Morderstwo na wyspie Phuket. Jest reakcja władz Tajlandii

Zaostrzenie środków bezpieczeństwa i przyspieszenie śledztwa zapowiedział premier Tajlandii, generał Prayuth Chan-ocha. Stało się tak po znalezieniu zwłok turystki ze Szwajcarii. Przyczyną jej śmierci było najprawdopodobniej morderstwo.

– Premier (generał Prayuth Chan-ocha) nakazał odpowiednim służbom, by przyspieszyły śledztwo, a sprawców aresztowano – poinformował rzecznik rządu Tajlandii Anucha Burapachaisri.

Chan-ocha wydał także zalecenie dotyczące „zaostrzenia środków bezpieczeństwa, a także tych dotyczących zdrowia” turystów na wyspie Phuket.
To reakcja na śmierć turystki ze Szwajcarii. Tamtejsze media twierdzą, że kobieta pracowała w służbie dyplomatycznej tego kraju.

Morderstwo na Phuket

W czwartek, w pobliżu wodospadu na wyspie Phuket znaleziono zwłoki 57-letniej kobiety. Jak relacjonowała policja, leżały tam „od co najmniej trzech dni”.
Źródło info i foto: wp.pl

Tajlandia: 43 lata więzienia za krytykowanie rodziny królewskiej w mediach społecznościowych

Sąd w Tajlandii skazał we wtorek 65-letnią Anchan Preelert na 43 lata więzienia za publikowanie w mediach społecznościowych krytycznych materiałów o rodzinie królewskiej – informuje Reuters powołując się na prawnika skazanej. To najwyższy jak dotąd wyrok za takie czyny.

Jak oświadczył adwokat Pawinee Chumsri ze stowarzyszenia Tajscy Prawnicy na Rzecz Praw Człowieka, skazana przyznała się do opublikowania 29 filmów wideo i wpisów na YouTube i Facebooku w 2014 i 2015 roku. Pierwotnie sąd miał wydać wyrok 87 lat, ale kara została zmniejszona z uwagi na przyznanie się Anchan do winy.

Setki aresztowanych za obrazę monarchii

Anchan to jedna z setek osób aresztowanych za obrazę monarchii po puczu z 2014 roku, w wyniku którego do władzy doszedł obecny premier Prayuth Chan-Ocha. W poniedziałek na cztery lata więzienia został skazany mężczyzna za publikację wierszy, które miały zawierać nieprawdę na temat rodziny królewskiej.

Tajlandia od lat ma jedne z najsurowszych na świecie przepisów dotyczących znieważania rodziny królewskiej, a każdy przypadek złamania prawa może wiązać się z karą do 15 lat więzienia. W 2018 roku władze tymczasowo wstrzymały egzekwowanie prawa, jednak wróciły do niego w obliczu trwających od miesięcy antyrządowych protestów zainicjowanych przez studentów, podczas których monarchia jest otwarcie krytykowana. Od listopada zarzuty związane z obrazą majestatu postawiono ponad 40 aktywistom związanym z protestami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tajlandia: Nowe informacje dotyczące ataku żołnierza. Jego strzały były „bardzo precyzyjne”

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – relacjonował jeden z mężczyzn, który przeżył sobotni atak w centrum handlowym w Tajlandii. 32-letni żołnierz wziął zakładników, zabił 26 osób, a 57 ranił. – Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – powiedział major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją.

Do ataku doszło w sobotę w Nakhon Ratchasima, jednym z największych miast Tajlandii, położonym około 250 km od Bangkoku.

Policja zidentyfikowała napastnika jako 32-letniego sierżanta Jakrapantha Thommę. Jego śmierć potwierdził w niedzielę minister zdrowia Tajlandii Anutin Charnvirakul.

Napastnik zastrzelił kilkoro żołnierzy w jednostce, później ukradł broń i wojskowy samochód. Strzelając po drodze do cywilów, pojechał do centrum handlowego, gdzie przez kilka godzin przetrzymywał zakładników – przekazał tajlandzki resort obrony. Premier Tajlandii Prayuth Chan-ocha poinformował, że w ataku zginęło 26 osób, a 57 zostało rannych.

„Co chwilę słyszeliśmy wystrzały”

Na czwartym piętrze galerii 33-letni Chanathip Somsakul zabarykadował się w łazience z kilkunastoma osobami. Jak relacjonował, wszyscy używali smartfonów, żeby zdobyć informacje o zamachu. Było ich jednak tak wiele, często ze sobą sprzecznych, że nikt nie wiedział, w co ma wierzyć.

– Wszyscy byli przerażeni. Jeden z mężczyzn, pracownik tego centrum handlowego, zadzwonił do swojego kolegi, który znajdował się w pokoju z podglądem kamer monitoringu. Przekazywał nam informacje, gdzie obecnie znajduje się zamachowiec – powiedział w rozmowie z agencją AFP.

Agencja Reutera cytuje jednego z zakładników, który twierdzi, że napastnik „celował ludziom w głowy”, a jego strzały były „bardzo precyzyjne”.

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – mówił w rozmowie z Reutersem 28-letni Suvanarat Jirattanasakul.

„To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji”
Major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją w centrum handlowym, relacjonował jej przebieg w rozmowie z CNN.

Początkowo służby chciały negocjować z napastnikiem. Do Nakhon Ratchasima ściągnięto jego matkę, jednak nie udało się jej wejść do środka galerii. Jej zdaniem i tak nie było większego sensu rozmawiać z jej synem, bo cierpiał na depresję i był bardzo wybuchowy.

– Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. Ludzie uwięzieni w chłodni w centrum handlowym wysyłali do nas wiadomości, że poziom tlenu był bardzo niski i zaczynali się dusić. Musieliśmy spotkać się z nim twarzą w twarz, inaczej ludzie by umarli – powiedział Puridet.

W trakcie konfrontacji zginął jeden policjant, trzech zostało rannych. – To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – dodał.

Facebook usunął konto napastnika

Podczas ataku zamachowiec umieszczał zdjęcia i wpisy w mediach społecznościowych. Napisał między innymi, że „śmierć jest nieunikniona dla każdego człowieka”. Facebook zdecydował o usunięciu jego konta.

„Na Facebooku nie ma miejsca dla ludzi, którzy dopuszczają się takiego okrucieństwa. Nie dopuścimy też do tego, żeby ludzie wspierali taki atak” – oświadczył przedstawiciel Facebooka.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tajlandia: Policja zabiła żołnierza, który strzelał do ludzi

W niedzielę rano tajscy policjanci zastrzelili żołnierza, który zaatakował w centrum handlowym w Nakhon Ratchasima. Zagraniczne media, powołując się na władze Tajlandii, informują o co najmniej 26 ofiarach śmiertelnych i 57 rannych. Mężczyzna ukrywał się w podziemiach budynku. W sobotę w centrum handlowym w jednym z większych miast w Tajlandii – Nakhon Ratchasima (oddalone o około 250 km od Bangkoku) doszło do tragedii. Na nagraniach dostępnych w sieci widzimy, jak zamaskowany mężczyzna strzela do uciekających w panice ludzi.

– Napastnik użył karabinu maszynowego i strzelał do niewinnych ludzi, z których wielu zostało rannych lub zabitych – przekazał rzecznik miejscowej policji.

Szybko zidentyfikowano napastnika. To 32-letni sierżant Jakrapantha Thomma. Mężczyzna najpierw zastrzelił dowódcę, później z bazy udał się wojskowym samochodem do centrum handlowego „Terminal 21”. Żołnierz zarówno przed, jak i po rozpoczęciu ataku zamieszczał na Facebooku zdjęcia i posty. „Śmierć jest nieunikniona dla wszystkich” – napisał na początku. Później zapytał: „Czy mam się poddać?”. Facebook na wniosek tajlandzkiej policji zablokował jego konto.

Na razie nie wiadomo, jakie były motywy sierżanta. – Wygląda na to, że oszalał – przekazał dziennikarzom rzecznik Ministerstwa Obrony Kongcheep Tantrawanit. Premier Prayut Chan-ocha złożył kondolencje rodzinom ofiar i wspomniał, że obława trwała 12 godzin.

Nie ma Polaków

Jak informuje TVN24, w sobotę wieczorem polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało, że ambasada RP w Bangkoku monitoruje sytuację.

„Na obecną chwilę nie ma informacji o poszkodowanych obywatelach polskich” – zaznaczono.
Źródło info i foto: NaTemat.pl

Tajlandia: Żołnierz zabijał ludzi w centrum handlowym. Liczba ofiar wzrosła do 26 osób

Tajlandzkie służby zastrzeliły żołnierza, który zabijał ludzi w mieście Nakhon Ratchasima. Według najnowszych informacji, w wyniku jego ataków zginęło łącznie 26 osób, a ponad 50 zostało rannych. Do ataków doszło w sobotę, powstrzymanie napastnika zajęło 16 godzin. Jak podał w niedzielę premier Tajlandii Prayuth Chan-ocha, żołnierza zastrzelono w centrum handlowym.

Tajlandia. Zastrzelono żołnierza, który zabił 26 osób

Starszy sierżant Jakrapanth Thomma miał przeprowadzić ataki z powodów osobistych. Chodzić miało o kwestie finansowe – Thomma miał problemy ze sprzedażą ziemi. Z kolei agencja Reutera cytuje rzecznika ministra obrony, który mówi: „Nie wiemy, dlaczego to zrobił, wygląda na to, że oszalał”.

Żołnierz najpierw zabił dwie osoby (niektóre źródła piszą o trzech) w bazie wojskowej w mieście Nakhon Ratchasima na północnym wschodzie kraju. Ukradł stamtąd broń i amunicję oraz samochód, którym dotarł do świątyni buddyjskiej i centrum handlowego Terminal 21 Korat. W obu tych miejscach strzelał do ludzi, w centrum skrył się w piwnicy, ostatecznie to tam został zastrzelony.

Strzelał do ludzi na ulicach i w zatłoczonym centrum handlowym

Centrum handlowe w sobotnie popołudnie było pełne ludzi, robiących zakupy przed długim weekendem i buddyjskim świętem Makha Bucha. Setki z nich ewakuowano w niewielkich grupach, podczas gdy policja szukała napastnika. Ginęli nie tylko przebywający w budynkach, 32-latek otwierał ogień także na zewnątrz, do pieszych i jadących samochodami. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła z początkowych 20 do 26. Rannych zostało 57 osób, 25 z nich zostało już wypisano ze szpitali.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tajlandia: Poszukiwania Mateusza Juszkiewicza. Siostry pojechały szukać brata. Bez rezultatów

Tajlandia. Wciąż nie odnaleziono Mateusza Juszkiewicza, który zaginął na początku grudnia. – Zupełnie nic – mówi w rozmowie WP jego siostra Monika, zapytana o nowe informacje w sprawie poszukiwań brata.

Monika razem z siostrą wróciła do Polski. Były w Tajlandii, by znaleźć brata. Poszukiwania nie przyniosły jednak efektów. Wciąż nie wiadomo, co dzieje się z Mateuszem.

Coś nowego w sprawie? – Nic. Zupełnie nic – odpowiada nam Monika. – Jestem w Polsce i zastanawiamy się, co jeszcze możemy zrobić. Czekanie i niewiedza są obezwładniające – dodaje. Podkreśla, że powinna wrócić do codziennych obowiązków, ale zupełnie nie wie jak.

Czy służby w Tajlandii przerwały poszukiwania? Monika wysyła oficjalne pismo do konsula w Bangkoku, by dowiedzieć się, „na jakim etapie są działania i czy w ogóle jakieś są”.

Mateusz zaginął razem z Tajką Warakan 7 grudnia około godz. 18 czasu lokalnego (godz. 12 w Polsce). Płynęli kajakiem. 26-latek miał zadzwonić do znajomych – mówił o wysokich falach i silnym wietrze. Powiedział, że znosi ich na pełne morze, a kajak już raz się wywrócił.

Na początku w akcję poszukiwawczą zaangażowano wojsko, marynarkę, policję i ponad 120 wolontariuszy. Później lokalna policja podała informację o zmniejszeniu zakresu dalszych poszukiwań. Jak mówiła nam Monika, Tajowie są bardzo dumnym narodem i kiedy w polskich mediach pojawiła się ta informacja, poczuli się dotknięci.
Źródło info i foto: wp.pl

Tajlandia: Krzysztof Rutkowski szuka zaginionego Polaka

Poszukiwany to mieszkaniec Ełku – 26-letni Mateusz Juszkiewicz. W towarzystwie innych turystów, mężczyzna oraz jego 23-letnia dziewczyna, która pochodzi z Tajlandii, wybrali się na wycieczkę kajakową. Do tej pory nie wrócili z wyprawy. Para zaginęła w sobotę 7 grudnia 2019 roku. Brała udział w wyprawie kajakowej z plaży Ya Nui na wyspie Phuket w Tajlandii.

„Około godziny 18 warunki na morzu podczas opływania wyspy w pobliżu plaży pogorszyły się na tak złe, że brat z towarzyszącą mu dziewczyną nie mieli możliwości sterowania kajakiem. Prąd był za silny i ściągał ich na pełne morze” – czytamy w informacji zamieszczonej na facebookowym profilu Krzysztofa Rutkowskiego.

Na początku był jeszcze z nimi kontakt

Para miała zadzwonić do znajomych, towarzyszących im podczas wyprawy po Azji, by zawiadomić ich, że potrzebują pomocy.

„Znajomi w kajaku im najbliższym też mieli podobne problemy. Zostali pociągnięci przez przepływającą łódkę i dociągnięci do brzegu” – czytamy.

Ludzie, gdy tylko znaleźli się na plaży, zawiadomili osoby pracujące w wypożyczalni o tym, że Mateusz i jego towarzyszka mają problem z powrotem. Wysłano za nimi łódkę, niestety 26-latek i jego dziewczyna nie zostali odnalezieni.

Mówili, że „czekają na pomoc, że jest pięknie”

Warkan, bo tak ma na imię zaginiona kobieta, jest Tajką, więc nie mogła mieć problemu z tym, by porozumieć się z ratownikami. Kiedy jeszcze przebywali w kajaku, mieli wykonać ostatni telefon.

„Rozmawiali jeszcze ze spokojem z przyjaciółmi, że czekają na pomoc, że jest pięknie” – poinformował Rutkowski.

To był ostatni kontakt z zaginionymi. Kolejne próby połączenia się z Polakiem i Tajką nie przynosiły skutków.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tajlandia: Poszukiwania zaginionego Polaka

Dotychczasowa akcja poszukiwawcza Polaka, który zaginął w Tajlandii nie przyniosła spodziewanych efektów. Miejscowa policja poinformowała konsula RP w Bangkoku o podjęciu decyzji o zmniejszeniu zakresu dalszych poszukiwań – poinformował w poniedziałek polski resort dyplomacji.

Biuro rzecznika prasowego MSZ zapewniło, że ambasada RP w Bangkoku pozostaje w tej sprawie w kontakcie z władzami lokalnymi, konsulem honorowym oraz rodziną zaginionego.

Tydzień temu resort spraw zagranicznych poinformował, że trwa akcja poszukiwawcza Polaka, który zaginął wraz z towarzyszącą mu mieszkanką Tajlandii. Kajak, którym para płynęła niedaleko brzegu wyspy Phuket, został zniesiony na otwarte morze.

Suriya Khunto z policji wodnej powiedział agencji AP, że 26-letni Mateusz i 23-letnia Werakan zaginęli w sobotę 7 grudnia około godz. 18 czasu lokalnego (godz. 12 w Polsce). Płynęli kajakiem do wysepki niedaleko plaży Yanui na wyspie Phuket. Ich znajomi płynęli trzema innymi kajakami.

Jak informuje policja, znajomi Polaka powiedzieli właścicielowi wypożyczalni kajaków, że 26-latek tuż przed zaginięciem zadzwonił do nich z telefonu komórkowego. Powiedział, że wysokie fale i silny wiatr znoszą go do morza, a jego kajak już raz przewrócił się do góry dnem.

Poszukiwania rozpoczęły się już w sobotę wieczorem.

Rodzina zaginionego Polaka rozpoczęła w internecie zbiórkę pieniędzy na kontynuowanie poszukiwań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tajlandia: Turystka z Niemiec zgwałcona na wakacjach. Zwłoki znaleziono pod kamieniami

26-letnia turystka z Dolnej Saksonii w Niemczech została zgwałcona i zamordowana na wyspie Ko Si Chang w Tajlandii. Kobieta przyjechała na wycieczkę na wyspę położoną w Zatoce Tajlandzkiej. Jak informuje „Focus”, do Ko Si Chang można łatwo dojechać ze stolicy Bangkoku i turystycznej metropolii Pattaya. Na miejscu 24-letnia Niemka wynajęła skuter wodny. Zamierzała zwiedzić wyspę.

Kilka godzin później na ciało kobiety natknął się przypadkowy turysta. Zwłoki Niemki były ukryte pod kilkoma kamieniami.

Według lokalnego szefa policji Ungkula Sarakula, kobieta została zamordowana przez 24-letniego mieszkańca wyspy, który pracował jako śmieciarz. Niemka przebywała w Tajlandii od 23 marca. Ostatnio mieszkała w hotelu w mieście Si Racha. 

Tajlandia jest jednym z najpopularniejszych pozaeuropejskich miejsc wypoczynku obywateli niemieckich. W zeszłym roku, według wstępnych danych, ponad 880 000 Niemców przybyło do królestwa Azji Południowo-Wschodniej.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rosja: Sąd przedłużył areszt modelce, oskarżonej o nielegalną prostytucję

Białorusinka Nastia Rybka, modelka, która w czwartek została deportowana z Tajlandii i została aresztowana w Moskwie, spędzi w celi kolejne 72 godziny. Rozprawa celebrytki rozpocznie się jutro. Modelka twierdzi, że ma dowody na ingerowanie przez Rosję w wybory w USA.

Wcześniej Anastazja Waszukiewicz, znana jako Nastia Rybka, przyznała się do winy. W areszcie spędziła dziewięć miesięcy.

W tej samej sprawie skazano siedmioro innych obywateli Białorusi i Rosji, w tym deklarującego się jako „guru w sprawach seksu” Alexa Lesleya. Jak podała policja, w rzeczywistości jest to Aleksander Kiryłow, który według niepotwierdzonych nigdy doniesień mediów rozważał udział w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich w Rosji.
Źródło info i foto: onet.pl