Dziennikarze CNN dotarli do tajnych dokumentów. Wyciekły „akta Wuhan”

Dziennikarze CNN dotarli do dokumentów, z których wynika, że Chiny nie poradziły sobie z koronawirusem tak dobrze, jak wynikało to z oficjalnych komunikatów. Wewnętrzne dane pokazują m.in., że Chińczycy korzystali z wadliwych testów i nie informowali opinii publicznej o prawdziwej liczbie wykrywanych przypadków.

Amerykańska telewizja informacyjna CNN weszła w posiadanie poufnych dokumentów, które wyciekły z Prowincjonalnego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom w Hubei – chińskiej prowincji ze stolicą w mieście Wuhan, w którym wykryto pierwszy przypadek koronawirusa. Z 117-stronicowej dokumentacji wynika, że Chińczycy zbagatelizowali pojawienie się nowego wirusa i podawali opinii publicznej nieprawdziwe dane dotyczące liczby stwierdzonych przypadków.

„Rząd chiński konsekwentnie odrzucał oskarżenia Stanów Zjednoczonych i innych zachodnich rządów, że celowo ukrywał informacje dotyczące wirusa, utrzymując, że jest transparentny od początku wybuchu epidemii. Chociaż dokumenty nie dostarczają dowodów na celową próbę zaciemnienia ustaleń, ujawniają liczne niespójności w tym, co według władz miało się wydarzyć i co zostało ujawnione opinii publicznej” – czytamy w artykule CNN.

Dokumenty przeanalizowane przez ekspertów CNN dotyczą przede wszystkim dwóch dni – 10 lutego i 7 marca 2020 roku. Z danych z 10 lutego wynika, że Chiny potwierdziły 5918 przypadków koronawirusa, ale w oficjalnym komunikacie poinformowały o 3911 z nich. 7 marca stwierdzono z kolei 115 przypadków, ale opinia publiczna dowiedziała się tylko o 83. CNN wskazuje także, że Chiny nie informowały o wszystkich przypadkach śmiertelnych związanych z chorobą COVID-19. Od początku wybuchu epidemii do 7 marca 2020 roku Chiny przekazały informacje o 86 proc. zgonów związanych z koronawirusem, które zaraportowano w wewnętrznych dokumentach.

CNN informuje również o problemach w chińskim systemie testowania. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że zdiagnozowanie pacjenta zajmowało chińskiemu systemowi zdrowia średnio 23 dni. Co więcej, część testów była wadliwa, co przełożyło się na zawyżoną liczbę negatywnych wyników od początku epidemii do 10 stycznia 2020 roku. Z dokumentów, które wyciekły, wynika także, że na początku grudnia 2020 roku w prowincji Hubei stwierdzono wyższą niż w poprzednich latach liczbę zachorowań na grypę, czego nie ujawniono opinii publicznej.

„Chińscy urzędnicy przekazali światu więcej optymistycznych danych, niż te, do których mieli dostęp wewnętrznie. […] Niedofinansowanie, niedobór personelu, słabe morale i biurokratyczne modele zarządzania utrudniały funkcjonowanie chińskiego systemu wczesnego ostrzegania” – pisze CNN.

O koronawirusie SARS-CoV-2 usłyszeliśmy po raz pierwszy w listopadzie 2019 roku. Pierwszą osobą, u której stwierdzono zakażenie tym wirusem był 55-letni mieszkaniec miasta Wuhan w środowej części Chin. Niedługo później odnotowano grupę pacjentów cierpiących na zapalenie płuc nieznanej etiologii, a władze Chin powiązały te zachorowania z miejscowym targiem, na którym sprzedawano zwierzęta i owoce morza. 7 stycznia 2020 Chińczycy potwierdzili, że zachorowania powoduje nowy wirus z grupy koronawirusów, nazwany roboczo 2019-nCoV.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo o koronawirusie. „Istnieją dowody, że wirus powstał w laboratorium”

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo stwierdził, że wirus SARS-CoV-2 mógł powstać w laboratorium w Wuhan. Nie chciał jednak odpowiedzieć na pytanie, czy został on celowo uwolniony. W podobnym tonie kilka dni temu wypowiadał się prezydent Donald Trump.

– Istnieją poważne dowody na to, że pandemia SARS-CoV-2 miała swój początek w laboratorium w Wuhan – powiedział Mike Pompeo w wywiadzie w stacji telewizyjnej ABC. Polityk dodał, że „to nie pierwszy raz, gdy światu zagraża wirus będący wynikiem nieprawidłowości i zaniechań w chińskich laboratoriach”.

W podobnym tonie brzmiał również Donald Trump na konferencji prasowej w Białym Domu w ubiegłym tygodniu. Prezydent USA potwierdził, że widział dowody na to, że wirus powstał w Instytucie Wirusologii w Wuhan. Stwierdził, że SARS-CoV-2 mógł wymknąć sie chińskim naukowcom spod kontroli, nie wykluczył również celowego działania Chin.

– Jak to się stało, że zatrzymali ruch powietrzny wewnątrz Chin, a nie zatrzymali samolotów do Stanów Zjednoczonych i do całej Europy? Uuważam, że Światowa Organizacja Zdrowia powinna się wstydzić, bo zachowuje się jak agencja public relations dla Chin – dodał prezydent USA.

Tak tłumaczy się WHO

Jak wywołane do tablicy WHO odpowiedziało na zarzuty prezydenta USA? – Wielokrotnie słuchaliśmy wielu różnych naukowców, którzy przyglądali się sekwencjom wirusa. Jesteśmy przekonani, że ten wirus ma naturalne pochodzenie” – stwierdził dr Mike Ryan z WHO.

Irlandczyk dodał, że wszystkie dowody wskazują, że wirus nie został stworzony ani zmodyfikowany przez człowieka. Podkreślił też, że należy znaleźć „naturalnego gospodarza koronawirusa”. Dzięki temu będzie wiadomo, jak przekroczono „barierę zwierzę–człowiek”, a to pozwoli zapobiegać takim sytuacjom w przyszłości. Przypomnijmy, że nieoficjalnie uważa się, że pacjentką zero była sprzedawczyni krewetek na targu w Wuhan.
Źródło info i foto: natemat.pl

Jest reakcja chińskiego rządu jakoby koronawirus miał wycieknąć z laboratorium w Wuhan

Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych zabrało głos w sprawie artykułu „Washington Post” dotyczącego laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan. Według ustaleń gazety amerykańscy dyplomaci już dwa lata temu byli zaniepokojeni bezpieczeństwem ośrodka, który zajmuje się badaniami nad koronawirusami. Mieli też ostrzec przed wybuchem pandemii podobnej do SARS. Reakcja chińskich władz na te doniesienia jest stanowcza.

Rzecznik MSZ Chin Zhao Lijian odrzucił sugestie, że COVID-19 mógł mieć swój początek w laboratorium w Wuhan. To reakcja na doniesienia „Washington Post” o tym, że dyplomaci z USA zgłaszali wątpliwości co do bezpieczeństwa ośrodka, gdzie prowadzono badania nad koronawirusami. Rzecznik chińskiego MSZ powołał się na Światową Organizację Zdrowia, która stwierdziła, że nie ma dowodów na to, by wirus został stworzony w laboratorium.

Amerykańscy dyplomaci ostrzegali przed wybuchem epidemii?

We wtorek, 14 kwietnia „Washington Post” poinformował o dwóch depeszach wysłanych przez amerykańskich dyplomatów, którzy na początku 2018 roku złożyli wizytę w laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan.

Wizyta odbyła się na zaproszenie chińskich władz. Według doniesień gazety Amerykanie mieli być na tyle zaniepokojeni bezpieczeństwem i sposobem zarządzania ośrodka badającego koronawirusy, że wysłali do Waszyngtonu dwie depesze na ten temat.

Jak poinformował waszyngtoński dziennik, Amerykanie mieli domagać się w nich poświęcenia większej uwagi laboratorium w Wuhan ze względu na wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa. Mieli też ostrzec, że prowadzone w ośrodku badania nad koronawirusami u nietoperzy stanowią ryzyko wybuchu pandemii podobnej do SARS w 2003 roku.

Donald Trump o laboratorium w Wuhan

Artykuł opublikowany przez „Washington Post” poruszył opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump pytany o to czy do pierwszego zakażenia koronawirusem doszło w laboratorium w Wuhan odparł, że „coraz więcej o tym się słyszy”. Zapewnił, że władze Stanów Zjednoczonych „prowadzą bardzo dogłębne śledztwo” w tej sprawie. Z kolei przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA generał Mark Milley oświadczył, że koronawirus prawdopodobnie powstał z przyczyn naturalnych, ale nie ma co do tego pewności.
Źródło info i foto: Fakt.pl