Jest wyrok za brutalne zabójstwo popełnione przez 18-latka

To była wyjątkowo bestialska zbrodnia. Obrażenia matki, ojca i ich 7-letniego syna – ujęte w wyroku – są zbyt drastyczne, by je opisać. Zginęli nocą od ciosów zadanych siekierą. Sprawca został nieprawomocnie skazany na dożywocie i może ubiegać się o wyjście na wolność najwcześniej po 30 latach. – Tam była niechęć i zazdrość o młodszego brata – mówi rzeczniczka sądu. „Raport” Beaty Glinkowskiej.

– To były rany rąbane głównie głowy i klatki piersiowej – bez szczegółów wymienia Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

21-letni Marceli C. starszy syn zabitego małżeństwa, usłyszał wyrok dożywocia.

Wyrok skazujący za trzy zabójstwa

– Zapadł wyrok skazujący, za trzy przestępstwa: zabójstwo matki, ojca oraz brata. Za każdy poszczególny czyn wymierzono karę dożywocia, wtedy kara łączna to jest kara dożywocia. Zastosowano również środek pobawienia praw publicznych na maksymalny okres 10 lat. Sąd orzekł, że skazany będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po 30 latach – mówi Marzena Rusin-Gielniewska, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Proces toczył się przed świdnickim sądem za zamkniętymi drzwiami z wyłączeniem jawności. Między innymi ze względu na najstarszego syna zamordowanej pary, którego w momencie zbrodni nie było w domu, wyjaśnia Marzena Rusin-Gielniewska.

– Chodziło obronę interesów pokrzywdzonego, najstarszego brata oraz – zważywszy na okoliczności tych zbrodni – o ochronę dobrych obyczajów – twierdzi sędzia Rusin-Gielniewska.

– Był on oskarżycielem posiłkowym podczas procesu brata – mówi jego pełnomocnik, adwokat Tomasz Bokszczanin.

– Oczekiwał na ten wyrok, natomiast o odczuciach człowieka, którego dotknęła tak wielka tragedia, nie sposób mówić – mówi adwokat. – Jest to człowiek, który przeżył ogromny dramat – dodaje

– Wyrok w takiej sprawie nikogo satysfakcjonować nie może, ale jest jedynym, jaki mógł zapaść, biorąc pod uwagę szereg okoliczności związanych z tą sprawą, np. opinie sądowe psychologiczne i psychiatryczne, w których badana była osobowość oskarżonego. Ich wyniki są takie, że ten bardzo młody człowiek cały czas może stanowić zagrożenie dla innych ludzi – ocenił prawnik.

Obrońca Marcelego C., zgodnie z wytycznymi klienta, nie zgodził się na rozmowę.

Zbrodnia rozegrała się w środku nocy

Dramat rozegrał się w Ząbkowicach Śląskich, 9 grudnia 2019 roku, około godz. 2 w nocy policjanci zostali wezwani do włamania w domu jednorodzinnym. Zadzwonił – jak okazało się później – sam sprawca.

– Gdy tylko policjanci dojechali na miejsce, zauważyli mężczyznę, który siedział na dachu, i krzyczał, że to on jest autorem zgłoszenia. Mówiąc, że włamywacz może być w środku, pytając, co z jego rodziną – przypomina st. asp. Katarzyna Mazurek z Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich.

 18-latek twierdził, że uciekł na dach przed rzekomym włamywaczem. Policjanci znaleźli w domu zmasakrowane ciała jego bliskich. Na miejscu zaczęły się oględziny. Podawana przez nastolatka wersja – miała coraz więcej nieścisłości – wylicza policjantka:

– On miał przygotowaną legendę, tak jak oszuści. Powiedział, że włamał się do jego domu mężczyzna ubrany na czarno, że miał kominiarkę, że nie widział jego twarzy. Ale jednocześnie powiedział, że ma brodę. Im więcej śladów zabezpieczali kryminalni na miejscu zbrodni, tym bardziej policjanci odnosili się do tych śladów. Na te (szczegółowe) pytania mężczyzna już nie potrafił logicznie odpowiedzieć i przyznał się – mówi st. asp. Mazurek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Żona Ryszarda Kalisza skazana

Rok i osiem miesięcy prac społecznych – to wyrok, jaki w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza zapadł wobec adwokatki Dominiki K., żony Ryszarda Kalisza. To niejedyna kara. Prawniczka była oskarżona o prowadzenie samochodu po pijanemu i narażenie syna na niebezpieczeństwo. To finał głośnej sprawy z 2019 r., gdy znana adwokatka prowadziła samochód w stanie nietrzeźwości. Wykonane wtedy na miejscu zdarzenia badanie wykazało 2,5 promila alkoholu.

W ogłoszonym wyroku przez sędzię sądu rejonowego Ewę Soczyńską-Baran, sąd uznał Dominikę K. za winną prowadzenia w 2019 r. samochodu po pijanemu i narażenia syna na niebezpieczeństwo. Wymierzył jej łączną karę roku i ośmiu miesięcy ograniczenia wolności polegającej na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym i zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych przez sześć lat, wliczając czas od zatrzymania prawa jazdy 15 lutego 2019 r.

Prokuratura żądała jeszcze surowszej kary

K. musi również wpłacić 15 tys. zł na rzecz funduszu pomocy pokrzywdzonym oraz pomocy postpenitencjarnej.

Podczas mów końcowych prokuratura wnosiła o uznanie Dominiki K. za winną i wymierzenie jej łącznej kary dwóch lat ograniczenia wolności polegającej na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin w stosunku miesięcznym oraz zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres sześć lat, świadczenie pieniężne na rzecz funduszu pomocy pokrzywdzonym i pomocy postpenitencjarnej w wysokości 15 tys. zł oraz obciążenie kosztami postępowania.

Uzasadnienie sądu

Sędzia zauważyła, że mimo stanu nietrzeźwości – czyli 2,5 promila – Dominika K. nie tylko zdecydowała się na kierowanie samochodem, ale i odebrała swoje dziecko z przedszkola.

– Następnie woziła je swoim samochodem w charakterze pasażera. 3-letnie dziecko jest całkowicie zależne od swoich rodziców. Dziecko znalazło się w sytuacji bezpośredniego niebezpieczeństwa. Co do tego sąd nie miał żadnych wątpliwości – podkreśliła Soczyńska-Baran.

O uniewinnienie Dominiki K. wniosła obrona i kurator reprezentujący oskarżyciela posiłkowego, którym jest syn oskarżonej. Według nich dowody, które do sprawy zostały dołączone, „absolutnie nie wskazują na sprawstwo czy winę oskarżonej”. Dominika K. oskarżona była o to, że 15 lutego 2019 r. prowadziła samochód na terenie stacji benzynowej w stanie nietrzeźwości. Wykonane na miejscu zdarzenia badanie wykazało 2,5 promila alkoholu u kobiety.

Śledczy ustalili, że wcześniej Dominika K. odebrała syna z przedszkola. W postępowaniu wykazano, że prowadząc pojazd, w którym znajdował się jej wtedy 3,5-letni syn, i będąc przy tym w stanie nietrzeźwości, naraziła dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Wyrok w tej sprawie jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest wyrok ws. znęcania się nad 10-latkiem z Lubonia

O sprawie zrobiło się głośno w maju ubiegłego roku za sprawą Gazety Wyborczej. Jak podała gazeta, 10-latek napisał w domu kartkę „Mamo, żałuję, że mnie urodziłaś” i wykorzystując chwilę nieobecności opiekunów uciekł na komisariat policji w Luboniu, gdzie poprosił o pomoc. Chłopiec opowiedział policjantom, że przez lata był bity i poniżany przez partnera matki. Wydzielano mu jedzenie, kazano spać na podłodze, musiał wykonywać mnóstwo obowiązków domowych, a jeśli czegoś nie zrobił, musiał tłumaczyć się z tego na papierze.

Jesienią do sądu trafił akt oskarżenia, a 1 grudnia rozpoczął się proces. Na sali pojawił się ojczym 10-latka, który od miesięcy przebywa w areszcie. Dziennikarze nie dowiedzieli się jednak, czy złożył jakieś wyjaśnienia. Wyłączono bowiem jawność procesu ze względu na dobro chłopca i jego młodszego brata. Mężczyzna odpowiadał za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Groziło mu za to 10 lat więzienia. Oskarżona była też matka chłopca, także o znęcanie się nad synem, ale już nie ze szczególnym okrucieństwem. Jej groziło 8 lat więzienia.

W czwartek zapadł wyrok w tej sprawie. Ojczym chłopca, Robert H., ma trafić do więzienia na 5 lat. Dodatkowo ma zakaz kontaktowania się i zbliżania do chłopca. Matka dziecka także została skazana – na rok więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Ona również nie może zbliżać się do dziecka. Wyrok nie jest prawomocny.

10-latek wraz ze swoim młodszym bratem przebywają obecnie w rodzinie zastępczej. O ich dalszym losie decyduje sąd rodzinny.
Źródło info i foto: epoznan.pl

Alabama: W uciecze z więzienia pomogła mu strażniczka. Zatrzymano go po 11 dniach

Po 11 dniach poszukiwań amerykańska policja zatrzymała Caseya White’a. Mężczyzna zbiegł z więzienia w Alabamie. W ucieczce pomogła mu zastępczyni dyrektora zakładu karnego Vicky White. Kobieta z raną postrzałową głowy trafiła do szpitala, gdzie zmarła. Casey White został skazany za morderstwo. Odsiadywał wyrok 75 lat w więzieniu w Alabamie. W piątek 29 kwietnia uciekł z aresztu w dość spektakularny sposób. Wtedy to, jak relacjonuje CNN, jeszcze w więzieniu mężczyznę zarejestrowała kamera monitoringu. W pomarańczowym kombinezonie i kajdankach był wprowadzany do radiowozu przez jedną ze strażniczek – Vicky White (zbieżność nazwisk przypadkowa).

Kobieta miała eskortować mężczyznę do sądu w celu oceny stanu zdrowia psychicznego. Władze aresztu szybko jednak odkryły, że tego dnia nie zaplanowano żadnego przesłuchania, a eskortowanie skazańców w pojedynkę jest niezgodne z przepisami. Zarządzono więc poszukiwania. Po kilku dniach okazało się też, że kobieta współpracuje ze skazanym.

Według relacji duet porzucił radiowóz i uciekł ze stanu innym pojazdem. Po 11 dniach wyśledzono, że para przebywa w Evansville w stanie Indiana – policjanci zauważyli strażniczkę, jak wychodzi z jednego z hoteli. Miała na sobie perukę. Następnie razem z Whitem wsiadła do samochodu i odjechała. Szybko zorientowali się, że są śledzeni, więc zaczęli uciekać, zaś funkcjonariusze ruszyli za nimi w pościg ulicami miasta.

W pewnym momencie jeden z radiowozów wjechał w cadillaca, którym poruszała się para. Samochód, który prowadził zbiegły więzień, dachował. Caseya i Vicky wyciągnięto z auta. Okazało się, że kobieta ma ranę postrzałową głowy. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie zmarła.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wyrok ws. śmierci Ewy Tylman. Adam Z. uniewinniony

Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił w poniedziałek Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. To już kolejny wyrok uniewinniający mężczyznę; w 2019 r. Sąd Okręgowy uznał, że Adam Z. nie zabił kobiety, w styczniu 2020 r. sąd apelacyjny uchylił ten wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Wyrok wydany w poniedziałek przez Sąd Okręgowy w Poznaniu nie jest prawomocny.

–  W przedmiotowej sprawie brak jest wystarczających dowodów. Nie ma też dowodów, że oskarżony przyczynił się do tego, że Ewa Tylman znalazła się w rzece – powiedział sędzia Łukasz Kalawski. – Nie można wykluczyć, że Ewa Tylman znalazła się w wodzie bez udziału osób trzecich – dodał.

Na rozprawie nie stawił się oskarżony, ani jego obrońca.

Ewa Tylman zaginęła w listopadzie 2015 r.; po kilku miesiącach z Warty wyłowiono jej ciało. Ze względu na znaczny rozkład zwłok biegli nie byli w stanie jednoznacznie określić przyczyny śmierci. Według prokuratury, 23 listopada 2015 r. Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Zarzucane mu przez prokuraturę zabójstwo z zamiarem ewentualnym jest zagrożone karą do 25 lat więzienia lub dożywociem.

Proces Adama Z. toczył się przed poznańskim sądem okręgowym od stycznia 2017 r. W kwietniu 2019 r. Sąd Okręgowy uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. W styczniu 2020 r. Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok sądu pierwszej instancji i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Ponowny proces Adama Z. ruszył w marcu 2021 roku. Prokuratura w mowie końcowej wnosiła o uznanie Adama Z. winnym zarzucanego mu czynu i wymierzenie mu kary 15 lat pozbawienia wolności, a także m.in. zapłaty nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Obrona z kolei wniosła o uniewinnienie oskarżonego.

Ojciec Ewy Tylman: nadal nie znamy prawdy

Oskarżyciel posiłkowy, ojciec Ewy Tylman, Andrzej, mówił w tracie swojej mowy końcowej, że po ponad 6 latach od tego tragicznego zdarzenia nadal nie wie, co się dokładnie stało z jego córką tamtej nocy. – Jako ojciec przede wszystkim przyjeżdżałem tutaj nie wysłuchiwać zeznań świadków, chociaż byłem świadkiem tej całej rozprawy, ale chciałem się dowiedzieć prawdy. I po 6 latach niestety moja rodzina się tej prawdy nie dowiedziała – powiedział Andrzej Tylman.

Pełnomocnicy oskarżyciela posiłkowego wnosili do sądu o uznanie winy oskarżonego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skazana Beata Kozidrak nie zgadza się z wyrokiem

Beata Kozidrak usłyszała wyrok w sprawie prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu. Gwiazda ma rozważać odwołanie, w sieci pojawiła się wypowiedź przedstawiciela artystki. Z kolei prokuratura ma uważać, że zasądzona kara jest zdecydowanie zbyt łagodna.

Beata Kozidrak to jedna z najpopularniejszych polskich wokalistek, która z grupą Bajm odniosła oszałamiający sukces, lansując takie ponadczasowe przeboje jak „Biała armia”, „Ta sama chwila” czy „Nie ma wody na pustyni” i na dobre wpisując do historii krajowej muzyki. 62-letnia wokalistka wielokrotnie była chwalona za niezwykłą energię i nieprzemijający talent, jednak 1 września 2021 roku wiele osób inaczej spojrzało na piosenkarkę. Kozidrak została zatrzymana, badanie miało wykazać, że prowadziła samochód, mając dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Choć przeprosiła za swoje nieodpowiedzialne zachowanie, musiała mierzyć się z falą krytyki, a sprawa trafiła do sądu. 4 maja 2022 roku liderka Bajmu usłyszała wyrok.

Beata Kozidrak w środę została ukarana 200 stawkami dziennymi w wysokości 250 zł każda oraz pięcioletnim zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych. Ma też zapłacić 20 tys. zł świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Przedstawiciel prokuratury nie ukrywał, że jego zdaniem kara jest niewspółmierna do winy piosenkarki.

– W ocenie prokuratury orzeczona przez Sąd Rejonowy dla Mokotowa kara jest rażąco łagodna, a jako taka nie spełni stawianych jej celów – poinformowała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

Tymczasem „Super Express”, powołując się na wypowiedź mecenasa reprezentującego Kozidrak, poinformował, że gwiazda ma rozważać odwołanie się od wyroku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Piosenkarka Beata Kozidrak skazana za jazdę po alkoholu

Beata Kozidrak stawiła się przed sądem za jazdę samochodem po alkoholu we wrześniu 2021 r. W momencie zatrzymania miała 2 promile w wydychanym powietrzu. Jaki wyrok usłyszała gwiazda w dniu swoich urodzin?

Beata Kozidrak w sądzie rejonowym dla Warszawy Mokotowa w Warszawie usłyszała wyrok za jazdę po alkoholu. 1 września 2021 roku około godziny 19.40 piosenkarka została zatrzymana za kierownicą BMW, przy skrzyżowaniu al. Niepodległości z ulicą Batorego na warszawskim Mokotowie. Badanie wykazało 2 promile alkoholu w wydychanym przez artystkę powietrzu. Kozidrak w środę została ukarana 200 stawkami dziennymi w wysokości 250 zł każda oraz pięcioletnim zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych. Ma też zapłacić 20 tys. zł świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Beata Kozidrak usłyszała wyrok za jazdę po alkoholu

– W ocenie prokuratury orzeczona przez sąd rejonowy dla Mokotowa kara jest rażąco łagodna, a jako taka nie spełni stawianych jej celów – przekazała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

O tym, że kierująca BMW może być nietrzeźwa poinformowali policję inni kierowcy. Para świadków, podróżujących w tym samym kierunku co wokalistka zespołu „Bajm” zauważyła, że kierowany przez nią pojazd chaotycznie zmienia pasy ruchu, podjeżdża bardzo blisko pojazdów, wymuszając tym samym reakcje innych uczestników ruchu. Z relacji jednej z przesłuchanych osób wynika, że bmw wjeżdżało również na krawężniki.

Zdarzenie zostało nagrane przez pasażera innego samochodu. To świadkowie uniemożliwili artystce odjechanie ze skrzyżowania al. Niepodległości i ul. Batorego do czasu przyjazdu policji.

Kozidrak na spotkaniu wypiła litr alkoholu

Beata Kozidrak jeszcze na miejscu zdarzenia oświadczyła policjantom, że dzień wcześniej była na spotkaniu, które zakończyło się około 2 w nocy. To wtedy miała spożywać wino, z jej relacji wynikało, że wypiła około 1 litr alkoholu. Na komendzie, podczas przesłuchania w charakterze podejrzanej, przyznała się do winy, ale skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.

Beata Kozidrak przeprosiła fanów

Wokalistka zespołu „Bajm” 2 września wydała krótkie oświadczenie. W mediach społecznościowych napisała: Kochani, przepraszam wszystkich. Wiem, że was zawiodłam. Z całego serca żałuję tego, co się wczoraj wydarzyło. Bardzo się tego wstydzę. Wiem, że muszę ponieść konsekwencje tego, co się stało. Jestem na to gotowa.

Wobec Beaty Pietras nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych, po zdarzeniu policja zabezpieczyła jej prawo jazdy. Artystka nie była karana sądownie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były dowódca GROM-u żądał milionowych łapówek. Jest wyrok

Wyrok trzech lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat i 60 tys. zł grzywny usłyszał w czwartek były dowódca jednostki GROM Dariusz Z. Sąd uznał go winnym m.in. żądania milionowych łapówek w sprawie korupcyjnej związanej ze Sławomirem Nowakiem. Wyrok jest nieprawomocny. Jest to pierwsze orzeczenie wydane w związku z działalnością grupy przestępczej, którą – według śledczych – kierował były minister transportu Sławomir Nowak. Wyrok skazujący Dariusza Z. zapadł bez przeprowadzania rozpraw. Mężczyzna przyznał się do winy i wyraził zgodę na dobrowolne poddanie się karze zaproponowanej przez prokuraturę. Żołnierz był nieobecny podczas ogłaszania orzeczenia.

W konsekwencji w czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie uznał go winnym udziału w grupie przestępczej, która miała popełnić szereg przestępstw korupcyjnych. Sąd stwierdził, że Dariusz Z., wspólnie z innymi członkami grupy, żądał 4,6 mln zł w sprawie świadczenia fikcyjnych usług doradczych z cypryjską spółką, którą miał założyć na polecenie Nowaka. Mężczyzna został też uznany winnym oferowania wsparcia polskiej spółce w przetargu drogowym na Ukrainie w zamian za 1,6 mln euro.

W związku z tym sąd skazał go na karę trzech lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat oraz 60 tys. zł grzywny, o którą śledczy wnieśli w akcie oskarżenia. Wyrok ten jest nieprawomocny, przysługuje od niego odwołanie.

Podczas śledztwa Dariusz Z. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Mężczyzna złożył przy tym obszerne wyjaśnienia, które były zbieżne z dowodami zgromadzonymi przez prokuratorów. Nie wypowiadał się szerzej przed sądem. Wyraził jedynie zgodę na dobrowolne poddanie się karze zaproponowanej przez prokuraturę.

Proces w głównej sprawie, dotyczącej tzw. grupy Nowaka, jeszcze się nie rozpoczął. Sprawa ta czeka na wyznaczenie przez sąd terminu pierwszej rozprawy. W akcie oskarżenia, który trafił do sądu w grudniu ub.r. prokuratura oskarżyła byłego ministra o popełnienie 17 przestępstw o charakterze kryminalnym, w tym założenie oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze międzynarodowym, zajmującą się popełnianiem przestępstw korupcyjnych i płatną protekcją.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wójt Żelazkowa stracił mandat

Komisarz wyborczy Anna Krysicka wygasiła mandat wójta Żelazkowa Sylwiusza J. po upływie 15 miesięcy od uprawomocnienia wyroku w jego sprawie karnej. – Myślę, że przyczyną tego przeoczenia była zmiana przepisów – przekazała Krysicka. We wtorek na stronie kaliskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego opublikowano obwieszczenie. „W związku z uprawomocnieniem się w dniu 24 grudnia 2020 r. wyroku Sądu Rejonowego w Kaliszu, II Wydział Karny, sygn. akt II K 1605/19 z dnia 17 grudnia 2020 r., wygasł mandat Wójta Gminy Żelazków” – poinformowała komisarz wyborczy Anna Krysicka.

Obwieszczenie stanowi podstawę do wystąpienia przez wojewodę wielkopolskiego do prezesa Rady Ministrów o zarządzenie przedterminowych wyborów wójta gminy Żelazków.

„Przeoczenie”

Komisarz wyborcza została zapytana, dlaczego decyzję o wygaśnięciu mandatu podjęto dopiero po upływie 15 miesięcy. – Sąd Rejonowy w Kaliszu wyrok w tej sprawie wysłał do delegatury dopiero w piątek, do nas wczoraj trafiło pismo – powiedziała komisarz wyborczy Anna Krysicka, która jest także prezesem Sądu Rejonowego w Kaliszu.

Zdaniem Krysickiej powodem zwłoki może być fakt, że „w trakcie kadencji samorządu doszło do zmiany przepisów kodeksu wyborczego, które zostały zaostrzone”. – Teraz grzywna w przypadku umyślnego przestępstwa ściganego z urzędu też jest podstawą do wygaszenia mandatu. Myślę, że to spowodowało przeoczenie – powiedziała. Podkreśliła, że „jeżeli chodzi o komisarza wyborczego, to nie było żadnej zwłoki”.

Nowe przepisy, na które powołuje się prezes kaliskiego SR, weszły w życie w marcu 2019 r. Natomiast do zdarzenia, za które wójt Żelazkowa odpowiadał przed wydziałem karnym kaliskiej rejonówki, doszło we wrześniu 2019 r. Sprawa dotyczyła napaści na policjanta podczas I Marszu Równości w Kaliszu. Sąd wymierzył wójtowi karę grzywny 5 tys. zł oraz 3 tys. zł odszkodowania dla poszkodowanego, a także pokrycie kosztów procesu.

Wyrok uprawomocnił się 24 grudnia 2020 r. Wójt sprawował jeszcze swój mandat przez blisko półtora roku, do wtorku.

Drugie „przeoczenie”

Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa zgodnie z kodeksem wyborczym „do przeoczenia” doszło dwukrotnie, ponieważ wójt Żelazkowa mógł mieć wygaszony mandat dwa razy – 24 grudnia 2020 r. i 9 lipca 2021 r. Druga szansa zaistniała 9 lipca 2021 r., kiedy uprawomocnił się wyrok w sprawie znieważenia strażaków. Chodzi o wydarzenia z 14 stycznia 2018 roku. W nocy wójt wezwał służby pod dom, bo rzekomo przejeżdżający samochód miał uderzyć w jego posesję. Na miejscu okazało się, że takiego zdarzenia nie było. Za to strażacy, którzy przyjechali zostali obrzuceni wyzwiskami. Sąd wymierzył za to wójtowi karę grzywny w wysokości 9600 zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Patryk D. skazany na 25 lat więzienia za brutalne zabójstwo byłej dziewczyny

Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał na 25 lat więzienia 22-letniego Patryka D., który udusił, a następnie poćwiartował i zakopał szczątki swojej byłej dziewczyny na polu w Piotrowie k. Nowego Dworu Gdańskiego (woj. pomorskie). Jedynie wyrok był jawny, bo z uwagi na dobra osobiste rodziny zamordowanej 23-letniej Pauliny P. uzasadnienie wyroku utajniono.

We wtorek w Sądzie Okręgowym w Gdańsku został ogłoszony wyrok wobec 22-letniego Patryka D., który został oskarżony o zabójstwo swojej byłej dziewczyny 23-letniej Pauliny P. Mężczyzna słuchał wyroku nie zdradzając żadnych emocji.

Sąd uznał oskarżonego Patryka D. za winnego i skazał na 25 lat więzienia. Przewodnicząca składu orzekającego Lidia Jedynak powiedziała też, że wykonanie kary wobec oskarżonego ma nastąpić w systemie terapeutycznym oraz nakazał wpłacenie zadośćuczynienia na rzecz rodziny w wysokości 200 tys. zł. Zaraz po odczytaniu sentencji sędzia utajniła odczytanie uzasadnienia wyroku z uwagi na dobra osobiste rodziny pokrzywdzonej.

Szczątki 23-letniej Pauliny policja znalazła 30 kwietnia 2020 r. niedaleko wsi Piotrowo pod Nowym Dworem Gdańskim. Funkcjonariusze szukali poćwiartowanego ciała przez kilka dni na polach, bo zabójca ukrył je w kilku miejscach. Dziewczyna pochodziła z Balik pod Łomżą, ale przed śmiercią mieszkała z koleżanką na warszawskiej Białołęce. Na początku marca 2020 roku wyjechała z Warszawy i pojechała do byłego chłopaka do Nowego Dworu. Wtedy ślad po niej się urwał.

W dniu zaginięcia kobiety jej matka otrzymała SMS: „Mieszkanie mamy na teraz. Chcę trochę czasu dla siebie na własne życie. Żeby spróbować żyć sama. Byłabym wdzięczna za jakieś dwa miesiące bez kontaktu”. Ta wiadomość zaniepokoiła rodzinę, która zgłosiła policji zaginięcie. Funkcjonariusze od początku podejrzewali o zbrodnię byłego chłopaka dziewczyny Patryka D. Mężczyzna był widziany z Pauliną w Nowym Dworze Gdańskim, ale początkowo twierdził, że po spotkaniu rozstali się.

W maju 2020 roku Patryk D. przyznał się do zabójstwa i złożył obszerne wyjaśnienia. Wskazał śledczym miejsca, gdzie zakopał szczątki dziewczyny. Wykonane badania DNA potwierdziły, że poćwiartowane ciało, to zaginiona w marcu Paulina. Patryk D. tłumaczył śledczym, że kobieta miała myśli samobójcze i chciała, by pomógł jej umrzeć. Prokuratura nie znalazła na to dowodu. Jej zdaniem motywem mogła być zazdrość. Patryk D. został poddany badaniom sądowo-psychiatrycznym. Biegli orzekli, że w chwili popełniania zbrodni był poczytalny.

Śledczy chcieli dożywocia

Prokuratura domagała się dla oskarżonego dożywotniego więzienia. Po wtorkowym wyroku prokurator Agnieszka Nickel-Rogowska powiedziała, że prokuratura poczeka na pisemne uzasadnienie wyroku i wtedy zostanie podjęta decyzja ws. apelacji. – Prokuratura żądała kary dożywotniego pozbawienia wolności kierując się określonymi przesłankami, sąd miał na ten temat inny pogląd i musimy zapoznać się z poglądem sądu. Wykonywanie kary w systemie terapeutycznym oznacza, że kara musi być wykonywana w zakładzie karnym, gdzie możliwe jest stosowanie terapii. Nie mogę przekazać, co mówił oskarżony w trakcie postępowania, bo sprawa miała wyłączoną jawność. Nie będę tego komentować – powiedziała Nickel-Rogowska.

Obrońca Patryka D. Marcin Kminkowski powiedział po wyroku, że złoży wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku, a następnie wspólnie z klientem podejmie decyzję w sprawie apelacji. Nie odpowiadał na pytania dotyczące zachowania oskarżonego z uwagi na tajność procesu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl