Jest wyrok ws. fundacji Tadeusza Rydzyka. Księgowa skazana

Warszawski sąd ogłosił wyrok w sprawie fundacji Tadeusza Rydzyka. Ojciec Rydzyk i jego bliski współpracownik Jan Król zostali uniewinnieni od zarzutu nieujawnienia informacji publicznej. Skazana została jednak Lidia K-M., nazywana „księgową Rydzyka”, członkini zarządu fundacji Lux Veritatis, która odpowiadała za finanse. Zajmująca się jawnością życia publicznego organizacja Watchdog oskarżyła redemptorystów Tadeusza Rydzyka, Jana Króla oraz Lidię K-M. o nieujawnienie informacji dotyczących wydatkowania środków publicznych, które trafiły do fundacji Lux Veritatis. Proces karny jest następstwem procesu administracyjnego, który Lux Veritatis przegrała.

Z wyroku warszawskiego sądu, który został ogłoszony w czwartek rano, wynika, że fundacja Tadeusza Rydzyka Lux Veritatis zobowiązana jest do udostępnienia informacji o finansach fundacji i wykorzystaniu przyznanych jej dotacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: Uniewinnieni z gangu „obcinaczy palców”

Warszawski sąd uniewinnił ośmiu z dziesięciu gangsterów oskarżonych w głośnym procesie o porwania dla okupu. Sprawa, która miała być wielkim sukcesem prokuratury, okazała się jej kompromitacją.

Sąd skazał jedynie dwóch z dziesięciu oskarżonych w tej sprawie – poinformowała PAP. Pozostałych uniewinniono. Sędzia Barbara Piwnik w uzasadnieniu wyroku pięć godzin (bez spoglądania w notatki!) wyliczała argumenty, które kazały jej uniewinnić oskarżonych od większości zarzutów. Zdaniem sądu śledztwo było skandaliczne.

10 lat temu, gdy prokuratura przekazywała akt oskarżenia, sprawa była przedstawiona jako wielki sukces. Policja zlikwidowała gang, który miał mieć na koncie przynajmniej 20 porwań dla okupu, z których przynajmniej trzy skończyły się śmiercią uprowadzonych. Ich bliscy mieli zapłacić za uwolnienie ponad 7 mln zł. Gang ochrzczono makabryczną nazwą „obcinaczy palców”, bo zdarzyło się, że przestępcy, by nakłonić wahających się do wypłaty okupu, wysyłali obcięty palec porwanego.

Sąd uniewinnia

Jednak w akcie oskarżenia znalazło się tylko kilka z tych 20 porwań. Żadne z nich nie dotyczyło też zabójstwa ani nawet obciętego palca. Policjanci łamali procedury w śledztwie. – Metody postępowania policjantów w tej sprawie nie odbiegały od metod postępowania mojego klienta – mówi „Stołecznej” adwokat jednego z oskarżonych gangsterów.

– Proces trwał długo, bo sąd sam szukał dowodów – mówiła sędzia Piwnik, tłumacząc, dlaczego postępowanie toczyło się blisko dekadę.

O tym, że proces może zakończyć się klęską prokuratury, pisaliśmy w „Stołecznej” już dziewięć lat temu. Już wtedy wychodziły na jaw dziwne zbiegi okoliczności związane ze śledztwem. Choćby taki, że ofiara jednego z porwań już po przestępstwie użyczyła mieszkania ojcu policjanta prowadzącego śledztwo. To mogło rodzić wątpliwości co do bezstronności policjanta. „Dziwnych” przypadków było więcej.

Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura zapewne złoży apelację. Śledztwo w sprawie działalności gangu wciąż trwa. Niedawno policji i prokuraturze udało się wyjaśnić okoliczności śmierci 26-letniego Mariusza Mirkowskiego uprowadzonego w marcu 2004 r. Do dziś nie wiadomo, co stało się z Eweliną Bałdygą (za której uwolnienie ojciec biznesmen zapłacił kilkaset tysięcy euro) oraz Harishem Hitange (hinduskim przedsiębiorcą, którego rodzina dostała od porywaczy przesyłkę z jego palcami).
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Uniewinniono dziennikarzy zatrzymanych w PKW

Sąd uniewinnił fotoreportera PAP Tomasza Gzella i dziennikarza tv Republika Jana Pawlickiego oskarżonych przez policję o naruszenie miru domowego w PKW. Zatrzymanie to pomyłka, przykre nieporozumienie – mówił w uzasadnieniu sędzia Łukasz Mrozek.

– Niedobrze się stało, że nastąpiła taka pomyłka – oświadczyła po wyroku szefowa MSW Teresa Piotrowska. Jak dodała, szczegółowa informacja przedstawiona jej przez policję „potwierdziła, że nie doszło do naruszenia prawa i procedur przez policję, a okoliczności zatrzymania dziennikarzy wymagają oceny sądu”. Wyraziła satysfakcję, że sąd rozstrzygnął już tę kwestię.

Dziennikarze zostali zatrzymani przez policję około północy z 20 na 21 listopada, gdy relacjonowali okupację gmachu PKW przez osoby domagające się natychmiastowej dymisji członków PKW w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Łącznie z dziennikarzami zatrzymano wtedy 12 osób. Wszystkich policja oskarżyła o to samo – naruszenie miru domowego przez nieusłuchanie polecenia opuszczenia pomieszczenia.

Proces w trybie przyspieszonym

W piątek sąd zakończył proces dziennikarzy prowadzony w trybie przyśpieszonym – co oznacza, że wyrok powinien zapaść najpóźniej 14 dni po wniesieniu oskarżenia – termin ten upływał właśnie w piątek. Tego dnia sąd przesłuchał też ostatnich świadków – w tym policjantów, a także szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego oraz b. przewodniczącego i sekretarza PKW Stefana Jaworskiego i Kazimierza Czaplickiego.

Obrońcy oskarżonych i sami podsądni wnieśli o uniewinnienie. Obrońca Tomasza Gzella mec. Piotr Witaszek wskazał, że przestępstwo naruszenia miru domowego może być popełnione tylko w lokalu prywatnym. Podkreślił, że fotoreporter PAP działał na miejscu legalnie i nie miał nawet zamiaru okupowania lokalu.

Jak wskazywał adwokat, zarzut stawiany Gzellowi jest nieuprawniony, zważywszy na fakt, że policja nie wzywała dziennikarzy do opuszczenia lokalu, lecz złagodziła wezwanie, apelując o nieutrudnianie pracy funkcjonariuszom. Do akt sprawy obrońca złożył też protest wobec działań policji podpisany przez 407 ludzi mediów.

Według obrońcy Pawlickiego mec. Sławomira Sawickiego, nawet formalnie nie doszło do przestępstwa naruszenia miru domowego, bo to nie PKW, która władała pomieszczeniami, lecz Kancelaria Prezydenta RP wezwała policję. Wskazywał, że prasa jest powołana do kontrolowania działań policji. Gdy policja interweniuje – prasa obserwuje jej prace i wychodzi ostatnia.

– Mamy do czynienia z pozaustawowym kontratypem wyłączającym odpowiedzialność karną mediów w takiej sprawie: dziennikarz może więcej. Świadczą o tym przepisy polskie, a także zalecenia Rady Europy, które nabierają szczególnego znaczenia w okresie wyborów – mówił drugi obrońca dziennikarza mec. Krzysztof Nowiński. Dodał, że do przestępstwa nie doszło również dlatego, że oskarżeni dziennikarze nie mieli zamiaru popełniania przestępstwa naruszenia miru domowego. Jak mówił, dziś nie ma nikogo, kto chciałby wziąć odpowiedzialność za bałagan i chaos.

– Dziennikarstwo nie zawsze jest łatwe i przyjemne. W mojej pracy chodzi o to, by pokazać innym, co się dzieje – mówił Gzell w „ostatnim słowie”. – Byłem w PKW w pracy – podkreślał Pawlicki.

15-minutowa narada

Po 15-minutowej naradzie nad wyrokiem sędzia Mrozek ogłosił uniewinnienie obu podsądnych. Jak mówił, po analizie nagrania wideo z PKW i zeznań świadków, do pomyłki mogło dojść m.in. z powodu działań policji i administratora gmachu, bo zmieniono początkowo ogłaszany komunikat wzywający również dziennikarzy do opuszczenia gmachu, na wezwanie do „nieutrudniania działań policji”.

– Policja chciała zapewnić bezpieczeństwo w czasie akcji zatrzymywania i usuwania z pomieszczenia osób przebywających za stołem prezydialnym. Sąd widział na nagraniu, że dziennikarze stali na środku pomieszczenia i zapewne chodziło o to, by policjanci mieli możliwość działania. Sąd nie wie, być może powinniście zostać wyprowadzeni z sali czy zatrzymani. Ale zatrzymano tylko was dwóch – a sąd widział, jak wielu dziennikarzy było na sali – wskazał sędzia i dodał, że pozostałym dziennikarzom policja po wyprowadzeniu wszystkich z sali pozwoliła wrócić po pozostawiony tam sprzęt. – Z nagrania bezspornie wynika, gdzie byli pracujący dziennikarze, a gdzie manifestanci – dodał sędzia.

Wyraził przypuszczenie, że to, iż akurat Gzell i Pawlicki zostali zatrzymani, „wynikło z nieporozumienia, przez pomyłkę”. – Akcja była nerwowa i dynamiczna. Ponieważ żaden inny dziennikarz nie został zatrzymany, to znaczy, że intencją było zatrzymanie tylko osób okupujących pomieszczenie za stołem – podkreślił sędzia, dodając, że kierując się logiką wydarzeń – jeśli dziennikarze mieli być zatrzymani, to tym bardziej nikogo z dziennikarzy nie należało wpuścić z powrotem.

Podsumowując całe zdarzenie, Mrozek dodał: „to niestety przykre nieporozumienie, problem, który trzeba będzie rozwiązać. Przecież media są od tego, żeby informować. Wielokrotnie policja współpracuje z mediami i musi być tak dalej”.

Wyrok jest nieprawomocny, można od niego apelować. Nie wiadomo, czy uniewinnieni dziennikarze z tego skorzystają – teoretycznie mogą żądać zmiany treści uzasadnienia orzeczenia.

Dziennikarze zadowoleni

– Cieszę się z wyroku. Mam jednak wątpliwości do uzasadniania całej sytuacji pomyłką policji. To nie wyglądało na pomyłkę – skomentował po orzeczeniu Gzell. Pawlicki wyrażał nadzieję, że wyrok będzie stanowił precedens w podobnych sytuacjach, a policja będzie odnosiła się ze zrozumieniem do pracy dziennikarzy. I dodał, że co do zatrzymania dziennikarzy w siedzibie PKW „mówienie o przykrym nieporozumieniu, to za mało”.

Z kolei rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Mrozek ocenił, że doszło do sytuacji, którą można by uznać za niepotrzebną. – Z drugiej strony to, że taka sytuacja miała miejsca, że zapadło orzeczenie sądu, można uznać za punkt wyjścia do wypracowania reguł postępowania, współpracy z dziennikarzami. Zależy nam, aby w przypadku takich interwencji, przy których mamy do czynienia nie tylko z obecnością policji, ale również z obecnością dziennikarzy, wypracować reguły, które z jednej strony pozwolą nam na sprawną, skuteczną reakcję, a jednocześnie umożliwią dziennikarzom pracę – powiedział.

24 listopada br., po zatrzymaniu dziennikarzy, szefowa MSW zobowiązała komendanta głównego policji do wypracowania odpowiednich procedur współpracy z mediami. Powstał zespół, który nad tym pracuje.
Żródło info i foto: interia.pl

Policjanci ze sprawy Krzysztofa Olewnika uniewinnieni

Sąd Okręgowy w Płocku uniewinnił dwóch policjantów, którzy w latach 2001-2004 pracowali przy sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Uzasadniając wyrok sąd wytknął prokuratorom, że choć stwierdzili oni, że na zaginięcie Olewnika nałożyło się „inne zdarzenie o charakterze kryminalnym”, nie wyjaśnili, jakie to było zdarzenie. Policjanci Remigiusz M. i Maciej L. byli oskarżeni m.in. o niedopełnienie obowiązków, co mogło narazić uprowadzonego na utratę życia, utrudnianie śledztwa oraz niszczenie podsłuchów. W sądzie stawili się obaj oskarżeni i obrońcy, a także – jako oskarżyciel posiłkowy – Danuta Olewnik-Cieplińska, siostra Krzysztofa. Zdaniem sędziego Jarosława Przybilińskiego, prowadzącego proces, zarzuty prokuratury wobec policjantów były nieuzasadnione. Żródło info i foto: tvn24.pl

USA: trzech nastolatków skazanych za gwałt, pośmiertnie ułaskawiono

Komisja ds. ułaskawień i zwolnień warunkowych stanu Alabama uznała pośmiertnie za niewinnych trzech czarnoskórych Amerykanów, którzy w 1931 r. zostali – jak się okazało – niesłusznie oskarżeni o zgwałcenie dwóch białych kobiet. Grupa ówczesnych nastolatków, wśród nich oczyszczeni z zarzutów Charles Weems, Andy Wright i Haywood Patterson, została skazana w 1931 r. przez złożoną wyłącznie z białych ławę przysięgłych w miejscowości Scottsboro, w stanie Alabama, na kary śmierci. Wyroków jednak nie wykonano i kary zostały zamienione na wieloletnie więzienie. Walka niesłusznie skazanych o sprawiedliwość, którzy wkrótce stali się znani jako „Chłopcy z Scottsboro”, była jednym z powodów powstania ruchu na rzecz praw obywatelskich w USA. – „Chociaż nie możemy zmienić tego, co się zdarzyło 80 lat temu „Chłopcom z Scottsboro”, to jednak znaleźliśmy sposób, aby w końcu oddać im sprawiedliwość” – powiedział gubernator Alabamy Robert Bentley. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Niskie wyroki dla szefów pruszkowa

Porażka i kompromitacja prokuratury? Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok w procesie szefów i członków gangu pruszkowskiego. Dawny szef „Pruszkowa” z lat 90. Janusz P., pseud. „Parasol” został skazany na półtora roku więzienia, dwaj inni przywódcy gangu – Andrzej S., ps. „Słowik”, i Zygmunt R., ps. „Bolo” – zostali uniewinnieni – zdecydował sąd okręgowy w procesie członków gangu pruszkowskiego. W sprawie było blisko 40 oskarżonych. Sąd wymierzył kary od ośmiu lat więzienia do roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Kilkunastu oskarżonych zostało uniewinnionych, m.in. Andrzej S., ps. „Słowik”, i Zygmunt R., ps. „Bolo”. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci uniewinnieni

Policjanci działali zgodnie z prawem, strzelając do chorego psychicznie mężczyzny, który zaatakował ich nożem. Tak uznał wczoraj sąd i uniewinnił trzech funkcjonariuszy oskarżonych o przekroczenie uprawnień. Przez ponad trzy lata prokuratura, a po niej sąd badali przebieg tragicznych wydarzeń w miejscowości Borucza (pow. wołomiński). 13 czerwca 2009 r. siostra Grzegorza P. poprosiła policjantów z Jadowa o pomoc. Brat był nerwowy, agresywny. Od wielu lat cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Bożena P. chciała go odwieźć do szpitala, ale wiedziała, że nie obejdzie się bez użycia siły. – „Prędzej zginę, niż dam się zamknąć w szpitalu” – miał jej powiedzieć Grzegorz P. Od pewnego czasu nie zażywał przepisanych mu przez psychiatrę leków. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Trzej żołnierze niewinni. Sprawa Nangar Khel wciąż trwa

Trzech żołnierzy: kpt. Olgierd C. oraz st. szer.: Jacek Janik i Robert Boksa są już prawomocnie uniewinnieni od zarzutu zbrodni wojennej w Nangar Khel, sprawa pozostałych czterech oskarżonych wraca do I instancji – orzekł w środę Sąd Najwyższy. Prokuratura wojskowa z Poznania oskarżyła o zbrodnię wojenną siedmiu żołnierzy: dowódcę grupy kpt. Olgierda C. (nie chce, by podawać jego dane i ujawniać wizerunek), ppor. Łukasza Bywalca, chor. Andrzeja Osieckiego (to jego obrońca złożył własną apelację), plut. Tomasza Borysiewicza (przeszedł do rezerwy), starszych szeregowych Jacka Janika i Roberta Boksę oraz st. szer. rezerwy Damiana Ligockiego (jako jedyny nie miał on zarzutu zabójstwa cywili, lecz ostrzelania niebronionego obiektu). Groziło im do dożywocia, a Ligockiemu – do 15 lat więzienia. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci znów uniewinnieni?

Wyrok w sprawie czterech policjantów oskarżonych o udział w strzelaninie w 2004 r., podczas zatrzymywania samochodu ma dziś wydać Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Zginął wtedy 19-letni Łukasz T., jego rówieśnik został ciężko ranny. Policjanci już dwukrotnie byli uniewinnieni przez sąd pierwszej instancji. Ostatni wyrok z 2009 roku zaskarżył prokurator i oskarżyciel posiłkowy domagając się trzeciego procesu. Do strzelaniny doszło w nocy 29 kwietnia 2004 r. Policjanci chcieli zatrzymać kierowcę samochodu, ich zdaniem, poszukiwanego przez nich przestępcę. W trakcie próby zatrzymania auta oddali kilkadziesiąt strzałów. Żródło info i foto: TVP.info

Żołnierze uniewinnieni

„Wygraliśmy bitwę, trzeba wygrać wojnę” – tak wyrok ws. Nangar Khel skomentował jeden z uniewinnionych w środę przez sąd żołnierzy, chor. Andrzej Osiecki. Dziękował też wszystkim, którzy wspierali oskarżonych. „Nie będę w żaden sposób komentował wyroku, od tego są adwokaci, prokurator, który się na pewno wypowie” – podkreślił Osiecki. W środowym wyroku Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił wszystkich siedmiu oskarżonych. Orzeczenie jest nieprawomocne. Oskarżeni wysłuchali go z kamiennymi twarzami. „Z taką samą myślę bym przyjmował wyrok skazujący. Jestem żołnierzem” – mówił Osiecki. Pytany, czy dalej będzie służył w armii, powiedział, że na to pytanie odpowie „po zakończeniu wojny”, czyli orzeczeniu sądu po ewentualnej apelacji prokuratury. Nie chciał też rozmawiać o ewentualnym wyjeździe na misję zagraniczną. Żródło info i foto: Dziennik.pl