„Frog” nieuchwytny. Od stycznia powinien być w więzieniu

Pirat drogowy Robert N. ps. Frog znany z nagrywania swoich szaleńczych rajdów po ulicach Warszawy został skazany prawomocnym wyrokiem na półtora roku więzienia. W styczniu miał stawić się do odbycia kary, ale do tej pory tego nie zrobił. Za kratki nie odprowadziła go również policja.

„Frog” znany jest przede wszystkim z niebezpiecznych rajdów po stolicy i na trasie między Jędrzejowem a Kielcami. Nagrania pokazujące popisy kierowcy, były udostępniane w sieci. Pirat drogowy ma już kilka wyroków na koncie. Na początku tego roku powinien stawić się w zakładzie karnym do odbycia kary więzienia, ale do tej pory mężczyzna pozostaje na wolności. Sprawę nagłośnili kilka dni temu dziennikarze Polsat News.

„Nakazem doprowadzenia zajmuje się policja”

Jak przekazała nam sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, chodzi o wyrok z 28 stycznia 2020 roku. Wtedy sąd uznał Roberta N., „za winnego tego, że w dniu 19 września 2018 r. w Warszawie na drodze publicznej prowadził pojazd osobowy pomimo zakazu prowadzenia pojazdów orzeczonego wyrokami”. Sąd skazał Roberta N. na karę półtora roku więzienia. Wobec „Froga” zasądzono również zakaz prowadzenia pojazdów na okres ośmiu lat. Obrońca „Froga” złożył jeszcze apelację od tego wyroku, ale Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał orzeczenie sądu niższej instancji.

„Skazany nie stawił się dobrowolnie do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. W dniu 22.01.2021 r. wystawiono nakaz doprowadzenia skazanego do zakładu karnego wraz z zarządzeniem o wszczęciu poszukiwań ogólnokrajowych. Do dnia dzisiejszego nie zdołano ustalić miejsca pobytu skazanego i doprowadzić do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. Realizacją nakazu doprowadzenia zajmuje się Policja” – poinformowała sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak się okazuje, nieskutecznie. Dziennikarze Polsatu ustalili, że Robert N. jest widywany przez znajomych, którzy biorą udział w nielegalnych wyścigach. Jak twierdzą, „Frog” nie bierze w nich udziału, ale przyjeżdża na miejsce samochodem. Reporterom udało się również dotrzeć do matki N., która stwierdziła, że jej syn „w ogóle się nie ukrywa”.

Komendę Stołeczną Policji zapytaliśmy dlaczego od stycznia, czyli od momentu wydania zarządzenia o doprowadzeniu skazanego do zakładu karnego, Robert N. tam nie trafił? A także, jak wyglądają jego poszukiwania? Czekamy na odpowiedź.

Wyroki „Froga”

Wyrok, który powinien odbywać teraz „Frog”, dotyczy wydarzeń z września 2018 roku. Na ulicy Dywizjonu 303 policjanci zatrzymali do kontroli porsche – okazało się, że kierujący prowadził pojazd pomimo sądowego zakazu. Za kierownicą siedział właśnie Robert N. Porsche zostało odholowane na parking, a mężczyzna dostał wezwanie do prokuratury.

W 2016 roku uprawomocniło się pięć wyroków związanych z łamaniem przez niego przepisów drogowych. Sąd zadecydował wówczas między innymi o trzyletnim zakazie prowadzenia pojazdów. Wtedy N. sądzony był za wykroczenia, jakie popełnił podczas jazdy ulicami Warszawy.

W marcu 2019 roku pisaliśmy, że Robert N. usłyszał też inny wyrok. Mężczyzna, pomimo obowiązującego go zakazu prowadzenia samochodów, urządził sobie w marcu 2018 roku przed warszawskim centrum handlowym rajd sportowym mercedesem. Wówczas został skazany na karę grzywny.

Na uprawomocnienie czeka również wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, który skazał „Froga” na 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym pod Kielcami.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szczecin: Zaatakował ochroniarza siekierą, potem chciał podpalić sąd. Szymon S. skazany

Wyrok siedmiu lat więzienia usłyszał w środę w szczecińskim Sądzie Okręgowym mężczyzna, który zaatakował sądowego ochroniarza siekierą. Wniósł następnie do budynku kanistry z benzyną. W zeznaniach Szymon S. przyznał, że atak był próbą samobójczą, ponieważ nie miał już sił, aby walczyć o swoje dzieci. Jak przekazał PAP w środę rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie Michał Tomala, siedem lat pozbawienia wolności to kara łączna. Szymon S. został skazany za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu poszkodowanego i próbę wysadzenia kanistrów z benzyną w budynku sądu.

Mężczyzna, z zawodu lekarz psychiatra, oskarżony był pierwotnie o usiłowanie zabójstwa ochroniarza, którego zaatakował w szczecińskim Sądzie Okręgowym 12 października 2018 r. Sąd zmienił jednak kwalifikację czynu. S. ma również zapłacić pracownikowi ochrony 70 tys. zł.

42-letni wówczas mężczyzna wszedł do przedsionka sądu przy ul. Małopolskiej, miał w dłoniach zakrytą kartkami papieru siekierę, którą dwukrotnie uderzył ochroniarza. Spowodował u niego m.in. otarcie i powierzchowną ranę. Wybiegł z budynku, podszedł do samochodu zaparkowanego nieopodal, przyniósł dwa kanistry benzyny i próbował podpalić sąd. Jak się okazało, miał ze sobą także młotek ciesielski i nóż, a w samochodzie więcej kanistrów z benzyną.

W zatrzymaniu i obezwładnieniu mężczyzny pomogli świadkowie. Szymon S. mówił podczas pierwszej rozprawy w lutym ub. r., że nie przyznaje się do czynów „tak opisanych jak w akcie oskarżenia”. Przyznał, że chciał obezwładnić ochronę i doprowadzić do użycia broni – wszystko po to, aby zginąć na miejscu. – Nie miałem ani sił, ani środków, aby dalej walczyć o moje dzieci – mówił Szymon S. Gdy zorientował się, że ochrona nie ma broni, poszedł do samochodu po kanister, aby się podpalić. Jak mówił, wydarzenia z 12 października 2018 r. były wynikiem pięcioletniej batalii o możliwość kontaktu z synami. Zaznaczył m.in., że matka młodszego chłopca za możliwość kontaktu z dzieckiem domagała się pieniędzy.

Zeznał, że idąc do sądu „wiedział, że zginie”, mówił, że przekroczył „linię posługiwania się racjonalnymi kategoriami”. O samej próbie samobójczej mówił, że chciał zaznaczyć w ten sposób swoją „miłość i oddanie do dzieci”. – Najważniejsza w tym wszystkim była demonstracja i pokazanie mojej desperacji – wskazywał. Prokuratura zaznaczyła, że napastnik miał w znacznym stopniu „ograniczoną zdolność rozpoznawania znaczenia czynu” z powodu zaburzeń osobowości „o cechach paranoicznych, niestabilności emocjonalnej, oraz przewlekłych zaburzeń depresyjnych”. Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok ws. byłego księdza Pawła K.

Wrocławski sąd uznał b. księdza Pawła K., skazanego za wykorzystywanie seksualne nieletnich, za osobę stwarzającą zagrożenie. Po wyjściu z więzienia nie trafi on jednak do zamkniętego ośrodka, tylko zostanie objęty nadzorem prewencyjnym. Będzie też musiał poddać się terapii dla przestępców seksualnych. Paweł K. został w 2015 r. skazany przez wrocławski sąd na 7 lat więzienia za wykorzystanie seksualne trzech małoletnich chłopców. Sąd zakazał mu też dożywotnio pracy z młodzieżą i orzekł leczenie zaburzeń preferencji seksualnych. K. był jednym z bohaterów filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” autorstwa braci Sekielskich.

Wrocławski sąd zajął się sprawą byłego księdza na wniosek dyrektora Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu, który chciał, by został on uznany za osobę stwarzającą zagrożenie. K. ma opuścić więzienie 22 września.

„Osoba stwarzająca zagrożenie” i nadzór prewencyjny

Na wtorkowej rozprawie Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał Pawła K. za osobę stwarzającą zagrożenie dla innych i postanowił zastosować wobec niego nadzór prewencyjny. Nie podjął jednak decyzji, aby umieścić go w ośrodku Gostyninie. Trafiają tam sprawcy najpoważniejszych przestępstw, którzy odbyli karę więzienia, ale powinni być nadal izolowani, bo z powodu preferencji seksualnych lub zaburzeń osobowości mogą popełniać kolejne przestępstwa.

„Sąd nałożył też na Pawła K. obowiązek poddania się postępowaniu terapeutycznemu w warunkach ambulatoryjnych w postaci terapii dla preferencyjnych sprawców przestępstw przeciwko wolności seksualnej oraz terapii mieszanych zaburzeń osobowości w Centrum Psychiatrii Środowiskowej” – poinformowało Biuro Rzecznika Prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Sąd zarządził także umieszczenie wyników analizy DNA, odcisków linii papilarnych, zdjęć, szkiców i opisów wizerunku K. w odpowiednich bazach danych.

Orzeczenie sądu nie jest prawomocne.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zginęło 20 osób. Sprawca nie pójdzie do więzienia

To była największa katastrofa komunikacyjna w USA od 10 lat. Ale jej 31-letni dziś sprawca nie pójdzie do więzienia, choć przyznał się do zabicia 20 osób, które zginęły w kraksie w Schoharie, NY. Wyrok 5 lat więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 1000 godzin prac społecznych usłyszał w czwartek Nauman Hussain (31 l.), kierowca w firmie Prestige Limousine, który przez niedbalstwo doprowadził do śmierci 20 osób.

Do katastrofy doszło 6 października 2018 r. Limuzynę wynajął Axel Steenburg z Amsterdam, ok. 50 mil na zachód od Albany. Miała zawieźć jego, jego obchodzącą 30. urodziny żonę Amy, brata Axela, trzy siostry Amy i dwóch ich mężów oraz grupę przyjaciół do browaru Ommegang. W limuzynie znalazło się 17 pasażerów w wieku od 24 do 34 lat.

W Schoharie, NY, na zjeździe z drogi stanowej nr 30 zawiodły hamulce. Rozpędzona do 100 mph limuzyna przeleciała przez drogę i wylądowała w wąwozie obok wiejskiego sklepu. Zginęli wszyscy pasażerowie samochodu, oraz kierowca i dwaj piesi, którzy znajdowali się przed sklepem. – Hussain przewoził ludzi, mimo że w czasie inspekcji miesiąc wcześniej wykryto problemy z hamulcami, które nie zostały naprawione – poinformowało biuro prokuratora okręgowego hrabstwa Schoharie Susan Mallery.

Łagodny wyrok dla Hussaina był wynikiem umowy sądowej. Sprawca przyznał się do 20 zarzutów zabójstwa, co skróciło proces przedłużony i tak przez pandemię.
Źródło info i foto: se.pl

Jest wyrok w sprawie kardiochirurga Mirosława G.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa skazał kardiochirurga Mirosława G. za narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia pacjenta, któremu podczas operacji w 2006 r. zostawił w lewej komorze serca kawałek gazika. Lekarz został skazany na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok i grzywnę w wysokości 10 tys. zł. Prokuratura zapowiada apelację.

Sędzia Łukasz Malinowski wydał 26 sierpnia wyrok w głośniej sprawie kardiochirurga Mirosława G., dotyczącej wątku narażenia pacjenta Floriana M. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Sprawa była powtórnie rozpoznawana. Wcześniej kardiochirurg oskarżony był nie tylko o narażenie pacjenta, ale także nieumyślnie doprowadzenie do jego śmierci, jednak ten wątek, mimo apelacji prokuratury, został odrzucony.

Feralna operacja
Do zdarzenia doszło 22 listopada 2006 r. w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie. G. pełnił tam funkcję kierownika kliniki kardiochirurgii. W tym dniu przeprowadzał u pokrzywdzonego operację w związku ze stwierdzoną u niego wadą zastawki aortalnej. Został oskarżony, ponieważ stwierdzono, że po przeprowadzonym zabiegu nie usunął z lewej komory serca Floriana M. fragmentu gazika, tzw. rolgazy.

Prokurator Przemysław Ścibisz z Prokuratury Regionalnej w Warszawie – wcześniej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która kierowała akt oskarżenia – wnosił o uznanie G. za winnego i wymierzenie mu kary 8 miesięcy pozbawienia wolności, orzeczenie zakazu wykonywania zawodu przez 4 lata i obciążenie kosztami postępowania.

Wyrok łagodniejszy niż chciała prokuratura

Sędzia Łukasz Malinowski uznał winę kardiochirurga, ale skazał go łagodniej niż chciał oskarżyciel. – Nieprawomocnym wyrokiem z dnia 26 sierpnia 2021 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie III Wydział Karny uznał Mirosława G. za winnego i wymierzył mu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, wykonanie orzeczonej kary pozbawienia wolności zawiesił na okres próby 1 roku i zobowiązał oskarżonego Mirosława G. do informowania Sądu o przebiegu okresu próby – przekazała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie. Mirosław G. ma także zapłacić 10 tys. zł. grzywny i ponieść koszty postępowania sądowego.

Z ustaleń Polskiej Agencji Prasowej wynika, że zakaz wykonywania zawodu nie został orzeczony z uwagi na długi okres, który upłynął od zdarzenia oraz fakt, że czyn zarzucany lekarzowi miał charakter „nieumyślny”.

– Prokuratura nie zgadza się z tym wyrokiem i po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku złoży apelację – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Mirosław G. nie był obecny na ogłoszeniu wyroku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szef yakuzy skazany na śmierć przez powieszenie

Sąd w Japonii skazał we wtorek na śmierć przywódcę zorganizowanej grupy przestępczej za udział w zabójstwie jednej osoby i w atakach na trzy inne. To prawdopodobnie pierwszy wyrok śmierci wydany na szefa japońskiej yakuzy – podała publiczna stacja NHK.

74-letni Satoru Nomura kierował grupą Kudo-kai, jedną z organizacji przestępczych nazywanych w Japonii yakuzami. Gang działał w prefekturze Fukuoka i był uznawany przez władze za szczególnie niebezpieczny. Decyzją sądu Nomura został skazany na karę śmierci przez powieszenie.

Drugi w hierarchii gangu, 65-letni Fumio Tanoue, usłyszał we wtorek wyrok dożywocia – podał dziennik „Asahi Shimbun”. Między 1998 a 2014 rokiem członkowie Kudo-kai zastrzelili byłego prezesa kooperatywy rybackiej, postrzelili policjanta oraz ranili nożem pielęgniarkę i stomatologa, który był krewnym pierwszej ofiary.

Bez bezpośrednich dowodów

Sprawcy tych przestępstw zostali już wcześniej skazani, ale według władz działali oni na zlecenie Nomury i Tanouego. Prokuratorzy nie przedstawili bezpośrednich dowodów na zaangażowanie obu skazanych w zbrodnie, a oni sami nie przyznawali się do winy. Sąd orzekł jednak, że to oni musieli zdecydować o atakach, biorąc pod uwagę, że sprawowali absolutną władzę nad gangiem
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były poseł PiS skazany. Kupił prawo jazdy

Sąd Rejonowy w Biłgoraju skazał byłego posła PiS Piotra O. na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Polityk został skazany za kupno prawa jazdy. Wyrok usłyszał również urzędnik wydziału komunikacji w Biłgoraju, który organizował fałszywe dokumenty.

Śledztwo wykazało, że Piotr O. korumpował urzędnika biłgorajskiego starostwa – Krzysztofa L. Były polityk miał wręczyć L. 1,5 zł. łapówki w zamian za wydanie prawa jazdy kategorii A i C. Na podstawie fałszywego dokumentu Piotr O. przystąpił do kursu i egzaminu uprawniającego do kierowania ciężarówką z przyczepą – informuje „Dziennik Wschodni”. Nielegalnym dokumentem posłużył się również podczas kontroli drogowej. 

Do przekazania łapówki doszło w grudniu 2010 roku. Jak zeznał Krzysztof L, inspektor w wydziale komunikacji starostwa w Biłgoraju, były polityk PiS targował się. Początkowo chciał jedynie prawa jazdy kategorii C, z czasem poprosił również o kategorię A. Urzędnik nie zgodził się na drugą kategorie, ponieważ zimą nie są prowadzone egzaminy. Po ustaleniach sprawą przełożono na wiosnę. 

Kilkaset zarzutów

To niejedyny przypadek korupcji w starostwie w Biłgoraju. Jak wykazało śledztwo Krzysztof L. stał na czele grupy urzędników, która w zamian za łapówki załatwiała fałszywe dokumenty. Przed sądem stanęło kilkanaście osób. L. usłyszał kilkaset zarzutów w tej sprawie. Piotr O. nigdy nie przyznał się do winy. Mimo tego sąd uznał go za winnego i skazał na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 4 lata. Ponadto na byłego posła została nałożona grzywna w wysokości 4,8 tys. zł. oraz ponad 7 tys. kosztów sądowych. Krzysztof L. usłyszał wyrok 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. 

Po ujawnieniu afery korupcyjnej poseł został zawieszony w prawach członka partii PiS i nie wystartował w wyborach parlamentarnych w 2019 roku. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Opozycjonistka Lubow Sobol skazana w Rosji. Jest współpracowniczką Aleksieja Nawalnego

Wyrok 1,5 roku ograniczenia wolności usłyszała we wtorek Lubow Sobol, współpracowniczka rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Taką karę wymierzył jej moskiewski sąd. Sobol była oskarżona o zachęcanie do naruszenia przepisów sanitarnych podczas styczniowej demonstracji w stolicy Rosji. Sprawy karne wobec współpracowników Nawalnego, w tym Sobol, wszczęto po demonstracji zorganizowanej 23 stycznia w Moskwie w obronie aresztowanego opozycjonisty. Śledczy twierdzili, że na protest przyszły osoby zakażone koronawirusem. 

Zgodnie z decyzją sądu Sobol nie może opuszczać domu pomiędzy godziną 22 i 6 rano, uczestniczyć w demonstracjach ani wyjeżdżać poza rejon zamieszkania.

– Ograniczenie wolności będzie u mnie kontrolowane poprzez bransoletkę na nodze i specjalne urządzenie. Jeśli wykryte zostaną naruszenia, to kara może być zaostrzona – powiedziała Sobol po wyroku.

Tuż przed ogłoszeniem wymiaru kary sąd nakazał wyprowadzenie Sobol z sali rozpraw za to, że robiła zdjęcia podczas posiedzenia. Wyrok wydała sędzia Weronika Sirategjan. Prokurator żądał dla Sobol kary dwóch lat ograniczenia wolności.

Prokuratura: organizatorzy protestów wywołali ryzyko masowych zakażeń

Uznając opozycjonistkę za winną, sędzia powtórzył de facto treść aktu oskarżenia i ustalenia śledztwa – mówił mediom przed ogłoszeniem wyroku adwokat Sobol, Władimir Woronin. Sąd oświadczył, że opozycjonistka poprzez portale społecznościowe wzywała obywateli, by przyszli na demonstrację, która odbywała się bez zezwolenia władz. Na tym zgromadzeniu – według śledczych – były osoby zakażone koronawirusem.

Sobol – prawniczka, która pracowała w założonej przez Nawalnego Fundacji Walki z Korupcją (FBK) – jest pierwszą skazaną spośród grupy opozycjonistów związanych z Nawalnym, wobec których wszczęto sprawy karne po protestach wywołanych jego aresztowaniem. Śledczy utrzymują, że opozycjoniści, rozpowszechniając w mediach społecznościowych informacje o protestach, wywołali „zagrożenie masowych zachorowań”.

Demonstrowali w całej Rosji

Wśród oskarżonych znaleźli się poza Sobol m.in.: brat opozycjonisty Oleg Nawalny; niegdysiejszy koordynator sztabu Nawalnego w Moskwie Oleg Stiepanow, rzeczniczka opozycjonisty Kira Jarmysz, uczestniczka punkrockowej grupy Pussy Riot, Maria Alochina, szefowa związku zawodowego Związek Lekarzy Anastazja Wasiljewa oraz kilkoro niezależnych radnych z Moskwy.

Demonstracje w obronie aresztowanego w styczniu br. Nawalnego odbyły się 23 i 31 stycznia oraz 2 lutego w całej Rosji. Wobec tysięcy zatrzymanych wszczęto około stu spraw karnych. Większość oskarżeń dotyczyła użycia przemocy wobec funkcjonariuszy policji.

Wkrótce potem Nawalny został skazany na odbywanie wcześniejszego wyroku w zawieszeniu i osadzony w kolonii karnej w obwodzie włodzimierskim. W czerwcu br. organizacje założone przez Nawalnego, w tym FBK, zostały uznane za organizacje ekstremistyczne. Sobol, która najpierw zamierzała startować w wyborach parlamentarnych we wrześniu br., musiała po zdelegalizowaniu FBK zrezygnować z prowadzenia kampanii wyborczej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Matka pozwalała partnerowi wykorzystywać swoje dzieci. Jest wyrok

Sąd w Middelburgu na południu Holandii w poniedziałek skazał na 10 lat więzienia kobietę, która pozwalała partnerowi wykorzystywać seksualnie swoje dzieci. Tanja D. przez wiele lat pozostawała w związku z Pascalem P., który molestował jej nieletnie córki. Kobieta nie tylko o tym wiedziała, ale jak ustalił sąd, udostępniała mężczyźnie swoje dzieci.

– Dzieci były wykorzystywane seksualnie od 8. roku życia, a oskarżona świadomie pozwalała na to swojemu partnerowi – uzasadnił wyrok sąd w Middelburgu i skazał kobietę na 10 lat pozbawienia wolności.

Pascal P. jest oskarżony o seksualne wykorzystywanie nieletnich, a także posiadanie pornografii dziecięcej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Fala protestów w RPA po zatrzymaniu Zumy. 6 osób nie żyje

W RPA dochodzi do eskalacji protestów po zatrzymaniu byłego prezydenta Jacoba Zumy, w wyniku których zginęło już co najmniej sześć osób. Władze, chcąc doprowadzić do ustabilizowania sytuacji, zdecydowały się na użycie wojska. Dowództwo armii RPA poinformowało w poniedziałek o zamiarze wysłania swoich oddziałów do dwóch regionów kraju, w których dochodzi do eskalacji zamieszek na skutek aresztowania byłego prezydenta Jacoba Zumy, sprawującego ten urząd w latach 2009-2018.

Zuma został skazany na 15 miesięcy więzienia za obrazę sądu. Zgodnie z warunkami wyroku, będzie mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie za niecałe cztery miesiące. Ciążą na nim jednak dużo poważniejsze oskarżenia, między innymi o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Były prezydent miał działać w interesie trzech biznesmenów, którzy mieli wzbogacić się dzięki zasobom państwa. Zuma konsekwentnie nie stawiał się na przesłuchaniach w sprawie zarzutów korupcyjnych.

Zwolennicy Jacoba Zumy doprowadzili do gwałtownych protestów, które przerodziły się w siłowe starcia ze służbami bezpieczeństwa. Lokalne media informowały między innymi o płonących centrach handlowych, zamkniętych autostradach i rabowanych sklepach. Policja przekazała natomiast, że lokalny ruch uliczny został zakłócony przez protestujących, którzy stworzyli barykady z płonących opon. Media obiegło zdjęcie, które ukazuje ciemny dym unoszący się nad panoramą Johannesburga.

Poza Johannesburgiem do najgroźniejszych starć dochodzi obecnie w prowincji KwaZulu-Natal, w której Zuma dorastał, a obecnie przebywa w więzieniu. Dotychczas w starciach zginęło już co najmniej 6 osób, a 219 kolejnych aresztowano.

Na miejsca największych protestów wysłano dodatkowe siły policyjne, jednak ich zaangażowanie nie wystarczyło do opanowania sytuacji. W związku z tym, po czterech dniach od początku zamieszek, w poniedziałek została podjęta decyzja o wykorzystaniu wojska. „Narodowe Siły Obrony Południowej Afryki rozpoczęły proces i procedury przed rozmieszczeniem, zgodnie z prośbą o pomoc” – podano w oświadczeniu armii. Jak dodano, czas misji i liczba zaangażowanych żołnierzy będą uzależnione od bieżącej sytuacji.

Według komentatorów konfrontacja armii z ludźmi na ulicach może jednak doprowadzić do dalszej eskalacji rozruchów i utwierdzenia protestujących w przekonaniu, że Jacob Zuma jest ofiarą politycznej zemsty swojego następcy. Równocześnie w RPA wciąż obowiązuje czwarty w pięciostopniowej skali poziom obostrzeń z uwagi na pandemię COVID-19. Według rządowych wytycznych, zabronione jest gromadzenie się, a od godziny 21 do 4 rano obowiązuje godzina policyjna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl