Bartłomiej M. ma nowe kłopoty. Odpowie za sprzedawanie wódki bez zezwolenia

02.06.2021 Warszawa Gala charytatywna Collins Charity Fight Night fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
N/z: Bartlomiej Misiewicz

Bartłomiej M. odpowie przed sądem za reklamowanie i sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez wymaganego zezwolenia – dowiedziała się PAP. Do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy trafił akt oskarżenia. Były współpracownik Antoniego Macierewicza i b. rzecznik MON odpowie przed sądem za reklamowanie i sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez wymaganego zezwolenia – dowiedziała się PAP.

Dochodzenie w tej sprawie prowadziła policja, a akt oskarżenia za pośrednictwem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota został skierowany do Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy w Warszawie w dniu 21 maja br.

Bartłomiej M. oskarżony o sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez zezwolenia

„Sprawa została zarejestrowana, obecnie akta sprawy znajdują się u sędziego referenta celem wyznaczenia terminu rozprawy lub posiedzenia” – podała PAP Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Bartłomiejowi M. postawiono zarzuty z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Według oskarżyciela, M. „w okresie od 31 stycznia 2020 roku do 17 września 2020 roku na ogólnodostępnym profilu na portalu Twitter i stronie internetowej publicznie reklamował wódkę +Misiewiczówka+ poprzez zamieszczenie grafiki oraz opisu, w których rozpowszechniał nazwę producenta, znaki towarowe oraz symbole graficzne, służące popularyzowaniu znaków towarowych napoju alkoholowego”. Policja ustaliła, że M. sprzedawał „Misiewiczówkę” bez wymaganego zezwolenia na napoje alkoholowe.

Na stronach reklamujących wódkę informowano, że jest to „pozycja klasy premium białego alkoholu” i „najdelikatniejsza wódka w Polsce”, a „receptura Misiewiczówki oparta jest na starannie pielęgnowanych kłosach pszenicy, bez żadnego opryskiwania i bez dodatków detergentów. Kwintesencją oferowanego produktu jest woda źródlana”.

W 2019 roku M. został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z prowadzonym przez prokuraturę w Tarnobrzegu śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A. Spędził w areszcie pięć miesięcy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zlikwidowano nielegalną gorzelnię. Podróbki sprzedawano w sklepach

Ponad 55 tys. litrów spirytusu, z którego podrabiano markowe alkohole, przejęli w Łodzi funkcjonariusze CBŚP i służb skarbowych. Zatrzymano 4 osoby. Nielegalna gorzelnia znajdowała się w hali magazynowej w Łodzi. Podczas przeszukań funkcjonariusze natrafili na 55 tysiąclitrowych pojemników ze spirytusem.

Oprócz tego znaleźli kilkadziesiąt tysięcy pustych butelek z etykietami znanych producentów. W pomieszczeniu było też 5 tysięcy gotowych wódek. Wytwórnia składała się z profesjonalnej linii do rozlewania alkoholu, oklejania i kapslowania butelek. Podróbki trafiały do sklepów. Proceder trwał co najmniej kilka miesięcy.

4 zatrzymane osoby w Prokuraturze Krajowej w Lublinie usłyszały zarzuty między innymi uszczuplenia wpływów Skarbu Państwa o ponad 3 mln zł.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tak Rosjanie drwią z Brytyjczyków. Mają piwo o nazwie Nowiczok

Media na Wyspach piszą, że Rosjanie kpią sobie z Brytyjczyków nadając wódce, piwu i innym produktom nazwę śmiercionośnego nowiczoka. Robią to, jak zauważa „Mirror”, nie bacząc na śmierć 44-letniej kobiety w Salisbury, która zatruła się nowiczokiem.

Okazuje się, że stworzona przez Rosjan w latach 70. XX wieku paraliżująca substancja, o której na nowo zrobiło się głośno za sprawą próby otrucia w Wielkiej Brytanii Siergieja Skripala i jego córki, oraz śmierci 44-letniej Brytyjki, może posłużyć do reklamy alkoholu, kawy czy koszulek.

Moskiewska firma Spare Skin używa nazwy nowiczok, by w ten sposób zwrócić uwagę klientów na konkretny produkt – w tym wypadku T-shirt z nadrukiem – który ich zdaniem ma „rosyjski charakter”. Jak twierdzi firma, mimo początkowo negatywnych opinii, teraz produkt sprzedaje się świetnie.

Piwo o nazwie Nowiczok. Na etykiecie obraz Beksińskiego

„Zniewalający smak wprowadzi wasze receptory i świadomość w paralityczno-drgawkową nirwanę. Ściśle tajne. Trump nie będzie w stanie niczego udowodnić” – tak z kolei reklamuje się rosyjski browar, który tak nazwał swoje piwo. Na etykiecie wydrukowano reprodukcję przerażającego obrazu autorstwa Zdzisława Beksińskiego.

Jak przypomina telewizja Biełsat, artysta nie nadawał swoim płótnom tytułów, ale miłośnicy jego twórczości obraz nazwali „Pełzającą Śmiercią”.

Zmarła 44-letnia Brytyjka zatruta nowiczokiem

W Salisbury zmarła 44-letnia kobieta, która w sobotę zatruła się nowiczokiem po tym, jak miała przypadkowy kontakt z substancją. Wraz z nią zatruł się mężczyzna, który przebywa w szpitalu w stanie krytycznym.

Szef oddziału policji zajmującego się zwalczaniem terroryzmu w Wielkiej Brytanii powiedział dziennikarzom, że nie jest w stanie zapobiec dalszym ewentualnym zatruciom. Policjanci nie są w stanie stwierdzić, czy pochodzi ona z tego samego źródła, co substancja użyta w marcu do otrucia byłego rosyjskiego podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ukraina: Podrabiana wódka zabiła już 23 osoby

Zatruciu uległo 51 osób, 21 znajduje się w szpitalach. Według śledczych wytwórcą podrobionej wódki jest najprawdopodobniej 27-letni mieszkaniec Charkowa na północnym wschodzie kraju. Mężczyzna jest poszukiwany przez policję.

Jak wyglądał nielegalny proceder?

Śledczy dotarli do magazynu, w którym znajdowały się aż 4 tony tej niebezpiecznej substancji. Była tam ona rozlewana do pojemników, a następnie rozwożona do niewielkich sklepów spożywczych, gdzie sprzedawano ją na kieliszki, po 5 hrywien za 100 gramów. W związku ze sprawą zatrzymano kilku właścicieli sklepów. Pięć hrywien to równowartość około 70 groszy. Półlitrowa butelka wódki z akcyzą kosztuje przeciętnie ok. 60 hrywien, czyli niecałe 9 złotych.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Morderstwo na osiedlu na Zielonej Białołęce

Spokojne osiedle z dala od miejskiego zgiełku stało się miejscem zbrodni! Do tragedii doszło na strzeżonym osiedlu przy ulicy Kartograficznej na Zielonej Białołęce. W nocy z soboty na niedzielę między dwoma mężczyznami doszło do awantury. Wcześniej panowie wspólnie raczyli się wódką. Jeden z nich sięgnął po nóż i dźgnął nim znajomego. 43-latek został odwieziony do szpitala, ale mimo próby reanimacji lekarzom nie udało się go uratować.

– W sprawie została zatrzymana jedna osoba, z którą prokurator prowadzi czynności – mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur. – Udział tej osoby w zdarzeniu jest wciąż wyjaśniany. Na razie nie zapadła też decyzja, czy śledztwo będzie prowadzone w kierunku zabójstwa, czy ciężkiego uszkodzenia ciała ze skutkiem śmiertelnym – dodaje. Ze względu na to, że sprawa jest świeża, śledczy nie chcą zdradzać więcej szczegółów.

– To byli spokojni mężczyźni. Jeden z nich tu mieszkał – mówił nam jeden z sąsiadów.
Żródło info i foto: se.pl

Podrabiał polską wódkę

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Izby Celnej zatrzymali 63-letniego mężczyznę, podejrzewanego o podrabianie jednej z polskich wódek. Policjanci zabezpieczyli blisko 3000 litrów spirytusu oraz substancje, których mężczyzna używał w trakcie „produkcji”. Z zabezpieczonej ilości alkoholu można było wyprodukować 11 400 butelek wódki o pojemności 0,5 litra. Wartość uszczuplenia należności Skarbu Państwa oszacowana została na kwotę prawie 150 tysięcy złotych.

Funkcjonariusze lubelskiego Zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Referatu Grupy Mobilnej w Zamościu Izby Celnej w BIałej Podlaskiej zatrzymali 63-letniego Jerzego Z., mieszkańca Zamościa, który w swoim garażu nielegalnie wytwarzał alkohol. Mężczyzna podrabiał jedną z polskich wódek, mieszając spirytus m.in. z wodą destylowaną oraz glukozą spożywczą.

W trakcie przeszukania funkcjonariusze ujawnili m.in. blisko 3000 litrów odkażonego spirytusu, kanistry z wodą destylowaną, glukozę spożywczą oraz podrobione znaki akcyzy. Z zabezpieczonej ilości spirytusu można było wyprodukować około 11 400 butelek wódki o pojemności 0,5 litra, natomiast wartość uszczuplenia należności Skarbu Państwa wyliczona została na blisko 150 tysięcy złotych. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Izba Celna w Białej Podlaskiej.
Żródło info i foto: Policja.pl

Polskę zalewa wódka z przemytu

O ponad 40 proc. wzrósł przemyt alkoholu ujawniany przez celników na wschodniej granicy i w morskich portach. „To dowód na zgubne skutki podwyżki podatku – oceniają producenci. Według danych Ministerstwa Finansów w pierwszym półroczu celnicy ujawnili ok. 10 tys. litrów kontrabandy. W tym samym okresie ubiegłego roku było to 7 tys. litrów. Nagły wzrost przemytu alkoholu resort wiąże jednak ze… wzmożonym ruchem turystycznym.

– Analiza ujawnień nielegalnego alkoholu wewnątrz kraju (kontrole na bazarach i targowiskach) również nie wskazuje na wzrost ofert sprzedaży alkoholu pochodzącego z przemytu – tłumaczy biuro prasowe ministerstwa. Zupełnie inne zdanie na ten temat ma branża spirytusowa. Według Leszka Wiwały, prezesa Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego, dane Służby Celnej wyraźnie dowodzą, że przemytnicy mają więcej chętnych klientów. – Rośnie przemyt, bo rośnie popyt na alkohol z nielegalnych źródeł. Skala jest jeszcze większa, na co wskazują informacje z innych służb. Z pewnością przyczyniła się do tego 15-procentowa podwyżka akcyzy od stycznia 2014 r. Jej skutkiem jest wzrost cen wódki. W sierpniu tego roku kosztowała ona średnio o 2 zł więcej niż przed rokiem – tłumaczy Wiwała.

Rzeczywiście, ministerstwo podniosło stawki z początkiem roku. W dodatku jak dotąd nie przekłada się to na zwiększenie wpływów z akcyzy spirytusowej. Po siedmiu miesiącach wyniosły one niespełna 3,6 mld zł. W tym samym okresie ubiegłego roku było to prawie 3,7 mld zł – co może sugerować spadek legalnej sprzedaży. Tym bardziej że równolegle maleje legalna produkcja wódki.

Według danych GUS przez pierwsze siedem miesięcy tego roku polmosy wytworzyły o jedną piątą mniej alkoholu niż rok wcześniej. O ile jeszcze słabe wyniki za pierwszy kwartał br. można było tłumaczyć pełnymi magazynami wódki wyprodukowanej w pośpiechu pod koniec ubiegłego roku (producenci i sprzedawcy chcieli zdążyć przed zapowiedzianą podwyżką akcyzy), o tyle trudno tym uzasadniać mniejszą produkcję np. w maju i czerwcu.

Grzegorz Ślak, prezes firmy Akwawit-Polmos, sugeruje, że legalni producenci tracą kosztem wzrostu szarej strefy. – Otrzymujemy obecnie od komend policji z różnych miast trzy razy więcej zapytań o możliwość przebadania alkoholu niż w roku ubiegłym. Co więcej, na początku roku próbki do badania pochodziły z ujawnionych kilku butelek u producenta czy przemytnika. Teraz te, które otrzymujemy, są pobierane z cystern. Zatem „chrzczenie” rozpoczęło się na masową skalę – ocenia Ślak.

Podkreśla, że to skutek podwyżki akcyzy, która zwiększyła zapotrzebowanie na tańsze trunki, a więc z nielegalnego źródła. – Mowa o alkoholu zarówno z przemytu, jak i z produkcji na wewnętrznym rynku. Uważam bowiem, że mamy do czynienia z odradzaniem się nielegalnych wytwórni, które bardziej zagrażają rynkowi i zdrowiu konsumentów – uważa prezes Akwawit-Polmos. Dla Mirosława Gronickiego, byłego ministra finansów, sprawa jest jasna – Ministerstwo Finansów przeszarżowało ze skalą podwyżki podatku.

– Najważniejsze jest to, czy poprzez ten wzrost akcyzy zwiększyliśmy wpływy do budżetu z tego podatku. Dane MF pokazują, że nie. Czy zmniejszyliśmy negatywny wpływ alkoholu na zdrowie społeczeństwa? Nie sądzę. Można powiedzieć, że ten zabieg fiskalny się nie udał – podsumowuje. I przypomina, że na początku poprzedniej dekady resort dokonał drastycznej podwyżki akcyzy na wyroby spirytusowe, po czym – rok lub dwa później – zmniejszył stawkę. – Obniżka akcyzy spowodowała wzrost wpływów budżetowych. Ministerstwo powinno się chyba uczyć na własnych błędach i wiedzieć, że podwyżka podatku na wyroby spirytusowe może mieć efekt odwrotny do zamierzonego – kwituje Gronicki.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Leszek L. nigdy nie miał prawa jazdy

Prokuratorzy z Wejherowa trafili pod lupę kolegów z gdańskiej okręgówki. Okazało się, że pijany kierowca, który zabił w czołowym zderzeniu kobietę w ciąży, był trzykrotnie skazywany za jazdę na podwójnym gazie. Zawsze – na kary w zawieszeniu. Mało tego: Leszek F. nigdy nie miał prawa jazdy. Teraz znów usłyszał zarzuty. Sprawie przyjrzała się „Panorama”. Do wypadku doszło w sobotę wieczorem. W poniedziałek informowaliśmy, że sprawca wiózł pasażera, jak się okazało – też pijanego. Obaj krewni, którzy najpierw razem pili, a potem wsiedli do audi, z wypadku wyszli prawie bez szwanku. Kierowca – Leszek F. został aresztowany na trzy miesiące, ale nie stracił prawa jazdy, bo go nie miał.

Skąd łaskawość sądów?

Dlaczego wymiar sprawiedliwości był dla niego do tej pory tak łaskawy? „Panorama” nie usłyszała odpowiedzi na to pytanie ani w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, ani w gdańskiej prokuraturze. Tymczasem sądy skazujące Leszka F. za jazdę po pijanemu średnio raz na dwa lata, skazywały go za każdym razem na karę więzienia w zawieszeniu i za każdym razem zakazywały mu prowadzenia pojazdów mechanicznych, chociaż nie miał do tego uprawnień. 37-latka z roztrzaskanego audi wyciągnięto kompletnie pijanego. W trakcie przesłuchania ustalono, że zanim wsiadł do samochodu, wypił z krewnym osiem piw i kilka butelek wódki; mówi się o dwóch litrach.

Policja wyposażona w coraz lepsze alkomaty wyłapuje coraz więcej pijanych kierowców. Tyle, że sądy tych złapanych wciąż najczęściej skazują na kary w zawieszeniu. – „Egzekucja wyroków jednak nie jest taka, jakiej byśmy oczekiwali. Pamiętajmy, że wyrok oddziałuje z jednej strony na sprawcę danego przestępstwa, czyli to jest taka prewencja indywidualna. A z drugiej strony na społeczeństwo, czyli prewencja generalna” – przyznaje prof. prawa Marek Chmaj.
Żródło info i foto: TVP.info

Pijana pani laryngolog przyjmowała pacjentów

Słaniała się na nogach, a mimo to otworzyła swój gabinet i przyjmowała pacjentów. Kiedy jeden z nich zobaczył wstawioną, bełkoczącą panią doktor, nie wytrzymał i wezwał policję. To nie pierwszy jej alkoholowy wyskok. Pracowała już po pijaku, straciła prawo jazdy za jazdę autem na gazie, rozbiła pod wpływem alkoholu samochód w imieniny i chciała uciec z miejsca kolizji! Czuje się jednak zupełnie bezkarna i nadal pracuje w przychodni!

Maria N. (55 l.) to znana laryngolog w Nowej Dębie na Podkarpaciu. Lekarka zasłynęła tym, że przychodziła do pracy pod wpływem alkoholu. Pijana w gabinecie została już nakryta dwa razy. Niedawno zdemaskował ją jeden z pacjentów. Mimo że była dopiero godz. 11 i pani doktor zaczęła dyżur, zionęło od niej wódką na odległość. Chory zawiadomił policję. Funkcjonariusze przebadali ją alkomatem i okazało się, że ma 2 promile alkoholu. Tarnobrzeska prokuratura wszczęła przeciwko niej postępowanie. – „Czekamy jeszcze na opinie biegłych, którzy określą, czy jej zachowanie mogło narazić pacjentów na niebezpieczeństwo. To zadecyduje, jakie usłyszy zarzuty. Samo picie w pracy jest wykroczeniem” – stwierdza prokurator Marcin Kurdziel.

Wcześniejsze, podobne postępowanie zakończyło się fiaskiem. Lekarka podczas pierwszej wpadki miała 3 promile. Przyjęła kilku pacjentów, ale – w ocenie biegłych – postawiła wówczas właściwe diagnozy i wypisała dobre recepty. Sprawę umorzono, bo nikt bardziej się nie rozchorował, ani nie zginął! Kobieta ma więcej problemów przez alkohol. Straciła prawo jazdy, rozbiła samochód w imieniny, chciała uciec z miejsca kolizji. Pani doktor nie przejmuje się zamieszaniem wokół swojej osoby. Przychodzi normalnie do pracy. Ale może jednak ponieść konsekwencje. – „Rozważamy zerwanie kontraktu z panią doktor, ale na razie nie wpłynęła do nas żadna skarga pacjenta, ani pisma z policji czy Okręgowej Izby Lekarskiej” – mówi Marek Jakubowicz, rzecznik podkarpackiego NFZ.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Kierowca autobusu miał prawie 3,5 promila alkoholu

Prawie 3,5 promila alkoholu miał w organizmie zatrzymany w Agatówce zawodowy kierowca autobusu. W pojeździe jednego z prywatnych przewoźników jechało do pracy do Stalowej Woli kilka osób. W zatrzymaniu nietrzeźwego kierowcy pomogli sami pasażerowie autobusu oraz inni kierowcy.
Sposób jazdy prowadzącego autobus zaniepokoił kierowców samochodów, jadących tą drogą. Kiedy autobus zatrzymał się na przystanku, jeden z nich zajechał mu drogę, uniemożliwiając dalszą jazdę i wezwał policję. Autokarem jechało kilka osób, a jedna z nich zadzwoniła pod numer 997. Podczas zatrzymania 47-letni mieszkaniec powiatu tarnobrzeskiego był agresywny wobec funkcjonariuszy. Po wytrzeźwieniu – w policyjnym areszcie – usłyszy zarzuty.
W autobusie funkcjonariusze znaleźli dwie butelki wódki o pojemności 0,2 litra. Jedna była pusta, a druga do połowy opróżniona. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Stalowej Woli. Żródło info i foto: TVP.info