Rosjanie mający kontakt z Zachodem mogą zostać uznani za agentów

O projekcie ustawy zatytułowanej „O kontroli działalności osób znajdujących się pod wpływami zagranicznymi” poinformował w poniedziałek niezależny portal Meduza. Jednym ze współautorów projektu jest deputowany Andriej Ługowoj, podejrzewany w Wielkiej Brytanii o udział w otruciu radioaktywnym polonem byłego funkcjonariusza FSB Aleksandra Litwinienki.

Z dokumentu wynika, że do uznania za „zagranicznego agenta” oficjalnie nie będzie już potrzebne – jak było to dotychczas – otrzymywanie środków finansowych z zagranicy. Deputowani chcą, by za „zagranicznych agentów” uznać osoby, które otrzymują wsparcie z zagranicy bądź są „pod wpływami zagranicznymi w innych formach”, a jednocześnie zajmują się jakimkolwiek z następujących rodzajów działalności: działalność polityczna, zbieranie informacji o działalności wojskowej i wojskowo-technicznej Federacji Rosyjskiej, „rozpowszechnianie informacji i materiałów dla nieograniczonego kręgu osób bądź udział w tworzeniu takich informacji”.

Za „wpływ zagraniczny” może zostać uznane wsparcie ze źródła zagranicznego (od obcego państwa, organizacji międzynarodowej) i inne rodzaje oddziaływania, „w tym poprzez przymuszanie i przekonywanie” – podaje Meduza.

Ługowoj, pytany przez portal RBK, jak będzie można udowodnić, że na daną osobę wywierane było takie „oddziaływanie” odparł, iż zostanie to uściślone przed drugim czytaniem projektu.

Zagranicznym agentem może zostać firma 

W projekcie mowa jest także o „osobach afiliowanych” z „zagranicznymi agentami”. Ługowoj powiedział dziennikowi „Izwiestija”, że wprowadzono to pojęcie dlatego, że „bardzo często zdarzało się, iż »agenci zagraniczni« otrzymujący wsparcie z zagranicy uciekali się do pomocy pośredników”. W projekcie nie napisano, kto może zostać uznany za „osobę afiliowaną”. – Może być to ktokolwiek, kto pomaga w prowadzeniu takiej działalności, w tym również krewni – powiedział Ługowoj.

W projekcie zaproponowano też połączenie czterech dotąd istniejących oficjalnych rejestrów „zagranicznych agentów”. Dotąd ministerstwo sprawiedliwości Rosji prowadziło cztery takie listy: jedną dla organizacji pozarządowych, drugą dla mediów, kolejną dla osób fizycznych i jeszcze jedną, dla organizacji niezarejestrowanych.

Deputowani chcą też, by za „agentów” można było uznać podmioty prawne, rosyjskie lub zagraniczne, niezależnie od ich formy organizacyjno-prawnej. Według portalu RBK oznacza to, że będzie można za „agentów” uznawać podmioty komercyjne.

„Zagranicznym agentom” grozić też będą – w razie przyjęcia ustawy – nowe ograniczenia. Nie będą mogli organizować wydarzeń publicznych, w tym demonstracji i pikiet, prowadzić działalności oświatowej i wychowawczej dla nieletnich, inwestować w firmy o znaczeniu strategicznym.

Przepisy o organizacjach „pełniących funkcję zagranicznego agenta” zostały w Rosji przyjęte w 2012 roku. W kolejnych latach zostały rozszerzone na media i osoby fizyczne. W ostatnich dniach ministerstwo sprawiedliwości umieściło na liście „mediów-zagranicznych agentów” trzech krytycznych wobec władz publicystów: Aleksandra Niewzorowa, Siergieja Parchomienkę i Aleksieja Wieniediktowa. Wieniediktow był długoletnim szefem zlikwidowanego niedawno niezależnego radia Echo Moskwy. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci rozbili gang narkotykowy powiązany z pseudokibicami

Miasto było podzielone na strefy wpływów, w których poszczególni członkowie zorganizowanej grupy przestępczej wprowadzali do obrotu narkotyki oraz nowe substancje psychoaktywne, w tym przede wszystkim alfa PHiP. Na ich trop wpadli policjanci CBŚP i prokuratorzy z Prokuratury Rejonowej w Jastrzębiu-Zdroju, którzy przy wsparciu funkcjonariuszy KMP w Jastrzębiu-Zdroju i SPKP z Katowic rozbili gang. W tym tygodniu do sprawy zatrzymano 9 podejrzanych i zabezpieczono m.in. gazy obezwładniające, kastet, mefedron oraz marihuanę.

Śledztwo dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej prowadzone jest przez Prokuraturę Rejonową w Jastrzębiu – Zdroju wspólnie z policjantami z Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji. Z ustaleń śledztwa wynika, że członkowie gangu zajmowali się na dużą skalę przestępczością narkotykową, w tym wprowadzaniem do obrotu znacznych ilości środków odurzających, substancji psychotropowych oraz nowych substancji psychoaktywnych, w tym przede wszystkim alfa PHiP. Według funkcjonariuszy członkowie gangu mają powiązania ze środowiskiem pseudokibiców jednego z miejscowych klubów sportowych.

Śledztwo obejmuje działanie grupy w okresie od początku 2017 roku do marca 2022 roku. Do zdarzeń przestępczych dochodziło głównie w Jastrzębiu – Zdroju, ale także w innych miejscowościach południowej części województwa śląskiego. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że miasto podzielono na tzw. strefy wpływów, w obrębie których poszczególni członkowie gangu prowadzili nielegalną działalność.

Na podstawie zebranych informacji, w tym tygodniu policjanci z Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji, wsparci przez funkcjonariuszy z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Katowicach oraz z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Jastrzębiu-Zdroju przeprowadzili działania, podczas których zatrzymali 9 osób. Wówczas to przeszukano mieszkania podejrzanych, gdzie zabezpieczono gazy obezwładniające, kastet, mefedron i marihuanę oraz inne substancje poddawane obecnie analizie. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono znalezione u podejrzanych pieniądze w różnej walucie, w tym blisko 50 tys. zł, ok. 3 tys. euro i prawie 500 dolarów. W trakcie śledztwa ustalono mienie należące do podejrzanych warte ponad 800 tys. zł w postaci nieruchomości, samochodów oraz pieniędzy. Podejrzanym grozi przepadek korzyści majątkowych uzyskanej z przestępstw.

W Prokuraturze Rejonowej w Jastrzębiu – Zdroju 9 zatrzymanym przedstawiono zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym jedna osoba jest podejrzana o kierowanie tą grupą. Dodatkowo zatrzymani usłyszeli zarzuty w związku z tym, że w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uczestniczyli w obrocie znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych, z czego uczynili sobie stałe źródło dochodu. Tożsame zarzuty grożą podejrzanym doprowadzonym dzisiaj do prokuratury z zakładu karnego, gdzie przebywali. Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy w Jastrzębiu Zdroju aresztował na okres trzech miesięcy 8 zatrzymanych.

Sprawa ma charakter rozwojowy i funkcjonariusze nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Żywiec: Biznesmeni zatrzymani „na gorącym uczynku”

Na „gorącym uczynku” funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali dwóch biznesmenów, którzy powoływali się na wpływy, m.in. w Urzędzie Miejskim w Żywcu. W zamian za łapówkę mieli ułatwić załatwienie pozytywnych decyzji administracyjnych – wyjaśnia w rozmowie z portalem tvp.info Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.

W zamian za pośrednictwo i powoływanie się na wpływy w miejskim ratuszu, jeden z zatrzymanych mężczyzn przyjął 10 tys. zł łapówki.

– Wręczający pieniądze biznesmen planował zrealizować inwestycję budowlaną na terenie powiatu żywieckiego. Przyjmujący korzyść mężczyzna, powołując się na wpływy, podjął się załatwienia wydania, bądź też przyspieszenia wydania decyzji o pozwolenie na budowę – mówi nam rzecznik Biura.

Bezpośrednio po przyjęciu pieniędzy biznesmenów zatrzymali funkcjonariusze łódzkiej delegatury CBA. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Katowice-Południe.
Źródło info i foto: TVP.info

Były oficer ABW Marcin S. skazany za płatną protekcję

Marcin S., były oficer i naczelnik jednego z wydziałów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, został skazany za płatną protekcję. Przyznał się on do winy i poddał dobrowolnie karze. Nadal nie zapadł jeszcze wyrok wobec kobiety i mężczyzny, którzy również są oskarżeni w tej sprawie.

Powoływali się na wpływy w MSWIA?

Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli uznał Marcin S. jest winny tego, że w 2016 r. w wspólnie z pozostałymi oskarżonymi powoływał się na swoje wypływy w MSWIA : „w zamian na korzyść majątkową w kwocie 55 000 zł (…)”. Na poczet kary Marcinowi S. zaliczono wcześniejszy pobyt w areszcie.

O co dokładnie chodziło w tej sprawie, którą opisywała m. in. „Rzeczpospolita” i portal tvn24.pl ? Firma biznesmena Jacka P. z Wolsztyna zajmowała się handlem bronią i szkoleniami militarnymi m. in. na poligonie w Babimoście (woj. lubuskie). W 2015 doszło tam do nieszczęśliwego wypadku postrzelenia mężczyzny, w związku z czym MSWIA wydało decyzję o cofnięciu tej firmie koncesji.

Jacek P. odwołał się od tej decyzji i wynajął jedną z warszawskich kancelarii do obsługi prawnej tej sprawy. Z kancelarią tą współpracował właśnie Marcin S., były naczelnik jednego z wydziałów ABW, oraz pozostali oskarżeni Jolanta S. – H. (po urzędowej zmianie danych – Sara W.) oraz Andrzej K., były żołnierz Gromu. W lipcu 2016 r. w jednym z zajazdów niedaleko Konina Jacek P. przekazał Marcinowi S. 55 tys. zł w gotówce i został zatrzymany na gorącym uczynku przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. W doniesieniu dla CBA Jacek P. twierdził, że pieniądze te były przeznaczone m. in. na łapówkę dla urzędnika MSWIA, który miał załatwić sprawę koncesji. Właściciel kancelarii prawnej i pozostali oskarżeni utrzymywali, że była to umówiona zapłata za usługi prawne.
Źródło info i foto: wp.pl

Fałszywy ksiądz legalizuje pobyt imigrantów w Polsce, kierując ich do nieistniejącego zakonu

Fałszywy ksiądz bierze półtora tysiąca euro od obcokrajowców za legalizację ich pobytu w Polsce, a z Białorusinów i Ukrainek robi braci i siostry w zakonie, który nie istnieje – pisze „Wprost”. Ojciec Leonard ma się przy tym powoływać na wpływy w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

Tygodnik ujawnia, że były duchowny przedstawiał się imigrantom jako ojciec Leonard Kokosa i podawał się za prowincjała Zakonu św. Jana Jerozolimskiego (Joannici). Obcokrajowcy mieli płacić mu pieniądze nie tylko dlatego, że „odgrywał przed nimi rolę księdza zatroskanego o ich los”, ale także dlatego, że „powoływał się na wpływy wśród wysoko postawionych urzędników wydających decyzje co do pobytu obcokrajowców w Polsce” – czytamy.

Zdaniem „Wprost” o. Leonard to tak naprawdę Lech Zbigniew Kokosa. Ma 72 lata, jest byłym księdzem Kościoła Polskokatolickiego, został wyświęcony w 1971 r. Służył m.in. w Berlinie, pracował też Polskim Narodowym Kościele Katolickim w Nowym Jorku. Ks. Jerzy Bajorek, rzecznik prasowy Kościoła Polskokatolickiego mówi jednak, że tuż po powrocie ze Stanów został zawieszony. „Teczka z dokumentami Kokosy zaginęła, wyparowała. Nie mam gdzie tego sprawdzić” – mówi o powodach, choć dodaje: „Za to, co Kokosa robił już po tym, jak usunięto go z Kościoła Polskokatolickiego nikt z nas nie bierze odpowiedzialności”.

Głośno o Kokosie było już w 2005 roku, gdy Kuria Metropolitalna we Wrocławiu wystosowała komunikat ostrzegający wiernych przed działalnością fałszywego księdza, który posługiwał się imionami Mateusz oraz Lech.
Źródło info i foto: interia.pl

Akcja Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Lublinie. Zatrzymano 4 osoby

CBA zatrzymało czterech mieszkańców Lublina, którzy załatwili pozwolenie na budowę wieżowca przy ul. Zana w Lublinie w zamian za korzyść majątkową w wysokości 1 mln zł – poinformowało w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jak podało CBA, osoby te działały w porozumieniu i powoływały się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych, m.in. w Urzędzie Miasta Lublina.

„Jak ustalili funkcjonariusze CBA, mężczyźni podjęli się załatwienia pozwolenia na budowę i wymaganych prawem zgód w związku z budową wieżowca przy ul. Zana w Lublinie w zamian za korzyść majątkową w wysokości 1 mln zł” – poinformowało CBA.

Trzech z podejrzanych mężczyzn spotkało się we wtorek po południu w celu podpisania umowy umożliwiającej przeprowadzenie inwestycji. W kosztach umowy została ujęta wcześniej uzgodniona kwota korzyści majątkowej. Agenci CBA zatrzymali ich w chwili podpisywania umowy. Czwarta osoba została zatrzymana w miejscu zamieszkania.

CBA w środę przedstawi dokumenty w sprawie Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.
Źródło info i foto: interia.pl

Dlaczego CBA zatrzymało Bartłomieja M.? Co łączy podejrzanych?

W poniedziałek agenci CBA zatrzymali sześć osób w związku ze śledztwem ws. niegospodarności w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Jednym z zatrzymanych jest Bartłomiej M., były szef gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza i były rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej.

CBA zatrzymało dwóch byłych członków zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej – Bartłomieja M. i Radosława O., a także dwóch dyrektorów PGZ, urzędniczkę Komendy Garnizonu Warszawa, a następnie MON i byłego posła PiS Mariusza Antoniego K. Sprawa dotyczy okresu, gdy szefem resortu obrony był Antoni Macierewicz. 

Czego tak naprawdę dotyczą zarzuty? Oficjalnie – „niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ SA”. Według nieoficjalnych informacji chodzi o podejrzenie finansowych „machlojek” przy organizacji koncertu „Głos Wolności” i wystaw sponsorowanych przez PGZ, które towarzyszyły obchodom 40. rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników – komitetu, którego jednym z założycieli był Antoni Macierewicz.

Zanim jednak odbył się koncert, o którym mowa, PGZ objęła nad nim patronat, zobowiązując się jednocześnie do finansowania wydarzenia oraz, rzekomo, szkoleń związanych z odpowiedzialnością społeczną w biznesie. Na konto prywatnej firmy związanej z organizatorami koncertu trafiło wówczas ponad 700 tys. zł.

„Przypadek Polskiej Grupy Zbrojeniowej, którym zajmiemy się szczegółowo, jest tylko jednym z wielu, ale świetnie pokazuje, jak wokół jednej z największych państwowych spółek stworzono układ biznesowo-towarzyski służący wysysaniu publicznych pieniędzy za pomocą pozornych umów, fikcyjnych szkoleń, zawyżanych faktur. Oplatająca holding sieć sięgała poziomu zarządu PGZ oraz gabinetu politycznego MON. To tylko jeden z wielu obszarów funkcjonowania Grupy, który obecnie bada Centralne Biuro Antykorupcyjne” – podkreślono w maju w tygodniku „Sieci”, który jako pierwszy ujawnił część materiałów śledztwa CBA.

Bartłomiej M., Radosław O. – „aptekarze” zatrzymani
Jak zaznacza „Wyborcza”, istotną postacią w procesie przekazywania pieniędzy był tu współpracownik Macierewicza i szef Klubu „Gazety Polskiej” w Łomiankach, Radosław O. – jeden z zatrzymanych w poniedziałek przez CBA. Radosław O. został wiceprezesem PGZ mimo braku jakichkolwiek kwalifikacji. Wcześniej był współwłaścicielem apteki Aronia w Łomiankach – tej samej, w której jako pomoc apteczna pracował Bartłomiej M., a któremu brak kwalifikacji również w karierze nie przeszkodził.

28-letni dziś Bartłomiej M., który swego czasu uwagę mediów zwrócił m.in. imprezowym stylem życia i brakiem wykształcenia (uzupełnił je na uczelni ojca Rydzyka), pełnił funkcje: sekretarza Zarządu Okręgowego PiS, koordynatora ds. struktur wykonawczych PiS, był szefem gabinetu politycznego oraz rzecznikiem prasowym Ministerstwa Obrony Narodowej. W kwietniu 2017 roku – na dwa dni – objął stanowisko pełnomocnika zarządu państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) ds. komunikacji. Po rezygnacji, decyzją Jarosława Kaczyńskiego, PiS zawiesił go w prawach członka partii.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Polska i USA prowadzą wspólne śledztwo ws. chińskich wpływów w naszym kraju

Warszawa i Waszyngton prowadzą wspólne śledztwo ws. wpływów chińskich w Polsce – informuje „Wall Street Journal”. 11 stycznia polskie służby zatrzymały pracownika Huawei Weijinga W. i byłego oficera ABW Piotra D., podejrzanych o szpiegostwo na rzecz chińskiego wywiadu.

Jak donosi „WSJ”, śledztwo dotyczy m.in. wydarzeń w Wojskowej Akademii Technicznej, gdzie Piotr D. był wykładowcą. Weijing W. również odwiedził uczelnię w związku z konkursem organizowanym przez Huawei „Seeds fot the Future”. Najzdolniejsi studenci mogli w nim wygrać wycieczkę do Chin, w tym do głównej siedziby Huawei w Shenzhen.

Amerykańscy dziennikarze zaznaczają, że śledztwo w tej sprawie trwa już od co najmniej dwóch lat. W wyniku dochodzenia zwrócono uwagę na zwiększające się wpływy chińskie w Polsce, co mogło naruszyć bezpieczeństwo kraju. Szacuje się, że Huawei może posiadać nawet prawie 50 proc. polskiego rynku telekomunikacyjnego.

Chińczycy byli bardzo aktywni od lat – mówi jeden z polskich polityków w rozmowie z „Wall Street Journal”. Przesadą było danie im takiej wolności i przestrzeni do manewru – dodaje. Polscy i amerykańscy urzędnicy obawiają się, że Chiny mogły uzyskać dostęp do danych wywiadowczych udostępnianych Polsce. Pekin mógłby takie informacje przekazać do Moskwy.

Amerykanie teraz pracują nad planem, który miałby naprawić sytuację i wykluczyć chińskie firmy z Polski i innych europejskich krajów.

Według dziennikarzy „WSJ”, polskie służby utrzymują śledztwo w sprawie Piotra D. i Weijinga W. w tajemnicy, by nie prowokować Chin. Problematyczny będzie jednak proces, który z pewnością będzie głośny. Cały świat będzie się przyglądał, gdyż zawsze były plotki o działaniach Huawei, ale nigdy nie było dowodów. Przynajmniej Amerykanie nigdy żadnych nie zaprezentowali – powiedział polski polityk w rozmowie z „Wall Street Journal”.

Polskie służby sprawdzają teraz, kto zasiadający na wysokich rządowych stanowiskach mógł mieć powiązania z Chinami. Wywiad sprawdza także działalność Piotra D. w państwowych instytucjach – mężczyzna pracował w przeszłości w MSWiA i w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Piotr D. to były wiceszef Departamentu ds. Bezpieczeństwa Teleinformatycznego w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Odszedł w związku z tzw. infoaferą, dotyczącą korupcji przy przetargach informatycznych. Miał dostęp do kluczowych informacji, np. o Sieci Łączności Rządowej, wewnętrznym systemie pozwalającym na przekazywanie tajnych informacji najważniejszym osobom w państwie.

Weijing W. jest z kolei absolwentem Pekińskiego Uniwersytetu Studiów Zagranicznych, uważanego za kuźnię kadr chińskiego wywiadu. Studiował polonistykę. Od 2006 roku pracował w konsulacie Chińskiej Republiki Ludowej w Gdańsku, a w 2011 roku został zatrudniony w polskim oddziale Huawei.

Obaj mężczyźni nie przyznają się do winy. Zostali aresztowani na trzy miesiące.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 29-letnia Rosjanka zdobywała poufne informacje i wpływy dzięki seksowi i broni

Maria Butina, Rosjanka aresztowana przez FBI pod zarzutem szpiegostwa, miała zdobywać wpływy seksem i miłością do broni. Porównywana jest z Anną Chapman, inną, rudowłosą agentką przez lata działającą w USA. Od lat „urabiała” polityków Partii Reublikańskiej.

Sędzia w Waszyngtonie przedłużył areszt 29-letniej Marii Butiny oskarżanej o szpiegostwo na rzecz Rosji. Kobieta miała być niezarejestrowanym agentem wpływu Kremla w Waszyngtonie. Rosjanka zaprzecza stawianym jej zarzutom.

Sędzia uznał, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż Butina ucieknie zwłaszcza, że w chwili aresztowania była już spakowana. Adwokat Robert Driscoll nie zgadza się z tą decyzją podkreślając, że jego klientka od dawna wiedziała o toczącym się przeciwko niej śledztwie i nie próbowała uciekać.

Według departamentu sprawiedliwości Butina była częścią tajnej, rosyjskiej operacji mającej na celu zdobywanie wpływów w Waszyngtonie i w praktyce nic nie łączyło ją z USA. Nawet relacje z „Obywatelem USA nr 1” mężczyzną, z którym była związana, uważała jedynie za część pracy. Najprawdopodobniej tym tajemniczym obywatelem jest 56-letni konserwatywny działacz polityczny Paul Erickson.

W Waszyngtonie Butina utrzymywała kontakty z dyplomatami uwazanymi za rezydentów rosyjskiego wywiadu. Kobieta porównywana jest do Anny Chapman, rosyjskiej agentki aresztowanej w USA w 2010 r. i następnie uwolnionej w ramach wymiany szypiegów pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą.

Z dokumentów, na które powołuje się oskarżenie wynika, że Butina narzekała na życie ze swoim przyjacielem i przynajmniej w jednym przypadku proponowała seks w zamian za pracę we wpływowej organizacji. Według mediów była to National Rifle Association (NRA, czyli Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie), czyli jedna z najważniejszych organizacji lobbystycznych w USA.

Rosjanka, uważana za miłośniczkę broni, od lat interesowała się NRA i dzięki tej organizacji miała próbować stworzyć tajny kanał komunikacyjny pomiędzy amerykańskimi politykami a Kremlem. Butina była świetnym, niemal naturalnym łączni9kiek między wysoko postawionymi Rosjanami i Amerykanami. Jej mentorem jest Aleksander Torszin, wiceprezes banku centralnego Rosji i dożywotni członek NRA.

To właśnie Torszin i Butina mieli przez trzy lata „urabiać” Republikanów, żeby stworzyć korzystne dla Rosji środowisko po odejściu Baracka Obamy od władzy. Przed wyborami prezydenckimi w 2016 r. mężczyzna wyjaśniał, że amerykańskie społeczeństwo jest podzielone, dlatego Rosjanie muszą z rozmysłem i ostrożnie budować relacje z „przyjazną” Kremlowi Partią Republikańską. Treść prywatnej korespondencji między Rosjanami stanowi część materiału dowodowego przeciwko kobiecie.
Źródło info i foto: wp.pl

Agenci CBA zatrzymali znanego adwokata z Krakowa

Adwokat Mariusz N. z Krakowa, zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, został zawieszony w wykonywaniu zawodu i musi wpłacić poręczenie majątkowe – dowiedziała się w poniedziałek PAP w źródłach zbliżonych do śledztwa. N. został zatrzymany przez CBA w środę tuż po tym, jak wyszedł z jednej z rozpraw, w której był stroną postępowania. Adwokat w operacji specjalnej CBA miał przyjąć łapówkę i powoływać się na wpływy w krakowskich sądach.

N. został zatrzymany przez CBA w środę tuż po tym, jak wyszedł z jednej z rozpraw, w której był stroną postępowania. Adwokat w operacji specjalnej CBA miał przyjąć łapówkę i powoływać się na wpływy w krakowskich sądach.

N. po przedstawieniu zarzutów i zapoznaniu się z materiałami zgromadzonymi w śledztwie, miał przyznać się do winy i złożyć wyjaśnienia – wynika z nieoficjalnych informacji PAP. Nie wniesiono o areszt, zastosowano wszystkie wolnościowe środki zapobiegające uchylaniu się od dalszego postępowania – zawieszenie w wykonywaniu zawodu, 50 tys. poręczenia majątkowego, dozór policji, zakaz opuszczania kraju oraz zakaz zbliżania się do określonych osób – dowiedziała się PAP.

W czwartek Temistokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej Biura powiedział PAP, że krakowskiego adwokata agenci z wrocławskiej delegatury Biura zatrzymali po jakimś czasie od akcji specjalnej z jego udziałem. Wyjaśnił, że akcja specjalna została przeprowadzona, ponieważ mężczyzna powoływał się na wpływy w sądownictwie. Obiecał prezesowi jednej ze spółek zmianę decyzji sądu w sprawie upadłości likwidacyjnej na układową w zamian za łapówkę – powiedział Brodowski. Agenci po wręczeniu N. 25 tys. zł łapówki czekali i sprawdzali, czy adwokat w istocie podejmie jakieś działania na korzyść tej firmy – okazało się jednak, że nic takiego nie zrobił – mówił PAP, nie ujawniając personaliów prawnika.

Śledztwo CBA nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Krakowie.
Źródło info i foto: interia.pl