Tak zatrzymano zabójców 20-latka z Płocka

20-letni dostawca pizzy został związany, wywieziony w bagażniku za miasto, a następnie zamordowany. Według śledczych, była to zaplanowana egzekucja. Jego znajomi wpadli, bo narzędzia zbrodni: łopaty, sznur i wapno kupili w jednym sklepie. Prokuratura nie ma wątpliwości, że brutalne morderstwo 20-latka z Płocka zostało szczegółowo zaplanowane. Podejrzani go znali, wiedzieli, że pracował jako dostawca pizzy.

Wrzucili go do bagażnika

Jak powiedziała Polsat News Iwona Śmigielska-Kowalska z Prokuratury Okręgowej w Płocku, oprawcy zwabili ofiarę zamawiając pizzę, którą zjedli wspólnie w mieszkaniu na obrzeżach miasta. Następnie obezwładnili chłopaka przy użyciu taśmy klejącej oraz plastikowych zacisków. Następnie na kilka godzin zamknęli mężczyznę w bagażniku.

W tym czasie mężczyźni poruszając się bocznymi drogami przejechali kilkadziesiąt kilometrów do lasu w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie już wszystko było przygotowane. Tam doszło do zabójstwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skierniewice: Wpadli z 2 kilogramami narkotyków

Kryminalni ze Skierniewic zabezpieczyli ponad 2 kilogramy środków odurzających i zatrzymali 4 osoby związane z przestępczością narkotykową. Trzy spośród zatrzymanych osób zostały tymczasowo aresztowane.

31 października 2018 roku w miejscowości Ruda koło Skierniewic kryminalni zatrzymali do kontroli suzuki swift. Z wcześniejszych ustaleń policjantów wynikało, że znajdujące się w nim osoby mogły posiadać przy sobie narkotyki. Podczas kontroli uwagę funkcjonariuszy zwrócił charakterystyczny zapach, przypominający marihuanę. Dwaj 23-letni mężczyźni pochodzący z terenu powiatu skierniewickiego zostali zatrzymani. Policjanci kontynuowali czynności procesowe między innymi przeszukując miejsca przebywania i samochody, których używali zatrzymani.

Jedno z przeszukań na terenie Łodzi doprowadziło do zatrzymania partnerki jednego z mężczyzn – 22-letniej łodzianki, która posiadała przy sobie narkotyki. Podczas kolejnego przeszukania miejsca zamieszkania i pomieszczeń gospodarczych użytkowanych przez jednego z zatrzymanych, policjanci znaleźli kartonowe pudło, a w nim 8 torebek marihuany, przedmiot przypominający broń palną oraz inne przedmioty. Łącznie zabezpieczono ponad 2 kg marihuany.

Policjanci ustalili, że mężczyźni prawdopodobnie uprawiali konopie w szklarni na terenie wynajmowanej posesji. Niewykluczone, że zabezpieczona marihuana pochodziła właśnie z tej uprawy. Sprawa została objęta śledztwem przez skierniewicką prokuraturę.

Trzy zatrzymane osoby usłyszały prokuratorskie zarzuty. 22-letnia łodzianka usłyszała zarzut posiadania substancji odurzających, 23-letni mieszkaniec powiatu skierniewickiego odpowie między innymi za posiadanie znacznej ilości substancji odurzających i uprawiania znacznej ilości środków odurzających, z kolei drugi 23-latek usłyszał zarzuty posiadania i uprawiania środków odurzających. Tego samego dnia sąd postanowił o tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące obu mężczyzn.

Policjanci nadal pracowali nad tą sprawą. 5 listopada 2018 roku zatrzymany został jeszcze jeden mężczyzna, który również usłyszał zarzuty związane z uprawą i posiadaniem znacznych ilości marihuany. 6 listopada 2018 roku, postanowieniem sądu, 25-letni skierniewiczanin został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Za posianie środków odurzających grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności, natomiast za ich uprawę grozi nawet do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Katowice: Włamywacze złapani na gorącym uczynku

Policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości przeciwko mieniu z katowickiej komendy wojewódzkiej udaremnili włamanie do salonu jubilerskiego. Mundurowi w nocy zatrzymali 3 sprawców, gdy ci usiłowali dostać się do sklepu przez piwnicę. Zatrzymani na gorącym uczynku mężczyźni usłyszeli zarzut usiłowania kradzieży z włamaniem i trafili do policyjnego aresztu. Zostali doprowadzeni do prokuratury, a w środę decyzją sądu, na 3 miesiące trafili do aresztu. Za kradzież z włamaniem grozi kara do 10 lat więzienia.

Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach wpadli na trop trójki włamywaczy. Mężczyźni planowali okraść salon jubilerski w Piekarach Śląskich. W tym celu w nocy postanowili włamać się do sklepu przez piwnicę. Katowiccy śledczy wspierani przez śląskich antyterrorystów, zatrzymali rabusiów na gorącym uczynku, gdy ci usiłowali dostać się do salonu jubilerskiego. Tym sposobem policjanci udaremnili kradzież cennej biżuterii. Sprawcy to mieszkańcy Katowic i Dąbrowy Górniczej w wieku 47, 38 i 36 lat. Mężczyźni trafili do policyjnego aresztu.

Usłyszeli już zarzut usiłowania włamania, ale sprawa jest rozwojowa. Niewykluczone, że mają oni na swoim koncie także inne przestępstwa przeciwko mieniu. W wynajmowanych przez jednego z nich pomieszczeniach śledczy odnaleźli także sprzęt elektroniczny najprawdopodobniej pochodzący z włamania. Łączna wartości zabezpieczonych łupów wynosi blisko 100 tys. zł. Mężczyźni zostali doprowadzeni do Prokuratury w Piekarach Śląskich. W środę sąd zdecydował o 3-miesięcznym areszcie dla zatrzymanych, o który wnioskowali śledczy i prokuratura. Za kradzież z włamaniem grozi kara do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

147 kg marihuany przemycone z Hiszpanii. Policjanci zaskoczyli członków grupy na giełdzie w Broniszach

Ponad 147 kg marihuany o wartości około 8 mln zł przemyciła z Hiszpanii do Polski czteroosobowa grupa, kierowana przez 40-letniego Jacka K. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu – dowiedział się portal tvp.info. Przemytnicy urządzili punkt odbioru towaru na giełdzie w Broniszach, gdzie w październiku 2017 r. wpadli w zasadzkę stołecznej brygady antynarkotykowej. Stracili wtedy 57 kg marihuany.

Na początku października 2017 r. funkcjonariusze Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową ustalili operacyjnie, że na terenie giełdy owocowo-warzywnej w podwarszawskich Broniszach, zatrzyma się ciężarówka, w której ukryto znaczne ilości marihuany. Teren został dyskretnie obstawiony przez policjantów.

Wieczorem 12 października na teren giełdy wjechał ciągnik siodłowy DAF i stanął z dala od ramp rozładunkowych. Kierowca wysiadł z kabiny, a po chwili dołączył do niego drugi mężczyzna. Obaj ostukali jeden ze zbiorników metalowym prętem. Na ten znak do akcji wkroczyli policjanci. Zatrzymali kierowcę – Ryszarda D. oraz Jacka K., który najprawdopodobniej był jednym z organizatorów przemytu.

Towar w baku

Funkcjonariusze wiedzieli już, że narkotyk jest ukryty prawdopodobnie w baku, wskazanym nieświadomie przez przemytników. Potwierdziły to badania specjalistycznym sprzętem Straży Granicznej z Okęcia. Okazało się, że w zbiorniku było ukrytych 115 hermetycznie zamkniętych pakunków o wadze po pół kilograma każdy. Śledczy doliczyli się w sumie 57,5 kg marihuany.

W mieszkaniu Jacka K. znaleziono 60 tys. zł w gotówce i zabezpieczono dwa jego samochody: porsche i renault. Co ciekawe, przed zatrzymaniem K. nie był notowany przez policję. Nie wiadomo dokładnie, kto wprowadził go do narkotykowego biznesu. Zdaniem śledczych jego rolą było zaopatrywanie grup przestępczych w przemycony towar.

Śledczy ustali, że ciągnik, w którym ukryto skrytkę na narkotyki przez poprzednich kilkanaście dni przemieszczał się po Europie Zachodniej. Wiadomo było, że 5 października miał postój w Hiszpanii. Prawdopodobnie właśnie tam załadowano do zbiornika pakunki z marihuaną. Z Hiszpanii ciężarówka pojechała przez Francję i Niemcy, by 11 października wjechać na teren Polski.

Kurier z przeszłością

Policjanci zatrzymali później kolejnego kierowcę – 48-letniego Marka M. oraz 38-letniego Bartosza M. Ten drugi, pracujący wcześniej jako handlowiec w Niemczech, był zdaniem śledczych odpowiedzialny za zakup marihuany w Hiszpanii. Nieoficjalnie wiadomo, że sprzedawcami byli polscy gangsterzy, którzy rezydują na Półwyspie Iberyjskim i zarządzają tam plantacjami konopi indyjskich. Obecnie przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga toczy się proces Bartosza M. za inne przestępstwa narkotykowe.

Z kolei Marek M. prowadził firmę transportową i to do niego należała ciężarówka zatrzymana w Broniszach. Przed sześciu laty został skazany w Wielkiej Brytanii na pięć lat więzienia za kupno znacznych ilości marihuany. Po dwóch latach odsiadki Brytyjczycy zdecydowali się go zwolnić z więzienia i deportowali do ojczyzny. W śledztwie M. przyznał się do zarzutów i złożył obszerne wyjaśnienia.

Okazało się, że w 2017 r. grupa ta trzykrotnie przemyciła z Hiszpanii do Polski po 30 kg marihuany. Przerzuty miały miejsce w dniach: 28 marca – 6 kwietnia, 28 czerwca – 8 lipca oraz 28 sierpnia – 10 września. W czasie dwóch kursów ciężarówką kierował Marek M., a dwóch kolejnych – Ryszard D. Trzy pierwsze transporty zostały odebrane przez Jacka K. na terenie posesji w okolicach Ożarowa Mazowieckiego, gdzie miał najprawdopodobniej trafić również ostatni transport.

Za przemyt i handel narkotykami wszystkim grozi nawet do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci rozbili grupę sutenerów i handlarzy żywym towarem

Kryminalni uderzyli w gangsterów równocześnie w Lubuskiem, na Mazowszu i w Świętokrzyskim. W zatrzymaniach udział brało ponad stu antyterrorystów.

Sprawę zmuszania do prostytucji o raz handlu ludźmi od początku 2017 roku prowadzili policjanci z wydziału kryminalnego lubuskiej policji. Jak ustalili, zatrzymani zmuszali do prostytucji kobiety w wieku od 26 do 31 lat, które wcześniej werbowali obiecując bajońskie zarobki. Szybko jednak okazywało się, że lwią część mężczyźni pozostawiali sobie, a kobiety dostawały zaledwie ochłapy. W Lubuskiem zatrzymano dwóch sutenerów, a ogółem wpadło ich siedmiu. Z tym, że dwóch z nich usłyszało też zarzut znacznie poważniejszy, bowiem handel ludźmi.

Za ten proceder grozi kara do 25 lat więzienia. Kobiety pracowały głównie w rejonie trasy krajowej nr 92 i na przygranicznych parkingach w Lubuskiem. Przypomnieć należy, że prostytucja nie jest naszym kraju karana, za to sutenerstwo tak.
Źródło info i foto: se.pl

CBŚP rozbiło kolejną grupę przestępczą. Handlowali ludźmi, zmuszali kobiety do prostytucji

Werbowali kobiety będące w trudnej sytuacji finansowej, przemocą zmuszali je do świadczenia usług seksualnych i „zatrudniali” w agencjach towarzyskich. Potem zabierali im część pieniędzy. Funkcjonariusze CBŚP rozbili grupę przestępców z Dolnego Śląska, zajmujących się tym procederem. Mundurowi zatrzymali na razie osiem osób.

Na trop procederu wpadli funkcjonariusze z Centralnego Biura Śledczego Policji we Wrocławiu. Od 2015 roku zaczęli rozpracowywać, pod nadzorem oddziału Prokuratury Krajowej w tym mieście, zorganizowaną grupę przestępcą, działającą na terenie Dolnego Śląska. Z ich ustaleń wynika, że jej członkowie zajmowali się m.in. handlem ludźmi, nakłanianiem i ułatwianie prostytucji, zmuszaniem do jej uprawiania oraz czerpali korzyści z nierządu.

Stosowano przemoc wobec kobiet
– Z zebranego materiału wynika, że dwie osoby uczyniły sobie z tego stałe źródło dochodu. Do pracy werbowano kobiety w trudnej sytuacji finansowej, a zdarzało się też, że stosowano wobec nich przemoc fizyczną. Po każdej wykonanej usłudze dziewczyny zatrudniane w agencji towarzyskiej zmuszane były do rozliczeń finansowych – tłumaczy w przesłanej Onetowi informacji komisarz Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Śledczy ustalili, że w proceder może być zamieszanych przynajmniej osiem osób, w tym pięciu mężczyzn i trzy kobiety. Urządzili nalot na miejsca ich zamieszkania i agencje towarzyskie, które prowadzili. W trakcie akcji, w której brało udział kilkudziesięciu policjantów, zatrzymano wszystkie wytypowane osoby.

– W trakcie przeszukań mieszkań, domów i innych obiektów, użytkowanych przez zatrzymanych, policjanci znaleźli m.in. broń palną, paralizator, kij baseballowy, marihuanę. Ponadto zabezpieczono także mienie o wartości około 160 tys. zł – wylicza Iwona Jurkiewicz.

Mogli zarobić milion złotych

Wszyscy zostali przewiezieni do prokuratury. Tam przedstawiono im zarzuty związane m.in. z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, handlem ludźmi, czerpaniem korzyści z cudzego nierządu, posiadaniem broni palnej i znacznej ilości narkotyków. Liderzy grupy na przestępczej działalności mogli zarobić nawet milion złotych.

Siedem osób zostało tymczasowo aresztowanych, jedna ma dozór policyjny. Grozi im kilkuletnia odsiadka. Możliwe są kolejne zatrzymania. Jak podkreślają funkcjonariusze CBŚP, sprawa jest rozwojowa.
Źródło info i foto: onet.pl

Pierwsze zatrzymania po napadzie na konwój w Płocku

Przełom w sprawie zuchwałego napadu na konwój przewożący pieniądze w Płocku. Zamaskowani sprawcy najpierw spowodowali kolizję z bankowozem, a następnie obezwładnili konwojentów i ukradli kasetkę z pieniędzmi. Jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, są pierwsze zatrzymania w tej sprawie.

Zatrzymani to dwaj mężczyźni – główni organizatorzy i pomysłodawcy całego napadu. Wpadli w ręce mazowieckich policjantów, gdy szykowali się do wyjazdu za granicę. Nie jest wykluczone, że mieli więcej wspólników. Prokuratura będzie składać wnioski do sądu o areszt dla zatrzymanych. Na razie odmawia jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie.

Według ustaleń reporterów RMF FM, z konwoju zrabowano prawie 400 tysięcy złotych. Przestępcy doskonale wiedzieli, jaka kwota będzie przewożona, a cały napad drobiazgowo planowali miesiącami
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Rumuni ukradli kosztowne elektryczne rowery

Dwaj bracia w wieku 30 i 24 lat, są podejrzani o dokonywanie w Niemczech kradzieży rowerów z napędem elektrycznym. Bracia wpadli, gdy w ich jadącej z Niemiec ciężarówce rumuńscy celnicy znaleźli takie rowery wartości ponad 250 tys. euro. Szybko ustalono na podstawie numerów ram, że rowery zostały skradzione ze sklepu w południowych Niemczech.

W środę okoliczności tej sprawy ujawniła prokuratura w Ellwangen (Badenia-Wirtembergia). Braci zatrzymano. Podejrzewa się, że „wyspecjalizowali się” w kradzieżach rowerów z napędem elektrycznym.

Byli dobrze znani policji
 
Śledczy ustalają teraz, jakie jeszcze włamania do niemieckich sklepów z elektrycznymi rowerami w Niemczech idą na konto rumuńskich braci. Rumuńska policja poinformowała, nie ujawniając szczegółów, że obaj zatrzymani są jej dobrze znani.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rosja: Jak wpadli małżonkowie-kanibale?

Mordercy wpadli, gdy jedno z nich zgubiło telefon. Znajdowały się w nim wstrząsające zdjęcia rozczłonkowanych ciał. Zbrodnie zostały odkryte, gdy na terenie szkoły lotniczej w rosyjskim Krasnodarze znaleziono telefon komórkowy. Jak podaje CNN, znajdowały się w nim fotografie z fragmentami ciała, odciętą głową, a na jednym ze zdjęć mężczyzna trzymał w ustach oderwaną ludzką dłoń.

Rosyjska policja ustaliła, że aparat należy do 35-letniego Dmitrija Baksziwa. Początkowo mężczyzna twierdził, że znalazł szczątki na śmietniku, przyniósł do domu i „dla żartu” zrobił sobie z nimi zdjęcia. Potem zgubił telefon. Tłumaczył również, że głowę kobiety włożył do wiadra z zimną wodą, żeby ciało nie rozkładało się.
Zabijali przez 20 lat

Jak ustalili śledczy, mężczyzna oraz jego 42-letnia żona Natalia Baksziwa (pracowała jako pielęgniarka) mają związek z tajemniczymi zniknięciami okolicznych mieszkańców.

Zdaniem Komitetu Śledczego w Kraju Krasnodarskim para od 1999 roku mogła zamordować około 30 osób. Rosyjskie media podają, że małżonkowie zjadali fragmenty ciał swoich ofiar. Do tej pory policja zidentyfikowała siedem ofiar. Natomiast mężczyzna przyznał się do dwóch morderstw – kobiety zidentyfikowanej na zdjęciach w telefonie komórkowym oraz innej osoby w 2012 roku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tragiczny finał imprezy integracyjnej w Lublinie

Pracownicy jednej z firm z ulicy Witosa w Lublinie urządzili sobie imprezę integracyjną. Dla jednego z uczestników skończyła się tragicznie. Uczestnicy imprezy firmowej wpadli na pomysł by dwóch „rozrabiających” kolegów obwiązać folią strech po szyję i przywiązać do drzewa – opisuje lokalny portal lublin112.pl. Jak ustalili dziennikarze, elementem zabawy było robienie im zdjęć. Nagle jeden z przywiązanych osunął się na ziemię.

Na miejsce przyjechało pogotowie, które stwierdziło zgon 49-latka. Dojechała też policja. Na miejscu zastali karetkę i kilku pijanych mężczyzn – mówi lubelskiej „Gazecie Wyborczej” Kamil Karbowniczek z biura prasowego tamtejszej komendy.

Teraz przyczyny śmierci mężczyzny będzie wyjaśniać prokuratura. Zlecono sekcję zwłok – podają lubelskie media. Uczestnicy imprezy firmowej zostaną przesłuchani, kiedy tylko dojdą do siebie. Ustalenie, co dokładnie wydarzyło się w nocy z piątku na sobotę, może być o tyle trudne, że byli bardzo pijani. Kiedy na miejsce dotarła policja, niektórzy nie mogli ustać na nogach.
Źródło info i foto: Gazeta.pl