Zaginiony 24-letni Igor nie żyje

Igor ze Słupcy nie żyje. 24-latek zaginął 3 września w okolicach jeziora w Gosławicach koło Konina. – Mężczyzna utonął. Policja pod nadzorem prokuratury wyjaśnia okoliczności jego śmierci – przekazał w rozmowie z portalem RadioZET.pl oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Koninie. Policja w Koninie potwierdziła w środę, że mężczyzna utonął. Jego ciało znaleziono w wodzie, w kanale chłodniczym elektrowni Pątnów przy jeziorze Gosławskim.

– Wyjaśniamy obecnie, czy 24-latek sam utonął, czy do jego śmierci przyczynił się ktoś inny – przekazał w rozmowie z portalem RadioZET.pl oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Koninie. Ciało zostało już przekazane do sekcji zwłok. Policja wyjaśnia okoliczności śmierci mężczyzny pod nadzorem prokuratora.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gdynia: Ciało mężczyzny przy falochronie. Trwa ustalanie przyczyny śmierci

Dramatyczne odkrycie w centrum Gdyni. Przy falochronie w wodzie znaleziono ciało mężczyzny. Służby próbują ustalić okoliczności jego śmierci. W poniedziałek rano niedaleko plaży w centrum Gdyni dokonano makabrycznego odkrycia. Poinformował o nim jeden z czytelników portalu Trójmiasto.pl.

Przy falochronie w wodzie unosiło się ciało mężczyzny. Jak na razie niewiele wiadomo na temat okoliczności zdarzenia. Gdyńscy funkcjonariusze policji potwierdzili otrzymanie zgłoszenia w tej sprawie. O znalezieniu zwłok w pobliżu falochronu dowiedzieli się około godziny 4 rano.

„Na miejsce pojechała grupa dochodzeniowo-śledcza. Policjanci pracowali pod nadzorem prokuratury. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich” – powiedziała Jolanta Grunert z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni w rozmowie z Trójmiasto.pl.
Źródło info i foto: o2.pl

W Gdańsku wydobyto zwłoki młodej kobiety. To zaginiona 24-latka?

Grupa Specjalna Płetwonurków RP odnalazła i wydobyła ciało młodej kobiety w Gdańsku – poinformował Interię Maciej Rokus. Od wtorku trwały tam poszukiwania 24-letniej Marty. Kobieta w poniedziałek wieczorem wyszła z domu z psem i ślad po niej zaginął.

„Zakończono poszukiwania 24-letniej gdańszczanki. Tuż po godz. 13:00 z kanału portowego zostało wyłowione ciało kobiety. Na miejscu pod nadzorem prokuratora oraz z udziałem biegłego z zakresu medycyny sądowej pracowali policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej. Funkcjonariusze przeprowadzili oględziny, policyjny technik sporządził dokumentację fotograficzną. Policjanci cały czas pracują nad sprawą i szczegółowo sprawdzają okoliczności zdarzenia” – poinformowała w komunikacie KMP w Gdańsku. 

Nie ma oficjalnego potwierdzenia, że odnaleziono ciało zaginionej 24-letniej Marty.

W akcji brała udział też Grupa Specjalna Płetwonurków RP. – Poszukiwania rozpoczęliśmy wczesnym przedpołudniem, ciało zostało znalezione kilka godzin potem w rejonie latarni w Gdańsku Wrzeszczu. Wyłowiliśmy je z morza kilkadziesiąt metrów od brzegu. Kobieta znaleziona była w zimowym ubraniu – powiedział Interii Maciej Rokus z Grupy Specjalnej Płetwonurków RP, która dołączyła do poszukiwań na prośbę rodziny 24-latki.

Wyszła z psem i nie wróciła

24-letnia Marta K. była ostatni raz widziana we wtorek w nocy 29 grudnia, kiedy to pomiędzy godz. 1 a 6 wyszła na spacer z psem i nie wróciła do domu. Była ubrana w granatową kurtkę i czarne buty, nie miała czapki. Nie zabrała ze sobą telefonu. W domu zostawiła wszystkie rzeczy osobiste. We wtorek przed południem rodzina kobiety poinformowała o zaginięciu policję. 

Trójmiejskie media podały, że pies został znaleziony przez spacerującego w mężczyznę na terenie Wolnego Obszaru Celnego. Funkcjonariusze policji sprawdzili monitoring. Kamery w dniu 29 grudnia między godz. 2:00 a 3:00 zarejestrowały postać kobiety. Policja sprawdzała w środę teren w pobliżu falochronu zachodniego w Brzeźnie m.in. z motorówek. Poszukiwania kontynuowane były także w czwartek z udziałem Grupy Specjalnej Płetwonurków RP i straży pożarnej. Nabrzeże przeszukiwało Poszukiwawcze Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tragiczny finał poszukiwań 87-latka

Po trwającej cztery dni akcji poszukiwawczej, strażaccy płetwonurkowie wyłowili z częstochowskiego zbiornika „Michalina” ciało zaginionego w miniony wtorek 87-latka z tego miasta. Wszystko wskazuje na to, że senior utopił się podczas kąpieli. Wcześniej na brzegu znaleziono jego rzeczy.

O zakończeniu wszczętej w minioną środę akcji poinformowała w niedzielę śląska policja. Zaginięcie 87-latka zgłosiła rodzina, zaniepokojona jego nieobecnością. Ustalono, że dzień wcześniej senior wypoczywał nad wodą; znaleziono tam torbę z jego rzeczami i telefon.

Rozpoczęły się trwające cztery dni poszukiwania, prowadzone zarówno w okolicy zbiornika, jak i w wodzie. W sobotę płetwonurkowie ze specjalistycznej jednostki strażackiej w Bytomiu odnaleźli i wyłowili ciało mężczyzny. Okoliczności jego śmierci wyjaśniają teraz policjanci, pod nadzorem częstochowskiej prokuratury.

Jak wynika z policyjnych statystyk, w lipcu tego roku w woj. śląskim utonęło 6 osób, podczas gdy w lipcu rok wcześniej – jedna. W sierpniu zeszłego roku w regionie utonęło 5 osób. Policja apeluje o rozsądek i przestrzeganie zasad bezpiecznego wypoczynku nad wodą.

– Nie bądźmy obojętni i zwracajmy uwagę na innych wypoczywających nad wodą – nasza reakcja na zagrożenie może uratować komuś życie – przypominają częstochowscy policjanci.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ciało kobiety znalezione w zbiorniku wodnym. Nowe ustalenia śledczych

Makabryczne odkrycie w Gościeszynie (pow. wolsztyński) w Wielkopolsce. W zbiorniku wodnym na terenie jednej z prywatnych firm znaleziono zwłoki 47-letniej kobiety. Co tam się wydarzyło? Kim była ofiara? Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura.

Do makabrycznego odkrycia doszło we wtorek (23 czerwca). Na terenie jednej z firm, która zajmuje teren po byłym zakładzie PGR w Gościeszynie znaleziono zwłoki.

– Lekarz, który przyjechał na miejsce stwierdził zgon 47-letniej mieszkanki Wolsztyna – przekazał w rozmowie z „SE” asp.sztab. Wojciech Adamczyk, rzecznik prasowy KPP w Wolsztynie.

Sprawą zajmuje się prokuratura, która wyjaśnia okoliczności zdarzenia. Co tam się wydarzyło?

– Biegły obecny na miejscu ujawnienia zwłok i dokonujący ich oględzin nie stwierdził obrażeń zewnętrznych świadczących, że do śmierci kobiety przyczyniły się osoby trzecie – powiedział „SE” prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Czy wiadomo kim była 47-latka?

– Kobieta ta zajmowała się ochroną terenu. Nie mam informacji czy był pracownikiem zakładu, który jest właścicielem tego terenu – zdradza prok. Wawrzyniak.

W piątek ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok, która pozwoli na określenie przyczyny zgonu.
Źródło info i foto: se.pl

Tragiczny finał poszukiwań 10-latka

Po godzinie 22:00 płetwonurkowie odnaleźli ciało 10-letniego chłopca, który zaginął wcześniej na kąpielisku w miejscowości Jurków w powiecie brzeskim. 10-letni mieszkaniec powiatu tarnowskiego zaginął w niedzielę po południu. Zgłoszenie na temat nieszczęśliwego zdarzenia dotarło do służb ok. 17.15. Jak podaje portal bochnianin.pl, 10-latek bawił się na kąpielisku Chorwacja w Jurkowie. Razem z rodziną spędzał tam ostatni dzień wakacji.

W poszukiwaniach uczestniczyli strażacy z PSP w Brzesku, strażacy ochotnicy oraz policjanci. Do działań włączyła się również Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Wodno-Nurkowego z Tarnowa. Akcja trwała zarówno w wodzie, jak i na brzegu.

Policja zajmuje się teraz wyjaśnianiem okoliczności śmierci dziecka.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwania Piotra Woźniaka-Staraka wciąż trwają. „Strażacy korzystają z dwóch sonarów i robota”

– Straż pożarna ma do dyspozycji dwa sonary i specjalnego robota. Tam gdzie nie będą mogli dotrzeć płetwonurkowie, tam ma dotrzeć ten robot – informuje reporterka Polsat News Anna Mioduszewska, która jest przy jeziorze Kisajno. W niedzielę zaginął tam milioner Piotr Woźniak-Starak. Według wstępnych ustaleń policji, biznesmen wypadł z motorówki. Służby prowadzą akcję poszukiwawczą.

– Akcja poszukiwawcza nie jest prosta. Kisajno to jezioro przepływowe i łączy się z innymi. Choć średnia głębokość wynosi tutaj 8 metrów, to w przypadku innych zbiorników to 25 metrów – poinformowała reporterka Polsat News.

W akcji, oprócz strażaków, biorą udział również policyjni wodniacy z Giżycka i Mrągowa. Do poszukiwań włączeni zostali płetwonurkowie oraz policyjna łódź z sonarem.

– Skupiamy się na poszukiwaniach na wodzie. Sytuacja jest dynamiczna; zakres działań jest rozszerzany i włączane są kolejne jednostki – przekazała Izabela Niedźwiedzka-Pardela z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

Motorówka pływała po jeziorze nad ranem

Według policji, z soboty na niedzielę przed godz. 4 nad ranem odebrano zgłoszenie, że po jeziorze Kisajno pływa motorówka i może zakłócać spoczynek żeglarzy. Funkcjonariusze i ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego odnaleźli na miejscu dryfującą łódź motorową. Na jej pokładzie nikogo nie było. Silnik nie pracował, być może skończyło się paliwo.

W ocenie policjantów, rzeczy pozostawione na motorówce wskazywały, że mogły nią płynąć dwie osoby. Natychmiast rozpoczęto poszukiwania, w trakcie, których znaleziono na brzegu jeziora jedną z tych osób.

Asp. Iwona Chruścińska z policji w Giżycku przekazała, że z relacji odnalezionej kobiety wynikało, że płynęła motorówką z 39-letnim mężczyzną i podczas wykonywania manewru skrętu obydwoje wypadli z niej do wody. Kobieta zdołała dopłynąć sama do brzegu. Relacjonowała, że przepłynęła około stu metrów.

Policja poinformowała, że odnaleziona na brzegu 27-letnia mieszkanka Łodzi była w dobrym stanie.

Trwająca w niedzielę akcja poszukiwawcza Piotra Woźniaka-Staraka została przerwana ok. godz. 21 z powodu zapadnięcia zmroku. Akcja została wznowiona w poniedziałek rano.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało noworodka wyłowione z Odry w Nowej Soli

Zwłoki noworodka zostały znalezione w Odrze w Nowej Soli. Makabrycznego odkrycia dokonał wędkarz. Jak dotąd policja nie zdradza żadnych szczegółów dotyczących odkrycia. Nie wiadomo, czy na ciele są jakieś ślady świadczące o zabójstwie, czy też noworodek został wyrzucony do wody zaraz po urodzeniu. Nie jest znana także płeć dziecka.

Dryfujące ciało w Odrze po godz. 19.00 w poniedziałek 18 czerwca zauważył wędkarz. Kiedy je wyciągnął zobaczył, że to zwłoki niemowlaka. Na miejsce natychmiast została wezwana policja oraz prokurator. Teren został zabezpieczony. – Na miejscu pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza – powiedział Fakt24 st. sierż. Justyna Sęczkowska, rzeczniczka nowosolskiej policji.

Policja nie zdradza żadnych szczegółów dotyczących makabrycznego odkrycia. Nie wiadomo jaka jest płeć noworodka. Nie jest również wiadomo, czy ma na ciele są jakieś ślady świadczące o zabójstwie, czy też noworodek został wyrzucony do wody zaraz po urodzeniu. – Nad rzeką cały czas trwają czynności związane z odkryciem ciała noworodka – mówi st. sierż. Sęczkowska.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dalszy ciąg sprawy Ewy Tylman. Adam Z. nie był pijany

Kolejny świadek w procesie Adama Z., oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman twierdzi, że oskarżony nie był pijany, a wyraźnie zdenerwowany. Przeczy to wersji Adama Z., który od początku procesu podkreśla, że w nocy, kiedy zginęła Tylman urwał mu się film i nic nie pamięta.

We wtorek poznański Sąd Okręgowy kontynuował proces Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Według prokuratury, 23 listopada 2015 roku mężczyzna zepchnął dziewczynę ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody.

Świadek: Adam Z. nie był pijany

W trakcie wtorkowej rozprawy sąd przesłuchał Andrzeja M. Oskarżony, w nocy, kiedy zginęła Tylman, miał zadzwonić przez pomyłkę do mężczyzny. – To było chwilę po godzinie 3. w nocy, byłem zaspany. Usłyszałem, że muszę przyjechać. Spytałem: ale gdzie, po kogo? Usłyszałem: Po Ewę, po twoją laskę. Wydaje mi się, że powiedziałem, że to pomyłka – powiedział świadek.

– Mężczyzna, który dzwonił, był zdecydowanie zdenerwowany, mówił niespokojnie, ale wyraźnie – nie bełkotał, mówił podniesionym głosem i takim agresywnym tonem. Był przekonany, że dzwoni pod właściwy numer” – dodał.
Andrzej M. był już kolejnym świadkiem w tej sprawie, którego zeznania wskazują, że oskarżony nie był pijany, a jeśli był pod wpływem alkoholu, to nie na tyle, by nie kontrolować swojego zachowania. Zdaniem ojca Ewy Tylman, Andrzeja, to istotne zeznania, ponieważ pokazują, że – w jego ocenie – oskarżony kłamie. Adam Z., od początku procesu podkreśla, że w nocy, kiedy zginęła Tylman, był tak bardzo pijany, że „urwał mu się film”; nic nie pamięta i nie wie w jakich okolicznościach zginęła kobieta.

Obrońca Adama Z. adw. Ireneusz Adamczak oznajmił, że zeznania Andrzeja M. to „jego własna ocena, ale kłóci się ona z materiałem dowodowym w sprawie”. „To było odczucie świadka, a świadek ma prawo tak czy inaczej postrzegać określoną osobę. Zebrany materiał wskazuje na coś odwrotnego, świadek mógł się mylić, ale ostateczna ocena należy do sądu” – podkreślił.

Zeznania znajomej i przyjaciółki
We wtorek sąd przesłuchał także m.in. znajomą Adama Z. – Joannę K. Jak mówiła, w noc po zaginięciu Ewy Tylman kontaktowała się z oskarżonym za pośrednictwem komunikatora internetowego.

– Pisał, że nic nie pamięta, że wywrócili się z Ewą koło Kupca, i dalej nic nie pamięta.(…) Adam z Ewą bardzo dobrze się dogadywali. Adam jak dostał awans na asystenta i czegoś nie wiedział, to Ewa była dla niego pomocną ręką. Wydaje mi się, że się przyjaźnili (…) Mówił, że traktował Ewę jak siostrę, i że boi się, że mógł jej coś zrobić, ale odebrałam to jako przejęcie się tą sytuacją, niecodziennie ginie człowiek” – podkreśliła. Dodała, że według niej Ewa Tylman nie uważała Adama Z. za homoseksualistę.

W noc po zaginięciu kobiety, Adam Z. kontaktował się też m.in. z przyjaciółką Kingą W. Kobieta mówiła w sądzie, że kiedy kilka dni po zaginięciu kobiety spotkała się z oskarżonym w Pile „Adam był zdezorientowany. Zbyt dużo nie mówił o sprawie, mówił, że nie może, że nie pamięta. Był przejęty”.

Dodała, że wiele razy bywała na imprezach z Adamem Z. – Nie był nigdy agresywny, nie było żadnych niepokojących zachowań po alkoholu. (…) Odprowadzaliśmy się do domu, zawsze wszystko dobrze się kończyło” – mówiła. Pytana, czy kiedykolwiek była świadkiem, żeby Adam Z. miał zaniki pamięci po alkoholu, odpowiedziała, że „osobiście nie mieliśmy takiej sytuacji. Raz był tylko w takim stanie, że musiałam go odprowadzić do domu”.

Rodzice Adama Z. nie zeznawali

We wtorek zeznawała też Katarzyna W. Kobieta mówiła w sądzie, że o zaginięciu Ewy Tylman dowiedziała się z mediów społecznościowych. – Od chłopaka Ewy dowiedziałam się, że Ewa nie wróciła do domu po imprezie firmowej. Dowiedziałam się, że wraz z braćmi Ewy szukają jej, więc ja też tam pojechałam im pomóc – mówiła.

Świadek mówiła też o poszukiwaniach kobiety. Jak wskazała, „jedna grupa rozdawała ulotki o zaginięciu w okolicach Starego Rynku, druga grupa pytała w barach i klubach, czy nie widzieli Ewy. Potem udaliśmy się do mostu Rocha, tam też się podzieliliśmy na dwie grupy. Następnego dnia też kontynuowaliśmy poszukiwania”. Dodała, że kiedy w trakcie poszukiwań spotkali się z Adamem Z., to odniosła wrażenie, że Adam Z. jest zdenerwowany, ale – w jej ocenie – „nie był przejęty tą sytuacją, tym, że po raz ostatni widział Ewę” – podkreśliła.

Sąd miał we wtorek przesłuchać także rodziców Adama Z., ale pisemne poinformowali sąd o odmowie składania zeznań w sprawie.

Ojciec zmarłej rozczarowany procesem

Ojciec Ewy Tylman, Andrzej, powiedział, że czuje się rozczarowany przebiegiem procesu. – Minął już rok, a ja nadal nic nie wiem. Wszyscy jeździmy, widzimy co się dzieje, tyle już świadków zostało przesłuchanych, a w tej sprawie nie ma żadnego ruchu do przodu. Oskarżony siedzi sobie i nic nie mówi, a on przecież wszystko wie – mówił.

Z kolei pełnomocnik rodziny Ewy Tylman, mec. Mariusz Paplaczyk wniósł we wtorek o odtworzenie przed sądem kompilacji z nagrań monitoringu obrazujących ostatnią drogę Ewy Tylman. Jak wskazał, nagrania „to kluczowy dowód, na którym opiera się akt oskarżenia, dlatego, że o ile świadkowie mogą się mylić, to kamery przy prawidłowym zestawieniu czasu i daty pokazują obiektywnie nie tylko drogę przejścia Ewy Tylman i Adama Z., ale także stan, w jakim się znajdowali”.

Odnosząc się do zeznań świadków, szczególnie zeznań osób, które miały kontakt z oskarżonym krótko po zaginięciu Tylman, powiedział, że „od samego początku konsekwentnie mówimy, że Adam Z. budował swoją linię obrony już od momentu pierwszej korespondencji SMS-owej”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Są wyniki sekcji zwłok ofiar wyłowionych z Wisłoka

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu Marta Pętkowska, biegli stwierdzili, że przyczyną śmierci było utonięcie. Wszystkie pięć ofiar nie miało poważnych obrażeń wewnętrznych, a jedynie powierzchowne, które nie zagrażały życiu. Gdyby samochód nie wpadł do wody, wszyscy przeżyliby wypadek.

Biegli pobrali także krew do badań toksykologicznych. Chcą ustalić, czy któraś z ofiar była pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Wyniki poznamy za kilka tygodni.

Ustalono także, że samochód, którym jechała piątka młodych ludzi, wpadł w poślizg, zjechał z drogi i wpadł do rzeki.

Pętkowska zaznaczyła, że przeprowadzone wstępne oględziny pojazdu i miejsca zdarzenia przez biegłego w zakresie ruchu drogowego wskazują, że pojazd przed wjechaniem do rzeki dachował. – Dopiero szczegółowe badania ustalą, co było przyczyną dachowania czy były to trudne warunki, jakie wówczas panowały, czy może nadmierna prędkość lub jakaś przeszkoda – powiedziała prokurator.

Prokuratura Okręgowa w Przemyślu – w związku w wyłowieniem z Wisłoka w Tryńczy auta z pięcioma ciałami – wszczęła śledztwo w kierunku spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym – powiedziała rzeczniczka przemyskiej prokuratury Marta Pętkowska.

Wczoraj policjanci i strażacy przez kilka godzin pracowali w okolicach rzeki Wisłok w Tryńczy. Użyty przez strażaków sonar wskazał, że na dnie rzeki znajduje się duży przedmiot; prawdopodobnie samochód. Przed godz. 16 na brzeg wyciągnięto daewoo tico.

W środku znajdowało się pięć ciał – trzech kobiet oraz dwóch mężczyzn. Kobiety, w tym dwie siostry, w wieku 19, 18 i 16 lat były od kilku dni poszukiwane. Wyszły z domu 25 grudnia, ostatni raz widziane były w poniedziałek wraz z dwoma mężczyznami, jak wsiadały do daewoo tico. Pozostałe dwa ciała to zwłoki tych mężczyzn w wieku 24 i 27 lat.
Źródło info i foto: onet.pl