Strzelanina w Wielkopolsce. Dwóch policjantów w szpitalu

Jeden z funkcjonariuszy przechodzi operację, a drugi czeka na zabieg – informują placówki medyczne w Poznaniu i Obornikach. Policjanci trafili tam po strzelaninie, jaka miała miejsce w Gorzewie w Wielkopolsce. Napastnik miał otworzyć ogień chwilę po tym, gdy został zatrzymany do kontroli drogowej. Jak przekazała policja, 53-latek nie żyje. Informację na ten temat potwierdza wielkopolska policja. Jak czytamy w komunikacie, policjanci usiłowali zatrzymać do kontroli dostawczy samochód. Ten jednak nie zatrzymał się, policjanci rozpoczęli więc pościg.

„Kierowca zaczął uciekać, wjechał w polną drogę. W pewnym momencie wysiadł z samochodu, wyciągnął pistolet i zaczął strzelać do policjantów, którzy również odpowiedzieli ogniem” – czytamy w relacji policjantów.

„Jeden z policjantów został ranny w nogę, drugi w brzuch. Trafili do szpitala. Na miejscu są zabezpieczane ślady, zbieramy informacje i ustalamy przebieg całego zdarzenia. O zdarzeniu poinformowaliśmy prokuraturę” – piszą mundurowi.

Policja poinformowała, że jeden z policjantów został przetransportowany lotniczym pogotowiem ratunkowym do placówki medycznej w Poznaniu, natomiast drugi trafił do szpitala w Obornikach.

Strzelanina w Gorzewie. Jeden z policjantów operowany

Rzeczniczka prasowa Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu Zuzanna Pankros przekazała w godzinach wieczornych, że we wtorek po południu do placówki trafił funkcjonariusz postrzelony w brzuch.

– Pacjent został przyjęty w stanie dobrym, to znaczy, że był przytomny, wydolny oddechowo i krążeniowo – poinformowała rzeczniczka. Dodała jednak, że obrażenia pacjenta są dość poważne. – Pacjent właśnie jest operowany – powiedziała Pankros.

Drugi z funkcjonariuszy został przewieziony do szpitala w Obornikach. Starszy lekarz z placówki poinformował, że „pacjent jest na oddziale chirurgicznym, stan pacjenta jest dobry i jest przygotowywany do zabiegu”.
Źródło info i foto: interia.pl

Pacjent szpitala w Kielcach pobił dwie pielęgniarki

59-letni pacjent zachowywał się agresywnie w stosunku do personelu szpitala w Kielcach i zaatakował dwie pielęgniarki w niedzielę wieczorem. Jedna z kobiet odniosła poważne obrażenia. Mężczyźnie może grozić do trzech lat pozbawienia wolności. Do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem (17.04) w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach (woj. świętokrzyskie). 59-latek, który trafił na oddział w piątek (15.04), zaczął wulgarnie i agresywnie zachowywać się w stosunku do personelu.

– Początkowo jego hospitalizacja przebiegała bez zakłóceń. W niedzielę wieczorem pacjent zaczął być wulgarny i agresywny w stosunku do opiekującego się nim personelu. Jedną z pielęgniarek uderzył w twarz. Następnie zaczął rzucać przedmiotami w swojej sali – przekazała Radiu Kielce Anna Mazur-Kałuża, rzeczniczka lecznicy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

13 ofiar śmiertelnych libacji na Śląsku. Jest śledztwo

W ciągu kilku dni w województwie śląskim zmarło 13 osób, a trzy w stanie ciężkim przebywają w szpitalu. Wszystkie spożywały denaturat, który zawierał toksyczny alkohol metylowy. Śląski państwowy wojewódzki inspektor sanitarny Grzegorz Hudzik, wstrzymał sprzedaż denaturatu w całym regionie. W nocy z soboty na niedzielę (z 2 na 3 kwietnia) w jednym z mieszkań w miejscowości Czarna Wieś (gm. Wręczyca Wielka) znaleziono ciała dwóch mężczyzn. Jak się okazało, brali oni udział w libacji alkoholowej. Był z nimi trzeci mężczyzna, który zmarł potem w Blachowni. To były pierwsze ofiary trefnego alkoholu.

Teraz wszystko wskazuje na to, że denaturat był sprzedawany w legalnym obiegu, dlatego śląski państwowy inspektor sanitarny, zdecydował o wstrzymaniu sprzedaży denaturatu w regionie.

– Apelujemy i przestrzegamy, by pod żadnym pozorem nie spożywać denaturatu. Prowadzimy intensywne czynności mające na celu zidentyfikowanie źródła możliwych zatruć, nasi inspektorzy zabezpieczają próbki, które są następnie badane w laboratorium, ale ze względu na ogromne zagrożenie zdecydowałem o całkowitym wstrzymaniu handlu denaturatem, wycofaniu go z obrotu – powiedział PAP Grzegorz Hudzik.

Przypadki zatruć i zgonów odnotowano w różnych częściach woj. śląskiego, m.in. w Bytomiu, Chorzowie, powiecie kłobuckim i częstochowskim.

Wszczęto w tej sprawie śledztwo.
Źródło info i foto: se.pl

16-miesięczne dziecko trafiło do szpitala ze śladami pobicia. Konkubent matki w areszcie

Do szpitala w Sosnowcu z poważnymi obrażeniami głowy trafił 16-miesięczny chłopiec. Lekarze niezwłocznie powiadomili policję, która zatrzymała konkubenta matki. 28-latek usłyszał zarzuty i trafił do tymczasowego aresztu. Kilka dni temu do szpitala dziecięcego w Sosnowcu trafił 16-miesięczny chłopiec. Dziecko przywiozła jego matka, która była zaniepokojona zachowaniem syna. Według niej dziecko miało zasinienia na głowie.

Po przeprowadzonych badaniach lekarze stwierdzili poważne obrażenia głowy. Według medyków, wobec dziecka stosowano przemoc, w związku z czym została zawiadomiona policja.

„Policjanci ustalili, że kilka dni wcześniej dziecko było pod opieką konkubenta 21-letniej kobiety, który zamieszkuje w Będzinie. Policjanci z Sosnowca błyskawicznie przekazali otrzymaną informację będzińskim stróżom prawa, którzy przystąpili do zatrzymania 28-letniego mieszkańca miasta. Policjanci zabezpieczyli telefon komórkowy mężczyzny oraz matki dziecka” – informuje st. sierż. Marcin Szopa, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Znaleziono zwłoki mężczyzny pod Kościelcem

W Tatrach zostały odnalezione zwłoki mężczyzny, który prawdopodobnie spadł z dużej wysokości ze szlaku prowadzącego na Kościelec. Funkcjonariusze TOPR przetransportowali ciało do zakopiańskiego szpitala.

Do zdarzenia doszło we wtorek 1 marca około godziny 17 w okolicy Kościelca w Dolinie Gąsienicowej w Tatrach Wysokich. Prawdopodobnie mężczyzna poślizgnął się i spadł z dużej wysokości – podaje TOPR w komunikacie na Facebooku. Ciało w śniegu zauważył turysta, który schodził z Przełęczy Karb. Natychmiast poinformował o tym ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ci jednak stwierdzili zgon i – zgodnie z przepisami – przetransportowali ciało do zakopiańskiego szpitala.

W Tatrach obowiązuje drugi stopień zagrożenia lawinowego. Został przedłużony do 2 marca do godziny 20. Jak czytamy w komentarzu na stronie TOPR: „Wiatr wiejący w ciągu dnia utworzył świeże depozyty śniegu na starym twardym podłożu, we wszystkich formacjach wklęsłych na rozległych polach śnieżnych oraz w pobliżu gr. granicy lasu na te miejsca należy zwrócić szczególną uwagę”. Ratownicy apelują o umiejętny dobór tras wycieczek do panujących warunków oraz umiejętności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nie żyje 3-latek, który w połowie lutego został skatowany przez rodziców

Nie żyje 3,5-letni Kubuś, który w połowie lutego skatowany trafił do szpitala w Radomiu – poinformowała rzeczniczka Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu Karolina Gajewska. Rodzice dziecka przebywają w tymczasowym areszcie.

Jest nam bardzo przykro. Dziecko zmarło w poniedziałek nad ranem – podała Gajewska.

W połowie lutego skatowanego chłopca z Garbatki Letniska w pow. kozienickim przywiozło do radomskiego szpitala pogotowie. Dziecko z zatrzymaniem krążenia i urazem głowy trafiło na oddział neurochirurgii szpitala, gdzie zostało poddane operacji usunięcia krwiaka mózgu. Od początku stan 3,5-latka określany był jako krytyczny i nie poprawiał się.

Prokuratura Okręgowa w Radomiu postawiła 25-letnimu ojcu chłopca zarzut usiłowania zabójstwa i znęcania się nad dzieckiem od 2019 r. do sierpnia 2021 r. Z kolei 25-letnia matka Kinga Ł. usłyszała zarzut pomocnictwa do usiłowania zabójstwa i narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Oboje zostali tymczasowo aresztowani.

Szokujące ustalenia

Według śledczych 3,5-letni Kuba był rzucany o ścianę i podłogę. Ojciec nie przyznał się do winy. Stwierdził, że oprócz kilku klapsów za przewinienia, nie stosował wobec chłopca przemocy. Matka przyznała, że nie podejmowała żadnych działań w związku z agresywnym zachowaniem męża, nie zawiadamiała też policji.

Śledztwo w tej sprawie przejęła od Prokuratury Okręgowej w Radomiu Prokuratura Regionalna w Lublinie. Ze względu na śmierć chłopca, śledczy prawdopodobnie zmienią zarzuty postawione rodzicom. Na razie prokuratura nie podaje jednak żadnych szczegółów.

Z uwagi na dobro śledztwa, informacja z postępowania przygotowawczego powinna być objęta tajemnicą – przekazał rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie Karol Blajerski.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Liverpool: Zabił 12-latkę nożem. Podejrzany 14-latek nie przyznał się do winy

12-latka została zaatakowana nożem podczas imprezy bożonarodzeniowej w centrum Liverpoolu. Dziecko zmarło w szpitalu. W piątek podejrzany o zabójstwo 14-latek nie przyznał się do winy, a jedynie do posiadania broni. Do potwornej zbrodni doszło 25 listopada. Ava White spędzała czas razem z przyjaciółmi w Liverpoolu. Wszyscy zgromadzili się w centrum miasta, aby podziwiać uroczyste zapalenie lampek na bożonarodzeniowej choince. Gdy służby przybyły na miejsce, dziecko było reanimowane przez przypadkowego przechodnia. Dziewczynka zmarła w szpitalu dziecięcym Alder Hey na skutek „katastrofalnych obrażeń”.

W sprawie zatrzymano cztery osoby. W toku dochodzenia zdecydowano o zwolnieniu 14-latka, 16-latka wypuszczono za kaucją, nie podjęto także dalszych działań przeciwko 13-latkowi.

W piątek przed sądem stanął 14-latek podejrzany o zabójstwo Avy. Nie przyznał się do morderstwa 12-latki tamtego feralnego wieczora, a jedynie do posiadania noża. Na rozprawie obecni byli bliscy dziewczynki, którzy podczas zeznań nastolatka nie mogli powstrzymać łez. Proces będzie kontynuowany 9 maja.

Tragiczna śmierć 12-latki zszokowała opinię publiczną w Wielkiej Brytanii. Teraz ulica Church Street, gdzie doszło do zabójstwa, tonie w kwiatach. 24 stycznia zgromadziły się tam ogromne tłumy, aby oddać hołd zamordowanej uczennicy w dniu, w którym obchodziłaby 13. urodziny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rodzice skatowanego 3-latka trafią do aresztu?

Prokuratura Rejonowa w Kozienicach skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie matki i ojca 3-latka, który pobity, w stanie krytycznym, trafił do szpitala w Radomiu – poinformował PAP prokurator Andrzej Stojak z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Ojciec usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i znęcania się nad dzieckiem od 2019 r. do sierpnia 2021 r. Matce przedstawiono zarzut pomocnictwa do usiłowania zabójstwa i narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia – powiedział prokurator.

Według śledczych 3-latek był rzucany o ścianę i podłogę, miał obrażenia głowy ze stwierdzonym krwiakiem podoponowym. Posiedzenie sądu w sprawie tymczasowego aresztu odbędzie się w piątek. We wtorek rano dyżurny policji otrzymał zgłoszenie od pracowników Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że z mieszkania w jednej z gmin pow. kozienickiego zostało zabrane przez pogotowie ratunkowe 3-letnie dziecko. Miało ono z obrażenia ciała spowodowane najprawdopodobniej stosowaniem przemocy. Karetką pogotowia z dzieckiem pojechała do szpitala matka. Rodzina nie była objęta procedurą Niebieskiej Karty. Jedyna interwencja policji pod tym adresem, która miała miejsce około pół roku temu, nie miała związku z przemocą w rodzinie – powiedziała Kucharska.

Jak przekazała PAP w czwartek rzeczniczka mazowieckiego szpitala Karolina Gajewska, stan dziecka określany jest jako krytyczny. 3-latek z zatrzymaniem krążenia i urazem głowy trafił na oddział neurochirurgii szpitala, gdzie został poddany operacji usunięcia krwiaka. Obecnie przebywa na Oddziale Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Leczenia Bólu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Brutalne pobicie 3-latka. Wniosek o areszt dla rodziców

Prokuratura Rejonowa w Kozienicach skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie matki i ojca 3-latka, który pobity, w stanie krytycznym, trafił do szpitala w Radomiu – poinformował PAP prokurator Andrzej Stojak z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Ojciec usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i znęcania się nad dzieckiem od 2019 r. do sierpnia 2021 r. Matce przedstawiono zarzut pomocnictwa do usiłowania zabójstwa i narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia – powiedział prokurator.

Według śledczych 3-latek był rzucany o ścianę i podłogę, miał obrażenia głowy ze stwierdzonym krwiakiem podoponowym. Posiedzenie sądu w sprawie tymczasowego aresztu odbędzie się w piątek. We wtorek rano dyżurny policji otrzymał zgłoszenie od pracowników Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że z mieszkania w jednej z gmin pow. kozienickiego zostało zabrane przez pogotowie ratunkowe 3-letnie dziecko. Miało ono z obrażenia ciała spowodowane najprawdopodobniej stosowaniem przemocy. Karetką pogotowia z dzieckiem pojechała do szpitala matka. Rodzina nie była objęta procedurą Niebieskiej Karty. Jedyna interwencja policji pod tym adresem, która miała miejsce około pół roku temu, nie miała związku z przemocą w rodzinie – powiedziała Kucharska.

Jak przekazała PAP w czwartek rzeczniczka mazowieckiego szpitala Karolina Gajewska, stan dziecka określany jest jako krytyczny. 3-latek z zatrzymaniem krążenia i urazem głowy trafił na oddział neurochirurgii szpitala, gdzie został poddany operacji usunięcia krwiaka. Obecnie przebywa na Oddziale Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Leczenia Bólu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Umorzono śledztwo ws. śmierci 88-latki. Kilka godzin czekała w karetce na przyjęcie do szpitala

Prokuratura w Radomiu poinformowała o umorzeniu śledztwa ws. śmierci 88-latki, która przez kilka godzin oczekiwała w karetce na przyjęcie do szpitala. Śledczy ocenili, że pracownicy pogotowia ratunkowego oraz szpitala postępowali zgodnie z procedurami i nie przyczynili się do zgonu seniorki.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, 88-latka była podopieczną jednego z podmiejskich zakładów opiekuńczo-leczniczych. Cierpiała na wiele chorób współistniejących, a mimo to, żaden ze szpitali nie chciał przyjąć seniorki. Odsyłano ją m.in. ze względu na to, że nie była zakażona koronawirusem (szpital był placówką zakaźną). Inny wskazywał z kolei, że ma bardzo dużą liczbę pacjentów covidowych.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Agnieszka Borkowska poinformowała, że główną rolę w tym postępowaniu grała opinia biegłych z zakresu różnych dziedzin medycyny. Zdaniem śledczych nie doszło do żadnych nieprawidłowości, a pracownicy szpitala oraz karetki w żadnym stopniu nie przyczynili się do jej zgonu, przyczyną śmierci kobiety miało być zatrzymanie krążenia – podaje Onet za Polską Agencją Prasową.

– Analiza zgromadzonej dokumentacji medycznej, zeznania świadków, a przede wszystkim opinia biegłych wykazały, że postępowanie dyspozytora pogotowia, ratowników medycznych, personelu szpitala i lekarza oddziału obserwacyjno-zakaźnego, na który finalnie trafiła kobieta, nie narażało pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – powiedziała Agnieszka Borkowska.

Jak podaje portal radom24.pl, do zdarzenia doszło w kwietniu 2020 roku. Chora kobieta spędziła wówczas w karetce niemal trzy godziny, gdyż żaden z radomskich szpitali jej nie przyjmował. Jedna z placówek tłumaczyła się pandemią koronawirusa wśród pracowników i pacjentów, natomiast szpital covidowy przyjmował jedynie pacjentów zakażonych koronawirusem. Trzykrotnie wykonane testy nie wykazały wówczas zakażenia u 88-latki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl