 2014 roku prowadzono przeciwko niemu śledztwo w sprawie o charakterze seksualnym. – Finalnie zostało umorzone wobec jego niepoczytalności – przekazał prok. Jacek Mastalerz.

Teraz za zabójstwo 67-letniej matki mężczyźnie może grozić co najmniej 8 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności lub kara dożywocia.
Źródło info i foto: wp.pl