Chińska agentka przeniknęła do brytyjskiego parlamentu

Tajna agentka pracująca dla Komunistycznej Partii Chin (KPCh) przeniknęła do brytyjskiego parlamentu i próbowała wpływać na procesy legislacyjne – ostrzegł w czwartek brytyjski kontrwywiad. W ostrzeżeniu przekazanym przez MI5 spikerowi Izby Gmin Lindsayowi Hoyle’owi napisano, że Christine Ching Kui Lee „ustanowiła powiązania” dla KPCh z obecnymi posłami i kandydatami na posłów, a następnie przekazywała darowizny finansowe dla polityków, które pochodziły od rezydentów Chin kontynentalnych oraz Hongkongu w taki sposób, by ukryć ich prawdziwe źródło. MI5 dodało, że każdy, kto miał kontakty z Lee, powinien być „świadomy jej afiliacji” oraz tego, że jej „zadaniem jest forsowanie agendy KPCh”.

Lee twierdziła, że jej działalność ma na celu reprezentowanie mieszkających w Wielkiej Brytanii Chińczyków i zwiększenie różnorodności w Izbie Gmin. Według wysłanego ostrzeżenia miała ona kontakty z politykami wszystkich partii, w szczególności z rozwiązanej już ponadpartyjnej grupy ds. Chin.

Stacja Sky News podaje, że z parlamentarnych rejestrów dotacji wynika, iż Lee przekazała posłom ponad 700 tys. funtów, z czego istotna część trafiła do Barry’ego Gardinera, który w laburzystowskim gabinecie cieni za czasów poprzedniego lidera partii Jeremy’ego Corbyna był odpowiednikiem ministra handlu międzynarodowego. W jego biurze poselskim pracował syn Lee, który w czwartek rano zrezygnował z pracy. Gardiner powiedział Sky News, że w sprawie Lee pozostawał od lat w kontakcie z MI5, i zapewnił, że dotacje przekazywane przez Chinkę były na badania i on z nich nie korzystał osobiście, a także nie wpływała ona w żaden sposób na te badania ani jego aktywność poselską.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Książę Andrzej odpowie za napaść seksualną. Sąd oddalił jego wniosek

Sąd federalny w Nowym Jorku odrzucił wniosek brytyjskiego księcia Andrzeja, syna królowej Elżbiety II, o oddalenie powództwa przeciwko niemu. Oznacza to, że będzie odpowiadać przed sądem za napaść seksualną z 2001 r. Książę Andrzej nie przyznaje się jednak do zarzutów.

3 stycznia ujawniono dokument, który miał zmienić bieg sprawy brytyjskiego księcia Andrzeja. Ugodę pomiędzy Virginią Giuffre a Jeffreyem Epsteinem, podpisaną 13 lat temu, opublikowano w ramach postępowania cywilnego, które Virginia wytoczyła przeciwko Andrzejowi. Sąd uznał jednak, że mimo ujawnionej ugody sprzed lat – pomiędzy Virginią Giuffre a biznesmenem Jeffreyem Epsteinem – brytyjski książę i tak będzie musiał odpowiadać przed sądem.

Jak podaje BBC, nowojorski sąd federalny odmówił odrzucenia pozwu Virginii Giuffre przeciwko Andrzejowi. Choć książę zaprzecza zarzutom, a jego prawnicy twierdzą, że w związku z umową, którą Virginia Giuffre podpisała w 2009 r. ze skazanym przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem, brytyjski książę i tak będzie musiał odpowiadać przed sądem za rzekomą napaść seksualną z 2001 roku.

Z ujawnionego dokumentu wynika, że Virginii Giuffre należy się 500 tysięcy dolarów w ramach ugody. W zamian za to nie może ona domagać się żadnych roszczeń od „każdej innej osoby lub podmiotu, który mógłby zostać uznany za potencjalnego pozwanego”.

9 sierpnia 2021 roku 38-letnia Giuffre złożyła w sądzie w Nowym Jorku pozew cywilny przeciwko księciu Andrzejowi. Twierdziła, że gdy miała 17 lat, była napastowana seksualnie przez brytyjskiego księcia. Przekonywała, że do molestowania miało dochodzić w Londynie, Nowym Jorku oraz na prywatnej wyspie Jeffreya Epsteina w grupie Wysp Dziewiczych USA. Jej zdaniem brytyjski książę miał wówczas świadomość, że była nieletnia. Teraz kobieta ubiega się o odszkodowanie, które – zdaniem ekspertów – może wynosić nawet miliony dolarów.

W listopadzie ubiegłego roku sędzia Lewis Kaplan wyznaczył wstępny termin procesu – miałby on odbyć się pomiędzy wrześniem a grudniem 2022 roku. Jako że mowa o sprawie cywilnej, istnieje możliwość zawarcia ugody pozasądowej. Zapewne wiązałaby się ona z wypłaceniem przez księcia odszkodowania na rzecz Giuffre za wycofanie pozwu. Z doniesień brytyjskich mediów wynika jednak, że rozmowy dotyczące ugody nie miały jeszcze miejsca.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest zgoda na ekstradycję twórcy portali WikiLeaks

Julian Assange, twórca demaskatorskiego portalu WikiLeaks, może zostać wydany Stanom Zjednoczonych przez Wielką Brytanię – zdecydował brytyjski sąd, rozstrzygając na korzyść amerykańskiego rządu proces apelacyjny o ekstradycję Assange’a do USA. Sędziowie ocenili, że zapewnienia Waszyngtonu dotyczące warunków przetrzymywania twórcy WikiLeaks są satysfakcjonujące. Narzeczona Assange’a zapowiedziała odwołanie się od tej decyzji.

Rząd Stanów Zjednoczonych wygrał w piątek apelację wniesioną w związku ze styczniowym wyrokiem londyńskiego sądu okręgowego. Prowadząca rozprawę sędzia Vanessa Baraitser orzekła wówczas, że wprawdzie opublikowanie tych dokumentów – w tym ujawnienie tożsamości Afgańczyków i Irakijczyków pomagających siłom zachodnim – faktycznie nosi znamiona przestępstwa, jednak nie może on zostać wydany USA, ponieważ jest w złym stanie psychicznym i istnieją obawy, że w więzieniu mógłby odebrać sobie życie.

W wydanym w piątek orzeczeniu w sprawie tej apelacji sędziowie stwierdzili, że sędzia Baraitser oparła swoją decyzję na założeniu, iż Assange będzie poddany właśnie takim surowym procedurom, jednak złożone przez USA zapewnienia są wystarczające. – To ryzyko (samobójstwa – red.) jest w naszym osądzie wykluczone poprzez zapewnienia, które zostały przedstawione. W efekcie jesteśmy przekonani, że gdyby zapewnienia te były przedstawione sędzi (Baraitser), odpowiedziałaby ona na zadane pytanie inaczej. Ten wniosek jest wystarczający, aby rozstrzygnąć to odwołanie na korzyść USA – wyjaśnił Ian Burnett, lord sędzia najwyższy Anglii i Walii.

Odpowiadając na to orzeczenie, narzeczona i obrończyni Assange’a Stella Moris powiedziała, że „będzie odwoływać się od tej decyzji w najbliższym możliwym momencie”. Określiła piątkową decyzję sądu jako „niebezpieczną i błędną” oraz „poważną pomyłkę sądową”. – Jak to może być sprawiedliwe, jak to może być słuszne, jak to może być możliwe, aby dokonać ekstradycji Juliana do tego samego kraju, który spiskował, aby go zabić? – przekonywała.

Prawnikom Assange’a nadal przysługuje prawo do odwołania się do Sądu Najwyższego Zjednoczonego Królestwa.

Amerykanie zapewnienia ws. twórcy WikiLeaks

Prawnicy reprezentujący władze USA złożyli cztery wiążące zapewnienia, że Assange w przypadku ekstradycji będzie traktowany w sposób humanitarny. Zgodnie z nimi Stany Zjednoczone nie zastosują wobec niego wysoce restrykcyjnej formy odosobnienia przed lub po procesie, choć mogłyby to zrobić, gdyby popełnił kolejne przestępstwo. Assange mógłby ubiegać się o odbycie kary w Australii, której jest obywatelem, a USA zgodziłyby się na przeniesienie go do tego kraju. Władze więzienne zapewnią, że Assange otrzyma „wszelkie leczenie kliniczne i psychologiczne” zalecane przez więziennych lekarzy. Ponadto nie zostałby wysłany do ADX Florence, więzienia zarezerwowanego dla sprawców najcięższych przestępstw.

Prawnicy Assange’a przekonywali, że wszystkie te zapewnienia są „warunkowe, niejasne i po prostu nieskuteczne”. Wskazywali, że niezależnie od tego, czy Assange podlegałby specjalnym środkom administracyjnym, dowody przedstawione podczas pierwotnej rozprawy wykazały, że byłby on przetrzymywany „w warunkach skrajnej izolacji”, co może doprowadzić go do samobójstwa.

Przywołali też podaną we wrześniu informację portalu Yahoo News, według którego CIA w 2017 roku rozważała zabicie lub porwanie Assange’a. Wskazywali na ryzyko, że CIA może wykorzystać swoje uprawnienia, aby doprowadzić do objęcia Assange’a specjalnymi środkami administracyjnymi „w momencie, gdy postawi stopę w USA”, a przedstawione zapewnienia są tak sformułowane, że pozwoliłyby na to.

Sprawa Juliana Assange’a

USA domagają się ekstradycji Assange’a w związku z publikacją przez WikiLeaks w 2010 i 2011 roku tysięcy tajnych dokumentów dotyczących operacji w Afganistanie i Iraku, co – jak przekonują – naraziło na niebezpieczeństwo życie wielu ludzi. Prokuratorzy w USA postawili 50-letniemu Assange’owi 17 zarzutów szpiegostwa i jeden przestępstwa komputerowego, za które łącznie grozi mu do 175 lat więzienia. Assange twierdzi, że zarzuty są motywowane politycznie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

15-letni Polak skazany w Wielkiej Brytanii za zabójstwo

Sąd w Lincoln we wschodniej części Wielkiej Brytanii skazał 15-letniego Marcela G. na 17 lat więzienia za zabójstwo. Rok temu Polak zwabił do lasu swojego 12-letniego kolegę i zadał mu 70 ciosów nożem. Do zbrodni doszło w ubiegłym roku na terenie dystryktu Boston (hrabstwo Lincolnshire). Jak podaje w komunikacie lokalna policja, 12 grudnia w miejscowości Fishtoft znaleziono ciało 12-letniego Roberta. Chłopiec miał rany kłute szyi, klatki piersiowej i brzucha. Dzień później aresztowano w sprawie Marcela G., wówczas 14-latka.

Podczas procesu G. utrzymywał, że działał w obronie własnej. Twierdził, że „stracił kontrolę”, gdy 12-latek chciał go pchnąć nożem. Prokurator ocenił, że nie ma dowodów na to, aby jego młodszy kolega był uzbrojony. Śledczy ocenili, że zbrodnia była w znacznym stopniu zaplanowana i dokonano jej z premedytacją. Sprawca, jak wynika ze zgromadzonych dowodów, próbował odciąć głowę ofierze. Po dokonaniu zabójstwa, próbował ukryć przestępstwo i usunąć dowody, m.in. poprzez spalenie ubrań.

Jak podaje BBC, podjęcie decyzji ws. G. zajęło ławie przysięgłych dwie godziny. Na rozprawie ojciec zabitego chłopca odczytał oświadczenie. Powiedział, że czuje się „pusty” po śmierci dziecka. – Żaden ojciec nie powinien chować swojego syna. Straciłem swoje przeznaczenie i cel. Moje życie jest na cmentarzu – powiedział.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Skandal w brytyjskiej policji. Funkcjonariusze wykorzystują swoją pozycję do osiągania korzyści seksualnych

Wykorzystywanie przez funkcjonariuszy policji swojej pozycji do osiągnięcia korzyści seksualnych jest obecnie najczęstszą formą korupcji w policji – oświadczyło we wtorek brytyjskie Niezależne Biuro ds. Postępowania Policji (IOPC), przedstawiając nowe dane. Pokazują one, że w ostatnich latach znacząco wzrosła liczba takich przypadków, które zostały zgłoszone, choć jak zaznaczono, wzrost wynika także z faktu, że tego typu nadużycia są częściej zgłaszane.

W latach 2016-2020 w Anglii i Walii do IOPC trafiły łącznie 643 przypadki domniemanego nadużycia przez funkcjonariuszy pozycji w celu osiągnięcia korzyści seksualnej, z czego w 203 wszczęto dochodzenie. Ale o ile w 2016 r. były 74 zgłoszenia, które zakończyły się 10 dochodzeniami, to w 2020 r. było już 131 zgłoszeń i 70 dochodzeń.

Ponadto między kwietniem 2018 r. a marcem 2021 r. włącznie wobec 66 funkcjonariuszy policji i personelu policyjnego wszczęto dochodzenia dyscyplinarne, z czego aż 42 takie zdarzenia miały miejsce w ostatnich 12 miesiącach tego okresu. Wykroczenia zostały udowodnione w 63 przypadkach. Spośród 52 funkcjonariuszy, którym postawiono zarzut rażącego wykroczenia, 38 nie pełni już służby i mają dożywotni zakaz pracy w policji, a sześciu później skazano za przestępstwa kryminalne.

Wzrasta liczba oskarżonych policjantów

Jak wskazuje IOPC, wykorzystywanie pozycji do osiągnięcia korzyści seksualnych jest „najczęstszą pojedynczą formą korupcji w policji” – odpowiada za około jedną czwartą wszystkich zgłoszonych spraw i prawie 60 proc. wszczętych dochodzeń w zeszłym roku.

Dane, pokazujące wzrost liczby funkcjonariuszy objętych dochodzeniem, pojawiły się w czasie, gdy zaufanie do policji zostało poważnie nadszarpnięte wskutek głośnego zabójstwa Sary Everard, 33-letniej mieszkanki Londynu. W marcu tego roku została ona uprowadzona, zgwałcona i zabita przez funkcjonariusza londyńskiej policji metropolitalnej Wayne Couzensa. W trakcie śledztwa okazało się, że już wcześniej pojawiały się sygnały o jego niewłaściwych zachowaniach seksualnych. We wrześniu został on skazany na dożywotnie więzienie bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginięcie 4-latki na kampingu u wybrzeży Australii. Prasa już pisze o „australijskiej Maddie McCann”

Policja poszukuje 4-letniej dziewczynki, która zaginęła w sobotę na kampingu na zachodnim wybrzeży Australii. Funkcjonariusze nie wykluczają, że Cleo mogła zostać uprowadzona. Jej mama zapewnia, że sama nigdy nie wyszłaby z namiotu. Prasa już porównuje zaginięcie małej Australijki do przypadku 3-letniej Maddie McCann z Wielkiej Brytanii, która zaginęła bez śladu w 2007 roku podczas wakacji w Portugalii.

W sobotę wcześnie rano Ellie Smith zauważała, że w namiocie nie ma jej 4-letniej córeczki Cleo. Rodzina spędzała weekend na kampingu Blow Holes na zachodnim wybrzeżu Australii. Od tamtej pory teren przeszukiwany jest z ziemi, morza i powietrza. Do pomocy policji i wolontariuszom włączyło się wojsko. Bez rezultatu.

Matka dziewczynki zeznała policji, że w nocy z piątku na sobotę tuż przed godziną 2:00 Cleo obudziła się, bo chciało jej się pić. Dostała wodę i z powrotem zasnęła obok swojej młodszej siostrzyczki. Kiedy kobieta obudziła się około 6:00 rano, małej w namiocie już nie było. Policja nie wyklucza, że dziecko zostało uprowadzone. Ktoś mógł zabrać z namiotu śpiącą 4-latkę. Hipotezę tę potwierdza fakt, że zniknął także śpiwór, w którym spała dziewczynka.

Inna wersja mówi o tym, że dziewczynka we śnie mogła oddalić się od namiotu i pójść w stronę brzegu, a tam fala podcięła jej nogi i wciągnęła w głąb oceanu.

„Sprawdzimy pod każdym kamieniem. Nie ustaniemy w poszukiwaniu prawdy o tym, jak zniknęła Cleo” – oświadczył Jon Munday z australijskiej policji.

„Sky News” podaje, że w poniedziałek policja przesłuchała ojca dziewczynki. Jednak nic nie wskazuje na to, by był zamieszany w zniknięcie Cleo. Matka zapewnia, że jej córeczka sama by się nie oddaliła. „Jest leniwa, nie lubi wędrówek, ani jazdy na rowerze. Sama by nie wyszła z namiotu” – powiedziała.

Prasa wskazuje na podobne okoliczności zaginięcia Cleo jak w przypadku małej Brytyjki Maddie McCann. 3-latka zaginęła bez śladu w 2007 roku podczas wakacji w Portugalii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo posła w Wielkiej Brytanii. Morderca to syn członka dawnego rządu Somalii

Domniemany zabójca brytyjskiego posła Davida Amessa, Ali Harbi Ali jest synem członka dawnego rządu Somalii i planował przeprowadzenie ataku od ponad tygodnia – ujawniły w niedzielę brytyjskie media. W sobotę wieczorem brytyjskie media ujawniły personalia mężczyzny zatrzymanego w związku z zabójstwem deputowanego. Jak już wcześniej informowano, ma on 25 lat i jest obywatelem brytyjskim somalijskiego pochodzenia, a jego rodzina przybyła do Wielkiej Brytanii z ogarniętej wojną domową Somalii w latach 90.

„Mail on Sunday” i „The Sunday Times” ujawniły, że domniemany zabójca jest synem byłego doradcy ds. komunikacji ówczesnego premiera tego kraju. Harbi Ali Kullane potwierdził, że to jego syn został zatrzymany w związku z zabójstwem posła.

Policjanci prowadzący śledztwo uważają, że Ali Harbi Ali działał sam i według obu tych gazet, badają teorię, iż zradykalizował się w czasie lockdownu, spędzając sporo czasu w internecie.

Był objęty programem, który ma zapobiegać radykalizacji

W sobotę dziennik „The Guardian” podał, że był on w przeszłości objęty rządowym programem Prevent, który ma zapobiegać radykalizacji, ale nie był obserwowany przez kontrwywiad. W ciągu 12 miesięcy do końca marca 2020 r. programem Prevent objętych było ponad 6000 osób. „Mail on Sunday” ujawnia także, iż Ali Harbi Ali prawdopodobnie w przeszłości mieszkał w okręgu wyborczym Amessa – Southend West, ale ostatnim jego miejscem zamieszkania był dom w zamożnej części Kentish Town w północnym Londynie i stamtąd pojechał specjalnie do Leigh-on-Sea, by dokonać zabójstwa.

To jedną z trzech nieruchomości w Londynie przeszukanych przez policję w sobotę.

Przebieg zdarzeń

Amess, 69-letni poseł rządzącej Partii Konserwatywnej, został zamordowany w piątek koło południa w Leigh-on-Sea w południowo-wschodniej Anglii w czasie spotkania z wyborcami ze swojego okręgu. Jak ujawniły media, sprawca najpierw czekał w kolejce, a w pewnym momencie wbiegł do sali i na oczach co najmniej dwóch osób zadał posłowi 17 ciosów nożem, po czym spokojnie poczekał na przyjazd policji. W nocy z piątku na sobotę policja oficjalnie poinformowała, że uważa zabójstwo Amessa za akt terroru, a pierwsze ustalenia wskazują „na potencjalną motywację związaną z islamistycznym ekstremizmem”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rafał Ziemkiewicz wypuszczony przez brytyjskie służby

fot. Michal Wozniak/East News Warszawa 25.11.2018 Debata niepodleglosciowa prowadzona przez tygodnik Do Rzeczy ” Jozef Pilsudski i ksztalt ustroju panstwa ” w Muzeum Narodowym n/z: Rafal Ziemkiewicz

Prawicowy publicysta został zatrzymany po tym, jak wylądował samolotem na terenie Wielkiej Brytanii. Ziemkiewicz otrzymał nakaz natychmiastowego powrotu do Polski. Rafał Ziemkiewicz oczekuje na samolot do Warszawy – podał w sobotę rzecznik resortu dyplomacji Łukasz Jasina. Wiadomość o zwolnieniu Rafała Ziemkiewicza, zatrzymanego wcześniej przez brytyjskie służby na lotnisku w Londynie, podał w sobotnie popołudnie serwis DoRzeczy.pl. Prawicowy publicysta musi natychmiast wrócić do Polski. Ziemkiewicz został zatrzymany na lotnisku Heathrow przy przejściu granicznym. Publicysta wraz z żoną towarzyszył córce, która miała rozpocząć naukę w Oxfordzie.

Według serwisu DoRzeczy.pl publicyście odebrano leki, które miał przy sobie, przez kilka godzin trzymano na lotnisku, a następnie zaprowadzono do pokoju przesłuchań, gdzie pobrano odciski palców i wykonano jego zdjęcia. Ambasada RP w Londynie w rozmowie z PAP potwierdziła, że doszło do zatrzymania Ziemkiewicza. Konsulowie byli w kontakcie z żoną i córką Ziemkiewicza, które zostały przepuszczone przez miejscową straż graniczną.

Już w 2018 r. Rupa Huq, brytyjska parlamentarzystka z Partii Pracy, apelowała do władz Wielkiej Brytanii o niewpuszczanie do kraju Ziemkiewicza. Chodziło o spotkania autorskie publicysty zapowiedziane przez organizację Polska Niepodległa. Zdaniem Huq Ziemkiewicz wyrażał antysemickie i ksenofobiczne wypowiedzi. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Birmingham: Trzech skazanych za zmuszanie do niewolniczej pracy. W tym dwóch Polaków

Na łączne kary ponad 15 lat więzienia skazał sąd w Birmingham trzech członków grupy przestępczej, w tym dwóch Polaków, którzy zwabili do Wielkiej Brytanii obietnicami dużych zarobków ponad 400 obywateli polskich, a następnie zmuszali ich do niewolniczej pracy. To kolejny etap głośnej sprawy, którą brytyjskie media określiły jako największy wykryty w Wielkiej Brytanii proceder współczesnego niewolnictwa. W lipcu 2019 r. ośmioro członków tego gangu – z których wszyscy to obywatele Polski – zostało skazanych na łącznie 55 lat więzienia.

To kolejny etap głośnej sprawy, którą brytyjskie media określiły jako największy wykryty w Wielkiej Brytanii proceder współczesnego niewolnictwa. W lipcu 2019 r. ośmioro członków tego gangu – z których wszyscy to obywatele Polski – zostało skazanych na łącznie 55 lat więzienia.

Gang sprowadził do Wielkiej Brytanii ponad 400 obywateli polskich, którzy w większości byli w trudniej sytuacji finansowej lub osobistej, obiecując im dobrze płatną pracę. Na miejscu okazywało się, że zmuszeni są pracować za głodowe stawki, mieszkać w bardzo prymitywnych warunkach – bez ogrzewania czy ciepłej wody – a pośrednicy odebrali im dokumenty.

Jak pisze we wtorek dziennik „Daily Mail”, jeden z mężczyzn otrzymał zaledwie 10 funtów za pracę przez 13 godzin dziennie przez trzy tygodnie, resztę pensji zabierali im członkowie gangu. Według gazety wszyscy trzej skazani w tej części procesu mężczyźni zarobili na tym procederze po milionie funtów.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Europejski Trybunał Praw Człowieka: ​Rosja jest winna śmierci Aleksandra Litwinienki

​Rosja ponosi winę za śmierć Aleksandra Litwinienki – orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Przypomnijmy, że były podpułkownik rosyjskich służb specjalnych, który uzyskał azyl w Wielkiej Brytanii, został w 2006 roku otruty radioaktywnym polonem-210. Mężczyzna zmarł. 43-letni Aleksander Litwinienko zginął w 2006 roku w Londynie, kilka tygodni po tym, jak został otruty. O zabójstwo przez lata była oskarżana Moskwa, jednak Kreml zawsze temu zaprzeczał.

Według raportu brytyjskich śledczych z 2016 roku, prezydent Władimir Putin prawdopodobnie „zezwolił” na operację zabójstw Litwinienki. Zamachu mieli dokonać były agent KGB Andriej Ługowoj oraz biznesmen Dmitrij Kowtun. ETPC przychylił się do tych wniosków. ETPC uznał, że Rosja naruszyła drugi artykuł Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do życia).

Sędzia ETPC z Rosji Dmitrij Diedow nie zgodził się ze stanowiskiem większości sędziów i w zdaniu odrębnym stwierdził, że w brytyjskim śledztwie jest wiele uchybień, „które budzą uzasadnione wątpliwości co do udziału podejrzanych w otruciu”. Sąd nakazał Rosji wypłacić odszkodowanie wdowie po Litwinience w wysokości 100 tys. euro, a także zapłacić koszty sądowe w wysokości 22,5 tys. euro.

Maria Litwinienko, która w listopadzie 2020 roku złożyła pozew do ETPC, domagała się od Rosji odszkodowania w wysokości 3,5 mln euro.
Źródło info i foto: RMF24.pl