Wysoki rangą przywódca Państwa Islamskiego zabity przez siły USA

Jeden z czołowych przywódców tak zwanego Państwa Islamskiego zginął w Syrii w wyniku nalotu amerykańskich dronów – przekazało Centralne Dowództwo USA. Drugi z wysoko postawionych członków ISIS został ranny. Centralne Dowództwo Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) przekazało we wtorkowym komunikacie o przeprowadzeniu ataku za pomocą bezzałogowych statków powietrznych. Do zdarzenia miało dojść w okolicach miejscowości Jindayris w północno-zachodniej Syrii. Celem było dwóch wysokich rangą członków tzw. Państwa Islamskiego.

W ataku zginął Maher al-Agal, jeden z pięciu czołowych przywódców organizacji, lider tzw. Państwa Islamskiego w Syrii. Drugi z członków ISIS został poważnie ranny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kim był przywódca Państwa Islamskiego?

W czwartek Biały Dom poinformował o śmierci przywódcy tzw. Państwa Islamskiego. Mężczyzna zginął podcza operacji terrorystycznej przeprowadzonej na północy Syrii. Kim był Abu Ibrahim al-Hashimi al-Qurashi? W czwartek 3 lutego Biały Dom poinformował o tym, że siły zbrojne Stanów Zjednoczonych zabiły przywódcę Państwa Islamskiego. Abu Ibrahim al-Hashimi al-Qurayshi zginął podczas operacji antyterrorystycznej, w której poza nim zmarło 13 osób – w tym kobiety i dzieci. Z informacji mediów wynika, że mężczyzna zabił siebie i członków swojej rodziny, uruchamiając ładunek wybuchowy podczas nalotu wojsk USA.

Abu Ibrahim al-Hashimi al-Qurashi był drugim przywódcą Państwa Islamskiego. Jego nominację przyjęto 31 października 2019 roku, niecały tydzień po śmierci jego poprzednika: Abu Bakra al-Baghdadiego. W czasie nominacji niewiele było wiadomo na temat nowego przywódcy. Sam sugerował, że podobnie jak al-Baghdadi, ma rodowód wywodzący się od Mahometa i pochodzi z plemienia Kurajszytów.

1 listopada 2019 roku ówczesny prezydent USA Donald Trup ogłosił, że rząd Stanów Zjednoczonych zidentyfikował prawdziwą tożsamość al-Hashimiego. Informacje te były prostowane w raporcie służb z 5 listopada tego samego roku, gdzie stwierdzono, że urzędnicy iraccy, kurdyjscy i amerykańscy nie potrafią podać o nowym przywódcy Państwa Islamskiego żadnych potwierdzonych informacji. Centrum Informacji Wywiadu i Terroryzmu spekulował, jak się okazało słusznie, że był on Irakijczykiem. 20 stycznia 2020 roku „The Guardian” opublikował raport, który potwierdził prawdziwą tożsamość al-Hasimiego.

Abu Ibrahim al-Hashimi al-Qurashi – kim był?

Abu Ibrahim al-Hashimi al-Qurashi urodził się 1 lub 5 października 1976 roku jako Amir Mohammed Abdul Rahman al-Mawli al-Salbi w miejscowości Tal Afar w Iraku. Krztałcił się na Uniwersytecie w Mosulu w zakresie prawa szariatu. Następnie służył jako oficer armii w Iraku. Po zakończeniu rządów Saddama Husajna, wstąpił do Al-Kaidy, gdzie pełnił funkcję komisarza religijnego oraz generalnego prawnika szariatu.

W 2004 roku został zatrzymany przez wojska USA i trafił do więzienia Camp Bucca w południowym Iraku, gdzie poznał al-Baghdadiego. W 2008 roku służył jako informator armii amerykańskiej. Utrzymujący z nim kontakt żołnierz USA stwierdził, że „al-Hashimi zrobił to tylko po to, by uratować swoją głowę”. Poza tym oceniono, że ma wrogie nastawienie, zwłaszcza do cudzoziemców. Z raportu nie wynika, kiedy dokładnie został zwolniony z więzienia, ale najpewniej dołączył od razu do Al-Kaidy. W 2014 roku oficjalnie opuścił tę organizację, potwierdzając w ten sposób lojalność wobec Państwa Islamskiego. W 2014 roku był jednym z głównych przywódców, który doprowadził do zdobycia Mosulu przez ISIS. Poza tym współorganizował masowe zabójstwa jazydów w Sindżar w sierpniu 2014 roku, które zostało uznane za ludobójstwo. W tym czasie został zastępcą przywódcy ISIS – Abu Bakra al-Baghdadiego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ucieczka Syryjczyków. SG: Mówili, że idą „na kebaba”

„W minionym tygodniu 4 obywateli Syrii naruszyło alternatywne środki detencji, czyli opuściło miejsce zamieszkania w Michałowie, gdzie zostali umieszczeni decyzją sądu” – przekazała PAP rzecznik prasowy Straży Granicznej por. Anna Michalska.
27 grudnia 2021 roku czwórka obywateli Syrii, z których najmłodszy miał 19 lat, najstarszy 28, zaś pozostała dwójka była w wieku 27 lat, została przekazana funkcjonariuszom SG przez aktywistów.

Ucieczka „na kebaba”?

– Straż Graniczna wnioskowała do sądu o umieszczenie mężczyzn w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców. Sąd odrzucił wniosek SG i przychylił się do wniosku pełnomocnika z fundacji „Mała Ojczyzna”, który zapewniał, że mężczyźni chcą pozostać na terytorium Polski – przekazała Anna Michalska.

Syryjczycy, którzy – zgodnie z informacjami pełnomocnika – chcieli mieszkać w Polsce i tu pracować – zostali umieszczeni w mieszkaniu fundacji w Michałowie. – Tu mieli czekać na przyznanie im statusu uchodźcy – wskazano.

Cudzoziemcy mieli obowiązek raz w tygodniu stawiania się do placówki SG w Michałowie, by potwierdzić swoją obecność na terytorium Polski.

Mimo wcześniejszych zapewnień obywatele Syrii zgłosili się na placówkę SG tylko raz, 5 stycznia 2022 roku. – Opuścili miejsce wskazane przez sąd, prawdopodobnie wyjechali również z Polski. Przedstawicielka fundacji „Mała Ojczyna” poinformowała, że cudzoziemcy 11 stycznia powiedzieli że „udają się na kebaba”. Od tego czasu ich nie ma – przekazała rzecznik SG.

SG poniosła koszt pobytu mężczyzn w Polsce, w które należy wliczyć tłumacza i testy na COVID-19 – to ok. 3 tys. złotych. Z kolei koszt pobytu cudzoziemców w Polsce, związane z zakwaterowaniem, wyżywieniem i opieką lekarza będzie pokrywał Urząd ds. Cudzoziemców.

Celowe oszustwo?

SG twierdzi, że „wszystko wskazuje na to, że obywatele Syrii celowo wprowadzili w błąd wszystkie instytucje – narażając je na koszty finansowe, zapewniając, że chcą pozostać w Polsce, choć nigdy takiego zamiaru nie mieli”. Podczas poniedziałkowego briefingu prasowego rzecznik prasowy SG por. Anna Michalska poinformowała, że „w ubiegłym roku SG przekazała pod opiekę fundacji 296 cudzoziemców zatrzymanych na granicy polsko-białoruskiej, którzy mieli przeciwwskazania do przebywania w strzeżonych ośrodkach”.

Rzecznik SG zaznaczyła, że „byli to głównie obywatele Syrii (166 osób) oraz obywatele Iraku (96 osób). Osoby te zostały przekazane fundacji Dialog. Obecnie przebywa tam tylko 14 osób, tylko jedna osoba poczekała na zakończenie postępowania – uzyskała zgodę na pobyt tolerowany w Polsce. Pozostałe 281 samowolnie opuściły miejsca, w których umieścił ich sąd i prawdopodobnie uciekły do innych krajów Europy Zachodniej” – wskazała rzecznik.

Michalska zaznaczyła, że SG poniosła koszty związane z ich pobytem na terytorium Polski w kwocie prawie 1,3 mln zł, w które wchodzi zakwaterowanie, opieka medyczna i psychologiczna, wyżywienie, ubranie. Kwota została przekazana fundacji Dialog.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwedka oskarżona o zwerbowanie 12-letniego syna w szeregi dżihadystów

Obywatelka Szwecji została oskarżona o przyczynienie się do zwerbowania jej 12-letniego syna przez terrorystyczną organizację tak zwanego Państwa Islamskiego. Chłopiec był żołnierzem w Syrii od 2013 do 2016 roku – zginął na wojnie w wieku 16 lat.

To pierwszy w Szwecji przypadek, gdy prokuratura postawiła matce zarzut zbrodni wojennej polegającej na wykorzystaniu własnego dziecka do walki po stronie tak zwanego Państwa Islamskiego (IS). Według prokurator Reeny Devgun „nastolatek został na terenie Syrii wyposażony w broń, przeszkolony, a następnie brał udział w misjach bojowych IS”.

Dowodem są zdjęcia chłopca w miejscach działań wojennych, z terrorystami, a także zabitymi. Materiałem obciążającym jest zapis rozmów między krewnymi. 49-letnia kobieta nie przyznaje się do winy. Grozi jej od czterech lat więzienia do dożywocia.

Według gazety „Expressen” oskarżona to Lina Ishaq, która jako 19-latka grała w pierwszoligowym klubie kobiecej piłki nożnej. Następnie przeniosła się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie jej poglądy uległy radykalizacji, a później do Wielkiej Brytanii.

Szwedka przyłącza się do dżihadystów

W 2013 roku Ishaq wyjechała wraz z ówczesnym mężem i pięciorgiem dzieci do Syrii, gdzie przyłączyła się do tak zwanego Państwa Islamskiego. Po śmierci małżonka, który zginął na wojnie, kobieta związała się z innym mężczyzną i urodziła kolejne dzieci. Do Szwecji zwolenniczka tak zwanego Państwa Islamskiego wróciła w 2020 roku. We wrześniu 2021 roku została aresztowana pod zarzutem popełnienia zbrodni wojennych.

Wobec kobiety w Szwecji toczyło się postępowanie w związku z bezprawnym otrzymywaniem zasiłków z publicznego systemu w czasie pobytu w innym kraju, ale sprawę umorzono z powodu niemożności ustalenia jej miejsca zamieszkania.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Migranci oszukiwani przez przemytników

Przemytnicy oferują migrantom transport z Białorusi do Niemiec. – Prowadzą nas drogami, na których możemy umrzeć. A na końcu mówią, że nie są już za nas odpowiedzialni – tłumaczą w rozmowie z agencją Reutera migranci z Syrii. – Nasze pieniądze po prostu wyparowały – dodają.

Dwaj przyjaciele 34-letni Anas Kaanan i 36-letni Mouein al-Hadi z Syrii zapłacili przemytnikom w Turcji po trzy tys. euro, by przeprowadzili ich z Białorusi do Niemiec. Okazało się jednak, że przejścia przez granicę, które w zapewnieniach przemytników miały być bezpieczne, okazały się zamknięte. Historię mężczyzn opisał Reuters.

Syryjczycy spędzili tydzień w lesie przy granicy. Gdy udało im się przedostać do Polski, strażnicy graniczni wypchnęli ich z powrotem na Białoruś. Podczas ponownej próby przekroczenia granicy spotkał ich dziennikarz Reutera, któremu opowiedzieli swoją historię. Chwilę później Straż Graniczna zatrzymała ich ponownie.

„Przemytnicy mówią: Umieraj, trudno”

– Nasze pieniądze po prostu wyparowały – powiedział Reuterowi al-Hadi. Tłumaczył, że nie był w stanie iść dalej z powodu opuchnięcia stóp wywołanego zimnem.

– To wszystko są kłamstwa. Przemytnicy prowadzą nas drogami, na których możemy umrzeć. A na końcu mówią, że nie są za nas odpowiedzialni. – Umieraj, trudno – dodają.

Mężczyźni zadeklarowali chęć ubiegania się o azyl w Polsce. Straż Graniczna przekazała Reutersowi, że mężczyźni zostali zabrani do zamkniętego ośrodka.

– Coraz więcej migrantów zdaje sobie sprawę, że wpadli w pułapkę. Wszystko co im obiecywano to kłamstwo – mówi Reuterowi Maria, aktywistka „Chlebem i solą”.

Raport Human Right Watch ws. granicy. „Co najmniej 13 osób zmarło w wyniku nieludzkich warunków”

24 listopada organizacja Human Rights Watch opublikowała raport, który wskazuje na poważne naruszenia praw człowieka po obu stronach granicy polsko-białoruskiej. „Po stronie białoruskiej na porządku dziennym były relacje o przemocy, nieludzkim i poniżającym traktowaniu oraz przymusach ze strony białoruskich funkcjonariuszy straży granicznej” – czytamy. W raporcie zaznaczono, że stosowane są tzw. push-backi w stosunku do migrantów.

„Uwięzieni po białoruskiej stronie lub zagubieni po polskiej stronie ludzie opowiadali wstrząsające historie o przedzieraniu się przez lasy, bagna, rzeki w niskich temperaturach, całymi dniami, a nawet tygodniami bez jedzenia i wody. Niektórzy mówili, że byli zmuszeni do picia wody z bagna lub zbierania wody deszczowej w liście. Co najmniej 13 osób zmarło w wyniku nieludzkich warunków, w tym roczny syryjski chłopiec” – podkreśla Human Rights Watch.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Członkowie Państwa Islamskiego wracają do Niemiec

Wśród kobiet, które przyłączyły się do bojówek tzw. Państwa Islamskiego, były Niemki. Część z nich powróciła teraz do kraju, gdzie staną przed sądem. W połowie ostatniej dekady ponad 1000 osób z Niemiec wyjechało z kraju, aby dołączyć do terrorystycznych bojówek tzw. Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku. Około jedna czwarta z nich to kobiety. Rząd Niemiec sprowadził teraz do kraju z północno-wschodniej Syrii 8 kobiet i 23 dzieci. Ostatnio przebywały w obozie jenieckim Roj pod zarządem kurdyjskim. Ale i w Niemczech na większość z nich nie czeka wolność.

Największa do tej pory akcja tego typu

Jak poinformował niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas, w nocy ze środy na czwartek na lotnisku we Frankfurcie nad Menem wylądował wyczarterowany samolot z grupą tych kobiet i dzieci na pokładzie. Kobiety będą musiały teraz odpowiedzieć za swoje czyny przed niemieckim wymiarem sprawiedliwości. Większość z nich po przybyciu do Niemiec została zatrzymana. Na sześć z nich już wcześniej wydano nakaz aresztowania, przy czym trzy nakazy wystosowała niemiecka prokuratura generalna.

Niemcy zorganizowały tę akcję we współpracy z Danią, która sprowadziła z Syrii 3 kobiety i 14 dzieci. Jak podaje niemiecki MSZ, pomocy logistycznej Niemcom i Danii udzieliły USA. Minister Maas podziękował USA i Danii, jak również kurdyjskiemu samorządowi w północno-wschodniej Syrii za pomoc.

– Nie tylko dla nas, ale dla wszystkich uczestników akcja ta była związana z dużym wysiłkiem – podkreślił szef niemieckiej dyplomacji.

Dzieci nie ponoszą żadnej winy

– Dzieci nie ponoszą żadnej winy za sytuację, w której się znalazły. Dlatego słuszne jest, że uczynimy wszystko, aby zapewnić im życie w bezpieczeństwie i w dobrym otoczeniu – zapewniał Heiko Maas.

Z oświadczenia niemieckiego MSZ wynika, że ściągnięte do kraju niemieckie dzieci stanowią „przypadki, które także zdaniem lokalnych władz powinny podlegać szczególnej ochronie”. Chodzi tu o dzieci chore albo mające osoby uprawnione do opieki nad nimi w Niemczech, jak również rodzeństwo i matki.

Według tygodnika „Der Spiegel”, kobiety w wieku od 30 do 38 lat przebywały wraz ze swoimi dziećmi w obozie dla uchodźców, w niektórych przypadkach od lat.

Nie jest to pierwsza akcja ściągnięcia przez niemiecki rząd do kraju kobiet, które w przeszłości udały się na teren tzw. Państwa Islamskiego. Jak informuje dziennik „Bild”, była to największa do tej pory akcja tego typu. W przeszłości wiele kobiet, które przyłączyły się do bojówek tej organizacji, stanęło po powrocie do kraju przed sądem z oskarżenia o terroryzm i inne czyny sprzeczne z niemieckim prawem.
Źródło info i foto: interia.pl

Terrorysta z Wiednia był już skazywany, ale go zwolniono. „Oszukał system”

– Próbował wyjechać do Syrii i przyłączyć się do bojówek dżihadystycznych. Został skazany, jednak wymiar sprawiedliwości zwolnił go z kary wcześniej – mówił o zastrzelonym przez policję zamachowcu minister spraw wewnętrznych Austrii Wolfgang Peschorn. Konferencja prasowa ministra była transmitowana w TVP Info.

Jak powiedział Peschorn, społeczeństwo Austrii nie da się podzielić.

– Sprawca został bardzo szybko zneutralizowany przez funkcjonariuszy. Dzięki temu, że akcja została przeprowadzona sprawnie, udało się uniknąć gorszych scenariuszy. Jednocześnie po przeszukaniu mieszkania sprawcy doszło do 18 innych przeszukań. 14 osób z otoczenia sprawcy zostało tymczasowo aresztowanych – mówił.

– Mówimy o osobie, która ma 20 lat. Jest to obywatel Austrii o podwójnym obywatelstwie, także północnomacedońskim. Miał na sobie pas z atrapami materiałów wybuchowych. Miał też karabin kałasznikowa i maczetę – dodał minister.

Osoba ta miała już na kocie wyroki kary.

– Próbował wyjechać do Syrii i przyłączyć się do bojówek dżihadystycznych. Został skazany, jednak wymiar sprawiedliwości zwolnił go z kary wcześniej – mówił Peschorn.

– Udało mu się oszukać urzędników odpowiedzialnych za deradykalizację więźniów i zwolniono go. (…) Doszło do oszukania systemu. Oznacza to, że musimy prowadzić działania optymalizacyjne, by w przyszłości lepiej przeciwstawiać się takim sytuacjom – stwierdził.

Jak podały austriackie władze we wtorek, w poniedziałkowym zamachu dżihadystów w Wiedniu zginęło pięć osób, w tym jeden zamachowiec, a kilkanaście zostało rannych. Trwają poszukiwania pozostałych napastników. Zabity terrorysta został zidentyfikowany jako sympatyk Państwa Islamskiego.
Źródło info i foto: TVP.info

Śląsk: Zatrzymano 34 imigrantów w przyczepie ciężarówki

Śląska straż graniczna zatrzymała 34 nielegalnych imigrantów, którzy wjechali do Polski w naczepie ciężarówki. To najprawdopodobniej obywatele Iraku, Iranu, Syrii oraz Turcji. Wśród zatrzymanych znalazło się czworo dzieci, cztery kobiety i 26 mężczyzn. Wjechali do Polski ze Słowacji w ciężarówce prowadzonej przez kierowcę z Turcji.

Potwierdzą tożsamość imigrantów

Grupa została zatrzymana podczas kontroli strażników granicznych i policji przy drodze krajowej nr 1 w miejscowości Kobiór (Śląskie). – Deklarowali, że pochodzą z Syrii, Iraku, Iranu oraz Turcji. Trwają czynności zmierzające do potwierdzenia ich obywatelstwa oraz danych osobowych – mówi Katarzyna Jesionowska ze Śląskiego Oddziału Straży Granicznej w Raciborzu.

Ratownicy z wezwanej na miejsce karetki pogotowia wstępnie przebadali podróżujących w naczepie. Nikt nie potrzebował pomocy medycznej. Funkcjonariusze SG przekazali zatrzymanym wodę oraz żywność i przewieźli do placówki SG w Bielsku-Białej, przystosowanej do takich okoliczności. Tam prowadzone będą dalsze czynności wobec zatrzymanych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Syria: Skrytobójczy mord na policjantach. Państwo Islamskie podejrzane o atak

Nieznani sprawcy rozstrzelali dziewięciu policjantów we wsi Muzayreeb położonej w pobliżu granicy z Jordanią, w prowincji Dara. Od czasu przejęcia kontroli nad Darą przez siły prezydenta Baszara el-Asada w lipcu 2018 r., coraz częściej dochodzi tam do skrytych mordów. Nikt nie przyznał się do porwania i zamordowania policjantów. Ich ciała porzucono przy głównej drodze we wsi, skąd zostali uprowadzeni. Rządowa agencja SANA opublikowała nazwiska zamordowanych funkcjonariuszy, podając, że zginęli na służbie.

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, którego główna siedziba znajduje się w Londynie, nie wyklucza, że za zabójstwem mogły stać uśpione i dobrze zakonspirowane komórki tzw. Państwa Islamskiego. Agencja Associated Press przypomina, że w kwietniu w tej samej muhafazie zamordowano dwóch syryjskich oficerów. Do zabójstwa przyznało się wtedy Państwo islamskie.

Dara była od 2012 r. kontrolowana przez Wolną Armię Syrii. Najcięższe walki toczyły się tam w 2017 r. W lipcu 2018 r. po kilku dniach ciężkich walk siły rebeliantów skapitulowały, a armia syryjska opanowała niemal doszczętnie zniszczone miasto, kończąc tym samym wojnę domową w tej części Syrii.

W poniedziałek syryjska obrona przeciwlotnicza udaremniła natomiast dwa izraelskie ataki z powietrza – poinformowały syryjskie media państwowe. Samoloty miały zaatakować instytut badawczy i bazę wojskową w pobliżu Aleppo. Izraelskie siły obrony narodowej nie skomentowały doniesień mediów o atakach.

Kolejny atak

Jest to już drugi atak tego rodzaju w ciągu ostatnich kilku dni – zwraca uwagę Agencja Reutera. Zauważa przy tym, że podczas gdy świat jest zaprzątnięty epidemią koronawirusa, izraelskie ataki na cele w Syrii są prowadzone z dotychczasową regularnością. W ostatnich latach Izrael przeprowadził setki nalotów na obiekty Iranu i Hezbollahu w Syrii – przypomina.

Według państwowych mediów w Syrii Izraelczycy próbowali zbombardować w poniedziałek koszary zlokalizowane w mieście As-Safira w muhafazie Aleppo. Kilka godzin wcześniej – jak podała syryjska telewizja – zaatakowano tez instytut badawczo-rozwojowy na przedmieściach Aleppo.

Izraelskie władze wojskowe nie zaprzeczają, że okresowo dokonują nalotów na cele, które uważają za bazy wojskowe Iranu próbującego umocnić swą obecność w regionie. Atakują też obiekty wykorzystywane przez związaną z Teheranem szyicką organizację Hezbollah z pobliskiego Libanu. Jest to konieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego Izraela – podkreślają. Izrael nie jest stroną obecnego konfliktu w Syrii, ale uznaje za wrogi reżim Baszara el-Asada w Damaszku i wspierający go libański Hezbollah.

Minister obrony Izraela Naftali Bennett oświadczył w ubiegłym tygodniu, że izraelskie lotnictwo zwiększy ataki na cele irańskie w Syrii, by uniemożliwić Teheranowi przekształcenie Syrii w bazę wypadową w atakach na Izrael.

Władze izraelskie dążą też do umocnienia swej jurysdykcji nad spornym obszarem Wzgórz Golan. Izrael zajął znaczną ich część podczas wojny sześciodniowej w 1967 r., a następnie w 1981 r. inkorporował je administracyjnie do swego terytorium. Decyzja ta nie została nigdy zaaprobowana przez wspólnotę międzynarodową. ONZ uważa Wzgórza Golan za okupowane terytorium Syrii. Prezydent Donald Trump uznał je przed dwoma laty za integralną część Izraela. Wdzięczni Izraelczycy nazwali część łańcuch Wzgórzami Trumpa i w 2021 r. rozpoczną tam dużą akcję osiedleńczą.
Źródło info i foto: TVP.info

Stany Zjednoczone ostrzegają przed ISIS w Afryce. „Szukają nowego pola bitwy”

Po porażkach Państwa Islamskiego (IS) w Iraku i Syrii nowym polem bitwy z dżihadystami stają się państwa Sahelu – wynika z dorocznego, opublikowanego w piątek raportu o terroryzmie Departamentu Stanu USA. To do m.in. Mali oraz Burkina Faso – jak wskazuje raport – mogą kierować się dżihadyści z Bliskiego Wschodu. W drugim z tych afrykańskich krajów w 2018 roku doszło do 150 ataków terrorystycznych. To trzy razy więcej niż rok wcześniej. Trend ten za niepokojący uznał Nathan Sales, główny specjalista Departamentu Stanu do spraw terroryzmu.

Broń dla islamistów w Sahelu ma być przerzucana przez terytorium ogarniętej konfliktem Libii. Terroryści zawsze szukają nowego pola bitwy. Jesteśmy zaniepokojeni możliwością, że dżihadyści pokonani w Syrii przeniosą się gdzieś indziej – przekazał Sales.

Ekspert zaznaczył, że mimo utraty przez IS prawie całego swojego terytorium w Iraku i Syrii grupa ta „udowodniła swój potencjał przystosowawczy”. Obawy Amerykanów budzi m.in. zmienianie taktyki przez dżihadystów oraz wykorzystywanie przez nich nowych technologii.

Wśród zagrożeń raport wymienia również Iran i finansowanie przez ten kraj na Bliskim Wschodzie organizacji uznawanych przez USA za terrorystyczne. Dochodzi do tego mimo sankcji nałożonych na Teheran przez Stany Zjednoczone.

W szczytowym okresie Państwo Islamskie kontrolowało tereny od północy Syrii wzdłuż rzek Tygrys i Eufrat do obrzeży stolicy Iraku, Bagdadu. Jednak porażki IS w Mosulu w Iraku i w Ar-Rakce w Syrii w 2017 roku spowodowały sukcesywny upadek samozwańczego kalifatu. Jego szef Abu Bakr al-Bagdadi stał się uciekinierem.

Bagdadi wysadził się w powietrze podczas ubiegłotygodniowej operacji amerykańskich sił specjalnych w północno-zachodniej Syrii, gdy zorientował się, że nie zdoła umknąć amerykańskim żołnierzom. Jego śmierć potwierdziło IS. Następcą został Abu Ibrahim al-Haszemi al-Kuraiszi.
Źródło info i foto: RMF24.pl