Kraków: Jest wyrok ws. zabójstwa Artura S.

W sądzie apelacyjnym w Krakowie zapadł wyrok w sprawie zabójstwa, do którego doszło w lutym 2018 roku w Kielcach. Artur S. został zaatakowany we własnym mieszkaniu. Ze sprawcą pił wcześniej alkohol. W spotkaniu brały udział też inne osoby. To na ich oczach Tomasz K., który zaledwie dwa dni wcześniej wyszedł z więzienia, zakatował toporkiem i tłuczkiem do mięsa swojego kolegę. 34-latek powiedział później, że na popełnienie zabójstwa dał sobie 102 godziny.

Sąd apelacyjny skazał Tomasz K. na 25 lat więzienia, zmieniając tym samym decyzję kieleckiego sądu pierwszej instancji, która orzekł, że mężczyzna powinien trafić do więzienia na 15 lat.

34-letni Tomasz K. to recydywista, był skazywany m.in. za kradzieże. Jak podawała w 2019 roku „Gazeta Wyborcza” jeszcze podczas odsiadki poprosił koleżankę, żeby sprawdziła w internecie, jaki wymiar kary grozi za pobicie. Kobieta tłumaczyła potem śledczym, że chociaż prośba ją zdziwiła, to wolała nie pytać, po co to Tomaszowi, bo „im mniej się wie, tym lepiej się śpi”.

Dwa dni po wyjściu z więzienia Tomasz K. zjawił się w mieszkaniu swojego kolegi Artura S. przy ul. Orzeszkowej w Kielcach. W lokalu byli też Litwinka Rita B. i Krzysztof, którzy tam pomieszkiwali oraz znajomy ofiary Maksymilian P. Wspólnie pili alkohol. Przyłączył się do nich Tomasz K.

Po jakimś czasie 34-latek zaczął czynić gospodarzowi pretensje, mówił, że wydał policji jego znajomego w sprawie o posiadanie środków odurzających. Potem zaczął przeszukiwać mieszkanie, aż w końcu natrafił na papierek, który miał rzekomo świadczyć o „zdradzie” Artura S. Zaczął krzyczeć, a potem przeszedł do rękoczynów. W końcu chwycił za toporek do mięsa, a potem tłuczek. Bił ofiarę po całym ciele.

Arturowi S. lała się z głowy krew, był opuchnięty i ledwo stał na nogach. Kiedy Tomasz K. przestał go bić, znajomi pomogli mu w dotarciu na łóżko. Potem zauważyli, że nie oddycha. Nikt z nich nie wezwał policji ani pogotowia. Maksymilian P. tłumaczył się potem, że nie zrobił tego ze strachu, bo towarzysze od kieliszka wiedzieli gdzie mieszka.

Funkcjonariuszy na miejsce wezwał sam Tomasz K. Zadzwonił pod numer alarmowy i poinformował, że zabił człowieka. Kiedy stróże prawa przybyli na miejsce, stał przed wejściem do mieszkania. Nie stawiał oporu. Potem okazało się, że nie tylko spożywał alkohol, ale brał też amfetaminę.

Tomasz K. powiedział, że na zabicie znajomego dał sobie 102 godziny. Kupił sobie nawet specjalną koszulę z napisem: „Śmierć konfidentom”, którą miał na sobie, gdy okładał Artura toporkiem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zmasakrowane ciało znanego artysty znalezione w lesie

Smogorzewiec to niewielka wieś niedaleko Torunia w Kujawsko-Pomorskiem. To właśnie tam rozegrał się horror. W pobliskim lesie policjanci dokonali makabrycznego odkrycia. Odnaleźli zmasakrowane zwłoki 60-letniego mężczyzny. Ofiarą okazał się znany plastyk – Wojciech S. Artysta został zamordowany. Niewykluczone, że za jego śmiercią mógł stać syn, który niedługo po tym zginął w wypadku.

Okoliczności śmierci 60-latka owiane są tajemnicą. Nie wiadomo bowiem kto go zabił i dlaczego. Śledczy nie mają jednak wątpliwości, że Wojciech S. padł ofiarą przerażającej zbrodni. – Na ciele ujawniono rany rąbane okolic głowy i szyi. Przyczyną śmierci był uraz wielonarządowy – powiedział Fakt24.pl Tomasz Sobczak z Prokuratury Rejonowej Toruń-Wschód. Wiele wskazuje na to, że ofiarę zamordowano toporkiem.

Zmasakrowane zwłoki policjanci odkryli w sobotę rano w lesie niedaleko Smogorzewca. Jedna z hipotez zakłada, że za śmiercią znanego artysty mógł stać jego syn – Tomasz. – Prowadzone jest śledztwo w sprawie zabójstwa Wojciecha S. i celem tego śledztwa jest ustalenie sprawcy tego przestępstwa – dodał prokurator.

Dlaczego 21-latek miałby odebrać życie ojcu? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Młody mężczyzna zginął tego samego dnia, w którym odnaleziono ciało plastyka. Prowadził renault clio i czołowo zderzył się z hondą civic. Do tragicznego wypadku doszło po godzinie 1 w Czernikówku niedaleko Torunia. Ratownikom nie udało się również pomóc drugiemu kierowcy. 19-latek zmarł. Zdarzenie przeżyła jedynie 17-letnia pasażerka hondy.

Jak się dowiedzieliśmy, Tomasz S. leczył się psychiatryczne. To, czy faktycznie miał coś wspólnego ze śmiercią ojca wyjaśni śledztwo. Wojciech S. w środowisku artystycznym był znany pod pseudonimem „Solari”. Plastyk od 2001 roku należał do Związku Polskich Artystów Plastyków. – Uprawiał malarstwo, grafikę, tworzył instalacje. Zawsze pełen energii i pasji twórczej – napisali na swojej stronie członkowie Okręgu Toruńskiego ZPAP.

– Na 30 września planowaliśmy otwarcie jego wystawy z okazji 40-lecia pracy twórczej. Wyczekiwał tej wystawy, to było jego autorskie przedsięwzięcie – powiedział w rozmowie z Gazetą Pomorską Wiesław Smużny, wiceprezes Związku Polskich Artystów Plastyków w Toruniu. – Wojtek był wrażliwą, ciekawą osobowością. Ostatnio przygnębiały go jednak problemy z synem – dodał.
Żródło info i foto: Fakt.pl