Zatrzymano gang podejrzany o liczne rozboje, pobicia i tortury

Wspólne działania kryminalnych z Wieliczki, Bochni oraz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie doprowadziły pomimo milczenia pokrzywdzonych do rozpracowania grupy osób, które dopuszczały się licznych i brutalnych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu oraz mieniu.

Od czerwca 2021 roku w jednym z domów na terenie powiatu wielickiego spotykała się grupa osób. Podczas libacji alkoholowych, gdzie niejednokrotnie były obecne narkotyki, „imprezowicze” dopuszczali się różnego rodzaju przestępstw na szkodę swoich „znajomych” (uczestników imprezy).

Fizycznie znęcali się nad swoimi ofiarami bijąc je i kopiąc po ciele, krępując łańcuchami czy sznurami, rozbijając na głowie szklane butelki, przypiekając ogniem. Przemoc ta miała na celu zdobycie respektu i zmuszenia ofiar strachem do milczenia, wyłudzenia pieniędzy bądź odzyskania rzekomych długów. Niektóre akty przemocy sprawcy rejestrowali swoimi telefonami komórkowymi, a następnie zdjęcia czy filmy rozsyłali w wąskim gronie swoich znajomych. Pokrzywdzonymi były zarówno kobiety, jak i mężczyźni, w różnym wieku. Sprawcy byli bardzo brutalni w swoich działaniach i często po takich działaniach pokrzywdzeni wymagali pomocy szpitalnej. Z uwagi na strach przed oprawcami wśród ofiar panowała ogólna zmowa milczenia. Pokrzywdzeni bali się powiadamiać Policję nawet pomimo nalegań swoich rodziców. Proceder trwał miesiącami i wyniku działań grupy wiele osób zostało pokrzywdzonych, zarówno materialnie, jak i fizycznie.

Pod koniec 2021 roku na trop sprawy wpadli policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce, którzy następnie razem z kryminalnymi z komendy wojewódzkiej i Komendy Powiatowej Policji w Bochni zaczęli prowadzić w tej sprawie szeroko zakrojone czynności operacyjne na terenie kilku powiatów. Natomiast Wydział Dochodzeniowo Śledczy wielickiej komendy prowadził w tej sprawie formalne czynności procesowe pod nadzorem miejscowej prokuratury.

W kolejnym kroku śledczym udało się złamać zmowę milczenia wśród pokrzywdzonych. Ustalono także, że sprawcy na terenie powiatu wielickiego i bocheńskiego dokonywali również rozbojów przy użyciu niebezpiecznych narzędzi, takich jak gaz łzawiący, noże, maczety oraz broń pneumatyczna. Dochodziło również do wtargnięć do domów, a następnie zmuszania domowników do wydawania pieniędzy i innych określonych zachowań. Sprawcy stosowali groźby pozbawienia życia, ale również bili czy przypalali ofiary ogniem.

W wyniku podjętych czynności, w grudniu 2021 roku policjanci zatrzymali 7 mężczyzn w wieku od 20 do 38 lat — mieszkańców powiatu bocheńskiego oraz wielickiego. Podczas zatrzymania sprawcy byli bardzo agresywni wobec funkcjonariuszy Policji próbując siłą doprowadzić do odstąpienia od zatrzymania. 7 zatrzymanym przedstawiono liczne zarzuty, m.in. udzielania narkotyków, uszkodzenia ciała, pobicia, rozbojów, zmuszania do określonego zachowani, pozbawienia wolności, naruszenia miru domowego, zmuszania funkcjonariuszy do odstąpienia od czynności służbowych. Ogółem, pokrzywdzonych w tej sprawie jest 12 osób. Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Wieliczce miejscowy sąd zastosował wobec 6 podejrzanych tymczasowy areszt jako środek zapobiegawczy. Wobec 1 osoby zastosowano dozór policyjny.

6 lipca br. funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce, Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie oraz Komendy Powiatowej Policji w Bochni zatrzymali ostatniego z podejrzanych w tej sprawie. To 33-letni mieszkaniec powiatu bocheńskiego. Mężczyźnie przedstawiono 5 zarzutów, dotyczących m.in. za przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu oraz udzielania narkotyków innym osobom i zastosowano wobec niego dozór policyjny jako środek zapobiegawczy.

Aktualnie materiały śledztwa z obszernym materiałem dowodowym przekazano do prokuratury i sprawa niedługo znajdzie finał w sądzie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Rafael Caro Quintero aresztowany

​Rafael Caro Quintero, który został skazany za morderstwo i tortury amerykańskiego agenta antynarkotykowego w 1985 roku, został aresztowany przez meksykańskie wojsko – poinformowała w piątek agencja Reutera, cytując dwa anonimowe źródła. Caro Quintero stał się sławny jako współzałożyciel kartelu Guadalajara, jednej z najpotężniejszych organizacji przestępczych, która w latach 80. zajmowała się handlem narkotykami w Ameryce Łacińskiej. Kartel Guadalajara jest uważany za pierwszą meksykańską organizację zajmującą się masowym przemytem kokainy do Stanów Zjednoczonych. Quintero był jednym z najbardziej poszukiwanym celem amerykańskich funkcjonariuszy zajmujących się handlem narkotykami.

Quintero spędził 28 lat w więzieniu za brutalne zabójstwo byłego agenta amerykańskiej Agencji ds. Walki z Narkotykami (DEA) Enrique „Kiki” Camarena. Zdarzenie to położyło kres ponad 50-letniej współpracy USA i Meksyku w zakresie zwalczania handlu narkotykami. Wydarzenia te zostały przedstawione w zrealizowanym w 2018 roku przez Netflix serialu „Narcos: Meksyk”. Caro Quintero zaprzeczał udziałowi w zabójstwie Camareny.

W 2013 roku Quintero został zwolniony z więzienia na mocy orzeczenia meksykańskiego sędziego. Szybko zszedł do podziemia i wrócił do handlu. Władze amerykańskie umieściły go na liście 10 najbardziej poszukiwanych przez FBI i wyznaczyły 20 milionów dolarów nagrody za jego głowę. Dotychczasowy rekord dla handlarza narkotyków.

To prawdopodobnie, pod względem znaczenia dla DEA, jedno z najważniejszych aresztowań ostatniej dekady – powiedział Mike Vigil, były szef operacji międzynarodowych DEA.

USA chcą ekstradycji Quintero

Podczas gdy Caro Quintero nie jest już uważany za głównego gracza w świecie międzynarodowego handlu narkotykami, symboliczny wpływ jego aresztowania będzie miał znaczenie po obu stronach granicy amerykańsko-meksykańskiej – przypomina Reuters. Fakt, że Meksyk nie chciał doprowadzić do ekstradycji Caro Quintero do Stanów Zjednoczonych przed jego uwolnieniem z więzienia, był źródłem napięcia między dwoma krajami. Stany Zjednoczone będą dążyć do natychmiastowej ekstradycji Quintero – poinformował w piątek prokurator generalny USA Merrick Garland.

W ubiegłym roku Quintero przegrał ostateczne odwołanie od ekstradycji do Stanów Zjednoczonych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginiona dziennikarka z Krymu przebywa w areszcie. Była torturowana przez Rosjan

Krymska dziennikarka i pielęgniarka Iryna Daniłowycz, która zaginęła pod koniec kwietnia, została zatrzymana przez rosyjskie służby bezpieczeństwa i była przez nie torturowana – podała w sobotę organizacja praw człowieka KrymSOS. Według ukraińskiej rzeczniczki praw człowieka Ludmyły Denisowej kobieta przebywa obecnie w areszcie śledczym w Symferopolu na Półwyspie Krymskim.

Daniłowycz była przetrzymywana w budynku zajmowanym przez FSB przez pierwsze osiem dni od zaginięcia. Funkcjonariusze przeprowadzali na niej testy przy pomocy wykrywacza kłamstw i grozili, że „wywiozą ją do lasu”, jeśli ukryje przed nimi jakąś informację. W tym czasie dostawała żywność raz dziennie. W zamian za uwolnienie kazano jej podpisać kilka czystych kartek papieru. Gdy kobieta to zrobiła, przekazano jej, że w jej torbie rzekomo odnaleziono 200 gramów materiałów wybuchowych. Daniłowycz grozi za to od sześciu do ośmiu lat więzienia oraz grzywna w wysokości do 100 tys. rubli (blisko 6,9 tys. złotych).

Takie traktowanie można uznać za torturę – podkreśla KrymSOS. Jak wyjaśnia, tortury mogą obejmować celowe zadawanie silnego bólu, wywoływanie cierpienia fizycznego lub emocjonalnego w celu uzyskania informacji lub przyznania się do winy. Przed zaginięciem Daniłowycz rozpowszechniała na Krymie prawdziwe informacje o rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Zdaniem ukraińskiej rzeczniczki praw człowieka zaginięcia i nękanie działaczy i dziennikarzy są na półwyspie na porządku dziennym.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kadyrowcy mieli urządzić w Buczy salę tortur

Ukraińska rzeczniczka praw obywatelskich potwierdziła, że w podkijowskiej Buczy Rosjanie zamordowali co najmniej 360 cywilów, wśród nich co najmniej 10 dzieci. Z informacji przekazanych przez Ludmyłę Denisową wynika, że żołnierze Ramzana Kadyrowa urządzili w mieście „salę tortur”. Relacja jest porażająca. Ludmyła Denisowa poinformowała na Telegramie, że dane dotyczące ofiar cywilnych w Buczy zebrała rada miejska. Rzeczniczka praw obywatelskich poinformowała, że przy ulicy Jabłońskiej istniała „sala tortur”. Według ocalałych mieszkańców miasta, kwaterę główną mieli tam kadyrowcy.

„Strzelali ludziom w twarz, wypalali oczy, odcinali części ciała, torturowali na śmierć nie tylko dorosłych, ale i dzieci” – czytamy we wpisie Denisowej. „Według władz miasta, w sumie w Buczy zabito 360 cywilów, w tym 10 dzieci” – dodaje.

Liczba podawana przez Denisową może wzrosnąć. Anatolij Fedoruk, mer Buczy, mówił w środę w wywiadzie dla Deutsche Welle, że „liczba odnajdywanych ciał rośnie z każdym dniem”. Fedoruk podkreślił, że 90 proc. cywilów zabitych w jego mieście zginęło od ran postrzałowych, a nie odłamków bomb.
Źródło info i foto: gAZETA.pl

Mer Melitopola opowiedział o torturach

Mer ukraińskiego miasta Melitopol Iwan Fedorow spędził w rosyjskiej niewoli sześć dni. Po uwolnieniu opowiedział, czego doświadczył w areszcie. 

– Byłem w areszcie w Melitopolu. W celi, kiedy ze mną rozmawiano, kiedy coś chcieli ode mnie uzyskać, czasami było pięciu, sześciu, siedmiu wojskowych z bronią – opowiadał mer w pierwszym wywiadzie po wymienieniu go na dziewięciu rosyjskich żołnierzy.

– Nie ruszali mnie, ale proszę uwierzyć, że siedem osób z bronią będących obok wystarczy, by przekonywająco przedstawić swoje stanowisko – przekazał.

Według niego w celi obok ktoś był torturowany. – Było słychać te krzyki, które zdecydowanie wywierają nacisk psychiczny, to można absolutnie porównać z naciskiem, torturami i tak dalej. Tych sześć dni było dosyć ciężkich – dodał.

Poinformował, że pierwsza próba jego wymiany była nieudana. Wożono go w samochodzie siedem godzin z workiem na głowie, wysuwano wobec niego wiele żądań – relacjonuje Centrum Strategicznej Komunikacji i Bezpieczeństwa Informacyjnego. Fedorow, którego uprowadzono w ubiegłym tygodniu, powiedział, że żądano od niego m.in. rezygnacji ze stanowiska. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowy szef Interpolu. Ar-Raisi jest oskarżany o ignorowanie tortur ludzi

Ahmed Nasir ar-Raisi został wybrany na prezydenta Interpolu, międzynarodowej organizacji policji. Ar-Raisi był dotychczas generalnym inspektorem w ministerstwie spraw wewnętrznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jego powołanie na szefa Interpolu wywołało przeciw organizacji międzynarodowych – urzędnik jest oskarżany o ignorowanie informacji o torturach i arbitralne zatrzymania. Mieli ich dokonywać podlegli mu funkcjonariusze. Abu Dhabi ar-Raisi zdobył stanowisko m.in. dzięki sprawnej kampanii – zauważa agencja Assosiated Press. Emiratczyk jeździł po świecie i spotykał się z prawodawcami i wysokimi urzędnikami państwowymi. Pomagało dobre wykształcenie i stopnie naukowe zdobyte podczas studiów w Wielkiej Brytanii i USA oraz wieloletnie doświadczenie w policji. Abu Dhabi ar-Raisi już po nominacji na szefa Interpolu podkreślił, że chce „modernizować i przekształcać” organizację, bazując na swoim doświadczeniu, które zdobył jako szef policji ZEA.

Jak podkreśla Deutsche Welle, politycy, organizacje praw człowieka i byli więźniowie są zaniepokojeni wyborem ar-Raisiego – powodem jest raport organizacji Human Rights Watch. Wynika z niego, że kierowany przez Raisiego resort miał ignorować doniesienia o stosowaniu tortur na ludziach przez emirackie służby bezpieczeństwa. Wniesiono przeciwko niemu skargi w pięciu krajach, w tym we Francji. Swój sprzeciw wyrazili także parlamentarzyści niemieccy – Kai Gehring (Zieloni), Peter Heidt (FDP) i Frank Schwabe (SPD).

Biorąc pod uwagę druzgocącą historię praw człowieka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nominacja Al-Raisiego na prezydenta byłaby w rażącej sprzeczności z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka i misją organizacji – stwierdzili jeszcze przed nominacją. Jak podkreśla Deutsche Welle, sprzeciw wyraziła również organizacja Human Rights Watch, która stwierdza w komunikacie, że w więzieniach ZEA długie wyroki odsiadują setki aktywistów, naukowców i prawników, często w wyniku niesprawiedliwych procesów i za niejasne przewinienia.

Zjednoczone Emiraty Arabskie kategorycznie odrzucają takie oskarżenia.

Jako obecny członek Komitetu Wykonawczego Interpolu, generał dywizji Al-Raisi jest wybitnym profesjonalistą z 40-letnim dorobkiem w policji regionalnej i krajowej – napisała ambasada Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Niemczech w oświadczeniu dla DW.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„Dom tortur” w niemieckich sanatoriach. Dzieci faszerowano lekami, głodzono, bito i torturowano

Dzieci miały wracać do zdrowia w ośrodkach uzdrowiskowych. Zamiast tego były torturowane i poniżane. Niemieckie media donoszą o potwornych „sposobach wychowawczych”, których ofiarą padły dzieci w wieku od dwóch do czternastu lat, przebywające w kilku niemieckich uzdrowiskach. Zagraniczne media mówią wręcz o „domu tortur” dla najmłodszych.

Jak donosi PAP, w parlamencie krajowym Nadrenii Północnej-Westfalii na początku czerwca ruszyły przesłuchania dorosłych już dzieci, które doświadczyły przemocy ze strony pracowników ośrodków uzdrowiskowych znajdujących się głównie Badenii-Wirtembergii i Bawarii. Na pensjonariuszach testowano leki, bito ich, stosowano przemoc psychiczną oraz uspokajano środkami odurzającymi.

„Suedeutsche Zeitung”: Personel często uczył się w czasach nazizmu

Jak pisze „Suedeutsche Zeitung”, po zakończeniu wojny Niemcy borykały się z dużym odsetkiem dzieci niedożywionych lub z nadwagą, aby pomóc im wrócić do zdrowia, wysyłano je na kurację do sanatoriów oraz domów opieki, według ustaleń od lat 50. do lat 80. XX wieku trafiło tam od ośmiu do nawet 12 mln dzieci.

„Stało się to dobrze prosperującym biznesem: miliony dzieci w wieku od dwóch do 14 lat były w wielu miejscach poddawane przez sześć do 12 tygodni czarnej pedagogice, której personel często uczył się w czasach nazizmu: kary, pozbawianie snu, poniżanie, obnażanie, przykuwanie do łóżka, a także bicie, głód i pragnienie należały do repertuaru wychowawczego” – czytamy w „Suedeutsche Zeitung”.

Była kuracjuszka ośrodka: Nie sądzę, żeby ktokolwiek miał jakieś uczucia do dzieci
Po latach o swojej traumie i dramatycznych zdarzeniach, jakie miały miejsce w ośrodku mówią jego kuracjusze. Jednym z nich jest Detlef Lichtrauter, który wspominał, że od pierwszych chwil przyjazdu do ośrodka czuło się wrogość, a w sanatoriach panowała wojskowa atmosfera. Kiedy dzieci przekraczały prób ośrodka były im odbierane osobiste przedmioty, takie jak zabawki czy książki. – Wypowiedziane zdania były w większości dwu- lub trzy-wyrazowe: usiądź, zejdź, zamknij się” – czytamy na portalu swr.de.

– Tak, a potem zawsze bicie drewnianym pantofelkiem. Gdybyś miał otwarte oczy podczas popołudniowego odpoczynku – dodaje Sigrid Bluschke. – Nie sądzę, żeby ktokolwiek miał jakieś uczucia do dzieci – podkreśla kobieta, która przebywała w jednym z ośrodków.

Kolejnym dzieckiem, które doświadczyło okrucieństwa ze strony opiekunów i lekarzy jest Anja Roehl, przewodnicząca Inicjatywy Verschickungskinder (Inicjatywa na rzecz Wysyłanych Dzieci), która po powrocie z sanatorium oznajmiła rodzicom, że była w „domu tortur”. Kobieta wspomina także o „gorzkiej herbacie”, do której picia zmuszano dzieci.

Zastrzyki, „gorzka herbata” i środki usypiające w uzdrowiskach dla dzieci

– Na śniadanie wezwano wszystkie dzieci, które potem (…) dostały zastrzyk – powiedziała Sigrid Bluschke, kobieta jednak nie wie jakim specyfikiem oraz po co dzieci były nim faszerowane. A sam sposób podania leku był wyjątkowo okrutny.

– Doktor Müller nie tylko uderzył każdego w goły tyłek jako wstęp do zastrzyku, ale nie zrobił tego zastrzyku, jak robi każdy normalny lekarz, ale faktycznie wbił zastrzyk w plecy, aby można było usłyszeć na zewnątrz, jak każde dziecko krzyczy, a następnie wychodzi z płaczem – wyjaśnia Detlef Lichtrauter. I dodaje, że lekarze byli absolutnie bezkarni, a pensjonariusze był im całkowicie podporządkowani.

Oprócz zastrzyków dzieci codziennie otrzymywały tabletki przeciwbólowe i psychotropowe – donosi portal swr.de, któremu udało się dojść do akt w archiwach miasta Bonn. – Uspokajaj, uspokajaj, aż zaśnie na stojąco – miał mówić jeden z lekarzy. A dzieci miały z trudem następnego dnia się wybudzać, a do końca dnia zataczać.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze: Zbrodniarz z Darfuru oskarżony

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze (MTK) postawił 31 zarzutów związanych z popełnieniem zbrodni przeciwko ludzkości jednemu z przywódców milicji urządzających naloty na wsie i miasta w Darfurze, zachodniej części Sudanu. Jest to przygotowanie do pierwszego w historii MTK procesu związanego z przemocą w konflikcie w Darfurze.

Ali Muhammad Ali Abd-Ar-Rahman, znany jako Ali Kuszajb został oskarżony między innymi o morderstwa, stosowanie tortur i gwałty.

Prokuratorzy MTK wskazali go jako „budzącego postrach oraz czczonego” przywódcę milicji dżandżawidzkiej, zbrojnej muzułmańskiej bojówki działającej w Darfurze oraz we wschodniej części Czadu, popełniającego zbrodnie w latach 2003-2004, czyli w momencie największego nasilenia konfliktu.

Zbrodnie przeciw ludzkości

Agencja Associated Press podała, że oskarżony nie odniósł się do zarzutów, ale zespół jego obrońców argumentował, że Abd-Ar-Rahman to nie Ali Kuszajb. Fatou Bansouda, wiceprokurator MTK, powiedziała, że wykaże, że Abd-Ar-Rahman przeprowadził ataki na miasta i wsie i był odpowiedzialny za ponad 300 morderstw oraz grabieże, które zmusiły 40 tys. cywilów do opuszczenia swoich domów.
Źródło info i foto: TVP.info

Nawalny rozpoczął głodówkę w kolonii karnej

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny poinformował, że ogłosił głodówkę w kolonii karnej. Wiadomość pojawiła się na Instagramie polityka. „Zamiast pomocy medycznej mam tortury poprzez pozbawianie mnie snu. Leżę głodny, ale na razie z dwiema nogami” – napisał.

Rosyjski opozycjonista jest osadzony w kolonii karnej w miejscowości Pokrow w obwodzie włodzimierskim, około 100 kilometrów od Moskwy. Ma spędzić w zakładzie karnym około dwóch i pół roku. „Ogłosiłem głodówkę z żądaniem respektowania prawa i dopuszczenia do mnie zaproszonego lekarza” – oświadczył Aleksiej Nawalny. Napisał, że więźniowie ogłaszają głodówki, bo nie mają innych metod walki.

„Kto leży na łóżku w stroju więziennym, łysy, w okularach i z Biblią w ręku? Ja. Z Biblią, bo to jedyna książka, którą mogłem dostać w ciągu trzech tygodni. A na łóżku – co jest superskandalicznym naruszeniem regulaminu – bo ogłosiłem głodówkę” – oznajmił opozycjonista.

„A co mam zrobić? Mam prawo do zaproszenia lekarza i otrzymania lekarstw. Ale ani na jedno, ani na drugie uparcie mi nie pozwalają” – wyjaśnił.

Nawalny, który ostatnio skarżył się na ból kręgosłupa i niesprawność prawej nogi, dodał, że teraz również w niektórych miejscach lewej nogi stracił czucie.

„Leżę głodny, ale na razie z dwiema nogami”

„Zamiast pomocy medycznej mam tortury poprzez pozbawianie mnie snu, jestem budzony osiem razy w ciągu nocy” – dodał. Poinformował również, że więźniowie współpracujący z administracją więzienną naciskają na zwykłych więźniów, by ci nie sprzątali przy jego łóżku. Zwykli więźniowie – relacjonował – przepraszają go i tłumaczą, że się boją, bo „to jest obwód włodzimierski i życie więźnia jest warte mniej niż paczka papierosów”.

„Leżę głodny, ale na razie z dwiema nogami” – podsumował Nawalny.
Źródło info i foto: interia.pl

Brutalne zabójstwo starszego małżeństwa na Grochowie. „Sprawa rozwiązana”

Stołeczni policjanci zatrzymali osiem osób związanych bezpośrednio lub pośrednio z zabójstwem pary emerytów na warszawskim Grochowie. Z ustaleń PAP wynika, że małżeństwo przed śmiercią było torturowane, a następnie oboje uduszono. Zwłoki 84-letniej Jadwigi i 85-letniego Ryszarda ujawniono w połowie lutego 2020 roku, w mieszkaniu przy ulicy Osowskiej. Zaniepokojeni brakiem kontaktu ich bliscy powiadomili policję, która dostała się do mieszkania i odnalazła ciała emerytów. Jak podawały wówczas media, zwłoki przykryte były stertą ubrań.

Rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, nadkom. Sylwester Marczak poinformował w środę, że funkcjonariusze z wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP „rozwiązali sprawę zabójstwa” i zatrzymali osiem osób, w tym „zleceniodawcę i dwóch podejrzanych o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem”.

– W trakcie pracy operacyjnej policjanci ustalali, kto mógł dopuścić się zbrodni na dwóch starszych osobach. Rozważali wszelkie ewentualności, biorąc pod uwagę zarówno wątek rabunkowy, jak i powiązania rodzinne. Kilka miesięcy ustaleń i weryfikacji doprowadziło ich do rozwiązania sprawy – podał rzecznik KSP.

Do zatrzymania sprawców doszło na terenie kilku miejscowości w pobliżu Warszawy oraz województwa pomorskiego. Stołecznych policjantów wspierali antyterroryści z Gdańska oraz funkcjonariusze KWP w Gdańsku. W Ożarowie Mazowieckim zatrzymano zleceniodawcę zabójstwa, wcześniej notowanego za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, powiązanego z tzw. mafią ożarowską. W Ołtarzewie i Wejherowie wpadli mężczyźni podejrzani o dokonanie zabójstwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl