Zabójstwo Tomasza D. w Wielkiej Brytanii. Zatrzymano sześć osób

Sześć osób zostało aresztowanych pod zarzutem zabójstwa 39-letniego Polaka z Middlesbrough. Ciało mężczyzny zostało porzucone w lesie. Zwłoki Tomasza D., który w Wielkiej Brytanii mieszkał od 20 lat, a ostatnio przeprowadził się do Middlesbrough w północno-wschodniej Anglii z Darlington, znaleźli w lesie na obrzeżach miasta dwaj okoliczni mieszkańcy.

Ze wstępnych informacji policji wynikało, że nie był on przypadkową ofiarą, a ”morderstwo zostało zaplanowane”. Polak mógł zostać zabity kilka tygodni, a nawet miesiąc temu.

Funkcjonariusze policji z Cleveland ws. zabójstwa Polaka zatrzymali sześć osób. W Hull aresztowano mężczyznę w wieku 46 lat. W domach w Middlesbrough, Grangetown i North Ormesby zatrzymano 36-letnią kobietę oraz czterech mężczyzn w wieku od 27 do 44 lat. Wszyscy są Polakami. Obecnie przebywają w areszcie policyjnym – podaje BBC. 

– Dziś widzimy znaczący postęp w śledztwie. Otrzymaliśmy wiele ważnych informacji. Nadal apelujemy o pomoc do osób, które w ostatnich miesiącach miały kontakt z Tomaszem D. – powiedział detektyw Matt Murphy-King. Dodał, że śledczy pozostają w stałym kontakcie z rodziną zamordowanego Polaka. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ciało 39-letniego Polaka znalezione w w brytyjskim Middlesbrough. Mężczyzna mógł zostać zamordowany nawet miesiąc temu

W ubiegłym tygodniu w brytyjskim Middlesbrough odnaleziono ciało 39-letniego Polaka. Mężczyzna mógł zostać zamordowany nawet miesiąc temu – poinformowała lokalna policja. Śledczy apelują do osób, które mogą mieć jakiekolwiek informacje w sprawie.

Ciało Tomasza D. znaleźli w lesie na obrzeżach miasta dwaj okoliczni mieszkańcy. Nieżyjący mężczyzna w Wielkiej Brytanii mieszkał od 20 lat, a ostatnio przeprowadził się do Middlesbrough z Darlington. Według policji nie był on przypadkową ofiarą i mógł zostać zabity kilka tygodni, a nawet miesiąc temu.

Policja próbuje ustalić, co się stało z Polakiem, bierąc pod uwagę różne hipotezy. Śledczy zaapelowali o pomoc do osób, które w ostatnich miesiącach miały kontakt z Tomaszem D. lub zauważyły coś podejrzanego w okolicy, gdzie znaleziono jego zwłoki.

Wiemy, że okoliczni mieszkańcy, w tym także mieszkający tu Polacy, będą rzecz jasna zszokowani i zaniepokojeni tym, co stało się z Tomaszem (…) Bezpieczeństwo publiczne jest zawsze naszym najwyższym priorytetem i obecnie nie ma konkretnych informacji, że istnieje szersze zagrożenie dla lokalnej społeczności mówi detektyw Matt Murphy-King, cytowany przez portal BBC.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uwaga na oszustów działających metodą na „panele słoneczne”

Do redakcji Interwencji zgłosiły się osoby oszukane przez Tomasza D. z Warszawy. Mężczyzna oferował klientom z całej Polski montaż paneli fotowoltaicznych, pomagał nawet w zaciągnięciu kredytów na inwestycję i… zniknął z pieniędzmi. Z oferty Tomasza D. skorzystało m.in. małżeństwo z Łodzi.

– Zgłosił się z internetu, ponieważ szukaliśmy firmy, która by nam zaoferowała panele fotowoltaiczne. Krótki termin wykonania zaoferował i urządzenia, jakie chcieliśmy – opowiadają Ewa i Dariusz Snowaccy, poszkodowani.

Tomasz D. zaoferował małżeństwu nawet załatwienie kredytu w jednym z banków. Po jego otrzymaniu małżeństwo przekazało prawie 28 tys. zł zaliczki Tomaszowi D. Kiedy wykonawca w styczniu 2020 roku otrzymał pieniądze, przepadł jak kamień w wodę.

Małżeństwo złożyło pozew o zapłatę do sądu, powiadomiło również łódzką policję. Para nie liczy już, że uda jej się odzyskać pieniądze. Zdecydowała się też na montaż paneli w innej firmie. A pieniądze z kredytu zaciągniętego na usługi oferowane przez Tomasza D. będzie spłacać jeszcze kilka lat.

„Chcę ostrzec innych”

– Straciłem pieniądze, które nie wiem, czy odzyskam, ale chcę ostrzec innych, żeby również nie dali się wmanewrować w ładną buzię pana i jego obietnice – tłumaczy Dariusz Snowacki.

W podobnej sytuacji jest pan Leszek spod Mińska Mazowieckiego. On także skorzystał z oferty Tomasza D. i po wpłacie pieniędzy, w lutym bieżącego roku kontakt się z nim urwał.

– Zostałem oszukany na ponad 18 tysięcy złotych. Niestety do tej pory instalacja nie została zamontowana. Kiedy się dowiedziałem, że nic z tego nie będzie, powiadomiłem prokuraturę w Mińsku Mazowieckim – mówi pan Leszek.

Oszukany został także pan Łukasz z Warszawy, który był przez jakiś czas wspólnikiem Tomasza D. Kiedy mężczyzna zorientował się, że jego wspólnik nie jest solidny, zerwał współpracę. Pan Łukasz był i tak zmuszony spłacić za swojego byłego wspólnika ponad 100 tysięcy zaległości do urzędów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gdańsk: Tomasz D. oferował „lek na koronawirusa”. Grozi mu kara 8 lat więzienia

Policja zatrzymała mężczyznę, który oferował „lek na koronawirusa”. Teraz jest podejrzany o oszustwo i grozi mu 8 lat więzienia. O sprawie informuje RMF FM. 49-letni Tomasz D. oferował za pośrednictwem przez Internetu i portali społecznościowych „leki na koronawirusa”. Substancja miała zwalczać COVID-19.

Najmniejsza dawka substancji kosztowała 350 zł, a pieniądze ze sprzedaży trafiały na konto fundacji prowadzonej przez 49-latka. Tomasz D. oszukał co najmniej sześć osób, a na koncie pojawiło się łącznie 11 tys. złotych.

Mężczyzna „leczył nie tylko na koronawirusa”. Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu znaczne ilości tabletek i płynów, które miały zwalczać takie nieuleczane choroby jak cukrzyca, autyzm, nowotwory, czy udar.
Źródło info i foto: wp.pl

Leeds: Dwaj Polacy skazani na 21 lat więzienia za zabójstwo 30-letniego Maksyma Polomki

30-letni Maksym Polomka został zamordowany w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Oskarżeni o jego zabójstwo zostali dwa Polacy, 29-letni Tomasz D. i 28-letni Paweł S. Zostali skazani na 21 lat więzienia. Do zabójstwa 30-letniego Maksyma Polomki doszło w grudniu ubiegłego roku. Mężczyzna dostał osiem ciosów nożem w głowę, szyję i ciało na ulicy Robb Street w brytyjskim Leeds.

– To była niepotrzebna śmierć, żal obiecującego młodego życia. Każde morderstwo przerywa jedno życie, ale niszczy wiele innych – powiedział sędzia Tom Bayliss, uzasadniając wyrok 21 lat więzienia dla oskarżonych.

Maksym Polomka w drugi dzień świąt był na przyjęciu w domu Tomasza D. w Leeds. Towarzyszyła mu dziewczyna, Natalia P. W pewnym momencie para się pokłóciła, a Maksym miał potrząsnąć dziewczyną – informuje portal leeds-live.co.uk.

Nie spodobało się to jednemu z biesiadników, Pawłowi S. Złapał nóż kuchenny i powiedział do Maksyma: – Zaraz cię pokroję na kawałki. Gospodarz, Tomasz D. uderzył maksyma w głowę teleskopową pałką i też złapał za nóż kuchenny. Jego partnerka próbowała go powstrzymać, ale bezskutecznie.

Zdruzgotana rodzina

Maksym Polomka wyszedł z domu, ale mężczyźni poszli za nim i zaatakowali go na ulicy. Dostał osiem ciosów nożem. Karetka zabrała go do szpitala, gdzie zmarł po dwóch dniach. Sędzia odczytał zeznania bliskich i rodziny Maksyma. Jego dziewczyna powiedziała, że „ma złamane serce i po śmierci ukochanego jej życie jest pozbawione sensu”.

„Wciąż mamy łzy w oczach, jak tylko pomyślimy o naszym ukochanym synu. Każde Boże Narodzenie będzie nam przypominało o tym przerażającym dniu” – powiedzieli Andrzej i Małgorzata, rodzice Maksyma.
Źródło info i foto: wp.pl

Okrutny samosąd pod Sierakowem. Kto jest winny?

– Tomek wziął kij i zaczął uderzać w krtań. Uderzeń było pięć-sześć – przekonywał Piotr D., jeden z oskarżonych o zabójstwo 26-latka pod Sierakowem. – To nieprawda. Ja i mój brat go nie zabiliśmy – odpierał zarzuty Tomasz D., drugi z oskarżonych.

W środę miały odbyć się mowy końcowe w procesie w sprawie morderstwa 26-letniego Patryka R. z Sierakowa, który półtora roku temu przepadł bez wieści. Po kilku tygodniach policja odkopała w lesie jego zmasakrowane zwłoki.

O zabójstwo oskarżono trzech młodych mieszkańców Sierakowa, w tym dwóch braci – Tomasza i Mateusza D. Ich motywem miała być zemsta, bo zamordowany nie zapłacił za szyby, które wcześniej wybił w ich domu. Zeznający podczas procesu mieszkańcy Sierakowa potwierdzali, że bracia byli zastraszani przez Patryka R., który „był nieobliczalny”.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Zabójstwo pod Sierakowem to samosąd

– Patryk wkurzył się, że stracił łup. Najpierw uszkodził mój samochód, wybił szyby w naszym domu. Groził, że mnie załatwi. Nie wytrzymałem psychicznie – opowiada jeden z oskarżonych o zabójstwo pod Sierakowem.

26-letni Patryk R. z Sierakowa w powiecie międzychodzkim przed rokiem przepadł bez wieści. Po kilku tygodniach policja w pobliskim lesie odkopała jego zwłoki. Został brutalnie skatowany, a jego krtań – zmiażdżona. O zabójstwo oskarżono trzech młodych mieszkańców Sierakowa, wśród nich dwóch braci Tomasza i Mateusza D. Ich motywem miała być zemsta, bo zamordowany nie zapłacił za szyby, które wcześniej wybił w ich domu.

Ale w poniedziałek, podczas drugiej rozprawy w poznańskim sądzie, wyszło na jaw, że spirala nienawiści w miejscowości pod Międzychodem?zaczęła się nakręcać już kilka miesięcy przed zbrodnią, wiedziało o niej wiele osób, ale nikt nie potrafił jej zatrzymać.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Płynna amfetamina w butelkach po mrożonej herbacie

Policjanci CBŚP z Opola i Białegostoku uderzyli w producentów amfetaminy. W okolicach Działdowa zlikwidowali domowe laboratorium „białego proszku”, a w podwarszawskich Markach zatrzymali kuriera, który przewoził 10 litrów płynnego narkotyku. Przestępcy wykazali się nie lada pomysłowością, ukrywając prawie gotowy produkt. Narkotyk przewożony był w szczelnie zapakowanych butelkach, które miały zawierać mrożoną herbatę.

Najpierw funkcjonariusze opolskiego CBŚP ustalili, że 40-letni Tomasz D., w przeszłości zamieszany w przestępstwa narkotykowe, może zajmować się produkcją amfetaminy, która trafiała później do grup przestępczych z ich terenu. Funkcjonariusze przez jakiś czas dyskretnie inwigilowali mężczyznę, szukając nielegalnego laboratorium. Prawda okazała się bardzo prozaiczna.

Miłosne gniazdko na speedzie

Funkcjonariusze ustalili, że laboratorium musi być ulokowane w domu w okolicach Działdowa, w którym Tomasz D. mieszkał ze swoją o dziewięć lat młodszą partnerką – Pauliną G. Gdy wkroczyli, zatrzymali gospodarza przed domem. Nie stawiał oporu. Inne grupa ujęła jego konkubinę. Z ustaleń policjantów wynikało, że kobieta doskonale wiedziała, czym się zajmuje jej partner i pomagała mu w produkcji.

Okazało się, że laboratorium ulokowano na poddaszu domu. W kilku pomieszczeniach odbywała się produkcja narkotyku. Był tam również zlokalizowany magazyn z odczynnikami chemicznymi służącymi do produkcji. W sumie, funkcjonariusze zabezpieczyli prawie 1,5 kilograma gotowego produktu i 10 litrów płynu zawierającego amfetaminę. Do tego liczne odczynniki chemiczne. Oprócz amfetaminy policjanci znaleźli również marihuanę.

Zdaniem policjantów domorośli chemicy nie zdawali sobie sprawy, że produkując amfetaminę w domu narażają się na przebywanie w toksycznych zanieczyszczeniach, ponieważ poddasze nie było szczelnie odizolowane od reszty budynku. W Prokuraturze Okręgowej w Opolu para pseudochemików usłyszała zarzuty dotyczące produkcji, posiadania i usiłowania wprowadzenia do obrotu narkotyków. Tomasz D. trafił do aresztu, a jego partnerka będzie musiała podpisywać policyjne dozory.

Zasadzka w Markach

W tym samym czasie policjanci białostockiego CBŚP przygotowywali zasadzkę na członka grupy przestępczej, zajmującej się produkcją i handlem narkotykami. Rozpracowując gang działający we wschodniej Polsce odkryli, że jeden z przestępców odebrał od swoich kontrahentów partię narkotyków.

25-letni mieszkaniec Zambrowa, jadący fiatem brava, został zatrzymany w podwarszawskich Markach pod pretekstem kontroli drogowej. Kurier spokojnie wyszedł z auta i był zaskoczony, gdy nagle zaroiło się wokół niego od funkcjonariuszy. Podczas przeszukania auta znaleziono tylko 12 butelek z napojami. Wszystkie wydawały się być fabrycznie zamknięte. W zgrzewce nie było jednak orzeźwiającego napoju, a 10 litrów amfetaminy w płynie. Z takiej ilości można było wytworzyć 14 kg gotowego narkotyku.

Kurier usłyszał w wołomińskiej prokuraturze zarzuty obrotu środkami odurzającymi. Policjanci zaś opowiadają, że w najbliższym czasie za kraty winni trafić kompani mieszkańca Zambrowa.
Źródło info i foto: TVP.info

Poszukiwany Tomasz D. przyjechał na święta, trafił do aresztu

Był poszukiwany w Europie za handel bronią, narkotykami i kradzieże samochodów. Policja we współpracy ze Strażą Graniczną zatrzymała – w samolocie, który wylądował na lotnisku Chopina w Warszawie – 37-letniego szefa zorganizowanej grupy przestępczej. 37-letni Tomasz D. był poszukiwany listami gończymi i Europejskim Nakazem Aresztowania. – „Kiedy dowiedział, że jest rozpracowywany przez policjantów i grozi mu zatrzymanie, postanowił uciec z Polski. Mimo to, nie zaprzestał przestępczej działalności. We Włoszech zorganizował kolejną szajkę. Grupa ta o międzynarodowym charakterze specjalizowała się, nie tylko w kradzieżach i legalizacji aut, ale także w handlu bronią i narkotykami” – powiedział Karol Jakubowski z wydziału prasowego KGP. Żródło info i foto: TVP.info

Piotr P. i Tomasz D. skazani za przemyt kokainy

Dwaj Polacy, 33-letni Piotr P. i 48-letni Tomasz D., zostali skazani przez sąd w Winchester na południu Wielkiej Brytanii na kary odpowiednio 24 i 18 lat pozbawienia wolności za próbę przemytu w 2012 r. 452 kg kokainy z Karaibów. Testy wykazały, że kokaina była w 89,9 proc. czysta. Średni stopień czystości tego narkotyku dostępnego na brytyjskim czarnym rynku to 63 proc. Czarnorynkową wartość przemytu ocenia się na 90,4 mln funtów – poinformowało na swym portalu nadające na płd. wybrzeżu Anglii lokalne Radio Heart. Pochodzący z Łasku w województwie łódzkim Tomasz D. potwierdził, że jacht o nazwie Balia był jego własnością. W rejs wyruszył 11 września 2011 r. z Gdańska. Pochodzącego z tego miasta Piotra P. poznał przez portal społecznościowy, gdy rozglądał się za towarzyszem wyprawy. Ani D., ani P. nie wyjaśnili, jak tak duża ilość narkotyku znalazła się na pokładzie jachtu. Żródło info i foto: TVP.info