Kompletnie pijana 34-latka spacerowała z rocznym dzieckiem

34-letnia obywatelka Ukrainy została zatrzymana przez warszawskich policjantów po tym, jak kompletnie pijana opiekowała się swoją roczną córką. Badanie alkomatem wykazało u niej blisko cztery promile. Kobieta spędzała czas w towarzystwie 44-latka, który został wcześniej skazany przez sąd na 96 dni pozbawienia wolności. Policjanci z warszawskiego Targówka otrzymali zgłoszenie o prawdopodobnie pijanej kobiecie, która w towarzystwie znajomego opiekowała się małą dziewczynką. Mundurowi natychmiast udali się na miejsce, gdzie rozpoczęli poszukiwania podejrzanej pary. Funkcjonariusze wylegitymowali opisywane przez świadków osoby chwilę później, przy ulicy Wybrańskiej.

Podczas interwencji, policjanci wyczuli od kobiety alkohol. Badanie alkomatem wykazało, że miała prawie 4 promile w wydychanym powietrzu. Następnie sprawdzili dane towarzyszącego jej 44-latka. Okazało się, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ wydał nakaz jego doprowadzenia do aresztu śledczego ze względu na orzeczoną karę 96 dni pozbawienia wolności za niedopełnienie obowiązku alimentacyjnego.

– Policjanci zatrzymali 44-latka i przekazali innemu patrolowi, który przewiózł go do komisariatu przy ulicy Chodeckiej, by sporządzić niezbędną dokumentację procesową i wykonać dyspozycję sądu – relacjonuje kom. Paulina Onyszko z KRP VI.

W trakcie interwencji policjanci ustalili, że zatrzymana kobieta to 34-letnia obywatelka Ukrainy. Tłumaczyła ona mundurowym, że po kłótni z partnerem spakowała rzeczy swoje i dziecka i opuściła mieszkanie. Następnie udała się do znajomego, lecz go nie zastała, w związku z czym spacerowała w okolicy z roczną córką.

– Policjanci próbowali skontaktować się ze znajomym kobiety, jednak bezskutecznie. Zdecydowali o przewiezieniu jej i dziecka do komisariatu. Tam ponownie poddali kobietę badaniu alkomatem, który wykazał prawie 3,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu – informuje kom. Paulina Onyszko.

Dzielnicowi zaopiekowali się małym dzieckiem. Ponieważ dziewczynka nie miała butów, jedna z policjantek ubrała je stosownie do panującej temperatury, przebrała w czyste i suche ubranka, a także przewinęła.

 Policjanci przekazali pijaną matkę patrolowi straży miejskiej, który przewiózł ją do stołecznej izby wytrzeźwień. Na miejsce wezwali także załogę pogotowia, aby przetransportować dziecko do szpitala.

Kobiecie grozi do 5 lat więzienia

Funkcjonariusze z Wydziału ds. Nieletnich i Patologii północnopraskiej komendy powiadomili Sąd Rodzinny i Nieletnich, by zdecydował o dalszym losie dziecka. W sobotę 34-letnia matka dziecka została przesłuchana. Kobieta usłyszała zarzut dotyczący narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za tego typu czyn może jej grozić kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo w Warszawie. Z pierwszą pomocą ruszyła Ukrainka. „Rano dowiedziałam się, że zmarł”

– Byłam wtedy w pawilonach na Nowym Świecie. Wyszłam kupić papierosy. W sklepie na rogu zobaczyłam mężczyznę leżącego na ziemi. Miał rany po nożu – opowiada w Gazeta.pl Ukrainka, która udzieliła pierwszej pomocy mężczyźnie zaatakowanemu na Nowym Świecie w Warszawie. Policja cały czas poszukuje podejrzanych o zabójstwo.

Do zabójstwa mężczyzny na Nowym Świecie w Warszawie doszło 8 maja. Sprawcy są poszukiwani. Prokuratura wydała w tym tygodniu list gończy za 23-letnim Sebastianem Włodarczykiem i 27-letnim Łukaszem Goławskim. Gazeta.pl rozmawiała z Ukrainką mieszkającą w Polsce, która próbowała pomóc zaatakowanemu nożem mężczyźnie. Kobieta podkreśla, że nie widziała samego zajścia.

– Byłam wtedy w pawilonach na Nowym Świecie. Wyszłam kupić papierosy. W sklepie na rogu zobaczyłam mężczyznę leżącego na ziemi. Było tam dużo krwi. Sklepikarz krzyczał do ludzi, żeby nie wchodzili do sklepu. W środku przebywała też kobieta, która była w szoku i bała się dotknąć mężczyznę leżącego na podłodze – relacjonuje nasza rozmówczyni, która chce zachować anonimowość. – Powiedziałam, że mogę mu udzielić pierwszej pomocy, wtedy ktoś krzyknął, że jestem lekarką, chociaż nią nie jestem. Umiem udzielić pierwszej pomocy, bo w Ukrainie uczymy się tego w szkole. W każdym razie wpuszczono mnie do środka. Mężczyzna miał rany po nożu, zaczęłam udzielać mu pierwszej pomocy – dodaje.

Jak opowiada, uniosła głową rannego mężczyzny, aby nie zadławił się krwią. – Próbowałam z nim rozmawiać, żeby zachował przytomność. Powiedziałam pracownikowi sklepu, żeby uciskał jego rany. Trwało to do momentu przyjazdu policji – relacjonuje.

Kobieta sądziła, że mężczyzna przeżyje. – Żył, kiedy przyjechało pogotowie. Miał wtedy wyczuwalny puls. Rano dowiedziałam się, że zmarł – opowiada.

Przypomnijmy, że kilka dni po tragicznym zdarzeniu w mediach społecznościowych ruszyła nagonka. Robert Winnicki z Konfederacji 12 maja przesądził, że „cudzoziemcy zadźgali nożem Polaka, który stanął w obronie zaczepianych kobiet”. „Grupa ukraińskich byczków zamordowała Polaka za to, że stanął w obronie dziewczyn” – pisał Ziemowit Przebitkowski z Ruchu Narodowego.

Dzisiaj wiadomo, że podejrzani o zabójstwo to Polacy. W poniedziałek policja opublikowała ich zdjęcia. „Policjanci Komendy Rejonowej Policji Warszawa I na podstawie listu gończego wydanego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie poszukują Sebastiana Włodarczyka, lat 23, i Łukasza Goławskiego, lat 27, w związku z zabójstwem przy ul. Nowy Świat w Warszawie w dniu 8 maja 2022 r.” – czytamy w komunikacie. „Wzywa się każdego, kto zna miejsce pobytu poszukiwanych do zawiadomienia o tym najbliższej jednostki Policji lub prokuratura. Ostrzega się, że za ukrywanie poszukiwanego lub dopomaganie mu w ucieczce grozi kara pozbawienia wolności do lat 5” – podkreślają Komenda Stołeczna Policji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Aresztowany sprawca rozboju na Ukraince

Dzięki szybkiej reakcji szydłowieckich policjantów zatrzymano sprawcę rozboju, który wszedł do mieszkania i grożąc 64-letniej obywatelce Ukrainy przedmiotem przypominającym broń i kijem bejsbolowym żądał wydania pieniędzy. Decyzją sądu znowu trafił za kratki.

We wtorek rano (19.04.2022) do mieszkania, w którym przebywała 64-letnia mieszkanka Ukrainy wszedł mężczyzna, który grożąc kobiecie pozbawieniem życia przedmiotem przypominającym broń, żądał wydania pieniędzy. Kiedy okazało się, że pokrzywdzona nie ma gotówki zabrał jej nośnik pamięci i oddalił się w nieznanym kierunku. Policjanci już w kilka godzin po zgłoszeniu ustalili i zatrzymali sprawcę, a przy nim znaleźli atrapę broni i skradziony przedmiot.

Podczas wykonywania czynności procesowych, pokrzywdzona rozpoznała zatrzymanego mężczyznę, który jej groził. 46-latek z Szydłowca będzie odpowiadał za swój czyn w warunkach recydywy, gdyż w przeszłości był już wielokrotnie karany. Sąd Rejonowy w Szydłowcu przychylił się też do wniosku prokuratora, stosując wobec mężczyzny tymczasowy 3-miesięczny areszt. Za rozbój z użyciem niebezpiecznego przedmiotu w warunkach recydywy grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zabójstwo młodej Ukrainki na warszawskich Włochach. Sprawca wciąż poszukiwany

We wtorek na balkonie jednego z bloków w warszawskich Włochach znaleziono ciało młodej obywatelki Ukrainy. Wszystko wskazuje na to, że doszło do zbrodni na tle obyczajowym. Morderca jest nadal poszukiwany. Do zabójstwa 21-letniej obywatelki Ukrainy doszło we wtorek w mieszkaniu na trzecim piętrze w bloku przy ul. Borsuczej w Warszawy. Jak nieoficjalnie ustaliła PAP, młoda Ukrainka wynajmowała to mieszkanie od jesieni ubiegłego roku.

Jak dowiedziała się PAP, kobieta dobrze znała swojego oprawcę, być może byli parą. Śledczy wstępnie zakładają, że do zabójstwa doszło na tle obyczajowym. We wtorek po południu pomiędzy młodą kobietą a mężczyzną doszło do kłótni, która przeniosła się na balkon od strony ulicy Borsuczej na trzecim piętrze. To tam napastnik zaatakował poszkodowaną, zadając jej liczne rany kłute.

Śledczy we wtorek do późnych godzin wieczornych pracowali na miejscu zabójstwa. Balkon został zasłonięty policyjnym parawanem. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa młodej obywatelki Ukrainy. – Trwają czynności zmierzające do zatrzymania sprawcy – zaznaczyła prokurator. Dodała także, że zlecono sekcję zwłok ofiary.
Źródło info i foto: wp.pl

Podejrzany o gwałt na Ukraince trafił do aresztu

Wrocławski sąd uwzględnił zażalenie prokuratury i aresztował 49-letniego mężczyznę podejrzanego o gwałt na młodej Ukraince. W sprawie interweniował minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. 49 letni mężczyzna podejrzany o gwałt na Ukraince trafił do aresztu. Sąd zmienił postanowienie z pierwszej instancji. 9 marca we Wrocławiu w niecałe dwie godziny od zgłoszenia przestępstwa zgwałcenia policjanci zatrzymali 49-latka.

Mężczyzna najpierw przyjął 19-letnią dzwieczynę pod swój dach, a następnie według ustaleń prokuratury siłą doprowadził kobietę do obcowania płciowego wbrew jej woli. Wcześniej poznał dziewczynę, oferując swą pomoc za pośrednictwem portalu internetowego. Przyjął ją do swojego mieszkania i dokonał tego brutalnego przestępstwa – mówił wówczas rzecznik dolnośląskiej policji Łukasz Dutkowiak.

Prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut gwałtu i skierowała do sądu wniosek o tymczasowy areszt na trzy miesiące. Zdaniem prokuratury, zgromadzony materiał dowodowy uprawdopodobnił fakt popełnienia przez podejrzanego zarzuconego mu przestępstwa i z uwagi na realną obawę matactwa procesowego z jego strony tylko zastosowanie środka izolacyjnego zagwarantuje zabezpieczenie prawidłowego toku prowadzonego śledztwa.

Sąd pierwszej instancji nie uwzględnił wniosku o areszt, zastosował wobec podejrzanego dozór policji i nakazał mu raz w tygodniu stawiać się na komisariacie policji. W konsekwencji tego postanowienia minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że polecił złożenie zażalenia na odmowę przez sąd zastosowania aresztu tymczasowego dla podejrzanego o gwałt na młodej Ukraince.

Wrocławska prokuratura złożyła takie zażalenie, a dziś sąd drugiej instancji rozpatrzył je pozytywnie i aresztował 49-latka na trzy miesiące. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginęła 71-letnia Ukrainka. Trwają poszukiwania

Policja poszukuje zaginionej 71-letniej obywatelki Ukrainy Tetiany Koryachenko. Kobieta wyruszyła do Polski z mężem, ale jeszcze na Ukrainie się rozdzielili. Poszukiwana przekroczyła granicę w Medyce i udała się w nieznanym kierunku. Jak podaje podkarpacka policja, seniorka pochodzi z obwodu donieckiego. Urodziła się 12 listopada 1951 r. w miejscowości Drużkovka. Mieszkała w miejscowości Jakolyvka w obwodzie donieckim.

„28 lutego o godz. 3:45 przekroczyła granicę na pieszym przejściu granicznym w Medyce i udała się w nieznanym kierunku. Każda informacja o miejscu pobytu zaginionej może być ważna” – apeluje policja.

Z informacji podanych przez policję wynika, że kobieta do Polski wyruszyła ze swoim mężem, jednak rozdzielili się jeszcze po stronie ukraińskiej. Wiadomo, że polsko-ukraińską granicę w Medyce przekroczyli osobno, kobieta pieszo. Zarejestrowały ją kamery monitoringu. Miała ze sobą transporter z kotem i niewielki bagaż. W przenoszeniu toreb pomagał jej strażnik graniczny.

Niska kobieta szczupłej budowy

„Kobieta udała się w nieznanym kierunku, nie wiemy, czym i dokąd się udała w dalszą podróż. Nieznane jest jej miejsce pobytu. Do chwili obecnej zaginiona nie nawiązała kontaktu z mężem, który znalazł schronienie na terenie Przemyśla” – podaje policja.

Rysopis zaginionej: wzrost 158 cm, szczupła budowa ciała, włosy dłuższe, siwe, uczesana w kok, oczy niebieskie, uszy średnie przylegające, nos średni, prosty, brak uzębienia. Brak znaków szczególnych. Była ubrana w ciemną kurtkę do kolan z kapturem, spodnie materiałowe koloru czarnego, miała na głowie chustkę w jasnym kolorze.

„Wszystkie przeprowadzone do tej pory czynności i sprawdzenia nie doprowadziły do ustalenia miejsca pobytu zaginionej.

Zwracamy się z apelem do osób, które mogą mieć informacje na temat miejsca pobytu zaginionej lub informacje, które mogłyby się przyczynić do jej odnalezienia, aby kontaktowały się z Komendą Wojewódzką Policji w Rzeszowie” – apeluje policja.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Andriej K. z zarzutem zabójstwa 30-letniej Ukrainki

Fot. Damian Klamka/East News
n/z radiowoz policyjny

Zarzut zabójstwa 30-letniej Ukrainki Marii P. w Koszalinie usłyszał jej rodak, 47-letni Andriej K. Ciało kobiety znaleziono w wiacie śmietnikowej. – Nie przyznał się do zarzutu – poinformował w czwartek PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski. Zwłoki 30-letniej Ukrainki Marii P. zostało znalezione w poniedziałek 14 marca w wiacie śmietnikowej przy ul. Moniuszki w Koszalinie (woj. zachodniopomorskie).

W związku ze sprawą policja zatrzymała trzy osoby – 33-latkę oraz dwóch mężczyzn w wieku 40 i 47 lat. Dwoje pierwszych ostatecznie przesłuchano w charakterze świadków i zwolniono do domu. Natomiast 47-letni Ukrainiec Andriej K., jak poinformował PAP prok. Gąsiorowski, w Prokuraturze Rejonowej w Koszalinie usłyszał zarzut zabójstwa 30-latki.

Zwłoki 30-letniej Ukrainki w wiacie śmietnikowej. 47-latek z zarzutami

Zdaniem śledczych, to 47-latek uderzał pokrzywdzoną w głowę, spowodował u niej liczne obrażenia, a także dusił ją, doprowadzając do jej śmierci, która nastąpiła na skutek krwotoku do dróg oddechowych.

– Podejrzany nie przyznał się do zarzucanego czynu. Owszem, potwierdził, że znał Marię P., która tak jak i on od kilku lat mieszkała i pracowała w Koszalinie. Wskazał, że była sympatią jego syna, który obecnie przebywa w Ukrainie. To ona miała pomagać podejrzanemu w przesyłaniu pieniędzy synowi. Potwierdził, że widzieli się w niedzielę, ale potem się rozstali. On wypił piwo, trochę wódki, miał iść na koncert, ale ostatecznie wrócił do hotelu dla pracowników – powiedział prok. Gąsiorowski.

Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na okres trzech miesięcy. Za zabójstwo grozi nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Z rzeki wyłowiono ciało zaginionej 36-letniej obywatelki Ukrainy

W trakcie akcji poszukiwawczej nad rzeką Rawką w Kurzeszynie w województwie łódzkim w środę 30 czerwca odnalezione zostały zwłoki 36-letniej obywatelki Ukrainy. Jej zaginięcie zostało zgłoszone we wtorek 29 czerwca przez pracodawcę kobiety. Policjanci prowadzą postępowanie w sprawie.

„Informacja od pracodawcy o zaginięciu kobiety wpłynęła do policjantów z Rawy 29 czerwca 2021 roku. Z relacji wynikało, że 36-letnia obywatelka Ukrainy w niedzielne popołudnie wyszła nad rzekę Rawka w Kurzeszynie (województwo łódzkie). Do miejsca zamieszkania nie powróciła” – czytamy w komunikacie Komendy Powiatowej Policji w Rawie Mazowieckiej.

Jak wynika z relacji funkcjonariuszy, zaniepokojony gospodarz posesji, w której mieszkała młoda kobieta, zawiadomił policję we wtorek 29 czerwca po tym, jak nie wróciła ona do domu znad rzeki. Służby rozpoczęły akcję poszukiwawczą w środę 30 czerwca.

„30 czerwca 2021 roku policjanci wraz z funkcjonariuszami Państwowej Straży Pożarnej w Rawie Mazowieckiej, Ochotniczej Straży Pożarnej w Rawie oraz OSP w Kurzeszynie pojechali w rejon rzeki celem poszukiwań. Użyto również śmigłowca policyjnego” – relacjonowała policja.

Po kilkugodzinnych poszukiwaniach służbom udało się odnaleźć zwłoki kobiety w rzece Rawce. Przetransportowano je na brzeg, po czym funkcjonariusze ustalili, że ciało należy do 36-letniej obywatelki Ukrainy, której szukali. Na miejscu zdarzenia pojawił się również prokurator z Rawy Mazowieckiej. Pod jego nadzorem śledczy zajęli się zabezpieczeniem ciała do sekcji zwłok, a także śladów, które zostały znalezione w rejonie miejsca, w którym zlokalizowano ciało.

Policja zajmie się teraz śledztwem, które ma na celu wyjaśnienie przyczyny oraz okoliczności śmierci młodej kobiety. Policja nie wykluczyła jeszcze żadnego z możliwych scenariuszy – nie wiemy, czy do zdarzenia doszło w wyniku wypadku. Nie wyklucza się również tezy dotyczącej udziału osób trzecich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jędrzej C. skazany. Nie udzielił pomocy pracownicy, która doznała wylewu

Na karę roku więzienia z warunkowym jej zawieszeniem na trzy lata skazał w piątek Sąd Rejonowy w Środzie Wlkp. Jędrzeja C. Mężczyzna oskarżony był o nieudzielenie pomocy nielegalnie zatrudnionej w jego firmie obywatelce Ukrainy o zatrudnianie pracowników bez stosownej procedury. O wyroku Sądu Rejonowego w Środzie Wielkopolskiej poinformowało w piątek biuro prasowe poznańskiego Sądu Okręgowego.

Jędrzej C. uznany został winnym zarzucanych mu czynów. Sąd skazał go w piątek na karę łączną roku więzienia z warunkowym jej zawieszeniem na 3 lata; mężczyzna został także zobowiązany do informowania o okresie próby. Na Jędrzeja C. została ponadto nałożona grzywna w wysokości 50 tys. zł.

Do czynów zarzucanych Jędrzejowi C. doszło na początku stycznia 2018 r. koło Środy Wielkopolskiej. Oksana K. mieszkała na terenie zakładu, w którym była nielegalnie zatrudniona. Gdy poza godzinami pracy doznała wylewu, pracodawca nie wezwał pomocy. Zawiózł kobietę i jej siostrę w okolice Środy Wielkopolskiej. Tam zatrzymał się w pobliżu przystanku autobusowego i zadzwonił na numer alarmowy. Przyjechała policja, po chwili pogotowie ratunkowe. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie stwierdzono u niej krwotok do pnia mózgu. Kobieta niedawno zmarła.

Pracodawcy kobiety – Jędrzejowi C. – postawiono łącznie dziewięć zarzutów. Jeden dotyczy nieudzielenia pomocy, zaś osiem pozostałych zatrudniania pracowników bez stosownej procedury. Grozi za to do trzech lat więzienia.

Po zdarzeniu Jędrzej C. zadeklarował pomoc poszkodowanej kobiecie, a jego adwokat złożył wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Pełnomocnik przedsiębiorcy podkreślał m.in., że Jędrzej C. przyznał się do stawianych mu zarzutów, swoje zachowanie tłumaczył „spanikowaniem”. Obrońca wskazał także, że została zawarta ugoda pozasądowa z pełnomocnikiem poszkodowanej Ukrainki. Strony zobowiązały się do zachowania w tajemnicy jej warunków. Wniosek obrony poparł pełnomocnik Ukrainki, a ona podpisała odciskami palców oświadczenie, że „nie żąda ścigania i ukarania Jędrzeja C., gdyż się z nim pojednała”. Na warunkowe umorzenie postępowania nie zgodził się prokurator z uwagi na – jak podkreślił – „wysoki stopień szkodliwości społecznej czynu”.

We wrześniu 2018 r. sąd w Środzie Wielkopolskiej zdecydował jednak o warunkowym umorzeniu postępowania karnego wobec Jędrzeja C. na okres dwóch lat próby. Orzekł także na rzecz pokrzywdzonej nawiązkę w wysokości 10 tys. zł, a także poniesienie przez oskarżonego kosztów sądowych. Apelację od tego wyroku złożyła prokuratura, domagając się uchylenia wyroku w całości, wskazując na błędy w ustaleniach faktycznych i brak podstaw do warunkowego umorzenia postępowania. Pełnomocnicy poszkodowanej kobiety, jak i oskarżonego, wnieśli o odrzucenie apelacji, podkreślając, że strony doszły do porozumienia, pojednały się i zawarły ugodę.

W czerwcu ub.r. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał prawomocny wyrok – zdecydował o uchyleniu wyroku sądu pierwszej instancji oraz zwrocie sprawy do Sądu Rejonowego w Środzie Wielkopolskiej w celu ponownego rozpoznania.

Ponowny proces Jędrzeja C. ruszył w grudniu ub. roku. Oskarżony przyznał się do stawianych mu zarzutów. Za pośrednictwem swojego obrońcy złożył także wniosek o dobrowolne poddanie się karze.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ukrainka dostała udaru, szef zostawił ją na ulicy. Prokuratura domaga się surowego wyroku dla Jędrzeja C.

Obrońca mężczyzny, oskarżonego o nieudzielenie pomocy pracującej na czarno w jego firmie Oksanie, chce dla swojego klienta pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Prokuratura uważa, że proponowana kara jest zbyt łagodna.

Sprawa dotyczy Ukrainki Oksany. Kobieta pracowała na czarno w firmie Jędrzeja C. Na początku 2018 r. tuż obok zakładu doznała udaru. Pracodawca zamiast zawieźć ją do szpitala zostawił na przystanku. Potem zadzwonił na policję i udawał, że znalazł ją pijaną. Ukraina w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Zmarła w połowie stycznia 2020 r. – przypomina portal gloswielkopolski.pl.

Prokuratura wszczęła śledztwo wobec pracodawcy Oksany. Mężczyzna został oskarżony o nieudzielenie pomocy oraz narażenie kobiety na utratę życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Łącznie usłyszał dziewięć zarzutów. We wrześniu 2018 r. Jędrzej C. został uznany winnym zarzucanych mu czynów, ale sprawa została umorzona na dwa lata. Od wyroku odwołała się jednak prokuratura.

Sprawa ma zostać ponownie rozpatrzona. Pracodawca Ukrainki złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Chce pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, 20 tys. zł grzywny i 10 tys. zł ewentualne nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Propozycji obrony sprzeciwił się prokurator, który uważa, że jest za niska. Domaga się roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 50 tys. zł grzywny. Kolejna rozprawa odbędzie się 13 marca. Wówczas najprawdopodobniej zapadnie wyrok.
Źródło info i foto: wp.pl