Pijany ojciec prowadził auto z 4-latkiem. Auto zderzyło się z ciągnikiem

Policja bada okoliczności wypadku w miejscowości Topólno (woj. mazowieckie). Pijany mężczyzna uderzył samochodem w ciągnik rolniczy. Ranny został 4-letni syn sprawcy kolizji. Grozi mu do dwóch lat więzienia.

– Nieodpowiedzialny 33-latek podróżował z najbliższymi i przewoził w pojeździe 4-letniego syna. W organizmie miał ponad 2 promile alkoholu – podkreśliła asp. Kowalska. Jak dodała, w wypadku poszkodowany został 4-latek, który z obrażeniami kończyn dolnych został przewieziony do szpitala, natomiast jego ojciec, kierujący autem pod wypływem alkoholu, doznał złamania ręki.

Mężczyzna wkrótce usłyszy zarzuty, za które grozi mu kara do 2 lat więzienia, wysoka grzywna i zakaz prowadzenia pojazdów.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Irlandia: Polak jechał pod prąd na autostradzie. Zabił rodzinę imigrantów z Iraku

W ubiegły czwartek Jonasz L. z Polski poruszał się pod prąd na autostradzie w Irlandii. W pewnym momencie doszło do tragedii. Polak doprowadził do czołowego zderzenia z autem, którym podróżowała rodzina imigrantów z Iraku. Sprawca wypadku i trzyosobowa rodzina, w tym 8-miesięczne dziecko, zginęli na miejscu.

W czwartek wieczorem w pobliżu miejscowości Galway w zachodniej Irlandii doszło do koszmarnego wypadku. Polak kierujący samochodem marki Volkswagen jechał pod prąd na autostradzie M6 w pobliżu Ballinasloe.

3-osobowa rodzina z Iraku i Polak zginęli na miejscu

Miejscowa policja ustaliła, że Polak poruszał się zewnętrznym pasem ruchu, przez ponad kilometr jadąc pod prąd. Do tragedii doszło po serii niebezpiecznych manewrów, gdy inni kierowcy próbowali uniknąć zderzenia z nieprawidłowo jadącym volkswagenem. Jonasz L. w ten sposób doprowadził do czołowego zderzenia z autem, którym podróżowała trzyosobowa rodzina z Iraku.

Karzan Sabah, jego żona Shahen Qasm i ich 8-miesięczna córka Lena, a także sprawca wypadku zginęli na miejscu. Ucierpiał także kobieta, kierująca innym pojazdem. Poszkodowana trafiła do szpitala z obrażeniami nie zagrażającymi jej życiu. Kurdyjska rodzina z Iraku w Irlandii mieszkała od 4 lat. Wcześniej małżeństwo mieszkało w Plymouth na południu Anglii. Karzan Sabah był wykładowcą na wydziale Agrokultury w Carlow IT.

Media informują, że pochodzący z Polski sprawca wypadku już wcześniej był kilkukrotnie karany przez irlandzkie sądy za niebezpieczną jazdę oraz posiadanie niewielkiej ilości narkotyków. Polak miał mieć także problemy ze zdrowiem psychicznym. Przed wypadkiem mężczyzna zgłosił się do ośrodka zdrowia psychicznego.
Źródło info i foto: o2.pl

Inowrocław: Śmierć na komisariacie. Policjant postrzelił się w głowę

25-letni policjant z Komendy Powiatowej Policji w Inowrocławiu postrzelił się w głowę w miejscu pracy. Funkcjonariusz zmarł w szpitalu. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że do jego śmierci nie przyczyniły się inne osoby. 

Do tragedii doszło w poniedziałek. Prokurator Rejonowy w Inowrocławiu prok. Robert Szelągowski przekazał w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że postępowanie w sprawie zgonu 25-letniego funkcjonariusza policji zostało zarejestrowane 16 sierpnia.

Inowrocław. Policjant postrzelił się w głowę. Zmarł w szpitalu

– 16 sierpnia w godzinach przedpołudniowych w Komendzie Powiatowej Policji w Inowrocławiu funkcjonariusz policji postrzelił się w głowę. Na miejsce zostało wezwane pogotowie ratunkowe, a policjant został przetransportowany do szpitala w Bydgoszczy. Tego samego dnia stwierdzono zgon mężczyzny – przekazał prok. Szelągowski.

Prokurator rejonowy podał, że w dniach 16 i 17 sierpnia na terenie KPP w Inowrocławiu trwały czynności procesowe, oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchano także świadków. Według jednego z policjantów, z którym rozmawiał „Super Express”, funkcjonariusz targnął się na swoje życie z powodów osobistych. – Zawód miłosny to powód samobójstwa. Nic więcej ode mnie nie usłyszysz. To wielki dramat dla jego bliskich – powiedział dziennikowi.

25-letni policjant oddał strzał ze służbowej broni w pokoju, w którym na co dzień pracował. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że do zdarzenia nie przyczyniły się osoby trzecie. Sekcja zwłok 25-latka zaplanowana jest na 23 sierpnia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tragiczny wypadek pod Chełmem. Nie żyją dwie osoby. Areszt dla kierowcy ciężarówki

62-latek podejrzany o nieumyślne powodowanie katastrofy w ruchu lądowym i ucieczkę z miejsca zdarzenia trafił do aresztu – taką decyzję podjął Sąd Rejonowy w Chełmie. W wypadku na dk 12 zginęły w poniedziałek dwie osoby, a 9 zostało rannych. W poniedziałek (2 sierpnia) około godziny 7.30 w miejscowości Lechówka kierujący samochodem ciężarowym, wyprzedzając na „trzeciego”, zmusił 62-letniego kierowcę renault do ucieczki. Mężczyzna w celu uniknięcia czołowego zderzenia z ciężarówką zderzył się z osobowym busem – tak wynika ze wstępnych ustaleń śledczych.

W wyniku zderzenia pojazdów oba auta wypadły z drogi. Bus zatrzymał się na drzewie. Kierujący ciężarówką odjechał. Na miejscu śmierć poniósł kierujący samochodem osobowym oraz pasażerka busa, a dziewięć osób, które podróżowały busem, zostało przetransportowanych do szpitali.

Kierowca ciężarówki trafił do aresztu. Usłyszał zarzut spowodowania katastrofy w komunikacji i ucieczki z miejsca wypadku. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Katowice: Świadek o tragedii. Kierowca autobusu jechał agresywnie

– Jeśli się obawiał, dlaczego zabił człowieka? Nie chodzi o to, że się bał, ale może był wściekły lub coś w tym rodzaju. On jechał bardzo agresywnie – mówi w rozmowie z Radiem ZET jeden ze świadków wypadku w Katowicach, w którym zginęła 19-latka. Dziewczynę śmiertelnie potrącił autobus, którego kierowca wjechał w grupę ludzi awanturujących się na ulicy. 

Katowice. W sobotę rano w centrum miasta – przy ul. Stawowej, obok pawilonów handlowych – autobus wjechał w grupę osób, które uczestniczyły w awanturze na środku ulicy. Jedną z osób potrąconych przez pojazd była 19-latka, która nie przeżyła wypadku. 

Jeden ze świadków zdarzenia – pracownik budki z kebabem, który jest obcokrajowcem – twierdzi, że wszystko rozegrało się na jego oczach. Jego zdaniem bardzo agresywnie zachował się kierowca autobusu. – Jeśli się obawiał, dlaczego zabił człowieka? Nie chodzi o to, że się bał, ale może był wściekły lub coś w tym rodzaju. On jechał bardzo agresywnie – mówi mężczyzna w rozmowie z Radiem ZET. 

Według niego 19-latka nie brała udziału w bójce. Weszła na ulicę, ponieważ chciała uspokoić bijących się w tym miejscu mężczyzn. Świadek wypadku, zapytany o bójkę, odpowiada, że nie wie, dlaczego mężczyźni bili się na środku ulicy. Jak ocenia, byli pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

31-letni kierowca autobusu z zarzutem zabójstwa 19-latki oraz usiłowaniem zabójstwa dwóch innych osób

31-letni kierowca katowickiego autobusu, który w niedzielę usłyszał zarzut zabójstwa 19-latki i usiłowania zabójstwa dwóch innych osób, został tymczasowo aresztowany; w areszcie spędzi najbliższe trzy miesiące – zdecydował Sąd Rejonowy Katowice-Zachód. Sąd przychylił się do wniosku śledczych z Prokuratury Rejonowej Katowice-Północ, którzy wniosek o tymczasowe aresztowanie argumentowali przede wszystkim obawą matactwa oraz grożącą podejrzanemu wysoką karą – nawet dożywotniego więzienia.

Mężczyzna usłyszał zarzut dokonania zabójstwa 19-letniej Barbary Sz. oraz usiłowania zabójstwa dwóch innych osób, które znajdowały się przed autobusem w chwili, gdy kierowca ruszył. Zatrzymany krótko po wypadku 31-latek został przewieziony do Prokuratury Rejonowej Katowice-Północ w niedzielę krótko przed 10.30; po godzinie 14.00 jego przesłuchanie dobiegło końca. Mężczyzna składał wyjaśnienia – ich treść nie jest na razie znana.

Wcześniej policja przekazała prokuraturze dotychczas zgromadzony materiał dowodowy, m.in. zebrane dotąd zeznania świadków oraz ustalenia poczynione dzięki nagraniom wypadku – zarówno tym z monitoringu, jak i tym wykonanym smartfonami przez świadków.

Kierowca autobusu zaprzecza, by świadomie kogoś przejechał

Łukasz T., przesłuchany w charakterze podejrzanego, częściowo przyznał się do przedstawionego zarzutu i stwierdził, że obawiał się o swoje życie i zdrowie; bał się, że zostanie zaatakowany przez grupę ludzi – zarówno z prawej, jak i z lewej strony; dlatego ruszył autobusem – poinformowała w niedzielę prok. Monika Łata z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Podejrzany stwierdził, iż nie miał świadomości, że kogokolwiek potrącił autobusem, że kogokolwiek ma pod kołami autobusu. Chciał dojechać do zajezdni, ponieważ – jak wyjaśnił – tam miał czuć się bezpiecznie, ponieważ tam miała być ochrona – dodała prokurator.

Przyznając się częściowo do postawionych zarzutów, Łukasz T. potwierdził, że ruszył autobusem w grupę ludzi, zrobił to jednak – jak wyjaśniał – bardzo wolno.

Natomiast stwierdził, że absolutnie nie chciał nikogo przejechać, i że gdyby miał taką świadomość – że kogoś przejechał – to oczywiście zatrzymałby się i chciałby udzielić pomocy – relacjonowała prokurator.

Kierowcy – jak wyjaśniał śledczym – wydawało się, że ktoś z grupy stojącej po obu stronach autobusu kopie w drzwi pojazdu; drzwi te miały się otworzyć – kierowca zamknął je i odniósł wrażenie – mówił – że osoby z obu stron będą atakować autobus. Słyszał też, że coś uderzyło w szybę. Gdy odjechał (już po potrąceniu nastolatki), myślał, że biegnące za autobusem osoby ścigają go, by zaatakować.

Śledczy czekają obecnie na wyniki badań toksykologicznych, jakim poddano krew pobraną od podejrzanego, a także na wyniki sekcji zwłok Barbary Sz., która zginęła pod kołami autobusu. Kierowcy postawiono też zarzut usiłowania zabójstwa dwóch innych osób – kobiety i mężczyzny – które znajdowały się na torze jazdy pojazdu. Udało im się uciec i nie odniosły obrażeń.

Ustalono, że podejrzany uczestniczył wcześniej w ośmiu kolizjach drogowych – do części z nich doszło, gdy kierował autobusem. Jako kierowca pracował od 10 lat.

Jak doszło do wypadku?

Do wypadku doszło w sobotę przed szóstą rano opodal przejścia dla pieszych w pobliżu zbiegu ulic Mickiewicza i Stawowej – w ścisłym centrum Katowic. Na dostępnym w mediach społecznościowych amatorskim nagraniu widać, jak kierowca autobusu najeżdża na grupę młodych ludzi, z których część uczestniczyła w bójce na pasie ruchu. Nastolatka znika pod kołami pojazdu, który ciągnie ją przez kilkadziesiąt metrów, zaś jeden z mężczyzn jest popychany przez jadący autobus, inni uciekają na boki.

Za zabójstwo i usiłowanie zabójstwa grozi kara do 25 lat więzienia lub dożywocie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Poszukiwany 25-letni Dominik H. zatrzymany w Niemczech

Dominik H., podejrzewany o spowodowanie 6 czerwca wypadku, w którym na drodze Zgorzelec-Bogatynia zginęło trzyletnie dziecko, został zatrzymany w Niemczech. 25-latek był poszukiwany na podstawie europejskiego listu gończego. 

25-letni Dominik H. został zatrzymany przez niemiecką policję w piątek. Informację potwierdziła w niedzielę Aleksandra Pieprzycka z biura prasowego dolnośląskiej policji. Polak był poszukiwany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.

W wypadku w Koźminie zginęło trzyletnie dziecko

Do śmiertelnego wypadku w Koźminie, w którym zginęło trzyletnie dziecko, a ciężko ranni zostali jego rodzice, doszło 6 czerwca. Domniemany sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Na miejscu został pasażer auta, którym miał kierować Dominik H. Prokuratura przesłuchała go w charakterze świadka.

Na początku czerwca Sądu Rejonowego w Zgorzelcu przychylił się do wniosku prokuratury o aresztowanie Dominika H. na trzy miesiące od momentu zatrzymania. Wcześniej prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów domniemanemu sprawcy wypadku.

– Mężczyzna usłyszy zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, w wyniku którego zginęło trzyletnie dziecko, a także tego, że zbiegł z miejsca zdarzenia – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski.

25-letni Dominik H. był poszukiwany europejskim nakazem aresztowania. Mężczyźnie grozi 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Po wypadku w Stalowej Woli premier zapowiada zmiany kar dla osób nietrzeźwych powodujących wypadki

– Przystąpimy szybko do prac legislacyjnych, które będą bardzo jasno określały odpowiedzialność osób prowadzących pojazd pod wpływem alkoholu – powiedział podczas konferencji prasowej w środę Mateusz Morawiecki. Premier nawiązał do sobotniego, tragicznego wypadku niedaleko Stalowej Woli, gdzie zginęli rodzice trójki dzieci, w tym 3-latka. Sprawca wypadku był nietrzeźwy i nie miał prawa jazdy.

– Dziś rano zakończyłem proces przyznawania specjalnych rent dla dzieci, które zostały osierocone. Niestety, takie przypadki zdarzają się częściej – powiedział premier. 

Następnie Morawiecki zaznaczył, że z rządem „przystąpimy bardzo szybko do prac legislacyjnych, które będą bardzo jasno określały odpowiedzialność osób prowadzących pojazd pod wpływem alkoholu. To będzie odpowiedzialność nie tylko karna, ale to będzie odpowiedzialność polegająca na tym, że takie osoby będą zobowiązane do płacenia alimentów osobom, które pozostały przy życiu, osobom z rodziny, osobom poszkodowanym”. 

– Żeby wszyscy Polacy mieli jasność, że osoba, która pod wpływem alkoholu wsiada za kółko, to potencjalnie ktoś, kto może doprowadzić do zabicia innych osób – dodał Morawiecki. 

Premier zaznaczył, że „chcemy tę dolegliwość kary zdecydowanie zwiększyć i oprócz przyznania rent specjalnych, jednak chciałbym, aby do takich wypadków nie dochodziło; żeby ludzie dziesięć razy się zastanowili, zanim siądą za kółkiem pod wpływem alkoholu”.

– Nigdy nie jeździjmy po alkoholu. Niech nikt nigdy nie jeździ w Polsce pod wpływem alkoholu. To jest, potencjalnie, morderstwo – zaznaczył Morawiecki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wypadek w Stalowej Woli. Podejrzany 37-latek nie przyznał się do winy

Prokuratura postawiła 37-letniemu mężczyźnie dwa zarzuty. Mężczyzna odpowie m.in. za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości. Do zdarzenia doszło w sobotę w Stalowej Woli w województwie podkarpackim. Jak poinformował prokurator Adam Cierpiatka z Prokuratury Rejonowej w Stalowej Woli, „to przestępstwo z uwagi na stan nietrzeźwości zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 12”.

Nadto ogłoszono mu drugi zarzut. Dotyczy on kierowania w stanie nietrzeźwości pojazdem mechanicznym – powiedział. W samochodzie mężczyzny znaleziono butelki po alkoholu. Prokurator dodał, że „podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw oraz odmówił składania wyjaśnień”.

Mężczyzna przebywa w szpitalu, gdzie trafił po wypadku, doznając ciężkich obrażeń. Jego stan jest stabilny, po – jak określiła prokuratura – „bardzo poważnej operacji”. Na chwilę obecną nie ma zgody lekarza na zatrzymanie – zauważył Cierpiatka.

Zginęło małżeństwo, dzieci osierocone

W wypadku zginęła 37-letnia kobieta i jej o dwa lata starszy mąż. Jadące w kierunku Tarnobrzega Audi S7 ze znaczą prędkością wyprzedziło inny samochód, po czym zderzyło się czołowo z jadącym z przeciwka Audi A4, którym podróżowała rodzina. Do szpitala trafiło 2,5-letni syn pary. Osieroconych zostało jeszcze dwóch chłopców. W internecie pojawiła się zbiórka na rzecz rodzeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wniosek o areszt dla 25-letniego Dominika H. Śmierci 3-letniego dziecka w wypadku

Prokuratura wystąpiła do sądu o tymczasowy areszt dla 25-letniego Dominika H. podejrzewanego o spowodowanie wypadku, w którym w niedzielę na drodze relacji Zgorzelec-Bogatynia na Dolnym Śląsku zginęło 3-letnie dziecko. Nadal trwają poszukiwania mężczyzny. Jak przekazał w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski, prokurator wystąpił do Sądu Rejonowego w Zgorzelcu o tymczasowy areszt dla H.

– Jeśli uzyskamy takie postanowienie sądu, to zgodnie z procedurą będziemy mogli wydać list gończy i starać się o Europejski Nakaz Aresztowania, ponieważ bierzemy pod uwagę, że mężczyzna może przebywać za granicą – powiedział prokurator.

Wcześniej prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów domniemanemu sprawcy wypadku. – Mężczyzna usłyszy zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, w wyniku którego zginęło 3-letnie dziecko, a także tego, że zbiegł z miejsca zdarzenia – powiedział prok. Czułowski. Dodał, że grozi mu 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl