Austria: 500 policjantów, 220 żołnierzy i blackhawki. Wszystko na wypadek napływu migrantów

Austriacka Partia Ludowa (OeVP) kanclerza Sebastiana Kurza, która wygrała w zeszłym roku wybory, obiecała zapobiec powtórce napływu uchodźców z lat 2015-16. OeVP rządzi w koalicji z prawicowo-populistyczną Austriacką Partią Wolności (FPOe). Premier Słowenii ocenił ćwiczenia jako „nieco prowokacyjne”.

W opinii Agencji Reutera ćwiczenia mają zademonstrować, że Austria jest przygotowana na ewentualną powtórkę kryzysu migracyjnego w Europie i współgrają z dążeniem prawicowego rządu austriackiego, który stara się zniechęcić migrantów do wędrówki przez ten kraj.

Austriacka Partia Ludowa (OeVP) kanclerza Sebastiana Kurza, która wygrała w zeszłym roku wybory, obiecała zapobiec powtórce napływu uchodźców z lat 2015-16. OeVP rządzi w koalicji z prawicowo-populistyczną Austriacką Partią Wolności (FPOe). Premier Słowenii ocenił ćwiczenia jako „nieco prowokacyjne”.

– Państwo, które nie jest w stanie chronić swych granic, traci wiarygodność – powiedział austriacki minister spraw wewnętrznych Herbert Kickl (FPOe). Podkreślił, że jest zdeterminowany, żeby nie dopuścić do powtórzenia się takich sytuacji, jak ta z 2015 r. i że takie właśnie przesłanie strona austriacka chce przekazać, organizując ćwiczenia przy granicy ze Słowenią.

Kickl oświadczył, że jego resort i policja mają „prawo i obowiązek” odsyłać ludzi, którzy chcą przybyć do Austrii nielegalnie lub „w złych zamiarach”. Minister obrony Mario Kunasek (FPOe) podkreślił, że ćwiczenia „pokazują zdolność do ochrony granicy”.

Słoweński premier Miro Cerar oświadczył z kolei: „Te ćwiczenia nie są potrzebne. Postrzegam je nawet jako nieco prowokacyjne”. Minister spraw wewnętrznych Słowenii Vesna Gyoerkoes zaprotestowała przeciw ćwiczeniom, pisząc do ministra Kickla, że nie służą one dobrym relacjom między obu krajami ani wspólnym staraniom o zapanowanie nad problemem uchodźców.

Austria zorganizowała ćwiczenia na przejściu granicznym Spielfeld, gdzie na początku 2016 r. wprowadziła system umożliwiający kontrolę napływu migrantów.

Agencja Reutera odnotowuje, że scenariusz tych ćwiczeń nie przewidywał – w odróżnieniu do tych organizowanych na mniejszą skalę przez poprzedni rząd – aktów przemocy ze strony migrantów ani aresztowań.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Policja poszukuje Irakijczyka w związku z zabójstwem 14-latki

14-letnia Susanna z Moguncji została zgwałcona i zamordowana. Podejrzanymi jest dwóch mieszkańców ośrodka dla uchodźców. Jednemu z nich udało się uciec. Susanna zaginęła 22 maja. Nie wróciła z wieczornego spotkania z przyjaciółmi w centrum Wiesbaden. Poszukiwania trwały dwa tygodnie.

Jej ciało policja znalazła na trudno dostępnym terenie w dzielnicy Erbenheim, przy torach kolejowych. 14-latka została zgwałcona i zamordowana – ujawniła prokuratura w Wiesbaden.

Podejrzanymi są 20-letni uchodźca z Iraku i 35-letni obywatel Turcji – poinformował prokurator Oliver Kuhn z Wiesbaden. Obaj mieszkali w miejscowych ośrodkach dla uchodźców. Turek został aresztowany, ale po Irakijczyku zaginął ślad. Według informacji komendanta policji Zachodniej Hesji Stefana Muellera, kilka dni temu mężczyzna wrócił z rodziną do Iraku.

Jak poinformował Mueller, iracka rodzina składająca się z matki, ojca i sześciorga dzieci mieszkała w ośrodku dla uchodźców w Erbenheim. Wszystko wskazuje na to, że rodzina wyjechała z Duesseldorfu do Stambułu, a stamtąd dalej do irackiego Erbilu. Na ich biletach lotniczych widniały inne nazwiska niż na dokumentach pobytowych w Niemczech.

Grupa miała przy sobie także tzw. dokumenty laissez-passer (czyli rodzaj paszportu w języku arabskim ze zdjęciami), które zostały wydane przez ambasadę iracką. Z dotychczasowych informacji wynika, że podczas odprawy na lotnisku porównano jedynie zdjęcia, a nie nazwiska.
Źródło info i foto: wp.pl

Lesbos: Mieszkańcy wspierają mężczyznę, który strzelał, aby odstraszyć migrantów

Mieszkańcy greckiej wyspy Lesbos wspierają farmera, który użył broni, aby odstraszyć migrantów. 55-latek oddał strzały w powietrze, kiedy trzech imigrantów próbowało – jak twierdzi – ukraść owce z jego stada. Przed sądem w stolicy Lesbos protestowali dziś mieszkańcy wioski Moria, która leży obok punktu rejestracji uchodźców.

Mieszkańcy żądali rozwiązania kwestii uchodźców. Mówili, że są zdesperowani, bo migranci wchodzą na tereny ich posiadłości, zdarza się, że kradną zwierzęta.

Po stronie zatrzymanego farmera stanął burmistrz Lesbos. Pozew przeciwko farmerowi złożyli też zatrzymani migranci, którzy twierdzą, że nie chcieli niczego ukraść i przechodzili tamtędy przypadkiem.

Pracownicy ośrodka dla uchodźców Moria powiedzieli Polskiemu Radiu, że sytuacja okolicznych mieszkańców jest trudna, bo w ośrodku przebywa kilka tysięcy osób. Organizacje pozarządowe, które wspierają migrantów, zatrudniły prawników, którzy doradzają, co robić w takich przypadkach i jak uzyskać azyl w Grecji. W okolicy zdarzały się już przypadki kradzieży zwierząt, które migranci sprzedawali później innym uchodźcom.
Źródło info i foto: TVP.info

Komisja Europejska pozwie Polskę za odmowę przyjęcia uchodźców

Będzie pozew Komisji Europejskiej przeciwko Polsce za odmowę przyjęcia uchodźców – dowiedziało się nieoficjalnie Polskie Radio. Szefowie gabinetów komisarzy uzgodnili decyzję w tej sprawie, która w czwartek ma być oficjalnie zatwierdzona przez komisarzy.

O tym, że Komisja Europejska jest zdecydowana skierować pozew do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, mówił kilka razy komisarz do spraw migracji Dimitris Awramopulos.

Bruksela domagała się bowiem wypełnienia decyzji z jesieni 2015 roku, kiedy większość krajów zgodziła się na obowiązkowy podział uchodźców, którzy przedostali się na Stary Kontynent i przebywają w obozach w Grecji i we Włoszech. Jednak kiedy Komisja zapowiadała pozew, unijny program relokacji jeszcze obowiązywał, był rozpisany na 2 lata. Wygasł we wrześniu tego roku i już nie obowiązuje. Dlatego wiele osób wątpiło, by Komisja zdecydowała się na pozew. Bruksela jednak uznała, że skoro było to obowiązujące unijne prawo, to wszystkie kraje powinny go przestrzegać i przyjąć wyznaczoną liczbę uchodźców.

W tej sprawie Komisja przeprowadziła już dwuetapowe postępowanie przeciwko Polsce dotyczące naruszenia unijnego prawa. Polski rząd w piśmie do Komisji wnosił o umorzenie postępowania. Argumentował odmowę przyjmowania uchodźców względami bezpieczeństwa. Podkreślał, że kształtowanie polityki migracyjnej to prawo każdego państwa i zapowiedział, że jest gotów bronić racji przed Trybunałem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mężczyźni zatrzymani po zamachu w Londynie to uchodźcy

Brytyjski dziennik „The Times” poinformował w poniedziałek, że dwaj mężczyźni zatrzymani po piątkowym zamachu terrorystycznym na londyńskie metro to młodzi uchodźcy, którzy mieszkali w brytyjskiej rodzinie zastępczej. Jak wynika z informacji gazety, obaj mężczyźni pochodzą z krajów objętych strefą wojny i działaniem tzw. Państwa Islamskiego (IS).

Według „Timesa” 18-letni główny podejrzany jest sierotą z Iraku i przyjechał do Wielkiej Brytanii w wieku 15 lat, gdzie otrzymał status uchodźcy. W sobotę został zatrzymany w porcie morskim w Dover nad kanałem La Manche, gdy funkcjonariusze rozpoznali go po charakterystycznej, czerwonej czapce, którą miał na sobie również na nagraniach monitoringu z metra.
„Zszokowani” emeryci

Mężczyzna został przyjęty przez brytyjską parę emerytów Ronalda i Penelopę Jones, którzy na przestrzeni 40 lat opiekowali się jako rodzina zastępcza blisko 300 dziećmi o różnym pochodzeniu, a w ostatnich latach na prośbę hrabstwa Surrey przyjęli wielu uchodźców, w tym m.in. z Somalii i Erytrei. W 2010 roku za swoje zasługi zostali odznaczeni Orderem Imperium Brytyjskiego.
Jak zauważa „Times”, emeryci nie otrzymali od lokalnych władz szczegółowych informacji o 18-latku i byli „zszokowani” tym, co zostało im przekazane w ciągu ostatnich dwóch dni przez śledczych. Od soboty ich dom jest przeszukiwany przez specjalistów z oddziału antyterrorystycznego.

21-letni Syryjczyk

Drugi zatrzymany został zidentyfikowany przez media jako 21-letni Syryjczyk Jahja Farruch, który ostatnio samodzielnie mieszkał w Stanwell w hrabstwie Surrey, ale wcześniej również znajdował się pod opieką Jonesów. Jego tożsamość nie została na razie potwierdzona przez prowadzącą śledztwo policję metropolitalną.

Policja, póki co, nie postawiła mu też żadnych zarzutów.

Pastor Vicci Davidson z lokalnego kościoła metodystów w rozmowie z „Timesem” wyraziła nadzieję, że „ludzie nie będą teraz mówić tylko o tym jednym dziecku, które wpadło w kłopoty, gdy tak wielu udało się pomóc”.

Około 30 osób zostało rannych w piątek rano, gdy w wagonie metra na stacji Parsons Green w zachodniej części Londynu eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy z zapalnikiem czasowym. Związana z IS agencja informacyjna Amak poinformowała, że zamachu dokonał „oddział” związany z tą dżihadystyczną organizacją.
Źródło info i foto: interia.pl

20-letni Kongijczyk nie okazuje skruchy

To „wyjątkowo brutalni sprawcy” – oceniła włoska prokurator czterech mężczyzn aresztowanych pod zarzutem napaści na polskich turystów w Rimini oraz gwałtu na Polce. Przywódca tej grupy, 20-letni Kongijczyk Guerlin Butungu, nie okazuje żadnej skruchy – poinformowali śledczy, cytowani przez włoską telewizję RAI.

Media wyjaśniają, że Butungu przebywa we Włoszech legalnie. Otrzymał prawo pobytu z powodów humanitarnych po tym, jak w 2015 roku przypłynął z Afryki na Lampedusę. Złożył też wniosek o azyl. Przebywał w ośrodku dla azylantów i uchodźców, który opuścił około dwóch miesięcy temu.

Będzie decyzja

Po przesłuchaniu przez policję Kongijczyk został umieszczony w więzieniu w Rimini. W poniedziałek rano oczekuje się decyzji sędziego o utrzymaniu aresztu wobec niego. Trzej pozostali młodociani sprawcy napaści, urodzeni we Włoszech bracia Marokańczycy oraz Nigeryjczyk w wieku od 15 do 17 lat zostali osadzeni w zakładzie karnym dla nieletnich w Bolonii. Prokurator z trybunału dla nieletnich Silvia Marzocchi, która podjęła decyzję o skierowaniu ich do tej placówki, określiła ich jako wyjątkowo brutalnych sprawców „nikczemnych” aktów przemocy.

„Sukces wymiaru sprawiedliwości”

Włoscy politycy składają gratulacje policji i prokuraturze z Rimini, podkreślając, że zatrzymanie wszystkich czterech sprawców napaści na Polaków i transseksualistę z Peru w tydzień od tego ataku jest wielkim sukcesem sił porządkowych i wymiaru sprawiedliwości.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Czwarty napastnik z Rimini zatrzymany

Włoska policja aresztowała w nocy z soboty na niedzielę czwartego, ostatniego poszukiwanego sprawcę napadu na polskich turystów w Rimini – podały media. Ukrywał się on na stacji kolejowej w tym mieście. Agencja Ansa poinformowała, że do aresztu trafił 20-letni Kongijczyk uważany za szefa bandy. Jest on uchodźcą. Podobnie jak trzej inni sprawcy mieszkał w rejonie miasta Pesaro. Dziennik „Corriere della Sera” podał na swojej stronie internetowej, że był rezydentem w ośrodku dla uchodźców.

W sobotę na posterunek dobrowolnie zgłosili się dwaj bracia, Marokańczycy, w wieku 15 i 16 lat, a kilka godzin później policja aresztowała 17-letniego Nigeryjczyka. Początkowo media podawały, że był to obywatel Konga. W nocy z 25 na 26 sierpnia banda ta napadła na plaży w Rimini na parę polskich turystów. Młoda kobieta została zgwałcona, a jej partner dotkliwie pobity. Tej samej nocy grupa ta zaatakowała też i zgwałciła transseksualistę z Peru.
Źródło info i foto: interia.pl

Muzułmańscy uchodźcy zislamizują nasz kraj?

„W procesie integracji liczy się nie tylko jak migranci odnoszą się do kultury swojego pochodzenia, ale też to, jak odnoszą się do kultury miejsca, w którym się osiedlają. Innymi słowy: na ile są w stanie praktykować i jedną, i drugą” – mówi w rozmowie z Dziennik.pl dr Marta Penczek, psycholog międzykulturowy z Uniwersytetu SWPS. W jakich krajach się to udało? Jak? I dlaczego?

Muzułmańscy uchodźcy zislamizują nasz kraj, przed czym PiS ostrzega Polaków?

No skąd, przecież 7 tysięcy uciekinierów z Syrii w pond 30 milionowym kraju, to nawet nie jest jeden procent. A na dodatek nie wiadomo, czy tu w ogóle zostaną ani czy wszyscy będą muzułmanami. A i władze mogłyby też wpływać na to, kogo przyjmujemy.

Jak?

Poprzez dopilnowanie, by większość – jeśli nie wszyscy – byli chrześcijanami; wtedy o żadnej islamizacji nie może być już mowy. Jeśli jednak z jakiś powodów nie będzie to możliwe, zawsze możemy rozmawiać. Pokazywać migrantom, czego się od nich oczekuje. Albo np. podobnie jak Niemcy czy Skandynawowie organizować kursy, na których najpierw tłumaczą, jak nasze społeczeństwo działa, a potem sprawdzają, czy uchodźcy się tego nauczyli. Jeśli nie, to nie przedłuża się im prawa pobytu.

W przypadku Syryjczyków to trudne, bo nie do końca wiadomo, gdzie ich potem odsyłać.
Wielu z nich przyjeżdża z Turcji, więc można ich tam z powrotem przekazać – Niemcy podpisały zresztą z Turcją umowy pozwalające właśnie na odsyłanie części osób.

W Polsce już się myśli o takich kursach? Czy to tylko czysto hipoteczny projekt?

Jak na razie to tylko nasza propozycja – nasza, czyli katedry psychologów międzykulturowych z SWPS. Dokładnie to trzy różne propozycje, które się wzajemnie nie wykluczają. Wyszliśmy z założenia, że choć rząd polski nie zgadza się na przyjęcie uchodźców, to jednak prędzej czy później, Syryjczycy i tak do Polski przyjadą. Może więc warto skorzystać z okazji i wybrać tych, którzy pasowałyby nam najbardziej.

Jakie konkretnie rozwiązania mogłyby wchodzić w grę?

Przede wszystkim intensywne szkolenie – nie przez godzinę tygodniowo, a kilka godzin dziennie. Podczas takich warsztatów moglibyśmy nie tylko przekazywać wiedzę, ale też uczyć pożądanych zachowań, jak przepuszczania kobiet w drzwiach – nie jest to oczywiste w większości kultur – czy np. załatwiania spraw urzędowych. Najpierw o tym opowiemy, potem przećwiczymy w sali, w której prowadzący będzie udawał np. urzędnika, a potem faktycznie pójdziemy do urzędu.

Inne rozwiązania?

W grę wchodzą też rozmowy z przywódcami danej społeczni – Syria jak wiele państw arabskich, ale nie tylko, należy do kultur, których ważna jest hierarchia i bycie w grupie. Z reguły jest tam ktoś, kto ma najwyższą pozycję w grupie: imam czy inna starszyzna. Można z nimi uzgodnić zasady i relacje. Kiedy już ich przekonamy, ci będą wywierać naciski na resztę społeczności. To drugi z pomysłów, trzeci – można wrócić do idei, by każdą parafia przyjęła rodzinę uchodźców. Wtedy łatwiej jest ich ingerować, oswoić się z nimi i zaprzyjaźnić, choćby dlatego, że lokalna społeczność ma większe kontakty z ludnością miejscową.

A komuś już się to udało?

Wygląda na to, że najlepiej poradziła sobie Kanada, w której jest stosunkowo mało problemów z wielokulturowością. Oczywiście możemy przyjrzeć się jej rozwiązaniom, ale trzeba też pamiętać, że to społeczeństwo prawie całkowicie imigranckie. Nieduża jest tam grupa inuitów, Eskimosów i Indian. Większość to ludność napływowa, więc i podstawy do rozmów o wielokulturowości są inne niż w Europie, gdzie ludność rdzenna na ogół stanowi większość. Podobnie zresztą jak w Polsce – w gruncie rzeczy Polska jest państwem homogenicznym, co powoduje, że inne mamy oczekiwania i inną gotować do kompromisu z przedstawicielami różnych kultur.

Albo jej brak!

Racja. I dlatego dobrze też będzie oddziaływać na Polaków, by byli gotowi zaakceptować tę odmienność.

Jakie programy wdrożyć, by i ten proces przebiegał bez zakłóceń?

Przede wszystkim dobrze jest pokazać, że nie są akceptowane dziania i wypowiedzi mające znamiona rasistowskie; chociaż niektóre badania np. w USA dowodzą, że poprawność polityczna daleko nas nie zaprowadzi. Co do zasady jednak lepiej mówić, że nie ma zgody dla napaść na osoby innych kultur – inaczej grupa mniejszościowa też się do nas nastawi negatywnie, dojdzie do zaognienia nastrojów, a to może doprowadzić od realnego konfliktu. Dobrze przy tym pokazać grupie większościowej, że uchodźca to też człowiek. Syryjczyk, Ukrainiec, Czeczen – to nie powinno mieć w ogóle znaczenia.

Tylko jak to pokazać?

Na różne sposoby. W telewizji śniadaniowej czy np. serialach, które Polacy tak chętnie oglądają można wprowadzać postaci z innych kultur. Udowadniać, że nie muszą być czarnymi charakterami. Że mają takie same problemy jak my.
Ale równie dobrze mogą to być np. warsztaty kulinarne – jedne z nich prowadzi w Warszawie znajomy Syryjczyk. Kuchnia to dla niego tylko punkt wyjścia do rozmów o tamtejszej kulturze.

Wszystko w myśl zasady, że najbardziej boimy się tego, co nie znamy?

Tak i to też jeden z powodów, dla którego jestem w ogóle zwolenniczką wprowadzania do szkoły zajęć z religioznawstwa. Gdyby się Polacy dowiedzieli, jak wygląda islam, to może mniej by ich przerażał. Bo można się bać Państwa Islamskiego, jest to całkowicie uzasadnione, ale islam ma dużo różnych odmian. Większości wyznawców tej religii nie należy się bać.

Co z tego, skoro 70 proc. Polaków, co pokazują ostatnie sondaże, jest w ogóle przeciwna przyjmowaniu uchodźców.
Nie przesadzajmy z tym biciem się w piersi. To nie jest tak, że wszyscy Polacy tak mają. Proszę spojrzeć na statystyki, które pokazują, jaka była akceptacja dla przyjmowania uchodźców, kiedy kryzys się rozpoczął. Dużo wyższa!

Ale od tej pory dużo się stało – kolejne zamachy, ataki nożowników, rozpędzone furgonetki…

Ale tu nie chodzi tylko o akcje terrorystyczne, którym łatwiej się przebić w mediach. Także kampania wyborcza, której byliśmy świadkami nie służyła otwartości na odmienność. Podobnie jak wygrana partii, która w swój program wyborczy ma wpisany konserwatyzm i która stawia na tradycyjne rozumienie polskości, definiowanej przez katolicyzm i tradycyjne rodzinne. Teraz z parlamentarną większością ma też dużo większą możliwość przekazywania swojej wizji. Nic więc dziwnego, że Polacy powoli zaczynają się przekonywać do tego, co słyszą. Również ci, którzy byli obojętni albo niezdecydowani, albo mieli odmienne zdanie.

Nie sposób nie przywołać w tym kontekście słów szefa MSWiA o Finlandii: Sprowadzono 100 Somalijczyków w 1992 roku, teraz ta społeczność rozrosła się do 26 tysięcy.

Nie każdy argument da się tak łatwo zbić. Przecież jeśli uchodźca się u nas osiedli, to tu też będzie mieć dzieci – i to więcej niż Polacy, bo my prawie ich nie mamy. Tak, ta grupa się powiększy, ale jeśli dobrze się przeprowadzi proces integracji pierwszego pokolenia, to nie będziemy mieli z tego powodu żadnych problemów.

Dobrze, na ulicach będzie kolorowej, ale ci wszyscy ludzie o różnym wyglądzie będą Polakami i będą produktywnymi członkami naszego społeczeństwa.

„To doprowadzi do katastrofy społecznej”, to kolejny fragment wypowiedzi ministra Błaszczaka.
Do katastrofy społecznej to sami doprowadzimy zamykając granice i obniżając wiek emerytalny. Proszę sprawdzić, ile jest osób, które już za chwile – bo 1 października – nabędzie prawo do emerytury. Ile osób płaci ZUS, a ile z tych składek trzeba utrzymać?
Z mojego punktu widzenia migranci są nam potrzebni, a dowiódł tego też np. przyjazd do Polski Ukraińców czy Białorusinów.

Ale przecież pojawiły się też głosy, że zabierają prace Polakom?!
Jeżeli mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie znają naszego języka i często nie mają żadnych kwalifikacji – co najwyżej mogą sprzątać w hotelu – to chyba jednak coś nie tak jest z naszymi kwalifikacjami?! A jeśli chodzi o fachowców, to dobrze, żeby przyjeżdżali i pomagali rozwijać gospodarkę, co – z tego co rozumiem – jest planem ministra gospodarki.

A może takiej sytuacji lepiej pełnymi garściami czerpać z doświadczeń Szwecji? Mają najwyższy odsetek migrantów, bo 19 osób na każdy 1 tysiąc mieszkańców.

Byłabym jednak ostrożna – Szwecja to państwo z dużo bardziej rozbudowaną opieką socjalną. To ma duże znaczenie, zwłaszcza na tym pierwszym etapie, kiedy migranci przejeżdżają do kraju, starają się o status uchodźcy i nie wolno im w tym czasie pracować; utrzymują się tylko z zasiłku – a to potrafi trwać latami. Tam da się za to żyć, w Polsce wystarcza tylko na mydło. Nic więc dziwnego, że chętniej uciekną do takiego kraju; poza tym tam są już ich rodacy. U nas prawie nie ma Syryjczyków – w związku z tym trudniej będzie im stworzyć diasporę.

Ale to też pytanie, kogo chcemy przyciągnąć. Bo wyższe zasiłki będą oznaczać, że uchodźców będzie więcej, ale też może się pojawić ryzyko, że będą chcieć żyć tylko z tych pieniędzy.

Gdzie w takim razie szukać dobrych praktyk?

Każdy kraj ma swoje mocne i słabe strony. Ale wygląda na to, że stosunkowo dobrze poradziła sobie Australia, która przyjmuje tylko ludzi z listy UNHCR. Być może to metoda, która i możemy wykorzystać. Uchodźców jest dużo, więc i my moglibyśmy przejrzeć listę osób, które są w obozach dla uchodźców i wytypować fachowców, których nam brakuje.

Z drugiej strony, możemy przyjąć też sieroty – ułatwi to potem ich integrację, bo kultura kraju pochodzenia nie będzie tak mocno zakorzeniona.

To oznacza, że konfliktu między pomaganiem a bezpieczeństwem da się uniknąć? A Polska kulturowo się nie zmieni?

Nie twierdzę, że nigdy się tak nie stanie, ale o tych zmianach możemy mówić w perspektywie kilku lat – tu nam nie grozi islamizacja – albo kilkudziesięciu czy kilkuset – tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Na pewno nie jest tak, jak sądzi większość Polaków, że uchodźcy będą za wszelką cenę dążyć do kompletnej separacji. Że będą się trzymać swojej kultury. Że przyjadą, założą rodziny i nie zechcą przyjąć zasad tutaj panujących.

Skąd to wiadomo?

Jak przekonuje prof. Paweł Boski, w procesie integracji liczy się nie tylko jak migranci odnoszą się do kultury swojego pochodzenia, ale też to, jak odnoszą się do kultury miejsca, w którym się osiedlają. Innymi słowy: na ile są w stanie praktykować i jedną, i drugą.

A my przecież nie zabranialibyśmy im chodzić do meczetu czy nie kazalibyśmy im jeść kiełbasy i pić wódki, choć wiem, że niektórzy mają takie propozycja jako warunek przyjęcia do Polski. Mogliby się nadal trzymać swoich zasad, w tym np. spożywać tylko produkty halal i jednocześnie całkowicie naturalnie funkcjonować w polskim społeczeństwie. Mówić dobrze po polsku. Podejmować lepiej i mniej płatne prace. I np. nie mieć za złe kobietom, że te chodzą w krótkich spódnicach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Coraz więcej dzieci pod opieką Jugendamtów

Z przedstawionego dziś w Wiesbaden raportu Federalnego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2016 r. odnotowano 84,2 tys. przypadków interwencji niemieckich urzędów ds. dzieci i młodzieży, tj. o 6,6 tys. (8,5 proc.) więcej niż rok wcześniej. Biorąc pod uwagę fakt, że cztery lata temu takich przypadków było 42,1 tys., liczba interwencji Jugendamtów od 2013 r. niemalże się podwoiła.

Za główny powód ingerencji urzędów w 2016 r. podaje się przyjazdy do Niemiec dzieci uchodźców bez opieki rodzicielskiej. Problem ten dotyczył 44,9 tys. przypadków, czyli o 2,6 tys. więcej niż w 2015 roku. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego, 21,7 tys. nieletnich, które trafiły pod kuratelę Jugendamtów, miało mniej niż 14 lat.

Najczęstszym powodem przejęcia opieki nad dziećmi w tej grupie wiekowej były zaniedbania obowiązków przez obojga rodziców lub jednego z nich (45 proc.) oraz ochrona przed takim zaniedbaniem (19 proc.). Niebagatelną rolę odgrywał również przyjazd do Niemiec dzieci bez opieki dorosłych (15 proc.) oraz ochrona przed przemocą (13 proc.).

Inaczej wyglądała sytuacja w grupie wiekowej między 14-17 rokiem życia. Najczęstszym powodem wkraczania Jugendamtów był w przypadku 62,5 tys. nieletnich z tej grupy wiekowej przyjazd do Niemiec bez opieki dorosłych (67 proc.).

Długość opieki

Według statystyk u 46 procent dzieci poniżej 14. roku życia kuratela urzędów ograniczała się maksymalnie do 2 tygodni. W przypadku 41 proc. opieka nad nimi kończyła się najczęściej powrotem do rodziców lub opiekunów prawnych oraz skierowaniem do rodzin zastępczych i domów dziecka.

W przypadku nieletnich powyżej 14. roku życia tylko 13 proc. wróciło do swoich opiekunów prawnych, a 26 proc. skierowano do rodzin zastępczych, domów dziecka oraz mieszkań z opieką. 24 proc. z nich trafiło do ośrodków psychiatrycznych lub szpitali.

Niemieckie urzędy ds. dzieci i młodzieży są upoważnione do interwencji i podjęcia środków zaradczych w sytuacjach dla dzieci krytycznych oraz w sytuacjach zagrożenia. Często dochodzi do tego na prośbę samych dzieci, kiedy stają się ofiarami zaniedbań ze strony rodziców lub kiedy docierają do Niemiec bez opieki dorosłych. Do czasu, aż Jugendamty znajdą właściwe rozwiązanie, nieletni pozostają pod ich opieką i mogą zostać okresowo skierowani do domów dziecka lub rodzin zastępczych.
Źródło info i foto: onet.pl

Seria starć między uchodźcami w Calais

W Calais, na północy Francji, w nocy i po południu doszło do serii starć między uchodźcami. Agencja AFP informuje, że powodem bójek między grupami Afgańczyków i Erytrejczyków był podział żywności rozdawanej w ramach pomocy humanitarnej. W bijatykach, w pobliżu autostrady A16 i przy katolickim punkcie pomocy rannych zostało około 25 osób. Policja zatrzymała pięciu prowodyrów.

Do Calais zostało skierowanych dodatkowych 300 policjantów. Nazywane „Dżunglą” obozowisko, w którym tysiące uchodźców oczekiwało na szansę przedostania się do Wielkiej Brytanii, zostało zlikwidowane jesienią.

Jednak od kilku miesięcy, w pobliżu autostrady A16, koczują grupki imigrantów. W czerwcu w karambolu, spowodowanym przez ustawioną na drodze blokadę, zginął polski kierowca.
Źródło info i foto: onet.pl