Brytyjska „bestia” po 33 latach wychodzi na wolność

Colin Pitchfork po 33 latach więzienia warunkowo wyjdzie na wolność. Mężczyzna został skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo na dwóch 15-latkach. Był pierwszą osobą skazaną na podstawie badań DNA. Brytyjski Organ odpowiadający za zwolnienia warunkowe, tzw. Parole Board, uznał, że mężczyzna zmienił się i jest gotów żyć na wolności. W dokumentach można przeczytać, że „Pitchfork był kimś, kto dużo myślał o seksie oraz używał przemocy, siły i seksu, aby zademonstrować władzę i kontrolę nad kobietami”.

Podczas odsiadki się zmienił

Jak twierdzą więzienni wychowawcy przez 33 lata odsiadki mężczyzna się zmienił. 61-latek nauczył się pomagać innym, rozwinął pozytywne cechy swojej osobowości, a także uczył się pomagać osobom niepełnosprawnym. Decyzja wejdzie w życie za 21 dni. Z takiego rozstrzygnięcia sprawy cieszą się adwokaci skazanego. Do sprawy odniosły się także rodziny ofiar. Uważają one, że warunkowe wyjście na wolność mordercy jest czymś skandalicznym.

– On zawsze, ale to zawsze będzie niebezpieczny dla otoczenia i żadna reedukacja tego nie zmieni – mówi Barbara Ashworth, mama zamordowanej dziewczynki. – On powinien dawno otrzymać karę śmierci, najlepiej „kulką w łeb” – emocjonalnie komentuje siostra zamordowanej.
Źródło info i foto: onet.pl

Zakatowali ponad 250 psów w pseudohodowli. Wyjdą na wolność

Ponad 250 martwych psów w rowach i altanach. Wykopane doły z worami ze szczątkami zwierzęcymi, a także beczka z niezidentyfikowanymi zwłokami zalanymi octem – to 27 kwietnia zastali inspektorzy OTOZ Animals wraz z policją, prokuraturą i służbami weterynaryjnymi. W takich warunkach przebywało jeszcze 139 wycieńczonych psów. Dziś właściciele hodowli w Starej Hucie (woj. pomorskie) wyszli na wolność.

„W dniu 26 maja, Sąd Okręgowy w Gdańsku, po rozpoznaniu zażalenia obrońców podejrzanych na postanowienie Sądu Rejonowego w Kartuzach o zastosowaniu wobec nich tymczasowego aresztowania, zmienił zastosowany środek zapobiegawczy na poręczenia majątkowe, w kwotach po 30 tys. zł. wobec każdego z podejrzanych. W dniu dzisiejszym poręczenia zostały wpłacone i podejrzani zostali zwolnieni z Aresztu Śledczego” – napisano w internetowym wpisie organizacji OTOZ Animals. 

Schorowane i bez dostępu do wody

„To nie była hodowla psów prowadzona z pasji i miłości do danej rasy, a jedynie potężna wylęgarnia, tylko dla kasy!” – skomentowali pracownicy OTOZ Animals. 27 kwietnia, na podstawie nakazu z prokuratury, weszli wspólnie z policją na teren hodowli psów w Starej Hucie, w powiecie kartuskim. Na miejscu zastali 139 psów różnych ras – m.in. yorków, labradorów, owczarków niemieckich, goldenów.

„Znaleźliśmy mnóstwo chorych zwierząt, często z brakiem dostępu do wody pitnej, a także pokaźną ilość fiolek, prawdopodobnie po lekach, z których właściciele pseudohodowli nie mieli prawa korzystać” – przekazali inspektorzy. 

Właściciele hodowli, Andrzej i Izabela U., podczas interwencji nie mieli sobie nic do zarzucenia. Przekonywali, że psy miały umrzeć ze starości, a pozostałe są zdrowe. Jak podkreślili inspektorzy OTOZ Animals, małżeństwo było agresywne i groziło im siekierą.
 
Ich działalność funkcjonowała w oparciu o luki prawne, a zwierzęta traktowano jako „maszynki do rodzenia i rozmnażania”.

Ropiejąca macica, odgryzione ucho

Inspektorzy w trakcie interwencji niezwłocznie przystąpili do ratowania żywych zwierząt. Dzięki temu, udało się ocalić 139 psów i jednego kota.
 
„Niektóre psiaki wymagały natychmiastowej interwencji lekarsko-weterynaryjnej – suczka mopsa z wypadającą ropiejącą macicą, która była maszynką do rodzenia i zarabiania pieniędzy. Odebraliśmy również psiaka z odgryzionym uchem, u buldożka francuskiego stwierdzono martwe oko, wymagające interwencji okulistycznej” – stwierdzili pracownicy OTOZ Animals.
 
Kolejne psy nie miały końcówek łapek. Większość była zapchlona, z wszawicą i świerzbem w uszach. W niektórych przypadkach, weterynarze stwierdzili wycieki z oczu i dróg rodnych. Wszystkie psy otrzymały natychmiastową pomoc. Dzięki interwencji, udało się je uratować.

„Faktyczna skala tragedii nigdy nie wyjdzie na jaw”

„Obawiamy się, że faktyczna skala tragedii nigdy nie wyjdzie na jaw i nie poznamy pełnej liczby martwych zwierząt. Z perspektywy prawa, pozostaje tylko żałować, że nie wprowadzono słynnej 5 dla zwierząt, w której istniał zapis zakazujący działalności tego typu hodowli” – skomentowali inspektorzy OTOZ Animals.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Meksyk: Polski kapitan na wolności. Był oskarżony o przemyt narkotyków

Andrzej Lasota został oczyszczony z zarzutów związanych z przemytem narkotyków. Polski kapitan w 2019 roku zgłosił lokalnej policji, że na swoim statku odkrył kokainę, po czym został oskarżony o udział w przemycie. Jak wyjaśniły polskie służby dyplomatyczne, sąd w Ciudad Victoria orzekł o uniewinnieniu Andrzeja Lasoty podczas piątkowej rozprawy. Kapitan może już opuścić zakład karny. „Dobre wieści z Meksyku. Kapitan A. Lasota, którego oskarżono o przemyt, został właśnie oczyszczony z zarzutów. Może opuścić areszt. Działamy, aby jak najszybciej mógł wrócić do Polski. Konsul jest na miejscu, wspierał kapitana podczas całego procesu. Podziękowania dla @MSZ_RP!” – napisał prezydent Andrzej Duda na Twitterze.

W środę przed sądem w Ciudad Victoria na północnym wschodzie Meksyku został wznowiony rozpoczęty wiosną 2020 r. proces Andrzeja Lasoty, kapitana statku, oskarżonego przez wymiar ścigania tego kraju o przemyt ćwierć tony kokainy.

Polak został aresztowany pomimo tego, że to właśnie z jego inicjatywy poinformowano meksykańską policję o podejrzanym ładunku na statku UBC „Savannah”. Za nielegalny przemyt narkotyków groziło mu do 10 lat więzienia.

Sprawa przedłużała się z powodu pandemii
W lipcu 2019 r. na płynącej pod cypryjską banderą jednostce wykryto podczas rozładunku statku w porcie Altamira, na wschodzie Meksyku około 250 kg kokainy, ukrytej w opakowaniach na dnie ładowni. Kapitan Lasota natychmiast zgłosił sprawę lokalnej policji, która po kilkudziesięciu godzinach aresztowała całą załogę statku, na którym znajdowało się trzech obywateli Polski oraz 19 Filipińczyków.

Wszyscy współzałoganci Lasoty podczas śledztwa utrzymywali, że narkotyki znalazły się w jednym z pomieszczeń ładowni bez ich wiedzy. Twierdzili, że przypuszczalnie kokaina mogła zostać im podłożona podczas trwającego kilka dni załadunku koksu metalurgicznego w kolumbijskim porcie Barranquilla.

Po kilku tygodniach dochodzenia wszyscy członkowie załogi UBC „Savannah”, z wyjątkiem kapitana statku, zostali zwolnieni z aresztu i deportowani do swoich krajów z powodu braku ważnych wiz. Kapitan jednostki Andrzej Lasota został zaś przeniesiony do więzienia o zaostrzonym rygorze w mieście Tepic, w stanie Nayarit, na zachodzie Meksyku.

Sprawa oskarżonego o umyślny przemyt kokainy kapitana przedłużała się, jak tłumaczą władze meksykańskie, z powodu pandemii.
Źródło info i foto: interia.pl

Australia: Seryjna morderczyni wyjdzie na wolność?

Australijka Kathleen Folbigg, skazana na 30 lat więzienia za zabicie w ciągu 10 lat czworga swych dzieci – dwóch dziewczynek i dwóch chłopców, dzięki postępowi w genetyce być może wyjdzie na wolność. Folbigg, nazwana podczas procesu w 2003 roku „największą seryjną morderczynią w Australii”, spędziła w więzieniu 18 lat, gdyż została uznana za winną śmierci pierworodnego Caleba i trojga młodszych dzieci – Patrica, Sarah i Laury.

W ciągu kilku procesów i szczegółowego dochodzenia, które ponownie rozpatrzyło wyroki skazujące Folbigg w 2019 r., Australijscy sędziowie stanowczo odrzucili pojęcie uzasadnionych wątpliwości w jej sprawie, przywiązując większą wagę do poszlak przedstawionych na jej rozprawie.

Tymczasem, w ubiegłym tygodniu gubernator Nowej Południowej Walii otrzymał petycję podpisaną przez 90 wybitnych naukowców i ekspertów medycznych z prośbą o ułaskawienie Folbigg i jej natychmiastowe zwolnienie.

Wśród sygnatariuszy było dwóch laureatów Nagrody Nobla i dwóch Australijczyków Roku, były prezes Australijskiej Akademii Nauk, profesor John Shine, który skomentował: „Biorąc pod uwagę naukowe i medyczne dowody, które obecnie istnieją w tej sprawie, podpisanie tej petycji było słuszne”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strajk Kobiet. Klementyna Suchanow wyszła na wolność

Klementyna Suchanow została wypuszczona z aresztu w Mińsku Mazowieckim – poinformowano w piątek po godz. 20 podczas manifestacji Strajku Kobiet w Warszawie. Sama Suchanow przekazała na Twitterze, jakiego rodzaju zarzuty jej postawiono. W całej Polsce trwają protesty kobiet w związku z opublikowaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który niemal całkowicie zakazuje aborcji. Zorganizowana przez Ogólnopolski Strajk Kobiet manifestacja odbyła się również w czwartek 28 stycznia. W trakcie protestu zatrzymana została jedna z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, Klementyna Suchanow.

– Suchanow została zabrana na komendę do Mińska Mazowieckiego, skąd w piątek, wraz z dwójką innych zatrzymanych przewieziono ją do siedziby Prokuratury Rejonowej Warszawa – Śródmieście przy Kruczej – podaje TVN24 Warszawa. Około godziny 20.11 Ogólnopolski Strajk Kobiet poinformował podczas protestu w stolicy, że osoby te zostały zwolnione do domów.

Przed godz. 22 Klementyna Suchanow opublikowała na Twitterze fragment dokumentu z przedstawionymi jej zarzutami. Są to m.in. naruszenie nietykalności cielesnej policjanta, „wdarcie się do ogrodzonego terenu należącego do siedziby Trybunału Konstytucyjnego” oraz „uszkodzenie cudzego mienia w postaci dwuskrzydłowych drzwi do siedziby Trybunału Konstytucyjnego przez wbicie w nie pięciu gwoździ, gdzie wartość strat wyniosła 2.000 zł”.

„Najbardziej podoba mi się ‚rażące lekceważenie porządku’ – skomentowała na Twitterze Suchanow.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pobicie operatora TVP Gdańsk. Aleksander K. pozostaje na wolności

„Syn Ryszarda Krauzego, który wg śledczych pobił operatora TVP Gdańsk i groził innym dziennikarzom zostaje na wolności. Sąd Okręgowy w Gdańsku nie uwzględnił zażalenia prokuratury na decyzję sądu rejonowego, który nie zgodził się na aresztowanie podejrzanego – podaje @RadioGdansk” – poinformował na Twitterze dziennikarz Dominik Panek.

Prezes Sądu Rejonowego w Gdyni złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa po mailach z groźbami pobicia i zniewagami wobec sędzi, która orzekała ws. Aleksandra K., podejrzanego o pobicie operatora TVP Gdańsk. Sędzia zdecydowała o wolnościowych środkach zapobiegawczych wobec syna biznesmena.

Jak powiedział rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski, zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczącego maili przesłanych pod adresem gdyńskiej sądzi zostało przesłane do Prokuratury Rejonowej w Gdyni.

„Były to maile zawierające groźby pobicia, a także zniewagi” – dodał sędzia Adamski.

Sprawa maili dotyczy orzeczenia, które gdyńska sędzia wydała w sobotę. Wówczas to sąd zdecydował o zastosowaniu wolnościowych środków zapobiegawczych wobec Aleksandra K., podejrzanego o pobicie operatora TVP Gdańsk. Mężczyznę objęto dozorem policji – dwa razy w tygodniu musi zgłaszać się na komisariat, ma zakaz kontaktu i zbliżania się na mniej niż 50 metrów do trzech osób pokrzywdzonych w tej sprawie.

Aleksandra K. zatrzymano w piątek wieczorem.

31-letni syn biznesmena Ryszarda Krauzego usłyszał w prokuraturze w Gdyni trzy zarzuty: naruszenia nietykalności, kierowania gróźb wobec dziennikarzy i spowodowania obrażeń ciała poniżej siedmiu dni. Czyny te są zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Polski dziennikarz TVN zatrzymany w Mińsku przez OMON jest już na wolności

6318409 27.08.2020 Law enforcement officers are pictured during a rally against presidential elections results on Minsk streets, Belarus. Viktor Tolochko / Sputnik

Andrzej Zaucha, korespondent „Faktów” TVN zatrzymany w Mińsku przez OMON, jest już na wolności. „Cieszymy się z tego, że nic mu się nie stało podczas zatrzymania przez białoruską milicję” – powiedział w czwartek wiceszef MSZ Marcin Przydacz. Dziennikarz TVN Andrzej Zaucha zatrzymany w trakcie protestów na Białorusi został wypuszczony. „Cieszymy się, że redaktor Andrzej Zaucha jest już wolny i może realizować swoje zadania, cieszymy się również z tego, że nic mu się nie stało podczas zatrzymania przez białoruską milicję w Mińsku” – powiedział w czwartek wiceszef MSZ Marcin Przydacz.

Jak informowała stacja TVN24, wśród 20 dziennikarzy zatrzymanych w czwartek przez białoruską milicję w Mińsku był korespondent „Faktów” TVN Andrzej Zaucha.

Przydacz pytany w czwartek wieczorem w TVN24, czy otrzymał jakieś wytłumaczenie zaistniałej sytuacji, odparł, że w pierwszej kolejności otrzymał informację od innego polskiego dziennikarza znajdującego się na Białorusi o fakcie zatrzymania grupy dziennikarzy, wśród której znajdował się także dziennikarz TVN.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ronaldinho na wolności po pół roku

Paragwajski sąd zdecydował o zwolnieniu z aresztu Ronaldinho Gaucho i jego brata Roberto de Assisa. Bracia przebywali w Paragwaju od pięciu miesięcy po próbie przekroczenia granicy z podrobionymi paszportami.

Teraz mogą swobodnie wrócić do Kraju Kawy (a konkretnie już szykują się do lotu do Rio de Janeiro), a w ramach kary zapłacą jedynie na naprawienie szkód społecznych łącznie 200 tysięcy dolarów, które i tak zostaną przekazane na cele charytatywne. Kara została warunkowo zawieszona, a długość próby sędzia ocenił na rok u Ronaldinho, a na dwa lata u jego brata. Różnica wynikać ma z tego, że sąd uznał, iż brakuje przesłanek o świadomości legendarnego zawodnika na temat sfałszowania dokumentów.

Początkowo Brazylijczycy zostali aresztowani i wysłani do więzienia. Tam w ciągu 32 dni Ronaldinho choćby grał ze skazanymi w piłkę, co szeroko relacjonowano w światowych mediach, gdy profesjonalne rozgrywki ligowe wygasły ze względu na pandemię koronawirusa. Po upływie ponad miesiąca więzienie zamieniono na areszt domowy (po uiszczeniu kaucji w wysokości 1,6 miliona dolarów), co w praktyce oznaczało zamieszkanie braci w jednym z najbardziej luksusowych hoteli w Asuncion, czyli paragwajskiej stolicy.

Paragwajski sąd uznał, że dotychczasowe środki zapobiegawcze na razie wystarczą parze jako nauczka i nie zostaną postawione dodatkowe zarzuty w sprawie.
Źródło info i foto: transfery.info

Polacy zatrzymani na Białorusi wyszli na wolność

Kacper Sienicki, trzeci z zatrzymanych na Białorusi Polaków, wyszedł w czwartek wieczorem na wolność z aresztu w Żodzino – potwierdziły źródła dyplomatyczne w Mińsku. Polak został zatrzymany w stolicy Białorusi 9 sierpnia w związku z powyborczymi protestami w tym kraju. – Czuję się w miarę dobrze, jestem tylko bardzo zmęczony – powiedział Sienicki po wyjściu z aresztu.

Mężczyzna został zatrzymany razem z innym Polakiem Witoldem Dobrowolskim. On również został wypuszczony z aresztu. Kacper jest absolwentem Studiów Europy Wschodniej. Jak przekazała jego matka Aneta Sienicka, 24-latek pojechał do Mińska, by wesprzeć tam swoich przyjaciół.

– Poleciał do Mińska z kolegą, który wrócił do kraju wcześniej. Z Kacprem został na miejscu inny znajomy, absolwent tego samego kierunku studiów. Wiem, że aresztowano ich. Poinformowała mnie o tym nieoficjalnie ambasada, która otrzymała tę wiadomość od świadka, który widział tę sytuację na komisariacie w Mińsku – mówiła Aneta Sienicka, który od kilku dni poszukiwała syna.

Ostatnia wiadomość od Kacpra przyszła w poniedziałek ok. godz. 18:00. – Po tym kontakt się urwał. Już wcześniej dawał mi znać, że są problemy (z łącznością – red.). Nie spałam tej nocy. Myślałam: nie ma z nim kontaktu, ale na pewno wróci. Około 19:00 we wtorek miał lądować jego samolot – wyjaśniała matka 24-latka.

„Był bity”

W czwartek Aneta Sienicka poinformowała, że udało się zlokalizować jej syna. – Mój syn i jego kolega zostali aresztowani. Prawdopodobnie są w areszcie w Żodzinie pod Mińskiem – powiedziała w rozmowie z polsatnews.pl. Jak dodała, na miejscu jest konsul, który próbuje zorganizować transport zatrzymanych do Polski. Informacje te przekazał kobiecie jej pełnomocnik, który pozostaje w kontakcie z konsulem.

24-latek wyszedł z aresztu w czwartek wieczorem – potwierdziły źródła dyplomatyczne w Mińsku.

– Był bity, ale nie chciał o tym za wiele rozmawiać. Mówił, że jest ok – powiedziała w rozmowie z Polsat News matka 24-latka.

Jak dodała, jej syn jest w drodze do ambasady, pod opieką służb konsularnych. W piątek ma wrócić do Polski.

– On i kolega zostali zgarnięci z ulicy, bez powodu. Po prostu sobie szli – powiedziała Aneta Sienicka. Jak dodała, odczuła teraz olbrzymią ulgę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chiny: Skazany za morderstwo uniewinniony po 27 latach

Zhang Yuhuan został uniewinniony i wyszedł na wolność po 27 latach więzienia. Mężczyzna, który odbywał karę w chińskiej prowincji Jiangxi, utrzymywał, że był torturowany przez policję i został zmuszony do przyznania się do zamordowania dwóch chłopców w 1993 r. – podał w środę serwis BBC News. Zhang w więzieniu spędził 9778 dni.

Prokuratorzy stwierdzili, że jego zeznania były niespójne i nie pasowały do popełnionego przestępstwa. Mężczyzna wyszedł na wolność po tym, jak sąd stwierdził, że nie ma wystarczających dowodów, aby uzasadnić jego skazanie. Na nagraniach opublikowanych przez chińskie media widać Zhanga po zwolnieniu z więzienia we wtorek witającego się ze swoją 83-letnią matką i byłą żoną.

Będzie domagał się odszkodowania

Była żona, Song Xiaonyu, miała z nim dwóch synów. Para 11 lat temu rozwiodła się, Song ponownie wyszła za mąż, ale pomagała byłemu mężowi w jego apelacji. Zhang został poinformowany przez sąd, że przysługuje mu odszkodowanie za niesłuszne skazanie. – Będę negocjować dokładną kwotę odszkodowania z moim klientem – powiedział w rozmowie z dziennikiem „China Daily” prawnik Zhanga Wang Fei.

W październiku 1993 r. w zbiorniku wodnym w wiosce w prowincji Jiangxi odkryto ciała dwóch chłopców. Zhang był sąsiadem ofiar, został zidentyfikowany jako podejrzany i zatrzymany. W styczniu 1995 r. sąd w Nanchangu uznał go za winnego i skazał na śmierć, ale zezwolił na zamianę kary na dożywocie po odbyciu dwóch lat kary więzienia.

Był torturowany podczas przesłuchań

Zhang cały czas utrzymywał, że był torturowany przez policję podczas przesłuchań i jest niewinny. W marcu 2019 r. Sąd Najwyższy zgodził się na ponowne rozpatrzenie sprawy. Prokuratorzy zalecili uniewinnienie Zhanga na podstawie niewystarczających dowodów.

Zabójca dwóch chłopców pozostaje nieznany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl