Rok od tragedii w komendzie w Kole. Co ze śledztwem?

Mija dokładnie rok od tragedii w Komendzie Powiatowej Policji w wielkopolskim Kole. Krótko przed zdaniem służby, pod koniec maja 2020 roku, śmiertelnie postrzelił się tam młody policjant. Początkowo kierownictwo jednostki sugerowało, że był to nieszczęśliwy wypadek. Krótko potem wyszło jednak na jaw, że 32-latek najprawdopodobniej odebrał sobie życie i mógł być ofiarą mobbingu. Ten wątek cały czas wyjaśnia prokuratura.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, która cały czas prowadzi śledztwo w tej sprawie, poinformował, że większość zleconych biegłym ekspertyz została już wykonana. Pod koniec ubiegłego roku śledczy informowali, że otrzymali jedynie opinię biegłych z zakresu medycyny sądowej, dotyczącą charakteru rany postrzałowej. Przesłuchali wówczas także członków rodziny tragicznie zmarłego policjanta.

Akta sprawy trafiły następnie do kolejnego zespołu biegłych, który analizował ślady zabezpieczone na miejscu. Zlecono też badania fizykochemiczne i balistyczne. Wiosną tego roku prokurator prowadzący sprawę zdecydował też o ponownym przesłuchaniu kilku policjantów z komendy w Kole.

KGP nie ujawnia wyników ankiety

Sprawa wciąż jest więc w toku, nikt jak dotąd nie usłyszał w związku z nią zarzutów. Na pytanie o atmosferę w komendzie, oprócz prokuratorskiego śledztwa, miała odpowiedzieć też ankieta przeprowadzona przez komendę główną.

Jej wyniki trafiły do Koła z wyraźnym poleceniem, że mają się z nimi zapoznać wszyscy pracownicy jednostki. Ostatecznie jednak zrobiło to tylko kierownictwo i czterej naczelnicy.

Każdy kto chciał zajrzeć do wyników, musiał wypełnić tzw. kartę zapoznania, czyli nie mógł tego zrobić anonimowo. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, większość z funkcjonariuszy, w obawie o ewentualne konsekwencje ze strony przełożonych, zrezygnowała z takiej możliwości.

Według naszych nieoficjalnych informacji, w ostatnim czasie stanowiska straciły dwie osoby z wydziału ruchu drogowego kolskiej komendy, którego funkcjonariusze w największej liczbie wzięli udział we wspomnianej ankiecie. Jej wynikami KGP nie zamierza się dzielić. W odpowiedzi na nasze pytania, pracownicy biura prasowego przekazali jedynie, że nie stanowią one informacji publicznej, ale zostały przeprowadzone na użytek wewnętrzny policji.

Z jednostką w Kole w lutym 2021 pożegnał się tymczasem dotychczasowy komendant insp. Artur Foryński. Kierujący jednostką odszedł na emeryturę. Na stanowisku zastąpił go nadkom. Roman Pankowski, do niedawna pierwszy zastępca komendanta powiatowego policji w Koninie.

Zanim doszło do zmiany na stanowisku komendanta, jednostka trafiła po lupę kontrolerów z Komendy Głównej. Według funkcjonariuszy, którzy prowadzili wewnętrzne śledztwo – kilkoro policjantów było zamieszanych w korupcję. Dwaj z nich po przedstawieniu prokuratorskich zarzutów na początku grudnia minionego roku trafili do aresztu.

Bez konsekwencji dla policjanta, któremu uciekł legitymowany

Wcześniej opisywaliśmy też sprawę jednego z funkcjonariuszy jednostki w Kole, który pod koniec sierpnia 2019 roku interweniował po służbie wobec agresywnego przechodnia. Mężczyzna, jak wynika z raportu, który złożył po dwóch dniach funkcjonariusz – miał wyjść na drogę i blokować przejazd. Do zdarzenia doszło na terenie sąsiedniego powiatu tureckiego.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że interweniującym wówczas policjantem był obecny szef wydziału prewencji, nadkom. Michał Bryl. Agresor, na którego zachowanie zareagował policjant, jednak uciekł. Zgodnie ze sztuką, w takiej sytuacji należało natychmiast powiadomić dyżurnego jednostki i wszcząć alarm, bo nie wiadomo, kim mógł być ten zbieg – informował wówczas jeden z naszych rozmówców, emerytowany funkcjonariusz.

Tymczasem jak ustaliliśmy, policjant zgłosił całe zajście dopiero po dwóch dniach, składając jednocześnie zawiadomienie o przestępstwie z art. 222 Kodeksu karnego, czyli dotyczącego „naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”.

W tutejszej jednostce policji w tej sprawie nie było prowadzone postępowanie wyjaśniające. – poinformowała nas oficer prasowa KPP w Kole Weronika Czyżewska.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śmierć zaginionej 23-latki z Gocławia. Karolina P. zaplanowała jak umrze

Śmierć Karoliny P. wstrząsnęła Warszawą, która przez kilka dni szukała 23-latki razem z policją i rodziną. Wiele osób udostępniało ogłoszenia o poszukiwaniach. Każdy dzień rzuca nowe światło na tę tragedię. W poniedziałek odbyła się sekcja zwłok kobiety. Jak się okazuje, Karolina miała problemy emocjonalne. I – być może – próbowała ostrzec o tym znajomych i najbliższych. Wśród jej ulubionych filmów były „Sala samobójców”. Polubiła też stronę „Wszyscy umrzemy”… Nikomu jednak nie udało się powstrzymać jej przed odebraniem sobie życia.

Karolina P. z Gocławia nie żyje. Piszemy o tym od kilku dni. Bo szukało jej pół Warszawy. Jej ciało znaleziono 21 maja w Lesie Kabackim na warszawskim Ursynowie. 23-latka popełniła samobójstwo. Pojechała do innej dzielnicy, przeszła 1,5 km przez las, żeby powiesić się na wybranym i prawdopodobnie zaznaczonym przez siebie wcześniej drzewie… Horror. Ta młodziutka kobieta, studentka, jak słyszymy, miała problemy emocjonalne. Gdy prześledzimy jej ogólnodostępny, niezastrzeżony profil na Facebooku, możemy odnieść wrażenie, że kobieta chciała poinformować o tym znajomych. Ale nikt nie zdołał jej ustrzec przed odebraniem sobie życia.

Wśród ulubionych filmów Karoliny P. była „Sala samobójców” (psychologiczny film o problemach emocjonalnych młodzieży w reżyserii Jana Komasy). Polubiła stronę „Wszyscy umrzemy”. Jedyne książki, którymi pokazała zainteresowanie na profilu, to „ Milczenie jest najcięższą bronią” i „Wczoraj ucięli skrzydła, dziś każą latać”. Wśród stron, którymi była zainteresowana, była też Stacja Depresja – portal edukacyjny dotyczący problemów ze stanami depresji.
Źródło info i foto: se.pl

Zabójstwo na Gocławiu. Trwają ustalenia przyczyn tragedii

Na miejscu zbrodni, do której doszło w piątek w pralni na warszawskim Gocławiu, znaleziono drugi nóż – poinformowała w sobotę prokurator Katarzyna Skrzeczkowska z Prokuratury Okręgowej Warszawa – Praga. W piątek w rejonie ulicy Umińskiego i Komorowskiego na Gocławiu na Pradze-Południe doszło do krwawych wydarzeń. W pralni znaleziono zwłoki mężczyzny. Drugi – który zaatakował funkcjonariuszy – został ranny. Policjanci oddali strzały ostrzegawcze. Nie żyje właściciel pralni na Gocławiu, a jego syn z ciężkimi obrażeniami – ranami kłutymi – został zatrzymany i trafił do szpitala. Według ustaleń PAP w pralni mieszczącej się w parterowym pawilonie na warszawskim Gocławiu, doszło do awantury między ojcem i jego synem.

Trwa ustalanie przyczyny tragedii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Islandia: Ruszył proces Polaka, który oskarżony jest o wywołanie tragicznego pożaru

60-letni Marek M. stanął w poniedziałek przed sądem w stolicy Islandii, Reykjaviku, oskarżony o podpalenie domu wielorodzinnego oraz przyczynienie się w ten sposób do śmierci trojga Polaków. Do tragicznego w skutkach pożaru doszło w centrum miasta w czerwcu ubiegłego roku.

Co mogę powiedzieć? Jestem niewinny. To ogromna tragedia – zeznał w sądzie Marek M., którego oskarżono również o usiłowanie pozbawienia życia 10 innych poszkodowanych w pożarze osób, w większości Polaków. Cztery osoby zostały ranne.

Według prokuratora 25 czerwca 2020 roku mężczyzna podłożył ogień na podłodze w swoim pokoju, w świetlicy oraz pod schodami na trzecim piętrze. Następnie udał się do ambasady rosyjskiej. Zanim został zatrzymany w pobliżu placówki, napadł na dwóch policjantów.

W pożarze zginęła 21-letnia kobieta oraz 24-letni mężczyzna. Inna 26-letnia kobieta zmarła w wyniku obrażeń, jakich doznała po wyskoczeniu z trzeciego piętra płonącego budynku. Po domu pozostały jedynie zgliszcza.

W opinii psychiatrów Marek M. w chwili dokonania podpalenia był niepoczytalny i nie powinien odpowiadać za swoje czyny. Oddzielne postępowanie toczy się wobec właściciela nieruchomości, w której wybuchł pożar. Media informowały wcześniej o złym stanie technicznym budynku zamieszkiwanego przez imigrantów i o braku odpowiedniej ochrony przeciwpożarowej.

Tragedia poruszyła islandzką opinię publiczną. Zorganizowano zbiórkę na rzecz poszkodowanych oraz marsz z udziałem władz miasta, polityków i związków zawodowych.

Proces Marka M. nazywany jest przez islandzkie media jednym z największych w historii kraju, w którym jednej osobie zarzuca się śmierć trzech innych osób. Rozprawa będzie kontynuowana przez kilka najbliższych dni.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Małopolska: 40-latek zaatakował syna i jego kolegę. 10-latek nie żyje

Rodzinna tragedia w Małopolsce. Nie żyje 10-latek, a jego 13-letni kolega jest ciężko ranny. W sprawie zatrzymano 40-letniego mężczyznę, ojca starszego chłopca. Policja i prokuratura wyjaśnią okoliczności tragedii, która wydarzyła się w sobotę wieczorem w Kozłowie koło Miechowa w Małopolsce. Miało do niej dojść podczas rodzinnej awantury.

40-letni mężczyzna po godz. 21 przeszedł do domu byłej konkubiny, by zabrać swoje rzeczy. Kobiety nie było w domu, a drzwi otworzył jego syn – Wiktor. Doszło do kłótni. 40-latek zaatakował metalową rurką syna i jego 10-letniego kolegę – Filipa.

Młodszy chłopiec, syn sąsiadów, zmarł na miejscu. 13-latek z kolei w ciężkim stanie został śmigłowcem przetransportowany do szpitala w Krakowie. Matka 13-latka zaalarmowana przez sąsiadów wróciła do domu i także została przez mężczyznę zaatakowana metalową rurką.

Ma obrażenia, ale nie zagrażają one życiu – poinformował RMF FM rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. Kobieta została przewieziona do szpitala.

Nieudana ucieczka

40-latek uciekł z miejsca zbrodni. Kiedy odnaleźli go policjanci próbował podciąć sobie gardło. 40-latek próbował targnąć się na swoje życie, ale powstrzymali go policjanci – przekazał Sebastian Gleń.

Mężczyzna prawdopodobnie był pijany. Lekarze pobrali mu krew do badań na zawartość alkoholu i narkotyków. 40-latek nie został jeszcze przesłuchany. Według policjantów zachowuje się irracjonalnie. Sebastian Gleń w rozmowie z Polską Agencją Prasową zaznaczył, że mężczyzna został przez mundurowych opatrzony, a jego stan pozwala na to, aby przebywał w pomieszczeniu dla zatrzymanych.

Dziś mają odbyć się przesłuchania świadków w sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczecin: Zadzwoniła na policję i poinformowała, że jej dziecko nie żyje. Jest śledztwo prokuratury

Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem na ulicy Emilii Plater w Szczecinie. Policjanci otrzymali zgłoszenie od kobiety, która poinformowała o śmierci swojego dziecka. Sprawę bada prokuratura. W niedzielę, 7 marca, około godz. 19:00 pod numer alarmowy zadzwoniła kobieta, która poinformowała, że jej dziecko nie żyje. Na miejsce zgłoszenia przyjechało pogotowie i policja. Niestety na miejscu potwierdziła się tragiczna informacja. Dziecko nie żyło.

Na razie nie są znane okoliczności tragedii. Nie wiadomo, co mogło być przyczyną zgonu. Sprawą zajęła się prokuratura.
Źródło info i foto: se.pl

Będzie śledztwo ws. tragedii w Dziwnowie

Nie żyje czteroosobowa rodzina, której samochód został w niedzielę wyłowiony z wody w Dziwnowie (Zachodniopomorskie). Wśród ofiar jest dwoje małych dzieci. Prokuratura wszczęła śledztwo i sprawdza, jak doszło do tego tragicznego zdarzenia.

Śledztwo dotyczy nieumyślnego spowodowania wypadku, na skutek którego śmierć poniosły wszystkie podróżujące autem osoby, w tym dwoje dzieci – powiedziała prokurator Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Do tragicznego wypadku doszło w niedzielę około godz. 12.30 w Dziwnowie. Wieczorem policja ujawniła, że w wyciągniętym na nabrzeże samochodzie znaleziono ciała 38-letniej kobiety i 41-letniego mężczyzny oraz dzieci w wieku siedmiu i trzech lat. W aucie był także pies. Zmarli to mieszkańcy województwa zachodniopomorskiego spoza powiatu kamieńskiego.

W niedzielę w miejscu, w którym doszło do wypadku, pracował prokurator. – Pojazd został zabezpieczony do dalszych badań technicznych – powiedziała Macugowska-Kyszka. – Zabezpieczono również z nabrzeża monitoring. Przesłuchano także świadków, w tym tych, którzy byli bezpośrednimi świadkami zdarzenia – dodała.

Jak kontynuowała, „zabezpieczono ciała wszystkich podróżujących pojazdem osób celem przeprowadzenia sekcji sądowo-lekarskiej, która zostanie zarządzona przez prokuratora”.

Śledczy nadal gromadzą materiał dowodowy, który pozwoli na ustalenie przyczyn i okoliczności tego tragicznego zdarzenia – dodała.

Auto osobowe wpadło do Zalewu Kamieńskiego w Dziwnowie w niedzielę około południa. W akcji ratunkowej brała udział policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe i Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa.
Źródło info i foto: interia.pl

Rodzinna tragedia w Zielonej Górze. 77-latek miał zabić żonę, później skoczył z balkonu

W jednym z bloków w Zielonej Górze znaleziono ciało kobiety, a w pobliżu tego samego budynku martwego mężczyznę. Prawdopodobnie zabił on kobietę, a potem popełnił samobójstwo – poinformował w niedzielę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Zbigniew Fąfera. Zgłoszenie o możliwości popełnienia morderstwa wpłynęło na policję w sobotę wieczorem. We wskazanym w nim mieszkaniu funkcjonariusze znaleźli ciało kobiety. Miała obrażenia wskazujące, że prawdopodobnie padła ofiarą zabójstwa.

Z kolei na dachu klatki schodowej tego samego budynku leżało ciało 77-letniego mężczyzny z obrażeniami wskazującymi na upadek z wysokości. Śledczy wstępnie ustalili, że kobieta i mężczyzna prawdopodobnie byli po rozwodzie.

– Możemy przypuszczać, że mamy do czynienia z zabójstwem i samobójstwem sprawcy. Prawdopodobnie mężczyzna po dokonaniu zbrodni wyskoczył z okna ponosząc śmierć. Oba ciała zostały zabezpieczone do sekcji zwłok – powiedział prokurator Fąfera.

Postępowanie w tej sprawie jest prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze.
Źródło info i foto: interia.pl

Rodzinny dramat koło Bochni. W jednym z domów znaleziono zwłoki dwóch osób.

Rodzinna tragedia w miejscowości Krzeczów koło Bochni w Małopolsce. W jednym z domów znaleziono zwłoki dwóch osób. Ciała dwóch osób: kobiety i mężczyzny z ranami postrzałowymi głowy znaleziono w jednym z domów jednorodzinnych w Krzeczowie koło Bochni w woj. małopolskim. Wiadomo, że to małżeństwo w wielu 66 i 59 lat.

Policję o tym, że nie ma kontaktu z rodzicami zawiadomił syn ofiar. Poinformował też, że nie może wejść do rodzinnego domu, ponieważ zablokowane są wszystkie drzwi wejściowe. Zwłoki kobiety znaleziono w łóżku, zaś mężczyzny w innym pokoju. Obok niego leżała broń palna. Prokurator wszczął śledztwo, które ma wyjaśnić przyczyny tragedii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pożar kamienicy w Inowrocławiu. Ustalono winowajcę tragedii

Niespełna rok temu w Inowrocławiu wydarzyła się wielka tragedia. W wyniku pożaru kamienicy zginęły 31-letnia matka z trzema małymi córeczkami. Teraz doszło do przełomu w sprawie. Pożar kamienicy w Inowrocławiu wstrząsnął całą Polską. 28 października 2019 roku płomienie pojawiły się na trzech kondygnacjach budynku. Z jednego z mieszkań wyniesiono nieprzytomną Monikę i jej małe córeczki – Lenkę, Oliwię i Zuzię. Podjęto walkę o ich życie, jednak cała czwórka poniosła śmierć.

„Nie zasłużyła na to, co się stało, ani ona, ani jej dzieci” – mówili znajomi rodziny w rozmowie z portalem Fakt.pl.

Ustalono winowajcę tragedii. Okazał się nim 61-letni sąsiad kobiety. Eugeniusz S. miał orzeczoną eksmisję z powodu niepłacenia rachunków. Podczas przyrządzania obiadu, pijany zasnął z włączoną kuchenką. Tak rozpoczął się pożar, który rozprzestrzenił się na resztę budynku. Czad dotarł do mieszkania pani Moniki i spowodował śmierć wszystkich jego lokatorów.

Po niespełna roku od tragedii w sprawie nastąpił przełom. Eugeniusz S. usłyszał wyrok w bydgoskim sądzie. To przez jego nieuwagę zginęły 4 osoby. Mężczyzna przeprosił rodzinę zmarłych i mieszkańców kamienicy. Sąd wymierzył mu wyrok 4 i pół roku więzienia. Dodatkowo winny będzie musiał zapłacić zadośćuczynienie bliskim ofiar. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: o2.pl