USA: FBI publikuje nagranie podejrzanego o podłożenie bomb w trakcie szturmu na Kapitol

FBI opublikowało nowe nagranie wideo przedstawiające podejrzanego o podłożenie bomb w siedzibach krajowych komisji Republikanów i Demokratów w Waszyngtonie w czasie ataku na Kapitol. Biuro prosi o informacje, które pomogłyby w aresztowaniu tej osoby.

Do zamieszek doszło 6 stycznia i zginęło w nich pięć osób. Dwa dni po ataku na Kapitol FBI poinformowało, że za dostarczenie informacji o dwóch bombach, przechwyconych i zabezpieczonych przez służby, można otrzymać 50 tys. dolarów.

Biuro opublikowało też wtedy za pośrednictwem mediów społecznościowych zdjęcie osoby w szarej kurtce z kapturem, czarnych spodniach i rękawiczkach, która trzyma w prawej ręce duży czarny przedmiot. Nie napisano jednak, że osoba na zdjęciu jest podejrzana.

Teraz FBI apeluje do Amerykanów, by uważnie obejrzeli nowe nagranie i przekazali wszelkie informacje mogące doprowadzić do ujęcia osoby, która podłożyła ładunki. Stawkę za informację o terroryście podniesiono do 100 tys. dolarów.

6 stycznia nie doszło do eksplozji bomb, służby bezpieczeństwa zdołały zneutralizować ładunki.
Źródło info i foto: TVP.info

Federalne Biuro Śledcze oskarżane o błędy odnośnie szturmu na Kapitol

Podczas przesłuchania w Kongresie USA były szef straży Kapitolu Steven Sund zeznał, że nie otrzymał od FBI raportu z 5 stycznia o możliwości zamieszek następnego dnia. W starciach zginęło pięć osób. Po raz pierwszy we wtorek publicznie zeznawali Sund, były sierżant Izby Reprezentantów Paul Irving i były sierżant Senatu Michael Stenger. Wszyscy z nich zrezygnowali ze swoich funkcji w kilka dni po bezprecedensowym ataku na Kapitol, w wyniku którego śmierć poniosło pięć osób. Przesłuchiwany był również Robert Contee, pełniący obowiązki szefa waszyngtońskiej policji.

Z ich zeznań wyłania się ochrona Kapitolu zaskoczona liczbą uczestników zamieszek 6 stycznia oraz ich przygotowaniem i komunikacją. Problem stanowił też przepływ między służbami informacji wywiadowczych dotyczących ostrzeżeń przed szturmem.

Sund powiedział, że nigdy nie otrzymał raportu Federalnego Biura Śledczego (FBI) z 5 stycznia z ostrzeżeniem o potencjalnych zamieszkach następnego dnia. Wglądu do tego dokumentu nie miała także – zgodnie z doniesieniami jej przedstawicieli – waszyngtońska policja.

Błędy wywiadu

– Jedną z pewnych spraw, o których się dzisiaj dowiedzieliśmy, są błędy wywiadu. To niekoniecznie niepowodzenie samego wywiadu, ale niepowodzenie w przekazywaniu informacji – ocenił to senator Angus King z Maine.

Na publicznym forum we wtorek ujawniono również ostre spory dotyczące tego, co opóźniło przybycie posiłków Gwardii Narodowej na Kapitol. Między Sundem a Irvingiem wystąpiły poważne rozbieżności, gdy opisywali swoje działania przed atakiem z 6 stycznia i w jego trakcie. Obaj funkcjonariusze nie mogli się nawet zgodzić, czy rozmawiali telefonicznie, gdy demonstranci włamywali się do gmachu parlamentu.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Senat przeciw impeachmentowi byłego prezydenta

Senat USA zagłosował przeciw impeachmentowi byłego prezydenta Donalda Trumpa. Senat w głosowaniu zdecydował o uniewinnieniu byłego prezydenta USA od zarzutu podżegania do szturmu na Kapitol. Oznacza to, że Trump będzie mógł w przyszłości ponownie ubiegać się o prezydenturę.

Za impeachmentem Trumpa głosowało 57 senatorów, przeciwko było 43. Wymagana większość 2/3 nie została więc osiągnięta – zabrakło 10 głosów skazujących. Za głosowali wszyscy senatorowie Partii Demokratycznej i niezależni oraz siedmiu senatorów Partii Republikańskiej. Trump napisał, że finał drugiego proces w sprawie jego impeachmentu to „kolejna faza największego polowania na czarownice w historii kraju”.

„Senat nie uznał postępowania Trumpa za dopuszczalne”

Lider Republikanów w Senacie Mitch McConnell, który zagłosował w sobotę przeciw impeachmentowi Trumpa, po głosowaniu oświadczył, że potępia postępowanie byłego szefa państwa oraz że jest on „praktycznie i moralnie odpowiedzialny” za atak na Kapitol 6 stycznia.

McConnell podkreślił, że zagłosował przeciw impeachmentowi tylko dlatego, że jego zdaniem konstytucja nie przewiduje takiej procedury wobec byłego prezydenta, a Trump jest obecnie tylko osobą prywatną. Dodał, że decyzja Senatu nie oznacza, iż uznał on postępowanie Trumpa, który namawiał swych zwolenników do siłowego sprzeciwu wobec wyniku wyborów, za dopuszczalne.

Pierwsza taka sytuacja w USA

Po raz pierwszy w historii USA prezydent został dwukrotnie poddany procedurze impeachmentu i po raz pierwszy podczas głosowania w tej sprawie w Senacie siedmiu senatorów zajęło inne stanowisko niż ich partia – podkreśla Associated Press.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rybnik: Właściciele klubu o brutalnej interwencji policji. „Do nas przyszli bandyci”

31.01.2021 Rybnik Pikieta pod komenda miejska policji w zwiazku z zamknieciem klubu muzycznego Face2Face przez policje w zwiazku ze stanem epidemii koronawirusa Nz Marcin Wojciechowski fot. Dominik Gajda/REPORTER

Uważam, że wczoraj nie było interwencji policji – nikt się nie wylegitymował. Do nas przyszli bandyci. Weszli, zaatakowali wszystkich ludzi – mówiła w niedzielę współwłaścicielka klubu w Rybniku, w którym z soboty na niedzielę interweniowała policja. Funkcjonariusze użyli m.in. broni gładkolufowej i granatów hukowych.

Właściciele lokalu w Rybniku, w którym minionej nocy interweniowała policja, wystąpili na konferencji prasowej. Przypomnijmy, że klub muzyczny został otwarty mimo obowiązujących obostrzeń a wewnątrz, podczas interwencji, bawili się ludzie. Doszło do poważnych starć, policja użyła gazu, pałek, granatów hukowych i broni gładkolufowej. Konferencji przysłuchiwali się również ludzie, którzy zgromadzili się pod lokalem w niedzielę w ramach solidaryzowania się z właścicielami. Policjanci tłumaczyli, że użycie środków przymusu bezpośredniego było wynikiem agresji skierowanej przeciwko funkcjonariuszom. Policja podkreślała, że lokal działał wbrew przepisom – został zamknięty decyzją sanepidu, a decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Policjanci asystowali sanepidowi przy doręczaniu decyzji i wezwali gości do opuszczenia klubu.

Osoby zgromadzone w niedzielne popołudnie przed rybnicką komendą przysłuchiwały się konferencji prasowej, podczas której właściciele klubu Face 2 Face relacjonowali dziennikarzom wydarzenia z nocy z soboty na niedzielę. Głos zabrał także aktywista grupy skupionej wokół Strajku Przedsiębiorców, Michał Wojciechowski, według którego interwencja policji w klubie była „festynem przemocy, festynem reżimu”. – Policja sprowokowała, wtargnęła nielegalnie do klubu Face 2 Face w Rybniku; wtargnęła siłą, użyła gazu – mówił Wojciechowski, informując, iż właściciele klubu dysponują licznymi nagraniami, potwierdzającymi, że policja użyła gazu wobec gości lokalu nie tylko na zewnątrz, ale także w środku. Z tego powodu – jak mówiono – miała zasłabnąć przebywająca w klubie kobieta.

Witani przez zgromadzonych oklaskami współwłaściciele klubu, Marcin Koza i Sandra Konieczny, oceniali, że policja weszła do lokalu bez podstaw prawnych, a proszeni o przedstawienie się funkcjonariusze używali filmowych nazwisk: James Bond i Grzegorz Brzęczyszczykiewicz. – Myślałam, że w tym trudnym czasie, kiedy jest pandemia, policja chce chronić ludzi przed pandemią. Jak się jednak okazuje, policja atakuje ludzi, żeby chronić pandemię – powiedziała Sandra Konieczny. – Weszli na lokal bez żadnej zgody, siłą, zaatakowali klientów. Gazowali nas w lokalu, przez co jedna z naszych klientek miała problemy z oddychaniem w górnej strefie lokalu; nie pozwolili nam jej sprowadzić na dół – relacjonowała.

Policja przyszła nas prowokować; policja przyszła po to, żeby nas siłą wyszarpać z tego lokalu – dodała współwłaścicielka rybnickiego klubu. – Ja uważam, że wczoraj nie było interwencji policji – nikt się nie wylegitymował. Do nas przyszli bandyci. Weszli, zaatakowali wszystkich ludzi, którzy pojawili się w naszym lokalu; ludzie byli wystraszeni, my również – ocenił współwłaściciel lokalu Marcin Koza, zarzucając przedstawicielom sanepidu, że także oni weszli do lokalu nielegalnie, wbrew przepisom. „Wolna Polska”, „Morawiecki do więzienia”, „Popieramy” – skandowano podczas niedzielnego zgromadzenia przed komendą. „Zamknąć rząd, otworzyć gospodarkę” – głosiło jedno z napisanych na kartonach haseł jego uczestników. Protestujący domagali się rozmowy z komendantem lub rzecznikiem prasowym rybnickiej policji. Chcieli wiedzieć, kto wydał rozkaz interwencji oraz czy na miejscu był negocjator i policjanci z zespołu antykonfliktowego. Wzywali do dymisji funkcjonariuszy odpowiedzialnych za interwencję.

Policja stanowczo odpiera zarzuty o nielegalność swoich działań oraz agresywne zachowania funkcjonariuszy. „Decyzją Państwowego Inspektora Sanitarnego lokal został zamknięty, a decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. W związku z powyższym policjanci asystowali pracownikom sanepidu w doręczeniu dokumentu właścicielowi. Następnie mundurowi poinformowali uczestników imprezy o zamknięciu lokalu i konieczności wyjścia z klubu” – podała policja w niedzielnym komunikacie.

Część uczestników – jak informują policjanci – dobrowolnie opuściła lokal, zaś pozostali nie chcieli dostosować się do poleceń. „Na zewnątrz zebrała się grupa kilkuset osób, wśród których” – jak głosi policyjny komunikat – „większość była nietrzeźwa i agresywna w stosunku do policjantów”; niektórzy nie mieli na twarzach maseczek, pili alkohol i podawali policjantom fałszywe dane personalne” – informuje policja. „Po opuszczeniu lokalu uczestnicy byli agresywni i atakowali mundurowych niebezpiecznymi przedmiotami. Policjanci podawali komunikaty wzywające do rozejścia się. Kiedy to nie przyniosło rezultatu, wobec agresywnych uczestników zgromadzenia użyli środków przymusu bezpośredniego w postaci ręcznych miotaczy gazu, pałek służbowych, granatów hukowych, oddali także strzały ostrzegawcze z broni gładkolufowej” – czytamy w komunikacie śląskiej policji. W interwencji uczestniczyło prawie 150 policjantów z Rybnika oraz z oddziałów prewencji z Katowic. „Interwencja była skuteczna i doprowadziła do przywrócenia ładu i porządku publicznego” – podała policja. Zatrzymano trzech mężczyzn w wieku 30, 44 i 48 lat, podejrzewanych o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Wylegitymowano 213 osób. Część osób ukarano mandatami, wobec innych mają być kierowane wnioski o ukaranie do sądów.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: Nawet 20 lat więzienia za atak na Kapitol

Ponad 150 osób zostało dotychczas oskarżonych przez federalny wymiar sprawiedliwości w USA o udział w aktach przemocy na Kapitolu 6 stycznia – poinformowała we wtorek amerykańska administracja. Niektórym grozi do 20 lat pozbawienia wolności. Prokurator federalny Michael Sherwin na konferencji prasowej poinformował, że 50 osób jest sądzonych przez sądy w Waszyngtonie. Według Sherwina liczba osób postawionych w stan oskarżenia może jeszcze wzrosnąć, bowiem śledczy zebrali informacje o ok. 400 osobach, które brały udział w zamieszkach na Kapitolu.

Sherwin wyjaśnił, że początkowo sądy stawiały oskarżonym dość proste zarzuty, takie jak „nieuprawnione wtargnięcie” lub „nielegalne posiadanie broni”. Jednak są też akta, w których obecnie znajdują się surowsze zarzuty, w tym przemoc wobec funkcjonariuszy policji, a niektórym oskarżonym grozi kara nawet do 20 lat więzienia.

W ataku zwolenników byłego prezydenta USA Donalda Trumpa na Kapitol 6 stycznia zginęło pięć osób, w tym jeden policjant. W pobliżu siedziby Kongresu znaleziono domowej konstrukcji bomby i inne materiały wybuchowe.

Znamy zatrzymanych

Wśród zatrzymanych znalazł się m.in brat byłego agenta Secret Service Prestona Fairlamba III, który niegdyś był w ekipie chroniącej żonę byłego prezydenta Michelle Obamę. Według ustaleń śledczych miał uderzyć on policjanta w głowę. 12 stycznia w Nowym Jorku został aresztowany Aaron Mostofsky syn sędziego z Brooklynu Stevena Mostofsky’ego.

Służby do tej pory nie zidentyfikowały sprawców podłożenia dwóch bomb rurowych na Kapitolu. Nie mają też podejrzanych w związku z śmiercią funkcjonariusza policji na Kapitolu Briana D. Sicknicka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: 140 osób zostało oskarżonych o atak na Kapitol

Blisko 140 osób zostało już oskarżonych w związku ze szturmem na waszyngtoński Kapitol, jaki 6 stycznia przypuścili stronnicy Donalda Trumpa. Wśród nich jest brat agenta amerykańskich tajnych służb. CNN przypomina, że Scott Fairlamb, brat agenta Prestona Fairlamba III, który niegdyś był w ekipie chroniącej żonę byłego prezydenta Michelle Obamę, uderzył rzekomo w trakcie zamieszek policjanta w głowę. Stoi w obliczu trzech oskarżeń, w tym – napaści na funkcjonariusza federalnego.

Adwokat podejrzanego mężczyzny, Harley Breite, przekonywał, że Preston Fairlamb III nie był świadom czynów brata na Kapitolu.

„Nie był wtajemniczony w nic, co mój klient rzekomo zrobił tego dnia” – mówił cytowany przez CNN prawnik.

Harry Litman asystent prokuratora generalnego w Departamencie Sprawiedliwości latach 1993-1998 tłumaczył w rozmowie z CNN, że nie sposób zawczasu wskazać, jakie będą działania wszystkich osób tylko na podstawie ich przekonań politycznych.

12 stycznia w Nowym Jorku został aresztowany Aaron Mostofsky syn sędziego z Brooklynu Stevena Mostofsky’ego. Ciąży na nim zarzut kradzieży mienia rządowego w czasie zamieszek. Aaron i jego ojciec są zarejestrowani jako wyborcy Demokratów.

„Wykonywał rozkazy prezydenta”

Amerykańskie media zwracają uwagę także na inny przypadek „z rodziną w tle” wiążący się z aresztowaniem Guya Reffitta z Teksasu. Został oskarżony o nielegalne wdarcie się na Kapitol i utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości. O jego sympatiach w ostatnich latach z skrajnie prawicowymi ugrupowaniami powiadomił organy egzekwowanie prawa syn mężczyzny Jackson Reffitt.

„Obawiałem się, że to, co robił to szaleństwo (…) Groził mnie, mojej siostrze, mojej rodzinie i przedstawicielom władz. Miałem już tego dość” – cytuje Jacksona CNN.

Według FBI Guy Reffitt ostrzegał syna i córkę, przed tym co się może stać, jeśli go wydadzą.

„Jeśli mnie wydasz, będziesz zdrajcą, a wiesz co grozi zdrajcom. Zdrajcy są rozstrzeliwani” – ostrzegał.
 
Wśród oskarżonych m.in. o nielegalne wdarcie się do siedziby Kongresu oraz zastraszanie liberalnej członkini Izby Reprezentantów Aleksandrii Ocasio-Cortez znalazł się Garret Miller. Usprawiedliwiał się, że „wykonywał rozkazy prezydenta Donalda Trumpa”. Później przepraszał też parlamentarzystkę za hasło „Assassinate AOC” opublikowane na Twitterze.

Poważne zarzuty

Jak informuje CNN łącznie o czynny udział w zamieszkach oskarżono już niemal 140 osób. Niektórzy podejrzani stoją w obliczu poważnych zarzutów takich jak: udział w spisku lub rebelii oraz planowanie ataku z wyprzedzeniem i rozmysłem. W opinii ekspertów będzie to trudniej udowodnić.

Służby do tej pory nie zidentyfikowały sprawców podłożenia dwóch bomb rurowych na Kapitolu. Nie mają też podejrzanych w związku z śmiercią funkcjonariusza policji na Kapitolu Briana D. Sicknicka. Były agent FBI Petar Licata wyjaśnił CNN, że w przypadku podejrzanych o przestępstwa federalne śledczy chcą najpierw zgromadzić niezbędne dowody, a dopiero później będą dokonywać aresztowań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wyciekła notatka FBI o protestach w całym kraju. W Waszyngtonie zbrojna grupa z planem „wielkiego powstania”

W tym tygodniu we wszystkich 50 stolicach stanów oraz na waszyngtońskim Capitol Hill planowane są zbrojne protesty, które mogą potrwać co najmniej do momentu zaprzysiężenia Joe Bidena na 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych – wynika z wewnętrznego biuletynu FBI, do którego dotarła telewizja ABC News. W biuletynie przekazano też, że w ostatnich dniach FBI otrzymało informacje o grupie wzywającej do „szturmu” na budynki stanowych i federalnych sądów oraz urzędów, jeśli prezydent Donald Trump zostanie usunięty ze stanowiska przed końcem kadencji.

„FBI otrzymało informacje o zidentyfikowanej grupie zbrojnej, która 16 stycznia zamierza udać się do Waszyngtonu. Jej członkowie ostrzegli, że jeśli Kongres spróbuje skrócić kadencję prezydenta przy pomocy 25. poprawki, wybuchnie wielkie powstanie” – czytamy w biuletynie FBI.

Ta sama grupa ma planować też „szturm” na biura rządowe w każdym ze stanów również 20 stycznia, czyli w dniu zaprzysiężenia Joe Bidena na 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Na 20 stycznia do Waszyngtonu zostało oddelegowanych około 15 tys. funkcjonariuszy Gwardii Narodowej. Jednocześnie burmistrzyni miasta Muriel Bowser zaapelowała, by unikać tego dnia wychodzenia z domu i śledzić zaprzysiężenie w mediach. Bowser chciałaby również, by między 10 a 24 stycznia obowiązywał zakaz zgromadzeń – z prośbą o jego wprowadzenie zwróciła się do Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.

W Stanach Zjednoczonych wszczęto co najmniej 25 postępowań o terroryzm wewnętrzny w związku ze wtargnięciem zwolenników prezydenta Donalda Trumpa do Kapitolu. Poinformował o tym członek Izby Reprezentantów Jason Crow z Partii Demokratycznej, powołując się na informacje uzyskane od sekretarza sił lądowych USA Ryana McCarthy’ego. Niektórym osobom, które wdarły się do siedziby Kongresu, postawiono już zarzuty. Crow przekazał też, że Pentagon jest świadom zagrożenia ze strony potencjalnych terrorystów przed zaplanowaną na 20 stycznia inauguracją prezydentury Joe Bidena.

W środę, w czasie posiedzenia amerykańskiego Kongresu, który miał zatwierdzić wyniki wyborów prezydenckich, do gmachu Kapitolu wtargnęła grupa zwolenników prezydenta Donalda Trumpa. Posiedzenie zostało przerwane. Po kilku godzinach siły bezpieczeństwa usunęły napastników z gmachu. W starciach zginęło pięć osób, kilkadziesiąt zostało zatrzymanych. Po wznowieniu posiedzenia Kongres potwierdził zwycięstwo Joe Bidena w wyborach.

Demokraci chcą wszcząć wobec Trumpa procedurę impeachmentu

W niedzielę Nancy Pelosi, spikerka Izby Reprezentantów, informowała, że złoży projekt rezolucji, wzywającej wiceprezydenta Mike’a Pence’a do wszczęcia procedury pozbawienia Donalda Trumpa urzędu na podstawie 25. poprawki do konstytucji. Daje ona możliwość usunięcia prezydenta, gdy wiceprezydent i większość członków jego gabinetu uznają, że nie jest zdolny do sprawowania funkcji.

Pelosi zapowiedziała, że jeśli Pence tego nie zrobi, to rozpocznie impeachment, czyli procedurę postawienia prezydenta w stan oskarżenia. Uzasadniając to ultimatum, przewodnicząca Izby Reprezentantów oceniła, że prezydent Trump stanowi zagrożenie dla porządku konstytucyjnego. Demokraci rozważają jednak wstrzymanie na 100 dni przesłania formalnych zarzutów do Senatu. Chodzi o to, by potencjalny proces Trumpa nie zdominował początku prezydentury Joe Bidena. Wyrok skazujący prezydenta w procedurze impeachmentu mógłby uniemożliwić mu ubieganie się w przyszłości o jakikolwiek urząd federalny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Nie żyje policjant ranny podczas szturmu na Kapitolu

Zmarł jeden z policjantów rannych podczas zamieszek w Waszyngtonie. Tamtejsza policja potwierdziła, że to Brian Sicknick – brał udział w starciu z tłumem, który wdarł się na Kapitol. Zmarł w czwartek wieczorem w wyniku doznanych obrażeń. Jest piątą ofiarą zamieszek, do których doszło w środę. Amerykańska policja Kapitolu przekazała, że policjant Brian D. Sicknick zmarł z powodu obrażeń odniesionych podczas zamieszek, do których doszło po wtargnięciu na Kapitol zwolenników prezydenta USA Donalda Trumpa.

„Funkcjonariusz Sicknick brał udział w działaniach na Kapitolu w środę 6 stycznia 2021 roku. Został ranny podczas fizycznej walki z demonstrantami, zmarł w wyniku obrażeń odniesionych na służbie. Śmierć funkcjonariusza Sicknicka będzie badana przez Wydział Zabójstw, USCP i naszych partnerów federalnych” – podała policja w oświadczeniu, podkreślając, że funkcjonariusz „brał udział w starciu z tłumem”. Jak wskazano, zmarł w miejscowym szpitalu w czwartek wieczorem. Nie podano jego wieku.

Sicknick dołączył do policji Kapitolu w lipcu 2008 r., a ostatnio służył w jednostce ratunkowej Departamentu. Jego śmierć podnosi liczbę ofiar zamieszek do pięciu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wiemy, kim była zastrzelona kobieta podczas szturmu na Kapitol

Nie milkną echa zamieszek w Kapitolu wywołanych przez zwolenników Donalda Trumpa. Amerykańskie media zidentyfikowały kobietę, która została zastrzelona. Wyjątkowo burzliwie zakończyły się protesty w Kapitolu w Stanach Zjednoczonych. Jedna z kobiet została zastrzelona, co zostało nawet zarejestrowane na wideo. Amerykańskim mediom udało się zidentyfikować ją i dowiedzieć się, kim była zmarła zwolenniczka Donalda Trumpa.

Ashli Babbitt była weteranem Sił Powietrznych USA z Kalifornii. Kobieta była mężatką i mieszkała niedaleko San Diego. Służbę w wojsku odbyła czterokrotnie, co zajęło jej łącznie 14 lat. Amerykanka była zagorzałą zwolenniczką Donalda Trumpa. O przygotowaniach do szturmowania Kapitolu pisała dzień wcześniej na Twitterze.

„Nic nas nie powstrzyma…. mogą próbować, próbować i próbować, ale burza jest tutaj i zstępuje na DC w mniej niż 24 godziny” – napisała.

Rodzina zmarłej kobiety nie ukrywa swojego zdziwienia. Mąż Aaron przyznał, że dowiedział się o tragicznych wieściach z telewizji. Jego brat dodał, że sprawa wydaje im się surrealistyczna, gdyż nadal nie zostali oficjalnie powiadomieni o śmierci zastrzelonej. Teściowa Babitt powiedziała prezenterce telewizji Fox w Waszyngtonie, że była zdziwiona zachowaniem żony jej syna.

„Jestem odrętwiała. Jestem zdruzgotana. Nikt z Waszyngtonu nie powiadomił mojego syna i dowiedzieliśmy się o tym z telewizji” – powiedziała teściowa zastrzelonej kobiety.

Protestujący przedarli się do budynku Kapitolu 6 stycznia. Uczestnicy zamieszek protestowali przeciwko zbliżającego się zatwierdzenia przez Kongres Joe Bidena jako zwycięzcy wyborów prezydenckich w 2020 roku. W wyniku starć ze służbami wiele osób zostało rannych.
Źródło info i foto: o2.pl

Próba szturmu na ambasadę USA w Bagdadzie

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Iraku oraz pracownicy ambasady zostali ewakuowani z budynku w stolicy kraju – Bagdadzie. Na ulicach miasta i przed ambasadą zgromadziło się kilka tysięcy osób, które próbowały wedrzeć się do budynku. W gmachu pozostali pracownicy ochrony.

Demonstracje wybuchły po amerykańskich nalotach na cele szyickiej milicji Kataib Hezbollah, do których doszło w weekend w Iraku i w Syrii. Demonstranci, którzy sprzeciwiają się tym działaniom, rozbijali kamery miejskiego monitoringu, rzucali butelkami w kierunku ambasady, wznosili antyamerykańskie i antyżydowskie hasła.

Media opisują, że doszło do próby „szturmu” na ambasadę. Zniszczono i podpalono fragment ogrodzenia. Grupa zwolenników milicji dostała się na teren placówki – opisuje AP. Użyto wobec nich gazu łzawiącego. Ogień zauważono także w recepcji i na parkingu ambasady.

Atak USA na wspieraną przez Iran milicję

Niedzielny atak wojsk amerykańskich miał być odwetem na siły wspieranego przez Iran Kataib Hezbollah, który według nich stoi za piątkowym atakiem rakietowym na bazę wojskową w pobliżu miasta Kirkuk w północnym Iraku. Zginął wtedy cywilny pracownik amerykańskiej misji wojskowej, a pozostałych sześć osób zostało rannych.

W odwetowych amerykańskich nalotach zginęło 25 osób, a ponad 50 zostało rannych. Irak uznał, że działania wojsk Stanów Zjednoczonych są pogwałceniem suwerenności, a jego rada bezpieczeństwa stwierdziła, że będzie musiała zrewidować relacje z USA.
Źródło info i foto: Gazeta.pl