Afganistan: Tworzą się szwadrony śmierci. Informacje o egzekucjach

Kolejne niepokojące informacje płyną z Afganistanu. Pojawiły się informacje o szwadronach śmierci talibów. Mają wyciągać z domów współpracowników Zachodu i dokonywać egzekucji. Tłumacze i inne osoby, które współpracowały ze Stanami Zjednoczonymi i Wielka Brytanią w Afganistanie żyją w strachu. Jak podaje „The Sun”, władzę w opanowanym przez talibów Kabulu przejęła ekstremistyczna policja zwana szwadronami śmierci.

„Siły talibów cementują teraz swoje rządy, podczas gdy Zachód nadal desperacko próbuje ewakuować swoich obywateli i tysiące Afgańczyków, którzy chcą uciec przed bezwzględnym reżimem” – podaje portal.

Jednocześnie miał pojawić się przeciek dokumentu Organizacji Narodów Zjednoczonych, z którego wynika, że talibowie poszukują każdego, kto współpracował z NATO lub USA. Raport – dostarczony przez konsultantów ONZ ds. oceny zagrożeń i widziany przez AFP – mówi, że talibowie posiadają „listy priorytetowe” osób, które chcą odszukać. Głównymi celami są ci, którzy odgrywali kluczową rolę w afgańskim wojsku, policji i służbach wywiadowczych.

Zagrożeni są także członkowie rodzin osób znajdujących się na liście – podaje „The Sun”. Media informują o krewnym jednego z dziennikarzy, który miał zostać zastrzelony.
Źródło info i foto: wp.pl

Afganistan: Talibowie odpowiadają na pytania dziennikarzy

Drugi dzień po zajęciu Kabulu przez talibów nie był naznaczony takim chaosem jak pierwszy, choć wcale nie oznacza to, że minął strach Afgańczyków i Afganek. Talibowie zapewniają o amnestii dla dotychczasowych wrogów i zapewnieniu kobietom praw – ale w ramach swojej interpretacji zasad islamu. Tysiące osób chcą się wydostać z kraju, co staje się możliwe dzięki przywróceniu funkcjonowania lotniska. Sytuacja wokół niego pozostaje napięta. Talibowie zapewniają, że w Afganistanie będzie panował pokój, a „prawa kobiet będą respektowane”. Islamiści, którzy w niedzielę zdobyli Kabul i przejęli władzę w kraju, dzisiaj wystąpili na pierwszej w historii konferencji prasowej w stolicy.

Główny rzecznik talibów zorganizował konferencję prasową w tym samym miejscu, w którym spotkania z dziennikarzami organizowało biuro prasowe dotychczasowego rządu w Kabulu. Zabihullah Mujahid, który jest rzecznikiem ruchu od lat, ale dotąd przez cały czas był w ukryciu, mówił, że dla nowych władców najważniejsze będzie poszanowanie zasad islamu.

W tłumaczonych na język angielski wypowiedziach mówił, że nowe władze zaprowadzą pokój, a osoby, które dotąd pracowały dla obcych wojsk jako kontraktorzy czy tłumacze, nie mają się czego obawiać. – Islamski Emirat Afganistanu nie będzie się na nikim mścił. Wiem, że popełniono wiele błędów, które przysłużył się okupantom. Chcemy, żeby Afganistan nie był polem bitwy. Ułaskawiliśmy wszystkich, którzy przeciwko nam walczyli – mówił. Zapewnił też, że prawa kobiet będą przestrzegane. – Kobiety będą miały utrzymane swoje prawa, czy to w pracy, czy w innych czynnościach. Kobiety są ważną częścią społeczeństwa. Gwarantujemy im wszystkie ich prawa, w granicach wyznaczonych przez islam – podkreślał.

Na konferencji, a także na ulicach miasta oraz w programach telewizyjnych znów pojawiły się kobiety. Jednak wiele osób zadaje pytania o to, co dokładnie oznaczają i jak długo utrzymają się obecne obietnice talibów – szczególnie po tym, jak zagraniczne wojska i część mediów ostatecznie opuszczą kraj. Wiele aktywistek, obrończyń praw człowieka wyraża obawy o swoje prawa, bezpieczeństwo i życie.

Rzecznik talibów zapewniał też, że prywatne media będą mogły nadal pracować w Kabulu i mówił, że trwają prace nad utworzeniem nowego „islamskiego rządu” w Afganistanie. Do Afganistanu wrócił współzałożyciel i druga pod względem ważności osoba w ruchu talibów – mułła Abdul Ghani Baradar. Samolot, którym podróżował z Kataru, wylądował w Kandaharze w południowo-wschodniej części kraju.

Równocześnie jednak w Pandższirze, jedynym miejscu w Afganistanie, którego talibowie nigdy nie zdobyli, syn legendarnego afgańskiego komendanta Ahmada Szacha Massuda ogłosił powstanie ruchu oporu przeciwko talibskim władzom. Do grupy przystąpił też dotychczasowy wiceprezydent Afganistanu Amrullah Saleh, który twierdzi, że wobec ucieczki z kraju prezydenta Aszrafa Ghaniego to on jest pełniącym obowiązki prezydenta. Bojownicy z Pandższiru w 1996 roku nie uznali ówczesnej władzy talibów. To właśnie oni byli największym sojusznikiem Zachodu w Afganistanie w 2001 roku, kiedy Amerykanie odsuwali talibów od władzy.

Trwa ewakuacja z Afganistanu

Tymczasem z Kabulu są ewakuowani kolejni obcokrajowcy, w tym Polacy. Na wydostanie się z Afganistanu czekają współpracownicy polskiego wojska i nie tylko – część z nich dosłownie koczuje na lotnisku w oczekiwaniu na samolot. Polskie maszyny wojskowe wyruszyły na misję, ale nie jest jasne, kiedy dokładnie wylądują w Kabulu i zabiorą Afgańczyków.

Sytuacja na lotnisku nie jest tak chaotyczna, jak w poniedziałek – gdy tłum ludzi dostał się na płytę i próbował wchodzić do samolotów – jednak pozostaje napięta. Wiele osób czeka na obiecaną przez kraje zachodu ewakuację, a na terenach wokół lotniska są talibowie.

We wtorek pierwszy francuski samolot z ewakuowanymi z Kabulu wylądował po południu na paryskim lotnisku w Roissy. Na pokładzie znajdowało się czterdziestu pięciu cywilów – to przede wszystkim obywatele Francji, ale także Afgańczycy pracujący dla francuskiego rządu. Także niemiecki samolot zabrał co najmniej 150 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Morderstwo na wyspie Phuket. Jest reakcja władz Tajlandii

Zaostrzenie środków bezpieczeństwa i przyspieszenie śledztwa zapowiedział premier Tajlandii, generał Prayuth Chan-ocha. Stało się tak po znalezieniu zwłok turystki ze Szwajcarii. Przyczyną jej śmierci było najprawdopodobniej morderstwo.

– Premier (generał Prayuth Chan-ocha) nakazał odpowiednim służbom, by przyspieszyły śledztwo, a sprawców aresztowano – poinformował rzecznik rządu Tajlandii Anucha Burapachaisri.

Chan-ocha wydał także zalecenie dotyczące „zaostrzenia środków bezpieczeństwa, a także tych dotyczących zdrowia” turystów na wyspie Phuket.
To reakcja na śmierć turystki ze Szwajcarii. Tamtejsze media twierdzą, że kobieta pracowała w służbie dyplomatycznej tego kraju.

Morderstwo na Phuket

W czwartek, w pobliżu wodospadu na wyspie Phuket znaleziono zwłoki 57-letniej kobiety. Jak relacjonowała policja, leżały tam „od co najmniej trzech dni”.
Źródło info i foto: wp.pl

Białoruś: Dziennikarze wypuszczeni z aresztu

Niezależni białoruscy dziennikarze: Studzińska, była wieloletnia reporterka Radia Swaboda oraz Hruzdziłowicz i Daszczyński z tej samej redakcji a także Iliasz i Halota z telewizji Biełsat zostali wypuszczeni z aresztu w Mińsku – poinformowały w poniedziałek rano niezależne media.

Inna Studzińska, Aleh Hruzdziłowicz i Aleś Daszczyński ze Swabody oraz Ihar Iliasz i jeszcze jedna dziennikarka Biełsatu Hanna Halota zostali zatrzymani 16 lipca. Tego dnia funkcjonariusze resortów siłowych Białorusi przeprowadzili co najmniej kilkanaście rewizji w mieszkaniach dziennikarzy oraz w redakcjach niekontrolowanych przez państwo mediów, w tym wielu mediów lokalnych.

Daszczyńskiego i Halotę zwolniono z aresztu w piątek.

Władze i rządowe media twierdzą, że niezależne redakcje i organizacje pozarządowe, które również stały się celem masowych rewizji, przesłuchań i zatrzymań, działały na rzecz „mocodawców z Zachodu” i uczestniczyły w „finansowaniu protestów” na Białorusi. Radio Swaboda jest finansowane przez USA, a telewizja Biełsat przez Polskę. Dziennikarze tych mediów pracujący na Białorusi są obywatelami tego kraju.
Źródło info i foto: TVP.info

Belgia: Znaleziono ciało poszukiwanego żołnierza. Groził władzom i wirusologom

Ciało znalezione dziś w lesie koło Maaseik w Belgii to zwłoki poszukiwanego od ponad miesiąca Jürgena Coningsa. Wskazują na to wstępne ustalenia – poinformowała belgijska prokuratura. Chodzi o żołnierza, który w połowie maja zbiegł z bronią maszynową oraz wyrzutnią rakiet i groził belgijskim władzom i wirusologom.

Jürgen Conings był poszukiwany od 17 maja nie tylko przez belgijskie służby, ale także przez Interpol. 46-latek miał powiązania z ugrupowaniami skrajnie prawicowymi i rasistowskimi.

Według wstępnych wyników śledztwa, prawdopodobnie Conings zastrzelił się. „Nie zostało to jednak jeszcze potwierdzone przez dochodzenie medyczno-prawne” – zastrzega prokuratura.

Ciało znalazł burmistrz miasta Maaseik Johan Tollenaere, który wybrał się rano na przejażdżkę rowerem górskim. W lesie Dilserbos poczuł ostry zapach rozkładających się zwłok. Sam nie rozpoczął poszukiwań, ale wezwał policję. Jak twierdzi, od razu pomyślał, że może chodzić o Coningsa.

Zwłoki znajdowały się nieco pozą strefa pierwszych poszukiwań mężczyzny, w których uczestniczyło ponad pół tysiąca policjantów, żołnierzy i komandosów. Przy ciele znaleziono broń, a mężczyzna miał na sobie kamizelkę kuloodporną.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Separatyści twierdzą, że przesłuchali Ramana Pratasiewicza. MSZ chce wyjaśnień od Białorusi

Ambasada Ukrainy w Mińsku zwróciła się do białoruskich władz o oficjalne wyjaśnienia w sprawie informacji o przeprowadzonych działaniach śledczych w sprawie Ramana Pratasiewicza przez „prokuraturę generalną” samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL).

Informację o przeprowadzeniu „działań śledczych” na Białorusi należy rozpatrywać w kontekście rosyjskich prób zagwarantowania podległym jej nielegalnym ugrupowaniom jakiejkolwiek pseudopodmiotowości. To tylko potwierdza, że operację z przymusowym lądowaniem samolotu Ryanair i zatrzymaniem Ramana Pratasiewicza rozegrano według rosyjskiego scenariusza – powiedział w środę agencji Interfax-Ukraina rzecznik MSZ w Kijowie Ołeh Nikołenko.

„Prokuratura generalna ŁRL” poinformowała o tym, że przeprowadziła działania śledcze wobec zatrzymanego w Mińsku Pratasiewicza. Podziękowała białoruskiemu przywódcy Alaksandrowi Łukaszence i białoruskim organom ścigania za taką możliwość.

Pratasiewicz w Donbasie

Prorosyjscy separatyści z tzw. ŁNR zarzucają Pratasiewiczowi rzekomy udział w walkach w Donbasie w szeregach ukraińskiego batalionu Azow. W komunikacie „prokuratury” stwierdzono, że Pratasiewicz złożył potwierdzające zeznania.

Rzecznik MSZ w Kijowie powiedział agencji Interfax-Ukraina, że ambasada Ukrainy w Mińsku zwróciła się do białoruskich władz o oficjalne wyjaśnienia w tej sprawie. Stwierdził przy tym, że nie może być mowy o „prokuraturze generalnej ŁRL”, ponieważ „faktycznie kontrolę na tymczasowo okupowanych terytoriach ługańskiego obwodu sprawuje okupacyjna administracja Federacji Rosyjskiej”.

Portal Naviny.by pisze, że podczas poniedziałkowej konferencji prasowej Dzmitryj Hara, szef białoruskiego Komitetu Śledczego, powiedział, że w sprawie Pratasiewicza nie napływały żadne wnioski z zagranicy. Pratasiewicz z kolei podkreślił, że „wszelkie oficjalne zeznania składa tylko wobec przedstawicieli Komitetu Śledczego”. Bloger nie sprecyzował, czy składał „nieoficjalne” zeznania – zaznacza portal. Takich odpowiedzi udzielili na pytanie o to, czy na Białoruś przyjechali przedstawiciele samozwańczej republiki.

Szef MSZ w Kijowie Dmytro Kułeba zapowiedział wcześniej, że jeśli Łukaszenka zaprosi do Mińska „prokuratorów” z separatystycznej ŁRL w sprawie Pratasiewicza, odpowiedź władz Ukrainy będzie „bolesna”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szef NATO żąda uwolnienia Ramana Pratasiewicza

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg potępił władze Białorusi, które w niedzielę zmusiły do lądowania w Mińsku samolot pasażerski lecący z Aten do Wilna. W oświadczeniu szef Sojuszu nawiązał także do aresztowań członków Związku Polaków na Białorusi.

„Zdecydowanie potępiam przymusowe lądowanie samolotu pasażerskiego w drodze z jednej stolicy kraju NATO do drugiej. To oznaczało porwanie samolotu. Obywatele państw sprzymierzonych narażeni zostali na ogromne ryzyko. Jest to rażący atak reżimu w Mińsku w zakresie podstawowych praw demokratycznych i niezależnych mediów” – oświadczył Stoltenberg na Twitterze.

Szef NATO podkreślił, że z zadowoleniem przyjmuje sankcje wobec Białorusi, uzgodnione przez Unię Europejską.

„I żądam natychmiastowego uwolnienia dziennikarza Ramana Pratasiewicza oraz jego towarzyszki Sofii Sapiegi. Jak również wszystkich innych więźniów politycznych, w tym członków Związku Polaków na Białorusi” – zaznaczył.

Zdaniem Stoltenberga potrzebne jest pilne międzynarodowe dochodzenie „w sprawie tego skandalicznego incydentu”.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawca strzelaniny z San Jose popełnił samobójstwo

Sprawca strzelaniny, do której doszło w środę na terenie przedsiębiorstwa transportu publicznego VTA w San Jose w stanie Kalifornia w USA, w wyniku której zginęło osiem osób, popełnił samobójstwo – podały lokalne władze.

Wiemy na pewno, że kiedy podejrzany dowiedział się, że są już tam organy ścigania, popełnił samobójstwo – powiedziała szeryf hrabstwa Santa Clara Laurie Smith na konferencji prasowej. Według kilku amerykańskich mediów zidentyfikowano go jako 57-letniego Samuela Cassidy’ego, który pracował w serwisie VTA.

Do zdarzenia doszło ok. godz. 6.30 rano czasu lokalnego na terenie obiektu należącego do sieci kolejki miejskiej, który sąsiaduje z biurem szeryfa. Mieści się tam centrum kontroli tranzytu, gdzie stoją pociągi i jest plac serwisowy – podaje agencja AP.

Przedsiębiorstwo Valley Transportation Authority zapewnia transport autobusowy i lekką koleją oraz inne usługi tranzytowe w hrabstwie Santa Clara.

Pociągi VTA były już na porannych trasach, kiedy doszło do strzelaniny. Zapowiedziano, że od południa kursowanie kolejki miejskiej będzie zawieszone i zastąpione autobusami.

Biden wzywa Kongres do zakończenia epidemii przemocy

Dość – tak skomentował to wydarzenie w oświadczeniu prezydent USA Joe Biden, który nakazał opuszczenie flag do połowy masztów na budynkach publicznych. Ponownie wzywam Kongres do natychmiastowego działania i uwzględnienia woli Amerykanów w celu zakończenia tej epidemii przemocy z użyciem broni w Ameryce – zaapelował Biden.

Środowy atak był drugą strzelaniną w hrabstwie Santa Clara w ciągu bez mała dwóch lat. W lipcu 2019 r. napastnik zabił trzy osoby i został zastrzelony przez policję na popularnym festiwalu kulinarnym w miasteczku Gilroy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Karolina Północna: Zastrzelono dwóch zastępców szeryfa

Dwóch zastępców szeryfa w hrabstwie Watauga w amerykańskim stanie Karolina Północna zginęło w czasie strzelaniny w domu jednego z nich. Jak poinformowały lokalne władze – poza funkcjonariuszami, zginęły także dwie osoby cywilne. Szeryf hrabstwa Watauga Len Hagaman powiedział miejscowej prasie, że poszukiwania dwóch jego zastępców – Chrisa Warda i Logana Foxa – rozpoczęły się w środę po południu, gdy obaj nie stawili się w pracy i nie odbierali telefonów.

Po przybyciu do domu jednego z nich policjanci ostrzelani zostali przez osobę, która prawdopodobnie dokonała ataku. Budynek przez całą noc był otoczony przez jednostki policyjne, a do środka udało się wejść dopiero w czwartek rano.

Wewnątrz domu policja znalazła zastrzelonego Foxa, ciężko rannego Warda oraz trzy inne martwe osoby. Dwie z nich to członkowie rodziny, natomiast trzecia to prawdopodobnie sprawca zabójstwa, który popełnił samobójstwo.

Ward zmarł krótko po przewiezieniu do szpitala.
Źródło info i foto: RMF24.pl

BBC o zbiorowych gwałtach na Ujgurkach. Pekin stanowczo zaprzecza

Kobiety przetrzymane w obozach reedukacji dla Ujgurów w Sinciangu na zachodzie Chin były systematycznie gwałcone, dręczone seksualnie i torturowane – podała brytyjska stacja BBC, cytując byłe więźniarki tych ośrodków. Chińskie władze stanowczo zaprzeczają tym zarzutom.

Eksperci ONZ zwracali w ostatnich latach uwagę na wiarygodne doniesienia o nawet ponad milionie Ujgurów i innych muzułmanów przetrzymywanych w Sinciangu w pozaprawnych obozach internowania. Chińskie władze określają je jako „ośrodki kształcenia zawodowego” i element walki z islamskim ekstremizmem oraz kampanii łagodzenia ubóstwa.

„Relacje z pierwszej ręki z obozów internowania są rzadkie, ale kilku byłych więźniów oraz jeden strażnik powiedzieli BBC, że doświadczyli lub widzieli dowody na zorganizowany system masowych gwałtów, maltretowania seksualnego i tortur” – podała brytyjska stacja.

BBC cytuje m.in. Ujgurkę Tursunay Ziawudun, przedstawioną jako byłą więźniarkę, która po wypuszczeniu na wolność w grudniu 2018 roku zbiegła do Kazachstanu, a stamtąd do USA. Kobieta twierdzi, że była w obozie bita, torturowana i została trzykrotnie zgwałcona, za każdym razem przez dwóch lub trzech mężczyzn.

Kłamstwo stulecia?

W Pekinie rzecznik chińskiego MSZ Wang Wenbin określił materiał BBC jako „całkowicie pozbawiony oparcia w faktach”. Jego zdaniem cytowane przez stację osoby to „aktorzy rozpowszechniający fałszywe informacje”, a w Sinciangu nie ma obozów reedukacji. Wcześniej chińscy urzędnicy określali zarzuty o łamanie praw człowieka w Sinciangu jako „największe kłamstwa stulecia”.

W materiale BBC Ziawudun opisuje wpływ prowadzonej przez władze kampanii na społeczność ujgurską w Sinciangu. Jej zdaniem wiele osób po doświadczeniach z obozów popada w alkoholizm. „Mówią, że ludzie są wypuszczani, ale moim zdaniem każdy, kto wychodzi z obozu, jest skończony (…) Ich (tj. władz – PAP) celem jest zniszczyć wszystkich” – ocenia.

Najnowsze doniesienia BBC zbiegają się w czasie z ostrymi komentarzami chińskich władz pod adresem tej stacji. Chińskie MSZ zarzuciło jej niedawno szerzenie fake newsów, m.in. na temat odpowiedzi na pandemię Covid-19 w Chinach i zagroziło podjęciem przeciwko niej działań.

BBC przyznaje, że nie była w stanie w pełni zweryfikować relacji Ziawudun z powodu ograniczeń pracy dziennikarzy w Chinach. Stacja twierdzi również, że przedstawione przez kobietę opisy obozów pasują do przeanalizowanych przez BBC zdjęć satelitarnych, a jej opisy życia codziennego w tych ośrodkach i metod dręczenia są spójne z relacjami innych byłych więźniów.

Ludobójstwo czy… emancypacja?

W styczniu administracja ówczesnego prezydenta USA Donalda Trumpa formalnie uznała działania władz ChRL w Sinciangu za ludobójstwo i zbrodnie przeciwko ludzkości. Grupa niezależnych brytyjskich prawników wydała niedawno opinię prawną, w której oceniła, że istnieją silne argumenty za taką kategoryzacją tych działań – podała w osobnym materiale BBC.

Wśród cytowanych argumentów są doniesienia o przymusowej sterylizacji, przymusowych aborcjach i innych stosowanych rzekomo metodach ograniczania liczby dzieci rodzonych przez muzułmanki. Takie zarzuty pojawiły się w ubiegłorocznych raportach niemieckiego etnologa Adriana Zenza, który przekonywał, że ograniczanie urodzin w określonej grupie etnicznej wypełnia definicję ludobójstwa z konwencji ONZ.

Chińskie władze zaprzeczają, że w Sinciangu dochodzi do prześladowań, w tym do przymusowych sterylizacji i aborcji oraz wykorzystywania pracy przymusowej. Przekonują, że dzięki kampanii edukacyjnej i deradykalizacji Ujgurki zostały wyemancypowane i nie chcą już być „maszynami do robienia dzieci”. Twierdzą również, że od uruchomienia kampanii w Sinciangu w 2017 roku nie odnotowano ani jednego ataku terrorystycznego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl