USA: Próbowali wyłudzić 5,1 mln z funduszy covidowych. Grozi im 30 lat więzienia

Według Departamentu Sprawiedliwości USA para z Wirginii przyznała się do złożenia co najmniej 40 fałszywych wniosków pożyczkowych o łącznej wartości ponad 5,1 miliona dolarów z funduszy przeznaczonych na pomoc osobom dotkniętym pandemią COVID-19 – podaje agencja Associated Press. Grozi im do 30 lat pozbawienia wolności. Malik Mitchum (26 lat) i Jenna Mitchum (25 lat) złożyli ponad 40 fałszywych wniosków, ubiegając się o fundusze przeznaczone dla osób dotkniętych epidemią COVID-19 oraz klęskami żywiołowymi. Tym sposobem próbowali wyłudzić 5,1 mln dolarów. Ostatecznie instytucje finansowe państwa zostały narażone na ponad 1,4 mln dolarów.

Jak podaje Departament Sprawiedliwości USA, para przez długi czas utrzymywała, że są właścicielami co najmniej pięciu małych firm, podczas gdy Malik Mitchum był w rzeczywistości młodszym szeregowym Sił Powietrznych USA, a Jenna Mitchum była bezrobotna. Prokurator Generalny 17 maja 2021 roku powołał organ ds. zwalczania oszustw COVID-19, który analizuje wszystkie wnioski w celu zapobiegania wyłudzeń.

Od marca 2020 roku do maja 2021 roku małżeństwo Malik i Jenna Mitchum złożyli co najmniej 19 fałszywych wniosków o świadczenia pożyczkowe, które mają na celu zapewnienie wsparcia małym firmom w czasie pandemii COVID-19. Są także oskarżeni o próbę ponad 20 innych wyłudzeń, które zidentyfikowano na podstawie adresów IP wykorzystywanych do składania dokumentów o pomoc lub transferów gotówki. Jak ustalili prokuratorzy, para wydała większość pieniędzy na luksusowe zakupy, takie jak zegarek firmy Rolex o wartości prawie 39 000 USD, w przeliczeniu ponad 150 tys. zł.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Uchodźcy starają się o azyl w Niemczech

Liczba wniosków o azyl w Niemczech gwałtownie wzrosła. W listopadzie złożono 16 520 wniosków wstępnych – informuje „Die Welt”. Wg statystyk federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) jest to najwyższa wartość od sierpnia 2017 r. (16 633 wniosków). Wcześniej podobnie było tylko w marcu 2017 r. i podczas kryzysu migracyjnego między październikiem 2014 r. a grudniem 2016 r.

Także po rekordowych latach 2014-2017 imigracja azylowa do Niemiec utrzymywała się na wysokim poziomie. W każdym z kolejnych lat, nawet w pandemicznym roku 2020, przekraczano granicę 100 tys. wniosków. Latem do dotychczasowych nielegalnych szlaków migracyjnych przez Hiszpanię, Grecję i Włochy doszedł nowy szlak, prowadzący przez Białoruś i Polskę. – To jeden z powodów ponownego wzrostu liczby wniosków o azyl – podkreśla „Die Welt”. 

„Niektórym migrantom uda się dostać niepostrzeżenie”

Od sierpnia policja federalna zarejestrowała ponad 10 500 „nieautoryzowanych wjazdów, mających związek z Białorusią, obecnie z tendencją spadkową”. Od sierpnia (474) do września (1903) i października (5285) ruch na tej trasie rozwijał się szybko. W listopadzie z kierunku białoruskiego przybyło, wg policji federalnej, 2 849 osób. – Oprócz tej liczby osób ujawnionych na granicy, niektórym migrantom uda się prawdopodobnie przedostać do kraju niepostrzeżenie – zauważa „Die Welt”.

Wg szacunków służb bezpieczeństwa, osoby dostające się przez Białoruś najczęściej ubiegają się o azyl właśnie w Niemczech, ale niektórzy przenoszą się np. do Holandii lub Francji.

Napływ wniosków z Grecji

– Granica niemiecko-polska to wewnętrzna granica Schengen, którą można przekroczyć w dowolnym momencie i w dowolnym miejscu – dodaje policja federalna.

– Odmowy byłyby prawnie dopuszczalne tylko w przypadku, gdyby tymczasowe przywrócenie kontroli granicznych zostało zgłoszone Komisji Europejskiej. Tak nie dzieje się w przypadku granicy polsko-niemieckiej – przekazano.

Ponadto coraz częściej o azyl w Niemczech ubiegają się uchodźcy, przebywający w Grecji. W tym roku do końca października było takich przypadków już 13 700 – informuje BAMF.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Straż Graniczna wydała kilkadziesiąt pozwoleń na wjazd do strefy objętej stanem wyjątkowym

Od początku ogłoszenia stanu wyjątkowego w pasie przy granicy z Białorusią wydano już kilkadziesiąt pozwoleń na wjazd do strefy objętej ograniczeniami związanymi z rozporządzeniem – poinformowała w sobotę PAP rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Na terenie Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej wydano już kilkadziesiąt wniosków o pozwolenie na wjazd do strefy objętej stanem wyjątkowym. Natomiast na obszarze Nadbużańskiego Oddziału Starzy Granicznej – kilka – poinformowała PAP rzecznik.

Wyjaśniła, że mniejsza liczba złożonych wniosków oraz pozwoleń w oddziale nadbużańskim bierze się stąd, że w woj. lubelskim mniej miejscowości zostało objętych stanem wyjątkowym. Od czwartku w pasie przygranicznym z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego, zaczął obowiązywać stan wyjątkowy. Obejmuje on 183 miejscowości. Został wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta, wydanego na wniosek Rady Ministrów.

Według rozporządzenia obowiązuje zakaz przebywania na obszarze objętym stanem wyjątkowym przez całą dobę osób, które tam nie mieszkają. Wyjątkiem są osoby zapewniające obsługę urzędów administracji publicznej i ich jednostek organizacyjnych; przebywające w tych jednostkach w celu załatwienia spraw administracyjnych; pracujące zarobkowo w podmiotach prowadzących działalność gospodarczą na tym obszarze; wykonujące na stałe działalność gospodarczą na tym obszarze; świadczące usługi pocztowe, kurierskie, dostawcze i zaopatrzeniowe; posiadające nieruchomości na tym terenie. Nie dotyczy także rolników pracujących w gospodarstwach rolnych; uczniów, studentów i ich opiekunów w czasie pobierania nauki; opiekunów dzieci do lat 3; osób uczestniczących w praktykach kultu religijnego, chrzcinach, ślubach, weselach i pogrzebach.

Zakaz nie dotyczy służb ratowniczych, medycznych i osób w drodze do placówek ochrony zdrowia, a także osób jadących bezpośrednio na przejście graniczne lub z niego do centrum kraju.

Jak podkreślał na konferencji w czwartek wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, w innych sytuacjach „zawsze właściwy miejscowo komendant placówki Straży Granicznej będzie mógł wydać pozwolenie na wjazd na teren, gdzie będzie obowiązywał stan wyjątkowy”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Polska: Od początku epidemii ponad 20 tysięcy mandatów za brak maseczki

Udzielono 176,2 tysiąca pouczeń, wystawiono 22 tysiące mandatów, skierowano 7780 wniosków o ukaranie do sądu. Wszystko to od początku epidemii w Polsce. Najnowsze dane przekazał w sobotę rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

Jak poinformował rzecznik KGP Mariusz Ciarka, od momentu wprowadzenia stanu epidemii tylko w związku ze zwalczaniem koronawirusa policja prawie 18 milionów razy sprawdzała osoby skierowane na kwarantannę. Ciarka dodał, że ostatniej doby funkcjonariusze sprawdzili ponad 195,5 tysiąca osób skierowanych na kwarantannę, w ponad 600 przypadkach stwierdzili uchybienia kwalifikujące się do wyciagnięcia konsekwencji prawnych.

Przypomniał, że Powiatowy Państwowy Inspektor sanitarny na osoby uchylające się od kwarantanny może nałożyć karę pieniężną do 30 tysięcy złotych. Jak podkreślił, zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, Inspektor Sanitarny może wymierzyć karę w wysokości od 5 do 30 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd wypuści z aresztu Ireneusza M.? Jest jednym z oskarżonych o zabójstwo 15-latki z Miłoszyc

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu chce wypuścić z aresztu Ireneusza M. (45 l.), jednego z dwóch oskarżonych o zabójstwo 15-letniej Małgosi z Miłoszyc (Dolny Śląsk). Za tę zbrodnię 18 lat odsiedział niewinny Tomasz Komenda (44 l.). Oskarżony o zabójstwo i gwałt nastolatki, odsiaduje obecnie wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Miałby przywitać się z wolnością 6 września.

Tzw. proces miłoszycki rozpoczął się w maju ubiegłego roku. Na ławie oskarżonych zasiadają Ireneusza M. (45 l.) i Norberta Basiura (42 l.). Ten drugi od początku odpowiada z wolnej stopy i wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie w przypadku jego kompana w zbrodni. Po trwającym ponad 3 lata areszcie, Sąd Apelacyjny zdecydował, że wypuści Ireneusza M. na wolność. I to właśnie teraz, gdy biegli udowodnili, że to jego ślady DNA znajdowały się na ubraniu zamordowanej i zgwałconej w Sylwestra 1996 roku Małgosi. Pogrąża go też odcisk szczęki, który miał zostawić na ciele nastolatki.

– Sąd Apelacyjny nie uwzględnił wniosku Sądu Okręgowego o przedłużeniu Ireneuszowi M. aresztu do 5 grudnia. Przesłanki, jakie podniesiono sąd uznał za lakoniczne – wyjaśnia rzecznik wrocławskiej apelacji Małgorzata Lamparska. Rzeczniczka dodała też, że Ireneusz N. jest w areszcie ponad 3 lata i w takich warunkach również odbywa karę. Udało nam się ustali, że chodzi o gwałt.

– Oskarżony odbywa karę w areszcie, a więc jest to surowszy środek zabezpieczający, z poważniejszym reżimem – dodaje sędzia Lamparska. A to oznacza, że Ireneusz N. nie mógł np. ubiegać się o czasowe zwolnienie czy przerwę w odbywaniu kary. – Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka czy Konstytucji areszt nie może zastępować odbywania kary. Sąd Apelacyjny nie doszukał się szczególnych okoliczności, – podkreśla rzecznik. Dodała też, że sąd nie podziela argumentu, iż oskarżony miałby wpływać na postępowanie.

Tą szokującą dla wielu decyzję może jeszcze zaskarżyć prokuratura i wówczas o przedłużeniu aresztu zdecyduje już 3-osobowy skład, a nie, jak teraz, 1-osobowy. Wtedy okaże się czy Ireneusz M. poczeka na wyrok w sprawie zbrodni miłoszyckiej na wolności, czy w areszcie. Od początku nie przyznaje się do winy.

Zbrodnia miłoszycka i sprawa Tomasza Komendy

Tzw. proces miłoszycki dotyczy jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich lat, w której aresztowano i skazano Tomasza Komendę. W sylwestrową noc z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku, w małej miejscowości Miłoszyce (nieopodal Wrocławia) została zgwałcona i zamordowana 15-letnia Małgorzata K. Ciało nastolatki odnaleziono już 1 stycznia 1997 roku, pomiędzy zabudowaniami gospodarskimi. Nastolatka miała na sobie tylko skarpetki, a wokół ciała było pełno krwi. Szybko stało się jasne, że zgwałcona dziewczyna długo konała na śniegu.

Śledczy długo nie potrafili ustalić podejrzanych w tej sprawie, choć już na początku wśród przesłuchiwanych osób był Ireneusz M. Podczas jednego z przesłuchań miał on m.in. wyjawiać szczegóły, które mógł znać tylko sprawca. Sprawa zdawała się tkwić w martwym punkcie aż do 2000 roku, gdy po telewizyjnym programie, w którym pokazano wizerunek mężczyzny, z którym feralnej nocy miała bawić się Małgorzata K. To właśnie po programie na policję zadzwoniła kobieta twierdząca, że osoba na rysunku przypomina Tomasza Komendę. Tak rozpoczął się trwający wiele lat koszmar niewinnego mężczyzny, który został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, choć cały czas twierdził, że jest niewinny.

Dopiero po kilkunastu latach sprawa ponownie trafiła pod lupę prokuratury. W 2017 roku wyszło na jaw, iż związek ze sprawą może mieć nie kto inny, a Ireneusz M., który był karany za gwałty. W 2018 roku Tomasz Komenda wyszedł na wolność, a śledczy dalej badali sprawę zbrodni miłoszyckiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

10 tys. zł kary za happening artystów przed Sejmem. Sanepid odpuści ukaranym?

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje ws. dwóch uczestników happeningu przed Sejmem ws. wyborów 10 maja, którzy dostali po 10 tys. zł kary. Zdaniem RPO jest ona „rażąco surowa i niesprawiedliwa”. Jak dowiedział się polsatnews.pl, wniosków o ukaranie aktywistów było więcej. Inspektor sanitarna wstrzymała wydanie decyzji w ich sprawie i analizuje decyzje o już nałożonych karach. 6 maja, gdy Sejm zajmował się projektem ustawy ws. wyborów korespondencyjnych, ulicami Warszawy przeszła grupa artystów, która protestowała przeciwko głosowaniu 10 maja.

Ich działanie nawiązywało do akcji „List” Tadeusza Kantora z 1967 roku. Grupa dziesięciorga artystów sprzed gmachu Poczty Głównej przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie przeszła przed Sejm. Siedmioro z nich niosło 14-metrowy transparent wyglądający jak list. Był on opatrzony napisem „Żyć nie, umierać”.

– Starannie przygotowaliśmy się do tej akcji. Zachowywaliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa i dwumetrowe odstępy – powiedziała polsatnews.pl Marta Czyż, jedna z artystek.

„W notatce policyjnej było 2,36 m”

– Nam chciano dać mandaty po 100 zł za nielegalne zgromadzenie. Nie przyjęliśmy ich, bo byliśmy w pracy. Sprawa najpewniej wyląduje w sądzie – dodała.

Druga sprawa, to zachowanie odległości. Jak podkreśliła Czyż, w czasie happeningu policjanci zmierzyli odstępy pomiędzy uczestnikami zgromadzenia. Według jej relacji, w policyjnej notatce zapisano odległość 2,36 m.

Jednak w sobotę dwóch uczestników happeningu zostało ukaranych karą administracyjną w wysokości 10 tys. zł za „nieprzestrzeganie nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż dwa metry od siebie”. Decyzję wydał sanepid na wniosek policji.

– W sobotę rano, przed godz. 10 usłyszałem dzwonienie i walenie policjantów do moich drzwi. Było dwóch funkcjonariuszy, przekazali mi pismo i poinformowali, że wszystko jest nagrywane – powiedział polsatnews.pl Paweł Żukowski. Jak dodał, z dokumentu dowiedział się, że został ukarany za nieprzestrzeganie dwumetrowego odstępu.

„Kara może zostać uznana za niezgodną z konstytucją”

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak zauważył, „z wszystkich relacji wynika, że uczestnicy akcji stosowali się do przepisów sanitarnych (obowiązek zachowania 2 metrów odstępu, obowiązek zasłaniania twarzy)”.

„Widać to też na opublikowanym przez dziennikarzy nagraniu. Tym bardziej sposób potraktowania tych obywateli przez przedstawicieli państwa musi budzić wątpliwości” – dodał.

RPO podkreślił, że „ma świadomość znaczenia wprowadzonego zakazu organizacji zgromadzeń oraz ograniczeń w przemieszczaniu się w związku z obowiązującym stanem epidemii”. Niemniej – zauważył – całkowity zakaz budzi wątpliwości, ponieważ może prowadzić w praktyce do naruszenia istoty konstytucyjnego prawa do zgromadzeń.

„Kara nałożona przez Sanepid wydaje się w opisanej sytuacji rażąco surowa i niesprawiedliwa, a tym samym może zostać uznana za niezgodną z konstytucyjnym standardem określonym w art. 31 ust. 3 Konstytucji w związku z jej nieproporcjonalnością” – podkreślił Rzecznik.

Interwencje zapowiadają także politycy Lewicy. – Złożymy interpelację, pismo do Głównego Inspektoratu Sanitarnego z prośbą o wyjaśnienie. Z filmów dostępnych w mediach społecznościowych widać, że uczestnicy zgromadzenia zachowywali odstęp – przekazała Magdalena Biejat z Partii Razem.

„Może je uchylić”

Jak dowiedział się polsatnews.pl, policjanci wystąpili o ukaranie nie dwóch, a kilku aktywistów protestujących z 6 maja. Powiatowa inspektor, Jadwiga Mędelewska, wstrzymała jednak decyzje ws. pozostałych wniosków – usłyszeliśmy od rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie Joanny Narożniak.

– Pani inspektor zajęła się osobiście wnioskami ws. ukaranych już osób. Może kary podtrzymać lub je uchylić – dodała Narożniak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policja zatrzymała 37 osób protestujących przed kancelarią Prezesa Rady Ministrów

Stołeczni policjanci zatrzymali prewencyjnie 37 osób, które protestowały przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów – poinformował rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak. Wylegitymowano ponad 150 osób, wobec których zostaną skierowane wnioski do inspekcji sanitarnej. W czwartek przedsiębiorcy z wielu regionów Polski przyjechali do Warszawy, aby zaprotestować przeciw „zamrożeniu gospodarki” z powodu pandemii koronawirusa. Na początku jeździli wokół Ronda Dmowskiego, a następnie grupa protestujących przeszła Alejami Ujazdowskimi i zatrzymała się najpierw przed Sejmem, a później przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

Jak przekazał rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak w trakcie protestu funkcjonariusze wylegitymowali ponad 150 osób. Wobec wszystkich skierowane zostaną wnioski o ukaranie do inspekcji sanitarnej – powiedział policjant.

Wskazał, że funkcjonariusze skontrolowali również 54 pojazdy. W przypadku naruszeń przepisów ruchu drogowego nałożono dziesięć mandatów karnych oraz skierowane zostaną cztery wnioski do sądu. Ponadto zatrzymano siedem dowodów rejestracyjnych – podał.

W nocy z czwartku na piątek rozpoczęła się likwidacja „miasteczka” protestujących. W przypadku nocnego protestu mieliśmy do czynienia z bezwzględnym łamaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa – powiedział Marczak.

Naruszonych zostało wiele obostrzeń wprowadzonych celem ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa, a zachowanie protestujących należy określić, jako skrajnie lekceważące – podkreślił policjant.

Zaznaczył również, że na tego typu postawę nie ma przyzwolenia. Funkcjonariusze prewencyjnie zatrzymali 37 osób, które zostały przewiezione do jednostek na terenie garnizonu stołecznego, gdzie sporządzona zostanie dokumentacja niezbędna do skierowania wniosków o ukaranie do sądu – podkreślił dodając, że za czwartkowy protest do sądu skierowanych zostanie 129 wniosków o ukaranie.

Wcześniej rzecznik KSP informował o zatrzymaniu jednej z osób, która brała udział w proteście. Powodem zatrzymania było naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.

Uczestnicy protestu domagali się spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. Apelowali o odmrożenie gospodarki i skuteczną pomoc dla przedsiębiorców. W proteście uczestniczył m.in. kandydat na prezydenta Paweł Tanajno.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Włochy: 376 mafiozów i dilerów narkotykowych wyszło właśnie z więzień „ze względu na stan zdrowia”

Są oskarżeni lub już skazani za handel narkotykami, napady, zlecanie zabójstw. Włoski dziennik „La Repubblica” pisze o aresztowanych i skazanych mafiozach, którzy w czasie epidemii COVID-19 mogli opuścić więzienne mury i odbywają karę we własnym domu. O takie wyjście stara się właśnie brat Toto Riiny, bossa bossów sycylijskiej Cosa Nostry. Nazwisko do dziś budzi grozę, bo krwawo odznaczyło się w historii mafijnych porachunków: Toto, pseudonim „Bestia”, miał odpowiadać za zlecenie 150 i dokonanie 40 zabójstw.

Wniosków o zwolnienie z więzienia jest z dnia na dzień coraz więcej. „Stu więźniów, Sycylijczyków oskarżonych o działanie w mafii i przestępstwa narkotykowe prosi o areszt domowy, motywują podania stanem zdrowia” – pisze „Repubblica”. „Tyle samo próśb ze strony członków mafii Camorra i ‚Ndrangheta” – dodaje. Zatwierdzonych wniosków jest już łącznie 376.

O tym, czy więźniowie mogą wyjść zza krat, decydują różne organy: jeśli dopiero czekają na swój proces, na przejście na areszt domowy może pozwolić sędzia prowadzący, sądy do spraw ponownego rozpoznania, sądy apelacyjne. W przypadku osób już skazanych są to sądy, które nadzorują odbywanie kar w więzieniach w całym kraju.

„Ma 87 lat i jest poważnie chory”

Najbardziej „rozpoznawalnym” punktem na liście osób, które chciałyby opuścić mury zakładu karnego, jest aktualnie Gaetano Riina, brat Toto Riiny, bossa bossów sycylijskiej mafii Cosa Nostra. Przebywa w więzieniu w Turynie. – Ma 87 lat i jest poważnie chory. W naszym wniosku piszemy, że wśród więźniów zakładu w Turynie stwierdzono 60 potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, to sytuacja naprawdę niebezpieczna dla seniora, który ma tylko jedną nerkę, który przeszedł kilka zawałów i rozedmę płuc – tłumaczy jeden z jego pełnomocników mecenas Pietro Riggi w rozmowie z „Repubblicą”.

Gaetano Riina wpadł w ręce sycylijskiej policji jako 78-letni mężczyzna, w lipcu 2011 roku, po tym, jak karabinierzy podsłuchiwali go przez całe dwa lata. W trakcie trwającego dochodzenia śledczy ustalili, że sędziwy mafioso podejmował najważniejsze decyzje, w tym te dotyczące relacji z innymi sycylijskimi gangami.

Oskarżono go wtedy o wymuszenia i współpracę przy odbudowie upadłych klanów Cosa Nostry. Gaetano Riina ma do odbycia jeszcze dwa lata kary zasądzonej mu przez sąd w Neapolu.

Brat: „Bestia”

„Sławę” i postrach zapewniają mu więzy krwi: jego brat, Toto (skrót od imienia Salvatore), nazywany był też „Capo dei Capi” („boss bossów”), „La Bestia” (przez okrucieństwo dokonanych morderstw) i „U Curtu” („Krótki”, z powodu niskiego wzrostu – niecałe 160 cm). Urodzony w 1930 roku w Corleone, w szeregi organizacji przestępczych miał wkroczyć już jako 18-latek, po zrealizowaniu zabójstwa na zlecenie. W ciągu kilkudziesięciu lat miał osobiście zabić 40 osób i zlecić 150 morderstw. W ramach wytoczonej wojny z państwem włoskim kazał mordować polityków, śledczych i policjantów.

Ukrywał się przez 24 lata, ostatecznie wpadł w styczniu 1993 roku. Podczas aresztowania miał tłumaczyć policji, że nie wie, co się dzieje, przedstawiał się jako księgowy. Skazano go na 26 wyroków dożywocia, w tym za zlecenie zamachów bombowych na sędziów śledczych walczących z mafią: Giovanniego Falcone i Paolo Borsellino. Śledczy twierdzą, że delegował zadania także z więzienia.

Potrafią kierować ludźmi zza krat, co dopiero z domów

Dziennikarze „Repubbliki” piszą o liście mafiozów i handlarzy narkotyków, którym przez ostatnie półtora miesiąca udało się „skorzystać z okazji” koronawirusa i już teraz karę mogą odbywać w domu. Jest ich 376.

To między innymi Giuseppe Sansone z Palermo zatrzymany zeszłego lata – śledczy uznali go za jedną z osób, które były w trakcie tworzenia całkowicie nowej grupy przestępczej. Rocco Santo Filippone z Kalabrii, przeciwko któremu toczy się proces w sprawie zamachów z lat 1993 i 1994 – zginęli wtedy policjanci. I Carmelo Terranova, skazany na trzykrotne dożywocie za zabójstwa w latach dziewięćdziesiątych.

Zza krat wypuszczono też Francesco Bonurę, Pasquale Zagarię, Vincenza Di Piazzę i Vincenza Iannazza – cała czwórka odbywała karę więzienia o zaostrzonym rygorze, która zakłada całkowitą izolację więźnia i ograniczenie jego kontaktów z osobami trzecimi do niezbędnego minimum (nawet „spacery” odbywa się w samotności).

Dziennik cytuje sycylijskich śledczych, którzy z niepokojem wypowiadają się o bossach wracających teraz na „swój teren”. „Areszt domowy to środek absolutnie niewystarczający dla osób tak niebezpiecznych” – piszą prokuratorzy z działu do walki z mafią w Palermo. Przypominają, że przywódcy grup przestępczych potrafią kierować ludźmi zza krat, co dopiero z domów. A szczególnie trudne zadanie stoi też teraz przed lokalnymi funkcjonariuszami policji, którzy muszą sprawdzać, z kim mafiozi się spotykają i do kogo dzwonią.

Zmiany w zarządzie służby więziennej

Listę stworzył departament do spraw zarządu służbą więzienną (działający we włoskim ministerstwie sprawiedliwości) na zlecenie sejmowej komisji antymafijnej.

Fakt, że urzędnicy nie zaproponowali alternatywy dla domowego aresztu (na przykład utworzenie szpitalnych zakładów karnych) sprawił, że minister sprawiedliwości Alfonso Bonafede w ostatnich dniach zmienił członków zarządu departamentu. Departamentem kieruje obecnie Dino Petralia, zastępuje go Roberto Tartaglia (obaj sędziowie doświadczeni w walce z mafią). Jak podaje „La Repubblica”, od razu wzięli się za naprawianie błędów – mają w planach przeanalizować każdy wniosek złożony przez wszystkich 376 więźniów i jeszcze raz dokładnie prześledzić akta ich spraw.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mandaty i wnioski do sądu po strajku kobiet

W trakcie Samochodowego Strajku Kobiet, który odbył się we wtorek, 14 kwietnia na rondzie Dmowskiego w Warszawie, policjanci wylegitymowali 24 osoby. Materiały w ich sprawie trafią do sanepidu. Ponadto w trakcie manifestacji nałożono cztery mandaty, do sądu trafi sześć wniosków o ukaranie.

We wtorek odbył się Samochodowy Strajk Kobiet. Wokół ronda Dmowskiego jeździło kilkadziesiąt samochodów oraz rowerzystów. Manifestujący pod hasłem „Odrzuć projekt Godek #Piekłokobiet” pokazali swój sprzeciw wobec obywatelskiemu projektowi przepisów zaostrzających prawo aborcyjne, którym w tym tygodniu ma się zająć Sejm.

Rzecznik stołecznej policji, Sylwester Marczak poinformował, że w związku z tą akcją wylegitymowano 24 osoby, cztery ukarano mandatem, a w przypadku sześciu wnioski o ukaranie skierowano do sądu. Pozostałe osoby zostały pouczone. „Najwięcej wykroczeń związanych było z łamaniem przepisów ruchu drogowego. Przykładem jest m.in. tamowanie ruchu” – wyjaśnił policjant.

„Na tym nie koniec. Wobec wszystkich skierowane zostaną materiały do właściwego inspektora sanitarnego. Dotyczy to m.in. nieuzasadnionego przemieszczania się” – przekazał Marczak. Sanepid decyduje o nałożeniu kar administracyjnych za złamanie obostrzeń związanych z epidemią. Ogólnopolski Strajk Kobiet oraz aktywistki i aktywiści zachęcają w mediach społecznościowych, aby w trakcie epidemii koronawirusa umieszczać rysunki błyskawicy na oknach i wywieszać plakaty.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wnioski o areszt dla burmistrza dzielnicy Włochy Artura W. i biznesmena Sabriego B.

Są wnioski o trzymiesięczny areszt dla burmistrza warszawskiej dzielnicy Włoch Artura W. oraz tureckiego biznesmena Sabriego B. Samorządowiec miał od przedsiębiorcy przyjąć łapówkę w wysokości 200 tys. zł. Obaj zostali przyłapani przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego na gorącym uczynku.

CBA we wtorek poinformowało o zatrzymaniu w Warszawie dwóch osób „uwikłanych w korupcyjny proceder”. Jak wynika z informacji naszego dziennikarza Krzysztofa Zasady, turecki przedsiębiorca budowlany Sabri B. wrzucił torbę z 200 tys. zł przez okno do służbowej skody samorządowca. Potem obaj się rozjechali.

Turek swoim Mercedesem S klasy pojechał do restauracji, a Artur W. – do garażu w domu teścia. Tam też próbował ukryć wręczone pieniądze. Dwie ekipy funkcjonariuszy CBA w dwóch miejscach w Warszawie zatrzymały obu mężczyzn.

Łapówka od tureckiego biznesmena miała być zapłatą za wydanie korzystnych dla dewelopera decyzji – chodziło o nieruchomość przy ulicy Łopuszańskiej w Warszawie. Obaj mężczyźni usłyszeli już zarzuty. Jest także podejrzenie, że już wcześniej burmistrz dzielnicy Włochy wziął pierwszą transzę łapówki – w podobnej kwocie 200 tysięcy złotych.

Burmistrz dzielnicy Włochy i jego majątek

Artur W. z Koalicji Obywatelskiej został burmistrzem Włoch w listopadzie ubiegłego roku, wcześniej był zastępcą burmistrza Bielan. W związku z jego zatrzymaniem prezydent Rafał Trzaskowski odwołał mu wszelkie udzielone pełnomocnictwa i upoważnienia. Mężczyzna zasiada w radzie nadzorczej Przedsiębiorstwa Gospodarki Maszynami Budownictwa. Jak wynika z jego oświadczenia majątkowego, z tego tytułu w 2018 roku osiągnął dochód w wysokości ponad 40 tys. zł.

Firma, w której w radzie nadzorczej zasiada Artur W., wynajmuje maszyny i urządzenia budowlane. Oferuje również wynajem dźwigów. Według oświadczenia majątkowego za 2018 rok Artur W. posiada dom o powierzchni 160 metrów kwadratowych, którego wartość wycenił na 700 tys. złotych. Jest też właścicielem działki o powierzchni 3000 metrów kwadratowych (wartość 60 tys. zł) i współwłaścicielem działki o wielkości 2055 metrów kwadratowych (wartość 230 tys. zł).

Zarobił ponadto 146 235,27 zł w dzielnicowym ratuszu. Ma też 140 tys. zł oszczędności. W oświadczeniu nie ma informacji, że Artur W. posiada jakikolwiek samochód. Nie jest też zadłużony.
Źródło info i foto: RMF24.pl