Prokuratura chce aresztu tymczasowego dla Romana Giertycha

Prokuratura Regionalna w Lublinie zaskarżyła decyzję sądu w Lublinie, który nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie Romana Giertycha. 29 marca adwokat Roman Giertych poinformował w mediach społecznościowych, że Sąd Rejonowy Lublin-Zachód nie uwzględnił wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie. Jako uzasadnienie tej decyzji podano ogólny brak przesłanek stosowania środków zapobiegawczych w postaci dużego prawdopodobieństwa, że adwokat nie popełnił zarzucanych mu czynów.

Jak podaje Onet, Prokuratura Regionalna w Lublinie zaskarżyła decyzję sądu. Śledczy uważają, że postanowienie było błędne a jego zmiana przez sąd odwoławczy umożliwi wykonanie z mecenasem czynności procesowych.

– Wobec faktu, że podejrzany od prawie półtora roku nie stawia się na wezwania prokuratury, tylko decyzja o zastosowaniu wobec niego aresztu tymczasowego daje prawne możliwości doprowadzenia na przesłuchanie do prokuratury – podkreślił Karol Blajerski, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Zażalenie ma zostać rozpatrzone na posiedzeniu zaplanowanym na 29 kwietnia.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Jest termin pierwszej rozprawy apelacyjnej ws. Amber Gold

28 kwietnia przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku ma ruszyć proces odwoławczy ws. Amber Gold – dowiedział się reporter RMF FM. Przypomnijmy, że wyrok skazujący wobec małżeństwa P. zapadł w październiku 2019 roku. Z kolei wniosek o apelację wpłynął do sądu w grudniu 2020 roku, a w lutym 2022 poznajemy pierwszy termin rozprawy. Gdański sąd wyznaczył też dwa kolejne terminy rozpraw: 16 i 30 maja.

Więzienie, zakaz działalności i grzywna

Przypomnimy, że w 2019 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Marcina P., twórcę Amber Gold, na 15 lat więzienia, a Katarzynę P. na 12,5 roku więzienia. Sąd orzekł także wobec obojga zakaz prowadzenia działalności gospodarczej o charakterze finansowym na 10 lat. Wymierzył im też kary grzywny: dla Marcina P. to 159 tys. zł, a dla Katarzyny P. – 135 tys. zł.

Oskarżeni musza też naprawić szkodę wyrządzoną części pokrzywdzonych w aferze. To dotyczy ponad tysiąca osób, które nie zgłosiły swoich wierzytelności u syndyka masy upadłościowej Amber Gold i nie wystąpiły z pozwami cywilnymi przeciwko władzom spółki. Odszkodowania, które mają zapłacić tym osobom oskarżeni, wynoszą co najmniej 32 miliony złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rodzice skatowanego 3-latka trafią do aresztu?

Prokuratura Rejonowa w Kozienicach skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie matki i ojca 3-latka, który pobity, w stanie krytycznym, trafił do szpitala w Radomiu – poinformował PAP prokurator Andrzej Stojak z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Ojciec usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i znęcania się nad dzieckiem od 2019 r. do sierpnia 2021 r. Matce przedstawiono zarzut pomocnictwa do usiłowania zabójstwa i narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia – powiedział prokurator.

Według śledczych 3-latek był rzucany o ścianę i podłogę, miał obrażenia głowy ze stwierdzonym krwiakiem podoponowym. Posiedzenie sądu w sprawie tymczasowego aresztu odbędzie się w piątek. We wtorek rano dyżurny policji otrzymał zgłoszenie od pracowników Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że z mieszkania w jednej z gmin pow. kozienickiego zostało zabrane przez pogotowie ratunkowe 3-letnie dziecko. Miało ono z obrażenia ciała spowodowane najprawdopodobniej stosowaniem przemocy. Karetką pogotowia z dzieckiem pojechała do szpitala matka. Rodzina nie była objęta procedurą Niebieskiej Karty. Jedyna interwencja policji pod tym adresem, która miała miejsce około pół roku temu, nie miała związku z przemocą w rodzinie – powiedziała Kucharska.

Jak przekazała PAP w czwartek rzeczniczka mazowieckiego szpitala Karolina Gajewska, stan dziecka określany jest jako krytyczny. 3-latek z zatrzymaniem krążenia i urazem głowy trafił na oddział neurochirurgii szpitala, gdzie został poddany operacji usunięcia krwiaka. Obecnie przebywa na Oddziale Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Leczenia Bólu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nie ma decyzji ws. immunitetu Mariana Banasia

Komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych po raz kolejny nie procedowała wniosku prokuratury o wyrażenie zgody przez Sejm na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa NIK Mariana Banasia. Śledczy chcą postawić Banasiowi kilkanaście zarzutów, w tym podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. — Nie boję się prawdy i nie chowam głowy w piasek. Rządzący boją się NIK — stwierdził Marian Banaś. Tym razem spotkanie komisji, dyskusja i głosowanie odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Wniosek o wyrażenie zgody przez Sejm na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa NIK był jedynym punktem posiedzenia.

Poseł KO Dariusz Joński informował, że przed rozpoczęciem posiedzenia doszło do zamieszania. „Teraz rozumiem, dlaczego PiS chciał utajnić posiedzenie. Jedno posłowie i pełnomocnik może wejść, a inni już nie. Trwa wyjaśniane kto odpowiada za przygotowanie listy” — napisał na Twitterze.

„Prezes Marian Banaś z pełnomocnikiem prof. M. Chmajem wszedł właśnie na „zastrzeżone” posiedzenie Komisji Regulaminowej. Nie został wpuszczony mec. Marek Małecki oraz posłowie spoza komisji, którzy mają ustawowe uprawnienia do informacji niejawnych oraz aktualne szkolenia w ABW” — pisał z kolei Michał Szczerba.

— Prezes Najwyższej Izby Kontroli z szacunku do Sejmu, jako organu władzy ustawodawczej przybył na dzisiejsze posiedzenie komisji. Na to posiedzenie nie wpuszczono bezprawnie jednego ze współpracowników, po czym mimo próśb nie dopuszczono do głosu pana Mariana Banasia, ani jego pełnomocnika — powiedział adwokat prezesa NIK prof. Marek Chmaj.

— Co więcej komisja nie wskazała, czy wady formalne wniosku prokuratora generalnego zostały uzupełnione, czy też nie. W związku z tym po raz kolejny komisja nie procedowała kwestii immunitetu. Nie wiemy, czy ma do tego prawo. Nie dopuszcza nas do głosu, co czyni dalszy udział prezesa NIK-u w tych procedurach zupełnie zbędnym — stwierdził Chmaj.

Marian Banaś o sytuacji z immunitetem: rządzący boją się NIK

— Szanowni Państwo przez ostatnie 2 i pół roku stałem się celem ataku służb specjalnych Byliście zalewani kłamstwami na temat mnie i mojej rodziny. W całej tej nagonce chodziło o to, aby przedstawić mnie jako złego człowieka — powiedział Banaś.

— Moja sprawa jest czysto polityczna wymyślona przez ścisłe kierownictwo PiS. W tej sprawie chodzi o NIK, to ostatnia niezależna instytucji, która może patrzeć władzy na ręce — stwierdził.

— To ja obecnie nie pozwalam, aby raporty NIK były manipulowane na korzyść władzy. Gwarantuję pełną niezależność. Nasze raporty to raporty o stanie polski, obiektywne i rzetelne — zapewnił. — Są niewygodne dla władzy, bo pokazują, jak wydawane są pieniądze publiczne — dodał.

— Prace NIK próbowano zablokować od środka na poziomie kolegium NIK. Gdy to się nie udało, nagle przyspieszyła sprawa mojego immunitetu —ocenił Marian Banaś.

— Nie boję się prawdy i nie chowam głowy w piasek. Rządzący boją się NIK. Boją się, że NIK będzie wyjaśniać polską aferę Watergate, czyli sprawę Pegasusa – stwerdził szef NIK.

Posiedzenie musiało zostać przerwane

Jak przekazał po posiedzeniu przewodniczący Kazimierz Smoliński, „komisja zakończyła obrady bez podjęcia decyzji z tego powodu, że część posłów opozycji zablokowała posiedzenie”.

– Po decyzji o tym, że posiedzenie jest zamknięte dla członków komisji regulaminowej, członkowie spoza komisji powiedzieli, że nie opuszczą sali i możemy ich wynieść siłą, ale nie wyjdą – relacjonował Smoliński. – Oczywiście takiej możliwości nie ma, wobec tego musiałem zamknąć posiedzenie – poinformował.

Przewodniczący wskazał, że „prokurator wyraźnie podkreśliła, że wydała zarządzenie o udostępnieniu akt członkom komisji, a nie osobom spoza komisji”. – To są akta przygotowawcze związane z tą sprawą – podkreślał.

Smoliński przekazał, że jeszcze dziś chciałby zwołać prezydium komisji i wyznaczyć nowy termin posiedzenia.

Zarzuty wobec Mariana Banasia

Pod koniec lipca ub.r. Prokuratura Krajowa poinformowała, że prokurator generalny Zbigniew Ziobro wystąpił do marszałek Sejmu z wnioskiem o uchylenie immunitetu prezesowi NIK. Sejmowa komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych po raz kolejny nie zajęła się wnioskiem w sierpniu ub.r. Posiedzenie zostało jednak wówczas przerwane. Zapowiedziano wtedy, że będzie ono kontynuowane po otrzymaniu przez komisję od prokuratury akt sprawy.
Źródło info i foto: onet.pl

Areszt dla 27-latka. Wbił igłę w plecy kuriera i dziennikarza

Na trzy miesiące trafił do aresztu 27-latek, który w ostatnich dniach w Poznaniu miał zaatakować igłą medyczną pracownika telewizji i kuriera. W piątek mężczyzna usłyszał zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej i uszkodzenia ciała. Jak poinformował Maciej Święcichowski z biura prasowego KWP w Poznaniu, poznański sąd przychylił się do wniosku o areszt dla podejrzanego. Mężczyźnie grozi kara do 2 lat więzienia.

W czwartek w centrum miasta do pracownika jednej z firm kurierskich podszedł mężczyzna, który wbił mu igłę w plecy i uciekł. Powiadomiona o sprawie policja szybko namierzyła napastnika. 27-latek został obezwładniony. Znaleziono przy nim strzykawkę i igłę. W poniedziałek wieczorem w podobny sposób zaatakowany został pracownik lokalnej telewizji. Gdy ekipa telewizyjna realizowała wejście na żywo do serwisu informacyjnego, nieznany mężczyzna podszedł do operatora kamery i wbił mu igłę w plecy.

Rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak powiedział PAP w piątek, że pracownicy telewizji potwierdzili, iż operatora kamery zaatakował ów zatrzymany mężczyzna. Substancja, która znajdowała się w znalezionej przy 27-latku strzykawce, została wysłana do badań laboratoryjnych.

Zatrzymany mieszkaniec Poznania w styczniu opuścił więzienie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Książę Andrzej odpowie za napaść seksualną. Sąd oddalił jego wniosek

Sąd federalny w Nowym Jorku odrzucił wniosek brytyjskiego księcia Andrzeja, syna królowej Elżbiety II, o oddalenie powództwa przeciwko niemu. Oznacza to, że będzie odpowiadać przed sądem za napaść seksualną z 2001 r. Książę Andrzej nie przyznaje się jednak do zarzutów.

3 stycznia ujawniono dokument, który miał zmienić bieg sprawy brytyjskiego księcia Andrzeja. Ugodę pomiędzy Virginią Giuffre a Jeffreyem Epsteinem, podpisaną 13 lat temu, opublikowano w ramach postępowania cywilnego, które Virginia wytoczyła przeciwko Andrzejowi. Sąd uznał jednak, że mimo ujawnionej ugody sprzed lat – pomiędzy Virginią Giuffre a biznesmenem Jeffreyem Epsteinem – brytyjski książę i tak będzie musiał odpowiadać przed sądem.

Jak podaje BBC, nowojorski sąd federalny odmówił odrzucenia pozwu Virginii Giuffre przeciwko Andrzejowi. Choć książę zaprzecza zarzutom, a jego prawnicy twierdzą, że w związku z umową, którą Virginia Giuffre podpisała w 2009 r. ze skazanym przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem, brytyjski książę i tak będzie musiał odpowiadać przed sądem za rzekomą napaść seksualną z 2001 roku.

Z ujawnionego dokumentu wynika, że Virginii Giuffre należy się 500 tysięcy dolarów w ramach ugody. W zamian za to nie może ona domagać się żadnych roszczeń od „każdej innej osoby lub podmiotu, który mógłby zostać uznany za potencjalnego pozwanego”.

9 sierpnia 2021 roku 38-letnia Giuffre złożyła w sądzie w Nowym Jorku pozew cywilny przeciwko księciu Andrzejowi. Twierdziła, że gdy miała 17 lat, była napastowana seksualnie przez brytyjskiego księcia. Przekonywała, że do molestowania miało dochodzić w Londynie, Nowym Jorku oraz na prywatnej wyspie Jeffreya Epsteina w grupie Wysp Dziewiczych USA. Jej zdaniem brytyjski książę miał wówczas świadomość, że była nieletnia. Teraz kobieta ubiega się o odszkodowanie, które – zdaniem ekspertów – może wynosić nawet miliony dolarów.

W listopadzie ubiegłego roku sędzia Lewis Kaplan wyznaczył wstępny termin procesu – miałby on odbyć się pomiędzy wrześniem a grudniem 2022 roku. Jako że mowa o sprawie cywilnej, istnieje możliwość zawarcia ugody pozasądowej. Zapewne wiązałaby się ona z wypłaceniem przez księcia odszkodowania na rzecz Giuffre za wycofanie pozwu. Z doniesień brytyjskich mediów wynika jednak, że rozmowy dotyczące ugody nie miały jeszcze miejsca.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wniosek do NIK ws. „inwigilacji Pegasusem”

Posłanka Lewicy Monika Falej złożyła wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie możliwych nieprawidłowości związanych z wykorzystaniem systemu Pegasus. To efekt informacji agencji Associated Press o inwigilowaniu Krzysztofa Brejzy, Romana Giertycha i Ewy Wrzosek. Wcześniej taki wniosek złożył senator Krzysztof Brejza, czyli potencjalnie poszkodowany w tej sprawie. Teraz formalny krok robi posłanka Lewicy Monika Falej, która prosi w swym wniosku kontrolerów NIK „o zbadanie niepokojących doniesień”.

Co, zdaniem Falej, powinno zostać objęte kontrolą NIK? Zwraca się ona bezpośrednio do prezesa NIK Mariana Banasia.

„Proszę Pana o ustalenie czy i kto w Polsce wykorzystuje system Pegasus. Od kiedy jest on używany i w jakim celu. Kto sprawuje nadzór nad działaniami wywiadowczymi? Jakie muszą zaistnieć przesłanki, by obywatel został objęty podsłuchem, śledzeniem jego urządzeń mobilnych?” – czytamy w piśmie Falej.
Źródło info i foto: interia.pl

Ostrów Wielkopolski: Jest wniosek o aresztowanie oprawców 35-latka

Prokuratura w Ostrowie Wielkopolskim złożyła do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla trzech mężczyzn podejrzanych o śmiertelne pobicie 35-latka. Ciało pobitego mężczyzny znalazła żona. Zatrzymani mężczyźni w wieku 32, 34 i 35 lat usłyszeli zarzuty używania przemocy i pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem, ale kwalifikacja przestępstwa może się jeszcze zmienić. Wiele zależy od wyników prowadzonej dziś sekcji zwłok ofiary.

Do zdarzenia doszło w niedzielny poranek w Fabianowie, w powiecie ostrowskim (Wielkopolskie). W jednym z domów znajdowało się ciało 35-letniego mężczyzny, mieszkańca pobliskiego Ociąża. Ciało znalazła jego żona, która kontakt z mężem straciła dzień wcześniej.

Według ustaleń służb sprawcy bili 35-latka drewnianą pałką, rękami i nogami. Wbrew woli mężczyzny zabrali go z miejsca zamieszkania i przewieźli samochodem na drogę polną, gdzie ponownie go pobili. Następnie skrępowali mu nogi pasem holowniczym i ciągnęli za samochodem. Podejrzani przyznali się do zarzutów. Śledczy na razie nie ujawniają co mogło być przyczyną ich zachowania. Mężczyznom grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rajdowiec Leszek K. tymczasowo aresztowany

Znany rajdowiec Leszek K. na trzy miesiące trafił do aresztu. Krakowski sąd przychylił się do wniosków prokuratury w sprawie wszystkich sześciu zatrzymanych w śledztwie dotyczącym wyłudzeń podatków w handlu luksusowymi samochodami. Sąd uznał, że areszt jest konieczny z powodu groźby matactwa, czyli wpływania na zeznania innych osób. Oprócz tego, popełnienie przez podejrzanych zarzucanych im czynów – zdaniem sądu – jest wysoce prawdopodobne. Ostatnia sprawa to wysokie zagrożenie karą. Podejrzanym grozi nawet 15 lat więzienia.

Wielokrotny mistrz Polski w rajdach samochodowych i pięć zatrzymanych z nim osób mieli działać w zorganizowanej grupie przestępczej, która – zdaniem prokuratury – wyłudzała podatek VAT i opłaty akcyzowe handlując sprowadzanymi samochodami klasy premium.

Na tym procederze Skarb Państwa miał stracić trzy miliony złotych. Zarzuty dotyczą też wyprania prawie 6 i pół miliona złotych. Według śledczych, pojazdy nabywane za granicą, lub na terenie autoryzowanych salonów samochodowych w Polsce, trafiały na rynek w kraju, przy wykorzystaniu przepisów, pozwalających obniżyć ich faktyczną wartość o podatek VAT oraz o należności akcyzowe. W tym celu zakładano fikcyjne spółki, zarejestrowane zarówno w Polsce, jak i poza granicami, które wystawiały tzw. puste faktury.

Grupa działała w latach 2015-2016 w Krakowie, Warszawie oraz innych miejscowościach na terenie kraju.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Próba porwania 5-letniej dziewczynki z placu zabaw

Policjanci zatrzymali mężczyznę, który usiłował uprowadzić 5-letnią dziewczynę z ogrodzonego placu zabaw na jednym z katowickich osiedli. Dzięki szybkiej reakcji ojca dziecka, który odstraszył 20-latka, policji udało się szybko ująć niedoszłego sprawcę. Sąd nie uwzględnił jednak wniosku o aresztowanie mężczyzny. Do zdarzenia doszło w czwartek. 20-letni mężczyzna próbował wyprowadzić dziewczynkę z ogrodzonego placu zabaw, na którym była razem ze swoim ojcem.

„Ojciec dziewczynki, który opiekował się także swoim siedmioletnim synem, kiedy zorientował się, że dzieje się coś niepokojącego, przestraszył tego mężczyznę, wtedy sprawca uciekł z placu zabaw” – powiedziała PAP podkomisarz Agnieszka Żyłka z katowickiej policji.

Policjanci szybko dotarli na miejsce i zatrzymali podejrzanego niedługo po otrzymaniu zgłoszenia. Przyczynił się do tego dokładny rysopis sprawcy przekazany przez ojca dziewczynki.

20-latek został osadzony w policyjnym areszcie i usłyszał zarzuty. Za usiłowanie uprowadzenia osoby małoletniej grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności. Prokuratura Rejonowa Katowice Zachód wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Sąd jednak go nie uwzględnił.

Sąd zdecydował, że podejrzany trafi pod dozór policji – przekazała podkomisarz Żyłka. – Musi pięć dni w tygodniu zgłaszać się na komisariat. Ma też zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 200 metrów oraz zakaz zbliżania się do jakichkolwiek skupisk dzieci – dodała.
Źródło info i foto: Gazeta.pl