Rywal Aleksandra Łukaszenki trafi na 14 lat do więzienia

Na 14 lat więzienia skazał we wtorek sąd w Mińsku Wiktara Babarykę, byłego bankiera, który w ubiegłym roku zamierzał stanąć do wyborów prezydenckich przeciwko Aleksandrowi Łukaszence. Proces toczył się przed Sądem Najwyższym, a wyrok nie podlega apelacji. Babaryka nie został zarejestrowany jako kandydat w wyborach. W czerwcu ubiegłego roku aresztowano go za rzekome machinacje finansowe i korupcję.
Źródło info i foto: onet.pl

John McAfee zmarł w więzieniu

Amerykański programista John McAfee został w środę znaleziony martwy w swej celi w więzieniu w Barcelonie. Tego dnia hiszpański sąd zgodził się na jego ekstradycję do USA. Twórca firmy McAfee, w której powstały jedne z pierwszych programów antywirusowych, był oskarżany o przestępstwa podatkowe. Amerykańska prokuratura federalna zarzucała McAfee unikanie płacenia podatków, nieskładanie deklaracji podatkowych i ukrywanie majątku. Dodatkowo Komisja Papierów Wartościowych (SEC) oskarżała mężczyznę o zarobienie ponad 23 mln dolarów na wprowadzających w błąd rekomendacjach dotyczących handlu kryptowalutami. Groziło mu 30 lat więzienia.

Działającego w branży cyberbezpieczeństwa przedsiębiorcę zatrzymano na lotnisku w Barcelonie w październiku 2020 roku i od tego czasu przebywał w hiszpańskim więzieniu. McAfee tłumaczył, że formułowane przeciwko niemu oskarżenia miały charakter polityczny i łączyły się z jego nieudanym startem w prawyborach amerykańskiej Partii Libertariańskiej przed wyborami prezydenckimi w 2020 roku.

Hiszpański prokurator podkreślił, że przedsiębiorca po prostu uchylał się od płacenia podatków, a w zarzutach trudno dopatrywać się politycznej motywacji, ponieważ Partia Libertariańska rzadko zdobywa w USA więcej niż jeden procent głosów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mężczyzna, który spoliczkował prezydenta Macrona trafi do więzienia

28-letni Damien Tarel, który we wtorek spoliczkował prezydenta Francji Emmanuela Macrona, został skazany w czwartek na cztery miesiące bezwzględnego więzienia. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że sprawca napaści dopuścił się aktów przemocy wobec funkcjonariusza publicznego.

We wtorek (8 czerwca) 28-latek spoliczkował prezydenta Emmanuela Macrona, aby wyrazić sprzeciw wobec jego polityki w imieniu „żółtych kamizelek”. Prezydent został uderzony w twarz podczas spotkania z obywatelami w Valence w południowo-wschodniej Francji.

Mężczyzna, który we wtorek zaatakował prezydenta Emmanuela Macrona trafi do więzienia na cztery miesiące. Damien Tarel został jednak skazany w czwartek (10 czerwca) na 18 miesięcy pozbawienia wolności, z czego 14 w zawieszeniu. Tarel podczas procesu powiedział, że nie należy do żadnej partii politycznej, i że ma poglądy „prawicowe i skrajnie prawicowe”. – Emmanuel Macron bardzo dobrze symbolizuje upadek naszego kraju – stwierdził mężczyzna przed sądem. Dodał również, że jego atak na prezydenta Macrona nie był planowany, a impulsywny.

W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że sprawca napaści dopuścił się aktów przemocy wobec funkcjonariusza publicznego. Oprócz orzeczenia czterech miesięcy bezwzględnego więzienia, sąd zdecydował również, że mężczyzna zostanie pozbawiony prawa do głosowania na trzy lata i nie będzie mógł posiadać broni przez okres pięciu lat. Sąd nałożył również sankcję dożywotniego zakazu pracy w publicznych instytucjach.

Podczas przedstawiania aktu oskarżenia wobec 28-latka, prokurator stwierdził, że spoliczkowanie prezydenta jest „czynem absolutnie niedopuszczalnym”. – Ten gest nie był chęcią jedynie uderzenia, ale upokorzeniem. Sprawca potraktował swojego rozmówcę jak dziecko, które chciałoby się spoliczkować. Zlekceważył go – analizował prokurator.

Wcześniej prezydent Francji wezwał, by zrelatywizować napaść, która jego zdaniem stanowiła wyłącznie „głupi akt przemocy”. Jak zapowiedział w rozmowie z mediami, był to incydent, który nie wpłynie na jego chęć spotykania się z Francuzami. Macron zapowiedział dalsze bezpośrednie spotkania z wyborcami. Francuska klasa polityczna jednogłośnie potępiła wtorkowy atak na prezydenta.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zbigniew Stonoga wraca do Polski

Zbigniew Stonoga musi zostać deportowany do Polski do 4 czerwca – powiedziała we wtorek rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie. Deportacja odbędzie się w środę – ujawnił datę obrońca Stonogi adwokat Michał Wąż. Zbigniew Stonoga przyjechał do Holandii po tym, jak odmówiono mu udzielenia azylu w Norwegii. Kontrowersyjny biznesmen uciekł z Polski, pomimo że w związku z jedną ze spraw prowadzonych przez Prokuraturę Regionalną w Lublinie miał zakaz opuszczania kraju.

Podczas jego pobytu w Holandii polskie prokuratury skierowały do sądu w Amsterdamie sześć Europejskich Nakazów Aresztowania. To spowodowało, że postępowanie azylowe zostało umorzone.

Deportację z Amsterdamu zaplanowano w środę na godzinę 13. Zbigniew Stonoga wyląduje w Polsce około godziny 14.30 – poinformował we wtorek jego adwokat Michał Wąż. To skutek wyroku amsterdamskiego sądu z 25 maja, który zdecydował o wydaleniu Stonogi z Holandii.

W obronę Stonogi zaangażował się m.in. b. prezydent Lech Wałęsa. „Wprost” dotarł do pisma, które były prezydent wysłał do Norweskiego Urzędu Imigracyjnego. Wałęsa zwrócił się do Norwegów z pozytywną rekomendacją dotyczącą wniosku o azyl polityczny dla Stonogi. W ocenie Wałęsy Stonoga jest osobą prześladowaną z powodów politycznych.

Portal tvp.info podał, że o azyl dla Stonogi zabiegał u władz Norwegii także dziennikarz Gazety Wyborczej Wojciech Czuchnowski. W maju ub.r. portal niezalezna.pl pisał o tym, jak Czuchnowski zaangażował się w obronę i zrzutkę pieniędzy. „Pomóżmy. Ten człowiek jest ciężko chory. Areszt to dla niego śmierć…” – napisał w mediach społecznościowych Czuchnowski.

Obecnie przeciwko Stonodze toczy się kilka postępowań karnych. W Prokuraturze Regionalnej w Lublinie usłyszał zarzuty oszustw podczas prowadzenia działalności charytatywnej i prania brudnych pieniędzy. Chodzi o ponad 900 tys. zł. Czyny te zagrożone są karą do 15 lat więzienia.

W kolejnym postępowaniu Stonoga jest podejrzany o przywłaszczenia 253 tys. zł na szkodę fundacji swojego imienia, a także prania pieniędzy. Jak ustaliła prokuratura, większość przywłaszczonych pieniędzy, 217 tys. zł, miał przeznaczyć na zakup żetonów do gry w jednym z warszawskich kasyn.

Kolejne śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa–Praga. W tym postępowaniu Stonoga jest podejrzany o przywłaszczenie blisko 4,5 mln zł pochodzących z wpłat osób zainteresowanych nabyciem udziałów w dwóch spółkach.

Pod inną sygnaturą w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga zarejestrowane jest śledztwo, w którym Stonoga podejrzany jest o przestępstwa skarbowe i wyłudzenia VAT. Chodzi m.in. o „dokonanie wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami” oszustw na szkodę Skarbu Państwa oraz wyłudzeń VAT na łączną kwotę ponad 2 mln zł; usiłowanie wyłudzenia zwrotu VAT w kwocie 4 mln zł i kierowanie usiłowaniem wyłudzenia kolejnych 700 tys. zł. Miał także, zdaniem prokuratury, prać „brudne pieniądze”.

Z kolei Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła Zbigniewowi Stonodze zarzut doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem dwóch osób w kwocie 532 tys. zł. Sąd Okręgowy w Krakowie poszukuje zaś Stonogę w związku z postępowaniem zainicjowanym aktem oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Został oskarżony o popełnienie 15 przestępstw, w tym o wyrządzenie szkody w kwocie ok. 42 mln zł w mieniu, o pranie „brudnych pieniędzy” i oszustwa podatkowe na kwotę około 2 mln zł.

Prokuratura Krajowa podaje, że Stonoga w ciągu ostatnich 20 lat był skazany 28 razy. Przeciwko niemu toczyły się postępowania dotyczące m.in. przestępstw gospodarczych, fałszowania dokumentów, oszustw, składania fałszywych zeznań i znieważania (w tym Prezydenta RP).
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

„Bestia z Sulikowa” w areszcie

Sąd Rejonowy w Kamieniu Pomorskim zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla mężczyzny podejrzanego o zabójstwo 18-letniej Magdy. Ciało dziewczyny znaleziono w niedzielę w lesie, 28-latek miał ją udusić. Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla Dawida J., któremu grozi dożywotnie więzienie. 28-latek usłyszał zarzut zabójstwa, przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale nie podał, jak to zrobił ani czym się kierował.

Ciało 18-letniej Magdaleny M. znaleziono w niedzielę w lesie pomiędzy miejscowościami Sulikowo a Świniec, ok. 10 km od Kamienia Pomorskiego. Dziewczyna zaginęła w ubiegły poniedziałek, pojechała swoim skuterem na zakupy i nie wróciła, nie było też z nią kontaktu. Po analizie nagrań z monitoringu oraz danych logowania telefonu policja zatrzymała 28-letniego Dawida J. Ustalono, że dziewczyna miała problem z uruchomieniem skutera, a 28-latek zaproponował, że ją podwiezie.

W lesie miał ją udusić i ukryć ciało przy korzeniach drzew, przykrywając je liśćmi.

Dawid J. był wcześniej karany za gwałt i za morderstwo, którego dopuścił się w wieku 14 lat na 13-letniej koleżance ze szkoły. Było to 20 czerwca 2006 roku w Sulikowie. Sylwia miała wracać ze szkoły autobusem, ale koleżankom przekazała, że idzie na spacer „z Dawidem” – jej sąsiadem. Wtedy widziano ją po raz ostatni.

Po zaginięciu dziewczyny niespełna 15-letni Dawid J. został przesłuchany. Bez mrugnięcia okiem opowiedział policjantom, że widział jak zaginiona wsiadała do samochodu z nieznajomym. Ciało dziewczynki znaleziono w prowizorycznym grobie na polu rzepaku. Ślady DNA wskazały sprawcę: Dawida. Ustalono, że napadł on dziewczynę, pobił, zgwałcił, a następnie udusił sznurówkami z jej własnych butów.

Nastolatek nie mógł wtedy odpowiadać jak dorosły, został skazany na pobyt w poprawczaku. Wyszedł, gdy ukończył 21 lat, bo dłużej nie mógł już tam przebywać. W trakcie odsiadywania kary popadał w kolejne konflikty z prawem. Podczas przepustki miał seksualnie wykorzystać jedną ze swoich sióstr. Gdy miał lat 17 uciekł z poprawczaka, pojechał do Wrocławia, gdzie napadł i okradł nastolatkę. Do katalogu przestępstw doszedł rozbój.

Po wyjściu z poprawczaka Dawid J. wrócił do rodzinnego domu w Sulikowie. Zamieszkał obok rodziny swojej pierwszej ofiary. Rodzice Sylwii musieli wyprowadzić się z miejscowości. Nie mogli znieść świadomości, że tuż obok był morderca ich córki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pijana kobieta zaatakowała nożem 60-latka na przystanku kolejowym

Do tymczasowego aresztu trafiła 42-letnia kobieta, która na przystanku kolejowym w pow. węgrowskim (Mazowieckie) zaatakowała nożem 60-letniego mężczyznę. 42-latka trakcie sprzeczki z nieznajomym zadała mu nożem kilka ciosów. Jak poinformowała w środę rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Węgrowie mł. asp. Monika Księżopolska, do zdarzenia doszło w niedzielę na przystanku PKP w Łochowie (pow. węgrowski).

Oboje byli pijani

Jak ustalili policjanci, między nieznajomymi doszło do utarczki słownej, podczas której kobieta wyjęła nóż i dźgnęła nim kilkukrotnie rozmówcę. Jak się okazało oboje byli pijani. Agresorka miała w organizmie 2 promile alkoholu, a zaatakowany przez nią mężczyzna blisko 1 promila.

Mężczyzna trafił do szpitala, a kobieta do aresztu
 
60-latek z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala, a kobieta osadzona w policyjnym areszcie. „Po usłyszeniu zarzutu usiłowania zabójstwa, 42-latka kolejne trzy miesiące spędzi w areszcie, który zastosował sąd jako środek zapobiegawczy” – dodała policjantka.

Za usiłowanie zabójstwa grozi kara więzienia na czas nie krótszy niż 8 lat, kara więzienia 25 lat albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dyrekcja więzienia pomagała osadzonym? Sześciu pracowników usłyszało zarzuty

W wyniku śledztwa Centralnego Biura Antykorupcyjnego dyrektorka Zakładu Karnego w Nowogardzie oraz jej zastępca zostali tymczasowo aresztowani. Oboje usłyszeli zarzuty dotyczące m.in. korupcji i przekroczenia uprawnień. Grozi im do 10 lat więzienia. W sumie funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali sześć osób. Wśród nich jest dyrektorka Zakładu Karnego w Nowogardzie Luiza W., która najbliższe 30 dni spędzi w areszcie. Trzymiesięczny areszt zastosowano natomiast wobec jej zastępcy, kapitana Roberta B.

„Jednocześnie agenci CBA przeszukali i zabezpieczyli materiały dowodowe na terenie trzech placówek penitencjarnych podległych Okręgowemu Inspektoratowi Służby Więziennej w Szczecinie oraz mieszkań prywatnych” – przekazało CBA w komunikacie.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego zatrzymanym przedstawiono zarzuty korupcyjne oraz przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych. Śledztwo dotyczy wręczenia korzyści majątkowych funkcjonariuszom Służby Więziennej. Proceder miał trwać w latach 2019-2020. Dyrektorce placówki oraz jej zastępcy grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat. Z nieoficjalnych ustaleń TVP3 Szczecin pracownicy więzienia mieli współpracować z osadzonymi, członkami grup przestępczych.
Źródło info i foto: wp.pl

44-latek skazany na 9 lat więzienia. Zmuszał żonę do jedzenia odchodów dzieci. Dzieciom kazał znęcać się nad matką

W poniedziałek sąd w Utrechcie skazał 44-letniego mężczyznę na karę dziewięciu lat pozbawienia wolności za wyjątkowo bestialskie znęcanie się nad rodziną. Mężczyzna między innymi zmuszał dzieci do bicia swojej matki. Z informacji niderlandzkich mediów wynika, że mieszkająca w Utrechcie w Holandii rodzina była terroryzowana od 2007 r., jednak dopiero po tym jak w czerwcu ubiegłego roku żona została ugodzona nożem w udo, sprawa została zgłoszona na policję.

Z sądowego protokołu wyłania się makabryczny obraz życia ze zwyrodnialcem. Mężczyzna nie tylko bił żonę i dzieci, ale także zmuszał te ostatnie, aby znęcały się nad matką. Ta z kolei musiała pić i jeść odchody własnych dzieci.

Zasądzony wyrok był wyższy o rok od kary, jakiej domagał się prokurator.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wielka Brytania: 36-letni Polak skazany. Upozorował własne porwanie

36-letni Polak został skazany przez brytyjski sąd na karę więzienia za sfingowanie własnego porwania. Jak się okazało mężczyzna cały czas był bezpieczny we własnym domu. Informacja o rzekomym porwaniu postawiła na nogi miejscowe służby. Mariusz K. – „utalentowany kucharz z Trowbridge” – jak określają go brytyjskie media, zaalarmował SMS-em swojego szefa, że został porwany i wywieziony w bagażniku samochodu za miasto. 

Według jego relacji, porywacze chcieli odzyskać pieniądze, które był im winny – chodziło o kilka tysięcy funtów. O zdarzeniu poinformował również swoją polską przyjaciółkę, którą poprosił o pomoc. 

Po kilku godzinach mężczyzna przesłał wiadomość, że udało mu się uciec porywaczom. Spotkał się ze swoją przyjaciółką twierdząc, że jego rodzina ciągle jest w niebezpieczeństwie, a on musi przekazać porywaczom 1600 funtów. Kobieta wzięła w banku pożyczkę i przekazała całą kwotę Polakowi. 

Kłopoty finansowe

Sprawą porwania zajęła się policja. Nad rozwikłaniem zagadki pracowało 22 funkcjonariuszy. W końcu cała prawda wyszła na jaw. Okazało się, że historia z porwaniem została zmyślona przez 36-letniego Polaka. Mężczyzna miał sfingować swoje porwanie z powodu problemów finansowych. W czasie rzekomego porwania cały czas przebywał w swoim mieszkaniu. 

36-latek został oskarżony o składanie fałszywych zeznań i wprowadzenie służb w błąd. Obrońca Polaka wnioskował o łagodny wyrok, który nie skutkowałby ograniczeniem wolności. Argumentował to faktem, że 36-latek „nie chciał wpędzić innych w kłopoty”.

W lutym sąd w Salisbury uznał naszego rodaka winnym. 22 marca Polak usłyszał wyrok – 16 miesięcy pozbawienia wolności. – To niezwykły, dziwny i raczej smutny przypadek – stwierdził sędzia ogłaszający wyrok. 

36-latek musi również zwrócić wraz z nawiązką pieniądze, które wyłudził od swojej przyjaciółki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Sprawca zamachu w Bostonie zostanie skazany na śmierć? Sąd Najwyższy rozpatrzy wniosek

Amerykański Sąd Najwyższy wydał zgodę na rozpatrzenie wniosku o karę śmierci dla Dżochara Carnajewa, terrorysty, który wraz z bratem przeprowadził zamach bombowy w czasie bostońskiego maratonu w 2013 roku. Mężczyzna odbywa obecnie karę dożywotniego pozbawienia wolności. O przywrócenie kary śmierci dla zamachowca wnioskowała administracja poprzedniego prezydenta Donalda Trumpa.

Podczas ataku 15 kwietnia 2013 roku z użyciem dwóch bomb zginęły trzy osoby, a ponad 260 zostało rannych. Starszy brat Carnajewa, 26-letni Tamerlan, został zabity w strzelaninie z policją trzy dni później. Ranny Dżochar został ujęty.

W czerwcu roku 2015 roku został skazany na najwyższy wymiar kary między innymi za zabicie Krystle Campbell, Martina Richarda oraz Lingzi Lu, a także policjanta Seana Colliera. Jest przetrzymywany w więzieniu federalnym o zaostrzonym rygorze w Florence, w stanie w Kolorado.

W lipcu ubiegłego roku federalny sąd apelacyjny uchylił wcześniejszy wyrok śmierci na terrorystę. Przychylając się do wniosku obrony uznał ich argumenty, że Dżochar Carnajew ma prawo do nowego procesu, ponieważ sędziowie przysięgli byli stronniczy, a przy ich wyborze popełniono błędy. Podkreślił jednak, że sprawca zamachu dopuścił się „niewyobrażalnie brutalnych czynów (…) i spędzi pozostałe mu dni w więzieniu”.

O interwencję do Sądu Najwyższego zwróciła się administracja byłego prezydenta Donalda Trumpa. Przypomniała, że bomby „spowodowały oszałamiające obrażenia, a po wybuchu ulica wyglądała jak pobojowisko”. W petycji do Sądu Najwyższego rząd przedstawił wydarzenia, które miały miejsce w dniu zamachu i skrytykował orzeczenie sądu apelacyjnego po jednym z „najważniejszych postępowań w procesie o terroryzm w historii naszego narodu”.

We wniosku do Sądu Najwyższego prawnicy administracji Trumpa napisali, że jeśli nie podejmie działań, prokuratorzy będą musieli powtórzyć proces. Jak przekonywali, „ofiary, potencjalni sędziowie przysięgli, sąd okręgowy, rząd i naród” nie powinni ponosić ciężaru wysiłków w sprawie przywrócenia kary śmierci.

CNN zwraca uwagę, że nie jest jasne, czy nawet gdyby kara śmierci w sprawie Carnajewa została przywrócona, wyrok zostałby wykonany. Administracja prezydenta Joe Bidena przeciwna jest bowiem skazywaniu przez sądy federalne na karę śmierci.
Źródło info i foto: tvn24.pl