Do internetu wyciekły nazwiska funkcjonariuszy białoruskiego MSW. „Ostrzegaliśmy, co się stanie”

Białoruskie MSW szuka źródeł wycieku danych osobowych ponad tysiąca pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w tym milicjantów i funkcjonariuszy OMON-u. Wczoraj opublikował je znany bloger NEXTA na swoim kanale w komunikatorze Telegram.

Dane dotyczące pracowników białoruskiego MSWiA zawierają ich: imiona i nazwiska, daty urodzenia, jednostki, w których służą, stopnie i zajmowane funkcje. Oddzielne opublikowano informacje o siedmiu domniemanych oficerach jednostki specjalnej MSW „Ałmaz”, łącznie z ich numerami telefonów. Podczas interwencji na ulicach białoruskich miast, funkcjonariusze milicji, OMON-u i wojsk wewnętrznych mają zasłonięte twarze, a na ich mundurach nie ma oznaczeń.

Białoruski bloger opublikował listę z nazwiskami funkcjonariuszu OMON-u. „Ostrzegaliśmy, co się stanie”

Jak informuje Biełsat TV, akcja białoruskiego blogera NEXTA jest odpowiedzią na brutalne działania milicji podczas sobotniego Marszu Kobiet. W stolicy Białorusi zatrzymano wówczas kilkaset osób.

Kanał społecznościowy blogera o pseudonimie NEXTA zapowiada kolejne publikacje danych funkcjonariuszy, jeśli służby specjalne nadal będą zatrzymywać uczestników protestów.

„Tydzień temu ostrzegaliśmy, co się stanie, jeśli bezpieczniacy się nie zatrzymają. Dotrzymujemy obietnicy. Przed Wami pierwsze 1000 pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z bazy, którą otrzymaliśmy dzięki cyberpartyzantom. Jeśli zatrzymania będą kontynuowane, będziemy kontynuować masową publikację danych – napisano na kanale komunikatora telegram NEXTA (cytat za Biełsat TV). Bloger wezwał również do pomocy w tworzeniu bazy danych z nazwiskami milicjantów.

Publikację danych funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa skomentowała dla agencji RIA Novosti rzeczniczka białoruskiego MSWiA. Wolha Czemadanawa zapewniła, że środki i technologie, którymi dysponują organy ds. wewnętrznych, umożliwiają identyfikację i ściganie większości osób odpowiedzialnych za wyciek wrażliwych informacji.

W sobotę przebywająca za granicą liderka opozycji Swiatłana Cichanouska wezwała białoruskie służby do wypuszczenia na wolność wszystkich zatrzymanych. „Funkcjonariusze organów ścigania powinni pamiętać, że Białorusini są gotowi do ujawnienia tych, którzy wykonują przestępcze rozkazy” – napisała w mediach społecznościowych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dwie pary uprawiały seks na wieży widokowej koło Wolsztyna. Wszystko nagrały kamery, sprawę bada prokuratura

Miejskie kamery zamontowane na wieży widokowej w okolicach Wolsztyna (woj. wielkopolskie) zarejestrowały dwie pary, które uprawiały seks. Nagrania wyciekły do internetu. Sprawę bada już prokuratura, oświadczenie dotyczące incydentu wydał też burmistrz.

Prokuratura Rejonowa w Wolsztynie bada sprawę opublikowania w internecie nagrań, na których widać, jak dwie pary uprawiają seks na wieży widokowej w Świętnie koło Wolsztyna w województwie wielkopolskim – podaje RMF FM. Jak przekazał rzecznik prokuratury, zawiadomienie w tej sprawie wolsztyńscy śledczy otrzymali od burmistrza miasta, Wojciecha Lisa.

Należące do urzędu miasta kamery, na których zarejestrowano uniesienia par, na co dzień mają pilnować bezpieczeństwa i porządku na wieży widokowej. Burmistrz Wolsztyna wydał oświadczenie w tej sprawie.

„Z ubolewaniem potwierdzam fakt, iż do internetu wydostał się fragment zapisu z wewnętrznego monitoringu wizyjnego należącego do Urzędu Miejskiego w Wolsztynie. O powyższym fakcie poinformowałem organy ścigania. Dla dobra sprawy w chwili obecnej nie możemy udzielać żadnych innych informacji”

Zostały już wdrożone niezbędne procedury celem wyeliminowania podobnych incydentów w przyszłości” – napisał.

Jak podaje RMF FM, śledztwo prokuratury może być prowadzone pod kątem art. 191a. Kodeksu karnego, który dotyczy „utrwalania lub rozpowszechniania wizerunku nagiej osoby bez jej zgody”. Grozi za to kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia, ale wnioski o ściganie musiałyby złożyć osoby poszkodowane.

Z kolei za „dopuszczenie się nieobyczajnego wybryku w miejscu publicznym” grozi kara aresztu, grzywna do 1,5 tysiąca złotych lub nagana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ogromny wyciek danych w USA. Wyciekły dane 4,9 mln klientów firmy DoorDash

Świadcząca usługi dostaw żywności z renomowanych restauracji firma DoorDash poinformowała wczoraj o wycieku wrażliwych danych ok. 4,9 mln klientów. W niepowołane ręce wpadły m.in. numery kart kredytowych, kont bankowych, ich adresy pocztowe i elektroniczne. Do incydentu miało dojść 4 maja, gdy nieupoważniony dostawca uzyskał przypadkowy dostęp do chronionych danych klientów oraz restauracji, skąd zamawiano dania. Kierownictwo firmy zorientowało się, że doszło do wycieku, dopiero na początku września bieżącego roku. – wskazuje Reuters.

Z informacji opublikowanych na blogu firmy DoorDash wynika, że w niepowołane ręce wpadł też m.in. wykaz z numerami prawa jazdy ponad 100 tys. operatorów dostaw jedzenia.

Ponadto, upublicznione zostały cztery ostatnie cyfry numerów kart kredytowych i kont bankowych, które nie są publikowane na fakturach czy paragonach. Prawdopodobnie jest możliwe ich powiązanie z nazwiskami oraz danymi adresowymi – pisze Reuters. Władze firmy zapewniły, że prowadzą dochodzenie, które ma wyjaśnić, w jaki sposób doszło do wycieku.

W komunikacie opublikowanym wczoraj przez firmę, która ma siedzibę w San Francisco, zapewniono, że dane klientów, którzy korzystali z usług firmy po raz pierwszy i zarejestrowali się po 5 października 2018 r., są całkowicie bezpieczne i nie wyciekły z DoorDash.
Źródło info i foto: onet.pl

Wyciekły ważne dane Europolu dotyczące informacji ze śledztw terrorystycznych

Poważny wyciek danych unijnej agencji policyjnej Europol. Dane z około 50 śledztw dotyczących grup terrorystycznych zostały przypadkowo umieszczone na stronie internetowej, niezabezpieczonej żadnym hasłem. Choć na razie Europol nie potwierdził tych informacji, dziennikarze holenderskiej telewizji zacytowali zastępcę dyrektora agencji Wila van Gemerta, który przyznał, że doszło do wycieku danych. Jak informowano w programie Zembla, były pracownik unijnej agencji wbrew panującym w Europolu zasadom zabrał materiały do domu i umieścił je na podłączonym do internetu twardym dysku. Nie był świadomy, że do danych mógł dotrzeć każdy.

Ujawnione dokumenty zawierały informacje z ponad 50 różnych policyjnych dochodzeń, w tym nazwiska i numery telefonów podejrzanych. Cytowany van Gemert mówił, iż wydaje się, że materiałów nie widział nikt oprócz osób pracujących przy holenderskim programie telewizyjnym, jednak nie wykluczył takiej możliwości.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Kret w szeregach Centralnego Biura Antykorupcyjnego?

Szef CBA zawiadamia prokuraturę w sprawie ujawnienia tajemnicy państwowej – dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM. Chodzi o informacje zdobyte przez agentów Biura w czasie spotkań z tajnymi informatorami. Może wśród nich być między innymi biznesmen Marek Falenta, podejrzany w aferze podsłuchowej. Jak się dowiaduje dziennikarz RMF FM Marek Balawajder, to kilka meldunków, które sporządzone zostały przez agentów po spotkaniach z tajnymi informatorami. Mowa w nich jest między innymi o podejrzeniach korupcyjnych w czasie prywatyzacji Ciechu.

Te informacje wyciekły, co więcej publikowane są też całe strony z opisem tego, co mówią informatorzy. Według naszych ustaleń, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego podejrzewa, że w centrali Biura lub w którymś z oddziałów jest kret – osoba, która zdradziła, wyniosła tajne dokumenty i teraz nimi handluje. Dlatego też zawiadomił prokuraturę.
Doniesienia reporterów śledczych RMF FM potwierdza rzecznik CBA Jacek Dobrzyński. Centralne Biuro Antykorupcyjne, jak każda służba specjalna na całym świecie, musi chronić swoje informacje, swoje źródła informacji – usłyszeliśmy.

Telewizja Republika jako pierwsza dotarła do informacji z SMO (System Meldunków Operacyjnych), czyli wewnętrznej bazy CBA gromadzącej meldunki z całego kraju oraz do korespondencji, jaką z funkcjonariuszami CBA prowadził biznesmen Marek Falenta. Z korespondencji tej wynika, że informacje na temat treści rozmów w warszawskich restauracjach przekazywał nie tylko Falenta, ale i pracujący dla niego były funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Obaj byli zarejestrowani w ewidencji operacyjnej CBA i nadano im kryptonimy. Falenta występował jako „Prefekt”, były funkcjonariusz ABW – jako „BTS”. Fragmenty tych meldunków Telewizja Republika publikuje na swojej stronie w internecie.

Oto fragment jednego z nich:
„Treść: Prefekt poinformował, że wszedł w posiadanie wiedzy, z której wynikało, że przedstawiciele kierownictwa Ministerstwa Skarbu Państwa mogli przyjąć korzyć majątkową od pełnomocnika Jana Kulczyka – Piotra Wawrzynowicza w związku z korzystnym dla spółki KI CHEMISTRY z/s w Luksemburgu przeprowadzeniem transakcji zbycia 51% akcji CIECH SA. Oźi podkreślił, że według opinii analityków giełdowych cena za pakiet akcji uzyskana przez Skarb Państwa był o kilkaset milionów niższa od wartości rynkowej. Oźi poinformował, że negocjacje w tej sprawie prowadził były wiceminister Skarbu Państwa Paweł Tamborski (obecnie kandydat na szefa GPW) odpowiadał za tą transakcję i skupiał na sobie uwagę mediów.
(…)
Prefekt wie o kilku spotkaniach Kulczyka z premierem Donaldem Tuskiem do których rzekomo doszło w lokalu w Warszawie. Podkreślił, że Jan Kulczyk poza akcjami CIECH SA kupił w ostatnim czasie elektrownię na Ukrainie, budował linie przesyłowe pomiędzy Polska a Ukrainą, planuje również zakup akcji kolejnych spółek energetycznych w Polsce (m.in. ENEA SA). Z uzyskanych informacji wynika, że dobre relacje z premierem Donaldem Tuskiem, przychylność przy planowanych inwestycjach są dla Kulczyka bezcenne.
(…)
W meldunkach pojawia się także wątek rozmowy ówczesnego ministra Sławomira Nowaka z Andrzejem Parafianowczem byłym wiceministrem finansów i szefem kontroli skarbowej. To właśnie zapis tego spotkania opublikował w czerwcu tygodnik „Wprost”

Osoba informują „BTS” przekazała informacje dotyczące zachowań posła Sławomira Nowa. W ocenie OŹI informacje mogły mieć znaczenie dla toczących się postępowań z udziałem posła Nowa, Wynikało z nich, że w lutym bieżącego roku przedstawiciele organów skarbowych z Gdańska zapowiedzieli kontrolę w firmie należącej do posła Nowaka.

(…)

Sławomir Nowak oczekiwał, że Andrzej Parafianowicz dowie się jakie są intencje i zamiary kontrolujących oraz kto za nimi stoi. Chciał także spowodowania przez Parafianowicza, aby kontrolujący odstąpili od sprawdzania rachunków firmy.

(…) Uzyskane informacje wskazywały, że Andrzej Parafianowicz podjął się tego zadania m.in. zobowiązał się zorientować, co się da w tej sytuacji załatwić.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Zeznania świadków ws. Smoleńska wyciekły do internetu

Z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wyciekły protokoły z zeznaniami składanymi przez pilotów Jaka-40, który lądował 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku na godzinę przed prezydenckim Tu-154M. Wystarczy poświęcić kilka minut, aby znaleźć je w internecie. Zamieszczone w sieci fotografie dokumentów zawierają dokładne dane osobowe, w tym adresy i numery telefonów pilotów. Ze składanych przez załogę zeznań wynika, m.in. że kontrolerzy lotów ze Smoleńska, chwilę po katastrofie nie byli w stanie powiedzieć, jakie dane podawali pilotom Tu-154M. Protokoły, które wyciekły do internetu zawierają zeznania składane przez pilotów Jaka-40 por. Artura W. i por. Rafała K. Zostały sporządzone na podstawie przesłuchań z 21 czerwca 2010 roku składanych w Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Na serwerze, na którym znaleźliśmy plik z fotografiami dokumentów, widnieje data 14 października 2010 roku. Drugi z opublikowanych protokołów – z przesłuchania Rafała K. urywa się w miejscu, w którym zaczyna się opis relacji z miejsca katastrofy. Żródło info i foto: wp.pl

Wyciekły tajne dane policji

Ważne policyjne informacje przychodzą na prywatny faks mieszkanki podwarszawskiej miejscowości. Jak ustalili reporterzy śledczy RMF FM, chodzi o korespondencję z jednostek wojskowych i różnych biur Komendy Głównej Policji, która powinna trafiać do dyrektora Biura Ochrony Informacji Niejawnych. Tematyka faksów, które od trzech lat otrzymuje pani Kamila, jest różna. W tym czasie kobieta otrzymała wiadomości dotyczące przetargów na broń i udzielenia dostępu poszczególnym osobom do informacji niejawnych. Trafiały się także informacje dotyczące weryfikacji różnych osób na wysokie stanowiska w Komendzie Głównej. „Dotyczyły także poufnych danych odnośnie konkretnych osób, pracujących w jednostkach Komendy Głównej Policji” – mówi pani Kamila. Żródło info i foto: RMF24.pl

Pedofilskie zdjęcia wyciekły do sieci

Pedofilskie zdjęcia, które znalazły w komputerowym magazynie, wyciekły z katowickiej prokuratury. Minister sprawiedliwości zapowiedział już w TVP Info postępowanie służbowe przeciwko odpowiedzialnemu za to prokuratorowi. Wieczorem „Chip” przeprosił za umieszczenie zdjęć – podaje gazeta.pl
Jak pisze gazeta.pl, od wczoraj na forach internetowych wrze o styczniowym numerze magazynu komputerowego „Chip”. A to za sprawą czarno-białych zdjęć pornograficznych dzieci. Dołączono jako ilustrację do tekstu o zagrożeniu pedofilią. Żródło info i foto: eFakt.pl