Umawiali się z ofiarami na portalu erotycznym, okradali i bili

Policjanci z Siemianowic Śląskich i Katowic zatrzymali cztery osoby podejrzane o przeprowadzanie rozbojów. Członkowie grupy za pośrednictwem portalu erotycznego miała umawiać się z mężczyznami, a następnie na nich napadać i okradać. Podejrzani zostali zatrzymani na okres trzech miesięcy.

Funkcjonariusze wpadli na trop grupy, która specjalizowała się w dokonywaniu rozbojów na mężczyznach. W jej skład wchodziły dwie kobiety w wieku 20 i 21 lat, a także dwóch mężczyzn w wieku 38 i 27 lat. – Przedstawiciele grupy przedstawiali się jako kobiety, po czym umawiali się na spotkania z mężczyznami – podaje Komenda Miejska Policji w Siemianowicach Śląskich.

Na trop sprawców funkcjonariusze natrafili po wpłynięciu dwóch zgłoszeń. Pierwsze z nich dotyczyło rozboju dokonanego na mężczyźnie, którego napadnięto podczas spotkania z poznaną w sieci kobietą. Pokrzywdzony miał zostać zaatakowany przez trzy osoby, które go biły i groziły bronią palną, okradły z wartościowych przedmiotów oraz z karty bankomatowej.

Identyczne zdarzenie miało miejsce dzień później w Katowicach. Mając już wiedzę na temat funkcjonowania grupy, policjantom udało się zatrzymać sprawców przestępstw w kilku różnych miejscach. Podczas przeszukania mieszkania i pojazdu, którym poruszali się sprawcy, znaleziono między innymi dwie sztuki broni palnej.

Śląskie. Pobili również innego mężczyznę. Grozi im 15 lat

Cała czwórka podejrzanych odpowie za swoje czyny. Sąd uznał, że niezbędnym krokiem jest skierowanie przedstawicieli grupy przestępczej do tymczasowego aresztu na okres trzech miesięcy. W trakcie śledztwa okazało się również, że grupa pobiła innego mężczyznę i ukradła mu 3 tys. złotych. Za przestępstwo rozboju z użyciem broni palnej grozi kara do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szwecja: Zastrzelili 12-latkę polskiego pochodzenia. Policja na tropie zabójców

Do tragedii doszło na przedmieściach Sztokholmu. 12-latka polskiego pochodzenia prawdopodobnie stała się przypadkową ofiarą strzelaniny gangów. Funkcjonariusze szwedzkiej policji ujawnili opinii publicznej, czego zdążyli się dowiedzieć od początku śledztwa. 12-latka otrzymała strzał na parkingu przed restauracją McDonald’s. Nastolatkę o imieniu Adriana miał trafić co najmniej jeden pocisk. Obrażenia okazały się śmiertelne.

Jak podaje „Expressen”, w sprawie śmierci 12-latki nie doszło na razie do żadnych aresztowań. Funkcjonariusze policji dysponują jednak pewnymi wskazówkami, które mogą pomóc im w dotarciu do winnych. Szwedzcy policjanci podejrzewają, że 12-latka znalazła się na linii ognia jednego z okolicznych gangów. Ich członkowie toczą między sobą wojnę, a Adriana stała się przypadkową ofiarą.

Według „Expressen” funkcjonariusze policji znaleźli na terenie Sollentunie na wpół spalony samochód. Pojawiły się podejrzenia, że jest to białe audi, z którego oddano strzały do 12-latki. Wrak został zabezpieczony przez techników. Przestępca lub przestępcy mieli wykorzystać auto ukradzione w połowie czerwca w Tyresö.

Policjanci zabezpieczyli miejsce tragedii. Na parkingu odnaleziono łuski po nabojach oraz kule. Trwają próby ustalenia, czy pochodzą one z tej samej broni, z której oddano strzały przy okazji innych strzelanin. Funkcjonariusze dotarli również do kilku świadków zdarzeń. Zostali oni poddani przesłuchaniom. Prawdopodobnie zbrodnię widziało więcej osób, jednak opuściły one parking jeszcze przed przyjazdem policji.

Policjanci ustalili również, kto prawdopodobnie był prawdziwym celem strzelców. Według funkcjonariuszy chcieli oni dopaść dwóch mężczyzn w wieku 18 i 21 lat, którzy nosili kamizelki odblaskowe. Żaden z nich nie ucierpiał w wyniku strzelaniny. Ich domy zostały przeszukane.
Źródło info i foto: o2.pl

Tajemnicze zaginięcia dzieci łączą się ze sprawą Maddie McCann?

Niemiecka policja sprawdza, czy podejrzany w sprawie Maddie McCann ma związek z zaginięciem sześcioletniego René i pięcioletniej Ingi. Christian B., który jest podejrzany o związek z zaginięciem w 2007 r. trzyletniej Madeleine McCann, może mieć także związek z dwoma innymi zaginięciami. Jak podaje koloński dziennik „Koelner Stadt-Anzeiger”, policja bada trop dotyczący zaginięcia w 1996 r.sześcioletniego René. Chłopczyk z Elsdorf (Nadrenia Północna-Westfalia) spędzał z rodziną wakacje na portugalskim wybrzeżu Algarve i zaginął na plaży. Christian B. już wtedy mieszkał niedaleko miejsca zdarzenia.

11 lat później około 40 km dalej w miejscowości Praia de Luz zniknęła z apartamentu trzyletnia Madeleine. Ojciec René powiedział kolońskiej gazecie, że ma nadzieję, że niebawem będzie miał pewność co do losów syna. To, że może być jeszcze przy życiu, uznaje jednak za nieprawdopodobne.

Sprawa pięcioletniej Ingi

Niemiecka policja prowadzi także dochodzenie w związku z zaginięciem pięcioletniej Ingi z miasta Schoenebeck w Saksonii-Anhalt. W 2015 r. Inga zniknęła bez śladu w lesie podczas wycieczki z rodziną.

Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”), w dochodzeniu w sprawie Ingi śledczy kilkakrotnie natknęli się na Christiana B. Po zniknięciu dziewczynki sprawdzono na wielką skalę połączenia telefonii komórkowej wokół miejsca zaginięcia. Uzyskane dane przewertowano głównie pod kątem przestępców seksualnych. Było kilka trafień, w tym Christian B., który już jako nieletni został skazany za molestowanie dzieci. Jak się okazało, na czas zaginięcia Ingi Christian B. nie miał alibi – pisze „FAZ”.

Mężczyzna posiadał wówczas nieruchomość w Saksonii-Anhalt. Była to dawna fabryka skrzynek w Neuwegersleben. Jak donoszą media, funkcjonariusze przeszukali w 2016 r. ten teren. Ktoś z przechodniów odkrył tam kawałek luźnej ziemi i kości. Był to szkielet psa, który miał należeć do Christiana B. Pod nim znaleziono jednak nośnik danych z pornografią dziecięcą. Później okazało się, że dzień przed zniknięciem Ingi Christian B. był uwikłany w wypadek minibusem znajomego.

Do tej pory nie doszło jednak do przełomu w dochodzeniu. Na terenie dawnej fabryki nie znaleziono żadnych śladów, które prowadziłyby do przypadku zaginięcia Ingi.

„Złapać coś małego…”

Z uwagi na przestępczą przeszłość 43-letniego Niemca prokuratura nie wyklucza związku z innymi zaginięciami dzieci. „Der Spiegel” ujawnił, że w 2013 r. podejrzany napisał do znajomego na czacie, że chciałby „złapać coś małego i używać tego przez kilka dni”. Na uwagę znajomego, że jest to niebezpieczne, miał odpowiedzieć „Ach, jeśli zniszczy się później dowody”.

Śledztwo przeciwko B. prowadzone jest obecnie z zaangażowaniem policji w wielu krajach, m.in. Niemczech, Portugalii i Wielkiej Brytanii. Informacje ze społeczeństwa mają wskazać na kolejnych świadków i ewentualne ofiary. Niemieccy śledczy podkreślają, że przestępcy seksualni są często seryjnymi przestępcami.

Kim jest podejrzany?

„Bild” pisze, że Christian B. urodził się w 1976 r. w Wuerzburgu pod innym nazwiskiem. Był w domu dziecka, skąd później był adoptowany przez rodzinę B. W 1992 r. zatrzymano go za włamanie, a dwa lata później został skazany m.in. za seksualne wykorzystanie dziecka na dwa latach kary dla nieletnich.

Niemieckie media donoszą, że podczas procesu w Brunszwiku, który pod koniec 2019 r. doprowadził do skazania go na siedem lat więzienia za brutalny gwałt na 72-letniej Amerykance, Christian B. mówił o tym, że jako młody mężczyzna marzył ze swoją przyjaciółką o emigracji. Kiedy miał 18 lat wyjechał z dziewczyną do Portugalii, bo nie chciał iść do więzienia. Dopiero w 1999 r. został aresztowany i deportowany do Niemiec. Tam odbył karę za przestępstwa popełnione jako sprawca młodociany.

Potem powracał ciągle do Portugalii, gdzie pracował dorywczo. Za kradzież znowu trafił do więzienia. Regularnie włamywał się do domów wczasowych i hoteli.

W Brunszwiku miał prowadzić kiosk. Były sąsiad, który później przejął od niego interes, mówił „Bildowi”, że Christian B. był często bardzo agresywny i bił swoją nieletnią przyjaciółkę pochodzącą z Kosowa.

Jeszcze brakuje wystarczającego dowodu

W sprawie brytyjskiej trzylatki Maddie niemieccy śledczy przekazali portugalskiej policji informacje o podejrzanym Niemcu już w 2013 r. Tamtejsza policja wciągnęła go na listę podejrzanych, ale nie przyjrzała mu się bliżej. „FAZ” cytuje za portugalską gazetą „Expresso” pracownika portugalskiej policji, który mówi, że nie było wtedy związku z seksualnym wykorzystaniem nieletnich.

Cztery lata później niemiecka policja przekazała kolejne informacje – relacjonuje „FAZ”. Dotyczyły one świadka, który zgłosił policji, że Christian B. powiedział mu, iż ma udział w zaginięciu Maddie.

Jak donosi magazyn „Der Spiegel”, w centralnym rejestrze karnym mężczyzna ma 17 wpisów. Sprawy dotyczyły m.in. wykorzystania seksualnego dzieci, prowadzenia samochodu bez prawa jazdy, uszkodzenia ciała, kradzieży i jazdy w stanie nietrzeźwym. Obecnie odbywa karę w zakładzie karnym w Kilonii.

Jest podejrzewany o związek z zaginięciem w maju 2007 r. małej Maddie. W wieczór jej zaginięcia odebrał telefon niedaleko miejsca, w którym przebywała dziewczynka. Niemieccy śledczy zakładają, że Madeleine nie żyje. Nie precyzują jednak, w jakich okolicznościach mogło dojść do śmierci dziewczynki.
Źródło info i foto: interia.pl

Ruszył proces 25-letniego Mateusza K. Zgwałcił 9-latkę i zamknął ją w wersalce

9-letnia Sara poszła do znajomego i jakby zapadła się pod ziemię. Jej starszy brat wpadł na jej trop niemal w ostatniej chwili. Zakneblowaną i zgwałconą dziewczynkę znaleziono w wersalce w mieszkaniu Mateusza K. Ledwie oddychała. Właśnie ruszył proces 25-latka.

Przed Sądem Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim ruszył proces Mateusza K., który – zdaniem śledczych – zgwałcił, zakneblował i zamknął w wersalce 9-letnią Sarę. Ze względu na obecną sytuacją epidemiologiczną związaną z koronawirusem, proces toczy się za zamkniętymi drzwiami.

Co dokładnie prokuratura zarzuca mężczyźnie w akcie oskarżenia?

– Mateuszowi K. przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa małoletniej Sary, a także pozbawienia jej wolności ze szczególnym udręczeniem poprzez związanie jej rąk i nóg oraz zaklejenie ust taśmą klejącą, a następnie doprowadzenie przemocą do obcowania płciowego i spowodowanie naruszenia czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni – mówił w styczniu Roman Witkowski, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Mateusz K. przyznał się do gwałtu na małoletniej i pozbawienia jej wolności. Natomiast nie przyznał się do usiłowania zabójstwa. Grozi mu kara pozbawienia wolności od lat 12, kara 25 lat albo dożywotniego pozbawienia wolności.

Zamiast się leczyć, zapadł się pod ziemię

Mateusz K. to 25-latek, który w 2018 roku opuścił szpital psychiatryczny w Gorzowie Wielkopolskim. Trafił tam po tym, jak brutalnie zaatakował 7-latka. Wówczas biegli orzekli, że w chwili popełnienia przestępstwa był niepoczytalny, dlatego nie mógł odpowiadać przed sądem.

Po pięciu latach biegli stwierdzili, że dalsze leczenie w zamknięciu nie jest konieczne. W oparciu o tę opinię Sąd Rejonowy w Gliwicach zwolnił Mateusza K. Mężczyzna opuścił szpital. – Opinia biegłych była jasna i jednoznaczna. Wynikało z niej, że Mateusz K. może opuścić szpital, dlatego sąd podjął taką decyzję – tłumaczyła sędzia Agata Dybek-Zdyń, rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach.

Był jeden warunek. Mateusz K. na wolności miał się leczyć pod okiem specjalistów. Miał, ale tego nie robił. Przez 11 miesięcy sąd próbował ustalić, gdzie przebywa mężczyzna i dlaczego nie reaguje na kolejne wezwania na terapię.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szwajcarskie media o poszukiwanym Olgierdzie Michalskim. „Polski zabójca ukrywa się w Szwajcarii”

W szwajcarskich mediach pojawiły się artykuły ostrzegające, że Olgierd Michalski może ukrywać się tam przed policją. Mężczyzna jest poszukiwany przez polską policję w związku z podejrzeniem o śmiertelne pobicie Dominika Sikory.

W piątek o Olgierdzie Michalskim, podejrzewanym o śmiertelne pobicie Dominika Sikory przed klubem w centrum Poznania, napisały dzienniki „Blick” oraz „20 minuten”. To dwie największe gazety w Szwajcarii, ukazujące się w kilkuset tysiącach egzemplarzy. Szwajcarscy dziennikarze opisują okoliczności pobicia zapaśnika Dominika Sikory w nocy z 25 na 26 stycznia przed klubem na Starym Rynku w Poznaniu, którego miał się dopuścić Olgierd Michalski.

Zaraz po tym zdarzeniu Michalski uciekł z Polski. We wtorek tvn24.pl podał, że mężczyzna może ukrywać się u swojej partnerki w Szwajcarii. Rzecznik wielkopolskiej policji przyznał, że śledczy sprawdzają ten trop.

Szwajcarskie media o poszukiwanym Polaku

Dziennikarz „20 minuten” próbował dopytać Federalny Urząd Bezpieczeństwa w Bernie, który odpowiada za międzynarodową współpracę prawną, o szczegóły poszukiwań Olgierda Michalskiego w Szwajcarii. Urzędnicy zasłonili się tajemnicą i odmówili przekazania jakichkolwiek szczegółów.

Dziennikarz „Blicka” przypomniał, że tragicznie zmarły Dominik Sikora był również zawodnikiem niemieckiego klubu zapaśniczego KFC Lipsk. Polski zapaśnik walczył w niemieckiej drużynie od trzech lat. „Cały klub KFC w Lipsku jest głęboko wstrząśnięty” – napisali przedstawiciele klubu na swoim profilu na Facebooku.

Areszt poszukiwawczy wobec podejrzanego o pobicie

W czwartek Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto zastosował wobec Olgierda Michalskiego tymczasowy areszt poszukiwawczy. Areszt poszukiwawczy to inaczej postanowienie o tymczasowym aresztowaniu ukrywającej się osoby podejrzanej. W przypadku zatrzymania, podejrzanego przewozi się na jego podstawie do sądu rejonowego, w którym prowadzone jest przeciw niemu postępowanie. Dopiero po rozpoczęciu procedury aresztu poszukiwawczego możliwe jest wystawienie listu gończego za poszukiwanym.
Źródło info i foto: tvn24.pl

„Łowcy głów” zatrzymali mężczyznę poszukiwanego ENA. Pedofil wpadł w Łodzi

Poznańscy „Łowcy głów” zatrzymali mężczyznę poszukiwanego europejskimi nakazami aresztowania w śledztwach dotyczących przestępstw seksualnych wobec dzieci. Mężczyzna trafił do aresztu w Łodzi, gdzie będzie oczekiwał na decyzję sądu o przekazaniu go do Irlandii Północnej. Poszukiwany mężczyzna został zatrzymany w Łodzi. Na jego trop wpadli policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych KWP w Poznaniu tzw. „Łowcy głów”.

Rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak wyjaśnił, że „policja z Irlandii Północnej od jakiegoś czasu prowadziła dwa śledztwa w sprawie przestępstw seksualnych na szkodę dzieci oraz osób starszych i nieporadnych”. Podejrzanym okazał się Polak mieszkający na stałe od kilkunastu lat w Irlandii Północnej – dodał.

Mężczyźnie postawionych zostało łącznie ponad 80 zarzutów. Po opuszczeniu policyjnego aresztu zniknął.

Policjanci z Poznania ustalili, że podejrzany sprzedał swoje mieszkanie w Irlandii Północnej za dość dużą sumę pieniędzy. Kilkanaście lat wcześniej służył jako najemnik w Legii Cudzoziemskiej. To mogło wskazywać, że mógł zaszyć się w jakimś zakątku na świecie i odszukanie go nie będzie proste – podkreślił Borowiak.

„Łowcy głów” ustalili, że uciekinier jakiś czas temu poznał kobietę z tego miasta i dwa miesiące temu wprowadził się do jej mieszkania. Tam został zatrzymany.

Trafił do Aresztu Śledczego w Łodzi, gdzie będzie oczekiwał na decyzję sądu o przekazaniu go do Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Dziś mija 9 lat od zaginięcia 19-latki

Historia Iwony Wieczorek, która zaginęła 17 lipca 2010 r., wracając do domu z sopockiego klubu Dream Club, mimo upływu 9 lat nadal interesuje dziennikarzy i porusza zwykłych ludzi. Ukazała się nawet książka „Co się stało z Iwoną Wieczorek?”, pióra Janusza Szostaka, reportera i prezesa Fundacji Na Tropie. Publikujemy jej fragment.

Od zaginięcia Iwony Wieczorek minęło 9 lat. 19-letnia dziewczyna w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku wyszła z jednego z sopockich klubów i zaginęła w drodze do domu. O poszukiwaniach nastolatki głośno było w mediach. Pomimo licznych przesłuchań, przeszukań, sprawdzania billingów i innych czynności operacyjnych, nadal nie ma przełomu w tej sprawie.

Autor twierdzi, że odpowiedź na pytanie, co stało się z nastoletnią mieszkanką Gdańska, znajduje się w pierwszym rozdziale tej wydanej nakładem Wydawnictwa Harde książki. Jest ona wynikiem jego reporterskiego śledztwa oraz analizy niemal 40 tomów policyjnych akt, rozmów z osobami związanymi z dramatem i funkcjonariuszami policji.

Śledztwo w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek prowadziła Komenda Wojewódzka Policji i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W poszukiwania kobiety zaangażowani byli również „Łowcy cieni”, policjanci z Poznania specjalizujący się w tropieniu najbardziej niebezpiecznych przestępstw, detektywi, jasnowidze, radiesteci. Podczas śledztwa przesłuchano 300 świadków, a także przeszukiwano pas nadmorski i okolice, które mogły być związane z jej zaginięciem. Sprawdzono kilkanaście hipotez. Akta tej sprawy zostały poddane wielokrotnej analizie, przez niezależne od siebie zespoły, wszystkie wnioski zostały zweryfikowane.

We wrześniu 2018 roku akta dotyczące śledztwa trafiły do Prokuratury Krajowej w Warszawie, a w pierwszej połowie tego roku zostały przekazane do ,,Archiwum X”, będącego częścią Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Wjechał w bramę Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Wiadomo, co mówił policji

Najpierw jechał pod prąd ulicą Focha, potem potrącił policjanta a na końcu usiłował wjechać w bramę Pałacu Prezydenckiego. Takie sceny miały miejsce we wtorek w Warszawie. Wiadomo, co mężczyzna mówił policjantom. We wtorek wczesnym popołudniem 36-latek jechał pod prąd ulicą Focha, wpadającą w Krakowskie Przedmieście. Zareagował policjant próbujący go zatrzymać, ale kierowca wjechał wprost na niego.

Następnie kierowca volkswagena przerwał łańcuch przed Pałacem Prezydenckim i zatrzymał się dopiero na zaporze bezpieczeństwa. Został zatrzymany przez policję i funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa.

Policjanci zwracają uwagę, że ze sprawcą nie ma logicznego i rzeczowego kontaktu. Odpowiedzi, jakich udzielał na zadawane mu pytania nie były spójne.

Jak się dowiedział „Super Express”, mężczyzna opluł ratowników medycznych, a w karetce krzyczał, że „Pałac Prezydencki to jego dom”. Został przewieziony karetką do szpitala. Tam miała zostać przebadana jego krew. Wynik pozwoli stwierdzić, czy w chwili zatrzymania znajdował się pod wpływem narkotyków lub innych środków odurzających.

Informację potwierdził nam Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy. – Do sytuacji doszło ok. 13.40. Auto z impetem chciało sforsować bramę Pałacu. Samochód zatrzymał się na zapadni przed bramą. Całą sytuację widzieliśmy przez okna Pałacu Prezydenckiego. Służby: policja i SOP zatrzymały mężczyznę – mówił nam Błażej Spychalski.

Komentarz Andrzeja Dudy

Prezydent Andrzej Duda, którego nie było w czasie incydentu w Warszawie, skomentował incydent. – Dostałem informację, że taka zdumiewająca sytuacja miała miejsce pod Pałacem Prezydenckim. Chcę podkreślić, że Pałac Prezydencki jest bezpieczny, jest jak widać dobrze strzeżony i funkcjonariusze SOP dobrze wykonują swoją pracę, za co dziękuję – mówił Duda, będąc na forum ekonomicznym w szwajcarskim Davos.

Nagranie z szarży w Warszawie

Potrącony policjant został ranny, ma uraz biodra. Został zabrany do szpitala i przebadany, a jego życiu nic nie zagraża. Do amatorskiego nagrania z tego zdarzenia dotarli dziennikarze TVP.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe wątki w sprawie zabójstwa Jana Kuciaka i jego narzeczonej

Zabójcy słowackiego dziennikarza kupili broń od mężczyzny, który pochodzi z Węgier. W polu zainteresowania służb badających morderstwo znalazło się dwóch obywateli z tego kraju.

W centrum policyjnego śledztwa ws. zabójstwa Jana Kuciaka i jego dziewczyny znalazło się dwóch Węgrów. Dokumenty zebrane przez portal hvg.hu wskazują na obywateli tego kraju pochodzących z miejscowości Zebegeny i Kecskemet. W pierwszej mordercy słowackiego dziennikarza mieli kupić od mężczyzny o inicjałach L.K. broń, za którą zapłacili 3 tys. euro.

Mężczyzna z drugiego miasta o inicjałach I.R.K. stał się podejrzany, ponieważ dzwonił do L.K. w momencie zabójstwa Kuciaka i bezpośrednio przed nim. Obaj byli przesłuchiwani przez długie godziny. Pomimo domniemanych zeznań, które ich obciążały według węgierskiego prawa są świadkami, a nie podejrzanymi. W związku z tym mężczyźni zostali zwolnieni do domów.

Węgierska policja na prośbę słowackich kolegów przeprowadziła rewizję w kilku miejscach m.in. domu L.K i siedzibie firmy należącej do I.R.K. W dalszym ciągu nie znalaziono broni, którą zabito słowackiego dziennikarza. L.K. miał osobiście przynieść pistolet strzelcowi Tomasowi Sz. Zleceniodawcą była Alena Zs., kierowcą Miroslav M., a pośrednikiem Zoltan A. Za śmierć Kuciaka zapłacono 70 tys. euro.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowy trop w sprawie ustalenia tożsamości matki noworodka, którego ciało wyłowiono z rzeki w Nowej Soli

Śledczy trafili na trop w sprawie martwego noworodka wyłowionego w czerwcu z rzeki w Nowej Soli. Kobieta, która była w zaawansowanej ciąży i nie ma dziecka, nie stawiła się na obowiązkowe badanie u ginekologa. Na wizytę może być doprowadzona przez policjantów. To, czy ona jest matką dziecka, wykaże badanie DNA.

18 czerwca wieczorem wędkarz z Nowej Soli zauważył pakunek dryfujący w Odrze, ok. piętnastu metrów od brzegu. Zarzucił wędkę i przyciągnął go do siebie. W środku znalazł zwłoki noworodka z łożyskiem i pępowiną. Były owinięte w ręcznik i reklamówkę oraz włożone do nieprzemakalnej torby, prawdopodobnie elementu wyposażenia wózka dziecięcego.

Jak wykazały badania, chłopiec przyszedł na świat w ósmym miesiącu ciąży. Miał krtań przebitą ostrym narzędziem. Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli prowadzi postępowanie pod kątem zabójstwa dziecka. Według śledczych, ciało mogło dryfować w rzece nawet kilka dni.

Zabezpieczony materiał DNA

22 czerwca Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze opublikowała na swojej stronie zdjęcia wszystkich przedmiotów, które znaleziono razem ze zwłokami. Poprosiła o pomoc w zidentyfikowaniu osoby, do której mogły należeć rzeczy schowane w torbie, m.in. damska koszula nocna i podkoszulka na ramiączkach. Przy zwłokach były także podpaski higieniczne i brudna pielucha.

Prokuratura trafiła już na trop kobiety, która w tym roku była w zaawansowanej ciąży, ale nie ma dziecka. To mieszkanka Bytomia.

– Kobieta nie stawiła się na wyznaczone badanie u ginekologa – powiedziała „Dziennikowi Polskiemu” prokurator Ewa Antonowicz. Dodała, że zabezpieczono jej materiał DNA i „jeszcze jednej osoby”, żeby uzyskać pewność, czy podejrzewana jest matką dziecka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl