Sławomir Nowak wróci do aresztu? Ma problem z zebraniem środków na kaucję

Podejrzany o przestępstwa korupcyjne były minister transportu nie wpłacił do tej pory miliona złotych, które pozwoliłyby mu uniknąć powrotu za mury aresztu. – Sławomir Nowak i jego rodzina nie mają możliwości ekonomicznych, by uiścić tak ogromną kwotę poręczenia majątkowego – przekazała tvn24.pl jego adwokat Joanna Broniszewska.

Gdy 2 czerwca sędzia Dorota Radlińska decydowała o losie Sławomira Nowaka, on sam był w Warszawie, przygotowany na to, że będzie musiał wrócić za kraty. Sędzia Radlińska orzekła, że areszt w tej sprawie jest konieczny, ale jeśli podejrzany wpłaci na konto prokuratury milion złotych kaucji, będzie mógł pozostać na wolności.

– Nie wchodzi w rachubę hipoteka na nieruchomościach, żadne poręczenia innych osób, wyłącznie przelew na taką kwotę, jak zdecydował sąd – usłyszeliśmy nieoficjalnie w prokuraturze.

Powrót za mury aresztu

Na wpłatę tej kwoty Nowak dostał ponad dwa tygodnie. Od decyzji sądu minęło dziewięć dni. Pieniędzy wciąż nie wpłacił. I, jak wynika z ustaleń tvn24.pl, może mieć z tym problem.

– Przy tak niespotykanym, wieloletnim zaangażowaniu służb państwa i niespotykanym ostracyzmie wobec tej rodziny jestem sceptyczna wobec odwagi kogokolwiek, kto, kontestując skrajnie intencjonalnie działania prokuratury, wsparłby tę rodzinę, dając szansę na możliwość obrony w warunkach wolnościowych – mówi nam mec. Broniszewska.

Od samego początku, gdy podjęła się obrony byłego ministra transportu, mecenas podkreśla, że jej klient jest niewinny, a w materiałach zgromadzonych przez ukraińskich i polskich śledczych nie ma żadnych dowodów jego winy.

Nowak siedział w areszcie blisko dziewięć miesięcy, od lipca 2020 roku, kiedy zatrzymali go agenci CBA. 12 kwietnia tego roku Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że może wyjść na wolność. Sąd uznał m.in., że skoro przesłuchanych 33 kolejnych świadków zeznawało korzystnie dla niego, Nowak nie miałby powodu, żeby utrudniać śledztwo. Jednocześnie sędzia orzekła, że podejrzany musi oddać paszport, regularnie meldować się na komisariacie oraz wpłacić milion złotych poręczenia majątkowego.

Prokuratura zaskarżyła tę decyzję. Z kolei obrona zaskarżyła decyzję o milionowej kaucji.

„Legislacyjne grafomaństwo”

Sad Apelacyjny w Warszawie uznał argumenty prokuratury, zdecydował o powrocie Nowaka za kraty, ale zastrzegł, że warunkowo będzie on mógł wyjść, jeśli wpłaci milion złotych kaucji. Sąd ocenił, że przestępstwa, których popełnienie zarzuca Nowakowi prokuratura, są zagrożone wysokim wymiarem kary, nawet do 15 lat więzienia.

Sąd apelacyjny formalnie uchylił więc decyzję sądu niższej instancji, ale skutek pozostał podobny: jeśli Nowak chce zostać na wolności, musi wpłacić milion złotych.

Taka decyzja oznacza też, że stronom przysługuje od niej odwołanie. Zażalenie na nią złoży zarówno obrona, jak i prokuratura. Zażalenie to rozpozna trzyosobowy skład Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

– Prokuratura cały czas stoi na stanowisku, że dla dobra śledztwa Sławomir Nowak musi pozostawać w areszcie – wyjaśniał prokurator Jan Drelewski.

Według obrony decyzja sądu apelacyjnego to „porażka całego wymiaru sprawiedliwości”. – Zażalenia prokuratora i obrońcy nie zostały rozpoznane co do istoty sprawy [przez sędzię Dorotę Radlińską -red.]. To efekt legislacyjnego grafomaństwa ostatnich lat. Sędzia zamiast rozpoznać zażalenie i wydać jednoznaczne orzeczenie wykorzystała świeżą nowelizację Kodeksu postępowania karnego i zrzuciła decyzję na innych sędziów sądu apelacyjnego – ocenia w rozmowie z nami mecenas Broniszewska.

Ukraina nie chce śledztwa

Według kilku niezależnych od siebie źródeł tvn24.pl, na biurko prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry trafił wniosek strony ukraińskiej, by to Polska przejęła w całości śledztwo dotyczące Sławomira Nowaka. Przypomnijmy, że początkowo dotyczyło ono podejrzeń, że jako szef Ukrawtodor (odpowiednik polskiej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad) przyjmował łapówki w zamian za korzystne dla firm budowlanych decyzje. Szczegóły tych zarzutów ujawniliśmy w tvn24.pl w sierpniu ubiegłego roku.

O ukraiński wniosek zapytaliśmy oficjalnie rzecznika Prokuratury Krajowej prokuratora Łukasza Łapczyńskiego. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy do chwili publikacji tekstu.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się w prokuraturze, że „trwają analizy tego wniosku”.

To, że taki wniosek trafił do Polski, potwierdza nam mecenas Broniszewska. – O tym, że władze ukraińskie w styczniu 2021 roku przekazały wszystkie tak zwane własne materiały ze śledztwa, z prośbą o dalsze prowadzenie sprawy przez polską prokuraturę i polski wymiar sprawiedliwości, dowiedziałam się w styczniu ze strony ukraińskiej. Mija pół roku i wciąż nie ma merytorycznej decyzji w tej kwestii – komentuje.

Mecenas Broniszewska wskazuje na komplikacje, które będą efektem ewentualnej decyzji o przejęciu śledztwa i w konsekwencji procesu.

– To szereg wyzwań intelektualnych nawet dla doświadczonych prawników, nie wspominając już o obowiązujących przepisach prawa polskiego, ukraińskiego i międzynarodowego. Jak osądzić zorganizowaną grupę przestępczą, skoro jej członkowie nie są polskimi obywatelami, nie przebywają w Polsce i najprawdopodobniej nigdy nie staną przed polskim wymiarem sprawiedliwości? – pyta mecenas Broniszewska.

„To bardzo trudne”

O to, jak będzie ewentualnie wyglądało śledztwo (a następnie proces) z tyloma świadkami, którzy mieszkają na Ukrainie, zapytaliśmy już w kwietniu tego roku Prokuraturę Krajową. Ponawialiśmy swoje pytania – jednak nie otrzymaliśmy żadnych odpowiedzi.

– Już na etapie śledztwa to jest bardzo trudne, a w momencie rozpoczęcia procesu sytuacja tylko się skomplikuje – ocenia były prokurator krajowy, a dziś mecenas Janusz Kaczmarek.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poszukiwany szef „mafii paliwowej” zatrzymany na Ukrainie

Poszukiwany od 12 lat szef „mafii paliwowej” został namierzony przez śląskich „łowców głów” na terenie Ukrainy. Dzięki pomocy Attaché gruzińskiego, Wydział Śledczy Ukraińskiej Policji Kryminalnej zatrzymał go w Kijowie. Teraz 44-letni, pochodzący z Częstochowy mężczyzna, czeka w areszcie na ekstradycję do Polski.

W roku 2009 Komenda Miejska Policji w Częstochowie wszczęła poszukania, na podstawie listu gończego wydanego przez Prokuraturę Okręgową w Częstochowie, za 32-letnim wówczas Łukaszem B. – mieszkańcem tego miasta.

Mężczyzna był poszukiwany za to, że w okresie od października 2000 do maja 2004 roku w Częstochowie, Siewierzu i innych miejscowościach na terenie kraju, działając wspólnie z innymi osobami, założył i kierował zorganizowaną grupą przestępczą, która miała na celu dokonywanie przestępstw przeciwko mieniu, obrotowi gospodarczemu oraz karno-skarbowych. Łukasz B. był także poszukiwany na podstawie listu gończego wydanego przez Prokuraturę Rejonową Częstochowa-Północ.

Z uwagi na wagę sprawy, w roku 2012 sprawę przejął Zespół Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Już podczas wstępnych ustaleń stwierdzono, że poszukiwany opuścił kraj i pojechał do jednego z krajów poza Unią Europejską. Dalsze działania doprowadziły do ustalenia, że poszukiwany przebywa na terenie Ukrainy. W związku z tym nawiązano współpracę z urzędującym w Polsce Attaché do spraw policyjnych gruzińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Za jego pośrednictwem przekazano posiadane informacje bezpośrednio stronie ukraińskiej. Attaché zajął się również koordynacją współpracy Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach z Wydziałem Śledczym Ukraińskiej Policji Kryminalnej w Kijowie. Pozwoliło to między innymi na ustalenia, że poszukiwany, przebywając na terenie Ukrainy, posługuje się podrobionym paszportem na inne personalia i prowadzi tam działalność gospodarczą.

W wyniku wspólnych działań 25 maja poszukiwany został zatrzymany w Kijowie i osadzony w areszcie. 28 maja ukraiński sąd zdecydował o aresztowaniu Łukasza B. na 40 dni.

Teraz wszczęta została procedura zmierzająca do jego ekstradycji.
Źródło info i foto: Policja.pl

Biznesmen podejrzany o dawanie łapówek Sławomirowi Nowakowi

Ukraiński biznesmen miał w latach 2017-2019 wręczyć 575 tys. dol. i 70 tys. euro łapówek ówczesnemu kierownikowi Państwowej Agencji Drogowej Ukrainy Ukrawtodor Sławomirowi Nowakowi – poinformowało Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU).

Jak wynika z komunikatu NABU, w zamian za nielegalne korzyści Nowak miał pomóc firmom podejrzanego w uzyskaniu przedłużenia kontraktu na budowy odcinków dróg Kijów-Odessa, które były finansowane ze środków Europejskiego Banku Rekonstrukcji i Rozwoju. Informację o tym pierwszy podał portal wPolityce.pl.

„Ponadto szef Ukrawtodoru ‚nie zauważył’ naruszenia grafiku robót przez firmy podejrzanego, co pozwoliło mu uniknąć ponad 9 mln euro kary” – napisano w komunikacie.

Śledczy NABU prowadzili dochodzenie w tej sprawie od września 2019 r. „Gdy okazało się, że powyższe fakty bada również CBA RP, w listopadzie 2019 r. powołano wspólny zespół śledczy, w skład którego weszli śledczy NABU i prokuratorzy Specjalnej Prokuratury Ukrainy (SAP) oraz ze strony polskiej – pracownicy CBA oraz Prokuratury Okręgowej w Warszawie” – napisano w komunikacie.

W efekcie tych działań, podano, latem 2020 r. wykryto grupę przestępczą, na czele której czele stał ówczesny p.o. szefa Ukrawtodoru (Sławomir Nowak).

Nowak wyszedł z aresztu

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił wniosek prokuratora o przedłużenie aresztu podejrzanemu o korupcję Sławomirowi Nowakowi. Były minister transportu w rządzie Donalda Tuska wyszedł z aresztu, został objęty dozorem i zakazem opuszczania kraju. Nowak musi wpłacić 1 mln zł poręczenia majątkowego. Prokuratura uważa, że decyzja sądu daje mu możliwość utrudniania śledztwa i ucieczki, gdyż sąd nie odebrał mu ukraińskiego paszportu.

Nowak podejrzany jest o popełnienie kilkunastu czynów korupcyjnych, w tym przyjmowanie łapówek za przyznawanie kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy.

Były minister transportu przebywał w Areszcie Śledczym Warszawa-Białołęka od lipca ubiegłego roku. Został zatrzymany w Trójmieście przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Według źródła PAP, materiał zebrany przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie w tej sprawie jest „porażający” i składa się głównie z materiałów niejawnych, w tym podsłuchów rozmów, a także „bardzo obszernych” i „wyjątkowo szczegółowych” wyjaśnień wieloletniego przyjaciela Nowaka i współpodejrzanego w tym śledztwie, Jacka P. Z ustaleń PAP wynika, że zarzuty korupcji dotyczą także czasów, gdy Nowak pełnił funkcję szefa gabinetu premiera Donalda Tuska.

Były minister stał na czele ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor w latach 2016-2019. Został zatrzymany w ramach śledztwa dotyczącego tej agencji. Zatrzymanie było efektem międzynarodowego śledztwa prowadzonego przez wspólny zespół prokuratorów z Polski i Ukrainy a także funkcjonariuszy CBA oraz NABU.
Źródło info i foto: interia.pl

Sławomir Nowak opuścił areszt. Sąd zajmie się zażaleniem za kilka tygodni

Co najmniej kilka tygodni minie, zanim sąd zajmie się zażaleniem prokuratury na decyzję o wypuszczeniu z aresztu byłego ministra transportu. Sławomir Nowak, podejrzany o korupcję, w poniedziałek po południu opuścił areszt na warszawskiej Białołęce. Przebywał w nim 9 miesięcy. Prokuratura zamierza jak najszybciej złożyć zażalenia. Już to zapowiedziała, jednak na razie musi czekać na pisemne uzasadnienie postanowienia sądu. To ma zająć 7 dni, bo jak uprzedził sąd, sprawa jest bardzo obszerna i skomplikowana.

Kiedy śledczy dostaną z sądu dokument, będą musieli się z nim dokładnie zapoznać i dopiero wtedy tworzyć skargę – to może potrwać kilka dni. Następnie przekażą ją do sądu, który wydał postanowienie, a on ma 48 godzin na przekazanie do wyższej instancji – wylicza dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada. Gdy pismo już tam trafi, sąd zdecyduje dopiero o terminie rozpatrzenia zażalenia.

Sławomir Nowak po wyjściu z aresztu: Przyjdzie czas na prawdę

„Tych 9 miesięcy nikt mi nie odda. Są pewne rany, których nigdy nie zaleczę. Przyjdzie czas na prawdę i odwojowanie tego wszystkiego” – to jedne z pierwszych słów Sławomira Nowaka tuż po wyjściu z aresztu śledczego.

Były minister transportu przyznał, że przez 7 miesięcy nie miał żadnych kontaktów z najbliższymi – żadnych widzeń ani telefonów. Dopiero dwa miesiące temu mógł zadzwonić do żony. Podkreślał, że chce spędzić teraz czas z najbliższymi, a obecna sytuacja to według niego ponury żart.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ukraina: Zatrzymano podejrzanego o zgwałcenie i zabójstwo 7-latki

Zatrzymano mężczyznę podejrzanego o zabójstwo i zgwałcenie siedmiolatki w obwodzie chersońskim na Ukrainie – poinformował w niedzielę główny komendant policji Ukrainy Ihor Kłymenko. Według śledczych podejrzanym jest 52-letni mężczyzna, który przez kilka dni ukrywał zwłoki dziecka.

Marija Borysowa zaginęła w niedzielę po południu we wsi Szczasływe w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy. 7-letnia dziewczynka po raz ostatni była widziana ok. godz. 17.30 niedaleko swojego domu, gdzie bawiła się z innymi dziećmi.

Zwłoki dziecka znaleziono w czwartek w worku, w budynku gospodarczym, podczas powtórnego przeszukania wioski. Na ciele dziewczynki stwierdzono ślady zastosowania przemocy. Wstępnie za przyczynę zgonu uznano uduszenie.

Główny komendant policji poinformował w niedzielę, że po znalezieniu zwłok w kręgu podejrzanych znaleźli się wszyscy mieszkańcy wioski. Kilkadziesiąt osób przesłuchano przy wykorzystaniu wykrywacza kłamstw – dodał. Dzięki działaniom śledczych ustalono możliwego sprawcę.

Kiedy funkcjonariusze przyszli do domu podejrzanego, zobaczyli, że mężczyzna leży w łóżku z podciętymi żyłami. „Samobójstwo jako sposób uniknięcia odpowiedzialności? Tak nie będzie!” – napisał komendant na Facebooku.

Jak przekazała przedstawicielka biura prokuratora generalnego Julia Usenko, według śledczych podejrzany przez cztery dni, kiedy trwały poszukiwania siedmiolatki, ukrywał jej zwłoki, a następnie przeniósł je do budynku gospodarczego, gdzie ciało zostało znalezione.

Do akcji poszukiwawczej prowadzonej przez policję i Gwardię Narodową włączali się wolontariusze z całego kraju, a także setki okolicznych mieszkańców.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

75-latka została uduszona, jej ciało znaleziono nad rzeką. Policja prosi o pomoc śledczych z Rosji i Ukrainy

Śledczy próbują ustalić, kim jest mężczyzna w zielonej bluzie. To on rozmawiał z 75-latką tuż przed jej śmiercią. Kobieta została zamordowana nad Wartą. Funkcjonariusze wytypowali dwóch obcokrajowców, którzy są podobni do mężczyzny zarejestrowanego przez monitoring.

Nie udało się wykryć sprawcy, więc prokuratura umorzyła postępowanie. Ale to nie oznacza, że o zabójstwie 75-latki nad Wartą zapomniano. Poznańscy policjanci pracują nad tą sprawą i mają nowe tropy. Pani Jadwiga została zamordowana we wrześniu 2018 roku. Jej ciało znaleziono w Poznaniu nad Wartą, niedaleko mostu Królowej Jadwigi. Sekcja wykazała, że 75-latka została uduszona. Kobieta miała obrażenia klatki piersiowej, żeber i narządów wewnętrznych.

– Funkcjonariusze zabezpieczyli nagrania z monitoringu pokazujące mężczyznę, który w dniu śmierci kobiety był w jej towarzystwie. Na podstawie tych nagrań specjaliści z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu stworzyli wersję wyglądu poszukiwanego mężczyzny – mówi Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Zarówno portret, jak i fragment nagrania z monitoringu zostały opublikowane w mediach.

„Wytypowano dwóch obcokrajowców”
Podczas śledztwa wytypowano trzydziestu mężczyzn, którzy mogli mieć związek z zabójstwem, jednak po przeprowadzeniu badań kryminalistycznych szybko okazało się, że żadna z tych osób nie miała związku ze zbrodnią. Pod koniec 2019 roku prokuratura umorzyła postępowanie.

– Mimo tego nadal pojawiały się kolejne informacje. Na ich podstawie wytypowano kolejne dwie osoby. To obcokrajowcy. Z uzyskanych wiadomości wynika, że mogli oni przebywać w Poznaniu w dniu zabójstwa. Wkrótce po tym tragicznym wydarzeniu każdy z nich wyjechał z kraju. Jeden przebywa w Rosji, drugi na Ukrainie – tłumaczy rzecznik wielkopolskiej policji.

Funkcjonariusze sprawdzają, kim są ci mężczyźni i czy któryś z nich może mieć związek ze sprawą. Zwrócono się do prokuratur obu krajów o pomoc – przesłuchanie tych osób i porównanie zabezpieczonego na miejscu zbrodni materiału biologicznego z próbkami pobranymi od mężczyzn.

– Taki wniosek w stosunku do Ukrainy został sformułowany. Co do Federacji Rosyjskiej – umowy na to nie pozwalają na tym etapie naszego postepowania, ale liczymy na to, że strona rosyjska również w tym szerszym zakresie może wykonać wniosek dotyczący pobrania odcisków palców, zdjęć czy innych elementów, które są konieczne dla dalszej procedury w tej sprawie – mówi Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

„Liczymy na pomoc w identyfikacji”

Sprawdzenie alibi kolejnych wytypowanych osób to ważna kwestia. Na wyniki tej weryfikacji trzeba będzie jeszcze poczekać. Dlatego policjanci działają wielotorowo. – Jeszcze raz publikujemy wizerunek podejrzanego, prosząc, by mieszkańcy jeszcze raz przyjrzeli się tej osobie. Może ktoś przypomni sobie jakiś szczegół, który będzie istotny dla wyjaśnienia tej sprawy – dodaje Borowiak.

Jeśli są osoby, które mają jakąkolwiek wiedzę związaną z tym zdarzeniem proszone są o kontakt. Na informacje czekają policjanci kryminalni z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu pod specjalnym numerem telefonu – 609 802 912 lub w każdej komendzie policji na terenie całego kraju.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Dwaj pracownicy ukraińskiej ambasady w Warszawie przyłapani na próbie przemytu

Dwaj pracownicy ukraińskie ambasady w Warszawie zostali zatrzymani w niedzielę na granicy podczas próby wywiezienia do Polski dużej ilości papierosów, złota i waluty. Obaj zostali już odwołani – poinformował minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba. Dwaj pracownicy ambasady Ukrainy w Warszawie zostali decyzją szefa MSZ w Kijowie odwołani.

Szef dyplomacji Ukrainy poinformował, że „wczoraj zostali złapani na gorącym uczynku – zatrzymano ich na granicy podczas próby wywiezienia służbowym samochodem z Ukrainy do Polski dużej ilości waluty, złota i papierosów”.

Dmytro Kułeba dodał, że to skandaliczny przypadek.

„Ich praca w ambasadzie skończyła się” – napisał minister, zapowiadając postępowanie dyscyplinarne oraz dochodzenie.

Podkreślił, że obowiązuje zasada domniemania niewinności, ale „na podstawie wyników dochodzenia, będę gotów na każdą decyzję”.

„Korupcja jest wszędzie tam, gdzie są ludzie. Różnica polega tylko na tym, czy jest tolerowana. W MSZ nie jest” – oświadczył Kułeba.

Zapewnił, że każdy „kto rzuci cień na ukraińską dyplomację, poczuje jego niedyplomatyczną reakcję”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pod Kijowym wykryto komórkę ISIS

W obwodzie kijowskim na Ukrainie wykryto komórkę dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS), którą kierował bojownik poszukiwany przez jeden z krajów Europy Wschodniej za udział w walkach w Syrii – poinformowała w czwartek Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Jak czytamy w komunikacie SBU, lider komórki przybył na Ukrainę w 2019 r., posługując się fałszywymi dokumentami. Po przyjeździe zebrał grupę obcokrajowców o podobnych poglądach – dodano.

SBU ustaliła, że ośrodek IS podrabiał paszporty Ukrainy i Rosji i zajmował się legalizowaniem na terytorium Ukrainy pobytu osób z krajów Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej. Śledczy twierdzą, że część z nich jest czynnymi bojownikami IS. Mieli oni po popełnionych przestępstwach „przeczekać” newralgiczny okres na Ukrainie. Członkowie komórki również dystrybuowali materiały ekstremistyczne wśród potencjalnych zwolenników.

W ramach śledztwa z artykułu dotyczącego utworzenia organizacji terrorystycznej SBU przeprowadziła dziewięć przeszukań. Znaleziono m.in. wybuchową substancję zawierającą trotyl, granat, notatki z informacjami dotyczącymi przelewów finansowych do Syrii. U osób objętych dochodzeniem wykryto symbolikę IS, materiały religijno-ekstremistyczne, a także udokumentowano ich rozmowy z innymi bojownikami IS za granicą dotyczące powrotu do Syrii, by brać udział w walkach – dodano.
Źródło info i foto: onet.pl

Ukraina: Odciął ojcu nos, usta i penisa. Postrzelił trzech policjantów

Kolejny makabryczny atak na Ukrainie. 36-latek z obwodu mikołajowskiego odciął ojcu nos, usta i penisa, a podczas zatrzymania postrzelił trzech funkcjonariuszy – poinformowała w piątek lokalna policja. Ranny 55-latek trafił do szpitala. 36-letni mężczyzna z obwodu mikołajowskiego zaatakował swojego 55-letniego ojca. Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 20 stycznia. Mężczyzna odciął ojcu nos, usta i penisa. Ranny 55-latek zdołał po ataku dotrzeć do swojej siostry i poprosić o pomoc. Trafił do szpitala.

Następnego dnia do domu napastnika przybyli śledczy. Jak czytamy w policyjnym komunikacie, wewnątrz znaleziono broń i ładunki wybuchowe. Przy sobie mężczyzna miał urządzenie służące do detonacji bomby. Podczas przeszukania napastnik zaczął strzelać do funkcjonariuszy, raniąc trzech z nich.

Wieczorem dom został wzięty szturmem przez jednostki specjalne. W trakcie zatrzymania napastnik miał na sobie kamizelkę kuloodporną. Zatrzymanemu grozi dożywocie. Ukraińska Prawda podaje, że napastnik był już wcześniej pociągany do odpowiedzialności karnej.

To kolejny brutalny atak w ostatnich dniach na Ukrainie. W środę w Odessie na południu Ukrainy zatrzymano mężczyznę, który chodził po ulicy z odciętą głową w rękach i był owinięty ludzkimi wnętrznościami. Jest podejrzewany o zabicie dwóch mężczyzn, w tym swojego ojca.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowe zarzuty dla Sławomira Nowaka

Prokurator z Prokuratury Okręgowej w Warszawie ma przedstawić w czwartek po południu kolejne zarzuty korupcyjne byłemu ministrowi transportu Sławomirowi Nowakowi. Mają one dotyczyć przestępstw popełnionych w czasie, gdy Nowak był szefem Państwowej Agencji Drogowej Ukrainy (Ukrawtodor) – ustaliła nieoficjalnie PAP. Były minister transportu zostanie w czwartek około godz. 13 doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie prokurator Jan Drelewski, prowadzący przeciwko niemu śledztwo, ma uzupełnić mu zarzuty o kolejne czyny korupcyjne.

Zarzuty, które usłyszy Nowak, mają dotyczyć przyjmowania korzyści majątkowych od osób zatrzymanych w czwartek przez CBA: Łukasza Z. byłego prezesa zarządu warszawskiej spółki Europe Partners, w której Sławomir Nowak jest obecnie prezesem i wspólnikiem, Pawła G., wiceprezesa małopolskiej spółki MGGP, świadczącej kompleksowe usługi z zakresu inżynierii, architektury i geoinformacji oraz Grzegorza W. przedsiębiorcy prowadzącego firmę RONIN, świadczącą usługi w sektorze bezpieczeństwa biznesu dla firm i korporacji.

Zarzuty dotyczą także zorganizowania grupy przestępczej

Podejrzani zostali zatrzymani na terenie woj. małopolskiego, podkarpackiego i pomorskiego. Po zakończeniu przeszukań zostaną przewiezieni do Warszawy i usłyszą zarzuty „popełnienia czynów o charakterze korupcyjnym związanych z przestępczą działalnością Sławomira N”.

Z informacji przekazanych przez CBA wynika, że zarzuty są związane także z działaniem w zorganizowanej grupie przestępczej oraz prania pieniędzy. W czwartek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Aleksandra Skrzyniarz informowała, że zarzucane przedsiębiorcom przestępstwa dotyczą okresu, w którym Nowak pełnił funkcję Szefa Państwowej Służby Dróg Samochodowych na Ukrainie.

„Porażający” materiał

Były minister transportu został zatrzymany w lipcu 2020 r. w Trójmieście i od tamtej pory przebywa w areszcie śledczym, w którym decyzją Sądu Apelacyjnego w Warszawie pozostać ma co najmniej do końca stycznia.

Jak twierdzą śledczy, materiał zebrany przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie w tej sprawie jest „porażający” i składa się głównie z materiałów niejawnych, w tym podsłuchów rozmów, a także „bardzo obszernych” i „wyjątkowo szczegółowych” wyjaśnień wieloletniego przyjaciela Nowaka i współpodejrzanego w tym śledztwie, Jacka P.

Nowak podejrzany jest obecnie o popełnienie 11 czynów korupcyjnych, w tym przyjmowanie łapówek za przyznawanie kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy.

Odpowie także za korupcję w czasie, gdy pełnił funkcję szefa gabinetu premiera Donalda Tuska. Chodzi o przyjmowanie korzyści majątkowych (w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych) od Wojciecha T., byłego wiceprezesa PGE i Energi za pośrednictwem Leszka K.

Wraz z Nowakiem zatrzymano inne osoby

Nowak miał także, według śledczych, przyjąć blisko 200 tys. zł w latach 2012-2016 od byłego prezesa PKN Orlen Dariusza K. za pośrednictwem „osoby trzeciej”. PAP dowiedziała się, że „osoba trzecia” miała przekazywać Nowakowi co miesiąc 3,5 tys. zł od byłego prezesa Orlenu. W lipcu wraz z Nowakiem CBA zatrzymało byłego dowódcę JW 2305 „GROM” Dariusza Z. oraz trójmiejskiego biznesmena i przyjaciela Nowaka – Jacka P.

Wszyscy trzej są podejrzani o korupcję oraz działanie w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, której szefem od października 2016 r. do września 2019 r. miał być Nowak, gdy kierował ukraińską Państwową Służbą Dróg Samochodowych. Kluczowe wyjaśnienia w tej sprawie miał złożyć Jacek P., który poszedł na współpracę z prokuraturą i szeroko opisał przestępczą działalność Nowaka.

Setki tysięcy euro, dziesiątki tysięcy dolarów

We wrześniu Centralne Biuro Antykorupcyjne podało, że zabezpieczyło środki pochodzące z przestępstw korupcyjnych popełnionych przez Sławomira Nowaka – 4,163 mln złotych, 536 400 euro i 30 000 dolarów. Zabezpieczono także dwa mieszkania, których szacunkowa wartość wynosi ok. 2 mln złotych i samochód marki Land Rover.

Żadne z mieszkań, ani samochód, miało nie należeć formalnie do Nowaka, ich właścicielem miał być Jacek P. i to on wskazał służbom miejsce ich przechowywania. Środki pieniężne, które miały należeć do Nowaka, znaleziono w skrytkach kuchennych, w jednym z mieszkań Jacka P.
Źródło info i foto: polsatnews.pl