Diecezja kaliska odwoła się od wyroku ws. zadośćuczynienia. „Odpowiedzialność ponosi przede wszystkim sprawca”

Diecezja kaliska zdecydowała o złożeniu apelacji do wyroku w sprawie o zadośćuczynienie dla ofiary księdza pedofila. „Złożenie apelacji w żaden sposób nie podważa krzywdy wykorzystania seksualnego […]” – napisał w komunikacie rzecznik kurii ks. Michał Włodarski. Jak dodał, „diecezja stoi na stanowisku, że odpowiedzialność za przestępcze czyny oraz zadośćuczynienie za nie ponosi przede wszystkim sam sprawca”. W maju Sąd Okręgowy w Kaliszu zdecydował, że Bartłomiej Pankowiak, ofiara księdza Arkadiusza H., ma otrzymać 300 tys. zł zadośćuczynienia. W poniedziałek 27 czerwca na stronie diecezji kaliskiej pojawił się komunikat o złożeniu apelacji do wyroku.

„Władze diecezji kaliskiej, po przeanalizowaniu uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Kaliszu z dn. 23 maja br. dotyczącego roszczeń odszkodowawczych, podjęły decyzję o złożeniu apelacji od ww. wyroku do sądu I Instancji” – napisał ks. Michał Włodarski, rzecznik prasowy kaliskiej kurii. Rzecznik podkreśla, że „złożenie apelacji w żaden sposób nie podważa krzywdy wykorzystania seksualnego doświadczonej przez osoby małoletnie ze strony duchownego”. „Krzywda ta została jednoznacznie uznana i potępiona przez decyzję sądu kościelnego skazującego sprawcę na karę wydalenia ze stanu duchownego” – czytamy.

„Diecezja stoi na stanowisku, że odpowiedzialność za przestępcze czyny oraz zadośćuczynienie za nie ponosi przede wszystkim sam sprawca. Równocześnie, korzystając z prawa do apelacji, deklaruje, że będzie respektowała i stosowała ostateczne wyroki niezależnego sądu” – dodaje ksiądz Włodarski.

– Z komunikatu nie wynika, aby kwestionowano wysokość zadośćuczynienia, tylko samą zasadę. Dla mnie to jest komunikat do ofiar: przeczołgamy was do samego końca, tak łatwo wam nie będzie. To jest oczywiście decyzja biskupa, ale ciekawe, czy gdyby zapytał swoich wiernych, co sądzą o dalszym brnięciu w tę sprawę, to dostałby od nich zielone światło – komentuje w Gazeta.pl Artur Nowak, pełnomocnik Bartłomieja Pankowiaka.

13 czerwca kuria kaliska poinformowała o zakończeniu postępowania kościelnego wobec Arkadiusza H. Mężczyzna został wydalony ze stanu duchownego.

H. jest jednym z antybohaterów filmu „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich. Ofiarami księdza H. byli m.in. bracia Jakub i Bartłomiej Pankowiakowie. Po premierze filmu duchowny został zawieszony w pełnieniu posługi kapłańskiej.

W marcu ubiegłego roku ks. Arkadiusz H. został skazany przez Sąd Rejonowy w Pleszewie na trzy lata bezwzględnego więzienia oraz dziesięcioletni zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą. Sąd uznał, że w latach 1998-2000 mężczyzna dopuścił się kilkunastu przestępstw o charakterze seksualnym na nieletnim wówczas Bartłomieju.

Obrona i prokurator złożyli apelację. Sąd Okręgowy w Kaliszu uznał w ubiegłym roku, że sprawa jest przedawniona. Postępowanie zostało umorzone. Sędzia podkreślał wówczas, że ksiądz jest winny przestępstw, a umorzenie nie oznacza uniewinnienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Aleksiej Nawalny przeniesiony w nieznane miejsce

Aleksiej Nawalny został przewieziony z kolonii karnej w obwodzie włodzimierskim do nowego więzienia, którego lokalizacja nie jest znana – poinformował współpracownik opozycjonisty, Leonid Wołkow, w rozmowie z niezależnym rosyjskim portalem Meduza. W maju Aleksiej Nawalny przekazał doniesienia, że może zostać przeniesiony do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, znajdującej się w miejscowości Mieliechowo w obwodzie włodzimierskim. – Osadzeni w tym więzieniu piszą, że jest tam dla mnie szykowane coś w rodzaju „aresztu w areszcie” – poinformował wówczas w mediach społecznościowych.

Czołowy rosyjski opozycjonista, który został skazany za rzekome defraudacje finansowe, odbywał wyrok pozbawienia wolności w kolonii karnej w mieście Pokrow w obwodzie włodzimierskim. Kara została zasądzona w 2014 roku i odwieszona w lutym 2021 roku, gdy Nawalny powrócił z Niemiec, gdzie leczył się po próbie otrucia. Zdaniem opozycjonisty zamach na jego życie został zorganizowany przez rosyjskie służby specjalne. Kreml zaprzecza tym oskarżeniom.

W marcu jeden z największych krytyków rządów Władimira Putina usłyszał kolejny wyrok – dziewięć lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Wydano go na podstawie oskarżeń o defraudację i obrazę sądu. Opozycjonista został zobowiązany także do zapłaty grzywny w wysokości 1,2 mln rubli (ok. 11,5 tys. USD).

31 maja Nawalny został oskarżony w kolejnej sprawie karnej. Dotyczy ona „tworzenia organizacji ekstremistycznej i podżegania do nienawiści wobec władz”. Grozi mu za to do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok ws. brutalnego zabójstwa 16-latki

W Sądzie Okręgowym w Warszawie ogłoszony został wyrok w sprawie zabójstwa 16-letniej Kornelii. Patryk B. oraz Martyna S. zostali skazani na karę po 25 lat pozbawienia wolności. W Sądzie Okręgowym w Warszawie ogłoszony został wyrok w sprawie zabójstwa 16-letniej Kornelii. Dziewczyna została w lutym 2020 roku uduszona w lesie pod Konstancinem, gdzie zwabiła ją para oskarżonych.

Na salę rozpraw doprowadzona została Martyna S. oraz Patryk B. Oboje podczas ogłaszania wyroku mieli kamienne twarze, bez oznak skruchy wsłuchiwali się w sędziego Janusza Zalewskiego. Ojciec zamordowanej Korneli nie potrafił zatrzymać łez. Sąd uznał 28-letniego Patryka B. za winnego zabójstwa 16-latki i wymierzył mu karę 25 lat pozbawienia wolności. Na tę samą karę sąd skazał Martynę S. Jest to najwyższa możliwa kara, z uwagi na to, że S. w czasie popełnienia zbrodni nie ukończyła 18 lat.

Sąd zasądził też od oskarżonych tytułem częściowego zadośćuczynienia za doznaną krzywdę zapłacenie po 50 tysięcy złotych na rzecz matki, ojca i brata zmarłej.

„Nie sprawdzili nawet, czy Kornelia żyje”

Sędzia Janusz Zalewski podczas uzasadnienia wyroku zaznaczył, że Patryk B. i Martyna S. chcieli pozbawić Kornelię życia. Po całym zdarzeniu nie próbowali w żaden sposób zapobiec konsekwencji swojego działania. Nie sprawdzili nawet, czy Kornelia żyje. Nie udzielili jej żadnej pomocy, ani nie wezwali odpowiednich służb – powiedział.

Niewątpliwie działania oskarżonych były drastyczne, brutalne. Działali z premedytacją. Kierowała nimi chęć wyeliminowania wyimaginowanej konkurencji w handlu narkotykami. Także tłumaczenie Patryka, że zrobił to, bo kochał Martynę i obawiał się rozpadu związku, zasługuje na szczególną dezaprobatę. Miłość do drugiej osoby nie może być żadnym usprawiedliwieniem, przestępstwa, a tym bardziej tak okrutniej zbrodni – mówił sędzia.

Zauważył, że ani Martyna, ani Patryk nie mieli „żadnych hamulców”. Upływ czasu nie spowodował u oskarżonych poczucia winy. Żyli, jakby do zbrodni nie doszło, jakby w ogóle nie zabili. W trakcie poszukiwań Kornelii, Martyna perfidnie wprowadzała w błąd zrozpaczonych rodziców. Świadczy to o wysokim poziomie demoralizacji i lekceważeniu porządku prawnego – podkreślił sędzia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Duchowny wykorzystywał seksualnie nieletnią. Zapadł wyrok

Na trzy lata więzienia został skazany były ksiądz Mariusz W. za wykorzystywanie seksualne nieletniej poniżej 15. roku życia. Prawomocny wyrok zapadł we wtorek przed Sądem Okręgowym w Kielcach. Mariusz W. był oskarżony o to, że od wiosny do 14 sierpnia 2008 r. w Kielcach, Sielpi (Świętokrzyskie) i Murzasichlu (pow. tatrzański, woj. małopolskie) działając w krótkich odstępach czasu i w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, kilkunastokrotnie – nie mniej niż 15 razy – doprowadził małoletnią poniżej 15 lat, do poddania się tzw. innym czynnościom seksualnym i do obcowania płciowego. W listopadzie ubiegłego roku Sąd Rejonowy w Kielcach uznał oskarżonego za winnego. Mariusz W. został skazany na trzy lata pozbawienia wolności. Sąd orzekł również środek karny w postaci zakazu wykonywania przez W. zawodu związanego z wychowaniem małoletnich, kształceniem ich i opieką nad nimi na 10 lat. We wtorek rozpatrywana była apelacja od tego wyroku.

W stosunku do wyroku Sądu Rejonowego zmiana polega na tym, że sąd orzekł zakaz kontaktowania się oskarżonego z pokrzywdzoną przez 10 lat. Wyrok jest prawomocny – powiedział we wtorek PAP sędzia Jan Klocek, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.

Zadośćuczynienie

Mariusz W. musi także zapłacić na rzecz pokrzywdzonej 30 tys. zł zadośćuczynienia. Proces toczył się z wyłączoną jawnością z uwagi na charakter sprawy i dobro pokrzywdzonej.

Mariusz W. wydalony ze stanu duchowego

Mariusz W. w 2009 r. decyzją Stolicy Apostolskiej został wydalony ze stanu duchownego. Zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przez niego przestępstwa w maju 2019 r. złożył do prokuratury delegat biskupa kieleckiego ds. ochrony dzieci i młodzieży.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest prawomocny wyrok ws. Amber Gold

Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał prawomocny wyrok ws. Amber Gold. Karę łączną dla Katarzyny P. obniżył o rok, czyli do 11,5 roku więzienia. Kara więzienia orzeczona wobec Marcina P. pozostaje bez zmian – to 15 lat więzienia. Z ustaleń prokuratury wynika, że Amber Gold oszukało ponad 18 tysięcy klientów tej spółki. Stało się to w latach 2009-2012. Klienci kuszeni między innymi wysokim zwrotem z inwestycji w złoto i inne kruszce, wpłacili do Amber Gold ponad 850 mln zł. Latem 2012 spółka zaczęła tracić płynność finansową, a w sierpniu ogłosiła zakończenie działalności, nie wypłacając swoim klientom powierzonych jej pieniędzy ani odsetek od nich.

Jak relacjonuje reporter RMF FM Kuba Kaługa – w uzasadnieniu sędzia Jerzy Sałata mówił, że oskarżeni nie potrafili sensownie wyjaśnić, skąd wzięły się fundusze na rozpoczęcie ich działalności. Podkreślał też, że rola Katarzyny P. nie była marginalna, a oskarżeni ściśle współpracowali ze sobą, choć próbowali to ukryć przed pracownikami. Choć decyzje podejmował Marcin P. to Katarzyna P. wiedziała, na czym polega prowadzony przez nich biznes i że jej mąż – ze względu na wcześniejsze problemy z prawem – nie powinien być prezesem Amber Gold.

Oskarżona zajmowała się działami produktów inwestycyjnych, marketingu, prowadziła nadzór (…). Codziennie otrzymywała raporty, listy wpłat i wypłat. Musiała znać skalę działalności przedsiębiorstwa – podkreślał sędzia Sałata. Dodał, że oskarżona „z funduszu czerpała pełnymi garściami”.

Sąd krytycznie odniósł się do wniosku prokuratury, która chciała dla Marcina P. kary łącznej 25 lat pozbawienia wolności. Jak podkreślał, nie przedstawiono argumentów, które umożliwiałyby wydanie takiego wyroku.

Prokuratura jest zadowolona z dzisiejszego wyroku. Mówimy tutaj o sukcesie nie tylko prokuratury, to jest przede wszystkim sukces polskiego wymiaru sprawiedliwości – stwierdził prokurator Tomasz Janicki z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, który prowadził tę sprawę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dr. Mirosław G. usłyszał ostateczny wyrok

Ostateczny wyrok dla kardiochirurga dr. Mirosława G. za przyjęcie od pacjentów i ich rodzin korzyści finansowych to grzywna i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu. W czwartek Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury w sprawie zarzutów, od których G. uniewinniono. Uzasadniając oddalenie kasacji odnoszącej się do części zarzutów, od których dr G. ostatecznie uniewinniono, SN wskazał, że w zeznaniach świadków były „sprzeczności mające istotne znaczenie”, a więc sąd okręgowy oceniając te zeznania „nie uchybił przepisom prawa procesowego”.

Latem 2020 r. Sąd Okręgowy w Warszawie w procesie apelacyjnym zmienił wyrok pierwszej instancji i złagodził karę wymierzoną w tej sprawie lekarzowi. Sąd odwoławczy uniewinnił bowiem wtedy kardiochirurga od trzech z dziewięciu przypisanych mu zarzutów korupcyjnych.

W odniesieniu do tych trzech zarzuconych czynów SO wskazał m.in., że zeznania świadków były niespójne, a ich stosunek do lekarza negatywny – „a nawet agresywny” – gdyż np. jako bliscy zmarłych pacjentów obwiniali m.in. dr. G. o te zgony. Według sądu w oparciu o te zeznania nie dało się dokonać całkowicie pewnych ustaleń, a wszelkie wątpliwości musiały być oceniane na korzyść oskarżonego.

W czerwcu 2019 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa nieprawomocnie uznał lekarza za winnego przyjęcia w latach 2005-2006 od pacjentów i ich rodzin co najmniej 22 tys. zł korzyści finansowych. Mirosław G. został wówczas nieprawomocnie skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a także na 50 tys. zł grzywny. Apelacje od tamtego wyroku złożyły zarówno obrona lekarza, jak i prokuratura.

W ocenie SO kara wymierzona lekarzowi w pierwszej instancji była określona w sposób prawidłowy i uwzględniający wszystkie okoliczności.

Jednak, w związku z uniewinnieniem lekarza od niektórych zarzutów, SO złagodził w 2020 r. karę do 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 35 tys. zł grzywny, zmniejszył też przepadek korzyści majątkowej osiągniętej przez kardiochirurga z 22 tys. zł do 7,5 tys. zł. SO uzasadnił,
Źródło info i foto: interia.pl

Jest wyrok za brutalne zabójstwo popełnione przez 18-latka

To była wyjątkowo bestialska zbrodnia. Obrażenia matki, ojca i ich 7-letniego syna – ujęte w wyroku – są zbyt drastyczne, by je opisać. Zginęli nocą od ciosów zadanych siekierą. Sprawca został nieprawomocnie skazany na dożywocie i może ubiegać się o wyjście na wolność najwcześniej po 30 latach. – Tam była niechęć i zazdrość o młodszego brata – mówi rzeczniczka sądu. „Raport” Beaty Glinkowskiej.

– To były rany rąbane głównie głowy i klatki piersiowej – bez szczegółów wymienia Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

21-letni Marceli C. starszy syn zabitego małżeństwa, usłyszał wyrok dożywocia.

Wyrok skazujący za trzy zabójstwa

– Zapadł wyrok skazujący, za trzy przestępstwa: zabójstwo matki, ojca oraz brata. Za każdy poszczególny czyn wymierzono karę dożywocia, wtedy kara łączna to jest kara dożywocia. Zastosowano również środek pobawienia praw publicznych na maksymalny okres 10 lat. Sąd orzekł, że skazany będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po 30 latach – mówi Marzena Rusin-Gielniewska, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Proces toczył się przed świdnickim sądem za zamkniętymi drzwiami z wyłączeniem jawności. Między innymi ze względu na najstarszego syna zamordowanej pary, którego w momencie zbrodni nie było w domu, wyjaśnia Marzena Rusin-Gielniewska.

– Chodziło obronę interesów pokrzywdzonego, najstarszego brata oraz – zważywszy na okoliczności tych zbrodni – o ochronę dobrych obyczajów – twierdzi sędzia Rusin-Gielniewska.

– Był on oskarżycielem posiłkowym podczas procesu brata – mówi jego pełnomocnik, adwokat Tomasz Bokszczanin.

– Oczekiwał na ten wyrok, natomiast o odczuciach człowieka, którego dotknęła tak wielka tragedia, nie sposób mówić – mówi adwokat. – Jest to człowiek, który przeżył ogromny dramat – dodaje

– Wyrok w takiej sprawie nikogo satysfakcjonować nie może, ale jest jedynym, jaki mógł zapaść, biorąc pod uwagę szereg okoliczności związanych z tą sprawą, np. opinie sądowe psychologiczne i psychiatryczne, w których badana była osobowość oskarżonego. Ich wyniki są takie, że ten bardzo młody człowiek cały czas może stanowić zagrożenie dla innych ludzi – ocenił prawnik.

Obrońca Marcelego C., zgodnie z wytycznymi klienta, nie zgodził się na rozmowę.

Zbrodnia rozegrała się w środku nocy

Dramat rozegrał się w Ząbkowicach Śląskich, 9 grudnia 2019 roku, około godz. 2 w nocy policjanci zostali wezwani do włamania w domu jednorodzinnym. Zadzwonił – jak okazało się później – sam sprawca.

– Gdy tylko policjanci dojechali na miejsce, zauważyli mężczyznę, który siedział na dachu, i krzyczał, że to on jest autorem zgłoszenia. Mówiąc, że włamywacz może być w środku, pytając, co z jego rodziną – przypomina st. asp. Katarzyna Mazurek z Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich.

 18-latek twierdził, że uciekł na dach przed rzekomym włamywaczem. Policjanci znaleźli w domu zmasakrowane ciała jego bliskich. Na miejscu zaczęły się oględziny. Podawana przez nastolatka wersja – miała coraz więcej nieścisłości – wylicza policjantka:

– On miał przygotowaną legendę, tak jak oszuści. Powiedział, że włamał się do jego domu mężczyzna ubrany na czarno, że miał kominiarkę, że nie widział jego twarzy. Ale jednocześnie powiedział, że ma brodę. Im więcej śladów zabezpieczali kryminalni na miejscu zbrodni, tym bardziej policjanci odnosili się do tych śladów. Na te (szczegółowe) pytania mężczyzna już nie potrafił logicznie odpowiedzieć i przyznał się – mówi st. asp. Mazurek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok ws. śmierci Ewy Tylman. Adam Z. uniewinniony

Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił w poniedziałek Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. To już kolejny wyrok uniewinniający mężczyznę; w 2019 r. Sąd Okręgowy uznał, że Adam Z. nie zabił kobiety, w styczniu 2020 r. sąd apelacyjny uchylił ten wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Wyrok wydany w poniedziałek przez Sąd Okręgowy w Poznaniu nie jest prawomocny.

–  W przedmiotowej sprawie brak jest wystarczających dowodów. Nie ma też dowodów, że oskarżony przyczynił się do tego, że Ewa Tylman znalazła się w rzece – powiedział sędzia Łukasz Kalawski. – Nie można wykluczyć, że Ewa Tylman znalazła się w wodzie bez udziału osób trzecich – dodał.

Na rozprawie nie stawił się oskarżony, ani jego obrońca.

Ewa Tylman zaginęła w listopadzie 2015 r.; po kilku miesiącach z Warty wyłowiono jej ciało. Ze względu na znaczny rozkład zwłok biegli nie byli w stanie jednoznacznie określić przyczyny śmierci. Według prokuratury, 23 listopada 2015 r. Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Zarzucane mu przez prokuraturę zabójstwo z zamiarem ewentualnym jest zagrożone karą do 25 lat więzienia lub dożywociem.

Proces Adama Z. toczył się przed poznańskim sądem okręgowym od stycznia 2017 r. W kwietniu 2019 r. Sąd Okręgowy uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. W styczniu 2020 r. Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok sądu pierwszej instancji i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Ponowny proces Adama Z. ruszył w marcu 2021 roku. Prokuratura w mowie końcowej wnosiła o uznanie Adama Z. winnym zarzucanego mu czynu i wymierzenie mu kary 15 lat pozbawienia wolności, a także m.in. zapłaty nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Obrona z kolei wniosła o uniewinnienie oskarżonego.

Ojciec Ewy Tylman: nadal nie znamy prawdy

Oskarżyciel posiłkowy, ojciec Ewy Tylman, Andrzej, mówił w tracie swojej mowy końcowej, że po ponad 6 latach od tego tragicznego zdarzenia nadal nie wie, co się dokładnie stało z jego córką tamtej nocy. – Jako ojciec przede wszystkim przyjeżdżałem tutaj nie wysłuchiwać zeznań świadków, chociaż byłem świadkiem tej całej rozprawy, ale chciałem się dowiedzieć prawdy. I po 6 latach niestety moja rodzina się tej prawdy nie dowiedziała – powiedział Andrzej Tylman.

Pełnomocnicy oskarżyciela posiłkowego wnosili do sądu o uznanie winy oskarżonego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były dowódca GROM-u żądał milionowych łapówek. Jest wyrok

Wyrok trzech lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat i 60 tys. zł grzywny usłyszał w czwartek były dowódca jednostki GROM Dariusz Z. Sąd uznał go winnym m.in. żądania milionowych łapówek w sprawie korupcyjnej związanej ze Sławomirem Nowakiem. Wyrok jest nieprawomocny. Jest to pierwsze orzeczenie wydane w związku z działalnością grupy przestępczej, którą – według śledczych – kierował były minister transportu Sławomir Nowak. Wyrok skazujący Dariusza Z. zapadł bez przeprowadzania rozpraw. Mężczyzna przyznał się do winy i wyraził zgodę na dobrowolne poddanie się karze zaproponowanej przez prokuraturę. Żołnierz był nieobecny podczas ogłaszania orzeczenia.

W konsekwencji w czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie uznał go winnym udziału w grupie przestępczej, która miała popełnić szereg przestępstw korupcyjnych. Sąd stwierdził, że Dariusz Z., wspólnie z innymi członkami grupy, żądał 4,6 mln zł w sprawie świadczenia fikcyjnych usług doradczych z cypryjską spółką, którą miał założyć na polecenie Nowaka. Mężczyzna został też uznany winnym oferowania wsparcia polskiej spółce w przetargu drogowym na Ukrainie w zamian za 1,6 mln euro.

W związku z tym sąd skazał go na karę trzech lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat oraz 60 tys. zł grzywny, o którą śledczy wnieśli w akcie oskarżenia. Wyrok ten jest nieprawomocny, przysługuje od niego odwołanie.

Podczas śledztwa Dariusz Z. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Mężczyzna złożył przy tym obszerne wyjaśnienia, które były zbieżne z dowodami zgromadzonymi przez prokuratorów. Nie wypowiadał się szerzej przed sądem. Wyraził jedynie zgodę na dobrowolne poddanie się karze zaproponowanej przez prokuraturę.

Proces w głównej sprawie, dotyczącej tzw. grupy Nowaka, jeszcze się nie rozpoczął. Sprawa ta czeka na wyznaczenie przez sąd terminu pierwszej rozprawy. W akcie oskarżenia, który trafił do sądu w grudniu ub.r. prokuratura oskarżyła byłego ministra o popełnienie 17 przestępstw o charakterze kryminalnym, w tym założenie oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze międzynarodowym, zajmującą się popełnianiem przestępstw korupcyjnych i płatną protekcją.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sąd ponownie zajmie się sprawą tragedii w Suszku

Sąd Okręgowy w Łodzi uwzględnił apelację prokuratury i uchylił wyrok sądu I instancji, który w ub. r. uniewinnił organizatorów obozu w Suszku w pow. chojnickim (woj. pomorskie), gdzie latem 2017 roku podczas burzy zginęły dwie harcerki a ponad 30 uczestników zostało rannych. Sprawą ponownie zajmie się sąd rejonowy.

Chodzi o wydarzenia z nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r., gdy nad Pomorzem przeszły gwałtowne burze z silnymi porywami wiatru. Zniszczony został wówczas zorganizowany w Suszku k. Chojnic obóz harcerski. Zginęły dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat. 38 kolejnych uczestników obozu trafiło z różnymi obrażeniami do szpitali. Większość z nich pochodziła z Łodzi.

W czerwcu ub. r. Sąd Rejonowy w Łodzi uniewinnił dwóch organizatorów obozu: 28-letniego Mateusza I., który pełnił funkcję komendanta oraz jego zastępcy 51-letniego Włodzimierza D. Z tym wyrokiem nie zgodziła się prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Słupsku, która wniosła do Sądu Okręgowego w Łodzi apelację. Wskazała w nim m.in. na fakt, że sąd I instancji pomimo wniosku prokuratora zaniechał bezpośredniego przesłuchania na rozprawie blisko 250 świadków.

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Łodzi uchylił wyrok uniewinniający organizatorów obozu oraz przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Sąd podzielił zarzuty, jakie w środkach odwoławczych wskazali oskarżyciel publiczny i oskarżyciele posiłkowi, a mianowicie błędy w zakresie przeprowadzonej przez sąd I instancji oceny zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego – zaznaczyła sędzia Małgorzata Pąśko.

Dodała, że dotyczy to zarówno dowodów, które zostały przeprowadzone bezpośrednio na rozprawie oraz tych, wobec których sąd zaniechał wezwania świadków i zaliczył ich zeznania z postępowania przygotowawczego. Chodzi m.in. o zawarte w akcie oskarżenia kwestie braku zastosowania środków prewencyjnych w postaci nieprzeprowadzenia próbnych alarmów, niewyznaczenia bezpiecznego miejsca zbiórki podczas ewakuacji oraz niezarządzenia ewakuacji uczestników obozu.

Sąd Okręgowy utrzymał natomiast w mocy wyrok dla Andrzeja N. urzędnika starostwa, który – według śledczych – nie dopełnił obowiązków służbowych i miał nie przekazać alertu pogodowego o nadchodzącej nawałnicy. Został on skazany, ale sąd warunkowo umorzył postępowanie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl