Szaleniec grozi śmiercią Kendall Jenner

Najdroższa modelka świata boi się, że zostanie zamordowana przez szaleńca. Policja z Los Angeles według portalu TMZ ostrzegła Kendall, że niejaki Malik Bowker (24 l.) trafił na obserwację psychiatryczną po tym, jak groził śmiercią modelce i opowiadał, że już planuje zakup broni, z której ją zastrzeli. Sąd w Los Angeles pospiesznie wydał wyrok zakazujący 24-latkowi zbliżania się do Kendall Jenner, ale mężczyzna może w każdej chwili zostać wypuszczony ze szpitala psychiatrycznego.

Zdawałoby się, że życie pięknej Kendall Jenner (26 l.) usłane jest różami. Piękna, młoda i sławna, od kilku lat utrzymuje się na pierwszym miejscu rankingu najdroższych modelek świata, mogąc poszczycić się zarobkami rzędu 22,5 miliona dolarów rocznie. Jednak zamiast cieszyć się życiem, Kendall zaczęła o nie drżeć. Policja z Los Angeles według portalu TMZ ostrzegła Kendall, że niejaki Malik Bowker (24 l.) trafił na obserwację psychiatryczną po tym, jak groził śmiercią modelce i opowiadał, że już planuje zakup broni, z której ją zastrzeli. Sąd w Los Angeles pospiesznie wydał wyrok zakazujący 24-latkowi zbliżania się do Kendall Jenner, musi trzymac się od niej z dala na co najmniej sto metrów.

Jednak mężczyzna nie może być siłą przetrzymywany w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ taki wyrok nie zapadł. Może być w każdej chwili wypuszczony, a wtedy zapewne będzie chciał zrealizować swoje groźby. Nie wiadomo, dlaczego Malik Bowker uwziął się na Kendall, jednak grozi, że gdy zastrzeli ją, skieruje broń na siebie, w grę może więc wchodzić obsesyjna miłość do gwiazdy, a nie żądza sławy. Kendall ma wyjątkowego pecha do stalkerów. W 2018 roku jeden z nich włamał się do jej domu, inny dostał się tuż przed rezydencję w 2016.
Źródło info i foto: se.pl

Strzelanina w szkole. Bohaterski woźny ujawnia szczegóły

Wszyscy mówią: bohater. Uczniowie, ich rodzice, personel szkoły, nawet policja. Tylko on skromnie odwraca twarz i kategorycznie nie zgadza się na zdjęcie w gazecie.

– Po co z tego robić sensację?! Ja jestem tylko woźnym. Nawet nie wiem, jak udało mi się obezwładnić tego szaleńca – mówi Krzysztof G. Ale to przecież dzięki niemu w Szkole Podstawowej nr 1 w Brześciu Kujawskim nie doszło do masakry. Marek N., cierpiący na schizofrenię paranoidalną nastolatek, nie kryje, że chciał zabić wiele osób. Dobrze się do tego przygotował. W domu skonstruował ładunki wybuchowe. Kupiony od kogoś rewolwer przerobił na ostrą broń. Zaopatrzył się w maczetę oraz teleskopowe pałki i tak uzbrojony wdarł się tylnym wejściem do szkoły, do której kiedyś chodził.

Nie przewidział jednego: że spotka na swojej drodze woźnego, który się go nie zlęknie. – Jakoś tak około 10 usłyszałem potężny huk, a zaraz potem drugi – opowiada pan Krzysztof. – W pierwszej chwili pomyślałem, że na drugim piętrze urwała się lampa z sufitu. Wbiegłem tam po schodach, patrzę, a na korytarzu stoi jakiś typ w kominiarce. Był ubrany na czarno, miał plecak, z którego wystawała maczeta i pałki, a w rękach trzymał rewolwer i telefon. Był wyraźnie zaskoczony, że się go nie boję. Działałem jak w transie, nie wszystko pamiętam. Chyba go powaliłem, wykręciłem mu ręce. Przyjechała policja, wzięła go i tyle.

W tej suchej relacji nie czuje się grozy. A przecież Marek N. zdążył już postrzelić w jednej z klas 11-letnią Oliwię, a w innym miejscu uczniowie ratowali poważnie ranną woźną. – Gdyby nie pan Krzysztof, ofiar byłoby znacznie więcej – mówi podinspektor Monika Chlebicz, rzeczniczka komendanta wojewódzkiego policji.
Źródło info i foto: se.pl

Słowacja: Policyjny pościg za Polakiem w Orawie. Policja użyła broni

Kierowca mazdy był uczestnikiem wypadku drogowego na słowackiej Orawie. Tamtejsza policja otrzymała zgłoszenie, że pojazd oddalił się z miejsca zdarzenia. Samochód udało się zlokalizować na drodze w kierunku Dolnego Kubina. Kierowca nie reagował na polecenia funkcjonariuszy. Padły strzały ostrzegawcze – informuje Polícia Slovenskej republiky na Facebooku.

Policja poinformowała, że do poszukiwań uciekającej mazdy zaangażowano „wszystkie dostępne jednostki”. Śledczy znaleźli przy 20-letnim obywatelu Rzeczypospolitej Polskiej marihuanę „w ilości odpowiadającej co najmniej dwóch pojedynczych dawek narkotyków”.

„Jechał bardzo agresywnie. Swoim szaleńczym rajdem zagrażał pozostałym użytkownikom drogi” – czytamy w komunikacie. Okazało się, że samochód prowadził 20-letni kierowca. Został przebadany na obecność alkoholu w wydychanym powietrzu. Był trzeźwy. Policja ustala okoliczności tego zdarzenia. 20-latek został tymczasowo zatrzymany.

30 września w okolicy miasta Dolny Kubin doszło do wypadku i tragicznej śmierci 57-letniego Słowaka, który zmarł na oczach żony i syna. W prowadzoną przez niego Skodę Fabię uderzyło porsche prowadzone przez 42-letniego Polaka Marcina L. W zdarzeniu uczestniczyło jeszcze dwóch innych polskich kierowców: 26-letni Łukasz K. (za kierownicą mercedesa) i 27-letni Adam Sz. (prowadził ferrari).
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: W kinie pełnym dzieci szaleniec zabił człowieka. Obezwładnił go żołnierz

Mając do wyboru lepienie pierogów czy też pójście z córeczką Alicją do kina wybrałem to drugie – wyznaje żołnierz, szer. Tomasz Wolak (33 l.). – W życiu bym nie pomyślał że seans dla dzieci zmieni się w horror – mówi. Dzielny żołnierz był jedną z osób, które obezwładniły 26-letniego Michela F.. Ten szaleniec zadźgał nożem 30-latka, a drugiego zranił

Nie wiadomo, ile jeszcze osób zdołałby zaatakować, gdyby nie akcja odważnych ludzi. Tragedia rozegrała się przed świętami w szczecińskim centrum handlowym „Galaxy” krótko po tym, jak na sali kinowej, gdzie było około 80-rodziców z dziećmi, zgasło światło. Wtedy zazdrosny o swojego byłego partnera porzucony kochanek zaatakował go nożem. Najpierw zadał mu kilka ciosów, po czym rzucił się na jego towarzysza.

Widząc to żołnierz Tomasz Wolak zostawił 5-letnią córeczkę pod opieką siedzącej obok starszej kobiety, a sam rzucił się na ratunek. – Gdy podbiegłem, dwóch innych mężczyzn szarpało się już na podłodze z tym nożownikiem. Ja najpierw przygniotłem mu głowę kolanem do podłogi i starałem się wyrwać mu z ręki kuchenny nóż. Niestety, tak mocno zacisnął palce na rękojeści, że nie dałem rady, wtedy udało mi się wbić ostrze w podłogę i je złamać – wspomina.

Gdy nożownik został obezwładniony dzielny żołnierz zaczął udzielać pomocy ciężko rannemu mężczyźnie. Niestety, nie udało się go uratować.

Wojsko doceniło bohaterską postawę szeregowego. Tomasz Wolak z 12. Brygady Zmechanizowanej został nagrodzony przez dowódcę wyróżnieniem ze zdjęciem na tle sztandaru i miał okazje stojąc wraz z kadrą na trybunie przyjąć defiladę swoich kolegów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Orlando: 35-latek wziął czwórkę dzieci jako zakładników. Zabił je, a następnie popełnił samobójstwo

​Uzbrojony napastnik zabarykadował się w mieszkaniu w amerykańskim Orlando. Mężczyzna wziął czwórkę dzieci jako zakładników. Akcja policji skończyła się jednak tragicznie – szaleniec zabił dzieci, a następnie popełnił samobójstwo. Na policję zgłosiła się kobieta, która powiedziała, że jej partner ją regularnie bije. Do ich mieszkania udał się patrol policyjny. W pewnym momencie 35-letni Gary Lindsey Jr postrzelił funkcjonariusza, po czym zabarykadował się w mieszkaniu razem z czwórką dzieci – najmłodsze miało roczek, a najstarsze 12 lat.

Funkcjonariusze przez prawię dobę starali się negocjować z 35-latkiem przez telefon, jednak połączenie było słabe. Zaproponowali, że dadzą mężczyźnie inny aparat, by kontynuować negocjacje. Wtedy zobaczyli, jak Lindsey strzela do jednego z dzieci. Policjanci postanowili wejść do mieszkania.

W lokalu znaleziono ciała czwórki dzieci. Sam Gary Lindsey popełnił z kolei samobójstwo. Sytuacja miała tragiczny i smutny koniec – mówi komendant John Mina. To trudny dzień dla całej społeczności – dodał.

Lindsey był ojcem dwójki z zabitych dzieci. Pozostałych dwoje pochodziło z poprzedniego związku partnerki mężczyzny. Jak informują media, 35-latek był w przeszłości wielokrotnie karany. Był skazywany m.in. za podpalenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Chciał wysadzić kamienice w powietrze

Dramatyczne chwile przeżyli mieszkańcy kilku kamienic w miejscowości Mirsk (woj. dolnośląskie). Ok. 1.30 w nocy szaleniec zabarykadował się w jednym z mieszkań i groził wysadzeniem. Na widok policji odkręcił butlę z gazem i wyjął zapalniczkę. Oprócz niego w mieszkaniu znajdowała się kobieta. Ustalono, że 36-latek uciekł ze szpitala psychiatrycznego.

Wszystko wydarzyło się w czwartek w nocy, około godziny 1.30. Dyżurny policji w Gryfowie Śląskim otrzymał zgłoszenie o awanturze i zakłócaniu ciszy nocnej w niewielkiej miejscowości Mirsk. Nic nie zapowiadało wtedy dalszych, dramatycznych wydarzeń. – 36-letni mężczyzna na widok policjantów wyciągnął butlę z gazem. Odkręcił ją i trzymając jednocześnie w ręku zapalniczkę zagroził jej wysadzeniem – opowiada asp. szt. Mateusz Królak z lwóweckiej policji.

Mężczyzna przy pomocy mebli zabarykadował się w mieszkaniu. Oprócz desperata w mieszkaniu przebywała jeszcze kobieta. – Na miejsce zdarzenia sprowadzono policyjnego negocjatora i dodatkowe siły policyjne. Działania negocjatora wspierał też dzielnicowy, m.in. zbierając na miejscu istotne informacje – wyjaśnia rzecznik. Okazało się, że 36-latek uciekł ze szpitala psychiatrycznego.

Mieszkańcom kamienicy i pobliskich budynków groziło realne niebezpieczeństwo. Ewakuowano łącznie 10 rodzin. Po kilkugodzinnych negocjacjach mężczyzna został zatrzymany. Dzięki wysiłkom negocjatorów nikomu nic się nie stało. Mieszkańcy mogli w końcu bezpiecznie wrócić do swoich mieszkań. Obecnie policja wyjaśnia wszystkie okoliczności tego zdarzenia.
Żródło info i foto: Fakt.pl

USA: zabił żonę i dzieci

Cztery osoby zginęły z jednej ręki. 32-letni mężczyzna zastrzelił swoją partnerkę, dwójkę jej dzieci, a następnie siebie. Przed samobójstwem zadzwonił do matki i powiedział jej o wszystkim. Nie zdążyła dojechać na miejsce. Nie wiadomo, dlaczego to zrobił. 32-letni Matthew Fields mieszkający z rodziną w Forsyth (Atlanta) postanowił popełnić rozszerzone samobójstwo. Chwycił za broń. Najpierw zastrzelił swoją 37-letnią partnerkę, Rebccę Manning. Później jej synów: 8-letniego Jareda i 9-letniego Jacoba. Zginęli we własnych łóżkach. Szaleniec postrzelił również ojca kobiety, 75-letniego Jerry’ego Manninga.

Po tej masakrze zadzwonił do swojej mamy. Powiedział jej, co zrobił i że zamierza się teraz zabić. Kobieta próbowała go zagadać i w międzyczasie dojechać do jego domu. Nie zdążyła. Kto wie, może uratowało jej to życie. 75-latek został zabrany do szpitala w stanie ciężkim. Poza nim w domu nikt nie przeżył.

– W trakcie śledztwa mamy nadzieję odkryć jakiekolwiek motywy działania tego człowieka – powiedział szeryf Forsyth, Duane Piper. – Nie ma żadnego logicznego wyjaśnienia wybicia całej rodziny. Na chwilę obecną nie mamy pojęcia, co nim kierowało – dodaje. Fields był znany policji. Wcześniej bywał aresztowany za mniejsze przestępstwa. Awantury w tym domu nie należały do rzadkości. Również w noc przed tragedią. Policjanci mówią jednak, ze po ich przyjeździe nikt z zastanych osób nie chciał złożyć zeznań.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Neapol: 48-latek strzelał z balkonu. Zabił 4 osoby

48-letni szaleniec po awanturze rodzinnej zaczął strzelać z balkonu. Zabił 4 osoby, a 5 ranił. Poszło o… sznur do suszenia prania. Do tragedii doszło w neapolitańskiej dzielnicy Secondigliano. Niekarany wcześniej 48-latek, pielęgniarz z miejscowego szpitala pokłócił się z bratem o sznur do suszenia bielizny. Zabił brata i żonę, a potem zaczął strzelać z balkonu.

Według sąsiadów w tej rodzinie od dawna trwał konflikt między braćmi. Feralnego piątku wybuchła awantura o rozwieszony sznur do suszenia prania. 48-latek wpadł w szał, zastrzelił swoją żonę, a potem zabarykadował się w domu, grożąc jego wysadzeniem, i zaczął strzelać z balkonu z broni myśliwskiej. Zabił brata, który próbował go powstrzymać, a także szwagierkę i interweniującego strażnika miejskiego. Ranni zostali dwaj policjanci, karabinier, strażnik miejski i przechodzień. Po negocjacjach z policją sprawca się poddał.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Szaleniec zabarykadował się w prayskim hotelu. Twierdził, że ma bombę

Mężczyzna, który twierdził, że ma przy sobie bombę, zabarykadował się w niedzielę po południu w hotelu w XIV Dzielnicy Paryża przy Alei generała Leclerca. Policja zatrzymała szaleńca. Nie znaleziono przy nim ani materiałów wybuchowych ani broni. Najprawdopodobniej jest chory psychicznie. W momencie, gdy mężczyzna zamknął się w budynku, było w nim sześć, siedem osób. wszystkie udało się ewakuować w bezpieczne miejsce. Mieszkańcy okolicznych domów, sąsiadujących z hotelem także zostali ewakuowani. Cały rejon był otoczony przez szczelny kordon policji. Na razie nieznane są motywy działania napastnika.
Żródło info i foto: TVP.info

USA: krwawa strzelanina w rodzinnym domu

To było tragiczne popołudnie na przedmieściach Atlanty. Mężczyzna wszedł do domu swojej byłej żony i otworzył ogień. Szaleniec zabił cztery osoby, wśród których była dwójka dzieci. Dwoje kolejnych ranił. Na koniec popełnił samobójstwo.

– Nigdy nie widziałem tylu ofiar w jednej strzelaninie podczas całej mojej 38-letniej kariery – mówił Stan Copeland – policjant, który przyjechał na miejscu przestępstwa. Spokojne dotychczas sąsiedztwo w Douglasville na przedmieściach Atlanty do tej pory nie było świadkiem tak tragicznych wydarzeń. Do zbrodni doszło w sobotę popołudniu. Mężczyzna wszedł do domu swojej byłej żony i otworzył ogień. Strzały padły zarówno w domu, jak i na ulicy. Szaleniec zabił cztery osoby w tym dwójkę dzieci. Dwoje kolejnych zostało rannych. Sprawca zbrodni popełnił samobójstwo. Ranne dzieci walczą o życie w szpitalu. Ich stan jest ciężki. Policja nie ma jeszcze pełnego obrazu wydarzeń. Podejrzewa jednak, że była to rodzinna tragedia.
Żródło info i foto: TVP.info