Kardynał George Pell uniewinniony od zarzutu molestowania seksualnego nieletnich. Jest decyzja Sądu Najwyższego Australii

Sąd Najwyższy Australii zdecydował o uniewinnieniu kardynała Gerorge’a Pella, byłego arcybiskupa Melbourne i Sydney oraz byłego watykańskiego skarbnika. W marcu 2019 roku hierarcha został skazany za molestowanie seksualne dwóch 13-letnich chłopców, do którego miało dojść w 1996 roku. Decyzja Sądu Najwyższego Australii oznacza, że wcześniejsze decyzje ławy przysięgłych oraz niższego sądu apelacyjnego zostały uchylone, a 78-letni obecnie hierarcha może opuścić więzienie o zaostrzonym rygorze w Barwon pod Melbourne. Sąd Najwyższy wydał wyrok na posiedzeniu online.

Zgodnie z poprzednim, skazującym wyrokiem kardynał mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie z więzienia po trzech latach i ośmiu miesiącach odbycia kary. W listopadzie ubiegłego roku Sąd Najwyższy Australii zgodził się rozpatrzyć odwołanie duchownego. Od samego początku hierarcha deklarował swoją niewinność.

Kardynał George Pell uniewinniony. W marcu 2019 duchownego skazano na sześć lat więzienia za molestowanie nieletnich

Do czynów, za które w marcu 2019 r. kardynał został skazany na sześć lat więzienia o zaostrzonym rygorze, miało dojść w 1996 roku. Pella oskarżono o molestowanie seksualne dwóch 13-letnich chórzystów, gdy duchowny był arcybiskupem Melbourne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W Pakistanie skazano 87 islamistów

Pakistański sąd skazał w piątek na kary po 25 lat więzienia 87 członków partii islamistycznej, którzy w 2018 r. wzięli udział w gwałtownych protestach przeciwko oczyszczeniu chrześcijanki Asi Bibi od zarzutu obrazy islamu, za co była pierwotnie skazana na śmierć. Sąd w Rawalpindi uzasadnił wyrok udziałem oskarżonych w wywołaniu zamieszek ulicznych, atakach na policję oraz niszczeniu dobra publicznego i prywatnego w proteście przeciwko zatrzymaniu ich przywódcy, Khadima Hissaina Rizviego, z powodu udziału w rozruchach po uniewinnieniem Asi Bibi.

Najwyższy wymiar kary pozbawienia wolności w Pakistanie to 25 lat. Skazani będą ponadto musieli zapłacić po 50 000 rupii pakistańskich (290 euro) grzywny.

„To śmierć wymiaru sprawiedliwości. Zostaliśmy skazani za to, że broniliśmy sprawy proroka” – oświadczył Ejaz Asharfi, jeden z liderów partii islamistycznej Tehreek-e-Labbaik Pakistan (TLP).

Partia zamierza odwołać się od wyroków do sądu wyższej instancji.

Asia Bibi, a właściwie Asia Noreen, matka pięciorga dzieci, była oskarżona o rzekomą obrazę proroka Mahometa. Sąd skazał ją w 2010 roku na karę śmierci przez powieszenie, a cztery lata później przegrała proces apelacyjny przed sądem wyższej instancji w Lahore.

Pod koniec 2018 roku pakistański Sąd Najwyższy anulował jednak karę śmierci przeciwko chrześcijance. Kilka dni później została zwolniona z więzienia i przewieziona decyzją pakistańskiego rządu w „bezpieczne miejsce”.

Uniewinnienie Asi Bibi wywołało protesty organizacji islamskich zorganizowane przez TLP, które praktycznie sparaliżowały kraj przez trzy dni i doprowadziły do ponownego aresztowania Rizviego, co z kolei zakończyło się nowymi protestami ulicznymi.

W maju 2019 roku Asia Bibi schroniła się w Kanadzie.
Źródło info i foto: interia.pl

Sąd Najwyższy uchylił uniewinnienie byłego wiceprezydenta Wrocławia

Sąd Najwyższy uwzględnił w czwartek kasację prokuratury i uchylił wyrok uniewinniający byłego wiceprezydenta Wrocławia, Michała J. od zarzutów korupcji. Sprawa wróci do ponownego rozpoznania w II instancji przez sąd okręgowy.

Jak wskazał w uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Włodzimierz Wróbel, sąd II instancji w tej sprawie zbyt pobieżnie uzasadnił swoje rozstrzygnięcie. „Sąd okręgowy w jednym zdaniu ocenił, że przekonujące są wyjaśnienia oskarżonego, ale zabrakło konfrontacji z materiałem dowodowym” – powiedział sędzia. Dodał, iż sąd ten nie zawarł ocen, czy wyliczenia przedstawiane w sprawie przez prokuraturę są wiarygodne i w jakim stopniu wpływają one na wiarygodność oskarżonego.

Oskarżony w sprawie Michał J. był przez krótki okres wiceprezydentem Wrocławia w latach 2011-2012 i pełnomocnikiem ds. organizacji piłkarskiego Euro 2012 w tym mieście.

W akcie oskarżenia zarzucono mu przyjęcie w 2011 r. korzyści w formie opłacenia wakacji na egzotycznych wyspach Zanzibar i Barbados. Inny zarzut to działanie na szkodę interesu publicznego oraz niedopełnienie i przekroczenie swoich obowiązków. Jak wskazywała prokuratura, część kosztów – m.in. przelotów – opłacał właściciel firmy, która realizowała zlecenia związane z Euro 2012 dla miasta. Chodziło o kwoty nie mniejsze niż 7 tys. i 14 tys. zł.

B. wiceprezydent wyjaśniał, że biletów nie kupował, ale był umówiony na rozliczenie tych opłat. Udowadniał, że oddał pieniądze i przedstawiał sądowi bankowe przelewy. J. został odwołany ze stanowiska na początku października 2012 r. m.in. na tle kwestii współpracy z firmą, której dotyczyła sprawa.

Uniewinnienie w 2017 roku

Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia we wrześniu 2017 r. uniewinnił J. od stawianych mu zarzutów i w uzasadnieniu zaznaczył, że materiał dowodowy „nie usunął wątpliwości co do winy oskarżonego”. Sąd przyznał wtedy, że oskarżony – jako urzędnik – zachował się nieetycznie, ale nie ma wystarczających dowodów na to, by skazać go za przestępstwo. „Może to być podstawą odpowiedzialności służbowej lub dyscyplinarnej, ale nie ma wystarczających podstaw do odpowiedzialności karnej” – uznał sąd rejonowy.

Prokuratura złożyła apelację, ale w maju 2018 r. wyrok uniewinniający utrzymał wrocławski sąd okręgowy. Kasację w sprawie złożyła prokuratura. „Sąd II instancji oparł orzeczenie na niepełnym i wybiórczo potraktowanym materiale dowodowym. (…) W innej sprawie doszło do odmiennego rozstrzygnięcia w zakresie częściowo tych samych czynów” – mówił w czwartek przed SN prok. Grzegorz Krysmann.

Równolegle bowiem toczył się proces Tomasza G. – prezesa spółki, który był oskarżony o korumpowanie b. wiceprezydenta. W kwietniu 2018 r. w tamtym procesie sąd prawomocnie uznał, iż doszło do korupcji polegającej na wręczeniu łapówek w formie opłacenia wakacji na egzotycznych wyspach. G. wymierzono karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywnę.

„Nie stało się tak, jak się powinno stać, że sprawa ta powinna być rozpoznawana przez jeden sąd. Można było te sprawy połączyć, stało się inaczej. Sądy działające równolegle nie mają wpływu na siebie” – powiedział w czwartek PAP obrońca b. wiceprezydenta mec. Przemysław Skoczek. Zastrzegł, iż nie będzie komentował czwartkowego rozstrzygnięcia SN przed zapoznaniem się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. „Ze spokojem czekam na dalszy rozwój wypadków” – dodał.
Źródło info i foto: interia.pl

Afera Amber Gold. Obrońca Katarzyny P. wniosła o uniewinnienie

W mowie końcowej wygłoszonej w poniedziałek w procesie Amber Gold przed Sądem Okręgowym w Gdańsku obrońca współoskarżonej Katarzyny P. wniosła o jej uniewinnienie. Kiedy ogłoszony zostanie wyrok końcowy?

Mowa końcowa obrońcy oskarżonej Anny Żurawskiej zakończyła proces, który toczył się przed gdańskim sądem od marca 2016 r. 18 kwietnia podczas pierwszych mów końcowych w procesie prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcom i założycielom Amber Gold – Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. – kar po 25 lat więzienia. Kilka dni później obrońca Marcina P. Michał Komorowski wniósł w mowie końcowej o uniewinnienie oskarżonego.

– Mam świadomość, że sprawa oskarżonych wzbudziła duże zainteresowanie opinii publicznej. Za sprawą mediów była przedstawiana jako jedna z największych afer ostatnich lat. Sąd również nadawał jej takie znaczenie wypowiadając się w kolejnych decyzjach w przedmiocie tymczasowego aresztowania. Media przed procesem i w trakcie procesu epatowały opinię publiczną informacjami na temat oskarżonych odzierając ich niejednokrotnie z prywatności, a nawet godności. Wielokrotnie przytaczały również nieprzychylne dla nich oceny i stawiały tezy związane z zarzutami – mówiła obrońca Katarzyny P.

Podkreśliła, że sam fakt postawienia komukolwiek jakiegoś zarzutu „niczego jeszcze nie przesądza”.

– Żyjemy w tej części Europy i świata, gdzie każdy ma prawo do rzetelnego procesu. Rzetelnego procesu rozumianego jako sprawiedliwe rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd. Prawo to zapewnia artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ratyfikowanej przez Polskę. Również konstytucja RP mówi, że każdy ma prawo do obrony i każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu – argumentowała.

Zaznaczyła, że prawo do rzetelnego procesu to nie jest „frazes” i „pustosłowie”.

– Rzetelny proces to jest przestrzeganie pewnych reguł związanych z prowadzeniem sprawy (…) O tym, do czego prowadzi jednostronność i tendencyjność prowadzonego postępowania przygotowawczego i brak pogłębionej refleksji i koniecznego obiektywizmu na etapie postępowania sądowego mogliśmy się przekonać niedawno na gruncie głośnej sprawy Tomasza Komendy, który spędził kilkanaście lat w więzieniu za czyn, którego nie popełnił – mówiła adwokatka.

Żurawska wyjaśniła, że oskarżona od początku procesu deklarowała gotowość bezpośredniego udziału w procesie. – Czy nie próbowano pozbawić jej tego prawa poprzez zaniechanie doprowadzania jej na rozprawę i organizowania tzw. wideokonferencji? (…) Czy na tym ma polegać prawo do rzetelnego procesu i prawo do obrony? – pytała adwokat.

W opinii adwokatki, „nieszczęściem” tej sprawy było także to, że równocześnie z procesem obradowała sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. Żurawska oceniła, że przebieg obrad komisji, a zwłaszcza publiczne komentarze jej członków mogły wpływać na zeznania świadków przed sądem.

Obrońca przytoczyła zeznania kilkunastu świadków, według których wszystkie decyzje inwestycyjno-finansowe w Amber Gold podejmował Marcin P., a Katarzyna P. nie miała wiedzy merytorycznej nt. działalności spółki.

– Czym jako członek zarządu zajmowała się moja klientka? Zajmowała się wyposażeniem lokali, wystrojem wnętrz i ich umeblowaniem, strojami dla pracowników, umiejscowieniem ulotek i plakatów. Zwracała uwagę na czystość pomieszczeń biurowych i zajmowała się organizacją imprez dla pracowników (…) Można z sarkazmem powiedzieć, że obszar władzy i decyzyjności mojej klientki w spółce był faktycznie imponujący. Moja klientka ufała mężowi. Ufała, że stworzona przez niego spółka działa zgodnie z prawem i w granicach prawa – przekonywała obrońca.

Zaznaczyła jednocześnie, że nie jest jej „intencją przerzucanie odpowiedzialności na współoskarżonego Marcina P.”. – Bo podzielam w całości wszystkie tezy z wystąpienia mojego kolegi, obrońcy Marcina P. – nadmieniła.

Według prokuratury, Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Śledczy uznali, że Katarzyna i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Obrońcy Guerlina Butungu chcą jego uniewinnienia. Wskazują na „trudne życie” i samotność

Obrońcy Kongijczyka skazanego we Włoszech na 16 lat więzienia za gwałt i napaść na dwoje polskich turystów i inne napady domagają się jego uniewinnienia i wskazują na jego „trudne życie”, doświadczenia w ojczyźnie, samotność. Twierdzą, że nie zgwałcił Polki. W sądzie w Bolonii złożona została apelacja od wyroku sądu pierwszej instancji, wydanego w Rimini w listopadzie zeszłego roku wobec 20-letniego Guerlina Butungu uważanego za szefa bandy napastników. Latem 2017 roku on i trzech nieletnich synów imigrantów – Nigeryjczyk i Marokańczycy zgwałcili młodą polską turystkę, a jej partnera dotkliwie pobili. Zgwałcili również transseksualistkę z Peru, a dwa tygodnie wcześniej napadli na parę turystów z Włoch.

Trzech nastolatków zostało skazanych podczas osobnego procesu przed sądem dla nieletnich na 9 lat i 8 miesięcy więzienia.

„Nie był dobrze zadomowiony we Włoszech”

Jak informują źródła sądowe, w uzasadnieniu do złożonego odwołania adwokaci Kongijczyka wskazali na kilka okoliczności łagodzących, które ich zdaniem powinny zostać uznane przez sąd apelacyjny. Wśród nich wymienili młody wiek Butungu, wcześniejszą niekaralność, a także to, że skazany – migrant przybyły przed kilkoma laty do Włoch – nie był dobrze zadomowiony w tym kraju, czyli nie przeszedł procesu integracji. Poza tym zwraca się uwagę na trudną przeszłość Butungu w jego ojczyźnie i jego doświadczenia, które – jak sugerują adwokaci – miały wpływ na jego postępowanie, charakteryzujące się „brakiem reguł”.

Wśród okoliczności wymagających uwzględnienia wymienia się też poczucie osamotnienia, zachowanie Kongijczyka w trakcie śledztwa oraz procesu w Rimini i skruchę, którą wyraził.

Wyjątkowa brutalność

Adwokaci odrzucają główne punkty aktu oskarżenia, które doprowadziły do wymierzenia mu surowej kary, czyli przede wszystkim brutalnego gwałtu na Polce. Twierdzą oni, że nie ma pewności, że to Butungu dokonał gwałtu i że to trzej nieletni obciążyli go, by sami się bronić.

Sąd w Rimini w uzasadnieniu do wyroku 16 lat więzienia zwrócił zaś uwagę na wyjątkową brutalność i okrucieństwo gangu, którego ofiarami padli polscy turyści i inne osoby. Sąd podkreślił, że atak na Polaków był najcięższym czynem, jakiego dopuściła się banda.

Apelacja od tego wyroku zostanie rozpatrzona prawdopodobnie po wakacjach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Zamieszki w Saint Louis po uniewinnieniu białego policjanta, który zastrzelił Afroamerykanina

W Saint Louis w stanie Missouri, gdzie od trzech dni trwają protesty przeciwko uniewinnieniu białego byłego policjanta, który w 2011 roku zastrzelił Afroamerykanina, w niedzielę wieczorem czasu lokalnego ponownie wybuchły zamieszki.

Jak poinformowała policja, początkowo niedzielny protest miał pokojowy przebieg, później jednak grupy demonstrantów zaczęły atakować policjantów, wybijać okna i niszczyć witryny sklepowe. Według lokalnej prasy policja zatrzymała co najmniej siedem osób. W starciach ranny został jeden funkcjonariusz.

U2i Ed Sheeran odwołali koncerty

W poprzednich dniach, w piątek i sobotę, demonstracje także miały na początku pokojowy charakter, później jednak dochodziło do strać z policją i aktów wandalizmu. Demonstranci rzucali w funkcjonariuszy butelkami i kamieniami, niszczyli sklepy i budynki publiczne. Uszkodzili także dom demokratycznej burmistrz miasta Lydy Krewson.

Policja użyła przeciwko nim gazu łzawiącego; aresztowała ponad 40 osób. Podczas interwencji kilkunastu policjantów zostało rannych.

Irlandzki zespół rockowy U2 oraz brytyjski piosenkarz Ed Sheeran odwołali zaplanowane na ten weekend koncerty w Saint Louis ze względów bezpieczeństwa.

Protesty i zamieszki w Saint Louis trwają od piątku, kiedy były funkcjonariusz policji Jason Stockley został oczyszczony z zarzutu zamordowania w 2011 roku Afroamerykanina, 24-letniego Anthony’ego Smitha.

Uderzył w radiowóz, w aucie miał broń

Stockley i jego partner sądząc, że byli świadkami sprzedaży narkotyków próbowali zablokować wyjazd samochodu Smitha z parkingu restauracji fast-food. Mężczyzna wycofał pojazd i dwukrotnie uderzył w radiowóz starając się uciec policjantom, którzy – jak sami twierdzili – zauważyli broń palną w samochodzie Smitha.

Stockley siedmiokrotnie strzelił w kierunku samochodu Smitha, gdy ten próbował odjechać. Funkcjonariuszom nie udało się go zatrzymać i rozpoczął się pościg. Po krótkim czasie policjanci zmusili Smitha do zatrzymania auta; Stockley zastrzelił podejrzanego podchodząc do jego samochodu. W aucie Smitha, który okazał się dilerem narkotyków, znaleziono broń palną.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zapadł wyrok w sprawie Nangar Khel

Kary w zawieszeniu – od 2 lat do 6 miesięcy – wymierzył w czwartek Wojskowy Sąd Okręgowy czterem żołnierzom oskarżonym o zbrodnię wojenną w Nangar Khel. Sąd uznał, że to nie zbrodnia wojenna, lecz rozkaz wykonany niezgodnie z jego treścią i z zasadami użycia broni. Prokuratura chciała dla czterech oskarżonych kar od 12 do 5 lat więzienia. Obrońcy i podsądni wnosili o uniewinnienie. W sierpniu 2007 r. w wyniku ostrzału z broni maszynowej i moździerza wioski Nangar Khel na miejscu zginęło sześć osób, trzy zostały ranne.

Prokuratura wojskowa wniosła o karę 8 lat więzienia dla ppor. Łukasza Bywalca (jako jedyny wciąż jest w wojsku), 12 lat – dla chor. rezerwy Andrzeja Osieckiego, 8 lat – dla plut. rezerwy Tomasza Borysiewicza i 5 lat dla – st. szer. rezerwy Damiana Ligockiego.

Wojskowy Sąd Okręgowy uznał, że w sprawie „nie ma przekonującego dowodu, że doszło do zbrodni wojennej przez oskarżonych – co nie oznacza, że nie popełnili oni przestępstwa”. Sąd przypisał im odpowiedzialność karną za wykonanie rozkazu niezgodnie z jego treścią i z obowiązującymi Polski Kontyngent Wojskowy w Afganistanie zasadami użycia broni.

Ppor. Bywalec został uznany za winnego tego, że zamiast dokonać ropoznania terenu wokół Nangar Khel (mieli ruszyć w góry) nie uchylił polecenia wydanego przez Osieckiego o otwarciu ognia z moździerza do zabudowań. Według sądu oficer w tamtym momencie miał „w znacznym stopniu ograniczoną zdolność do kierowania swym postępowaniem”. Sąd skazał go na pół roku więzienia w zawieszeniu.

Osieckiego sąd skazał za to, że działając z Bywalcem i Borysiewiczem niezgodnie z treścią wykonał rozkaz mjr. Olgierda C. o rozpoznaniu drogi Viper w Afganistanie i wbrew zasadom użycia broni wydał plut. Borysiewiczowi rozkaz użycia ognia z moździerza. Kara – rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata.

Sąd uznał winę i warunkowo umorzył postępowanie ws. st. szer. Ligockiego, który ostrzeliwał rejon wioski z wielkokalibrowego karabinu maszynowego. Sąd stwierdził, że było to wykonanie rozkazu wbrew obowiązującym na misji w Afganistanie zasadom użycia siły.

Najsurowszy wyrok usłyszał plut. rez. Borysiewicz, który strzelał z moździerza – łącznie 2 lata więzienia w zawieszeniu na dwa lata. To kara za wykonanie polecenie Osieckiego oraz niezgodne z zasadami, nieostrożne użycie broni wojskowej, w wyniku czego byli zabici i ranni.

Sąd zarządził też podanie wyroku do publicznej wiadomości na zbiórkach oficerów wojska.

Oskarżeni nie przyznają się do zarzutów. Adwokaci uznali tragedię za nieszczęśliwy wypadek, spowodowany wadliwą amunicją. Zdaniem obrony wyrok będzie ważny także w kontekście obecnego zagrożenia ze Wschodu. Jaki sygnał pójdzie od sądu do wojska? – pytali adwokaci. Oskarżeni to wojownicy, żołnierze z urodzenia, takich ludzi potrzeba dziś Polsce – mówili.

W sierpniu 2007 r. w wyniku ostrzału z broni maszynowej i moździerza wioski Nangar Khel na miejscu zginęło sześć osób, trzy zostały ranne. W 2008 r. prokuratura oskarżyła dowódcę grupy kpt. Olgierda C. (nie zgadza się na podawanie danych), Bywalca, Osieckiego i Borysiewicza, starszych szeregowych Jacka Janika, Roberta Boksę i Ligockiego. W 2011 r. WSO uniewinnił oskarżonych. Prokuratura złożyła apelację do Sądu Najwyższego. W 2012 r. SN utrzymał uniewinnienie C. oraz dwóch szeregowych; sprawę pozostałych czterech zwrócił WSO.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Dominique Strauss-Kahn nie trafi do więzienia

Prokuratura wnioskuje o uniewinnienie byłego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. 65-letniego Dominique Strauss-Kahn już wkrótce będzie mógł spać spokojnie. Prokuratura uznała, że nie ma wystarczających dowodów na to, że był głównym inicjatorem tzw. libertyńskich wieczorów, na których miało dochodzić do orgii z udziałem prostytutek. Byłemu politykowi za stręczycielstwo groziło do dziesięciu lat więzienia i grzywna w wysokości 1,5 mln euro.

Razem z DSK na ławie oskarżonych zasiada 13 osób. Najwyższego wyroku może spodziewać się Dominique Alderweireld, właściciel seksklubów w Belgii, znany bardziej jako „Dodo Alfons” (Dodo la Saumure), dla którego prokurator zażądał roku bezwzględnego więzienia i 10 tys. euro grzywny. Z kolei Fabrice Paszkowski, znajomy Straussa-Kahna, który miał organizować imprezy i umawiać prostytutki, może dostać dwa lata w zawieszeniu i zapłacić 20 tys. euro. Proces ma się zakończyć w piątek.

Prokurator w mowie podsumowującej we wtorek twierdził że oskarżeni „nie są mafią”, ale grupą znajomych, którzy organizowali „wieczory libertyńskie” po to, by zaspokoić swoje seksualne żądze i własne ego. W poniedziałek po południu, czyli kilkanaście godzin przed wystąpieniem prokuratora, pięć osób (w tym byłe prostytutki) wycofało pozwy cywilne przeciwko DSK. Ich adwokat tłumaczył, że nie ma wystarczających dowodów na to, że b. szef MFW złamał prawo.

Strauss-Kahn wyznał w trakcie przesłuchań, że owszem, uczestniczył w „wieczorach libertyńskich”, ale nie było ich wiele, „co najwyżej cztery w roku”, ponieważ nie bardzo miał czas na zabawy, gdyż jako szef MFW zajmował się „ratowaniem świata przed kryzysem gospodarczym”. Utrzymywał też, że nie miał pojęcia o tym, że panie uczestniczące w imprezach były prostytutkami. Jedna z nich, nazywana Jade, zeznała, że jej klient musiał wiedzieć, kim ona jest. Mówiła również, że była przez niego zmuszona do seksu.

DSK przez cały proces wyglądał na niewzruszonego. Stracił panowanie nad sobą tylko raz, kiedy w trakcie zeznań wypytywano go o jego preferencje seksualne. Nazwał tego typu pytania absurdem i stwierdził, że nie jest oskarżony o „dewiacyjne praktyki seksualne”. Życie prywatne francuskich polityków nie ma większego wpływu na to, jak są oni postrzegani przez wyborców. Proces DSK złamał jednak tabu, bo po raz pierwszy roztrząsano publicznie to, co niegdyś prominentny polityk i poważny kandydat na prezydenta robił w sypialni.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Odszkodowanie dla Edwarda Mazura?

Klęska Zbigniewa Ziobro. Tak sprawę umorzenia przez łódzką prokuraturę wątku dotyczącego Edwarda Mazura komentuje Leszek Miller. Zdaniem lidera SLD, decyzja prokuratury jest widowiskową klęską byłego ministra sprawiedliwości, który przez długi czas stawiał zarzuty, ścigał Mazura w Stanach Zjednoczonych i próbował dokonać ekstradycji. Dzisiaj orzeczenie prokuratury jest przypieczętowaniem prawniczej i politycznej klęski Zbigniewa Ziobry – stwierdził szef SLD.

Leszek Miller dodał, że nie zdziwi się jeśli Edward Mazur wystąpi o odszkodowanie, bo może czuć się pokrzywdzony. Szef SLD zaznaczył, że jeśli biznesmen uzyska gratyfikację finansową, to Zbigniew Ziobro powinien ją zapłacić z własnej kieszeni. Polityk podkreślił, że z „goryczą” słucha kolejnych komunikatów, świadczących o tym iż polski wymiar sprawiedliwości nie może skutecznie znaleźć i oskarżyć mordercy lub morderców gen. Papały. Zarzut wobec Edwarda Mazura dotyczył namawiania do zabójstwa generała Papały, za co biznesmen miał oferować ponad 40 tysięcy dolarów. Do spotkania w tej sprawie miało dojść w kwietniu 1998 roku w Gdańsku.

Prokuratorzy przeanalizowali dowody i nie znaleźli potwierdzenia, że do takiego spotkania doszło. Śledczy pracowali na danych teleinformatycznych i billingach, które zgromadziła w czasie dochodzenia policja. Jeden z ostatnich dowodów w wątku dotyczącym Edwarda Mazura zweryfikowano dopiero 25 lipca tego roku. Do zabójstwa generała Marka Papały – już wtedy byłego szefa policji – doszło 25 czerwca 1998 roku. Pierwotnie śledczy zakładali, że Papała zginął, bo był niewygodny dla wielu ludzi oraz środowisk przestępczych. Obecnie wszystko wskazuje na to, że byłego szefa policji mogli zabić złodzieje z gangu kradnącego samochody.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Katarzyna W. trafi za kratki na 25 lat

25 lat więzienia dla Katarzyny W. za zabójstwo półrocznej córki Magdy – taki wyrok wydał katowicki sąd. Oznacza to, że Katarzyna W. będzie mogła ubiegać się o warunkowe wcześniejsze zwolnienie po 15 latach. Prokurator domagał się dla niej dożywocia, a obrońca wnosił o uniewinnienie oskarżonej. Kobieta została uznana winną także sprowadzania śledztwa na fałszywe tory. – „Śmierć Magdy nie nastąpiła w wyniku upadku, ale była tym upadkiem poprzedzona” – wskazuje dalej sędzia Chmielnicki. Żródło info i foto: tvn24.pl