Henryk Kukuła wychodzi na wolność. Seryjny morderca i pedofil wciąż niebezpieczny

Henryk Kukuła, polski seryjny morderca i pedofil, zwany Monstrum z Chorzowa kończy wyrok 25 lat więzienia. Jak informuje katowicka ”Gazeta Wyborcza”, wciąż nie wiadomo, czy mężczyzna trafi do specjalnego ośrodka zamkniętego. 

Henryk Kukuła od najmłodszych lat sprawiał problemy wychowawcze. Był agresywny wobec rówieśników. W 1980 roku, gdy miał 14 lat, zamordował 5-letnią dziewczynkę. Po śmierci zbezcześcił zwłoki, wkładając palce do jej pochwy. 

Kukuła został umieszczono w zakładzie wychowawczym w Krupskim Młynie. W czasie pobytu w ośrodku skatował na śmierć i zgwałcił 9-letniego syna wychowawcy. Za zbrodnię został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. 

Na mocy amnestii z grudnia 1989 roku wyrok obniżono do 10 lat. W kwietniu 1990 roku Kukuła opuścił zakład karny, a w lipcu 1990 roku zgwałcił i zamordował w Rudzie Śląskiej dwóch braci. Za tę zbrodnię został skazany na 25 lat więzienia. Do wyroku doliczono mu 3 lata i 9 miesięcy pozbawienia wolności, które pozostały do odbycia z wcześniejszego wyroku. Dodatkowy rok pozbawienia wolności, Kukuła otrzymał za napaść na strażnika więziennego. 

Henryk Kukuła, monstrum z Chorzowa, zostanie objęty ustawą o bestiach? 

Henryk Kukuła w 2020 roku skończy odbywać karę w więzieniu w Rzeszowie. ”Gazeta Wyborcza” przypomina, że seryjny morderca z Chorzowa może zostać objęty tzw. ustawą o bestiach i skierowany do specjalnego zamkniętego ośrodka w Gostyninie. 

Wniosek do sądu o przeniesienie Kukuły do Gostynina musi złożyć dyrektor zakładu karnego na osiem miesięcy przed zakończeniem kary. Tomasz Mucha z Sądu Okręgowego w Rzeszowie poinformował, że do czwartku, 12 września takie pismo nie wpłynęło.

Roman Hula, który zatrzymał Kukułę po jego pierwszym morderstwie przestrzega, by do sprawy podejść poważnie. – Jeśli ten człowiek wyjdzie na wolność, będzie zabijał dalej – mówi w rozmowie z ”GW”. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Trybunał Konstytucyjny rozpatruje ustawę o „bestiach”

Trybunał Konstytucyjny rozpatruje ustawę umożliwiającą m.in. izolację najgroźniejszych przestępców, już po odbyciu przez nich kary więzienia – zwanej w mediach ustawą o „bestiach”. Przepisy zaskarżyli m.in. poprzedni prezydent Bronisław Komorowski oraz RPO.

Ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób weszła w życie w styczniu 2014 r. Umożliwia ona na mocy decyzji sądu cywilnego zastosowanie – na wniosek dyrektora zakładu karnego – wobec takiej osoby, już po odbyciu przez nią kary więzienia (w systemie terapeutycznym) nadzoru prewencyjnego lub leczenia w ośrodku zamkniętym utworzonym w Gostyninie.

Na wtorkowej rozprawie obecni są przedstawiciele prezydenta – mec. Aleksander Proksa oraz Rzecznika Praw Obywatelskich: Ewa Dawidziuk i Marcin Mazur. Nie ma przedstawicieli dwóch sądów, które zadały pytania prawne dotyczące tej ustawy. Na rozprawie nie pojawili się także reprezentanci Sejmu ani prokuratora generalnego.

– Trybunał postanowił nie odraczać rozprawy – powiedział przewodniczący składowi sędziowskiemu wiceprezes TK Stanisław Biernat.

Niepełny skład sędziów

Pierwotnie sprawa miała zostać rozpoznana w zeszłym tygodniu przez pełen skład TK. Ostatecznie rozprawę przełożono jednak na 15 listopada, zaś ustawę bada skład pięciu sędziów.

Powodem zmiany – jak informowano – była niemożność odbycia rozprawy w pełnym składzie. Jeden z sędziów przebywał bowiem na zwolnieniu lekarskim, inny brał udział w zagranicznej konferencji, zaś sędziowie Julia Przyłębska i Zbigniew Jędrzejewski powtórzyli, że nie będą uczestniczyć w pełnych składach TK do czasu dopuszczenia do orzekania pozostałych trzech sędziów wybranych przez Sejm obecnej kadencji.

Chodzi o sędziów: Mariusza Muszyńskiego, Lecha Morawskiego i Henryka Ciocha. Prezes Rzepliński nie dopuszcza ich do orzekania, powołując się na wyroki TK z grudnia ubiegłego roku, w myśl których ich miejsca są zajęte przez wybranych w poprzedniej kadencji Krzysztofa Ślebzaka, Romana Hausera i Andrzeja Jakubeckiego, od których prezydent nie odebrał ślubowania.

Sprawa Mariusza T.

Na orzeczenie TK w sprawie dotyczącej ustawy o izolacji groźnych przestępców czeka m.in. Sąd Najwyższy, który w 2015 r. odroczył do decyzji TK zbadanie skargi pedofila Mariusza T., umieszczonego w 2014 r. w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Stało się to krótko po ukończeniu przez niego odbywania kary 25 lat więzienia za zabójstwo w latach 80. czterech chłopców na tle seksualnym. To sprawa kończącej się kary T., skazanego na karę śmierci, zamienioną w 1990 r. na 25 lat więzienia, przyczyniła się do uchwalenia w 2013 r. tej ustawy.

Zgodnie z ustawą sąd orzeka o zastosowaniu nadzoru, jeżeli charakter stwierdzonych zaburzeń psychicznych wskazuje, że zachodzi „wysokie prawdopodobieństwo” popełnienia przestępstwa. Jeśli zaś istnieje „bardzo wysokie prawdopodobieństwo” popełnienia przestępstwa sąd decyduje o umieszczeniu takiej osoby w ośrodku. Decyzja o umieszczeniu w ośrodku jest bezterminowa; dana osoba może co pół roku składać do sądu wniosek o zbadanie, czy izolacja jest nadal konieczna.

Ustawa budzi wątpliwości

Wielu prawników oraz część organizacji pozarządowych uważa, że ustawa może być niekonstytucyjna i naruszać zasady niedziałania prawa wstecz oraz zakazu podwójnego karania za ten sam czyn. Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało, że przepisy zostały dobrze przygotowane.

Prezydent Komorowski podpisał ustawę w grudniu 2013 r., ale – zgodnie z zapowiedzią – w marcu 2014 r. skierował wniosek do TK. Wystąpił o zbadanie konstytucyjności przepisów trzech artykułów ustawy. Dotyczą one możliwości orzeczenia przez sąd izolacji w ośrodku, powoływania biegłych i znaczenia ich opinii w postępowaniu przed sądem oraz kwestii rozpoczęcia izolacji skazanego w dniu zakończenia przez niego kary więzienia.

Z kolei ówczesna RPO Irena Lipowicz w maju 2014 r. zarzuciła ustawie naruszenie w sześciu kwestiach zasady demokratycznego państwa prawnego poprzez nieproporcjonalnie głębokie wkroczenie w prawa i wolności obywatelskie, a także naruszenie zasady zaufania do państwa i jego prawa oraz zasady poprawnej legislacji. W konkluzji wniosku uznała, że ustawa doprowadziła do obniżenia „standardu ochronnego wolności osobistej”. Nie zakwestionowała samej istoty ustawy.

Sąd Okręgowy w Lublinie w kwietniu 2014 r. zadał TK pytanie prawne dotyczące oceny konstytucyjności sześciu zapisów ustawy. Chodzi m.in. o kwestię rozpatrywania wniosków ws. izolacji przez sądy cywilne, możliwość stosowania przez sąd nadzoru oraz izolacji bez określenia ich terminów. Sąd wskazał też na konieczność orzekania o izolacji na podstawie opinii biegłych, która jest de facto prognozą ewentualnych przyszłych zachowań osoby.

W czerwcu 2014 r. pytanie prawne co do trzech artykułów ustawy zadał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Wyraził m.in. wątpliwość wobec zapisów o kręgu osób, których dotyczy ustawa. – W szczególności przepis ograniczający konstytucyjne wolności lub prawa powinien być sformułowany w sposób pozwalający jednoznacznie ustalić, kto i w jakiej sytuacji podlega ograniczeniom i być na tyle precyzyjny, by zapewniona była jego jednolita wykładnia i jednolite stosowanie – wskazał SA.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok w sprawie Eweliny C. Jest pierwszą kobietą objętą tzw. ustawą o bestiach

C. to pierwsza kobieta objęta uchwaloną w 2013 r. ustawą o obligatoryjnym leczeniu przestępców z zaburzeniami po odbyciu przez nich kary więzienia.

21 sierpnia 2014 r. C. zakończyła 6-letnią karę więzienia za próbę zabójstwa niemowlęcia i opuściła zakład karny w Lublińcu. Pod koniec czerwca 2014. r. Sąd Okręgowy w Częstochowie orzekł, że C. jest osobą stwarzającą zagrożenie, ale nie trafi do zamkniętego ośrodka. Kobietę zobowiązano do podjęcia leczenia w poradni zdrowia psychicznego i objęto policyjnym nadzorem.

W październiku 2014 r., mieszkająca w Kielcach C. zasłabła i została przewieziona karetką pogotowia na szpitalny oddział ratunkowy (SOR) Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Jak relacjonowała wówczas policja, w gabinecie zabiegowym, w trakcie badań kobieta używała wyzwisk i zachowywała się agresywnie m.in. w stosunku do pielęgniarki – szarpała ją za włosy, kopnęła w brzuch, podrapała. Po zgłoszeniu incydentu na policję, do szpitala przybyli funkcjonariusze; kobietę zatrzymano.

Kielecka prokuratura postawiła jej wówczas zarzuty: naruszenia nietykalności cielesnej ratownika medycznego i pielęgniarki, spowodowania obrażeń u jednej z tych osób oraz znieważania funkcjonariuszy publicznych w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych. Pierwszy z czynów popełniła w warunkach recydywy. W akcie oskarżenia prokuratura, opierając się na opinii biegłych psychiatrów uznała, że C. w chwili dokonania zarzucanych czynów miała ograniczoną poczytalność.

Jak ustalono w sądowym postępowaniu, C. na początku pobytu na SOR zachowywała się spokojnie – wyraziła zgodę na poddanie się procedurom medycznym – pobranie krwi czy próbki moczu – nie chciała jedynie zostać w szpitalu. C. wyjaśniała przed sądem, że zachowywała się agresywnie, bo rozpoznała ją jedna z pielęgniarek i to pielęgniarki pierwsze źle ja potraktowały. Przeczyły temu zeznania innych świadków pobytu C. w lecznicy.

Sąd wydając wyrok analizował m.in. czy zachowanie pielęgniarzy jako funkcjonariuszy publicznych mieściło się w zakresie ich kompetencji i było zgodne z prawem. Badano m.in. ustawy o zawodzie pielęgniarki, lekarza, o ochronie zdrowia psychicznego, o prawach pacjenta, rozporządzenia dot. stosowania przymusu bezpośredniego wobec pacjentów.

Sąd zauważył, że „mimo iż te procedury nie były prawidłowo przeprowadzone (wobec C.), nie były one bezprawne”. – Tutaj pielęgniarze i lekarze działali w ramach przysługujących im uprawnień – mówiła sędzia Bożena Kotwa-Surowska.

Sąd uznał, że za uchybienia można uznać zabronienie najbliższemu opiekunowi C. pobytu z oskarżoną na oddziale w sytuacji, gdy pacjentka bała się np. pobierania krwi; także gdy oskarżona pokazywała, że chce opuścić szpital – nie został o tym poinformowany lekarz.

Sędzia przypomniała opinie psychologiczne o C. wskazujące, że brak kontroli nad emocjami, niekontrolowane napady agresji u oskarżonej mają m.in. związek z faktem, iż odbiera ona niektóre zachowania jako wprost w nią wymierzone, gdy zdaje sobie sprawę, że osoby ja rozpoznają jako wcześniej skazaną.

Sąd nie zgodził się z argumentami obrony i oskarżonej, że działała w obronie koniecznej. – Nie można uznać, że działanie personelu medycznego było w tym momencie bezprawne i było nakierunkowane na wyrządzenie krzywdy oskarżonej. Personel był tam po to, by jej pomóc – zdiagnozować i ustalić, czy wymaga dalszej opieki – podkreśliła sędzia.

Sąd uznał, że stopień winy i społecznej szkodliwości czynu zarzucanego C. był znaczny. Orzekając o winie, sąd wziął jednak pod uwagę całokształt opinii sądowo-psychiatrycznej i psychologicznej zgromadzonej w aktach sprawy, także zwianej z objęciem oskarżonej nadzorem prewencyjnym. – Niewątpliwie z tych opinii wynika, że oskarżona jest osobą chwiejną emocjonalnie, ma niski próg frustracji, jest niedojrzała emocjonalnie i nie doszło u niej do wykształcenia mechanizmów kontrolni na emocjami, a w sytuacjach stresowych reaguje agresją – opisywała sędzia.

W opinii sądu C. działała w warunkach ograniczonej poczytalności, ale miała zachowaną zdolność do rozpoznania znaczenia czynu.

Za okoliczność łagodzącą sąd uznał też sytuację, w jakiej znajdowała się oskarżona – parę miesięcy wcześniej opuściła zakład karny, do którego trafiła na kilka lat jako młoda dziewczyna. W momencie, kiedy trafiła do szpitala, miała też miejsce jej eksmisja z domu. – Opuszczając zakład karny nie była osoba przetasowaną społecznie, musiała się nauczyć radzić sobie w pewnych sytuacjach – uzasadniała Kotwa-Surowska.

Warunkowe zawieszenie wykonywania kary dla C. sąd argumentował m. in. opiniami psychiatrycznymi, które wskazują, że podjęcie leczenia daje szanse dla oskarżonej na funkcjonowanie w społeczeństwie.

Jak mówiła sędzia, C. podjęła się leczenia psychologicznego i nauki w szkole. – Są symptomy wskazujące, że próbuje się społecznie przystosować. Dlatego sąd uznał, że nie można na wstępie oskarżonej przekreślić, należy dać jej szansę i możliwość zafunkcjonowania w społeczeństwie – argumentowała Kotwa-Surowska.

Prokuratura żądała dla oskarżonej 1,5 roku pozbawienia wolności. Obrońca wniósł o uniewinnienie, nadzwyczajne załagodzenie kary lub warunkowe zawieszenie jej wykonywania. Także oskarżona prosiła sąd o uniewinnienie. Ostatecznie kielecki sąd skazał C. na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Sąd orzekł także dozór kuratora sądowego nad 27-letnią C. i zobowiązał oskarżoną do uczestnictwa w zajęciach korekcyjno-edukacyjnych. Sąd uznał, że oskarżona dokonując zarzucanych jej czynów, działała w warunkach ograniczonej poczytalności. Wyrok nie jest prawomocny.

Adwokat oskarżonej, Anna Massalska-Kozłowska powiedziała dziennikarzom po rozprawie, że dopiero po konsultacji z oskarżoną zdecyduje, czy będzie składać apelację.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz, śledczy rozważą, czy występować do sądu o uzasadnienie wyroku i potem na jego podstawie składać apelację, a jeśli tak, to w jakim zakresie. Decyzja w tej sprawie może zapaść w najbliższych dniach.

Sprawa Eweliny C.

Po zdarzeniu na szpitalnym SOR, w październiku 2014 r. kielecki sąd rejonowy aresztował C. na dwa miesiące. 4 listopada 2014 r. Sąd Okręgowy w Kielcach areszt uchylił. Zastosował wobec kobiety środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji z obowiązkiem zgłaszania się pięć razy w tygodniu na komisariacie, w jej miejscu zamieszkania.

25 listopada 2014 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach rozpatrywał apelację częstochowskiej prokuratury okręgowej, która kwestionowała niewskazanie przez sąd w Częstochowie konkretnej placówki terapeutycznej dla C. Sąd odwoławczy orzekł, iż kobieta ma poddawać się terapii w poradni zdrowia psychicznego, właściwej dla jej stałego miejsca pobytu.

Ewelina C. pozostaje pod prewencyjnym dozorem policji. Funkcjonariusze weryfikują m.in., czy C. poddaje się leczeniu.

C. odbywała karę więzienia za usiłowanie zabójstwa 1,5-miesięcznego niemowlęcia. Do zdarzenia doszło w 2008 roku. C., która była w tym czasie w niechcianej ciąży, podeszła na ulicy do wózka, wyjęła niemowlę i rzuciła na chodnik z impetem, powodując obrażenia ciała zagrażające życiu.

Sąd wymierzając jej karę wziął pod uwagę okoliczności łagodzące, m.in. trudne warunki, w których się wychowywała i opinię biegłych, którzy uznali, że C. jest niedojrzała, a jej stopień inteligencji kształtuje się na granicy ociężałości umysłowej. Psychiatrzy uznali, że próbując zabić dziecko, kobieta miała ograniczoną zdolność do pokierowania swoim postępowaniem przy zachowaniu pełnego rozumienia znaczenia czynu.
Żródło info i foto: wp.pl

Pedofil i zabójca Henryk Z. chce kastracji lub zmiany płci

Seryjny gwałciciel dzieci i zabójca Henryk Z. ze Świdnicy chce poddać się kastracji albo zmienić płeć. Woli to niż pobyt w ośrodku dla szczególnie niebezpiecznych przestępców w Gostyninie, gdzie został skierowany – pisze „Gazeta Wyborcza”.

Henryk Z. 17 stycznia tego roku wyszedł na wolność po odbyciu wyroku 25 lat więzienia za gwałty i morderstwa na dzieciach. 20 marca zapadła decyzja o umieszczeniu go w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. Ponieważ wyrok sądu jeszcze nie jest prawomocny, adwokat Henryka Z. wniósł apelację. Według mecenasa Marcina Szylinga „ustawa o bestiach” jest sprzeczna z zasadą demokratycznego państwa prawa, bo „pozwala ona na podwójne karanie człowieka, podczas gdy za jeden czyn można być ukaranym tylko raz”.

Mój klient ma ponad 60 lat i nie czuje się osobą, która nadal sprowadzałaby duże zagrożenie dla społeczeństwa. Mimo to jest gotowy poddać się mechanicznej kastracji albo operacyjnej zmianie płci – powiedział „Wyborczej” adwokat.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Nie działająca „ustawa o bestiach”

„Ustawa o bestiach nie działa” – alarmują media. Pojawiają się już głosy, że duża w tym „zasługa” biegłych, którzy nie chcą opiniować trudnych spraw seryjnych gwałcicieli i morderców lub nie nadążają z wydawaniem orzeczeń. Pytanie tylko, czy właściwie powinno nas dziwić, że tak się dzieje. I kto tak naprawdę jest tu winny? „Bestie na wolności. Sąd nierychliwy, biegłym nie opłaca się pracować” – alarmowała trójmiejska „GW”, zwracając uwagę na poważne problemy z funkcjonowaniem tzw. „ustawy o bestiach”. Wedle doniesień dziennika z powodu opieszałości gdańskiego sądu osiem osób, które powinny być objęte tymi przepisami, jest na wolności.

„GW” zwraca uwagę, że chodzi m.in. o „sprawców dwóch zabójstw, gwałtów i przestępstw na tle seksualnym”, którzy odsiadywali wieloletnie wyroki, a u których stwierdzono zaburzenia psychiczne, stwarzające zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych ludzi. Wśród nich jest m.in. Henryk Z., którego sprawa była ostatnio szeroko komentowana w mediach. Zgodnie z „ustawą o bestiach” w takich właśnie przypadkach skazani mogą po wyjściu na wolność zostać (decyzją sądu) skierowani do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie lub trafić pod policyjny nadzór. Wszystko po to, by nie popełnili po raz kolejny zbrodni, za które zostali ukarani już w przeszłości. Jak jednak pokazuje opisany przypadek Sądu Okręgowego w Gdańsku, w praktyce cały mechanizm nie działa tak jak powinien.

Problemem jest przede wszystkim czas: wniosek do sądu o objęcie danego więźnia „ustawą o bestiach” dyrektorzy więzień złożyć mogą dopiero na pół roku przed końcem wyroku. Zdarza się, że zanim decyzja zostanie podjęta, więzień jest już na wolności – tak właśnie było z Henrykiem Z. A sygnały o tym, że sześć miesięcy to czasem zbyt mało na przeprowadzenie całej procedury, płyną nie tylko z Pomorza.

„Problemem w stosowaniu ustawy może być tempo, w jakim sądy rozpatrują wnioski dyrektorów zakładów karnych. Sędziowie wraz z wnioskiem otrzymują także szereg innych dokumentów, m.in. opinie psychologa i psychiatry. Tłumaczą, że na przestudiowanie tego potrzeba czasu” – pisze „Dziennik Łódzki „.

„Trudności w zakresie czynności dowodowych”

Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że monitoruje sprawy sądowe wszczynane na podstawie „ustawy o bestiach” (oficjalna nazwa: Ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób). – Prezesi sądów apelacyjnych nadsyłają w terminach miesięcznych i kwartalnych informacje dotyczące stanu zaawansowania konkretnych postępowań – mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl rzeczniczka resortu Patrycja Loose. Czy raporty potwierdzają kłopoty, o których piszą media?

Rzeczniczka przyznaje, że w ostatnim okresie ministerstwu „zasygnalizowane zostały trudności w zakresie czynności dowodowych, tj. przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych”. – Skutkowało to podjęciem przez prezesów poszczególnych sądów czynności nadzorczych w celu wyeliminowania niekorzystnych zjawisk – mówi Loose. I nie ukrywa, że czasem skompletowanie zespołu biegłych napotyka znaczne trudności i wydłuża czas postępowania. – Sytuacja ta wystąpiła przede wszystkim latem 2014 r. w okresie urlopowym – informuje.

Czyżby więc to biegli byli winni? Jak pokazuje przypadek opisany przez trójmiejską „GW”, czasem zdarza się, że ci sądowi eksperci w ogóle nie dostarczają sędziom opinii, które są niezbędne dla podjęcia decyzji w każdej, konkretnej sprawie. Dlaczego? Ponieważ „mają dużo zleceń, a chętnych do takiej pracy brakuje z uwagi na niskie stawki”.

„To nie jest robota na trzy godziny”

O tym, że to właśnie biegli są „najsłabszym ogniwem” całego mechanizmu, przekonana jest Julia Pitera, która na antenie TVN 24 zwracała niedawno uwagę, że „sądy tolerują bardzo niską jakość pracy biegłych”. Dodawała też, że nieprawdą jest, iż sądowi eksperci są słabo wynagradzani. Wedle niej każdy biegły może wycenić swoją pracę, a sąd może ową wycenę „zaakceptować lub odrzucić”. A co na to sami zainteresowani?

Prosząca o anonimowość biegła z zakresu psychiatrii tłumaczy, że w typowym przypadku obowiązuje taryfikator, zgodnie z którym ekspert za jedną konsultację medyczną (niekoniecznie związaną z „ustawą o bestiach”) otrzymuje od 90 do 189 zł. – To może być od jednej do kilku godzin mojej pracy – mówi.

Arkadiusz Bilejczyk, biegły seksuolog przy Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga z siedmioletnim doświadczeniem, zaznacza jednak, że w trudniejszych przypadkach, jak np. sprawach zabójców czy gwałcicieli, jeden dzień pracy nie wystarczy, by wydać rzetelną opinię. A trzeba pamiętać, że jej treść może mieć ogromne znaczenie dla przyszłych losów badanej osoby.

Bilejczyk tłumaczy, że poza standardowym, trwającym ok. 1,5 h badaniem, trzeba też przeprowadzić kilkugodzinne testy, odwołać się do statystyk, literatury przedmiotu, porównać dany przypadek z innymi itd. – Powiedzmy, że muszę przeanalizować słownictwo podejrzanego pod kątem tego, czy przejawiana przez niego agresja może mieć związek z odczuwaniem seksualnej przyjemności. To nie jest robota na trzy godziny – mówi biegły.

– Ostatnio przekazano mi 19 płyt DVD z materiałami pornograficznymi. Moim zadaniem było określić, czy są tam osoby małoletnie – mówi z kolei Marcin Borowski, biegły psycholog i seksuolog, prezes fundacji Asymetria, zajmującej się promowaniem dobrych praktyk w opiniowaniu sądowym. – To ogromny materiał dowodowy, który wymaga sporo czasu – twierdzi.

4 lata czekania na pieniądze

Arkadiusz Bilejczyk przyznaje, że w trudniejszych przypadkach biegły może zwrócić się do sądu z prośbą o to, by wynagrodzenie było rozliczane w trybie godzinowym, a nie ryczałtem (dokładnie tak, jak twierdzi Julia Pitera). Tyle tylko że ostatecznie to sędzia decyduje, jaka formą płatności wybierze, a co więcej, biegły dowie się o tym po fakcie. – Koledzy opowiadali mi, że zdarza się, iż zgodnie z przedstawioną wyceną mieli otrzymać 900 zł, a sąd już po dostarczeniu opinii decydował się na ryczałt, płacąc 180 zł – mówi. Swoją drogą, jak wynika z rozmowy z innym biegłym z zakresu seksuologii, wspomniana stawka godzinowa również nie jest oszałamiająca – to 31 zł 97 gr brutto.

Co więcej okazuje się, że biegli psycholodzy, psychiatrzy czy seksuolodzy często wynagrodzenie z sądów otrzymują np. po upływie pół roku. „Rekordzista” wspomina o czterech latach. – Zapomniałem nawet, że wystawiłem taki rachunek – przyznaje, prosząc o anonimowość.

Inny z biegłych (zajmujący się psychiatrią) dodaje, że w środowisku funkcjonują swoiste prywatne „czarne listy” z nazwiskami sędziów, o których powszechnie wiadomo, że nie są skorzy do przyznawania „uczciwego” wynagrodzenia za pracę sądowych ekspertów. Czy można się w takiej sytuacji dziwić, że czasem brakuje chętnych, by podejmować się najtrudniejszych spraw – tak, jak miało to miejsce w Gdańsku?

„Rentgen w oczach”

Biegli, z którymi udało się nam porozmawiać, twierdzą, że w wielu przypadkach sędziowie spychają na nich część swoich obowiązków, a także odpowiedzialności. Zdaniem Borowskiego czasem oczekiwania wobec biegłych są budowane tak, jakby mieli niemal „rentgen w oczach” i byli w stanie odpowiedzieć sądowi na każde pytanie.

„Sądy nader często oczekują od biegłych nie tyle wiadomości specjalnych (w myśl art. 193 i art. 202 KPK), co wydania „wyroku” – wyręczania organów procesowych poprzez stawianie wniosków, które bezpośrednio przekładają się na wydawane orzeczenia” – pisze w swoim oświadczeniu fundacja, w której zasiada Marcin Borowski. „Biegli nie powinni zgadzać się na takową praktykę” – czytamy w dokumencie. Jednak na co dzień często się zgadzają: jak twierdzi Borowski – skuszeni perspektywą zarobku czy „zaistnienia w sądzie”, wolą nie przeciwstawiać się sędziom.

– Opiniowałem kiedyś świadka w trakcie rozprawy. Sędzia zapytał mnie o wiarygodność jego zeznań. Odpowiedziałem, że jako biegły nie jestem władny się na ten temat wypowiadać. „Ale przed panem wszyscy biegli się wypowiadali” – zdziwił się sędzia – wspomina Borowski.

Dlatego też fundacja Asymetria wiele zarzutów kieruje także pod adresem samych sądowych ekspertów. „W naszej ocenie potrzebna jest publiczna dyskusja o błędach i nadużyciach biegłych, które w efekcie mogą mieć poważne skutki dla przebiegu postępowania procesowego oraz samych osób badanych” – pisze fundacja.

„Problemy nie są systemowe”

Ale biegli nie ukrywają, że nie tylko relacje z sędziami, lecz i sama ustawa generuje pewne problemy związane z ich pracą. Chodzi np. o to, że wedle jej zapisów zadaniem biegłego jest określić, czy dana osoba po wyjściu na wolność stwarzać będzie „wysokie”, czy „bardzo wysokie” zagrożenie. – Szczerze, nie mam zielonego pojęcia, jak rozgraniczać oba przypadki. Ustawa nigdzie tego nie definiuje, a sami biegli nie dysponują żadnymi narzędziami pomiaru, za pomocą których można by dokonać takiego rozróżnienia – mówi Borowski.

Jednak problemów z głośną ustawą jest więcej: Ministerstwo Sprawiedliwości sygnalizuje na przykład, że niektóre wnioski o umieszczenie w ośrodku w Gostyninie lub zastosowanie nadzoru prewencyjnego zostały złożone do sądów przez dyrektorów zakładów karnych… na kilka dni przed terminem zakończenia odbywania kar pozbawienia wolności przez osoby, których wnioski dotyczyły. – Zatem już na wstępnym etapie tych postępowań determinowało to brak możliwości wydania orzeczenia przed zakończeniem odbywania kary pozbawienia wolności – dodaje Loose.

Jakby tego było mało, w dwóch przypadkach postępowania w ramach „ustawy o bestiach” nie zostały zakończone, bo sądy postanowiły najpierw skonsultować z Trybunałem Konstytucyjnym, czy te przepisy są zgodne z konstytucją. – Sprawy te zostały połączone z wnioskami Prezydenta RP oraz Rzecznika Praw Obywatelskich [którzy również wnioskowali, by TK przyjrzał się ustawie – przyp. red.], w celu ich łącznego rozpatrzenia – tłumaczy Loose.

A co będzie działo się do tego czasu? Czy resort uważa, że ustawa działa należycie? – Praktyka orzecznicza nie świadczy o występowaniu problemów o charakterze systemowym, ewentualne nieprawidłowości wystąpić mogą jedynie w poszczególnych postępowaniach. Ich wyeliminowanie jest możliwe w ramach nadzoru sprawowanego przez prezesów sądów – ocenia Loose. Policja zapewnia zaś, że w przypadku, gdy byli więźniowie wyjdą na wolność, będą skutecznie monitorowani dzięki zastosowaniu dozoru.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Ewelina C. wyjdzie na wolność

Pierwsza kobieta w Polsce objęta tzw. ustawą o bestiach wyjdzie na wolność. Sąd Okręgowy w Kielcach uchylił tymczasowy areszt Ewelinie C. Jest podejrzana m.in. o naruszenie nietykalności cielesnej oraz znieważenie pielęgniarki i ratownika medycznego.

– Sąd Okręgowy zmienił postanowienie Sądu Rejonowego i uchylił co do Eweliny C. tymczasowe aresztowanie. Zastosował wobec niej środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji z obowiązkiem zgłaszania się pięć razy w tygodniu na komisariacie policji w jej miejscu zamieszkania – poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach Marcin Chałoński.

Jak wyjaśnił „postanowienie jest prawomocne dlatego, że Sąd Okręgowy jako sąd odwoławczy orzekał rozpoznając zażalenie”. Decyzja ma być natychmiast wykonalna. Ewelina C. najprawdopodobniej jeszcze dziś opuści areszt. W połowie października kielecki sąd na dwa miesiące aresztował kobietę podejrzaną o naruszenie nietykalności cielesnej oraz znieważenie pielęgniarki i ratownika medycznego.

Kielczanka Ewelina C. to pierwsza kobieta objęta – uchwaloną w ubiegłym roku – ustawą o obligatoryjnym leczeniu przestępców z zaburzeniami po odbyciu przez nich kary więzienia. 21 sierpnia C. zakończyła 6-letnią karę więzienia za próbę zabójstwa niemowlęcia i opuściła zakład karny w Lublińcu. Pod koniec czerwca Sąd Okręgowy w Częstochowie orzekł, że C. jest osobą stwarzającą zagrożenie, ale nie trafi do zamkniętego ośrodka. Kobietę zobowiązano do podjęcia leczenia w poradni zdrowia psychicznego i objęto ją policyjnym nadzorem.

W październiku, mieszkająca w Kielcach C. zasłabła i została przewieziona karetką pogotowia na szpitalny oddział ratunkowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. – W gabinecie zabiegowym, w trakcie badań używała wyzwisk i zachowywała się agresywnie m.in. w stosunku do pielęgniarki – szarpała kobietę za włosy, kopnęła w brzuch, podrapała – relacjonował wówczas rzecznik świętokrzyskiej policji Grzegorz Dudek. Jak podkreślił, po zgłoszeniu incydentu na policję, w szpitalu „niezwłocznie” pojawili się funkcjonariusze; kobietę zatrzymano.
Żródło info i foto: wp.pl

Ewelina C. znów trafi do więzienia?

Pierwsza kobieta, objęta ustawą o bestiach za usiłowanie zabójstwa dziecka, znów może trafić do więzienia. Kielecka prokuratura złożyła wniosek o areszt dla Eweliny C. To pierwsza kobieta, która jest objęta tzw. ustawą o bestiach za usiłowanie zabójstwa dziecka. Tym razem zaatakowała personel jednego ze szpitali w Kielcach.

Ewelina C trafiła do szpitala, bo zasłabła. Podczas badania nagle rzuciła się na pielęgniarkę. Wyzywała ją, szarpała za włosy i drapała. 27-latka odpowie teraz między innymi za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy publicznych. Prokuratura złożyła już wniosek o trzymiesięczny areszt. Kobieta była już wcześniej karana za usiłowanie zabójstwa dziecka więc teraz grozi jej do 4,5 lat więzienia. Wiosną 2008 roku Ewelina C, sama będąc w ciąży, wyjęła z wózka siedmiotygodniowe niemowlę obcej kobiety i rzuciła je na betonowy chodnik. Odsiedziała za to 6 lat więzienia.

Pod koniec listopada sąd apelacyjny w Katowicach ma zdecydować, w którym otwartym ośrodku Ewelina C będzie się leczyła. Jak ustaliło Radio ZET, zachowanie Eweliny C. w kieleckim szpitalu nie będzie miało wpływu na wybór placówki.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

30 niebezpiecznych przestępców na wolności

Ponad 30 najgroźniejszych w kraju przestępców wciąż przebywa na wolności. Mordercy, pedofile i seryjni gwałciciele zostali objęci tzw. ustawą o bestiach, jednak są wolni i chodzą między nami po ulicach. Zbigniew K. był dwukrotnie skazywany za brutalny gwałt i usiłowanie gwałtu na dziecku. Jerzy R. najpierw był skazany za zabójstwo, potem gwałt, a ostatnią karę odbywał za brutalne zgwałcenie 8-letniej dziewczynki.

To tylko dwa przykłady zwyrodnialców, którzy po odbyciu kary zostali uwolnieni, mimo że dyrektorzy więzień skierowali wniosek o zamknięcie ich w ośrodku w Gostyninie – tam gdzie przebywa Mariusz Trynkiewicz. Takich wniosków do sądów wpłynęło łącznie 41, a sądy przychyliły się jedynie do 11 przypadków. Wychodzi na to, że aż 31 najgorszych zwyrodnialców jest na wolności. Wiele rozpraw nie ma nawet wyznaczonych terminów, co oznacza, że mordercy i gwałciciele recydywiści mogą jeszcze długi czas szukać kolejnych ofiar.

Niestety sędziowie nie spieszą się z wyznaczaniem terminów rozpraw. Wszystko wskazuje na to, że „ustawa o bestiach”, która miała chronić społeczeństwo przed zwyrodnialcami, działa jedynie w teorii. Bo w praktyce cała „śmietanka” kryminalistów cieszy się wolnością.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Dziś Ewelina C. wychodzi na wolność

To pierwsza kobieta w Polsce, która została objęta ustawą o bestiach! Ewelina C. (27 l.) dzisiaj opuści mury zakładu karnego w Lublińcu. Niedoszła morderczyni, która rzuciła dzieckiem o chodnik nadal będzie cieszyła się wolnością, mimo, że w trakcie swego procesu zapowiadała, że będzie zabijała wszystkie dzieci. Nie będzie nawet musiała leczyć się przymusowo, bo jej sprawa utknęła w sądzie! Na sąsiadów Eweliny C. i mieszkańców Kielc padł blady strach. Prawdopodobnie po wyjściu z więzienia zamieszka ona u matki w Kielcach. Ewelina C. to bestia w ciele kobiety. W 2009 roku sąd okręgowy w Kielcach skazał ją na 6 lat więzienia za rzucenie dzieckiem o chodnik. Ewelina C. rok wcześniej podbiegła do przypadkowego wózka stojącego obok sklepu na osiedlu w Kielcach. Wyjęła siedmiotygodniowego Kubusia i rzuciła dzieckiem o betonowy chodnik. Chłopiec miał liczne złamania i stłuczenia. Przeżył, ale do dziś jest pod opieką lekarzy. Przed sądem Ewelina C. tłumaczyła, że była to zemsta za jej niechcianą ciążę. Była w 28 tygodniu ciąży. Przed wyrokiem urodziła dziecko.

Odbywała karę w zakładzie karnym dla kobiet w Lublińcu. Tam była poddawana terapii, ale nie przynosiła ona skutków. Była agresywna, w czasie odsiadywania wyroku za oblanie wrzątkiem innej osadzonej skazana została na trzy miesiące pozbawienia wolności. W marcu tego roku dyrekcja zakładu zdecydowała się wystąpić do sądu okręgowego w Częstochowie o zastosowanie wobec Eweliny C. ustawy o bestiach, tak jak wobec Mariusza Trynkiewicza. W czerwcu częstochowski sąd uznał, że kobieta może być niebezpieczna dla innych. Zdecydował, że obowiązkowo musi się leczyć psychiatrycznie. Ale to postanowienie nie jest prawomocne, bo do sądu apelacyjnego nie wpłynęły dokumenty wskazujące, gdzie miałaby się leczyć bestia. Kobieta wyjdzie więc na wolność, ale będzie się musiała zameldować na policji. – Sąd nie wskazał konkretnego ośrodka, w którym kobieta ma rozpocząć leczenie. Odwołaliśmy się do sądu apelacyjnego w Katowicach, by wskazał taki ośrodek. Jednocześnie sąd 30 lipca przychylił się do naszego wniosku, by Ewelina C. w ciągu 48 godzin po wyjściu na wolność zgłosiła się na policję i podała swój adres – tłumaczy Tomasz Ozimek z częstochowskiej prokuratury.

– „Jestem zaskoczony i zdziwiony decyzjami sądu. Sąd zdawał sobie sprawę z tego, że ta kobieta jest niebezpieczna, a prawdopodobieństwo popełnienia przez nią ciężkiego przestępstwa jest bardzo duże. Powinna być leczona w ośrodku w Gostyninie” – powiedział Faktowi oburzony minister sprawiedliwości Marek Biernacki (55 l.).
Żródło info i foto: Fakt.pl

Ustawa o bestiach do Trybunału Konstytucyjnego

Rzecznik Praw Obywatelskich podpisała wniosek o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o izolacji groźnych przestępców – podaje „Wprost”. Objęty nią został m.in. Mariusz Trynkiewicz. Prof. Irena Lipowicz zajęła się ustawą na wniosek Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Wzięła również pod uwagę indywidualne wnioski, które wpływały w związku z ustawą do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Jak czytamy na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich w wystąpieniu RPO podniósł sześć kwestii. Żródło info i foto: Dziennik.pl