Zeznania byłego BOR-owca ws. wypadku z udziałem Beaty Szydło

Piotr Piątek, były funkcjonariusz BOR, który brał udział w wypadku z udziałem kolumny rządowej w 2017 r. w Oświęcimiu, składał we wtorek zeznania przed krakowskim sądem. – Nie wnoszą one nic do sprawy w zakresie ustalenia stanu faktycznego – ocenił po rozprawie prok. Rafał Babiński. Piotr Piątek stawił się przed krakowskim sądem okręgowym. W rozmowie z dziennikarzami przed wejściem na salę, zadeklarował chęć podtrzymania swoich wcześniejszych publicznych przekazów. – Będę podtrzymywał to, że podczas tego przejazdu sygnały świetlne były włączone, ale sygnałów dźwiękowych włączonych nie mieliśmy – wyjaśnił były funkcjonariusz.

Rozprawa z jego udziałem odbyła się za zamkniętymi drzwiami. – Na temat dzisiejszych zeznań nie mogę powiedzieć nic, z uwagi na to, że były one rejestrowane w kancelarii tajnej – zastrzegł po opuszczeniu sali prokurator okręgowy Rafał Babiński.

Obrońca oskarżonego w tej sprawie wniosek o przesłuchanie Piątka złożył po grudniowej publikacji „Gazety Wyborczej”, która napisała, że funkcjonariusze b. Biura Ochrony Rządu, którzy brali udział w wypadku auta, którym jechała ówczesna premier Beata Szydło, składali fałszywe zeznania w śledztwie dotyczącym okoliczności zdarzenia. W rozmowie z gazetą przyznał to Piątek – jeden z oficerów, b. funkcjonariusz BOR.

Prok. Babiński – pytany we wtorek o to, czy w kontekście treści złożonych przed sądem zeznań, koncepcja prokuratury, co do przebiegu zdarzenia sprzed ponad pięciu lat się zmieniła – odpowiedział: „nie, w najmniejszym stopniu”. – Te zeznania nie wnoszą nic do sprawy. W zakresie ustalenia stanu faktycznego, dotyczącego ustalenia odpowiedzialności oskarżonego, nie wnoszą do niej dokładnie nic – ocenił.

„Kwestia sygnałów dźwiękowych jest wtórna”

Wyjaśnił, że „przedmiotem oceny sądu był sposób zachowania kierowcy seicento (Sebastiana Kościelnika – red.); został on ustalony na podstawie określonego materiału dowodowego”. – Ten materiał to zeznania świadków, protokoły oględzin, w końcu opinie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że treść zeznań w najmniejszym stopniu nie zmienia ustaleń dotyczących odpowiedzialności i sposobu zachowania kierowcy seicento 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu – wyjaśnił prokurator okręgowy.

Jego zdaniem „błędne informacje medialne” mają wskazywać na to, „kwestia sygnałów dźwiękowych i świetlnych ma tutaj znaczenie”. – Znaczenie ma sposób zachowania kierowcy seicento i to jego zachowanie poddawane jest ocenie – podkreślił prok. Babiński; dodał, że „kwestia tego, czy były sygnały dźwiękowe czy nie, jest wtórna”.

Ponieważ rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności, jej przebiegu komentować nie chcieli pełnomocnik byłego funkcjonariusza, adw. Ryszard Kalisz i sam Piotr Piątek, a także oskarżony w sprawie kierowca Sebastian Kościelnik i jego obrońca, adw. Władysław Pociej.

Wcześniej jednak reprezentujący b. funkcjonariusza zapewnił, że zeznania Piątka „będą takie, jak jego wypowiedzi publiczne przed dwoma, trzema miesiącami”. Z kolei obrońca kierowcy ocenił, że mogą one „stanowić początek jakiegoś istotnego przełomu w sprawie”. Z kolei sam oskarżony wyraził nadzieję, że ostateczne rozstrzygnięcie toczącej się od kilku lat sprawy będzie sprawiedliwe.

Wypadek w Oświęcimiu 

W opisywanym przez „GW” wątku ewentualnych fałszywych zeznań w śledztwie, chodzi właśnie o sygnały dźwiękowe w rządowej kolumnie, które – jak zeznali funkcjonariusze BOR – były włączone w czasie, gdy wydarzył się wypadek. Kościelnik – kierowca seicento, w które uderzył pojazd z Szydło, twierdził jednak, że sygnałów nie było. Podobne zeznania złożyli inni świadkowie zdarzenia. Piątek przyznał w grudniowej rozmowie z „GW”, że sygnały dźwiękowe były wyłączone.

Młodego kierowcę oświęcimski sąd uznał w 2020 r. winnym nieumyślnego spowodowania wypadku; zarazem warunkowo umorzył postępowanie na rok. Sąd uznał także, że za wypadek odpowiada też kierowca BOR. Z taką decyzją sądu nie zgodziła się ani prokuratura, ani obrona Kościelnika. W marcu ubiegłego roku ruszył proces odwoławczy w tej sprawie, który toczy się obecnie przed sądem okręgowym.

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że trzy rządowe samochody z Szydło (jej pojazd był w środku) wymijały fiata seicento. Jego kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto, którym jechała ówczesna szefowa rządu, a które w konsekwencji uderzyło w drzewo. Poszkodowana została premier oraz funkcjonariusz BOR. Prokuratura oskarżyła kierowcę fiata o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Pod koniec ub.r. nowosądecka prokuratura poinformowała, że ponownie przeprowadzi śledztwo w związku z uszkodzeniem płyt DVD, które stanowiły dowody w sprawie wypadku. Na zniszczonych nośnikach znajdował się m.in. zapis przejazdu rządowej kolumny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szpieg z ambasady w Berlinie stanie przed sądem

Brytyjczyk, który pracował w ambasadzie swojego kraju w Niemczech jako ochroniarz, stanie przed sądem w Londynie. Mężczyzna jest oskarżony o przekazywanie informacji rosyjskim służbom. 57-letni David Ballantyne Smith został zatrzymany w sierpniu 2021 r. w Poczdamie w efekcie wspólnej brytyjsko-niemieckiej operacji, a w środę nastąpiła jego ekstradycja do Wielkiej Brytanii.

— David Smith został oskarżony o dziewięć przestępstw naruszenia ustawy o tajemnicy służbowej. Jest on oskarżony o siedem przestępstw polegających na zbieraniu informacji z zamiarem przesłania ich władzom rosyjskim, jedno — usiłowania nawiązania łączności i jedno — przekazania informacji osobie, którą uważał za członka władz rosyjskich — poinformował Nick Price, szef wydziału ds. przestępstw specjalnych i walki z terroryzmem w Prokuraturze Koronnej (CPS).

Zarzuty te dotyczą okresu między październikiem 2020 r. a sierpniem 2021 r. Jak się uważa, Smith znajdował się od pewnego czasu przed zatrzymaniem pod obserwacją brytyjskiego kontrwywiadu.
Źródło info i foto: onet.pl

Policja prosi o rozwagę. Sześciolatek zgubił się w lesie, trzylatka sama poszła na zakupy

Policja poinformowała o dwóch niebezpiecznych zdarzeniach z udziałem dzieci, do których doszło w odstępie kilku dni. Sześciolatek zgubił się w okolicach lotniska na Bielanach w Toruniu, a trzyletnia dziewczynka ze Szczecinka bez opieki wybrała się sama na zakupy. Policja zaapelowała, by nie pozostawać w takich sytuacjach obojętnym.

„Policjanci apelują do rodziców – chrońcie swoje dzieci, a do wszystkich, którzy widzą małe dzieci bez opieki – nie bądźcie obojętni i reagujcie!” – czytamy na stronie KPP w Szczecinku.

W sobotę około godziny 21.40 policjanci otrzymali zgłoszenie dotyczące zaginięcia sześciolatka w leśnym kompleksie w pobliżu lotniska na Bielanach. Chłopiec spacerował z mamą i psem, a gdy zniknął, rodzice zaczęli szukać go na własną rękę, gdyż chłopiec znał te tereny.

W poszukiwaniach chłopca wzięło udział kilkudziesięciu policjantów oraz funkcjonariuszy straży pożarnej. Uruchomiono również procedurę startu policyjnego śmigłowca wyposażonego w kamerę termowizyjną z lotniska w Łodzi i skierowano patrole z pobliskich powiatów – poinformowała policja. Po kilkudziesięciu minutach od zgłoszenia, funkcjonariusze policji odnaleźli na rozwidleniu leśnych dróg w okolicach ul. Polnej w kierunku Barbarki labradora, który towarzyszył chłopcu. Tuż obok zwierzęcia, w leśnym rowie, znajdował się wyziębiony i wystraszony sytuacją chłopiec. Dziecko trafiło pod opiekę lekarzy, a po przeprowadzonych badaniach, wróciło do rodziców.

Policja w Szczecinku również poinformowała o niebezpiecznym zdarzeniu z udziałem dziecka. Trzyletnia dziewczynka poszła bez żadnej opieki do pobliskiego sklepu, wykorzystując fakt, że jej matka śpi. Sytuację zgłosiła policjantom ekspedientka, która zajęła się dzieckiem do momentu przyjazdu funkcjonariuszy policji. Po ich przyjeździe wspólnymi siłami ustalili tożsamość kobiety.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zatrzymano oszustów ubezpieczeniowych. Wyłudzili ponad 65 mln złotych

Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Katowicach zatrzymali 5 mężczyzn w związku z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej. Podejrzani zawarli blisko 2500 fikcyjnych umów ubezpieczeniowych, za które otrzymali ponad 65 milionów złotych nienależnych prowizji od wielu towarzystw ubezpieczeniowych. Teraz zatrzymanym grozi kara do 10 lat więzienia.

Śledczy z katowickiej komendy wojewódzkiej zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej prowadzą śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach. Sprawa dotyczy wyłudzenia ponad 65 mln złotych nienależnych prowizji ubezpieczeniowych.

Zatrzymani, to 5 mieszkańców województwa śląskiego w wieku od 34 do 42 lat, którzy brali udział w zorganizowanej grupie przestępczej działającej na terenie całego kraju. Policjanci ustalili, że mężczyźni od maja 2012 r. do lutego 2015 r. zorganizowali i prowadzili proceder pośrednictwa przy zawieraniu umów ubezpieczenia na życie. Oferowali podpisanie bardzo korzystnych polis, które powiązane były również z programem oszczędnościowym. Część osób, które podpisały wnioski ubezpieczeniowe, została wprowadzona w błąd przez nieuczciwych agentów. Osoby te usłyszały, że nie będą musiały początkowo samodzielnie opłacać składek, a po kilku miesiącach mogą bez żadnych konsekwencji zrezygnować z umowy. Aby skorzystać z tej „promocji”, musieli zachęcić następną osobę do przystąpienia do ubezpieczenia. Oszuści sami opłacali pierwsze składki, a wprowadzona w błąd firma, po otrzymaniu pierwszej raty składki za ubezpieczenie, wypłacała agentowi prowizję. Część z tych umów była całkowicie fikcyjna.

Oszuści wystawili fałszywe dokumenty, posługując się personaliami osób, których dane pozyskiwali z innych ubezpieczalni. Oferowali również drobne kwoty pieniędzy osobom za samo podpisanie ubezpieczenia, jednocześnie wystawiając im fałszywe zaświadczenia o dochodach, aby móc wyłudzić wyższe prowizje. Kwoty miesięcznych składek podpisanych umów wynosiły od 1000 do 5000 tys. złotych, co pozwalało oszustom jednorazowo wyłudzić prowizję w wysokości blisko 50 tys. złotych. Zdarzało się również, że jedna osoba widniała na kilku takich umowach. Podejrzani zawarli w sumie blisko 2500 fikcyjnych umów ubezpieczeniowych, za które otrzymali ponad 65 mln złotych.

Podejrzani zostali doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Katowicach, gdzie usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i szeregu oszustw ubezpieczeniowych. Ponadto jeden z mężczyzn usłyszał zarzut założenia i kierowania grupą przestępczą. Wszystkim zatrzymanym grozi kara do 10 lat więzienia. Wobec mężczyzn zastosowano środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego, dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono także mienie podejrzanych o wartości ok. 2 mln złotych. Postępowanie ma charakter rozwojowy i planowane są dalsze zatrzymania w tej sprawie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Podejrzewany o zlecenie zabójstwa Borysa Niemcowa bierze udział w szturmie na Mariupol

​Czeczeński oficer Rusłan Gieremiejew, który podejrzewany jest o zlecenie zabójstwa opozycjonisty Borysa Niemcowa, walczy w Ukrainie i bierze udział w szturmie na Mariupol – wynika z filmu opublikowanego przez czeczeńskiego przywódcę Ramzana Kadyrowa. Przyjaciele, dzisiaj otrzymaliśmy film z wywieszania flagi nad budynkiem administracyjnym w Mariupolu. Rano nasz oddział, prowadzony przez drogiego brata Rusłana Gieremiejewa, rozpoczął modlitwę, by z pomogą wszechmogącego Allaha naziści zostali odparci, a budynek zdobyty – napisał Ramzan Kadyrow w mediach społecznościowych.

Gieremiejew pojawia się na nagraniu kilka razy. W jednym z kadrów stoi otoczony czeczeńskimi bojownikami i wygłasza przemówienie, po czym krzyczy „Achmat to siła”, a bojownicy strzelają z karabinów w powietrze. „Achmat to siła” to zawołanie na cześć byłego prezydenta Czeczenii i ojca Ramzana Kadyrowa, Achmata Kadyrowa.

Mój drogi brat Rusłan Gieremiejew zawsze doprowadza zadanie do końca. Przydzielono mu najtrudniejszy odcinek w Mariupolu, ale dowódca poradził sobie z zadaniem na pięć z plusem – podkreślił Kadyrow.

Nie wiadomo w jakiej randze jest obecnie Gieremiejew. W przeszłości był majorem i dowódcą elitarnego czeczeńskiego batalionu „Siewier” (północ).

Nazwisko Czeczena pojawiało się w sprawie zabójstwa opozycjonisty Borysa Niemcowa, który został zastrzelony w lutym 2015 roku. Śledczy chcieli przesłuchać Gieremiejewa, jednak oficjalnie nie zastali go w domu. Wojskowy nie stawiał się także na sądowe wezwania. Za głównego organizatora zamachu oficjalnie uznano Rusłana Muchadinowa, który był kierowcą Gieremiejewa. Krewni i współpracownicy Niemcowa twierdzą jednak, że sam Gieremiejew odegrał rolę zleceniodawcy morderstwa. Skazany zresztą za zabójstwo polityka Zaur Dadajew służył w batalionie „Siewier”.

Walki o Mariupol trwają od lutego. Miasto jest oblężone, odcięte od prądu, dostaw jedzenia, leków i wody. Regularnie organizuje się korytarze humanitarne, jednak wciąż wiele osób pozostało w Mariupolu. Rosjanie prowadzą ostrzał, niszcząc budynki i zabijając cywilów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Białoruś: Prawie dwa tysiące osób skazane za protesty od sierpnia 2020 roku

1832 osoby zostały skazane na Białorusi w procesach związanych z udziałem w protestach – poinformował we wtorek wiceprezes białoruskiego Sądu Najwyższego Waler Kalinkowicz. Jego zdaniem wyroki były sprawiedliwe, bo 60 proc. z tych osób skazano na ograniczenie wolności, choć mogły trafić do więzienia.

„W okresie od sierpnia 2020 r. do początku lutego br. za przestępstwa w ten lub inny sposób związane z akcjami protestu (po uznanych za sfałszowane wyborach prezydenckich) skazano 1832 osoby” – poinformował wiceprezes białoruskiego Sądu Najwyższego Waler Kalinkowicz, cytowany przez agencję BiełTA.

Uściślił, że wśród tych osób jest 168 skazanych za udział w zamieszkach, 396 – za działania poważnie naruszające porządek publiczny, 468 – za obrazę przedstawicieli władz, 29 – za pomówienie. Ponadto 126 osób skazano za chuligaństwo, 86 – za obrazę symboli państwowych, 27 – za wzniecanie nienawiści, a siedem – za terroryzm.
Źródło info i foto: interia.pl

Wypadek z udziałem Beaty Szydło. Kierowca Seicento wydał rozdzierające oświadczenie

W lutym 2017 roku w całej Polsce było głośno o wypadku ówczesnej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu. Wtedy też doszło do zderzenia rządowej kolumny z autem marki Fiat Seicento. Z początku z oświadczeń rządowych wynikało, że to kierowca auta cywilnego był winny. Po tym jak jeden z kierowców Beaty Szydło przyznał się, że składał fałszywe zeznania, o sprawie znów zaczęło być głośno. Teraz, po pięciu latach od zdarzenia, kierowca Seicento zdecydował się na wydanie oświadczenia.

Kierowca niesłynnego Seicento na początku procesu udzielał wiele wywiadów i przedstawiał publicznie swoją wersję wydarzeń. Nie zmieniało to jednak faktu, że sprawy nie toczyły się po jego myśli, a proces szedł w kierunku, w którym to Sebastian Kościelnik miałby być sprawcą wypadku. Dopiero po głośnym wywiadzie byłego oficera BOR, do Sądu Okręgowego w Krakowie trafił wniosek o ponowne przesłuchanie funkcjonariuszy. Teraz kierowca Seicento opublikował długie i szczerze oświadczenie na Twitterze.

Kierowca Seicento przyznał, że sprawa ciągnie się za nim do dziś. Podkreślił, że chciał pokazać w mediach, jak wygląda sprawa z perspektywy zwykłego obywatela, który musi mierzyć się z ogromną machiną państwa, wykierowaną przeciwko niego. Był przesłuchiwany w miejscach, o których do tej pory jedynie słyszał.

Przyznał, że wypadek kompletnie zmienił jego życie. Sam zaczął studiować prawo i planuje poświęcić swoją karierę pomaganiu innym. Podziękował także mecenasowi Władysławowi Pociejowi, który zaoferował mu pomoc prawną, w tej trudnej z perspektywy obywatela sprawie. Sebastian Kościelnik nie ukrywał jednak, że sił i cierpliwości ma już coraz mniej.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymani za handel lewymi certyfikatami covidowymi

Policjanci z Gdańska zatrzymali pięć kobiet, które miały brać udział w procederze organizowania certyfikatów poświadczających szczepienie przeciwko COVID-19 – informuje RMF FM. Jedna z nich jest pielęgniarką. Jak podaje RMF FM, do zatrzymania pięciu kobiet w wieku od 21 do 56 lat doszło we wtorek nad ranem. Miały on wprowadzać dane do systemu, a także być pośredniczkami, które pomagały chętnym w zakupie fałszywych certyfikatów covidowych. Jedna z kobiet jest pielęgniarką. Funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. komputery i telefony, dokumentację oraz znaczną kwotę pieniędzy. Zgodnie z ustaleniami policji, fałszywe dokumenty miały być sprzedawane za 1,2 tys. złotych nawet od maja ubiegłego roku.

W Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku pięciu podejrzanym przedstawiono zarzuty, m.in. dot. korupcji. Wobec trzech osób zastosowano areszt tymczasowy. RMF FM informuje, że w sprawie policjanci zatrzymali także 46-latka z powiatu sztumskiego. Mężczyzna podejrzewany jest o zakup fałszywego certyfikatu covidowego.

Fałszywy dokument, który w Polsce można kupić, nie chroni przed zakażeniem, co często wychodzi na jaw dopiero w szpitalu. Tu przykład: w połowie listopada do szpitala w Bolesławcu trafiła kobieta chora na COVID-19. Z danych widocznych w systemie wynikało, że jest osobą zaszczepioną przeciw COVID-19, dlatego medyków dziwił coraz słabszy stan pacjentki. Stan kobiety na tyle się pogorszył, że musiała zostać podłączona do respiratora. Wtedy przekazała lekarzom, że nie przyjęła szczepionki, a certyfikat covidowy, który posiada, jest sfałszowany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zatrzymano poszukiwanego listem gończym

Małopolscy „Łowcy głów” zatrzymali na Podhalu Wojciecha B. poszukiwanego listem gończym, który nie stawił się w zakładzie karnym do odbycia 10 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Gang, którego był jednym z liderów, działał w latach 1998 do 2006 na terenie Krakowa i zajmował się udzielaniem pożyczek na wysoki procent pod zastaw nieruchomości.

„Łowcy głów” z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie poszukiwali 51-latka, skazanego na 10 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Gang, którego był jednym z liderów, działał w latach 1998 do 2006 na terenie Krakowa i zajmował się udzielaniem pożyczek na wysoki procent pod zastaw nieruchomości. Z uwagi na fakt, że odsetki od tych kwot rosły w błyskawicznym tempie, pożyczkobiorcy nie byli w stanie spłacić zadłużenia. Wtedy członkowie siatki przestępczej przejmowali zastawione domy i działki. Osoby, które dobrowolnie nie godziły się na przekazanie swej własności, były do tego zmuszani przemocą. Wojciech B. był jednym z liderów gangu, a także zastępował i ochraniał szefa grupy. Skazany od sierpnia 2021 roku był poszukiwany listem gończym, po tym jak nie zgłosił się do odsiadki w zakładzie karnym.

Intensywne czynności operacyjne doprowadziły małopolskich tropicieli osób poszukiwanych do jednej z posesji na Podhalu, gdzie poszukiwany ukrywał się najprawdopodobniej od kilku miesięcy. Kryminalni objęli obserwacją budynek mieszkalny i przyległy teren. W czwartek, 13.01.2022 r., około godz. 20.00, gdy z garażu wyjeżdżało audi, przystąpili do działania. Zatrzymali 50-letniego kierującego pojazdem. Równocześnie policjanci weszli do domu, gdzie na piętrze zatrzymali poszukiwanego lidera gangu. Mężczyzna w tym czasie oglądał telewizję. Był zaskoczony odkryciem jego kryjówki i policyjną akcją, nie stawiał oporu. Policjanci rozpoznali go pomimo, że nieco zmienił wizerunek. Obaj zatrzymani zostali przewiezieni do małopolskiej komendy.

Zatrzymany 50-latek z Podhala, który dostarczał poszukiwanemu jedzenie i inne niezbędne produkty, usłyszał dziś zarzut pomocnictwa w ukrywaniu poszukiwanego, za co grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności. Natomiast 51-letni Wojciech B. trafił do zakładu karnego, gdzie spędzi najbliższe 10 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

Rajdowiec Leszek K. zatrzymany. Jak wyglądał proceder?

Leszek K., znany rajdowiec, został zatrzymany i usłyszał zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Słynny kierowca jest też twarzą kampanii e-toll zleconej przez ministerstwo finansów – występuje w spotach wideo zatytułowanych „Komu w drogę, temu e-TOLL”. Mamy komentarz resortu. Leszek K. został zatrzymany przez prokuraturę. Śledczy poinformowali, że trwa wielowątkowe dochodzenie w sprawie oszustw podatkowych, związanych z nabyciem, przy wykorzystaniu przepisów wewnątrzwspólnotowych, luksusowych samochodów przez pozorujące działalność, fikcyjne podmioty gospodarcze. Leszek K. jest też twarzą kampanii reklamowej e-toll, czyli nowego systemu płatności za państwowe autostrady. Pod hasłem „Komu w drogę, temu e-TOLL” powstał spot informacyjny kierowany do kierowców.

Rajdowiec Leszek K. twarzą kampanii e-toll

Dziennik.pl zapytał Ministerstwo Finansów, co ma zamiar zrobić z reklamami e-toll w świetle śledztwa i zatrzymania rajdowca? Czy resort nie wiedział o tej sprawie i zamieszaniu w nią Leszka K.? (prokuratura poinformowała, że grupa przestępcza działała w latach 2015-2016 w Krakowie, Warszawie oraz innych miejscowościach na terenie kraju). Ile kosztowało wyprodukowanie kampanii z udziałem tego kierowcy?

– Nawiązując do nieoficjalnych informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej, Ministerstwo Finansów informuje, że właściwą instytucją do udzielania informacji jest Prokuratura Okręgowa w Krakowie – powiedziała dziennik.pl Anita Wielanek z biura prasowego resortu. – Umowa na kampanię reklamową została zawarta pomiędzy Ministerstwem Finansów a konsorcjum wyłonionym w przetargu nieograniczonym. To konsorcjum podpisywało bezpośrednio umowy z osobami występującymi w materiałach promocyjnych – skwitowała.

Skarb Państwa stracił 3 mln zł, na czym polegał proceder

Samochody – jak podał rzecznik prokuratury okręgowej w Krakowie – kupowane za granicą lub w Polsce w autoryzowanych salonach, trafiały na rynek w kraju, przy wykorzystaniu przepisów, pozwalających obniżyć ich faktyczną wartość o podatek VAT oraz o należności akcyzowe. Temu celowi służyły fikcyjne, nieprowadzące faktycznej działalności podmioty gospodarcze, zarejestrowane zarówno poza granicami Polski, jak też podmioty zarejestrowane w Polsce, które – jak wyjaśnił śledczy – nie dokumentowały w sposób rzetelny prowadzonych transakcji zakupu i dalszej sprzedaży, będąc wystawcami „pustych” faktur VAT. Łączna kwota, o którą uszczuplono należności finansowe, wynosiła ok. 3 mln zł, a działania sprawców miały na celu udaremnienie lub znaczne utrudnienie ustalenia przestępczego pochodzenia środków pieniężnych w łącznej wysokości nie mniejszej niż 6,4 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl