Kolumbia: Tragiczny bilans zamieszek w więzieniu

epa10038678 Members of the Police guard the exterior of the Tulua prison, in Tulua, department of Valle del Cauca, Colombia, 28 June 2022. The number of deaths in the fire that occurred early Tuesday in the prison of the Colombian city of Tulua (southwest), amounted to 51, official sources reported. The tragedy apparently began with a fight that escalated into a riot in which some inmates set mattresses on fire, sparking a fire that spread through much of the medium-security prison. EPA/Ernesto Guzman Jr.
Dostawca: PAP/EPA.

Czterdzieści dziewięć osób zginęło, a trzydzieści zostało rannych podczas próby ucieczki z więzienia w mieście Tuluá w Kolumbii. Zdaniem urzędników, co najmniej 49 więźniów zginęło, a dziesiątki zostało rannych podczas zamieszek w więzieniu w południowo-zachodniej Kolumbii. „Tragiczne i Katastrofalne” – tak opisał to wydarzenie, szef więziennictwa w Kolumbii, generał Tito Castellanos. Urzędnik poinformował lokalną stację radiową „Caracol”, że podczas próby ucieczki 30 osób zostało rannych.

Rzecznik Narodowego Instytutu Więziennictwa potwierdził liczbę ofiar śmiertelnych. Jak poinformował AFP, jest to wstępna ocena sytuacji i liczba ofiar może się zmienić. Ivan Duque, ustępujący prezydent Kolumbii, który przebywa z wizytą w Portugalii, powiedział, że incydent zostanie zbadany.

„Żałujemy wydarzeń w więzieniu w Tuluá w departamencie Valle del Cauca. Jestem w kontakcie z generałem Tito Castellanoi i wydałem instrukcje, by przeprowadzić dochodzenie. Pozwoli ono wyjaśnić nam tę straszną sytuację – napisał na Twitterze Ivan Duque.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Aleksiej Nawalny przeniesiony w nieznane miejsce

Aleksiej Nawalny został przewieziony z kolonii karnej w obwodzie włodzimierskim do nowego więzienia, którego lokalizacja nie jest znana – poinformował współpracownik opozycjonisty, Leonid Wołkow, w rozmowie z niezależnym rosyjskim portalem Meduza. W maju Aleksiej Nawalny przekazał doniesienia, że może zostać przeniesiony do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, znajdującej się w miejscowości Mieliechowo w obwodzie włodzimierskim. – Osadzeni w tym więzieniu piszą, że jest tam dla mnie szykowane coś w rodzaju „aresztu w areszcie” – poinformował wówczas w mediach społecznościowych.

Czołowy rosyjski opozycjonista, który został skazany za rzekome defraudacje finansowe, odbywał wyrok pozbawienia wolności w kolonii karnej w mieście Pokrow w obwodzie włodzimierskim. Kara została zasądzona w 2014 roku i odwieszona w lutym 2021 roku, gdy Nawalny powrócił z Niemiec, gdzie leczył się po próbie otrucia. Zdaniem opozycjonisty zamach na jego życie został zorganizowany przez rosyjskie służby specjalne. Kreml zaprzecza tym oskarżeniom.

W marcu jeden z największych krytyków rządów Władimira Putina usłyszał kolejny wyrok – dziewięć lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Wydano go na podstawie oskarżeń o defraudację i obrazę sądu. Opozycjonista został zobowiązany także do zapłaty grzywny w wysokości 1,2 mln rubli (ok. 11,5 tys. USD).

31 maja Nawalny został oskarżony w kolejnej sprawie karnej. Dotyczy ona „tworzenia organizacji ekstremistycznej i podżegania do nienawiści wobec władz”. Grozi mu za to do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest prawomocny wyrok ws. Amber Gold

Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał prawomocny wyrok ws. Amber Gold. Karę łączną dla Katarzyny P. obniżył o rok, czyli do 11,5 roku więzienia. Kara więzienia orzeczona wobec Marcina P. pozostaje bez zmian – to 15 lat więzienia. Z ustaleń prokuratury wynika, że Amber Gold oszukało ponad 18 tysięcy klientów tej spółki. Stało się to w latach 2009-2012. Klienci kuszeni między innymi wysokim zwrotem z inwestycji w złoto i inne kruszce, wpłacili do Amber Gold ponad 850 mln zł. Latem 2012 spółka zaczęła tracić płynność finansową, a w sierpniu ogłosiła zakończenie działalności, nie wypłacając swoim klientom powierzonych jej pieniędzy ani odsetek od nich.

Jak relacjonuje reporter RMF FM Kuba Kaługa – w uzasadnieniu sędzia Jerzy Sałata mówił, że oskarżeni nie potrafili sensownie wyjaśnić, skąd wzięły się fundusze na rozpoczęcie ich działalności. Podkreślał też, że rola Katarzyny P. nie była marginalna, a oskarżeni ściśle współpracowali ze sobą, choć próbowali to ukryć przed pracownikami. Choć decyzje podejmował Marcin P. to Katarzyna P. wiedziała, na czym polega prowadzony przez nich biznes i że jej mąż – ze względu na wcześniejsze problemy z prawem – nie powinien być prezesem Amber Gold.

Oskarżona zajmowała się działami produktów inwestycyjnych, marketingu, prowadziła nadzór (…). Codziennie otrzymywała raporty, listy wpłat i wypłat. Musiała znać skalę działalności przedsiębiorstwa – podkreślał sędzia Sałata. Dodał, że oskarżona „z funduszu czerpała pełnymi garściami”.

Sąd krytycznie odniósł się do wniosku prokuratury, która chciała dla Marcina P. kary łącznej 25 lat pozbawienia wolności. Jak podkreślał, nie przedstawiono argumentów, które umożliwiałyby wydanie takiego wyroku.

Prokuratura jest zadowolona z dzisiejszego wyroku. Mówimy tutaj o sukcesie nie tylko prokuratury, to jest przede wszystkim sukces polskiego wymiaru sprawiedliwości – stwierdził prokurator Tomasz Janicki z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, który prowadził tę sprawę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wyrok ws. znęcania się nad 10-latkiem z Lubonia

O sprawie zrobiło się głośno w maju ubiegłego roku za sprawą Gazety Wyborczej. Jak podała gazeta, 10-latek napisał w domu kartkę „Mamo, żałuję, że mnie urodziłaś” i wykorzystując chwilę nieobecności opiekunów uciekł na komisariat policji w Luboniu, gdzie poprosił o pomoc. Chłopiec opowiedział policjantom, że przez lata był bity i poniżany przez partnera matki. Wydzielano mu jedzenie, kazano spać na podłodze, musiał wykonywać mnóstwo obowiązków domowych, a jeśli czegoś nie zrobił, musiał tłumaczyć się z tego na papierze.

Jesienią do sądu trafił akt oskarżenia, a 1 grudnia rozpoczął się proces. Na sali pojawił się ojczym 10-latka, który od miesięcy przebywa w areszcie. Dziennikarze nie dowiedzieli się jednak, czy złożył jakieś wyjaśnienia. Wyłączono bowiem jawność procesu ze względu na dobro chłopca i jego młodszego brata. Mężczyzna odpowiadał za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Groziło mu za to 10 lat więzienia. Oskarżona była też matka chłopca, także o znęcanie się nad synem, ale już nie ze szczególnym okrucieństwem. Jej groziło 8 lat więzienia.

W czwartek zapadł wyrok w tej sprawie. Ojczym chłopca, Robert H., ma trafić do więzienia na 5 lat. Dodatkowo ma zakaz kontaktowania się i zbliżania do chłopca. Matka dziecka także została skazana – na rok więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Ona również nie może zbliżać się do dziecka. Wyrok nie jest prawomocny.

10-latek wraz ze swoim młodszym bratem przebywają obecnie w rodzinie zastępczej. O ich dalszym losie decyduje sąd rodzinny.
Źródło info i foto: epoznan.pl

Ekwador: Krwawe walki gangów w więzieniu. Nie żyją 44 osoby

44 więźniów zginęło w zamieszkach, do których doszło w zakładzie karnym Bellavista w prowincji Santo Domingo de los Tsachilas, na północnym zachodzie Ekwadoru – podała w komunikacie prokuratura generalna tego kraju. Media przekazały, że w trakcie starć ponad 200 aresztantów zbiegło z zakładu – dotychczas udało się zatrzymać 115 z nich.

Z szacunków prokuratury generalnej w Ekwadorze wynika, że zwłoki 41 więźniów zostały znalezione wewnątrz zakładu karnego, zaś trzej inni aresztanci zmarli wskutek odniesionych ran w szpitalu. Do tragedii doszło w poniedziałek rano w efekcie walk pomiędzy osadzonymi w więzieniu członkami dwóch antagonistycznych gangów, tzw. Wilków oraz R7. Wskutek starć rannych zostało 13 aresztantów. Powołująca się na źródła w ekwadorskiej policji telewizja Tele Sur podała, że do wtorkowego poranka funkcjonariuszom udało się zatrzymać 115 więźniów, którzy, wykorzystując zamieszki, zbiegli z zakładu karnego. Około 100 innych uciekinierów wciąż jest poszukiwanych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Andżelika Borys zwolniona z białoruskiego więzienia

Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi, została zwolniona z więzienia w mieście Żodzina pod Mińskiem. Przetrzymywana była tam od marca ubiegłego roku. Zatrzymano ją za organizację wydarzenia upamiętniającego żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego na Białorusi.

„Pozostaje na terytorium Białorusi. Jest w kontakcie z polskimi dyplomatami i zostanie objęta odpowiednią opieką. Czuje się dobrze, ale pobyt w areszcie odcisnął na niej piętno”- napisał na Twitterze wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. „Dziękuje polskiej służbie dyplomatyczno-konsularnej za nieustające wysiłki w tej sprawie. Sprawa zwolnienia z aresztu redaktora Andrzeja Poczobuta pozostaje naszym najwyższym priorytetem” – dodał wiceminister.

Telewizja Biełast informuje z kolei, że więzienie zostało zamienione na areszt domowy, a sama Andżelika Borys ma zakaz kontaktowania się z polską dyplomacją.

Prezes Oddziału Związku Polaków na Białorusi w Wołkowysku Maria Tiszkowska powiedziała, że wśród Polaków na Białorusi zapanowała wielka radość. „Dzwonią znajomi, koledzy, koleżanki, w jednej sekundzie wszyscy od razu dowiedzieli się, że Andżelika Borys jest na wolności. Przepełnia nas ogromna radość, jakby tam nie było, ona jest w domu i teraz tylko życzymy jej, żeby szybko wracała do normalnego życia i oczywiście powracała do zdrowia”.

Prezes Podlaskiego oddziału Stowarzyszenia Wspólnota Polska Anna Kietlińska powiedziała w rozmowie z IAR, że z wielką radością przyjęła informację o wyjściu z więzienia działaczki. „Jest uczucie ogromnej radości, chociaż nie do końca, bo wiemy, że Angelika nie jest wolna tak zupełnie, zamieniono formę aresztu. Jest w domu z rodziną, wiemy, że ma być do dyspozycji sędziów śledczych. Najważniejsze, że jest w domu, nie jest w więzieniu, to są zupełnie inne warunki”.

Anna Kietlińska powiedziała, że z Andżeliką Borys kontakt jest bardzo utrudniony, ale w krótkiej rozmowie telefonicznej podziękowała wszystkim, którzy ją wspierali. „Angelika zadzwoniła do jednego z członków Związku Polaków na Białorusi, więc mamy taką informację bezpośrednio od niej. Ona pozdrawia wszystkich, którzy kibicowali, którzy zabiegali o to, żeby krok w tej sprawie poszedł w dobrym kierunku. Jest zmęczona, ale nie można się dziwić, bo to jest rok odosobnienia, samotności”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polscy więźniowie pracują w centrum pomocy dla uchodźców w Ptak Warsaw Expo

Grupa osadzonych, odbywających karę w Areszcie Śledczym w Warszawie Służewcu, pod nadzorem funkcjonariuszy Służby Więziennej pracuje przy przygotowaniu i organizacji największego w Europie miejsca pomocy uchodźcom z Ukrainy, które powstaje w centrum wystawienniczym PTAK Warsaw Expo w Nadarzynie pod Warszawą – poinformowała rzeczniczka aresztu śledczego w Warszawie-Służewcu por. Agnieszka Tracz.

Rzeczniczka wskazała, że po pierwszych doniesieniach na temat tego, że wojska rosyjskie dokonały zbrojnej inwazji na Ukrainę, w areszcie rozpoczęto zbiórkę na rzecz Ukrainy. – A we wtorek podjęto decyzję o skierowaniu skazanych przebywających w Areszcie Śledczym w Warszawie Służewcu do prac na terenie centrum wystawienniczego w Nadarzynie. Osadzeni podejmują najpotrzebniejsze prace na rzecz zorganizowania miejsc noclegowych dla uchodźców – tłumaczyła por. Agnieszka Tracz.

– Udział skazanych w organizacji największego w Europie miejsca pomocy uchodźcom z Ukrainy ma także na celu uwrażliwienie na potrzeby innych. Udział skazanych to objaw empatii. Efekt wychowawczy polega też na uświadomieniu skazanym, że robiąc coś bezinteresownie w swoim wolnym czasie, mogą zrealizować wielkie przedsięwzięcia na rzecz ludzi potrzebujących wsparcia, będących w trudnej sytuacji życiowej – podkreśliła.

– Wśród osadzonych widać zapał i chęć. Podkreślają oni, że wreszcie i oni swoim działaniem mogą przyczynić się do poprawny komfortu tych, którzy muszą uciekać ze swojego kraju – dodała rzeczniczka aresztu śledczego w Warszawie-Służewcu.

20 tysięcy uchodźców w jednym miejscu

Centrum Pomocy Humanitarnej PTAK to największe w Europie miejsce pomocy uchodźcom z Ukrainy. Mieści się w Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie. Ma powierzchnię 150 000 mkw i jednorazowo może przyjąć 20 tys. potrzebujących. Ośrodek zapewnia uchodźcom m.in. pomoc medyczną, tymczasowy nocleg, wyżywienie, podstawowe artykuły higieniczne, a także pomoc psychologiczną. Przez centrum do tej pory przewinęło się 25 tys. uchodźców z Ukrainy. W najbliższym czasie liczba ta prawdopodobnie wzrośnie – podało centrum.

Na terenie ośrodka znajduje się Dworzec Autobusowy, który umożliwia komunikację z krajami całej Europy. Dla przebywających w centrum uchodźców organizowane są wyjazdy do innych ośrodków pomocy i dalszych miejsc zakwaterowania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Od 15 lat ukrywał się przed odsiadką. Był poszukiwany pięcioma listami gończymi

Policjanci zatrzymali w Olszynie 39-latka, który od 15 lat ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Mężczyzna poszukiwany był pięcioma listami gończymi między innymi za przestępstwa gospodarcze, kradzież, udział w bójce oraz pobiciu.

Policjanci z Wydziału Zabezpieczenia Miasta Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie ustalili, że w jednym z mieszkań na terenie miasta ukrywa się poszukiwany od 15 lat mężczyzna. W poniedziałek pojechali na miejsce i zastali 39-latka, który był kompletnie zaskoczony pojawieniem się funkcjonariuszy.

– Sprawdzenie w systemach informatycznych wykazało, że był on poszukiwany na podstawie pięciu listów gończych oraz nakazu doprowadzenia wydanych przez Sąd Rejonowy w Olsztynie. Mężczyzna przez 15 lat ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości między innymi za przestępstwa gospodarcze oraz kradzież czy udział w bójce czy pobiciu – przekazała Komenda Miejska Policji w Olsztynue.

W więzieniu spędzi najbliższe lata

39-latek ma do odbycia łączną karę prawie czterech lat więzienia. We wtorek mężczyzna najprawdopodobniej trafi do zakładu karnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd podjął decyzję ws. Breivika

Sąd okręgu Telemark w południowej Norwegii jednomyślnie odrzucił wniosek Andersa Breivika o przedterminowe warunkowe zwolnienie z więzienia. W opublikowanym we wtorek uzasadnieniu podkreślono, że istnieje duże ryzyko, że ten masowy morderca popełni nowe akty przemocy.

– Dziś ma on (Breivik) ten sam ideologiczny punkt wyjścia dla swoich działań, jak w 2011 roku (gdy doszło do zamachu). (…) Wydaje się, że brakuje mu empatii i współczucia dla ofiar – napisał sędzia.

Jak przekazał mediom obrońca Oystein Storrvik, „Breivik wyraził chęć odwołania od decyzji sądu”. Według norweskiego prawa sąd apelacyjny może nie przyjąć sprawy. Breivik odsiaduje karę 21 lat pozbawienia wolności za dokonanie zamachu bombowego w dzielnicy rządowej w Oslo oraz strzelaniny na wyspie Utoya z 2011 roku, w których zginęło łącznie 77 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Robert N. ps. „Frog” uniewinniony

Warszawski sąd prawomocnie uniewinnił Roberta N., znanego jako „Frog”. Chodzi o rajdy, jakie urządzał na ulicach Warszawy oraz w okolicach Kielc. Wcześniej sąd I instancji częściowo uznał jego winę i wymierzył mu karę 2,5 roku bezwzględnego więzienia. W lutym ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uniewinnił Roberta N. za przestępstwa związane z pirackim rajdem po Warszawie, jednak uznał go winnego tego, że sprowadził bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym. Stało się to, gdy prowadził samochód w lutym 2014 r. pod Kielcami. Mężczyznę skazano na 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Sąd orzekł także 5-letni zakaz prowadzenia pojazdów.

Policja szuka „Froga” w innej sprawie

Od wyroku wniesiono apelację, którą warszawski Sąd Okręgowy rozpoznał w ten wtorek. Jak poinformowała sekcja prasowa tego sądu, sąd zmienił orzeczenie I instancji w ten sposób, że uniewinnił Roberta N. również w tzw. „wątku kieleckim”.

„W pozostałym zakresie wyrok utrzymano w mocy” – przekazano. Oznacza to, że w tej sprawie Robert N. jest prawomocnie niewinny.

„Frog” poszukiwany jest obecnie przez policję w związku z inną ze spraw – chodzi o prowadzenie samochodu mimo sądowego zakazu. W 2020 r. prawomocnie skazano go za to na 1,5 roku pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl