Sąd podjął decyzję w sprawie Britney Spears. Odrzucono wniosek o odebranie ojcu nadzoru nad jej majątkiem

Sąd w Los Angeles odrzucił wniosek o odebranie ojcu Britney Spears nadzoru nad jej majątkiem – wynika z dokumentów sądowych. On sam wniósł o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie zarzutów córki o złe traktowanie gwiazdy w trakcie sprawowanej przez niego przez wiele lat kurateli.

W zeszłym tygodniu amerykańska piosenkarka Britney Spears zwróciła się do sądu wyższej instancji w Los Angeles o zakończenie stosowania wobec niej kurateli, której została poddana przed niemal 13 laty. Od tamtej pory nadzór nad niemal wszystkimi aspektami życia 39-letniej artystki sprawuje jej ojciec, James Spears. – Czuję, że wszyscy się przeciw mnie sprzymierzyli, czuję się zastraszana, ignorowana i sama. Męczy mnie samotność – mówiła w czasie 20-minutowego wystąpienia przed sądem. Zaapelowała do sądu, by na jedynego nadzorcę jej majątku wyznaczono firmę Bessemer Trust.

CNN zwrócił uwagę, że choć środowa decyzja sądu zapadła na niespełna tydzień po wystąpieniu artystki, nie jest rezultatem tego zeznania. Wyrok dotyczy wniosku złożonego przez adwokata Britney Spears w listopadzie zeszłego roku. Decyzją sędzi Brendy Penny, firma Bessemer Trust została ustanowiona współnadzorcą majątku piosenkarki. Odrzucono jednak wniosek o odebranie ojcu artystki kontroli nad jej majątkiem.

James Spears wnosi o dochodzenie

Tymczasem James Spears wniósł we wtorek o rozpoczęcie dochodzenia w sprawie zarzutów córki o złe traktowanie w czasie wieloletniej kurateli. Adwokaci Spearsa przekazali, że ojciec gwiazdy był „bardzo zasmucony słysząc o trudnościach i cierpieniu córki” i uważa, że „w tej sprawie należy przeprowadzić dochodzenie”.

Pełnomocnicy mężczyzny twierdzą, że ich klient nie był zaangażowany w jej „osobistą opiekę oraz kwestie medyczne i reprodukcyjne”. W 2019 roku ojciec piosenkarki zrzekł się nadzoru nad jej prywatnymi sprawami. Od tego czasu kwestiami osobistymi Britney Spears zajmuje się licencjonowana kurator Jodi Montgomery.

W związku z ostatnimi zeznaniami artystki, prawnicy jej ojca wezwali także sąd do przeprowadzenia dochodzenia, które ma ustalić, czy Montgomery powinna nadal sprawować kuratelę nad Spears.

Spears pod nadzorem ojca

W styczniu 2008 roku Britney Spears w związku z trudnościami psychicznymi i załamaniem nerwowym została sądownie ubezwłasnowolniona, a kuratelę nad nią przyznano jej ojcu Jamesowi oraz prawnikowi Andrew Walletowi. Ten drugi zrzekł się kurateli w marcu 2019 roku. Od tego czasu James Spears był jedynym oficjalnym zarządcą majątku piosenkarki, z prawem do wpływania także na decyzje związane z jej życiem prywatnym. Tego ostatniego zrzekł się na rzecz Jodi Montgomery.

W sierpniu zeszłego roku piosenkarka złożyła w amerykańskim sądzie wniosek o zmianę zasad sprawowania kurateli nad nią i zabranie jej ojcu roli zarządzającego jej majątkiem. Sąd w listopadzie odrzucił jej wniosek.

Podczas rozprawy prawnik Britney Spears podnosił, że artystka „boi się” swojego ojca i nie będzie występować, dopóki sprawuje on nad nią nadzór. Prawnik Jamesa Spearsa przekonywał zaś, że jego klient zawsze działał w najlepszym interesie córki.

Rozpatrująca sprawę sędzia podkreśliła – pomimo odrzucenia wniosku artystki – że rozważy przyszłe prośby o jego odsunięcie lub całkowicie usunięcie z roli kuratora. Ponadto sąd przychylił się częściowo do innej, zawartej we wniosku Britney Spears prośby – by spółka finansowa Bessemer Trust została powiernikiem jej finansów – i ustanowił spółkę współkuratorem gwiazdy pop.

Problemy piosenkarki ze zdrowiem

Problemy zdrowotne piosenkarki zaczęły się w 2006 roku, gdy rozstała się z mężem, tancerzem Kevinem Federlinem, z którym prowadziła następnie sądową batalię o opiekę nad dwoma synami. Po serii niepokojących zachowań i całkowitej utracie prawa do opieki nad dziećmi, Spears na początku 2008 roku trafiła na oddział psychiatryczny. Wtedy sąd w Los Angeles ją ubezwłasnowolnił. W kolejnych latach problemy ze zdrowiem się powtarzały. Ostatni raz do kliniki psychiatrycznej trafiła na początku ubiegłego roku.

Od 2016 roku piosenkarka związana jest z Samem Asgharim, młodszym o 13 lat modelem, tancerzem i trenerem personalnym.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest zażalenie prokuratury ws. Sławomira Nowaka

Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował 2 czerwca, że Sławomir Nowak, były minister w rządzie Donalda Tuska, ma wrócić do aresztu śledczego, chyba, że wpłaci poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln złotych. Sędzia Dorota Radlińska wstrzymała wykonalność postanowienia do 19 czerwca, dając podejrzanemu czas na wpłatę sumy do 18 czerwca. Jeżeli pieniądze nie wpłyną, Nowak powinien zostać aresztowany.

Zażalenie Prokuratury Okręgowej zostało skierowane do sądu w środę 16 czerwca. „Sąd Apelacyjny w Warszawie na skutek zażalenia prokuratora warunkowo zastosował wobec Sławomira N., podejrzanego o poważne przestępstwa korupcyjne, środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Postanowienie sądu zostało zaskarżone m.in. w zakresie zastrzeżenia warunkowej zmiany tymczasowego aresztowania na środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w przypadku wpłacenia kwoty 1 miliona złotych oraz wstrzymania wykonania orzeczenia o tymczasowym aresztowaniu” – wyjaśniła prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Referent postępowania przeciwko Sławomirowi Nowakowi podzielił większość argumentów przedstawionych przez sędzię Dorotę Radlińska z Sądu Apelacyjnego w Warszawie w pisemnym uzasadnieniu, m.in. w kwestii istnienia przesłanek do stosowania środków zapobiegawczych w postaci obawy matactwa, obawy ucieczki oraz grożącej obawy wymierzenia surowej kary. Oskarżyciel publiczny nie zgadza się jednak z przedstawioną przez sąd oceną, że z uwagi na obszerność zgromadzonego materiału dowodowego możliwe było stosowanie wolnościowych środków zapobiegawczych na obecnym etapie śledztwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest wniosek o areszt dla 25-letniego Dominika H. Śmierci 3-letniego dziecka w wypadku

Prokuratura wystąpiła do sądu o tymczasowy areszt dla 25-letniego Dominika H. podejrzewanego o spowodowanie wypadku, w którym w niedzielę na drodze relacji Zgorzelec-Bogatynia na Dolnym Śląsku zginęło 3-letnie dziecko. Nadal trwają poszukiwania mężczyzny. Jak przekazał w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski, prokurator wystąpił do Sądu Rejonowego w Zgorzelcu o tymczasowy areszt dla H.

– Jeśli uzyskamy takie postanowienie sądu, to zgodnie z procedurą będziemy mogli wydać list gończy i starać się o Europejski Nakaz Aresztowania, ponieważ bierzemy pod uwagę, że mężczyzna może przebywać za granicą – powiedział prokurator.

Wcześniej prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów domniemanemu sprawcy wypadku. – Mężczyzna usłyszy zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, w wyniku którego zginęło 3-letnie dziecko, a także tego, że zbiegł z miejsca zdarzenia – powiedział prok. Czułowski. Dodał, że grozi mu 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jechał ekspresową S-3 pod prąd. Aresztowano pijanego kierowcę

Funkcjonariusze ruchu drogowego z Legnicy zatrzymali obywatela Bułgarii, który znajdując się w stanie nietrzeźwości, kierował samochodem dostawczym. Co gorsza, skrajnie nieodpowiedzialny kierowca jechał drogą ekspresową S-3 i to „pod prąd”! 57-latek usłyszał zarzuty, za które grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na okres 2 miesięcy.

W miniony piątek, około godziny 20:45 patrol Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Legnicy otrzymał od dyżurnego informację, że drogą ekspresową S-3 w kierunku Jawora porusza się „pod prąd” biały samochód dostawczy marki Iveco.

Policjanci natychmiast ruszyli za nim, włączając sygnały świetlne i dźwiękowe. Kierujący, widząc podawane przez funkcjonariuszy sygnały do zatrzymał się, dalej kontynuował jadę po niewłaściwej jezdni drogi ekspresowej. Pojazdy poruszające się lewym pasem ruchu drogi S-3, aby uniknąć zderzenia, musiały gwałtowanie zjeżdżać na prawy pas ruchu. Po chwili funkcjonariusze wyprzedzili białe iveco i zajeżdżając drogę kierowcy, zmusili go do zatrzymania w zatoce awaryjnej. Mężczyzna stawiał opór i nie chciał dobrowolnie opuścić swojego samochodu. Wyczuwalna była od niego silna woń alkoholu. Badanie alkomatem wykazało 1,5 promila alkoholu w jego organizmie. Samochód usunięto z drogi, a obywatel Bułgarii został zatrzymany i umieszczony w policyjnym areszcie.

Mężczyzna usłyszał zarzuty kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości, niezatrzymania się do kontroli drogowej oraz sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec 57-latka środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Wczoraj sąd przychylił się do tego wniosku i zastosował dwumiesięczny areszt.
Źródło info i foto: Policja.pl

Słupsk: Uderzenie CBŚP w agencje towarzyskie

Policjanci CBŚP, przy wsparciu KMP w Słupsku zatrzymali 8 osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, likwidując przy tym agencje towarzyskie. Śledztwo dot. czerpania korzyści z nierządu oraz przestępczości narkotykowej prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku, na wniosek której sąd tymczasowo aresztował 6 podejrzanych.

Policjanci z Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Słupsku rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie m.in. czerpali korzyści z nierządu.

Z ustaleń śledztwa prowadzonego od wielu miesięcy wynika, że na terenie Słupska zorganizowano tzw. mieszkaniówki czyli agencje towarzyskie, w których mogło pracować kilkadziesiąt kobiet. Według funkcjonariuszy podejrzani mogli uzyskać z tej działalności co najmniej 163 tys. zł. Wszystko wskazuje na to, że zajmowali się także na terenie woj. zachodniopomorskiego i pomorskiego rozprowadzaniem znacznych ilości narkotyków w postaci marihuany, amfetaminy oraz kokainy. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że grupa mogła działać od września 2019 roku aż do jej rozbicia.

We wtorek policjanci CBŚP, przy wsparciu funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji w Słupsku zatrzymali 8 osób, likwidując jednocześnie agencje towarzyskie działające w wynajmowanych mieszkaniach. Działania zostały przeprowadzone w Słupsku i w Szczecinie. Podczas akcji zabezpieczono amfetaminę, marihuanę, maczetę, pałkę teleskopową oraz noże. Zatrzymani do głównie mieszkańcy Słupska. Większość z nich jest dobrze znana policjantom, ponieważ w przeszłości wchodzili w konflikt z prawem, m.in. w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstw narkotykowych i przeciwko życiu i zdrowiu.

W Prokuraturze Okręgowej w Słupsku zatrzymanym przedstawiono zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym 1 osobie przedstawiono zarzut kierowania tą grupą. Usłyszeli również odpowiednio zarzuty dot. m.in. popełnienia przestępstw związanych z obrotem narkotykami, czerpaniem korzyści majątkowych z prostytucji czy dokonywaniem wymuszeń rozbójniczych. Na podstawie zebranego materiału dowodowego 6 podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych.

Śledztwo jest rozwojowe i funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Sąd w Białej Podlaskiej odrzucił wniosek lekarza Macieja T. o odroczenie kary pozbawienia wolności

Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej nie uwzględnił kolejnego wniosku bialskiego lekarza Macieja T. o odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności.

We wtorek sąd nie podzielił argumentu lekarza jakoby osadzenie jego w więzieniu miało przynieść zbyt ciężkie skutki dla neonatologa oraz jego rodziny. Sędzia Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie, poinformowała nas, że to postanowienie nie jest prawomocne.

W lutym 2020 r. Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej uznał lekarza neonatologa winnego tego, że w lipcu 2018 roku „w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru wielokrotnie kontaktował się z małoletnią za pośrednictwem portalu internetowego i składał jej propozycje obcowania płciowego, poddania się i wykonania innych czynności seksualnych oraz zmierzał do ich realizacji. ” Ponadto sąd uznał Macieja T. winnym tego, że także wtedy doprowadził 14-letnią dziewczynę do poddania się innym czynnościom seksualnym oraz doprowadził do wykonania przez nią „innych czynności seksualnych”. Obrońcy doktora wnieśli apelację, ale w październiku 2020 r. Sąd Okręgowy w Lublinie zaskarżony wyrok utrzymał w mocy
Źródło info i foto: bialasiedzieje.pl

Jest wniosek do CBA w sprawie posła KO

Poseł PiS Krzysztof Sobolewski złożył wniosek do CBA w sprawie posła KO Roberta Kropiwnickiego. Chce, by przeprowadzono kontrolę w sprawie jego oświadczeń majątkowych.

„W związku doniesieniami medialnymi o pobieranych wynagrodzeniach, stanie majątkowym i składnikach majątkowych pana posła na Sejm Roberta Kropiwnickiego, wnoszę o przeprowadzenie kontroli rzetelności, prawidłowości i prawdziwości oświadczenia majątkowego posła na Sejm RP Roberta Kropiwnickiego, z dnia 7 maja 2020 r., oraz uprzednio składanych oświadczeń majątkowych w związku z pełnieniem funkcji publicznych” – brzmi fragment pisma do CBA, które poznała Polska Agencja Prasowa.

W uzasadnieniu szef Komitetu Wykonawczego PiS, poseł Krzysztof Sobolewski, przywołuje niedawny wywiad, jakiego Kropiwnicki udzielił RMF FM.

Poseł KO pytany o to, czy jest „kolekcjonerem” mieszkań, odparł, że „raczej inwestorem”. Na uwagę dziennikarza, że posiada dziewięć mieszkań, Kropiwnicki odparł, że jest posłem zawodowym od 2015 r., a wcześniej pracował w spółce, w której zarabiał więcej niż poseł.

– Jestem posłem zawodowym dopiero od 2015 r., wcześniej długo pracowałem, byłem posłem niezawodowym i pracowałem w spółce, w której zarabiałem dużo lepiej niż poseł – mówił Kropiwnicki.

Poseł KO dodał, że była to „spółka samorządowa”, w której pracował 12 lat i to wówczas odłożył pieniądze na zakup mieszkań.

Majątek posła KO

Sobolewski w piśmie do CBA zwrócił uwagę, że wywiad ten stał się przyczynkiem do publicznej dyskusji na temat bardzo pokaźnego majątku zgromadzonego przez Kropiwnickiego i – jak dodał – poddawana jest publicznej polemice możliwość zgromadzenia takiego majątku „wobec rzeczywistych wynagrodzeń pobieranych przez pana posła, zarówno z tytułu funkcji publicznych, jak również w związku z wcześniejszą aktywnością zawodową”. W tym kontekście zwrócił uwagę, że wartość oszczędności i nieruchomości to według oświadczenia majątkowego ok. 2,7 mln zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo w Knurowie. Jest wniosek o aresztowanie 49-latka

Kilka ran postrzałowych głowy i klatki piersiowej miała zamordowana we wtorek 46-letnia mieszkanka Knurowa na Śląsku – wykazała sekcja zwłok. Do sądu trafił wniosek o aresztowanie jej męża, podejrzanego o dokonanie tej zbrodni. W trakcie zatrzymania miał przy sobie broń czarnoprochową.

– Przyczyną śmierci kobiety były rany postrzałowe, zarówno głowy, jak i klatki piersiowej. Będziemy zasięgać również opinii balistycznej – powiedziała w czwartek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

Po przeprowadzonej w środę w Zakładzie Medycyny Sądowej sekcji zwłok do Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód doprowadzono męża ofiary. Czynności z udziałem zatrzymanego odbywały się w środę wieczorem. Po przedstawieniu mu zarzutu zabójstwa i przesłuchaniu śledczy przesłali do sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego do sądu. Posiedzenie w tej sprawie nie zostało jeszcze wyznaczone.

Prok. Smorczewska powiedziała, że podejrzany w trakcie przesłuchania przyznał się do winy, jednak śledczy nie ujawniają treści jego wyjaśnień.

Na stacji powiedział, że zabił żonę 

49-latek został zatrzymany we wtorek po południu. Chwilę wcześniej wszedł do jednej ze stacji paliw w Knurowie, kupując alkohol pracownicy stacji powiedział, że zabił swoją żonę. Podał kobiecie swój adres zamieszkania. Kiedy pracownica zadzwoniła na numer alarmowy, mężczyzna wyszedł już ze stacji.

Policjanci, którzy pojechali pod wskazany adres, na klatce schodowej zauważyli mężczyznę, który mierzył do siebie z broni. Funkcjonariuszom udało się go obezwładnić. W mieszkaniu znaleziono ciało kobiety; jak się okazało, była to żona zatrzymanego. Na miejscu przeprowadzono czynności m.in. z udziałem prokuratora, technika kryminalistyki i biegłego z zakresu medycyny sądowej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Publikacja „Gazety Wyborczej” dotycząca Daniela Obajtka. Jest oświadczenie prokuratury

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. (…) Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego” – napisała Prokuratura Krajowa w oświadczeniu.

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego. Decyzją prokuratora postępowanie przeciwko Danielowi Obajtkowi i czterem innym osobom zostało umorzone. Postanowienie o umorzeniu śledztwa zostało prawomocnie utrzymane przez Sąd Okręgowy w Krakowie, który czynności dowodowe przeprowadzone przez prokuratora ocenił jako skrupulatne, wnikliwe i rzetelne – napisano w oświadczeniu wystosowanym w poniedziałek przez Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

„Śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka”

Jak podaje poniedziałkowa „GW”, „W akcie oskarżenia, który prokuratura z Ostrowa Wielkopolskiego wysłała w październiku 2013 roku do sądu w Sieradzu, oskarżonych jest ośmiu mężczyzn. Czerech działa w grupie przestępczej Macieja C. Pozostałych, w tym ówczesnego wójta Pcimia i wschodząca gwiazdę PiS Daniela Obajtka, z bandą „Prezesa” łączy oszustwo przy sprzedaży granulatu do produkcji rur PCV i łapówka”. „GW” podaje, że „lista zarzutów jest pokaźna, prokurator zgłasza aż 61 świadków. (…) prokurator zapowiada, że na rozprawie ujawni ponad 160 dowodów – to m.in.: oględziny telefonów oskarżonych, analizy połączeń, protokoły przeszukań, dane bankowe i księgowa, faktury, notatki służbowe, opinie biegłych”.

Do rozpoczęcia procesu Obajtka i grupy Macieja C. nie dochodzi, bo zawsze brakuje kogoś z oskarżonych. Gdy PiS przejmuje w 2015 roku władzę, zmienia przepisy, tak by prokuratura Zbigniewa Ziobry mogła wycofać w 2016 roku akt oskarżenia z sądu. W czerwcu 2017 roku śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka, który jest już wówczas prezesem państwowego koncernu Energa – pisze „GW”.

„Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka”

W sprawie, której dotyczy artykuł „Gazety Wyborczej” sąd kwestionował pierwotne ustalenia Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim odnośnie Daniela Obajtka już na etapie postępowania przygotowawczego. Prokurator, który zarzucił Danielowi Obajtkowi czyn korupcyjny wnioskował o zastosowanie wobec niego aresztu tymczasowego. Wniosek ten spotkał się z druzgoczącą krytyką Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim. Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka stwierdzając, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie pozwala na przyjęcie, że zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia przez Daniela Obajtka zarzucanego mu czynu – podkreśla Prokuratura Krajowa.

W oświadczeniu przypomniano, że w toku postępowania prokurator postawił Danielowi Obajtkowi kolejne dwa zarzuty dotyczące oszustw. Podkreślenia wymaga, że zarówno te zarzuty, jak i zarzut czynu korupcyjnego postawione zostały na podstawie wyjaśnień współoskarżonych, w tym osób karanych. Na dalszym etapie sprawy osoby te wycofały się ze swoich wyjaśnień lub ich wyjaśnienia okazały się sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym – przypominają autorzy oświadczenia.

Pomimo niedostatku materiału dowodowego prokurator skierował w październiku 2013 r. do Sądu Okręgowego w Sieradzu akt oskarżenia przeciwko Danielowi Obajtkowi i innym osobom. Akt ten został zwrócony prokuraturze przez sąd w celu uzupełnienia śledztwa. Wskazane czynności – między innymi przesłuchanie kilkudziesięciu świadków – zostały wykonane. Po przeanalizowaniu uzupełnionego i kompletnego materiału dowodowego prokurator podjął decyzję umorzenia postępowania nie tylko wobec Daniela Obajtka, ale i czterech innych osób. Wskutek złożenia zażalenia decyzja prokuratora została poddana kontroli sądowej. Sąd Okręgowy w Krakowie utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu śledztwa i ocenił, że prokuratura w sposób skrupulatny, wnikliwy i rzetelny przeprowadziła postępowanie dowodowe, dokonując obszernej i szczegółowej oceny dowodów. Sąd w całości przychylił się do oceny faktycznej i prawnej dokonanej przez prokuratora, wskazując na bezzasadność zarzutów skarżącego – napisano w oświadczeniu PK.

Artykuł „Gazety Wyborczej” nie zawiera zatem opisu prawdziwych zdarzeń, a jedynie negatywnie zweryfikowanego aktu oskarżenia. Wszelkie rozpatrywanie opisanych tam rzekomych zdarzeń jako prawdy materialnej jest nieuprawnione. Fikcyjność tych informacji została wykazana zarówno przez prokuraturę, jak i niezawisły sąd. Prokuratura nie kwestionuje prawa dziennikarzy do relacjonowania i opisywania postępowań karnych. Sposób prezentowania biegu postępowania dotyczącego Daniela Obajtka musi jednak budzić sprzeciw. „Gazeta Wyborcza” nie daje czytelnikom możliwości poznania wskazanych powyżej okoliczności. Prezentowane są im szczątkowe, wybiórczo dobrane informacje, nie oddające całego kontekstu sprawy, w tym przede wszystkim zapadłych decyzji sądowych – podkreśla Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Pełnomocnik Daniela Obajtka: Zaprzeczam zmanipulowanym informacjom

Należy podkreślić, że Daniel Obajtek nigdy nie był oskarżony o współdziałanie z zorganizowaną grupą przestępczą. Ani jeden z zarzutów, przytaczanych przez „GW” nie został potwierdzony, a Daniel Obajtek nigdy nie został skazany wyrokiem jakiegokolwiek sądu. Przeciwnie, to nie tylko prokurator jak sugeruje „Gazeta Wyborcza”, ale przede wszystkim niezawisły sąd oczyścił Pana Daniela Obajtka z wszelkich zarzutów i potwierdził, że zostały one oparte na niespójnych, niejasnych i sprzecznych z innymi dowodami zeznaniach osób, których wiarygodność została oceniona jako znikoma – napisał Maciej Zaborowski, pełnomocnik Daniela Obajtka, przypominając, że chodziło o m.in. wyjaśnienia Macieja C., oskarżonego o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się np. wymuszeniami z użyciem przemocy, a także Romana L., wielokrotnie prawomocnie skazanego, m.in. za nakłanianie do składania fałszywych zeznań oraz za wyłudzenia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Wbrew twierdzeniom opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” niezawisły sąd, przychylając się do finalnych ustaleń prokuratury, potwierdził, że Daniel Obajtek nie tylko nie współdziałał z żadną grupą przestępczą, ale podjęte przez niego decyzje były oczywiście sprzeczne z interesem tej grupy. Dlatego też, już w 2013 roku został zaatakowany pomówieniami przez osoby oskarżone o działanie w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, które wcześniej próbowały zastraszaniem wymusić na Danielu Obajtku korzystne dla siebie decyzje. Dzisiaj, tymi samymi pomówieniami usiłuje atakować Pana Daniela Obajtka „Gazeta Wyborcza” w celu zdyskredytowania jego osoby oraz zniszczenia jego dobrego imienia. Świadczy o tym ponowne przytaczanie fałszywych zarzutów, z których został on prawomocnie oczyszczony. Sugerowanie, że Pan Daniel Obajtek miał jakiekolwiek związki z zorganizowaną grupą przestępczą jest manipulacją, zmierzającą do celowego wprowadzenia opinii publicznej w błąd – podkreśla pełnomocnik Daniela Obajtka.

Pełnomocnik przypomina, że sam Maciej C. oświadczył, iż pomówienia, które kierował przeciwko Danielowi Obajtkowi, wynikały wyłącznie z dążenia do złagodzenia jego własnego wyroku. „Osoby obciążające Pana Daniela Obajtka, tymi pomówieniami, usiłowały uzyskać dla siebie jak najniższe wymiary kary. Początkowo to się udało, bo wniosek prokuratora o dobrowolne poddanie się karze m.in. przez Macieja C. uwzględnił Sąd Okręgowy w Sieradzu wyrokiem z dnia 13 stycznia 2015 r. Nieprawidłowości z tym związane dostrzegł jednak nawet ówczesny Prokurator Generalny Andrzej Seremet, czego efektem było wniesienie przez niego kasacji od wyroku łagodzącego kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie wydał Sąd Najwyższy, który w sierpniu 2015 r. uchylił wyrok łagodzący kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób stwierdzając, że w sposób rażący narusza on prawo” – napisał Zaborowski.

W związku z kolejną publikacją przez „Gazetę Wyborczą” treści naruszających dobra osobiste Pana Daniela Obajtka podjęte zostaną stosowne kroki prawne – zapowiada pełnomocnik w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Daniel Obajtek tłumaczy, skąd taki majątek w jego posiadaniu

– Mam pełne pokrycie na swój majątek – zapewnia prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. Jego zdaniem zarzuty opozycji są „niczym innym jak jedną wielką nagonką”. – To pewne zlecenie – twierdzi. Posłowie KO – Michał Szczerba i Dariusz Joński – poinformowali w poniedziałek o złożeniu wniosku do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie dotacji, jakie uzyskiwały spółki powiązane z prezesem PKN Orlen Danielem Obajtkiem. Ich zdaniem spółki te otrzymały w ostatnich latach 86 mln zł.

– Na czele Orlenu stoi człowiek, który w żaden sposób nie może wyjaśnić pochodzenia swojego majątku, który wydawał więcej, niż zarabiał – powiedział szef klubu KO Cezary Tomczyk.

„Moje zarobki są zarobkami wysokimi”

Obajtek zapytany w TVP Info o zarzuty opozycji podkreślił, że są to kłamstwa, którymi obrzucanie go „trwa cyklicznie już jakiś czas”.

– Moje zeznania podatkowe od 2011 do 2013 r. były sprawdzane przez organy państwa, łącznie z aktami notarialnymi, z przepływami. Prokuratura umorzyła postępowanie. To było w 2013 r., kiedy prokuraturą kierował pan Andrzej Seremet – zauważył prezes PKN Orlen.

Odnosząc się do zarzutu posiadania ogromnego majątku, Obajtek przypomniał, że od trzech lat kieruje PKN Orlen, a wcześniej był prezesem spółki Energa i prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. – Moje zarobki są zarobkami wysokimi. Mam pełne pokrycie na swój majątek – zapewnił.

„Kłopotliwy” apartament

Obajtek podkreślił też, że nie łamał prawa, nie ujawniając swoich zeznań podatkowych, gdy pełnił funkcję szefa ARiMR.

– Prawo mówi wprost. (…) Nie są one zeznaniami jawnymi. W żadnym wypadku nie łamałem prawa. Tak samo robili poprzedni prezesi ARiMR – wskazał. Ocenił też, że podnoszenie tego argumentu przez opozycję jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.

– Moje zeznana podatkowe niech weryfikują organy ścigania, urzędy podatkowe, a nie pan poseł, który robi sobie hucpę polityczną, który w perfidny sposób naraża mnie na niebezpieczeństwo. Czegoś takiego w historii jeszcze nie było, aby podawano adres zamieszkania prezesa spółki, która jest spółką strategiczną. Panowie posłowie traktują mnie jak polityka. Nie jestem politykiem. Jestem prezesem spółki – oświadczył Obajtek.

Pytany o zarzut dotyczący zakupu apartamentu w Warszawie po zaniżonej cenie, tłumaczył, że ten zarzut również nie jest prawdą. Argumentował, że ceny mieszkań w danym budynku różnią się od siebie. – Zapłaciłem cenę rynkową. (…) PO cały czas kłamie, zawyża cenę rynkową – podkreślił.

– Proszę zobaczyć, jeżeli chodzi o nieruchomość w gminie Kłaj, to dziś ceny nieruchomości w gminie Kłaj, to ok pięć tys. za metr kwadratowy, a ta nieruchomość była budowana w 2010 r. i teraz przelicza się tę nieruchomość, że to jest 17 tys. za metr kwadratowy – wskazał Obajtek.

Obajtek mówi o „politycznej hucpie” i „nalocie dywanowym”

Odnosząc się do zarzutów otrzymywania dotacji przez spółki powiązane z nim lub jego rodziną, Obajtek ocenił, że są one „wyssane z palca po to, by robić hucpę polityczną, a w tle są strategiczne interesy Polski”.

– To atak inspirowany, atak na moją osobę, ze względu na to, że robimy strategiczne procesy dla państwa, że połączyliśmy Energę, że kupiliśmy Ruch, kupiliśmy Polskę Press, czego do tej pory nie mogą mi zapomnieć. A opozycji przeszkadza przede wszystkim kwestia fuzji Lotosu – powiedział Obajtek.

Jak podkreślił, fuzja Orlenu z Lotosem jest strategiczną z punktu widzenia interesów państwa.

Zapytany, czy właśnie w kwestii planów dotyczących fuzji Orlenu z Lotosem upatruje źródła ataków opozycji i części mediów, Obajtek odparł, że tak. – To jest niczym innym jak jedną wielką nagonką, to pewne zlecenie – mówił.

– Robienie tak dużych fuzji to przecięcie pewnych interesów, centralizacja zakupów ropy, to pomijanie pewnych pośredników, to centralny zakup, to wprowadzenie wielu systemów, procesów optymalizacyjnych, a na tym pewne grupy będą tracić – wskazywał.

Dopytywany, czy to „zlecenie” powstało na potrzeby bieżącego sporu politycznego i pochodzi z międzynarodowej sfery biznesowej, Obajtek odparł, że uważa, iż to „bardziej zlecenie ze sfery biznesowej”. – Natomiast politykom Koalicji Obywatelskiej jest ono wygodne, w pełni to wykorzystują – zauważył.

Obajtek nazwał ataki na swoją osobę „nalotem dywanowym”. Zapowiedział, że będzie dochodził swoich praw w sądzie. – Uważam, że są one łamane i takiego linczu politycznego, jaki uprawiają posłowie PO, jeszcze w Polsce nie było, a przynajmniej nie na prezesie Spółki Skarbu Państwa, szczególnie na Orlenie – stwierdził Obajtek.
Źródło info i foto: interia.pl