Pijany funkcjonariusz policji za kierownicą. W wypadku w Kobyłce zginęły 2 osoby

To pijany policjant z Warszawy spowodował śmiertelny wypadek w Kobyłce na Mazowszu – dowiedział się reporter RMF FM. W zdarzeniu zginęły dwie osoby, policjant wraz z pasażerem uciekli. Do wypadku doszło w nocy ze środy na czwartek. Przed północą policjanci z drogówki zauważyli dwuosobowy kabriolet, którym podróżowały cztery osoby – dwie siedziały na bagażniku z nogami wewnątrz pojazdu.

Funkcjonariusze ruszyli za samochodem. Wtedy auto wypadło z drogi i uderzyło w słup. Zginęły 2 osoby, które siedziały z tyłu. Kierowca i pasażer uciekli. Po godzinie poszukiwań udało się ich zatrzymać. Okazało się, że jeden z zatrzymanych to młody sierżant sztabowy z Warszawy.

Śledczym udało się ustalić, że to policjant siedział za kółkiem. Miał on obrażenia charakterystyczne dla kierowców uczestniczących w wypadkach. Jeszcze dziś mają być znane wyniki badań biologicznych, które mają potwierdzić te ustalenia. Biegli zebrali materiał biologiczny z poduszek powietrznych i porównują z próbkami pobranymi od mężczyzn, którzy przeżyli wypadek.

Policjantowi postawiono zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku po pijanemu i ucieczki. Grozi mu 12 lat więzienia. Drugi z uczestników tego zdarzenia jest podejrzany o nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku, Prokuratura ma wystąpić o areszt dla obu zatrzymanych. Wszczęto procedurę wydalenia policjanta ze służby.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rozpoczął się proces dwóch Polaków, którzy pędząc luksusowymi autami spowodowali śmiertelny wypadek

W sądzie w Słowacji rozpoczął się proces dwóch Polaków, którzy w 2018 r. spowodowali wypadek drogowy, w którym zginął 57-letni Słowak. Trzeci Polak, który również uczestniczył w wypadku, wcześniej dobrowolnie poddał się karze. Do wypadku w Słowacji z udziałem Polaków doszło w 2018 roku. Policja prowadziła śledztwo wraz z prokuraturą w Żylinie przez trzy lata. Po zakończeniu działań przedstawiła zarzuty trzem mężczyznom. Mają odpowiadać za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym i doprowadzenie do śmierci 57-letniego Słowaka.

Najsurowsza kara grozi Marcinowi L., który doprowadził do czołowego zderzenia z osobową skodą. Podróżował nią 57-letni Słowak wraz z rodziną. W wyniku zderzenia zginęła jedna osoba, a dwie zostały ranne. Zdaniem śledczych Polak celowo dopuścił się narażenia ludzi na ryzyko śmierci lub poważnych obrażeń, w efekcie czego rzeczywiście zginął jeden z postronnych uczestników ruchu. Za to przestępstwo grozi od 15 do 20 lat pozbawienia wolności.

Prokurator Martin Kokles, który prowadzi sprawę wypadku z 2018 r., poinformował, że śledczy przedstawili propozycję ugody. Przystał na nią jeden z Polaków i dobrowolnie poddał się karze. Dlatego też przed sądem stanęło dwóch kierowców.

– W przypadku ugody, przy zastosowaniu przepisów kodeksu karnego o nadzwyczajnym obniżeniu kary, można było im zaproponować karę o jedną trzecią poniżej dolnej granicy przewidzianej w przepisach – mówił Kokles w rozmowie z TVN24.

30 września 2018 roku Marcin L., który kierował porsche, oraz kierowcy czterech innych samochodów wracali do Polski po weekendzie spędzonym w Słowacji. – W czasie wyjazdu obowiązywała zasada „follow the leader”. Polega to na tym, że wszyscy uczestnicy wyjazdu jadą za organizatorem w przyjętej wcześniej kolejności. Uczestnicy wyprawy nie powinni się wyprzedzać – tłumaczył po wypadku TVN24 znajomy podejrzanego kierowcy porsche. Kolumna trzech rozpędzonych samochodów wyprzedzała w niedozwolonych miejscach i znacznie łamała ograniczenia prędkości. Jako przyczynę tragedii prokuratura wskazała właśnie brawurową jazdę Polaków w mercedesie, porsche i ferrari.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ojciec przejechał autem niespełna 2-letniego synka

Śmiertelny wypadek w powiecie lubartowskim. Na jednej z prywatnych posesji ojciec podczas cofania samochodem potrącił swojego małego synka. Pomimo reanimacji dziecka nie udało się uratować. Tragiczny wypadek miał miejsce w środę po godz. 19 na jednej z posesji w gminie Kock. Według informacji policji kierowca przywiózł tam busem swoją partnerkę wraz z dzieckiem. Kobieta z chłopcem wyszła z pojazdu. Do wypadku doszło gdy 53-latek cofał autem. Przejechał niespełna dwuletniego synka.

Pomimo prowadzonej reanimacji dziecka nie udało się uratować. Rodzice dziecka byli trzeźwi. Policjanci pod nadzorem prokuratury wyjaśniają okoliczności tego nieszczęśliwego wypadku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zwłoki znalezione w studni. Nie wiadomo, kim jest ofiara

W studni na terenie niezamieszkanej posesji w Zawadzie koło Tarnowa znaleziono ludzkie zwłoki. Były w stanie znacznego rozkładu. Nie wiadomo, kim jest ofiara. Makabrycznego odkrycia dokonał mężczyzna, który kosił trawę na swojej działce i postanowił zajrzeć do studni na sąsiedniej, od dawna opuszczonej posesji.

Zwłoki wydobyli strażacy.

Nie wiadomo ani kim jest ofiara, ani w jaki sposób zginęła, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy zabójstwo. Zwłoki są w stanie znacznego rozkładu – poinformował rzecznik małopolskiej policji mł. insp. Sebastian Gleń. Jak dodał ciało zostało zabezpieczone do identyfikacji i sekcji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zarzuty dla kierowcy, który wjechał w grupę rowerzystów i uciekł. Grozi mu 12 lat więzienia

Sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, ucieczka z miejsca zdarzenia oraz nieudzielenie pomocy to zarzuty postawione kierowcy, który wjechał w grupę rowerzystów koło Tarczyna na Mazowszu. Jedna osoba zginęła na miejscu, pięć trafiło do szpitala. 45-letni kierowca został przesłuchany w piątek w Prokuraturze Rejonowej w Grójcu. Jakub O. przyznał się do winy – podaje Onet. Do sądu wpłynął wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec mężczyzny na okres trzech miesięcy.

– Mężczyzna przyznał się do stawianych zarzutów i złożył wyjaśnienia. Z informacji policji wynika, że Jakub O. był w stanie nietrzeźwości w momencie zatrzymania, ale będziemy jeszcze prowadzić czynności zmierzające do ustalenia, czy był pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających również w chwili samego zdarzenia, co może również mieć wpływ na wysokość wymierzonej kary – podała w rozmowie z Onetem prok. Katarzyna Głowacz.

Za sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym zagrażającą życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach grozi kara do 10 lat więzienia. Jeżeli w następstwie takiej katastrofy ginie człowiek kara może sięgać 12 lat.

Do wypadku doszło w środę wieczorem w miejscowości Przypki, w powiecie piaseczyńskim na Mazowszu. Według ustaleń policji, kierowca hondy zjechał na lewe pobocze, a po chwili wrócił na lewy pas i wjechał w grupę 14 kolarzy. Jakub O. uciekł z miejsca wypadku. Jego poszukiwania trwały w nocy ze środy na czwartek. Policja zatrzymała sprawcę, którym okazał się 45-letni mieszkaniec Tarczyna, w jego mieszkaniu. W chwili zatrzymania miał prawie promil alkoholu w organizmie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pijany kierowca spowodował wypadek w Gdańsku. Okazało się, że był poszukiwany

W Gdańsku pijany kierowca bmw uderzył w dwa zaparkowane auta oraz ścianę muzeum. Mężczyzna próbował uciec z miejsca zdarzenia, ale zatrzymał go policjant, który po zakończonej służbie wracał do domu. 25-latek był poszukiwany, miał zakaz kierowania pojazdami, a dodatkowo jechał skradzionym autem. Do zdarzenia doszło w środę po południu na ul. Rzeźnickiej. Młodszy aspirant Grzegorz Neumann, po zakończonej służbie wracał do domu. W pewnym momencie policjant usłyszał huk. Jak się okazało, kierowca bmw uderzył w dwa zaparkowane samochody, a następnie w ścianę budynku muzeum. Po zdarzeniu mężczyzna próbował uciec z miejsca zdarzenia.

– Policjant natychmiast zareagował na tę sytuację, najpierw sprawdził, czy w uszkodzonych samochodach nie ma osób poszkodowanych, a następnie pobiegł za sprawcą. Po chwili zatrzymał kierującego bmw, przedstawiając się jako policjant. Od mężczyzny funkcjonariusz wyczuł zapach alkoholu. Świadkiem zdarzenia był instruktor szkoły jazdy, który widząc całą sytuację, zadzwonił na numer alarmowy – relacjonuje pomorska policja.

25-letni sprawca kolizji miał ponad 2,5 promila alkoholu we krwi. Podczas sprawdzania danych okazało się, że mężczyzna jest poszukiwany przez policjantów ze Szczecina. Ma również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Na domiar złego bmw, którym kierował, zostało skradzione na początku maja.

Policjanci zabezpieczyli kradziony samochód. 25-latek został przewieziony do aresztu. Czekają go surowe konsekwencje. Za złamanie sądowego zakazu grozi mu do pięciu lat więzienia. Za kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości – dwa lata pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śmiertelne potrącenie rowerzysty. Trwa obława za sprawcą

Policja poszukuje kierowcy busa, który w nocy ze środy na czwartek uciekł z miejsca zdarzenia po śmiertelnym potrąceniu rowerzysty. Do wypadku doszło w miejscowości Zakręcie (woj. lubelskie) na drodze krajowej nr 17 między Krasnymstawem a Piaskami. Bus może mieć uszkodzone prawe lusterko i szybę w prawych drzwiach. Trwają poszukiwania kierowcy, który w nocy ze środy na czwartek śmiertelnie potrącił rowerzystę i uciekł z miejsca zdarzenia.

Bus, którym kierował sprawca może mieć uszkodzone prawe lusterko i szybę w prawych drzwiach. Policja prosi również o pomoc osoby, które mogły być świadkami zdarzenia, np. przejeżdżały krajową 17 między godz. 2.00 a 3.00 na odcinku Zamość-Piaski i posiadają zapis kamer samochodowych. Być może mają nagranego sprawcę i numer rejestracyjny jego pojazdu.

Ze wstępnych ustaleń wynika, iż starszy mężczyzna, który został śmiertelnie potrącony, prawdopodobnie prowadził rower.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Obława za kierowcą, który śmiertelnie potrącił 16-latka

W szpitalu zmarł 16-latek ranny w poniedziałkowym wypadku drogowym w pobliżu Radomska (woj. łódzkie). Trwają poszukiwania kierowcy, który uciekł, nie udzielając pomocy poszkodowanym. Jak informuje policja, jego auto ma najprawdopodobniej uszkodzoną lewą stronę nadwozia. Do wypadku doszło w poniedziałek nieopodal miejscowości Pukarzów w gminie Żytno nieopodal Radomska (woj. łódzkie). Policjanci późnym wieczorem dowiedzieli się, że samochód zjechał na przeciwny pas ruchu i potrącił dwie osoby prawidłowo idące poboczem. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia, nie zatrzymując się i nie udzielając rannym pomocy. Dzień później, na skutek obniesionych obrażeń, w szpitalu zmarł jeden z przechodniów – 16-latek.

Chłopaka z miejsca wypadku do Krakowa zabrał śmigłowiec LPR. Życiu towarzyszącej mu wtedy 36-letniej kobiety nie zagraża niebezpieczeństwo.

Trwa policyjna obława za sprawcą wypadku. – Samochód, którym się poruszał, najprawdopodobniej ma uszkodzoną lewą stronę nadwozia – wskazała – dodała nadkom. Aneta Wlazłowska.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zeznania byłego BOR-owca ws. wypadku z udziałem Beaty Szydło

Piotr Piątek, były funkcjonariusz BOR, który brał udział w wypadku z udziałem kolumny rządowej w 2017 r. w Oświęcimiu, składał we wtorek zeznania przed krakowskim sądem. – Nie wnoszą one nic do sprawy w zakresie ustalenia stanu faktycznego – ocenił po rozprawie prok. Rafał Babiński. Piotr Piątek stawił się przed krakowskim sądem okręgowym. W rozmowie z dziennikarzami przed wejściem na salę, zadeklarował chęć podtrzymania swoich wcześniejszych publicznych przekazów. – Będę podtrzymywał to, że podczas tego przejazdu sygnały świetlne były włączone, ale sygnałów dźwiękowych włączonych nie mieliśmy – wyjaśnił były funkcjonariusz.

Rozprawa z jego udziałem odbyła się za zamkniętymi drzwiami. – Na temat dzisiejszych zeznań nie mogę powiedzieć nic, z uwagi na to, że były one rejestrowane w kancelarii tajnej – zastrzegł po opuszczeniu sali prokurator okręgowy Rafał Babiński.

Obrońca oskarżonego w tej sprawie wniosek o przesłuchanie Piątka złożył po grudniowej publikacji „Gazety Wyborczej”, która napisała, że funkcjonariusze b. Biura Ochrony Rządu, którzy brali udział w wypadku auta, którym jechała ówczesna premier Beata Szydło, składali fałszywe zeznania w śledztwie dotyczącym okoliczności zdarzenia. W rozmowie z gazetą przyznał to Piątek – jeden z oficerów, b. funkcjonariusz BOR.

Prok. Babiński – pytany we wtorek o to, czy w kontekście treści złożonych przed sądem zeznań, koncepcja prokuratury, co do przebiegu zdarzenia sprzed ponad pięciu lat się zmieniła – odpowiedział: „nie, w najmniejszym stopniu”. – Te zeznania nie wnoszą nic do sprawy. W zakresie ustalenia stanu faktycznego, dotyczącego ustalenia odpowiedzialności oskarżonego, nie wnoszą do niej dokładnie nic – ocenił.

„Kwestia sygnałów dźwiękowych jest wtórna”

Wyjaśnił, że „przedmiotem oceny sądu był sposób zachowania kierowcy seicento (Sebastiana Kościelnika – red.); został on ustalony na podstawie określonego materiału dowodowego”. – Ten materiał to zeznania świadków, protokoły oględzin, w końcu opinie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że treść zeznań w najmniejszym stopniu nie zmienia ustaleń dotyczących odpowiedzialności i sposobu zachowania kierowcy seicento 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu – wyjaśnił prokurator okręgowy.

Jego zdaniem „błędne informacje medialne” mają wskazywać na to, „kwestia sygnałów dźwiękowych i świetlnych ma tutaj znaczenie”. – Znaczenie ma sposób zachowania kierowcy seicento i to jego zachowanie poddawane jest ocenie – podkreślił prok. Babiński; dodał, że „kwestia tego, czy były sygnały dźwiękowe czy nie, jest wtórna”.

Ponieważ rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności, jej przebiegu komentować nie chcieli pełnomocnik byłego funkcjonariusza, adw. Ryszard Kalisz i sam Piotr Piątek, a także oskarżony w sprawie kierowca Sebastian Kościelnik i jego obrońca, adw. Władysław Pociej.

Wcześniej jednak reprezentujący b. funkcjonariusza zapewnił, że zeznania Piątka „będą takie, jak jego wypowiedzi publiczne przed dwoma, trzema miesiącami”. Z kolei obrońca kierowcy ocenił, że mogą one „stanowić początek jakiegoś istotnego przełomu w sprawie”. Z kolei sam oskarżony wyraził nadzieję, że ostateczne rozstrzygnięcie toczącej się od kilku lat sprawy będzie sprawiedliwe.

Wypadek w Oświęcimiu 

W opisywanym przez „GW” wątku ewentualnych fałszywych zeznań w śledztwie, chodzi właśnie o sygnały dźwiękowe w rządowej kolumnie, które – jak zeznali funkcjonariusze BOR – były włączone w czasie, gdy wydarzył się wypadek. Kościelnik – kierowca seicento, w które uderzył pojazd z Szydło, twierdził jednak, że sygnałów nie było. Podobne zeznania złożyli inni świadkowie zdarzenia. Piątek przyznał w grudniowej rozmowie z „GW”, że sygnały dźwiękowe były wyłączone.

Młodego kierowcę oświęcimski sąd uznał w 2020 r. winnym nieumyślnego spowodowania wypadku; zarazem warunkowo umorzył postępowanie na rok. Sąd uznał także, że za wypadek odpowiada też kierowca BOR. Z taką decyzją sądu nie zgodziła się ani prokuratura, ani obrona Kościelnika. W marcu ubiegłego roku ruszył proces odwoławczy w tej sprawie, który toczy się obecnie przed sądem okręgowym.

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że trzy rządowe samochody z Szydło (jej pojazd był w środku) wymijały fiata seicento. Jego kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto, którym jechała ówczesna szefowa rządu, a które w konsekwencji uderzyło w drzewo. Poszkodowana została premier oraz funkcjonariusz BOR. Prokuratura oskarżyła kierowcę fiata o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Pod koniec ub.r. nowosądecka prokuratura poinformowała, że ponownie przeprowadzi śledztwo w związku z uszkodzeniem płyt DVD, które stanowiły dowody w sprawie wypadku. Na zniszczonych nośnikach znajdował się m.in. zapis przejazdu rządowej kolumny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest śledztwo ws. katastrofy w w kopalni Zofiówka

Gliwicka prokuratura poinformowała w poniedziałek, że wszczęła śledztwo w sprawie katastrofy w kopalni Zofiówka. Postępowanie prowadzone jest ws. „nieumyślnego sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach”. Także prezes Wyższego Urzędu Górniczego powołał komisję do zbadania przyczyn i okoliczności wypadku.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, Joanna Smorczewska, poinformowała, że wszczęte zostało śledztwo w sprawie katastrofy w kopalni Zofiówka. Jak zaznaczyła w rozmowie z TVN24, postępowanie dotyczy „sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach poprzez dopuszczenie do prowadzenia robót górniczych w rejonie zagrożonym ryzykiem tąpnięcia i wypływem metanu”.

Postępowanie prowadzone będzie pod kątem art. 163 i 220 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, które skutkowało śmiercią co najmniej sześciu osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl