USA: Pogrzebali żywcem 26 dzieci. Kolejny ze sprawców wyjdzie na wolność?

Frederick Newhall Woods, jeden z trzech mężczyzn odpowiedzialnych za porwanie szkolnego autobusu i pogrzebanie żywcem 26 dzieci wraz z kierowcą w Chowchilla w lipcu 1976 roku, może otrzymać warunkowe zwolnienie – poinformowała rzecznik Departamentu Więziennictwa w Kalifornii (USA). Mimo że od tego wydarzenia minęło już 46 lat, wciąż budzi ono dużo emocji. Było to największe masowe porwanie w historii Stanów Zjednoczonych.

Traumatyczne wspomnienia ofiar tamtych wydarzeń powracają zwłaszcza teraz, gdy jeden z ostatnich porywaczy przebywających w więzieniu, 70-letni Frederick Newhall Woods może wkrótce wyjść na wolność. Według funkcjonariuszy, mężczyzna nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa. Los warunkowego zwolnienia przestępcy leży teraz w rękach gubernatora stanu Kalifornia.

Pochowani żywcem. Historia porwania autobusu z dziećmi w Chowchilla

Koszmar wydarzył się w 15 lipca 1976 roku. W piękny, słoneczny dzień około godz. 16 lokalnego czasu, kierowca autobusu szkolnego Frank Edward Ray wiózł do domu 26 dzieci – w wieku od 5 do 14 lat – z wycieczki na basen w Chowchilla. W pewnym momencie drogę zablokowała furgonetka, z której wyskoczyło trzech uzbrojonych mężczyzn. Napastnicy obezwładnili kierowcę i odjechali autobusem. Wszystkich zakładników zebrano do Livermore, oddalonego o ponad 150 kilometrów.

Dzieci i kierowcę ukryto w ciężarówce, zakopanej kilka metrów pod powierzchnią ziemi. Ofiary porwania opisują tymczasowe więzienie jako „trumnę z kilkoma materacami, drewnianą toaletą i niewielką ilością jedzenia”. W ciągu kilkunastu godzin miejsce to zamieniło się w pełne smrodu piekło.

– Były chwile, kiedy wszyscy myśleliśmy, że umieramy – powiedziała Lynda Carrejo Labendeira w rozmowie z CNN.

Porywacze zażądali okupu w wysokości 5 milionów dolarów. Planu nie udało im się jednak zrealizować. Po szesnastu godzinach kierowca autobusu i dzieci zdołali uciec z pułapki, gdy porywacze spali.

Wkrótce Frederick Newhall Woods i jego współpracownicy – Richard i James Schoenfeld zostali aresztowani. Według śledczych sprawcy uprowadzili dzieci, wzorując się na filmie „Brudny Harry”. Mężczyźni przyznali się do popełnienia przestępstwa. Skazano ich na 27 wyroków dożywocia. Po jednym za każdą z ofiar.

Frederick Newhall Woods z warunkowym zwolnieniem

W 1980 roku sąd zdecydował się skrócić wyroki dla mężczyzn, by dać im szanse na zwolnienie warunkowe. Nieżyjący już sędzia stanowy William Newsom opowiadał się za uwolnieniem całej trójki w 2011 roku, zauważając że nikt nie został ranny podczas porwania. Richard Schoenfeld został zwolniony warunkowo w 2012 roku. Trzy lata później na wolność wyszedł jego brat, James Schoenfeld. Frederick Woods jest ostatnim z trójki skazanych, który do tej pory przebywa w więzieniu.

To wkrótce może się zmienić. W ubiegłym tygodniu miało miejsce osiemnaste przesłuchanie Woodsa w sprawie warunkowego zwolnienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Torturowany mer Melitopola Iwan Fedorow na wolności

Mer Melitopola Iwan Fedorow, który został uprowadzony przez Rosjan, jest na wolności – poinformował w środę szef biura prezydenta Ukrainy Andrij Jermak w komunikatorze Telegram. Również wiceszef prezydenckiego biura Kyryło Tymoszenko ogłosił na swoim kanale w Telegramie, że Fedorow „jest już bezpieczny”. 

W nagraniu wideo Tymoszenko powiedział, że „zakończyła się operacja specjalna uwolnienia” Fedorowa. Mer rozmawiał też z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Melitopol, w obwodzie zaporoskim, jest zajęty przez wojska rosyjskie. P.O. mera została tam opozycyjna radna Hałyna Danylczenko, która zachęca mieszkańców, by „dostosowali się do nowej sytuacji”. Legalny mer miasta Iwan Fedorow został w piątek zatrzymany i porwany przez Rosjan. Stało się to w miejskim centrum kryzysowym, skąd koordynował pracą służb i urzędników. Na głowę mera nałożono plastikową torbę, a później wyprowadzono go z budynku. Następnie porywacze odjechali z politykiem w nieznaną stronę.

Dwa dni temu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski mówił, że Fedorow „jest torturowany” i żąda się od niego, by publicznie uznał okupacyjne władze rosyjskie. Uprowadzenie Fedorowa wzburzyło mieszkańców 150-tysięcznego Melitopola. W sobotę wyszli oni na ulice miasta, by domagać się uwolnienia mera. Jak podają ukraińskie media, w akcie odwetu Rosjanie porwali także organizatorkę protestu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Anders Breivik chce na wolność. Jest komentarz ojca mordercy

Anders Behring Breivik 22 lipca 2011 r. pozbawił życia 77 osób w Oslo i na wyspie Utoya. Większość ofiar stanowiły dzieci i młodzież. Teraz morderca chce przedterminowego warunkowego zwolnienia z więzienia. Jego ojciec mówi niemieckiemu dziennikowi „Bild”: „Nie chcę, żeby wyszedł”.

„Bild” odwiedził w Norwegii ojca zamachowca. „W małym miasteczku, około 40 minut jazdy samochodem od Oslo, leży śnieg. (…) Jens Breivik mieszka w żółtym domu ze żwirowym podjazdem. Na dzwonku do drzwi nie ma jego nazwiska” – relacjonuje gazeta.

Szczupły siwy mężczyzna nie chce pokazywać twarzy do kamery. Zbyt wiele się wydarzyło. Minęło wiele lat, odkąd były dyplomata wypowiadał się w międzynarodowych mediach o swoim synu.

Nie mogę zapomnieć tego, co zrobił – mówi 86-latek, który był w wielu krajach jako przedstawiciel rządu Królestwa Norwegii. Mój syn zabił 77 niewinnych, bezbronnych ludzi. Oczywiście, jest to coś, o czym myślę bardzo często – wyznaje mężczyzna. I dalej: Nie mogę więc powiedzieć, że kiedykolwiek jeszcze będę miał normalne życie. Żałuję, że nie było mnie wtedy w budynku rządowym lub na Utoyi. Żeby mnie też zabrał. Następnie „formuje palce w pistolet i celuje nimi we własną skroń” – opisuje „Bild”.

Co Jens Breivik sądzi o tym, że jego 42-letni syn chce wyjść z więzienia? Myślę, że to absurd – wyjaśnia. Bo Anders nie wyjdzie. Prawdopodobnie nie przez najbliższe 20 lat. Nie chcę, żeby wyszedł. Od wielu lat nie ma kontaktu ze swoim dzieckiem, mówi: Wszystkiego, co o nim wiem, dowiedziałem się z gazet”.

Anders Breivik, który „obecnie nazywa się Fjotolf Hansen, od czasu wydania wyroku przebywa w więzieniu w Skien w skrzydle o zaostrzonym rygorze. Masowy morderca nie ma kontaktu z innymi więźniami. Nawet strażnicy są regularnie zmieniani, ponieważ psychologowie obawiali się, że więzień Breivik może mieć na nich wpływ, jeśli będzie miał z nimi zbyt bliski kontakt. 42-latek mieszka samotnie w trzech celach – z telewizorem, konsolą do gier, komputerem (bez Internetu), sprzętem fitness. W 2015 roku rozpoczął tam studia licencjackie (politologia na Uniwersytecie w Oslo)”.

Breivik twierdzi jednak, że naruszane są jego prawa człowieka. Już w 2012 roku skarżył się na to w liście, a w 2016 roku nawet pozwał państwo do sądu. Domagał się m.in. Internetu i kontaktu z innymi więźniami. Jego pozew przez kilka lat zajmował sądy. Jednak po kilku apelacjach nic się nie zmieniło w jego warunkach więziennych. W 2018 r. odrzucono również sprawę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

Prokuratora, służba więzienna oraz psychiatra sprzeciwiają się warunkowemu zwolnieniu mordercy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

„Słowik” zostaje na wolności

Sąd Okręgowy Warszawa Praga odrzucił w środę zażalenie Prokuratury Krajowej na uchylenie aresztu tymczasowego wobec Andrzeja Z., ps. Słowik. Choć przeciwko byłemu bossowi Pruszkowa toczy się kilka spraw karnych, Andrzej Z. na razie pozostanie na wolności. Sąd utrzymał w mocy postanowienie o uchyleniu aresztu tymczasowego wobec mojego klienta – poinformowała mec. Julia Dekoninck, obrończyni Andrzeja Z.

Sprawa tocząca się przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga dotyczy grupy przestępczej, która w areszcie śledczym na Białołęce rozprowadzała narkotyki i inne „dobra” niedostępne za kratkami. „Słowik” zgodnie z postanowieniem sądu areszt opuścił 15 grudnia 2021 roku za poręczeniem majątkowym w wysokości 200 tys. złotych.

Prokuratura Krajowa argumentowała, że środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego, zakazu opuszczania kraju oraz dozór policyjny w wymiarze trzech razy w tygodniu, nie jest wystarczający. Jak poinformował prokurator Marcin Lorenc z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie to nie jedyna sprawa, która toczy się przeciwko „Słowikowi”. Andrzej Z. to jeden z głównych oskarżonych w sprawie gangu pruszkowskiego i ochranianych przez tę mafię oszustów wyłudzających VAT – powiedział prokurator Lorenc.

Wobec „Słowika” toczą się cztery sprawy

Według Prokuratury Regionalnej w Szczecinie Andrzej Z. „pomiędzy 1 września 2014 roku a 11 września 2018 roku, kierował wspomnianą grupą, a jego rola polegała na: koordynowaniu działań poszczególnych członków grupy, w tym wydawaniu poleceń, co do sposobu działalności przestępczej, rodzaju i charakteru popełnianych przestępstw jak również sposobu legalizowania środków pieniężnych”.

Jak powiedziała mecenas Julia Dekoninck przeciwko jej klientowi toczą się obecnie cztery sprawy, w tym „jedna stara i w apelacji”.

Mój klient jest oskarżony m.in. w dwóch tzw. sprawach VAT-owskich, ale jedna z nich jest dopiero w I instancji, a druga nawet tak naprawdę nie ruszyła, więc raczej nie ma zagrożenia, by mogło to zaszkodzić jego planom, związanym z branżą sportową – powiedziała obrończyni.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Śmierć pięcioosobowej rodziny. Są wstępne ustalenia śledztwa

Po znalezieniu pięciu ciał z ranami postrzałowymi i kłutymi w domu jednorodzinnym w Koenigs Wusterhausen w Brandenburgii policja bada tło sprawy. Na razie jednak śledczy zakładają, że zbrodni nie dokonał ktoś z zewnątrz. Ofiary to małżeństwo i trójka dzieci. Podobno rodzina była poddana domowej kwarantannie z powodu zakażenia koronawirusem.

W sobotę około godziny 12 „sąsiedzi zawiadomili policję, ponieważ w domu przy Birkenallee zrobiło się bardzo cicho. Nikt nie wyprowadzał psa na spacer. Trzy dziewczynki również nie bawiły się jak zwykle na spokojnej, osiedlowej uliczce nad jeziorem Kruepel” – informuje dziennik.

Policjanci przybyli na miejsce i znaleźli zwłoki pięciu osób. Na ciałach widoczne były rany postrzałowe i kłute. „Najwyraźniej wszyscy nie żyli od kilku dni. Jakiś czas temu sąsiadowi wydawało się, że słyszy wystrzał”.

„Policja nie potwierdziła jeszcze, że 40-letni ojciec zabił swoją żonę, dzieci, a potem siebie. Tło jest nadal całkowicie niejasne” – pisze „Bild”. „Obecnie nie ma podejrzeń co do osoby trzeciej” – powiedział w niedzielę prokurator Gernot Bantleon agencji dpa.

Według informacji gazety oboje rodzice pracowali jako nauczyciele. Podobno rodzina była poddana domowej kwarantannie z powodu zakażenia koronawirusem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Białoruś: Niemal 900 więźniów politycznych

W dniu solidarności z więźniami politycznymi reżimu Aleksandra Łukaszenki osoby i instytucje z całego świata wyrażają poparcie dla osób represjonowanych za walkę o wolności i demokrację na Białorusi. W inicjatywę włączył się prezydent Andrzej Duda, który przypomniał, że na Białorusi jest niemal 900 więźniów politycznych.

„Polska pragnie takiej samej Białorusi jak oni. Wyrażam solidarność ze wszystkimi ofiarami łukaszenkowskiej dyktatury” – napisał prezydent, który opublikował taki sam wpis również w języku białoruskim.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomniało, że więźniami Łukaszenki są liderzy Związku Polaków na Białorusi, Andżelika Borys i Andrzej Poczobut. MSZ dodaje, że wśród przetrzymywanych przez reżim jest 30 dziennikarzy, m.in. skazane na dwa lata dziennikarki Telewizji Biełsat Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa.

Swoją solidarność z więzionymi wyrażają również służby dyplomatyczne wielu państw. Sprawiedliwości dla przetrzymywanych domagają się między innymi: Ambasada Wielkiej Brytanii w Polsce, Ambasady USA, Polski, Rumunii i Niderlandów w Mińsku, sekretarz stanu USA Antony Blinken, ambasador Niderlandów na Litwie, Ambasada USA w Rydze, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Norwegii, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Łotwy, przedstawicielstwa Niemiec i Litwy przy OBWE, ambasador Kanady w Polsce i na Białorusi, premier Słowenii Janez Janša, Europejska Partia Ludowa w Parlamencie Europejskim, unijna służba dyplomatyczna i wielu europarlamentarzystów.

Liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska podziękowała za napływające z całego świata wyrazy wsparcia i solidarności z narodem białoruskim oraz politycznymi więźniami reżimu Aleksandra Łukaszenki. Podkreśliła, że jest to szczególnie ważne dla rodzin setek przetrzymywanych w białoruskich więzieniach.

Białoruś. Andżelika Borys i Andrzej Poczobut nadal bez zarzutów

Białoruskie służby nadal prowadzą „śledztwo” w sprawie „ciężkich i szczególnie ciężkich przestępstw”, których rzekomo mieli dopuścić się Borys i Poczobut. Zgodnie z tamtejszym prawem, termin aresztu może być przedłużony najpierw do 12, a następnie do 18 miesięcy bez postawienia zarzutów. Formalnie Andżelika Borys i Andrzej Poczobut zostali zatrzymani na podstawie artykułu „o podżeganiu do nienawiści na tle narodowościowym”. Za to przestępstwo grozi im kara od pięciu do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brytyjska „bestia” po 33 latach wychodzi na wolność

Colin Pitchfork po 33 latach więzienia warunkowo wyjdzie na wolność. Mężczyzna został skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo na dwóch 15-latkach. Był pierwszą osobą skazaną na podstawie badań DNA. Brytyjski Organ odpowiadający za zwolnienia warunkowe, tzw. Parole Board, uznał, że mężczyzna zmienił się i jest gotów żyć na wolności. W dokumentach można przeczytać, że „Pitchfork był kimś, kto dużo myślał o seksie oraz używał przemocy, siły i seksu, aby zademonstrować władzę i kontrolę nad kobietami”.

Podczas odsiadki się zmienił

Jak twierdzą więzienni wychowawcy przez 33 lata odsiadki mężczyzna się zmienił. 61-latek nauczył się pomagać innym, rozwinął pozytywne cechy swojej osobowości, a także uczył się pomagać osobom niepełnosprawnym. Decyzja wejdzie w życie za 21 dni. Z takiego rozstrzygnięcia sprawy cieszą się adwokaci skazanego. Do sprawy odniosły się także rodziny ofiar. Uważają one, że warunkowe wyjście na wolność mordercy jest czymś skandalicznym.

– On zawsze, ale to zawsze będzie niebezpieczny dla otoczenia i żadna reedukacja tego nie zmieni – mówi Barbara Ashworth, mama zamordowanej dziewczynki. – On powinien dawno otrzymać karę śmierci, najlepiej „kulką w łeb” – emocjonalnie komentuje siostra zamordowanej.
Źródło info i foto: onet.pl

Zakatowali ponad 250 psów w pseudohodowli. Wyjdą na wolność

Ponad 250 martwych psów w rowach i altanach. Wykopane doły z worami ze szczątkami zwierzęcymi, a także beczka z niezidentyfikowanymi zwłokami zalanymi octem – to 27 kwietnia zastali inspektorzy OTOZ Animals wraz z policją, prokuraturą i służbami weterynaryjnymi. W takich warunkach przebywało jeszcze 139 wycieńczonych psów. Dziś właściciele hodowli w Starej Hucie (woj. pomorskie) wyszli na wolność.

„W dniu 26 maja, Sąd Okręgowy w Gdańsku, po rozpoznaniu zażalenia obrońców podejrzanych na postanowienie Sądu Rejonowego w Kartuzach o zastosowaniu wobec nich tymczasowego aresztowania, zmienił zastosowany środek zapobiegawczy na poręczenia majątkowe, w kwotach po 30 tys. zł. wobec każdego z podejrzanych. W dniu dzisiejszym poręczenia zostały wpłacone i podejrzani zostali zwolnieni z Aresztu Śledczego” – napisano w internetowym wpisie organizacji OTOZ Animals. 

Schorowane i bez dostępu do wody

„To nie była hodowla psów prowadzona z pasji i miłości do danej rasy, a jedynie potężna wylęgarnia, tylko dla kasy!” – skomentowali pracownicy OTOZ Animals. 27 kwietnia, na podstawie nakazu z prokuratury, weszli wspólnie z policją na teren hodowli psów w Starej Hucie, w powiecie kartuskim. Na miejscu zastali 139 psów różnych ras – m.in. yorków, labradorów, owczarków niemieckich, goldenów.

„Znaleźliśmy mnóstwo chorych zwierząt, często z brakiem dostępu do wody pitnej, a także pokaźną ilość fiolek, prawdopodobnie po lekach, z których właściciele pseudohodowli nie mieli prawa korzystać” – przekazali inspektorzy. 

Właściciele hodowli, Andrzej i Izabela U., podczas interwencji nie mieli sobie nic do zarzucenia. Przekonywali, że psy miały umrzeć ze starości, a pozostałe są zdrowe. Jak podkreślili inspektorzy OTOZ Animals, małżeństwo było agresywne i groziło im siekierą.
 
Ich działalność funkcjonowała w oparciu o luki prawne, a zwierzęta traktowano jako „maszynki do rodzenia i rozmnażania”.

Ropiejąca macica, odgryzione ucho

Inspektorzy w trakcie interwencji niezwłocznie przystąpili do ratowania żywych zwierząt. Dzięki temu, udało się ocalić 139 psów i jednego kota.
 
„Niektóre psiaki wymagały natychmiastowej interwencji lekarsko-weterynaryjnej – suczka mopsa z wypadającą ropiejącą macicą, która była maszynką do rodzenia i zarabiania pieniędzy. Odebraliśmy również psiaka z odgryzionym uchem, u buldożka francuskiego stwierdzono martwe oko, wymagające interwencji okulistycznej” – stwierdzili pracownicy OTOZ Animals.
 
Kolejne psy nie miały końcówek łapek. Większość była zapchlona, z wszawicą i świerzbem w uszach. W niektórych przypadkach, weterynarze stwierdzili wycieki z oczu i dróg rodnych. Wszystkie psy otrzymały natychmiastową pomoc. Dzięki interwencji, udało się je uratować.

„Faktyczna skala tragedii nigdy nie wyjdzie na jaw”

„Obawiamy się, że faktyczna skala tragedii nigdy nie wyjdzie na jaw i nie poznamy pełnej liczby martwych zwierząt. Z perspektywy prawa, pozostaje tylko żałować, że nie wprowadzono słynnej 5 dla zwierząt, w której istniał zapis zakazujący działalności tego typu hodowli” – skomentowali inspektorzy OTOZ Animals.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Meksyk: Polski kapitan na wolności. Był oskarżony o przemyt narkotyków

Andrzej Lasota został oczyszczony z zarzutów związanych z przemytem narkotyków. Polski kapitan w 2019 roku zgłosił lokalnej policji, że na swoim statku odkrył kokainę, po czym został oskarżony o udział w przemycie. Jak wyjaśniły polskie służby dyplomatyczne, sąd w Ciudad Victoria orzekł o uniewinnieniu Andrzeja Lasoty podczas piątkowej rozprawy. Kapitan może już opuścić zakład karny. „Dobre wieści z Meksyku. Kapitan A. Lasota, którego oskarżono o przemyt, został właśnie oczyszczony z zarzutów. Może opuścić areszt. Działamy, aby jak najszybciej mógł wrócić do Polski. Konsul jest na miejscu, wspierał kapitana podczas całego procesu. Podziękowania dla @MSZ_RP!” – napisał prezydent Andrzej Duda na Twitterze.

W środę przed sądem w Ciudad Victoria na północnym wschodzie Meksyku został wznowiony rozpoczęty wiosną 2020 r. proces Andrzeja Lasoty, kapitana statku, oskarżonego przez wymiar ścigania tego kraju o przemyt ćwierć tony kokainy.

Polak został aresztowany pomimo tego, że to właśnie z jego inicjatywy poinformowano meksykańską policję o podejrzanym ładunku na statku UBC „Savannah”. Za nielegalny przemyt narkotyków groziło mu do 10 lat więzienia.

Sprawa przedłużała się z powodu pandemii
W lipcu 2019 r. na płynącej pod cypryjską banderą jednostce wykryto podczas rozładunku statku w porcie Altamira, na wschodzie Meksyku około 250 kg kokainy, ukrytej w opakowaniach na dnie ładowni. Kapitan Lasota natychmiast zgłosił sprawę lokalnej policji, która po kilkudziesięciu godzinach aresztowała całą załogę statku, na którym znajdowało się trzech obywateli Polski oraz 19 Filipińczyków.

Wszyscy współzałoganci Lasoty podczas śledztwa utrzymywali, że narkotyki znalazły się w jednym z pomieszczeń ładowni bez ich wiedzy. Twierdzili, że przypuszczalnie kokaina mogła zostać im podłożona podczas trwającego kilka dni załadunku koksu metalurgicznego w kolumbijskim porcie Barranquilla.

Po kilku tygodniach dochodzenia wszyscy członkowie załogi UBC „Savannah”, z wyjątkiem kapitana statku, zostali zwolnieni z aresztu i deportowani do swoich krajów z powodu braku ważnych wiz. Kapitan jednostki Andrzej Lasota został zaś przeniesiony do więzienia o zaostrzonym rygorze w mieście Tepic, w stanie Nayarit, na zachodzie Meksyku.

Sprawa oskarżonego o umyślny przemyt kokainy kapitana przedłużała się, jak tłumaczą władze meksykańskie, z powodu pandemii.
Źródło info i foto: interia.pl

Australia: Seryjna morderczyni wyjdzie na wolność?

Australijka Kathleen Folbigg, skazana na 30 lat więzienia za zabicie w ciągu 10 lat czworga swych dzieci – dwóch dziewczynek i dwóch chłopców, dzięki postępowi w genetyce być może wyjdzie na wolność. Folbigg, nazwana podczas procesu w 2003 roku „największą seryjną morderczynią w Australii”, spędziła w więzieniu 18 lat, gdyż została uznana za winną śmierci pierworodnego Caleba i trojga młodszych dzieci – Patrica, Sarah i Laury.

W ciągu kilku procesów i szczegółowego dochodzenia, które ponownie rozpatrzyło wyroki skazujące Folbigg w 2019 r., Australijscy sędziowie stanowczo odrzucili pojęcie uzasadnionych wątpliwości w jej sprawie, przywiązując większą wagę do poszlak przedstawionych na jej rozprawie.

Tymczasem, w ubiegłym tygodniu gubernator Nowej Południowej Walii otrzymał petycję podpisaną przez 90 wybitnych naukowców i ekspertów medycznych z prośbą o ułaskawienie Folbigg i jej natychmiastowe zwolnienie.

Wśród sygnatariuszy było dwóch laureatów Nagrody Nobla i dwóch Australijczyków Roku, były prezes Australijskiej Akademii Nauk, profesor John Shine, który skomentował: „Biorąc pod uwagę naukowe i medyczne dowody, które obecnie istnieją w tej sprawie, podpisanie tej petycji było słuszne”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl