Włochy: Zwłoki 39 imigrantów w tirze. Kierowca aresztowany

We Włoszech aresztowany został w sobotę kierowca tira, w którym znaleziono dwa lata temu na terenie przemysłowym w Essex zwłoki 39 imigrantów z Wietnamu, próbujących przedostać się do Wielkiej Brytanii – podały media. Obywatel Rumunii ukrywał się w Lombardii. Po tragedii, która w październiku 2019 roku wstrząsnęła opinią publiczną w Europie, za 28-letnim mężczyzną wydano europejski nakaz aresztowania. Zatrzymany został dzięki współpracy angielskiej i włoskiej policji w miejscowości Cinisello Balsamo koło Mediolanu.

Ze śledztwa wynika, że kierowca należał do przestępczej organizacji zajmującej się przerzutem nielegalnych imigrantów. To on udostępnił swoją ciężarówkę, którą miał przewieźć 39 Wietnamczyków do Zjednoczonego Królestwa. Kiedy pojazd tam dotarł, wewnątrz znaleziono zwłoki. Nikt nie przeżył podróży. Kierowca uciekł.

Odnaleziony został w małym włoskim miasteczku. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka Brytania: Turyści znaleźli na plaży kokainę o wartości 80 mln funtów

Blisko tonę kokainy znaleziono na plażach East Sussex w Wielkiej Brytanii. Policjanci oszacowali jej wartość na około 80 mln funtów. – To najczystszy gatunek narkotyku; trafił tu prawdopodobnie z Ameryki Południowej – mówi Martin Grace, dowódca jednego z oddziałów National Crime Agency.

Na paczki z kokainą na plażach niedaleko Newhaven i Hastings (East Sussex) natknęli się przypadkowi przechodnie. Narkotyki były zapakowane w wodoodporne torby i przyczepione do kamizelek ratunkowych, dzięki czemu mogły nieuszkodzone przypłynąć do brzegu.

– W znacznej części to narkotyki klasy A, które naszym zdaniem pochodzą z Ameryki Południowej. Dopuszczamy jednak różne scenariusze odnośnie tego, w jaki sposób narkotyki zostały wyrzucone na tutejszy brzeg i gdzie miały ostatecznie trafić – dodaje Grace.

To nie pierwszy taki przypadek.
Źródło info i foto: TVP.info

Wielka Brytania: Polak skazany. Przez 10 lat terroryzował dziecko

Dramat rozegrał się w Worcester w Anglii. To właśnie tam Jarosław S. przez niemal 10 lat prześladował dziewczynkę. Zrobił dziecku ponad 10 tys. zdjęć z ukrycia i wykorzystywał je seksualnie. Jarosław S. był migrantem zarobkowym, który mieszkał w Worcester w Anglii. Cieszył się dobrą opinią, lecz nie każdy znał jego mroczny sekret. Od 2007 roku prześladował i wykorzystywał seksualnie dziewczynkę. Jej piekło zaczęło się, gdy miała 7 lat i trwało przez kolejne 10 lat.

Na początku kwietnia zapadł wyrok. Jarosław S. był oskarżony o gwałt na dziecku poniżej 13. roku życia, dwa zarzuty za spowodowanie lub nakłonienie go do aktywności seksualnej, podglądania i angażowania się w czynności seksualne w obecności dziecka.

Oskarżony ukrył szpiegowską kamerę w odświeżaczu powietrza i wykorzystał ją do wykonania ponad 10500 zdjęć. Jak podaje portal Worcester News, skazany twierdził, że dzięki kamerze mógł pilnować, by ofiara nie dokonała samookaleczenia. Sędzia jednak stwierdził, że robił to dla własnych korzyści seksualnych.

Sędzia skazał go na 17 lat za gwałt z rocznym przedłużeniem okresu koncesji. Podkreślił też, że jest to przestępca szczególnej troski, ale nie stwarza zagrożenia. Musi też odbyć co najmniej dwie trzecie kary w areszcie, zanim sprawa zostanie skierowana do komisji ds. zwolnień warunkowych. Kara 17 lat to suma wszystkich wyroków za postawione zarzuty.
Źródło info i foto: o2.pl

Wielka Brytania: Trwa śledztwo ws. remontu rezydencji Borisa Johnsona

Brytyjski premier Boris Johnson powiedział w czwartek, że zastosuje się do dochodzenia w sprawie renowacji jego rezydencji przy Downing Street, ale ocenił, że nie jest to sprawa, którą należałoby się przejmować.

W środę komisja wyborcza, organ nadzorujący finansowanie partii politycznych, rozpoczęła dochodzenie, które ma ocenić, czy w trakcie remontu mieszkalnej części rezydencji szefa rządu nie zostały złamane przepisy regulujące darowizny na cele polityczne. Komisja uważa, że jeśli koszty remontu były pokryte początkowo z darowizn, Partia Konserwatywna mogła złamać prawo.

Zastosujemy się do wszystkiego, czego będą chcieli. Nie sądzę, żeby było tu coś, czemu należałoby się przyglądać ani czym należałoby się przejmować, ale tym, co robimy jest skupianie się na rzeczach, które naprawdę mają znaczenie. Z całym szacunkiem, ale nie sądzę, by była to kwestia numer jeden… o kilka rzędów wielkości – powiedział Johnson, odnosząc się do dochodzenia komisji wyborczej.

Jednak również w czwartek oświadczył, że w równoległym dochodzeniu w sprawie tego, czy złamał zasady kodeksu ministerialnego, to on – a nie niezależny doradca – będzie decydował, które kwestie mają być badane.

„Konstytucyjna pozycja premiera jako osoby ponoszącej wyłączną odpowiedzialność za ogólną organizację władzy wykonawczej i rekomendowanie nominacji ministrów, oznacza, że nie mogę i nie chciałbym zrzekać się ostatecznej odpowiedzialności za podejmowanie decyzji w sprawie dochodzenia na temat zarzutów dotyczących uchybień ministerialnych. Ta istotna odpowiedzialność należy wyłącznie do mnie, a jako polityk wybrany w wyborach jestem ostatecznie odpowiedzialny przed wyborcami” – napisał Johnson w liście do lorda Evansa, szefa komitetu ds. standardów w życiu publicznym.

Przekroczony budżet?

Kwestia sposobu sfinansowania remontu od końca zeszłego tygodnia jest głównym tematem politycznym w Wielkiej Brytanii i staje się coraz trudniejszym tematem dla szefa rządu. Brytyjskim premierom przysługuje z budżetu państwa 30 tys. funtów rocznie na wydatki mieszkaniowe, tymczasem według doniesień mediów koszty renowacji dokonanej przez Johnsona i jego narzeczoną Carrie Symonds mogły wynieść nawet 200 tys. funtów.

Johnson powiedział, że sam pokrył te koszty, ale nie sprecyzował, czy zrobił to od razu, czy też pożyczono mu pieniądze na remont, a następnie je zwrócił. W czwartek wyjaśnień w tej sprawie ponownie zażądała od niego opozycyjna Partia Pracy.

Jej lider Keir Starmer powiedział, że sytuacja coraz bardziej staje się farsą, ale Johnson mógłby bardzo szybko to zakończyć, mówiąc, kto początkowo zapłacił rachunek. Premier mógłby właściwie zakończyć to teraz, powiedzieć nam, kto zapłacił za to w pierwszej kolejności, odpowiedzieć na pytanie, zajęłoby mu to około minuty, a potem może wrócić do codziennej pracy – mówił Starmer.

Samo otrzymywanie darowizn nie jest niezgodne z prawem, ale politycy muszą je zadeklarować, aby opinia publiczna mogła wiedzieć, kto dał im pieniądze i czy miało to jakikolwiek wpływ na ich decyzje. Zazwyczaj powinni to zrobić w ciągu 28 dni.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

6 osób oskarżonych ws. zabójstwa Polaka w Middlesbrough

Sześciorgu Polakom postawiono zarzuty zabójstwa innego Polaka, T. D., którego ciało znaleziono przed dwoma tygodniami w Middlesbrough w północno-wschodniej Anglii. Ich proces odbędzie się na początku przyszłego roku. Oskarżeni – pięciu mężczyzn i jedna kobieta – są w wieku między 27 a 46 lat, pięcioro z nich mieszka w Middlesbrough, a jeden mężczyzna – w Kingston upon Hill we wschodniej Anglii.

We wtorek stanęli oni przed sądem w Middlesbrough na wstępnej rozprawie, podczas której sędzia poinformował, że do czasu kolejnego posiedzenia w dniu 24 maja mają pozostać w areszcie i wyznaczył termin rozpoczęcia właściwej rozprawy na 11 stycznia przyszłego roku. Jak się oczekuje, potrwa ona sześć tygodni.

Ciało Polaka znalazły przypadkowe osoby

Ciało 39-letniego D. zostało znalezione 12 kwietnia przez dwie przypadkowe osoby w lesie na obrzeżach Middlesbrough. Policja uważa, że mógł on zostać zabity jakiś czas przedtem, nawet w połowie marca. Już wcześniej policja wskazywała, że najprawdopodobniej nie był on przypadkową ofiarą. Zabity mieszkał w Wielkiej Brytanii od 20 lat, ostatnio w Middlesbrough, a wcześniej w Darlington. Był ojcem jednego dziecka, miał rodzinę w Polsce, a częściowo także w Wielkiej Brytanii. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało 39-letniego Polaka znalezione w w brytyjskim Middlesbrough. Mężczyzna mógł zostać zamordowany nawet miesiąc temu

W ubiegłym tygodniu w brytyjskim Middlesbrough odnaleziono ciało 39-letniego Polaka. Mężczyzna mógł zostać zamordowany nawet miesiąc temu – poinformowała lokalna policja. Śledczy apelują do osób, które mogą mieć jakiekolwiek informacje w sprawie.

Ciało Tomasza D. znaleźli w lesie na obrzeżach miasta dwaj okoliczni mieszkańcy. Nieżyjący mężczyzna w Wielkiej Brytanii mieszkał od 20 lat, a ostatnio przeprowadził się do Middlesbrough z Darlington. Według policji nie był on przypadkową ofiarą i mógł zostać zabity kilka tygodni, a nawet miesiąc temu.

Policja próbuje ustalić, co się stało z Polakiem, bierąc pod uwagę różne hipotezy. Śledczy zaapelowali o pomoc do osób, które w ostatnich miesiącach miały kontakt z Tomaszem D. lub zauważyły coś podejrzanego w okolicy, gdzie znaleziono jego zwłoki.

Wiemy, że okoliczni mieszkańcy, w tym także mieszkający tu Polacy, będą rzecz jasna zszokowani i zaniepokojeni tym, co stało się z Tomaszem (…) Bezpieczeństwo publiczne jest zawsze naszym najwyższym priorytetem i obecnie nie ma konkretnych informacji, że istnieje szersze zagrożenie dla lokalnej społeczności mówi detektyw Matt Murphy-King, cytowany przez portal BBC.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Znaleziono ciało zamordowanej Polki. Podejrzanym jest jej współlokator Amadeusz S.

W Hull w Wielkiej Brytanii znaleziono ciało 30-letniej Polki, Klaudii S. – donosi BBC. Policja ustaliła, że kobieta została zamordowana najprawdopodobniej przez swojego współlokatora. Podejrzany mężczyzna ma już postawione zarzuty. Ciało Klaudii zostało znalezione 27 marca rano w jej domu przy Lambert Street, w zachodniej części miasta. Podejrzanym jest Amadeusz S., który mieszkał z nią w Wielkiej Brytanii.

20-letni Amadeusz S. podejrzany o zamordowanie 30-laki stawił się przed sędziami w Hull w poniedziałek rano. Został przesłuchany i tymczasowo aresztowany – pisze BBC. Na razie śledczy nie ujawnili żadnych dodatkowych szczegółów dotyczących tego postępowania.

„W tej chwili myślami jesteśmy z rodziną i bliskimi Klaudii, których wspieramy z pomocą specjalistów. Rodzina prosi o prywatność” – powiedział portalowi hulldailymail.co.uk funkcjonariusz Rhod Troake.

Lokalna policja poinformowała, że „zwiększy liczbę patroli w okolicy, ale dodano również, że „jest to „odosobniony incydent i nie stwierdzono zagrożenia dla reszty społeczeństwa”. Zwiększenie patroli wynika z troski o sąsiadów, którzy mówili w rozmowie z brytyjskimi mediami, że są zaszokowani tą sytuacją i widokiem kordonu policyjnego wokół domu, w którym mieszkała Klaudia S. i Amadeusz S.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania: 36-letni Polak skazany. Upozorował własne porwanie

36-letni Polak został skazany przez brytyjski sąd na karę więzienia za sfingowanie własnego porwania. Jak się okazało mężczyzna cały czas był bezpieczny we własnym domu. Informacja o rzekomym porwaniu postawiła na nogi miejscowe służby. Mariusz K. – „utalentowany kucharz z Trowbridge” – jak określają go brytyjskie media, zaalarmował SMS-em swojego szefa, że został porwany i wywieziony w bagażniku samochodu za miasto. 

Według jego relacji, porywacze chcieli odzyskać pieniądze, które był im winny – chodziło o kilka tysięcy funtów. O zdarzeniu poinformował również swoją polską przyjaciółkę, którą poprosił o pomoc. 

Po kilku godzinach mężczyzna przesłał wiadomość, że udało mu się uciec porywaczom. Spotkał się ze swoją przyjaciółką twierdząc, że jego rodzina ciągle jest w niebezpieczeństwie, a on musi przekazać porywaczom 1600 funtów. Kobieta wzięła w banku pożyczkę i przekazała całą kwotę Polakowi. 

Kłopoty finansowe

Sprawą porwania zajęła się policja. Nad rozwikłaniem zagadki pracowało 22 funkcjonariuszy. W końcu cała prawda wyszła na jaw. Okazało się, że historia z porwaniem została zmyślona przez 36-letniego Polaka. Mężczyzna miał sfingować swoje porwanie z powodu problemów finansowych. W czasie rzekomego porwania cały czas przebywał w swoim mieszkaniu. 

36-latek został oskarżony o składanie fałszywych zeznań i wprowadzenie służb w błąd. Obrońca Polaka wnioskował o łagodny wyrok, który nie skutkowałby ograniczeniem wolności. Argumentował to faktem, że 36-latek „nie chciał wpędzić innych w kłopoty”.

W lutym sąd w Salisbury uznał naszego rodaka winnym. 22 marca Polak usłyszał wyrok – 16 miesięcy pozbawienia wolności. – To niezwykły, dziwny i raczej smutny przypadek – stwierdził sędzia ogłaszający wyrok. 

36-latek musi również zwrócić wraz z nawiązką pieniądze, które wyłudził od swojej przyjaciółki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginął 56-letni Janusz Laskowski

Zaginięcie 56-letniego mężczyzny zgłosiła jego córka w lutym 2021 r. 12 lat temu Janusz Laskowski wyjechał do Wielkiej Brytanii. Swoich bliskich w Polsce odwiedzał regularnie, jednak od 2017 r. z mężczyzną nie ma żadnego kontaktu. Wtedy ostatni raz skontaktował się telefonicznie z rodziną. 56-latek może przebywać w Londynie. Policjanci proszą o pomoc w poszukiwaniach.

Policjanci z Dobrego Miasta prowadzą poszukiwania za zaginionym Januszem Jackiem Laskowskim. Informację o zaginięciu mężczyzny, policjanci otrzymali od córki 56-latka w lutym 2021 roku.

Janusz Laskowski w 2009 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii i do 2017 roku sporadycznie odwiedzał swoich bliskich w Polsce. Ostatni raz z rodziną skontaktował się przez telefon w 2017 roku. Policja przypuszcza, że 56-letni mężczyzna może przebywać na terenie Londynu. W przeszłości mieszkał on również w Olsztynie. Zaginiony Janusz Laskowski jest szczupłej budowy ciała, mierzy ok. 170 cm wzrostu, ma zielone oczy, a w przeszłości nosił wąsy.

Policja zwraca się z prośbą do każdego, kto może mieć informacje na temat miejsca przebywania zaginionego 56-latka, w szczególności do osób przebywających na terenie Wielkiej Brytanii. Informacje można przekazywać do jednostki prowadzącej poszukiwania tj. Komisariat Policji w Dobrym Mieście przy ul. Plac 1-go Sierpnia 1, telefonicznie pod nr 47 73 119 31, mailowo: dyzurny.dobre-miasto@olsztyn.ol.policja.gov.pl lub dzwoniąc pod nr alarmowy 112.
Źródło info i foto: se.pl

Włochy: Sąd skrócił wyrok Michałowi H. skazanemu za porwanie modelki Chloe Ayling

Włoski sąd apelacyjny skrócił wyrok Michałowi H. skazanemu za porwanie brytyjskiej modelki Chloe Ayling. Uznano, że choć mężczyzna pomógł swojemu bratu uprowadzić kobietę, to nie zrobił tego w celu otrzymania korzyści majątkowych. Wyrok skrócono z blisko 17 lat pozbawienia wolności do… 5 lat i 8 miesięcy.

Chloe Ayling, była gwiazda programu Big Brother, na początku lipca 2017 r. miała zostać zwabiona do Mediolanu pod pretekstem sesji zdjęciowej. Według jej relacji, na miejscu została zaatakowana przez braci z Polski – Łukasza i Michała H. Z ustaleń śledczych wynikało, że kobieta została odurzona ketaminą, a następnie wywieziona w walizce na farmę w pobliżu Turynu.

Zmiana zeznań przez brak tłumacza?

Bracia mieli twierdzić, że są członkami organizacji przestępczej – Grupy Czarna Śmierć, zajmującej się handlem żywym towarem. Menadżer modelki twierdził, że otrzymał maila od Łukasza H. z żądaniem zapłaty 300 tys. euro w bitcoinach. Polak groził, że w przypadku nieotrzymania pieniędzy wystawi modelkę „na licytację” w darkwebie.

Po blisko tygodniu od porwania Łukasz H. zawiózł modelkę do brytyjskiego konsulatu w Mediolanie. Mężczyzna został zatrzymany na miejscu. Modelka zapewniała, że mężczyzna zlitował się nad nią, gdy dowiedział się, że ma małe dziecko. Choć początkowo H. przyznawał się do porwania, to potem zmieniał swoje zeznania. Jego adwokat tłumaczyła, że wynikało to z braku tłumacza. O współudział w przestępstwie został oskarżony starszy brat Łukasza H. – Michał. Polak mieszkający w Wielkiej Brytanii został poddany ekstradycji do Włoch w 2018 r.

Skrócone wyroki

Brytyjskie media podejrzewały, że całe porwanie mogło być tak naprawdę upozorowane, by modelka „zdobyła popularność i sławę”. Taką wersję podtrzymywali oskarżeni Polacy. Ofiara nie potrafiła wyjaśnić dlaczego spacerowała ze swoim oprawcą za rękę, robiła z nim zakupy i nie uciekała, kiedy miała do tego okazje.

Sąd pierwszej instancji dał wiarę jej szczegółowym zeznaniom i opinii prokuratora, w ocenie którego Łukasz H. był niebezpiecznym fanatykiem, który porwaniem „starał się zmusić kobietę do miłości”. Śledczy zabezpieczyli też korespondencję mailową między braćmi, w której naradzali się jakiej wielkości torba byłaby odpowiednia do przewiezienia Ayling.

W 2018 r. Łukasz H. został skazany na 16 lat i 9 miesięcy więzienia. Mężczyzna odwołał się od wyroku, a sąd apelacyjny w 2020 r. uznał, że Polak „dokonał przestępstwa z miłości”. Wzięto pod uwagę okoliczności łagodzące – ostateczny wyrok to 12 lat i miesiąc więzienia.

Identyczny wyrok – 16 lat i 9 miesięcy więzienia – usłyszał początkowo Michał H. W jego przypadku sąd apelacyjny również złagodził karę. Choć oddalił argumentację obrony, że modelka sama zażyła ketaminę, to stwierdził, że mężczyzna nie porwał jej dla „osiągnięcia korzyści majątkowych”. W efekcie, za porwanie modelki, został skazany na 5 lat i 8 miesięcy więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl