Atak z maczetą na policjanta w Londynie

Policjant został zaatakowany maczetą we wschodniej części Londynu – podają brytyjskie media. Szczegóły tragedii opisuje na swoim portalu telewizja BBC. Funkcjonariusze zostali wezwani około południa na osiedle przy Skelton Road w dzielnicy Forest Gate.

Jak podaje Metropolitan Police, na miejscu policjanci zastali mężczyznę, który prawdopodobnie „cierpiał na kryzys zdrowia psychicznego”. W pewnym momencie agresywny mężczyzna zaatakował jednego z interweniujących mundurowych. Poszkodowany został raniony w rękę, trafił do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Nowe fakty ws. podwójnego morderstwa w Częstochowie. Krzysztof R. miał udusić psa i rozebrać ofiary

Pojawiły się nowe ustalenia dotyczące tragedii Aleksandry i jej córki Oliwii z Częstochowy, które w połowie lutego zostały zamordowane i znalezione po jedenastu dniach w lesie pod Romanowem. Jak wynika z doniesień, zabójca miał rozebrać swoje ofiary, a ich ubrania wyrzucić do kontenera. Miał też udusić ich psa. Aleksandrę i jej córkę Oliwię z Częstochowy miał zamordować znajomy kobiet Krzysztof R. Podejrzewany mężczyzna został zatrzymany, ale nie chce współpracować z organami ścigania i konsekwentnie milczy, odmawiając składania nowych zeznań.

Według nowych ustaleń zabójca miał rozebrać kobiety jeszcze na ogródkach działkowych przy ulicy Żyznej, a ich ubrania wyrzucić do pobliskiego kontenera – podaje „Fakt”. Według śledczych Krzysztof R. miał zwabić młodszą z kobiet na teren ogródków działkowych i tam ją zamordować. Następnie miał wywieźć ofiary do lasu pod Romanowem, ok. 20 km od miasta. To właśnie tam po 11-dniowych poszukiwaniach odnaleziono ich ciała.

Przy obu ciałach zakopano psa rasy shih tzu, który należał do 15-letniej Oliwii, który miał zostać uduszony. Według informacji „Faktu” prokuratura jest przekonana, że nastolatka również została uduszona. Sekcja zwłok nie wykazała, w jaki sposób zginęła starsza z ofiar. Śledczy czekają na wyniki szczegółowych badań histopatologicznych i toksykologicznych. Opinię przygotowuje Zakład Medycyny Sądowej w Katowicach.

Krzysztof R. od 18 lutego przebywa w areszcie pod zarzutem uprowadzenia i podwójnego zabójstwa. Mężczyzna nie przyznał się do winy, odmówił też współpracy z policją i prokuraturą. 7 marca odbyło się posiedzenie w Sądzie Okręgowym w Częstochowie ws. zażalenia złożonego przez pełnomocniczkę oskarżonego, które dotyczyło decyzji o jego tymczasowym zatrzymaniu. – Sąd utrzymał w mocy postanowienie o umieszczeniu mężczyzny w areszcie na okres trzech miesięcy – skomentował sędzia Dominik Bogacz, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Częstochowie. W izolacji pozostanie przynajmniej do maja 2022 roku.

Przypominamy, że Aleksandra Wieczorek i jej córka Oliwia zaginęły 10 lutego. Policjanci od początku byli przekonani, że kobiety zostały zamordowane, co, jak tłumaczyli, wynikało z całokształtu materiału dowodowego. Trzy dni od momentu od zniknięcia kobiet funkcjonariusze zatrzymali 52-letniego Krzysztof R.

15 lutego prokurator postawił mu zarzut podwójnego zabójstwa. Dzień później sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Mężczyzna usłyszał również inny zarzut w sprawie. Według oskarżyciela zamontował on w mieszkaniu zaginionych kobiet kamerę. Podejrzany nie przyznał się do żadnego z czynów. Co więcej, Krzysztof R. próbując zatrzeć ślady, miał wejść do mieszkania Aleksandry i podrzucić jej dokumenty oraz telefon.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd ponownie zajmie się sprawą tragedii w Suszku

Sąd Okręgowy w Łodzi uwzględnił apelację prokuratury i uchylił wyrok sądu I instancji, który w ub. r. uniewinnił organizatorów obozu w Suszku w pow. chojnickim (woj. pomorskie), gdzie latem 2017 roku podczas burzy zginęły dwie harcerki a ponad 30 uczestników zostało rannych. Sprawą ponownie zajmie się sąd rejonowy.

Chodzi o wydarzenia z nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r., gdy nad Pomorzem przeszły gwałtowne burze z silnymi porywami wiatru. Zniszczony został wówczas zorganizowany w Suszku k. Chojnic obóz harcerski. Zginęły dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat. 38 kolejnych uczestników obozu trafiło z różnymi obrażeniami do szpitali. Większość z nich pochodziła z Łodzi.

W czerwcu ub. r. Sąd Rejonowy w Łodzi uniewinnił dwóch organizatorów obozu: 28-letniego Mateusza I., który pełnił funkcję komendanta oraz jego zastępcy 51-letniego Włodzimierza D. Z tym wyrokiem nie zgodziła się prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Słupsku, która wniosła do Sądu Okręgowego w Łodzi apelację. Wskazała w nim m.in. na fakt, że sąd I instancji pomimo wniosku prokuratora zaniechał bezpośredniego przesłuchania na rozprawie blisko 250 świadków.

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Łodzi uchylił wyrok uniewinniający organizatorów obozu oraz przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Sąd podzielił zarzuty, jakie w środkach odwoławczych wskazali oskarżyciel publiczny i oskarżyciele posiłkowi, a mianowicie błędy w zakresie przeprowadzonej przez sąd I instancji oceny zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego – zaznaczyła sędzia Małgorzata Pąśko.

Dodała, że dotyczy to zarówno dowodów, które zostały przeprowadzone bezpośrednio na rozprawie oraz tych, wobec których sąd zaniechał wezwania świadków i zaliczył ich zeznania z postępowania przygotowawczego. Chodzi m.in. o zawarte w akcie oskarżenia kwestie braku zastosowania środków prewencyjnych w postaci nieprzeprowadzenia próbnych alarmów, niewyznaczenia bezpiecznego miejsca zbiórki podczas ewakuacji oraz niezarządzenia ewakuacji uczestników obozu.

Sąd Okręgowy utrzymał natomiast w mocy wyrok dla Andrzeja N. urzędnika starostwa, który – według śledczych – nie dopełnił obowiązków służbowych i miał nie przekazać alertu pogodowego o nadchodzącej nawałnicy. Został on skazany, ale sąd warunkowo umorzył postępowanie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciało noworodka na śmietniku. Policja prosi o pomoc odnalezieniu matki dziecka

Zwłoki noworodka owinięte w reklamówkę i porzucone w kontenerze na śmieci na osiedlu Retkinia w Łodzi, zostały odnalezione w sobotę przez przypadkową osobę. Pierwsze próby odnalezienia sprawcy tragedii nie przyniosły rezultatu, dlatego policja prosi o pomoc.

– Owinięte w żółtą reklamówkę zwłoki noworodka, porzucone w jednym z kontenerów w pergoli śmietnikowej przy ul. Maratońskiej 39 w Łodzi, znalazła w sobotę około godz. 12 przypadkowa osoba, która przeszukiwała śmieci – przekazała w niedzielę rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Joanna Kącka. Jak dodała, wstępnie oszacowano, że chłopiec urodził się około 8-9 miesiąca ciąży i prawdopodobnie był zdolny do samodzielnego podjęcia czynności życiowych

Jak dodała, policja początkowo nie nagłaśniała tej sprawy dla dobra postępowania, jednak mimo m.in. użycia psa tropiącego i sprawdzenia, czy do żadnego ze szpitali nie trafiła kobieta po porodzie, dotychczasowe próby odnalezienia matki noworodka oraz innych osób zamieszanych w tę zbrodnię nie powiodły się. Dlatego policja opublikowała komunikat skierowany do wszystkich osób, które mogą pomóc w odnalezieniu matki chłopca.

Jak podał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania, zwłoki dziecka znajdowały się w czarnym worku i żółtej reklamówce jednego z dyskontów. Chłopiec miał odciętą pępowinę i najprawdopodobniej uraz głowy, jednak szczegóły jego stanu poznamy dopiero po sekcji. Wyjaśnieniem jego zgonu zajmuje się Prokuratura Łódź-Polesie, do której mogą zgłaszać się osoby, których informacje mogłyby pomóc w śledztwie.

– Prosimy też o kontakt z III Komisariatem w Łodzi – tel. 47 841 23 50 lub 49. Pomocne może okazać się, jeśli ktoś zapamiętał osobę kręcącą się z żółtą reklamówką w okolicy śmietników przy ul. Maratońskiej. Nadal monitorujemy szpitale, czekamy też na sygnały od osób, które mogą podejrzewać kogoś o popełnienie tego przestępstwa – przypominam, że była to zaawansowana ciąża, najprawdopodobniej widoczna dla otoczenia. Wszystkim zapewniamy anonimowość – podkreśliła Kącka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Tragedia podczas kwarantanny. Nie żyje 49-latek

Fot. Damian Klamka/East News. Radom, 23.02.2021. n/z radiowoz policyjny

49-letni mieszkaniec Staszowa (woj. świętokrzyskie) zmarł podczas domowej kwarantanny, a jego 74-letnia matka była w ciężkim stanie. Sytuacja wyszła na jaw podczas kontroli prowadzonej przez wspólny patrol policji i WOT, który sprawdzał, czy domownicy stosują się do zasad kwarantanny – poinformowała policja.

Jak przekazała – cytowana przez PAP – mł. asp. Joanna Szczepaniak, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Staszowie, w niedzielne popołudnie funkcjonariusz z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach oraz żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnej sprawdzali, czy osoby objęte kwarantanną realizują obowiązek pozostania w miejscu zamieszkania.

– Podczas kontroli jednego z miejsc w Staszowie, policjant został poinformowany przez 74-latkę odbywającą kwarantannę, że ona i jej syn potrzebują pomocy. Drzwi mieszkania były zamknięte od środka, a kobieta nie była w stanie wstać i ich otworzyć – poinformowała funkcjonariuszka. 

Na miejsce został wezwany zespół ratownictwa medycznego oraz strażacy, którzy wywarzyli drzwi i dostali się do środka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: 13-latek zastrzelił pięciolatka. Jest śledztwo

Pięcioletni chłopiec z Minnesoty został śmiertelnie postrzelony przez 13-letniego krewnego. Według policji był to nieszczęśliwy wypadek, a do tragedii doszło podczas kręcenia filmiku na media społecznościowe. Zdarzenia miało miejsce podczas Święta Dziękczynienia w mieście Brooklyn Park w Minnesocie. Miejscowa policja poinformowała, że pod godzinie 22 otrzymała zgłoszenie o postrzelonym pięciolatku. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce próbowali udzielić pierwszej pomocy rannemu dziecku. Niestety, nie udało się go uratować, 5-latek zmarł na miejscu.  

W sprawie wszczęto śledztwo. Według wstępnych ustaleń, pięciolatek został postrzelony przez swojego 13-letniego krewnego, który wraz z innymi nastolatkami, próbował nakręcić filmik na media społecznościowe. Do zdarzenia miało dojść w garażu jednego z prywatnych domów. Póki co nie wiadomo skąd 13-latek miał naładowaną broń, ale według policji całe zdarzenie było nieszczęśliwym wypadkiem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Jest szósta ofiara zamachu w Waukesha

Amerykańskie władze potwierdziły, że nie żyje szósta ofiara ataku przeprowadzonego przez mężczyznę, który wjechał rozpędzonym autem na trasę parady bożonarodzeniowej w mieście Waukesha. Nie żyje 8-letni chłopiec. W związku z jego śmiercią prokuratura wniesie kolejne oskarżenie.

Odpowiedzialnym za tragedię na paradzie bożonarodzeniowej w mieście Waukesha w stanie Wisconsin w USA jest Darrel E. Brooks. Funkcjonariusze dotarli do niego niedługo po zdarzeniu. Dowód zbrodni znaleźli przed domem 39-latka – przed budynkiem stał zaparkowany ford ze zniszczonym zderzakiem i maską. Mężczyzna został aresztowany, a we wtorek 23 listopada po raz pierwszy stanął przed sądem.

Amerykańskie władze potwierdziły śmierć kolejnej ofiary tragedii w Waukesha. Jest nią 8-letni Jackson Sparks. Chłopiec brał udział w paradzie wraz ze swoim 12-letnim bratem Tuckerem. Młodszy z chłopców zmarł w wyniku poniesionych obrażeń i stał się najmłodszą ofiarą ataku przeprowadzonego przez Brooksa. Oprócz niego zmarło pięć osób. Są to osoby w wieku od 52 do 81 lat.

Sąd w Waukesha w stanie Wisconsin postawił Darrel E. Brooksa w stan oskarżenia. Mężczyzna usłyszał od prokuratury pięć zarzutów zabójstwa pierwszego stopnia. Za każdy z nich grozi mu dożywotnie pozbawienie wolności. To jednak nie koniec. W związku z informacją o śmierci ośmioletniego chłopca, którą potwierdziły władze, zostanie wniesione kolejne oskarżenie. Mimo że 39-latkowi grozi najwyższy wymiar kary, opinia publiczna liczyła na wniesienie przeciwko niemu również innych zarzutów, ponieważ w ataku przeprowadzonym przez Brooksa zostało rannych około 60 osób.

To nie pierwszy raz, kiedy Darrell Brooks ma kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Mężczyzna od 1999 roku popełnił 16 przestępstw. Co więcej, zaledwie dwa dni przed tragedią na paradzie bożonarodzeniowej w Waukesha, wpłacił kaucję w wysokości 1000 dolarów, dzięki której był na wolności. 39-latek miał celowo potrącić kobietę. Jak poinformował portal AP, prokuratorzy w hrabstwie Milwaukee ponownie analizując tę sytuację, ponieważ stwierdzili, że określona przez wymiar sprawiedliwości kaucja była zdecydowanie za niska.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szwecja: Dwójka dzieci wyrzucona przez balkon

Lekarzom nie udało się uratować życia jednego z dwójki dzieci, które zostały najpierw ranione nożem, a następnie zrzucone z balkonu. Policja zatrzymała dwie osoby – jak podaje „Expressen”, jedną z nich jest ojciec maluchów. Obie osoby usłyszały już zarzuty.

Do tragedii doszło w niedzielę wieczorem. Przed blokiem w zachodniej części stolicy Szwecji, Sztokholmu znaleziono dwójkę dzieci. Policja podejrzewa, że są ofiarami próby zabójstwa. W związku z tym wydarzeniem zatrzymane zostały dwie osoby – powiedziała Helena Boström Thomas ze stołecznej policji.

Funkcjonariusze podejrzewają, że dzieci zostały najpierw ugodzone nożem, a następnie wyrzucone przez balkon.

Podano jedynie, że są to dzieci w wieku poniżej 10 lat i w ciężkim stanie zostały przewiezione do szpitala. W poniedziałek przed godziną 9:00 poinformowano, że lekarzom nie udało się uratować życia jednego z maluchów. „Podejrzewamy, że spadły z dużej wysokości” – podaje rzeczniczka policji Helena Boström Thomas.

Gazeta „Aftonbladet” informuje, że w mieszkaniu, z balkonu którego wyrzucono dzieci, znaleziono także ranną dorosłą osobę.

W związku z tą tragedią zatrzymano dwie osoby. Policja informuje, że mają one powiązania z dziećmi – czy są krewnymi, tego już nie uściśla. Jedną z nich jest osoba, którą znaleziono ranioną w feralnym mieszkaniu.

Z ustaleń „Aftonbladet” wynika, że dzieci najpierw zostały ranione nożem, a następnie wyrzucone przez balkon z wysokości ok. 15 metrów. Z kolei dziennik „Expresen” pisze, że dzieci zostały ranione przez 45-letniego ojca, kiedy leżały już w łóżkach. Potem mężczyzna miał je wyrzucić przez okno, następnie się okaleczyć.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe fakty ws. wypadku na planie filmu „Rust”. Alec Baldwin celował w kamerę

Na jaw wychodzą nowe fakty o tragicznej śmierci Halyny Hutchins na planie filmu „Rust”. Operatorka zginęła po śmiertelnym postrzeleniu przez aktora Aleca Baldwina. Media dotarły do zeznań rannego reżysera Joela Souzy i operatora kamery Reida Russela. Wynika z nich, że Baldwin ćwiczył wyciąganie pistoletu z kabury i celował w kamerę. Wcześniej powiedziano mu, że broń jest bezpieczna. Do tragedii na farmie Bonanza Creek Ranch doszło w ostatni czwartek w trakcie kręcenia filmu „Rust”. Broń trzymana przez Aleca Baldwina przypadkowo wypaliła. Zginęła 42-letnia autorka zdjęć Halyna Hutchins, a reżyser Joel Souza został ranny i przewieziony do szpitala.

Broń-rekwizyt został wręczony Baldwinowi przez asystenta reżysera Dave Hallsa. Ten zapewnił aktora, że broń jest „zimna”, czyli bezpieczna i nienaładowana. Pistolet był jednym z trzech, które płatnerz filmu, Hannah Gutierrez, umieściła na wózku przed budynkiem, będącym miejscem sceny. Z sądowych dokumentów wynika, że Halls wziął broń z wózka i zaniósł ją Baldwinowi, nieświadomy, że jest naładowana ostrymi nabojami.
Źródło info i foto: interia.pl

Louisville: Strzelanina na przystanku szkolnego autobusu. Śmierć 16-latka

Tragedia w Louisville w USA. Nieznani sprawcy ostrzelali przystanek szkolnego autobusu. Nie żyje 16-letni chłopiec, dwóch innych nastolatków jest rannych. Do tragedii w Louisville doszło w środę ok. 6.30 lokalnego czasu. Na przystanku na szkolny autobus oczekiwała spora grupa nastolatków, gdy nagle podjechał do niego szary jeep.

Auto z impetem wjechało na chodnik. Jadący nim napastnicy otworzyli ogień do stojących na przystanku nastolatków, a potem odjechało.

Ciężko ranny został 16-letni chłopak. – Moja matka jako pierwsza udzielała mu pomocy, przyciskała ręcznik do rany, z której lała się krew – opowiada serwisowi wave3.com jeden z nastolatków. 16-latek został przewieziony do szpitala. Niestety, lekarzom nie udało się go uratować. Chłopak zmarł.

Kule zraniły także 13-letniego chłopca i 14-letnią dziewczynę. Na szczęście ich obrażenia nie zagrażają życiu. Na razie nie udało się zatrzymać sprawców strzelaniny. Policja opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie ciemnoszarego jeepa i zwróciła się do miejscowej społeczności o pomoc w jego odnalezieniu.

Burmistrz Louisville Greg Fischer stwierdził, że strzelanina naruszyła „świętą przestrzeń”, czyli strefę przeznaczoną dla uczniów. – Nastolatek, który powinien być dzisiaj w szkole, nigdy już tam nie będzie – powiedział i dodał, że 16-latek był 145 ofiarą zabójstwa w Louisville w tym roku. Lokalna policja wiąże strzelaninę z działalnością młodocianych gangów w tym mieście.
Źródło info i foto: wp.pl