CBA: Zatrzymani krakowscy urzędnicy usłyszeli zarzuty

Była dyrektor Wydziału Planowania Przestrzennego w Urzędzie Miasta Krakowa Bożena K. oraz Janina P. – zastępca dyrektora w Zarządzie Dróg Miasta Krakowa usłyszały zarzuty nadużycia uprawnień funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz ujawniania informacji niejawnych. Kobietom grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Janusz Hnatko rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie, poinformował, że według śledczych działania urzędniczek miały prowadzić do osiągnięcia przez byłą wiceprezydent miasta Elżbietę K. korzyści majątkowej polegającej na tym, że prywatna spółka, w której pracowała była preferencyjnie traktowanie i miała dzięki urzędniczkom regularny dostęp do informacji i dokumentacji wydawanej przez urząd.

Co więcej, z Elżbietą K. uzgadniano i konsultowano kształt przyszłych opinii wydawanych przez Urząd. Urzędniczki miały też forsować wśród pracowników magistratu koncepcje i rozwiązania proponowane przez spółkę i przyspieszać wydawanie na jej prośbę w ramach Zarządu Dróg Miasta Krakowa opinii i uzgodnień dotyczących inwestycji. To zdaniem prokuratury było działaniem na szkodę interesu publicznego – interesu polegającego na równym i bezstronnym traktowaniu wszystkich podmiotów przez władze publiczne oraz prowadzenia postępowań przez organy administracji publicznej w sposób budzący zaufania do władzy.

Byłej zastępcy prezydenta Krakowa Elżbiecie K. zarzucono nakłanianie urzędników do opisanych działań, co jest zagrożone karą 10 lat pozbawienia wolności, a także to, że wspólnie ze swoim synem, prezesem prywatnej spółki Sebastianem Ch. obiecała łapówkę i zatrudnienie na kierowniczym stanowisku w innym podmiocie Rafałowi K., który wówczas był dyrektorem Wydziału Rozwoju Miasta.

Jak podkreślił rzecznik prokuratury, czyny zarzucone Elżbiecie K. obejmują okres, gdy nie była ona już zastępcą prezydenta i wróciła do pełnienia funkcji zarządczych w prywatnej spółce.

Rafałowi K. zarzucono natomiast przyjęcie tej korzyści. Czyny zarzucone obu mężczyznom zagrożone są karami pozbawienia wolności do lat ośmiu.

„Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzuconych im czynów i złożyli wyjaśnienia, poza Janiną P., która odmówiła składania wyjaśnień” – poinformował prok. Hnatko.

Wobec wszystkich podejrzanych zastosowano dozór policyjny oraz poręczenia majątkowe w różnej wysokości. Wobec Elżbiety K. w kwocie 700 tys. zł, Janiny P. 100 tys. zł (i zawieszenia w czynnościach służbowych pracownika Zarządu Dróg Miasta Krakowa), wobec Bożeny K. oraz Rafała K. w kwocie po 50 tys. zł, a wobec Sebastiana Ch. 70 tys. zł.

Śledztwo, które nadzoruje prokuratura, dotyczy prawidłowości postępowań Urzędu Miasta Krakowa w zakresie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla Błoń, studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego dla obszaru Fort Bronowice, jak również postępowań administracyjnych związanych z wydawaniem decyzji o warunkach zabudowy i pozwoleń budowlanych dla spółek prowadzących w Krakowie działalność architektoniczną i deweloperską.

Postępowanie to dotyczy także działań urzędników Urzędu Miasta Krakowa, co do których zachodzi podejrzenie niedopełnienia obowiązków m.in. w zakresie dysponowania informacjami, uzyskanymi w związku wykonywaniem czynności służbowych. Badane są również wątki związane z realizacją programu rządowego „Mieszkanie plus” oraz z udzielaniem wsparcia finansowego przez Urząd Miasta Krakowa dla podmiotów prywatnych z przeznaczeniem na remont nieruchomości.
Źródło info i foto: onet.pl

Akcja CBA w gminie Biała Podlaska. Urzędnicy i zastępca wójta zatrzymani

Zastępca wójta gminy Biała Podlaska oraz urzędnicy z bialskiego magistratu zatrzymani przez CBA. Mieli ustawiać przetargi na inwestycje drogowe. Jak podaje w komunikacie CBA, urzędnicy mieli przekazywać przedsiębiorcom poufne informacje dotyczące planowanych inwestycji w zakresie infrastruktury drogowej, w tym przebudowy i remontu dróg, zatok autobusowych, ścieżek rowerowych.

– Wszystko wskazuje na to, że faworyzując oferentów uzgadniali z nimi opis przedmiotu zamówienia, kwotę przeznaczoną na realizację inwestycji oraz wymagania związane z planowanymi zadaniami, stawiając ich w uprzywilejowanej pozycji względem innych potencjalnych wykonawców – podaje biuro prasowe CBA.

Korzystały na tym firmy, które dzięki temu wygrywały przetargi. W sprawie badano okres od lutego do lipca 2020 roku.

Obecnie, funkcjonariusze lubelskiej Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzą postępowanie pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Lublinie Ośrodek Zamiejscowy w Białej Podlaskiej. Dotyczy ono podejrzenia przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez pracowników Urzędu Miasta Biała Podlaska oraz Gminy Biała Podlaska w związku z prowadzonymi przetargami.

Wśród zatrzymanych przez CBA osób znaleźli się zastępca wójta Gminy Biała Podlaska, inspektorzy ds. inwestycji drogowych Urzędu Gminy Biała Podlaska oraz Urzędu Miasta Biała Podlaska i trzej lokalni przedsiębiorcy. Przeszukano także miejsca zamieszkania zatrzymanych, siedziby firm, miejsca zatrudnienia.

– Urzędnicy usłyszeli w prokuraturze zarzuty nadużycia uprawnień służbowych oraz ujawniania nieuprawnionym osobom informacji. Pozostali podejrzani usłyszeli zarzuty nakłaniania urzędników do nieuprawnionego udzielania informacji i nadużycia uprawnień służbowych w związku z planowanymi i prowadzonymi postępowaniami o udzielanie zamówień – podaje CBA.

Postępowanie jest w toku.
Źródło info i foto: dziennikwschodni.pl

Aresztowano kobietę podejrzaną o przesłanie koperty z trucizną do Białego Domu

Na granicy amerykańsko-kanadyjskiej aresztowano kobietę podejrzaną o wysłanie koperty z trucizną do Białego Domu – poinformowała w niedzielę agencja Associated Press, powołując się na źródła w służbach bezpieczeństwa USA. Amerykańskie służby przejęły kopertę zawierającą rycynę przed kilkoma dniami. Adresowany do prezydenta Donalda Trumpa list został przechwycony w jednej z sortowni.

List miał zostać wysłany z Kanady. Kobiecie najprawdopodobniej postawione zostaną zarzuty federalne. Jej tożsamość nie jest znana. To nie pierwszy przypadek wysłania listu z rycyną do amerykańskiego przywódcy.

W 2018 roku aresztowano weterana marynarki wojennej, który przyznał się, że wysłał Trumpowi i innym przedstawicielom administracji koperty zawierające substancję podobną do rycyny. Listy zostały przechwycone przez służby.

Cztery lata wcześniej na 25 lat więzienia skazano mężczyznę z Missisipi, który zaadresował listy z rycyną do ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy oraz innych urzędników. W żadnych z tych przypadków koperty z trucizną nie trafiły do rąk amerykańskich prezydentów.

Rycyna to toksyczna substancja pochodząca z rącznika pospolitego i była stosowana w zamachach terrorystycznych. Zażycie trucizny może być śmiertelne, skutkować m.in. krwotokiem wewnętrznym, uszkodzeniami wątroby, nerek i układu krwionośnego.
Źródło info i foto: onet.pl

Ukraińskie media o sprawie Sławomira Nowaka

„Czy obecność zagranicznych doświadczonych „top managerów” na ważnych stanowiskach na Ukrainie może być gwarancją braku korupcji?” – zastanawia się na łamach portalu Ukrinform Jurij Banachewycz, odnosząc się do sprawy Sławomira Nowaka, byłego szefa Ukrawtodoru, podejrzanego o korupcję.

Nowak stał na czele ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor trzy lata. Jak podkreśla korespondent Ukrinformu w Warszawie, „ta państwowa instytucja od dawna »jest znana« ze swojej korupcjogennej atmosfery, a ogony skandali w sprawie przywłaszczenia albo nieracjonalnego wykorzystania ogromnych środków ciągną się za wieloma byłymi urzędnikami Ukrawtodoru różnych szczebli”.

Błyskawiczna kariera Nowaka

„Inaczej miało być z zagranicznym specjalistą, który miał doświadczenie zarządzania w sferze budowy dróg w dużym kraju UE, gdzie dróg buduje się prawie najwięcej w Europie, (który miał) niezłe osobiste kontakty w Brukseli i innych europejskich stolicach” – dodaje.

Wydawało się, że to zadziałało – podkreśla Banachewycz. „Komunikatywny i sympatyczny Nowak szybko zdobył zaufanie w gabinetach rządowych, wśród podwładnych i nawet w mediach, bez względu na to, że przez cały czas pracy na Ukrainie pozostawał tylko pełniącym obowiązki szefa Ukrawtodoru” – pisze korespondent. Według niego „dodatkowe punkty” Nowak zdobył dzięki dobrej znajomości języka ukraińskiego i paszportowi obywatela Ukrainy, który otrzymał w 2016 r.

W ciągu trzech lat pracy jego działalność na stanowisku szefa Ukrawtodoru nie obrosła w legendy i plotki o możliwej korupcji, na odwrót, jego praca oceniana była bardzo pozytywnie – wskazuje. Jedynym zarzutem ze strony organów ścigania w tym czasie wobec Nowaka było nieprawidłowe wypełnienie deklaracji podatkowej za 2017 r. – dodaje. Jesienią 2019 r. Nowak poinformował, że wygrał w sądzie postępowanie w sprawie deklaracji.

„Wydawało się, że żadnych pretensji wobec Nowaka na Ukrainie już nie będzie, wszystko zmieniło się po ośmiu miesiącach” – zauważa.

Miliony w skrytkach

Banachewycz przypomina, że Nowaka zatrzymano w lipcu w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i prania pieniędzy. Jak podała wówczas polska prokuratura, zatrzymanie Nowaka było efektem międzynarodowego śledztwa, prowadzonego przez wspólny zespół prokuratorów z Polski i Ukrainy, a także funkcjonariuszy CBA oraz NABU.

15 września CBA poinformowało o kontynuacji śledztwa i zabezpieczeniu środków pieniężnych pochodzących z przestępstw korupcyjnych, popełnionych przez Sławomira Nowaka. Pieniądze były ukryte w dwóch specjalnie przygotowanych skrytkach. Funkcjonariusze zabezpieczyli gotówkę w kwocie ponad 4 mln zł (4,163 mln) w tym 536 400 euro, 470 000 dolarów i 30 000 zł.

„Czy były przesłanki do takich możliwych działań Nowaka i czy rzeczywiście może mieć to tło polityczne, jak twierdzi były szef Ukrawtodoru?” – zastanawia się dziennikarz.

Banachewycz pisze, że „za Nowakiem ciągnie się pewien ogon dwuznacznych działań jeszcze w »przedukraińskim« okresie jego kariery w Polsce”. „I nawet zwracano na to uwagę na Ukrainie po mianowaniu Nowaka na stanowisko w Ukrawtodorze, sugerując, że możliwa jest powtórka na Ukrainie” – dodaje. Jak podkreśla, „wątpliwości co do uczciwości Nowaka zostały rozwiane poprzez ogłoszenie informacji o tym, że otrzymuje w państwowej firmie dosyć dobre wynagrodzenie zarówno na standardy ukraińskie, jak i polskie”. Według deklaracji podatkowej, co miesiąc Nowak otrzymywał 140 tys. hrywien (ok. 18,7 tys. zł).

„Po wybuchu afery związanej z Ukrawtodorem Nowak od razu nazwał to zamówieniem i ogłosił, że nie jest powiązany z korupcyjnymi działaniami. Zasugerował udział w tym politycznych przeciwników – partii Prawo i Sprawiedliwość” – kontynuuje Banachewycz.

„Wątpią nawet byli partyjni koledzy Nowaka”

„Rzeczywiście dla PiS sprawa Nowaka to dobra możliwość uderzenia w największą opozycyjną partię. Choć Nowak formalnie już sześć lat jest poza polityką, jest w Polsce znaną osobą i jednoznacznie kojarzy się z Platformą Obywatelską. W związku z tym uderzenie w Nowaka będzie uderzeniem w największą opozycyjną siłę. Jednak wersja o tym, że zarzuty wobec Nowaka są wymyślone i PiS był w stanie wciągnąć w to też ukraińskie organy śledcze, wygląda dosyć wątpliwie” – pisze.

„Wydaje się, że wątpią w nią nawet byli partyjni koledzy Nowaka. Komentując tę sprawę, obecny lider PO Borys Budka dyplomatycznie zaznaczył, że wierzy w polski wymiar sprawiedliwości i będzie trzymać kciuki za to, żeby Nowak okazał się niewinny” – dodaje.

Pierwszy po Łazarence?

Nowak może zostać drugim, po premierze Pawle Łazarence, znanym politykiem, któremu grozi kara więzienia za granicą za przestępstwa korupcyjne na Ukrainie – zauważa korespondent Ukrinformu. Łazarenko to premier Ukrainy w latach 1996-1997, skazany w USA za oszustwa finansowe.

Według Banachewycza, „niezależnie od tego, jak zakończy się sprawa Nowaka, pozostawia ona po sobie posmak i jest materiałem do refleksji”. Wskazuje, że dla Kijowa aktualne staje się pytanie: czy obecność zagranicznych doświadczonych top managerów na ważnych stanowiskach na Ukrainie może być gwarancją braku korupcji? I z drugiej strony – czy ten przypadek nie będzie precedensem i nie zamknie drogi ku reformowaniu gospodarki Ukrainy przez cudzoziemców z wiedzą i nieposzlakowaną przeszłością? – zastanawia się dziennikarz.
Źródło info i foto: TVP.info

Proces urzędników resortu finansów będzie tajny

Proces urzędników resortu finansów oskarżonych o wyłudzenie pięciu milionów złotych z VAT odbędzie się za zamkniętymi drzwiami – wynika z informacji „Rzeczpospolitej”. Eksperci, cytowani przez gazetę uważają, że za tą decyzją stoi próba ukrycia niewygodnych dla władzy informacji. Przypomnijmy, że chodzi o sprawę dyrektorów MF – Arkadiusza B. i Krzysztofa B. Zajmowali się oni ściganiem oszustw podatkowych, jednak jak wynika z ustaleń śledztwa, sami mieli takich oszustw się dopuszczać. Wynikiem tego jest oskarżenie ich o wyłudzenie 5 mln zł z VAT.

Jak ujawnia „Rzeczpospolita”, opinia publiczna nie pozna szczegółów sprawy, ponieważ sąd wyłączył jawność procesu. W decyzji powołano się na „ważny interes publiczny”, o którym mowa w art. 360 § 1 pkt 1 i 3 k.p.k. O wyłączenie jawności wnioskował prokurator – czytamy. Gazeta podkreśla, że to zaskakujący i nagły zwrot w sprawie. Jeszcze kilkanaście dni temu proces miał być publiczny, jednak oskarżyciel nieoczekiwanie wniósł o jego utajnienie.

„Rzeczpospolita” ujawnia, że w swoim wniosku prokurator argumentował, że przedstawienie opinii publicznej mechanizmów funkcjonowania procederu mogłoby spowodować, że ktoś skopiuje ten pomysł i wykorzysta przeciwko państwu. Jak jednak dodaje gazeta, oskarżeni posługiwali się „klasyką” w tego rodzaju oszustwach, czyli fikcyjnym obrotem towarami.

Eksperci oburzeni

Poproszeni o komentarz eksperci nie kryją oburzenia utajnieniem procesu.

„W swojej praktyce nie spotkałem się, aby wyłączono jawność w przypadku ordynarnych przekrętów o charakterze gospodarczym i kryminalnym” – mówi gazecie prok. Kazimierz Olejnik, były wiceprokurator generalny. Jego zdaniem, za taką decyzją może się kryć próba ochrony władzy przed wypłynięciem niewygodnych dla niej informacji.

Swoje wątpliwości wyraża też prof. Antoni Kamiński z PAN. „Ukrywanie takich rzeczy, utajnianie procesu to podważanie zaufania obywateli do państwa” – ocenia w rozmowie z gazetą.
Źródło info i foto: interia.pl

Deweloperka zatrzymana przez CBA. Korupcja w starostwie w Wołominie

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało kolejną osobę w śledztwie dotyczącym korupcji w starostwie w Wołominie. Kobietę zatrzymali funkcjonariusze stołecznej delegatury CBA w jednej z podwarszawskich miejscowości. Jest podejrzana o wręczenie ponad 20 tys. zł łapówki. Zatrzymana przez CBA działała w branży deweloperskiej. Według śledczych, wręczyła korzyść majątkową osobie powołującej się na wpływy w instytucji samorządowej – przekazał wydział komunikacji społecznej Biura. Kobieta usłyszała już zarzuty w nadzorującej śledztwo CBA Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga.

„To kolejne zatrzymania w tej sprawie – w lutym i lipcu zatrzymano siedem osób, m.in. byłych urzędników starostwa powiatowego i Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Wołominie oraz przedsiębiorców z branży deweloperskiej z okolic Warszawy” – poinformował wydział.

Według śledczych, korzyści majątkowe mieli przyjmować urzędnicy wykonujących czynności służbowe w postępowaniach administracyjnych dotyczących inwestycji budowlanych w starostwie i PINB, a przedsiębiorcy mieli wręczać łapówki na kolejnych etapach inwestycji: przy wydawaniu decyzji budowlanych i odbiorze budynków do użytkowania. Według CBA, w proceder korupcyjny zaangażowane były osoby prywatne oraz firmy, które prowadzą działalność deweloperską i mają inwestycje zlokalizowane na terenie powiatu wołomińskiego.

„Śledztwo jest rozwojowe” – zaznaczył wydział.
Źródło info i foto: TVP.info

Przechwycono dostawę 13 ton produktów z ludzkich włosów. Pochodzą z chińskich obozów pracy?

Amerykańskie władze federalne zajęły dostawę produktów wykonanych z ludzkich włosów, które prawdopodobnie zostały zabrane muzułmanom w obozach pracy w chińskiej prowincji Xinjiang – donosi „Guardian”. Urzędnicy znaleźli w przesyłce 13 ton produktów o łącznej wartości szacowanej na 800 tys. dolarów.

– Produkcja takich towarów stanowi bardzo poważne naruszenie praw człowieka, a nakaz zatrzymania ma na celu przesłanie jasnej i bezpośredniej wiadomości wszystkim podmiotom starającym się prowadzić interesy ze Stanami Zjednoczonymi, że nielegalne i nieludzkie praktyki nie będą tolerowane – powiedziała Brenda Smith, zastępca komisarza wykonawczego biura handlowego CBP (Customs and Border Protection).

Po raz drugi w tym roku CBP wydało rzadkie postanowienie o zatrzymaniu dostaw produktów z Chin.

„Myślcie czego używacie”

Rushan Abbas, amerykańska aktywistka ujgurska, której siostra zaginęła w Chinach prawie dwa lata temu i uważa się, że jest zamknięta w obozie dla więźniów powiedziała, że ​​kobiety używające produktów do włosów powinny pomyśleć o tym, kto je produkuje.

– To dla nas takie bolesne – przekonywała. – Chcę, aby ludzie myśleli o niewoli, której doświadczają inni – dodała.

Eksporterzy znajdują się w chińskim regionie Xinjiang na dalekim zachodzie, gdzie w ciągu ostatnich czterech lat rząd zatrzymał około 1 miliona etnicznych mniejszości tureckich.

Więźniowie przetrzymywani są w obozach dla internowanych i więzieniach, gdzie poddani są ideologicznej dyscyplinie, zmuszeni do potępienia swojej religii i języka oraz wykorzystywani fizycznie. Chiny od dawna podejrzewają, że Ujgurowie, w większości muzułmańscy, żywią tendencje separatystyczne ze względu na ich odrębną kulturę, język i religię.

Zmuszane do sterylizacji i antykoncepcji

Opublikowane w poniedziałek śledztwo agencji AP dowodzi, że za pomocą zmuszania kobiet do sterylizacji i antykoncepcji chińskie władze prowadzą depopulacyjną politykę wobec ujgurskiej mniejszości w Sinciangu. Eksperci mówią o „demograficznym ludobójstwie”.

Jak pisze Associated Press, Chiny „regularnie poddają setki tysiące kobiet należących do mniejszości testom ciążowym, zmuszają je do zakładania antykoncepcyjnych wkładek domacicznych, sterylizacji oraz aborcji”. Równocześnie władze zachęcają etnicznych Chińczyków (Hanów) do prokreacji i osiedlania się w zachodniej prowincji Sinciang, gdzie mieszka większość Ujgurów.

Raport agencji oparty jest na wywiadach z ujgurskimi kobietami, byłymi więźniami i nadzorcami obozów, do których trafiają Ujgurzy, oraz na państwowych statystykach. Według AP posiadanie zbyt wielu dzieci jest jednym z głównych powodów wysyłania Ujgurów i innych muzułmańskich mniejszości do obozów, które Pekin określa mianem reedukacyjnych. „Policja przeprowadza naloty na domy (Ujgurów – red.), szukając ukrywanych dzieci” – donosi AP.

60-procentowy spadek urodzeń

Statystyki dowodzą, że polityka przynosi efekty, bo w zamieszkiwanych w większości przez Ujgurów regionach Hotan i Kaszgar współczynnik urodzin zmniejszył się o ponad 60 proc. w latach 2015-2018. W całym Sinciangu tylko w ubiegłym roku współczynnik zmniejszył się o prawie 24 proc., wobec spadku o 4,2 proc. w całym kraju.

Podobnie o ile liczba sterylizacji w Chinach systematycznie spada, w Sinciangu dramatycznie wzrosła.

Chińskie władze nie odniosły się do doniesień AP, jednak agencja zauważa, że w przeszłości oficjele tłumaczyli swoje działania chęcią zrównania polityk rodzinnych wobec wszystkich Chińczyków. Przez lata mniejszości takie jak Ujgurzy były wyjęte spod ograniczeń polityki jednego dziecka, a obecnie – tak jak reszta obywateli Chin – mogą posiadać dwójkę lub trójkę dzieci, w zależności od tego, czy mieszkają w mieście czy na wsi. Jednak etnicznie chińskie kobiety nie są poddawane przymusowym aborcjom, sterylizacjom ani zmuszane do antykoncepcji.

Zwalczanie terroryzmu?

Innym uzasadnieniem szerszej drakońskiej polityki Pekinu wobec Ujgurów i innych mniejszości jest zwalczanie terroryzmu. Poza działaniami depopulacyjnymi są oni objęci programem masowej inwigilacji, indoktrynacji oraz pracy przymusowej. Według socjologów z państwowych chińskich ośrodków, rosnąca ludność muzułmańska sprzyjała radykalizacji i islamskiemu terroryzmowi, który zdaniem Pekinu odpowiada za serię zamachów w prowincji.

Jednak część zachodnich ekspertów uważa, że polityka Pekinu jest w istocie formą ludobójstwa. – To ludobójstwo, koniec, kropka. Nie chodzi tu o natychmiastowe, szokujący, prowadzący do masowych zabójstw typ ludobójstwa, ale ludobójstwo powolne, bolesne i pełzające – oceniła Joanne Smith Finley z brytyjskiego Uniwersytetu w Newcastle.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Eksperyment Kentlera polegający na przekazywaniu dzieci pedofilom. „Możemy tylko przeprosić”

Po raz pierwszy sprawa oddawania dzieci z domów dziecka pod opiekę pedofilów opisana została przez tygodnik „Der Spiegel”. Według ostatnich badań Uniwersytetu Hildesheim proceder trwał od lat 70. ubiegłego wieku do 2003 roku.

Naukowcy z Uniwersytetu Hildesheim gromadzą oświadczenia osób poszkodowanych przez eksperyment Kentlera. Ofiary mogą też liczyć na wsparcie ze strony pracowników ośrodka. Według raportu władze Berlina w latach 70. ubiegłego wieku, aż do trzeciej dekady 2003 roku oddawały dzieci pedofilom. – Możemy tylko przeprosić ofiary oraz zapewnić im pieniężne odszkodowania – powiedziała odpowiedzialna za sprawy młodzieży i rodzinę landu Berlin Sandra Scheress.

Eksperyment Kentlera był procederem opracowanym przez pedagoga i profesora uniwersyteckiego Helmuta Kentlera, który zmarł w 2008 roku. Mężczyzna był uznawany za autorytet w sprawach dzieci i młodzieży. Według niego szczególnie trudne w wychowaniu dzieci bezdomne i nieprzystosowane społecznie, potrzebują większej bliskości fizycznej, która umożliwi im prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie.

Według Kentlera takie warunki mogli zapewnić im właśnie pedofile. Ci z kolei chętnie składali w Berlinie Zachodnim podania o utworzenie rodziny zastępczej – dzieci oddawane były więc w ręce pedofilów za zgodą i przy wsparciu instytucji. Helmut Kentler był autorem zasad teoretycznych projektu, wyszukiwał opiekunów oraz był ich doradcą. Jak podaje „DW”, kilku przybranych ojców było znanymi naukowcami, członkami m.in. Instytutu Maxa Plancka, Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego oraz Szkoły Odenwald w Hesji w Niemczech Zachodnich, która kilka lat temu była w centrum skandalu pedofilskiego.

Uniwersytet Hildesheim stara się teraz ustalić m.in. to, jak dużo dzieci zostało oddanych pod opiekę, i kiedy faktycznie projekt został zakończony. Wiele wskazuje na to, że eksperyment przeprowadzany był też nie tylko w Berlinie.

Zgodnie z raportem już w latach 90. berliński Jugendamt (Urzęd ds. Dzieci i Młodzieży) otrzymywał sygnały, że jeden z rodziców zastępczych wykorzystywał seksualnie swoich podopiecznych. Nieżyjący już Fritz H. otrzymał co najmniej siedmioro dzieci, które miał wychować. Dwoje z poszkodowanych w tej sprawie wniosło w ostatnich latach sprawy do sądów, jednak ich sprawy uległy przedawnieniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ustawianie przetargów na roboty budowlane w gminie Adamów. CBA zatrzymało przedsiębiorców i urzędników

23 04 2008 KONOPNICA AKCJA CBA W DOMU MIROSLAWA B BYLEGO DYREKTORA DEPARTAMENTU MIENIA I INWESTYCJI W URZEDZIE MARSZALKOWSKIM
FOT JACEK SWIERCZYNSKI/DZIENNIK WSCHODNI

Agenci CBA zatrzymali przedsiębiorców i urzędników z Adamowa niedaleko Zamościa. Chodzi o ustawianie przetargów na roboty budowlane. Śledztwo w tej sprawie prowadzi lubelska prokuratura. Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali czterech mężczyzn, w tym dwóch inspektorów ds. zamówień publicznych i inwestycji zatrudnionych w urzędzie gminy z powiatu zamojskiego – poinformowało we wtorek CBA.

– Urzędnicy brali łapówki w zamian za preferencyjne traktowanie firm biorących udział w przetargach. Były to przetargi organizowane głównie na budowę i utrzymanie dróg – wyjaśnia Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.

Pozostali zatrzymani to dwaj właściciele firm z branży budowlanej i transportowej. Z ustaleń CBA wynika, że do łapownictwa dochodziło w latach 2018-2019. Śledczy nie zdradzają jednak, ile przetargów miało zostać „ustawionych”. Agenci przeszukali także miejsca zamieszkania i pracy zatrzymanych. Zabezpieczali tam m.in. dokumenty, które mogą być dowodami w sprawie.

CBA nie ujawnia, gdzie pracują zatrzymani urzędnicy. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, chodzi o pracowników urzędu gminy Adamów.

Specjaliści od przetargów mieli uczynić sobie z łapówek stałe źródło utrzymania. Z nieoficjalnych informacji wynika, że przedsiębiorcy w zamian za zlecenia wręczali urzędnikom kwoty od 1 do 4 tys. zł.

– Mamy w urzędzie kontrolę CBA. Udostępniamy wszelkie dokumenty i czekamy na wyniki postępowania – mówi Dariusz Szykuła, wójt gminy Adamów. – Formalnie nic nie wiem o zatrzymaniu pracowników urzędu. Nie mam żadnych informacji o ustaleniach CBA. W tej chwili nie mogę więc komentować sprawy.

Śledztwo zostało wszczęte w oparciu o materiały zebrane przez policjantów z KMP w Zamościu. We wtorek zatrzymani zostali przewiezieni na przesłuchania do Prokuratury Okręgowej w Lublinie, która prowadzi sprawę.
Źródło info i foto: dziennikwschodni.pl

Marian Banaś złożył 15 doniesień do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez urzędników podległych ministrowi sprawiedliwości

Marian Banaś kontratakuje, składając 15 doniesień do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez urzędników podległych ministrowi sprawiedliwości – czytamy w „Rzeczpospolitej”. To kolejny rozdział wojny z PiS. Prezes NIK Marian Banaś uderza w jeden z kluczowych projektów rządu poświęcony pracy dla więźniów, a także składa 15 doniesień do prokuratury. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, sprawa ma drugie dno.

Jeszcze w czerwcu czynności kontrolne dotyczące realizacji programu pracy dla więźniów zostały zakończone. Nic nie wskazywało na to, jak wielka jest skala nieprawidłowości. Stwierdzono wówczas pewne mankamenty, ale nie złamanie prawa kwalifikujące się do zawiadomienia prokuratury. Tymczasem nowy prezes Marian Banaś, opierając się na tych samych wynikach kontroli, dopatrzył się przestępstw. – Jestem w szoku, poznałem ten raport w czerwcu, nie było tam słowa o złamaniu prawa – mówi „Rzeczpospolitej” polityk PiS z kręgu Ministerstwa Sprawiedliwości.

Szef NIK ma dziś przedstawić wyniki kontroli programu „Praca dla więźniów” ze środków Funduszu Aktywizacji Zawodowej Skazanych oraz Rozwoju Przywięziennych Zakładów Pracy. W ramach tego programu rząd zapowiadał budowę 40 hal do pracy dla więźniów. Projekt pilotował Patryk Jaki – do niedawna wiceminister sprawiedliwości rządu PiS.

W finansowaniu inwestycji i remontów realizowanych w ramach programu – co wskaże prezes Banaś – miało dojść do licznych nieprawidłowości.

W 27 przypadkach przyznano zlecenia, naruszając prawo zamówień publicznych, a łączna kwota wydatkowanych w ten sposób środków ma sięgać 115 mln zł. Z kolei przez zaniżanie czynszu dzierżawionych hal przemysłowych straty mają wynieść nawet 37 mln – to ustalenia NIK.

W efekcie NIK skieruje 15 zawiadomień do prokuratury (do wczoraj wysłano siedem) o niedopełnieniu obowiązków przez dyrektorów zakładów karnych i dyrektora generalnego Służby Więziennej. Jest też zawiadomienie NIK o „wyrządzenie znacznej szkody majątkowej” w Centralnym Ośrodku Szkolenia Służby Więziennej w Kaliszu.

Skala 15 doniesień do prokuratury w efekcie kontroli to rzadkość – zanim Banaś został prezesem, nawet przy krytycznych raportach, aż tylu zawiadomień naraz nigdy nie było. Zaskakujące jest także to, że NIK za nowego prezesa surowiej niż za poprzednika ocenił najwyraźniej te same ustalenia kontroli. Skąd tak duża skala zawiadomień? – Można skierować jedno zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu przestępstwa, obejmujące wiele zdarzeń czy podmiotów albo ująć nieprawidłowości w wielu osobnych doniesieniach. Może, żeby zrobić większe wrażenie, prezes Banaś taką formę wybrał – uważa jeden z kontrolerów NIK w rozmowie z dziennikiem.
Źródło info i foto: onet.pl