Kard. Henryk Gulbinowicz wciąż z Orderem Uśmiechu. Decyzja o odebraniu najwcześniej jesienią

Przez ponad pół roku nie podjęto decyzji w sprawie odebrania Orderu Uśmiechu kard. Henrykowi Gulbinowiczowi, wobec którego publicznie stawiano zarzuty dotyczące pedofilii. Najbliższe posiedzenie kapituły, na którym ta kwestia może zostać rozpatrzona, ma odbyć się jesienią tego roku lub wiosną 2022 r. W listopadzie minionego roku zarząd Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu wszczął procedurę zmierzającą do pozbawienia kard. Henryka Gulbinowicza Orderu Uśmiechu.

Komunikat w tej sprawie wydano dzień po tym, jak nuncjatura apostolska w Polsce poinformowała o pozbawieniu hierarchy prawa używania insygniów biskupich i zakazaniu mu uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych. Kardynałowi nakazano też wpłacenie „pewnej sumy pieniędzy jako darowizny na działalność Fundacji św. Józefa powołanej przez Konferencję Episkopatu Polski w celu wspierania działań Kościoła na rzecz ofiar nadużyć seksualnych, pomocy psychologicznej oraz prewencji i kształcenia osób odpowiedzialnych za ochronę nieletnich”.

97-letni kard. Gulbinowicz zmarł kilka dni później. Decyzją Stolicy Apostolskiej hierarcha został pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego w katedrze i pochówku w katedrze. Mimo że od komunikatu zarządu Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu minęło już pół roku, kard. Gulbinowicz nadal widnieje na liście kawalerów Orderu Uśmiechu.

Sekretarz Kapituły Barbara Kolago w odpowiedzi na pytania PAP przekazała, że „od początku pandemii nie odbyło się żadne posiedzenie Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu, stąd żadna decyzja nie mogła zostać podjęta”. „Jeśli warunki pandemiczne pozwolą, najbliższe posiedzenie odbędzie się jesienią tego roku lub wiosną roku 2022” – dodała.

Order Uśmiechu kard. Gulbinowicz otrzymał w 2001 r. na wniosek dzieci ze świdnickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce”. W maju 2019 r. do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu skierowano zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kard. Henryka Gulbinowicza. Złożył je mecenas Artur Nowak, który reprezentował Karola Chuma oskarżającego hierarchę o molestowanie seksualne.

Treścią zawiadomienia jest świadectwo pana Karola Chuma, podaliśmy w nim okoliczności, czas i miejsce popełnienia prawdopodobnego przestępstwa oraz wskazaliśmy osobę, którą można by w związku z tym przesłuchać – powiedział wówczas PAP mecenas Nowak. Z informacji uzyskanych przez PAP w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu wynika, że śledztwo w tej sprawie nie zostało podjęte z uwagi na przedawnienie karalności czynu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Arcybiskup Grzegorz Ryś publikuje oświadczenie i zdradza dane ofiary molestowania

W oświadczeniu arcybiskupa Grzegorza Rysia na zarzuty, iż miał nie zareagować na ukrywanie księdza pedofila przez bp. Dziubę, pojawiło się imię i nazwisko osoby wykorzystywanej seksualnie przez duchownego. – To pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem z jego strony – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

W reportażu dziennikarzy OKO.press Daniela Flisa i Sebastiana Klauzińskiego opublikowanym 2 września dotyczącym historii pana Janusza pojawił się zarzut, że abp. Ryś już w maju 2019 roku otrzymał od prymasa Wojciecha Polaka zawiadomienie o skardze na “ukrywanie przez ks. biskupa Andrzeja Dziubę sprawy księdza pedofila, księdza Piotra S.” i nic z tą informacją nie zrobił.

„Dochodzenie w sprawie biskupa Dziuby abp Ryś wszczął dopiero w czerwcu 2020 roku, gdy Janusz zwrócił się do niego bezpośrednio” – piszą autorzy reportażu.

W środę rano na stronie archidiecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, który stwierdził, że Interpretację faktów dziennikarzy OKO.press uważa on „za stronniczą, świadomie krzywdzącą i godzącą w moje dobre imię”. Metropolita łódzki przedstawił też bieg wydarzeń dotyczący ks. Piotra S. prezentując pismo, jakie dotarło do niego od Prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka.

Problem w tym, że z pisma nie usunięto nazwiska osoby pokrzywdzonej, natomiast usunięto nazwisko księdza, który miał się dopuścić wykorzystywania seksualnego. Po kilku godzinach błąd został naprawiony.

„Z pisma tego wynika jednoznacznie, iż Ksiądz Prymas poinformował Pana Janusza S. o tym, że powinien się zwrócić do mnie z zawiadomieniem o możliwych zaniedbaniach ze strony bpa Andrzeja Dziuby. Wskazuje na to jednoznacznie także i fakt, że kancelaria Księdza Prymasa nie przekazała mi żadnego kontaktu do Pana S., żadnego adresu, nawet e-mail. Miałem więc słuszne prawo oczekiwać, iż pokrzywdzony wkrótce zwróci się do mnie z odpowiednim zawiadomieniem. Nie uczynił tego jednak przez cały rok” – tłumaczy swoje zachowanie abp Ryś.

„To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane”

– Mam nadzieję, że to niedopatrzenie, a nie świadome działanie. Jednak nazwisko pokrzywdzonego poszło w eter. To potęguje brak zaufania do Kościoła – uważa Artur Nowak, który zajmuje się m.in. obroną osób pokrzywdzonych przez duchownych.

Jego zdaniem, znamienne jest to, że w pierwotnej wersji komunikatu dane ofiary zostały upublicznione, natomiast w dane sprawcy wykorzystywania seksualnego nie.

– To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane. Uważam, że gdyby nie presja mediów, biskupi dalej byliby bezkarni. Arcybiskup Ryś zamiast opowiadać, że dziennikarze naruszają jego dobra osobiste, powinien wziąć się do roboty. Na razie sam naruszył dobra osobiste ofiary – dodaje w rozmowie z Onetem Nowak.

– Nie wierzę w takie przypadki. W takich sytuacjach oświadczenie zwykle jest pisane przez prawnika kurii, sprawdza je kanclerz, przechodzi przez rzecznika prasowego, a na koniec podpisuje je biskup. Nie sądzę, by nikt nie wyłapał takiego błędu – dodaje inny prawnik, który od lat zajmuje się tematem pedofilii w kościele katolickim.

Poprosiłem o komentarz również pana Janusza, bohatera reportażu OKO.press, ale ten nie chciał się wypowiedzieć w tej sprawie.

Faktem jest, że arcybiskup Grzegorz Ryś oraz kuria archidiecezji łódzkiej nie tylko naruszyła dobra osobiste pokrzywdzonego, ale również naruszyła zapisy instrukcji motu proprio Vos estis lux mundi, wydanej w 2019 r. przez papieża Franciszka w celu ochrony osób wykorzystywanych seksualnie przez osoby duchowne.

W art. 5 ust. 1 czytamy: „Władze kościelne są zobowiązane, aby ci, którzy twierdzą, że są poszkodowani, wraz ze swoimi rodzinami, byli traktowani z godnością i szacunkiem”.

Natomiast w ust. 2 przykazano: „Należy chronić wizerunek i sferę prywatną zaangażowanych osób, jak również poufność danych osobowych”.

– Oświadczenie arcybiskupa jest dla mnie pokrętną formą uzasadniania swojej bierności w sprawie pana Janusza. Opublikowanie jego nazwiska i tłumaczenie, że nie podjęło się żadnych działań w sprawie przez rok, pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem ze strony. Skoro ofiara się nie zgłaszała, to właśnie abp Ryś mógł sam nawiązać taki kontakt – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

Przypomnijmy, że w niedawnym liście skierowanym do wiernych diecezji kaliskiej abp Ryś pisał, że w obliczu skandali wykorzystywania seksualnego trzeba skupić się na dobru człowieka. „Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw. Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom” – przekazał wtedy metropolita łódzki.

Arcybiskup nie odpowiada na pytania, ale przeprasza

Zadzwoniłem do rzecznika prasowego kurii archidiecezji łódzkiej ks. Pawła Kłysa z pytaniem, dlaczego abp Ryś opublikował personalia ofiary księdza pedofila. Dowiedziałem się od niego jedynie, że w oświadczeniu nie padło słowo „ofiara”. Drogą mailową zapytałem, czy ordynariusz łódzki zdaje sobie sprawę z krzywdy, jaką wyrządził panu Januszowi. Do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymałem odpowiedzi.

Po godz. 17.30 na stronie diecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, w którym przeprosił pana Janusza.

„W pierwotnym tekście mojego oświadczenia zamieszczonego na stronie Archidiecezji Łódzkiej i innych mediach znalazło się nazwisko osoby poszkodowanej. Nie powinno się tak stać. Bardzo przepraszam. Nie chciałem naruszyć niczyich dóbr osobistych ani – tym bardziej – pomnażać już doznanych cierpień. Chciałem jedynie udzielić szczegółowych wyjaśnień w związku z postawionymi mi zarzutami. Jeszcze raz przepraszam” – napisano.

Papież wyznaczył arcybiskupa Grzegorza Rysia na administratora apostolskiego diecezji kaliskiej
Grzegorz Ryś w lipcu br. przejął obowiązki bp. Edwarda Janiaka, jednego z negatywnych bohaterów filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Był to efekt decyzji papieża Franciszka, który wyznaczył abp. Rysia na administratora apostolskiego sede plena diecezji kaliskiej.

– Rozwiązanie sytuacji w diecezji kaliskiej jest warunkiem dalszego i owocnego podjęcia tego, do czego powołany jest Kościół, to znaczy ewangelizacji – mówił krótko po tym metropolita łódzki.

– Prawo, tak kanoniczne, jak i państwowe, jest tu jasne: otrzymawszy zgłoszenie, biskup ma obowiązek uruchomić dochodzenie wstępne i jego wyniki przekazać do Stolicy Apostolskiej, i następnie postępować zgodnie z poleceniami Kongregacji Doktryny Wiary. Jeśli natomiast mówimy o państwowym wymiarze prawnym, to biskup ma obowiązek zgłoszenia do prokuratury możliwości popełnienia przestępstwa – przypomniał abp Ryś.

Onet ujawnił z kolei, że nie tylko biskup Janiak jest podejrzewany o tuszowanie przestępstw.
Źródło info i foto: onet.pl

Poszukiwany listem gończym Maciej Siudmak

Funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Głubczycach (woj. opolskie) poszukują Macieja Siudmaka. Prokuratura Rejonowa w Raciborzu wydała za mężczyzną list gończy. Maciej Siudmak poszukiwany jest w związku z niedopełnieniem obowiązku utrzymania obiektu budowlanego w należytym stanie technicznym.

Mężczyzna ma 48 lat, pochodzi z Grobnik. Zamieszkiwał przy ul. Kolonia 10. Za ukrywanie poszukiwanego lub pomaganie mu w ucieczce grozi kara do 5 lat więzienia. Policja apeluje, by osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu mężczyzny, skontaktowały się z Komendą Powiatową Policji w Głubczycach pod numerem tel. 77 47-10-203 lub z najbliższą jednostką policji pod numerem alarmowym 997 lub 112).

Policja udziela zapewnienia o utrzymaniu tajemnicy co do osoby informującej.
Źródło info i foto: interia.pl

Janusz Stajszczak poszukiwany listem gończym

Zdefraudował 35 mln zł i prał brudne pieniądze – uważa prokuratura w Gdańsku. Janusz Stajszczak ma 185 cm wzrostu, jest szczupły, oczy: niebieskie, włosy: długie, ciemne z siwizną, spięte.

„Wzywa się każdego, kto zna miejsce pobytu poszukiwanego, do zawiadomienia o nim najbliższej jednostki policji lub prokuratora (art. 280 § 1 pkt 4 kpk). Ostrzega się, że za ukrywanie poszukiwanego lub dopomaganie mu w ucieczce grozi kara pozbawienia wolności do lat 5 (art. 239 § 1 kk). Jednocześnie udziela się zapewnienia o utrzymaniu tajemnicy co do osoby informującej (art. 280 § 2 kpk)” – informuje na swojej stronie internetowej Prokuratura Regionalna w Gdańsku, która wystawiła list gończy za bydgoszczaninem.

Maciej Załęski, rzecznik Prokuratury Regionalnej, tłumaczy: – Przyczyną wystawienia listu gończego jest ukrycie się pana Stajszczaka i brak ustaleń dotyczących miejsca jego aktualnego pobytu – mówi Załęski. – Dodatkowo w związku z tym wystąpiliśmy do sądu z wnioskiem o przepadek poręczenia majątkowego w wysokości 50 tys. zł, które poszukiwany wpłacił w 2013 roku.

Janusz Stajszczak podejrzany jest o to, że z upadłego Domaru wyprowadził potajemnie majątek i nie spłacił wierzycieli. Pieniądze zagarnął. Wszystko działo się w okresie od 3 czerwca do 25 sierpnia 2009 r. w Bydgoszczy. Prokuratura zarzuca mu też pranie brudnych pieniędzy.

Domar, którego Stajszczak był współwłaścicielem przez ponad 20 lat, był głównym sprzedawcą sprzętu AGD i RTV w Polsce. W całym kraju miał kilkadziesiąt sklepów. Firma nie wytrzymała jednak konkurencji takich potentatów jak Media Markt i Saturn. Po ich wejściu na polski rynek zaczęły się jej problemy.

W 2009 r. spółka została postawiona w stan upadłości. Firma miała długi. Musiała zwolnić z pracy kilkaset osób. Nie pomogła wielomiesięczna walka o przetrwanie – obniżanie kosztów utrzymania, wyprzedawanie towaru oraz zamykanie kolejnych sklepów rozsianych w galeriach handlowych po całym kraju.

Śledztwo w sprawie wyprowadzenia majątku z firmy miały wszcząć w 2010 r. prokuratury bydgoska i warszawska na wniosek syndyk Gizeli Eckert-Kurczewskiej, która robiła inwentaryzację w Domarze i dopatrzyła się wielu nieprawidłowości.

Bydgoska prokuratura Bydgoszcz-Północ nie podjęła się jednak tego śledztwa, choć doniesienie o możliwości popełniania przestępstwa złożył przewodniczący Rady Nadzorczej Domaru, do którego dotarł anonim o kradzieżach towaru. – Nie znaleziono nikogo, kto potwierdziłby zarzuty zawarte w anonimowym liście. W tej sytuacji zamknęliśmy sprawę – tłumaczyli prokuratorzy.

Ostatecznie cichymi kradzieżami w Domarze we wrześniu tego roku zajęli się śledczy z Gdańska.

Ostatnie miejsce zameldowania Janusza Stajszczaka to dom przy ulicy Goździkowej w Osielsku. Ostatnie miejsce zamieszkania: Kołobrzeg, ul. Sułkowskiego 11. Stajszczak jest z zawodu technikiem komunikacji, ostatnie miejsce pracy to firma Locum SA z siedzibą w Warszawie.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Policja poszukuje Dariusza Nożownika

Śląscy policjanci poszukują Dariusza Nożownika, podejrzanego o udział w bójce, w wyniku której zabił on nożem 19-letniego mężczyznę i próbował zabić jego ojca. Prokuratura Okręgowa w Katowicach wydała właśnie za poszukiwanym list gończy. Apelujemy do wszystkich osób, które mają jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu miejsca jego pobytu, o kontakt z Komendą Wojewódzką Policji w Katowicach – tel. 32 200 14 44 lub z najbliższą jednostką Policji pod numerem 997 i 112.

W niedzielę 21 sierpnia 2016 roku około 5.00 dyżurny katowickiej komendy policji został powiadomiony o rannym nastolatku. Na ul. 3 Maja zostały skierowane patrole. Już wstępne ustalenia wykazały, że doszło tam do bójki kilkunastu osób, w trakcie której 19-letni chłopak został zraniony ostrym narzędziem. Nastolatek trafił do szpitala. Niestety, pomimo wysiłków lekarzy młody mężczyzna zmarł. W śledztwie nadzorowanym przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach zarzuty usłyszało już czterech mężczyzn. Dwaj poszukiwani uczestnicy tragicznej bójki, po publikacjach ich wizerunków w mediach, sami zgłosili się do Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

Policjanci zajmujący się sprawą ustalili, że podejrzanym o śmiertelne ciosy nożem jest:

Dariusz NOŻOWNIK

s. Jana i Elżbiety

ur. 9.09.1981 r. w Katowicach

zam. ost. w Katowicach

PESEL: 81090908696

leg. się d.o. AYX116409

Dariusz Nożownik jest również podejrzany o usiłowanie zabójstwa podczas tej samej bójki ojca zmarłego 19-latka. Prokuratura Okręgowa w Katowicach wydała właśnie za poszukiwanym list gończy. Apelujemy do wszystkich osób, które mają jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu miejsca pobytu Dariusza Nożownika o kontakt z Komendą Wojewódzką Policji w Katowicach pod numerem telefonu 32 200 14 44 lub z najbliższą jednostką Policji pod numerem 997 i 112.

Jednocześnie przypominamy, że za ukrywanie i pomoc w ucieczce poszukiwanego grozi kara do 5 lat więzienia.
Żródło info i foto: Policja.pl

Blisko 300 poszukiwanych osób sprowadzono do Polski

Od stycznia do marca 2016 r. w 99 konwojach funkcjonariusze sprowadzili do kraju 298 osób poszukiwanych Europejskim Nakazem Aresztowania, natomiast 160 osób zostało przekazanych w punktach granicznych. Eskortowanie osób należy do zadań Policji. Konwojowanie zatrzymanych odbywa się nie tylko na terenie kraju, ale również poza jego granicami. Policja eskortuje zatrzymanych głównie drogą lotniczą.

Osoby, które dokonały przestępstw, aby uniknąć kary często pokonują setki kilometrów z myślą, że wymiar sprawiedliwości ich nie dosięgnie. Jak się okazuje są w błędzie. Funkcjonariusze polskiej Policji wspólnie z policjantami na całym świecie namierzają i zatrzymują groźnych przestępców.

Wydział Konwojowy Biura Prewencji i Ruchu Drogowego KGP systematycznie organizuje konwoje osób zatrzymanych poza granicami kraju. Jedną z metod realizacji tego typu zadań są konwoje zbiorcze wykonywane samolotami wojskowymi. Jest to najefektywniejszy sposób sprowadzania osób, które za granicą ukrywały się przed organami ścigania. Od stycznia do marca 2016 roku polska Policja w 99 konwojach wykonanych drogą lotniczą sprowadziła 298 zatrzymanych w tym w 90 konwojach indywidualnych – 117 osób natomiast w 9 konwojach zbiorczych – 181 osób.

Dodatkowo w I kwartale 2016 roku funkcjonariusze w 97 przekazaniach przekonwojowali 160 osób, z czego 96 osób zostało przejętych a 64 przekazane w punktach granicznych. To efekt pracy policjantów z Wydziału Konwojowego BPiRD KGP. Realizacja konwojów nie byłaby możliwa bez współpracy z Siłami Powietrznymi, jak również funkcjonariuszami Komendy Stołecznej Policji.
Żródło info i foto: Policja.pl

Kardynał Philippe Barbarin broni się przed zarzutami zatajania czynów pedofilskich

Kardynał Philippe Barbarin, arcybiskup Lyonu, oświadczył we wtorek, że „nigdy nie zataił nawet najmniejszego czynu pedofilskiego”. To reakcja na oskarżenia ofiar o ukrywanie w jego diecezji przypadków domniemanego wykorzystywania przez dwóch księży. „Pragnę powiedzieć z największą siłą, że nigdy, nigdy, nigdy nie zataiłem najmniejszego czynu pedofilskiego” – oświadczył arcybiskup Lyonu na konferencji prasowej podczas posiedzenia biskupów.

Wcześniej we wtorek premier Francji Manuel Valls zażądał od kard. Barbarina „wzięcia odpowiedzialności” po tym, gdy ofiary domniemanych napaści na tle seksualnym zaskarżyły fakt ukrywania przez władze diecezji dawnych działań księży pedofilów.

„Jedyne, co mogę powiedzieć, (…) bez występowania w imieniu francuskiego Kościoła, bez zajmowania stanowiska sędziów, ponieważ dochodzenie się toczy, to to, aby (kardynał) wziął na siebie odpowiedzialność” – powiedział Valls w rozgłośni RMC. „Spodziewam się nie tylko słów, ale i czynów” – podkreślił szef rządu.

„Zastanawiamy się, czy kardynał Barbarin, arcybiskup Lyonu powinien coś powiedzieć, zadziałać, podać się do dymisji. To jest jego obowiązek, ale musi również zrozumieć ten ból” – dodał Valls.

Pierwsza sprawa dotyczy napaści na tle seksualnym popełnionych przez księdza Bernarda Preynata w latach 1986-1991 na młodych skautach w Lyonie – pisze agencja AFP. Preynat, który posługę kapłańską sprawował do sierpnia 2015 r., został oskarżony 27 stycznia br., gdy przyznał się do popełnionych czynów.

Niektóre z ofiar Preynata wniosły skargi przeciwko kilku hierarchom diecezji w Lyonie, w tym kardynałowi Barbarinowi, „o nieujawnienie” tych faktów. Francuski wymiar sprawiedliwości wszczął dochodzenie w tej sprawie.

W następstwie nagłośnienia sprawy pewien mężczyzna – ofiara pedofilii innego księdza z początku lat 90. – wniósł skargę przeciwko kard. Barbarinowi, twierdząc, że poinformował go o swoim przypadku w 2009 roku, lecz ten od tamtej pory niczego nie zrobił. Mężczyzna ów wniósł właśnie kolejną skargę na kardynała – informuje AFP, nie precyzując, kiedy dokładnie to nastąpiło.

„Skonsternowany” – jak pisze AFP – kardynał zaapelował w komunikacie o przestrzeganie jego „praw, honoru i domniemania niewinności”.

„Szanuję zasadę domniemania niewinności. Nie jestem sędzią, jestem szefem rządu (…), ale duchowny, kardynał, prymas Galii, który ma moralny i intelektualny wpływ, który ponosi główną odpowiedzialność w naszym społeczeństwie, musi zrozumieć ból” – oświadczył premier.

„Jeśli ta debata dotyczyłaby – a ta dotyczyła – dyrektorów szkoły, członków rad, którzy nie poczuwaliby się do odpowiedzialności w stosunku do animatorów lub nauczycieli, będących w kontakcie z młodzieżą, co byśmy powiedzieli? Bylibyśmy bezlitośni” – skonstatował Valls.
Żródło info i foto: interia.pl

Rebekah Brooks nie wiedziała o 90 tys. funtów dla detektywa

Rebekah Brooks, była szefowa brytyjskiej gałęzi koncernu prasowego Ruperta Murdocha, a wcześniej redaktor naczelna „News Of The World” i największego dziennika na Wyspach, „The Sun”, zeznała w sądzie, że nie wiedziała o opłacaniu przez gazetę detektywa, który podsłuchiwał znane osoby. Była redaktor naczelna zamkniętego już brytyjskiego tabloidu Rebekah Brooks jest oskarżona w toczącym się w Londynie procesie siedmiorga redaktorów, dziennikarzy i współpracowników „News Of The World”. Brooks broni się przed kilkoma zarzutami: o nadużycia dziennikarskie, korupcję i ukrywanie dowodów przed wymiarem sprawiedliwości. Wczoraj zeznała w sądzie, że nie wiedziała, jaką drogą jej gazety zdobywały najbardziej intymne informacje o celebrytach i innych interesujących je osobach. Żródło info i foto: rp.pl

Niemcy: przestępcy podatkowi nie mają łatwo

Przestępcy podatkowi w Niemczech, którzy oszukali urząd skarbowy na więcej niż milion euro muszą iść bezwarunkowo do więzienia, nie mogą dostawać wyroków w zawieszeniu. Tak orzekł właśnie Federalny Trybunał Sprawiedliwości – odpowiednik polskiego Sądu Najwyższego. Trybunał unieważnił wyrok sądu w Augsburgu, który skazał pewnego bawarskiego przedsiębiorcę na 2 lata więzienia w zawieszeniu za zatajenie przed fiskusem 1 100 000 euro. Na złagodzenie kary wpłynęło przyznanie się sprawcy do winy i wyrównanie przez niego długu podatkowego. Trybunał powiedział „nie” temu wyrokowi. W Niemczech za kratki idą już ludzie za o wiele mniejsze kradzieże. Sąd w Augsburgu musi rozpatrzyć sprawę ponownie. Wyrok trybunału w Karlsruhe ma ukrócić powszechną do tej pory w dużych procesach przestępców podatkowych praktykę układania się prokuratury, obrony i sądu na zasadzie: łagodny wyrok (czyli zawieszenie kary więzienia) w zamian za przyznanie się i zwrot podatkowego długu.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl