Wielka Brytania: Polak zamordowany w zajezdni. Są oskarżeni

Dramat rozegrał się w Wielkiej Brytanii. Polski kierowca tira został zamordowany, wśród oskarżonych i podejrzanych o dokonanie makabrycznego czynu również są Polacy. Kierowca ciężarówki został ranny w zajezdni transportowej. Jak donosi BBC, nie podano jeszcze szczegółów zbrodni, jednak są już oskarżeni. Przeprowadzono również sekcję zwłok, a rodzina została poinformowana o tragedii.

Mirosława I. znaleziono w Astmoor Industrial Estate przy Brindley Road w Runcorn w środę wieczorem. Od razu przewieziono go do pobliskiego szpitala, jednak tam zmarł. 44-letni Rafał S. z Wołomina został oskarżony o morderstwo. Jego 47-letni kolega, którego również aresztowano, został zwolniony z aresztu bez postawienia zarzutów. Trzeciego podejrzanego o dokonanie zbrodni 41-latka zwolniono za kaucją.
Źródło info i foto: o2.pl

Katowice: Świadek o tragedii. Kierowca autobusu jechał agresywnie

– Jeśli się obawiał, dlaczego zabił człowieka? Nie chodzi o to, że się bał, ale może był wściekły lub coś w tym rodzaju. On jechał bardzo agresywnie – mówi w rozmowie z Radiem ZET jeden ze świadków wypadku w Katowicach, w którym zginęła 19-latka. Dziewczynę śmiertelnie potrącił autobus, którego kierowca wjechał w grupę ludzi awanturujących się na ulicy. 

Katowice. W sobotę rano w centrum miasta – przy ul. Stawowej, obok pawilonów handlowych – autobus wjechał w grupę osób, które uczestniczyły w awanturze na środku ulicy. Jedną z osób potrąconych przez pojazd była 19-latka, która nie przeżyła wypadku. 

Jeden ze świadków zdarzenia – pracownik budki z kebabem, który jest obcokrajowcem – twierdzi, że wszystko rozegrało się na jego oczach. Jego zdaniem bardzo agresywnie zachował się kierowca autobusu. – Jeśli się obawiał, dlaczego zabił człowieka? Nie chodzi o to, że się bał, ale może był wściekły lub coś w tym rodzaju. On jechał bardzo agresywnie – mówi mężczyzna w rozmowie z Radiem ZET. 

Według niego 19-latka nie brała udziału w bójce. Weszła na ulicę, ponieważ chciała uspokoić bijących się w tym miejscu mężczyzn. Świadek wypadku, zapytany o bójkę, odpowiada, że nie wie, dlaczego mężczyźni bili się na środku ulicy. Jak ocenia, byli pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jacek Jaworek poszukiwany przez Interpol

Wizerunek i dane podejrzanego o zabójstwo 3 osób Jacka Jaworka opublikowano na stronie internetowej Interpolu – Międzynarodowej Organizacji Policji Kryminalnej w sekcji osób poszukiwanych tzw. czerwoną notą, czyli w celu zatrzymania, tymczasowego aresztowania i ekstradycji tej osoby.

– Od początku braliśmy pod uwagę różne scenariusze, łącznie z tym, że poszukiwany może przebywać za granicą lub że nie żyje. To po prostu wniosek o współpracę międzynarodową” – powiedział w sobotę PAP młodszy aspirat Mariusz Kurczyk z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji.

10 lipca w miejscowości Borowce koło Częstochowy policjanci wezwani do awantury domowej znaleźli w domu jednorodzinnym ciała małżeństwa w wieku 44 lat oraz ich 17-letniego syna. Ocalał jedynie drugi, 13-letni syn, który ukrył się, a następnie schronił u rodziny.

Ofiary zostały zastrzelone. Ustalenia śledczych wskazują, że sprawcą zbrodni jest brat zabitego 44-latka, 52-letni Jacek Jaworek. Tuż po zabójstwie mężczyzna uciekł, a prokuratura wystawiła za nim list gończy.

Podczas wielodniowych działań w okolicy miejsca zbrodni policja przetrząsnęła okoliczne lasy z wykorzystaniem psów tropiących i specjalistycznej aparatury, a śląski komendant wojewódzki policji wyznaczył 20 tys. zł nagrody za wskazanie miejsca pobytu podejrzanego. Nieoficjalnie policjanci mówią, że Jaworek zapadł się pod ziemię.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo rodziny pod Częstochową. 13-latek świadkiem zbrodni. Trwają poszukiwania 52-letniego Jacka Jaworzaka

Trwa policyjna obława w trzech województwach, po tym jak 52-letni Jacek Jaworzak zabił 17-latka i jego rodziców oddając strzały z broni palnej. Jak informują dziennikarze Polsat News w momencie morderstwa w domu przebywał jeszcze 13-latek, któremu udało się uciec. To jedyny świadek dramatu. Ciała trzech postrzelonych osób zostały znalezione w domu jednorodzinnym w miejscowości Borowce pod Częstochową (woj. śląskie).

– Bezpośrednio w akcję poszukiwawczą zaangażowanych jest obecnie kilkudziesięciu policjantów, zarówno z komendy w Częstochowie jak i z jednostek w ościennych powiatach – powiedział mł. asp. Kamil Sowiński z zespołu prasowego częstochowskiej policji. W akcji uczestniczą dwa śmigłowce, dron oraz psy tropiące.

Dziennikarze Polsat News dotarli do rodziny mordercy i zamordowanej rodziny. Według ustaleń 13-letni syn zamordowanego 44-letniego małżeństwa przeżył tylko dlatego, że schował się za kanapą. Kiedy kłótnia się uspokoiła i przestały padać strzały chłopak uciekł, aby schronić się u swoich bliskich.

W sobotę po południu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa opublikowało alert, informujący o poszukiwaniach Jacka Jaworka, wraz z jego fotografią. Informację adresowano do mieszkańców trzech graniczących ze sobą województw: śląskiego, świętokrzyskiego i łódzkiego. Mieszkańcy tych regionów otrzymali także smsy z ostrzeżeniem dotyczącym poszukiwań niebezpiecznego przestępcy i linkiem do informacji śląskiej policji na ten temat. Wszystkie osoby, które znają aktualne miejsce pobytu Jacka Jaworka, mogące pomóc w ustaleniu jego miejsca pobytu, lub które mogą mieć istotne dla śledztwa informacje, proszone są o pilny kontakt z Komendą Miejską Policji w Częstochowie pod nr telefonu 47 858 12 55 lub nr alarmowym 112.

Jak poinformował prok. Ozimek, poszukiwany należy do rodziny ofiar – od pewnego czasu mieszkał z nimi w domu w miejscowości Borowce w powiecie częstochowskim.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo nad jeziorem Białym w Okunince. Pokłócili się o obrączki. 29-latek ranił dziewczynę i się zabił

16.04.2021 Gdansk Wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w GUMED Gdanskim Uniwersytecie Medycznym n/z nieprawidlowo zaparkowany radiowoz policyjny Fot. Karol Makurat/REPORTER

Młody mężczyzna najpierw zranił nożem swoją partnerkę, która własnym ciałem osłoniła dziecko, a potem odebrał sobie życie. Tragedia zdarzyła się nad jeziorem Białym w Okunince – podał portal lublin112.pl, powołując się na Policję we Włodawie. Para planowała ślub i najprawdopodobniej pokłóciła się o zgubione obrączki.

Okuninka nad jeziorem Białym to miejsce, w którym w nocy z 20 na 21 czerwca wydarzyła się tragedia. 29-latek z Chełma spędzał tam weekend w wynajętym domku ze swoją o rok młodszą dziewczyną i jej czteroletnim synem. Para planowała ślub. Z nieoficjalnych informacji wynika, że mężczyzna pokłócił się z partnerką o obrączki, które zgubił nad jeziorem.

Wieczorem kobieta położyła spać swojego 4-letniego syna i sama też szykowała się do snu. Dostrzegła jednak, że jej chłopak trzyma w ręku nóż.

– W pewnym momencie 29-latek podszedł do leżącej kobiety i ugodził ją nożem w bok – powiedziała w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” Jolanta Sołoducha, szefowa Prokuratury Rejonowej we Włodawie. Natomiast z informacji portalu lublin112.pl wynika, że kobieta zasłoniła swoim ciałem dziecko. Przerażona 28-latka zaczęła krzyczeć i wzywać pomocy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rok od tragedii w komendzie w Kole. Co ze śledztwem?

Mija dokładnie rok od tragedii w Komendzie Powiatowej Policji w wielkopolskim Kole. Krótko przed zdaniem służby, pod koniec maja 2020 roku, śmiertelnie postrzelił się tam młody policjant. Początkowo kierownictwo jednostki sugerowało, że był to nieszczęśliwy wypadek. Krótko potem wyszło jednak na jaw, że 32-latek najprawdopodobniej odebrał sobie życie i mógł być ofiarą mobbingu. Ten wątek cały czas wyjaśnia prokuratura.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, która cały czas prowadzi śledztwo w tej sprawie, poinformował, że większość zleconych biegłym ekspertyz została już wykonana. Pod koniec ubiegłego roku śledczy informowali, że otrzymali jedynie opinię biegłych z zakresu medycyny sądowej, dotyczącą charakteru rany postrzałowej. Przesłuchali wówczas także członków rodziny tragicznie zmarłego policjanta.

Akta sprawy trafiły następnie do kolejnego zespołu biegłych, który analizował ślady zabezpieczone na miejscu. Zlecono też badania fizykochemiczne i balistyczne. Wiosną tego roku prokurator prowadzący sprawę zdecydował też o ponownym przesłuchaniu kilku policjantów z komendy w Kole.

KGP nie ujawnia wyników ankiety

Sprawa wciąż jest więc w toku, nikt jak dotąd nie usłyszał w związku z nią zarzutów. Na pytanie o atmosferę w komendzie, oprócz prokuratorskiego śledztwa, miała odpowiedzieć też ankieta przeprowadzona przez komendę główną.

Jej wyniki trafiły do Koła z wyraźnym poleceniem, że mają się z nimi zapoznać wszyscy pracownicy jednostki. Ostatecznie jednak zrobiło to tylko kierownictwo i czterej naczelnicy.

Każdy kto chciał zajrzeć do wyników, musiał wypełnić tzw. kartę zapoznania, czyli nie mógł tego zrobić anonimowo. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, większość z funkcjonariuszy, w obawie o ewentualne konsekwencje ze strony przełożonych, zrezygnowała z takiej możliwości.

Według naszych nieoficjalnych informacji, w ostatnim czasie stanowiska straciły dwie osoby z wydziału ruchu drogowego kolskiej komendy, którego funkcjonariusze w największej liczbie wzięli udział we wspomnianej ankiecie. Jej wynikami KGP nie zamierza się dzielić. W odpowiedzi na nasze pytania, pracownicy biura prasowego przekazali jedynie, że nie stanowią one informacji publicznej, ale zostały przeprowadzone na użytek wewnętrzny policji.

Z jednostką w Kole w lutym 2021 pożegnał się tymczasem dotychczasowy komendant insp. Artur Foryński. Kierujący jednostką odszedł na emeryturę. Na stanowisku zastąpił go nadkom. Roman Pankowski, do niedawna pierwszy zastępca komendanta powiatowego policji w Koninie.

Zanim doszło do zmiany na stanowisku komendanta, jednostka trafiła po lupę kontrolerów z Komendy Głównej. Według funkcjonariuszy, którzy prowadzili wewnętrzne śledztwo – kilkoro policjantów było zamieszanych w korupcję. Dwaj z nich po przedstawieniu prokuratorskich zarzutów na początku grudnia minionego roku trafili do aresztu.

Bez konsekwencji dla policjanta, któremu uciekł legitymowany

Wcześniej opisywaliśmy też sprawę jednego z funkcjonariuszy jednostki w Kole, który pod koniec sierpnia 2019 roku interweniował po służbie wobec agresywnego przechodnia. Mężczyzna, jak wynika z raportu, który złożył po dwóch dniach funkcjonariusz – miał wyjść na drogę i blokować przejazd. Do zdarzenia doszło na terenie sąsiedniego powiatu tureckiego.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że interweniującym wówczas policjantem był obecny szef wydziału prewencji, nadkom. Michał Bryl. Agresor, na którego zachowanie zareagował policjant, jednak uciekł. Zgodnie ze sztuką, w takiej sytuacji należało natychmiast powiadomić dyżurnego jednostki i wszcząć alarm, bo nie wiadomo, kim mógł być ten zbieg – informował wówczas jeden z naszych rozmówców, emerytowany funkcjonariusz.

Tymczasem jak ustaliliśmy, policjant zgłosił całe zajście dopiero po dwóch dniach, składając jednocześnie zawiadomienie o przestępstwie z art. 222 Kodeksu karnego, czyli dotyczącego „naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”.

W tutejszej jednostce policji w tej sprawie nie było prowadzone postępowanie wyjaśniające. – poinformowała nas oficer prasowa KPP w Kole Weronika Czyżewska.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śmierć zaginionej 23-latki z Gocławia. Karolina P. zaplanowała jak umrze

Śmierć Karoliny P. wstrząsnęła Warszawą, która przez kilka dni szukała 23-latki razem z policją i rodziną. Wiele osób udostępniało ogłoszenia o poszukiwaniach. Każdy dzień rzuca nowe światło na tę tragedię. W poniedziałek odbyła się sekcja zwłok kobiety. Jak się okazuje, Karolina miała problemy emocjonalne. I – być może – próbowała ostrzec o tym znajomych i najbliższych. Wśród jej ulubionych filmów były „Sala samobójców”. Polubiła też stronę „Wszyscy umrzemy”… Nikomu jednak nie udało się powstrzymać jej przed odebraniem sobie życia.

Karolina P. z Gocławia nie żyje. Piszemy o tym od kilku dni. Bo szukało jej pół Warszawy. Jej ciało znaleziono 21 maja w Lesie Kabackim na warszawskim Ursynowie. 23-latka popełniła samobójstwo. Pojechała do innej dzielnicy, przeszła 1,5 km przez las, żeby powiesić się na wybranym i prawdopodobnie zaznaczonym przez siebie wcześniej drzewie… Horror. Ta młodziutka kobieta, studentka, jak słyszymy, miała problemy emocjonalne. Gdy prześledzimy jej ogólnodostępny, niezastrzeżony profil na Facebooku, możemy odnieść wrażenie, że kobieta chciała poinformować o tym znajomych. Ale nikt nie zdołał jej ustrzec przed odebraniem sobie życia.

Wśród ulubionych filmów Karoliny P. była „Sala samobójców” (psychologiczny film o problemach emocjonalnych młodzieży w reżyserii Jana Komasy). Polubiła stronę „Wszyscy umrzemy”. Jedyne książki, którymi pokazała zainteresowanie na profilu, to „ Milczenie jest najcięższą bronią” i „Wczoraj ucięli skrzydła, dziś każą latać”. Wśród stron, którymi była zainteresowana, była też Stacja Depresja – portal edukacyjny dotyczący problemów ze stanami depresji.
Źródło info i foto: se.pl

Zabójstwo na Gocławiu. Trwają ustalenia przyczyn tragedii

Na miejscu zbrodni, do której doszło w piątek w pralni na warszawskim Gocławiu, znaleziono drugi nóż – poinformowała w sobotę prokurator Katarzyna Skrzeczkowska z Prokuratury Okręgowej Warszawa – Praga. W piątek w rejonie ulicy Umińskiego i Komorowskiego na Gocławiu na Pradze-Południe doszło do krwawych wydarzeń. W pralni znaleziono zwłoki mężczyzny. Drugi – który zaatakował funkcjonariuszy – został ranny. Policjanci oddali strzały ostrzegawcze. Nie żyje właściciel pralni na Gocławiu, a jego syn z ciężkimi obrażeniami – ranami kłutymi – został zatrzymany i trafił do szpitala. Według ustaleń PAP w pralni mieszczącej się w parterowym pawilonie na warszawskim Gocławiu, doszło do awantury między ojcem i jego synem.

Trwa ustalanie przyczyny tragedii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Islandia: Ruszył proces Polaka, który oskarżony jest o wywołanie tragicznego pożaru

60-letni Marek M. stanął w poniedziałek przed sądem w stolicy Islandii, Reykjaviku, oskarżony o podpalenie domu wielorodzinnego oraz przyczynienie się w ten sposób do śmierci trojga Polaków. Do tragicznego w skutkach pożaru doszło w centrum miasta w czerwcu ubiegłego roku.

Co mogę powiedzieć? Jestem niewinny. To ogromna tragedia – zeznał w sądzie Marek M., którego oskarżono również o usiłowanie pozbawienia życia 10 innych poszkodowanych w pożarze osób, w większości Polaków. Cztery osoby zostały ranne.

Według prokuratora 25 czerwca 2020 roku mężczyzna podłożył ogień na podłodze w swoim pokoju, w świetlicy oraz pod schodami na trzecim piętrze. Następnie udał się do ambasady rosyjskiej. Zanim został zatrzymany w pobliżu placówki, napadł na dwóch policjantów.

W pożarze zginęła 21-letnia kobieta oraz 24-letni mężczyzna. Inna 26-letnia kobieta zmarła w wyniku obrażeń, jakich doznała po wyskoczeniu z trzeciego piętra płonącego budynku. Po domu pozostały jedynie zgliszcza.

W opinii psychiatrów Marek M. w chwili dokonania podpalenia był niepoczytalny i nie powinien odpowiadać za swoje czyny. Oddzielne postępowanie toczy się wobec właściciela nieruchomości, w której wybuchł pożar. Media informowały wcześniej o złym stanie technicznym budynku zamieszkiwanego przez imigrantów i o braku odpowiedniej ochrony przeciwpożarowej.

Tragedia poruszyła islandzką opinię publiczną. Zorganizowano zbiórkę na rzecz poszkodowanych oraz marsz z udziałem władz miasta, polityków i związków zawodowych.

Proces Marka M. nazywany jest przez islandzkie media jednym z największych w historii kraju, w którym jednej osobie zarzuca się śmierć trzech innych osób. Rozprawa będzie kontynuowana przez kilka najbliższych dni.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Małopolska: 40-latek zaatakował syna i jego kolegę. 10-latek nie żyje

Rodzinna tragedia w Małopolsce. Nie żyje 10-latek, a jego 13-letni kolega jest ciężko ranny. W sprawie zatrzymano 40-letniego mężczyznę, ojca starszego chłopca. Policja i prokuratura wyjaśnią okoliczności tragedii, która wydarzyła się w sobotę wieczorem w Kozłowie koło Miechowa w Małopolsce. Miało do niej dojść podczas rodzinnej awantury.

40-letni mężczyzna po godz. 21 przeszedł do domu byłej konkubiny, by zabrać swoje rzeczy. Kobiety nie było w domu, a drzwi otworzył jego syn – Wiktor. Doszło do kłótni. 40-latek zaatakował metalową rurką syna i jego 10-letniego kolegę – Filipa.

Młodszy chłopiec, syn sąsiadów, zmarł na miejscu. 13-latek z kolei w ciężkim stanie został śmigłowcem przetransportowany do szpitala w Krakowie. Matka 13-latka zaalarmowana przez sąsiadów wróciła do domu i także została przez mężczyznę zaatakowana metalową rurką.

Ma obrażenia, ale nie zagrażają one życiu – poinformował RMF FM rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. Kobieta została przewieziona do szpitala.

Nieudana ucieczka

40-latek uciekł z miejsca zbrodni. Kiedy odnaleźli go policjanci próbował podciąć sobie gardło. 40-latek próbował targnąć się na swoje życie, ale powstrzymali go policjanci – przekazał Sebastian Gleń.

Mężczyzna prawdopodobnie był pijany. Lekarze pobrali mu krew do badań na zawartość alkoholu i narkotyków. 40-latek nie został jeszcze przesłuchany. Według policjantów zachowuje się irracjonalnie. Sebastian Gleń w rozmowie z Polską Agencją Prasową zaznaczył, że mężczyzna został przez mundurowych opatrzony, a jego stan pozwala na to, aby przebywał w pomieszczeniu dla zatrzymanych.

Dziś mają odbyć się przesłuchania świadków w sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl