Amerykański wywiad o sytuacji w Kabulu. Miasto może zostać odcięte w ciągu 72 godzin

Talibowie przejęli już niemal wszystkie najważniejsze miasta w Afganistanie i wkrótce spodziewana jest ofensywa na Kabul – stolicę kraju, gdzie mieści się wiele placówek dyplomatycznych. Pierwsza grupa amerykańskich żołnierzy dotarła już prawdopodobnie na miejsce, by pomóc w ewakuacji obywateli i dyplomatów USA z Afganistanu. Tymczasem amerykański wywiad ocenia, że Kabul może zostać odcięty przez Talibów w ciągu 72 godzin.

Do niedzieli w Kabulu ma wylądować w sumie około 3 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Mają oni ewakuować niemal 4 tysiące pracowników amerykańskiej ambasady, amerykańskich obywateli, ale także afgańskich tłumaczy, którzy pracowali z wojskami USA, a którym teraz grozi śmierć ze strony talibów.

Masowe egzekucje afgańskich żołnierzy

W Kabulu są teraz tysiące uciekinierów z innych części kraju. ONZ alarmuje, że sytuacja humanitarna w Afganistanie jest katastrofalna. Na podbitych terenach talibowie mieli nakazać kobietom zakrywanie się od stóp do głów. Pojawiają się też doniesienia o masowych egzekucjach afgańskich żołnierzy.

Talibowie w ostatnich dniach zajęli już drugie i trzecie co do wielkości miasto Afganistanu wobec załamania się oporu sił rządowych. CNN powołując się na źródła w amerykańskim wywiadzie podaje, że szacunki mówią o odcięciu Kabulu przez talibów w ciągu 72 godzin. Jeśli stolica upadnie, będzie oznaczało to przejęcie przez bojowników władzy w całym kraju.

Ewakuacja dyplomatów i obywateli z Kabulu

Ewakuację obywateli oraz afgańskich tłumaczy rozpoczęła właśnie Wielka Brytania, a planują to także Hiszpania i Kanada. Kilka innych krajów, w tym Szwecja, chce do minimum zmniejszyć obsadę swoich placówek dyplomatycznych. Szef ONZ Antonio Guterres w specjalnym oświadczeniu zaapelował do talibów o wstrzymanie ofensywy, a szef NATO Jens Stoltenberg oświadczył, że Sojusz wspiera zarówno afgańskie władze jak i armię, choć nie wiadomo, co miałoby to oznaczać w sytuacji, kiedy większość wojsk NATO z Afganistanu już się wycofała.

Prawdopodobny powrót talibów do władzy zbiega się z 20. rocznicą zamachów na World Trade Center. To właśnie w ich następstwie USA wkroczyły do Afganistanu i odsunęły talibów od władzy.
Źródło info i foto: TVP.info

ABW zatrzymało Janusza N. Miał szpiegować dla Rosji

Janusz N. zatrzymany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz rosyjskiego wywiadu. Sąd na wniosek prokuratury zdecydował o trzymiesięcznym areszcie wobec zatrzymanego – dowiedziała się w czwartek PAP.

Janusz N. zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn i dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował PAP, że N. zatrzymali 31 maja funkcjonariusze prowadzącego śledztwo w tej sprawie olsztyńskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Białymstoku.

Zarzut szpiegostwa na rzecz służb specjalnych Federacji Rosyjskiej przeciwko interesom Rzeczypospolitej Polskiej przedstawił mu prokurator z nadzorującego śledztwo ABW warszawskiego mazowieckiego wydziału zamiejscowego departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej.

Żaryn powiedział w czwartek PAP, że zatrzymany przez ABW nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale 2 czerwca Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy zdecydował o aresztowaniu N. Za udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej grozi kara więzienia od roku do 10 lat.

ABW w trakcie czynności przeszukała miejsca zamieszkania Janusza N. oraz siedziby związanych z nim podmiotów. „W toku działań zabezpieczono pieniądze o równowartości ponad 300 tys. zł oraz dużą liczbę nośników danych” – podała PAP prokuratura. Żaryn zaznaczył, że część środków finansowych odnalezionych podczas przeszukań była w euro.

Śledczy ustalili, że N. prowadził aktywność na rzecz Federacji Rosyjskiej, którą nasilił po tym, jak wcześniej pod zarzutem szpiegostwa zatrzymano jego współpracownika.

„Janusz N. na zlecenie osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu próbował nawiązać kontakt z polskimi oraz zagranicznymi politykami, w tym z pracującymi w Parlamencie Europejskim” – podał dział prasowy PK. Miał prowadzić swoją działalność na terenie Polski, Unii Europejskiej i innych krajów – ustalili śledczy.

„Jego działalność wpisywała się w rosyjskie przedsięwzięcia propagandowo-dezinformacyjne podejmowane w celu osłabienia pozycji Polski w UE i na arenie międzynarodowej” – ocenili.

Żaryn podał w rozmowie z PAP, że N. pracował na zlecenie ustalonych osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Raman Pratasiewicz udzielił wywiadu białoruskiej telewizji. Krytykuje Polskę

Aresztowany w Mińsku opozycyjny dziennikarz Raman Pratasiewicz udzielił wywiadu białoruskiej telewizji państwowej. Skrytykował białoruską opozycję oraz krytyczny wobec Mińska kanał NEXTA. Ujawnił kilka informacji o środowisku opozycyjnym. oskarżał działaczy i media. Polsce i Litwie, które wspierają opozycję, zarzucił, że robią to dla własnych korzyści politycznych.

Pratasiewicz, który został zatrzymany 23 maja po przymusowym lądowaniu w Mińsku samolotu linii Ryanair i od tamtej pory przebywa w areszcie, w wyemitowanym w czwartek wywiadzie dla stacji ONT ze łzami w oczach wyraził skruchę i zapewnił, że współpracuje ze śledztwem, udzielając wszelkich możliwych informacji. Białoruskie media niezależne odniosły się do tej rozmowy z dużą rezerwą.

Powiedział również, że anonimowo uczestniczył w konferencjach na platformie Zoom osób spiskujących przeciwko władzy i dążacych do siłowego przewrotu oraz – jak przekonują władze – „fizycznej eliminacji” Alaksandra Łukaszenki. Jak przekonywał, robił to, ponieważ wyznaczono mu rolę łącznika pomiędzy „spiskowcami” a sztabem liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Część uczestników tego domniemanego spisku przebywa już w areszcie z zarzutami karnymi.

Pratasiewicz prosił, by Łukaszenka „znalazł w sobie dość woli i zdecydowania”, by nie wydać go tzw. Ługańskiej Republice Ludowej, proklamowanej przez wspieranych przez Rosję separatystów na wschodzie Ukrainy, która poszukuje go za rzekomą walkę (Pratasiewicz zaprzeczył tym informacjom) w ukraińskim batalionie Azow w Donbasie.

Krytycznie o Polsce i białoruskiej opozycji

W ponad półtoragodzinnym wywiadzie dla telewizji ONT Pratasiewicz przedstawił działalność opozycji oraz opozycyjnych kanałów na komunikatorze Telegram jako projekt sponsorowany przez zagraniczne służby, by osłabić Białoruś. Wymienił również nazwiska osób, które, jak przekonywał, były zaangażowane w „organizację i koordynowanie protestów” poprzez czat internetowy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

ABW aresztowała Marcina K. Miał szpiegować na rzecz obcego wywiadu

Służby aresztowały Marcina K., podejrzanego o szpiegostwo na rzecz obcego wywiadu. Mężczyzna zbierał informacje o obronności i wojskowości, które przekazywał Rosjanom. Nie był powiązany z żadnymi instytucjami państwowymi – ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada. Marcin K. usłyszał już zarzuty.

Na polecenie prokuratora funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) zatrzymali Marcina K. Informację przekazał rano Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Mężczyzna usłyszał zarzut działania na rzecz obcego wywiadu przeciwko Polsce. Dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada ustalił, że Marcin K. miał szpiegować dla Rosji. Zbierał informacje obronności i wojskowości, które później przekazywał Rosjanom.

Nasz reporter dowiedział się także, że zatrzymany nie był powiązany z żadnymi instytucjami państwowymi. Służby nie ujawniają więcej szczegółów na ten temat. Wiadomo jednak, że Marcin K. przyznał się do stawianych mu zarzutów.

„Z uwagi na konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, obawę matactwa podejrzanego jak również grożącą mu wysoką karę prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania” – przekazał Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Sąd podzielił argumentację prokuratora i tymczasowo aresztował Marcina K. na 3 miesiące.

Za postawione mu zarzuty, grozi nawet 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były szef CIA o zamachu na Johna F. Kennedy’ego

Zabójca prezydenta Johna F. Kennedy’ego był współpracownikiem KGB, a zamach został zlecony osobiście przez Nikitę Chruszczowa – takie ustalenia znalazły się w najnowszej książce napisanej przez byłego szefa CIA i rumuńskiego oficera wywiadu. Choć ostatecznie zlecenie miało zostać odwołane, Oswald zdecydował się je wykonać.

Autorami książki „Operacja Smok: Wewnątrz tajnej wojny Kremla wobec Ameryki” są R. James Woolsey Jr. (szef CIA w latach 1993-1995) i rumuński oficer wywiadu Ion Pacepa (zmarł na kilka dni przed wydaniem publikacji). Książka miała swoją premierę we wtorek, o szczegółach dotyczących treści pisze „New York Post”.

Jak wynika z ustaleń Woolseya i Pacepy, Lee Harvey Oswald, zabójca amerykańskiego prezydenta Johna F. Kennedy’ego, był tak naprawdę współpracownikiem sowieckiego KGB.

Polecenie zamordowania przywódcy Stanów Zjednoczonych miał wydać Oswaldowi I sekretarz KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i premier ZSRR Nikita Chruszczow. Według autorów książki Sowieci ostatecznie zmienili jednak zdanie i Oswald miał zrezygnować z misji. Ten jednak miał odmówić i 22 listopada 1963 r. w Dallas dokonał zamachu.

Zabójstwo Johna Kennedy’ego

Według Woolseya i Pacepy Sowieci mieli zwerbować Oswalda już w 1957 r. Przez kilka lat miał wykonywać dla nich zadania (w latach 1959-1962 mieszkał na terenie ZSRR), by później rozpocząć przygotowania do zabicia prezydenta. Jak napisano w książce, Oswald wiedział o tym, że „Chruszczow był przekonany, iż może wykonać to zdanie”. Jednak w okresie od czerwca 1962 r. do kwietnia 1963 r. miało dojść do zmiany decyzji. KGB i sowieccy przywódcy mieli dojść do wniosku, że „kolejny fałszywy krok narwanego Chruszczowa grozi wojną nuklearną”.

„Ostatecznie nie ma wątpliwości, że Lee Harvey Oswald został przeszkolony przez KGB do popełnienia zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Nawet po tym, jak KGB nakazało Oswaldowi ustąpić, Oswald uparcie kontynuował to, co uważał za osobistą misję, którą powierzył mu jego bohater, Chruszczow” – czytamy.

Lee Harvey Oswald został zastrzelony 24 listopada 1963 r. przez gangstera Jacka Ruby’ego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wiedeń: Siły specjalne ścigają terrorystów

Oddział do zadań specjalnych „Kobra” liczący 150 ludzi i 100 osobowy oddział szybkiego reagowania „Wega” biorą udział w poszukiwaniu terrorystów, którzy brali udział w strzelaninie w centrum Wiednia – poinformował we wtorek (3 listopada) generalny dyrektor policji Franz Ruf. Współpracują z nimi funkcjonariusze po cywilnemu. Śledztwem w sprawie napadu w centrum miasta zajmują się policja kryminalna i wywiad. Centrum miasta jest opanowane przez siły specjalne. Służby dysponują portretem pamięciowym jednego z terrorystów.

Kilka domów przeszukano i dokonano zatrzymań – poinformowało we wtorek austriackie ministerstwo spraw wewnętrznych, cytowane przez agencję APA.

Cztery ofiary zamachu

Zmarła kolejna ofiara poniedziałkowych ataków w Wiedniu – poinformował we wtorek szef MSW Austrii Karl Nehammer, cytowany przez agencję APA. W sumie śmierć w tych zamachach poniosło więc czworo cywilów i jeden napastnik, który został zastrzelony przez policję. Jak podał Nehammer, w szpitalu zmarła kobieta w wieku 40-50 lat. Tymczasem rzecznik MSW Harald Soeroes przekazał APA, że obecnie władze zakładają, że sprawców było maksymalnie czterech.

Kanclerz Austrii Sebastian Kurz oświadczył, że był to „ohydny zamach terrorystyczny”.

Pierwsze strzały padły około godziny 20. na ulicy Seitenstettengasse. Jak oświadczyła rzeczniczka policji, na razie nie udowodniono, że miało to związek ze zlokalizowaną tam synagogą. Nie potwierdziły się też pogłoski o wzięciu zakładników.

Ogień z broni palnej wznawiano potem jeszcze w pięciu innych miejscach, co wskazuje, że napastników było co najmniej kilku. Przy zabitym znaleziono broń długą, a pościg za jego wspólnikami jeszcze się nie zakończył. Do szpitali przewieziono łącznie 15 rannych, sześć z nich było w stanie ciężkim.

Szef MSW: Ataku dokonał zwolennik IS

Szef MSW Austrii Karl Nehammer obwinił za atak w Wiedniu zwolennika dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS), nazywając sprawcę zamachu „islamskim terrorystą”. To jedyny znany na razie napastnik. Został on zastrzelony przez policję.

W związku z utrzymującym się zagrożeniem centrum Wiednia jest całkowicie zablokowane przez policję, a mieszkańców miasta wezwano, by nie opuszczali swych domów lub miejsc gdzie się aktualnie znajdują. Władze zaapelowały do rodziców, by we wtorek zostali z dziećmi w domach.
Źródło info i foto: interia.pl

Stany Zjednoczone oskarżają hakerów rosyjskiego wojska

Ma to być dobitny sygnał dla całego świata, że Rosjanie nie mają najmniejszego zamiaru grać czysto w cyberprzestrzeni. Amerykanie oskarżyli sześciu oficerów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którym zarzucają liczne ataki hakerskie. – Nikt inny nie prowadzi działań w cyberprzestrzeni tak zjadliwie i nieodpowiedzialnie jak Rosja – stwierdził John Demers, zastępca prokuratora generalnego USA.

Amerykanie w swoim akcie oskarżenia opublikowali zdjęcia oraz imiona i nazwiska rosyjskich wojskowych. Wszyscy mają służyć w jednostce wojskowej 74455, wchodzącej w skład GRU. W świecie wirtualnym mają być bardziej znani jako Sandworm Team, Telebots, Voodoo Bear czy Iron Viking. Zostali oskarżeni o szereg cyberprzestępstw, które miały miejsce od 2015, do 2019 roku.

– Ich ataki były połączeniem dojrzałości emocjonalnej rozhisteryzowanego dziecka i możliwości mocarstwa – stwierdził Demers. Według niego, Rosjanie jak nikt inny, podczas swoich ataków nie mają problemu z powodowaniem rozległych dodatkowych szkód, jeśli ma im to przynieść choćby drobną korzyść, albo robią to wręcz na złość.

Rozległy front działań

Oskarżeni to Jurij Andrienko (32 lata), Sergiej Detistow (35 lat), Pawel Frolow (28 lat), Anatolij Kowalew (29 lat), Artem Ocziczenko (27 lat) i Petr Pliskin (32 lata). Wszystkim przedstawiono po siedem tych samych zarzutów. Zgodnie z amerykańskim prawem grozi im wieloletnie więzienie. Oczywiście jest mało prawdopodobne, aby faktycznie zostali osądzeni i skazani. Amerykanie, organizując tego rodzaju publiczne stawianie zarzutów, mają na celu jak najskuteczniej przekazywać światowej opinii publicznej informacje o tym, co według nich Rosjanie robią w sieci.

Sześciu oskarżonych Rosjan ma odpowiadać między innymi za stworzenie szeregu wirusów, używanych do rozlicznych ataków. Między innymi na ukraińską infrastrukturę krytyczną w 2015 roku, przy pomocy wirusów o takich wdzięcznych nazwach jak BlackEnergy, Industroyer i KillDisk. Ich użycie doprowadziło do przerw w dostawach prądu na dużych obszarach i zniszczeniu danych na komputerach ministerstwa finansów oraz służby skarbowej.

Podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2017 roku, mieli prowadzić i koordynować akcję kradzieży danych z komputerów kampanii wyborczej Emmanuela Macrona. Część z nich została następnie ujawniona, z intencją wsparcia jego rywalki, przedstawicielki prawicy, Marine LePen.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Odzyskano ponad 100 tajnych dokumentów SB

Prokuratorzy IPN odzyskali ponad 100 tajnych dokumentów SB z lat 1970-90, które były nielegalnie przetrzymywane przez byłego funkcjonariusza wywiadu PRL. Wśród materiałów – odzyskanych we wspólnej akcji z ABW – są dokumenty dotyczące agentury PRL poza granicami Polski i działań SB podczas stanu wojennego.

O sprawie poinformowała Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Były funkcjonariusz wywiadu PRL (czyli Departamentu I MSW), któremu grozi teraz do 8 lat więzienia, po 1990 r. zajął wysokie stanowisko służbowe w Urzędzie Ochrony Państwa.

„Ta sprawa potwierdza, że na przełomie lat 80. i 90., gdy upadał system komunistyczny w Polsce, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa wynosili dokumenty z dawnych struktur MSW i do dzisiaj bezprawnie je posiadają. Można się oczywiście domyślać, że funkcjonariusze SB zabierali dokumenty dotyczące głównie tych osób, o których sądzili, że w przyszłości, w wolnej Polsce, mogą zrobić karierę. I choć dzisiaj te dokumenty widnieją w naszej ewidencji jako ‚wybrakowane’, to tak naprawdę znajdują się w prywatnych rękach” – powiedział prok. Andrzej Pozorski, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i zastępca prokuratora generalnego.

„Trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości”
Do odzyskania ponad 100 dokumentów, wytworzonych w latach 1970-90 przez jednostki organizacyjne Służby Bezpieczeństwa, doszło 22 września 2020 r. dzięki wspólnym działaniom prokuratorów IPN i funkcjonariuszy ABW z Katowic. Dokumentację odkryto nie tylko w mieszkaniu podejrzanego, ale również w pomieszczeniach bliskich mu osób.

„To były przeprowadzone na szeroką skalę działania nie w jednym, a w kilku miejscach, gdzie odzyskaliśmy dokumenty Służby Bezpieczeństwa z nadanymi im klauzulami utajnienia. Z samej istoty tych klauzul, które przecież nadawały służby specjalne PRL, wynika, że mogą być one nie tylko istotne w prowadzonych przez prokuratorów IPN postępowaniach, ale także bardzo cenne dla historyków” – podkreślił prok. Pozorski. Dodał też, że trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości.

„Tajne”, „ściśle tajne”

Wśród zabezpieczonych materiałów archiwalnych znajdują się m.in. dokumenty oznaczone klauzulami „tajne”, „ściśle tajne” i „tajne specjalnego znaczenia”, które zostały wytworzone – jak podali prokuratorzy IPN – w związku z prowadzoną przez Departament I MSW działalnością agenturalną poza granicami Polski, a także z działaniami SB podejmowanymi w okresie obowiązywania w Polsce stanu wojennego. Ponadto zabezpieczono 15 nośników elektronicznych, z których sporządzono kopie binarne, które teraz trafią do badań biegłego specjalisty z zakresu techniki komputerowej i informatyki; sprawdzi on, czy nośniki te nie zawierają kopii dokumentów podlegających przekazaniu do zasobu archiwalnego IPN.

Działania zmierzające do ustalenia miejsc ukrycia owych dokumentów i ich odzyskania podjęto w śledztwie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, którego pracami kieruje prok. Michał Skwara. Postępowanie to prowadzono w sprawie uchylania się od przekazania do Archiwum IPN posiadanych bez tytułu prawnego dokumentów archiwalnych organów bezpieczeństwa PRL. Zgodnie z art. 54 ustawy o IPN, każdy, kto będąc w posiadaniu dokumentów podlegających przekazaniu do IPN, uchyla się od ich przekazania, utrudnia je lub udaremnia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

„Szafa Kiszczaka”

W Polsce na przełomie lat 80. i 90. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa masowo niszczyli dokumenty, między innymi te, które mogłyby być dowodami zbrodni popełnionych przez organy bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Z kolei materiały, które mogłyby obciążać np. ludzi opozycji „prywatyzowali”, by ewentualnie móc ich szantażować w przyszłości. Przykładem takiej sprawy są dokumenty zabezpieczone przez IPN w lutym 2016 r. w domu gen. Czesława Kiszczaka – szefa MSW w latach 80. Wówczas odnaleziono również, co stało się głośną sprawą w Polsce, materiały, z których wynika, że w latach 1970-76 późniejszy przywódca Solidarności i prezydent Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.

Inną kategorią dokumentów, które – zgodnie z ustawą o IPN – powinny zostać przekazane do zasobów archiwalnych Instytutu są materiały z lat II wojny światowej. W ostatnim czasie prokuratorzy IPN wspólnie z policją zabezpieczyli np. prawie 300 dokumentów z lat 1939-44, wytworzonych przez niemieckie władze okupacyjne w Łodzi. Cenne dla historyków materiały próbowano sprzedać na jednym z portali internetowych za 59 tys. zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Schwytano przywódcę Państwa Islamskiego. Był typowany na następcę al-Baghdadiego

Władze Iraku ogłosiły schwytanie jednego z przywódców ISIS. Iracki wywiad uważa, że Abdulnasser al-Qirdash był następcą zabitego w październiku Abu Bakr al-Baghdadiego. W nalotach irackich służb na kryjówki ISIS miało zginąć „wielu” innych terrorystów.

Przywódca ISIS aresztowany w Iraku. Iracki wywiad triumfalnie ogłosił schwytanie jednej z najważniejszych postaci w Daesz po śmierci lidera organizacji, Abu Bakr al-Baghdadiego. W irackich nalotach na kryjówki ISIS zginęło ponoć „wielu” innych członków ISIS.

Dziś terrorysta o imieniu Abdulnasser al-Qirdash, kandydat na następcę przestępcy al-Baghdadiego, został aresztowany. Zatrzymanie nastąpiło po dokładnym wywiadzie – napisano w komunikacie Irackiej Narodowej Służby Wywiadowczej.

Irakijczycy nie podają szczegółów akcji. Nie wiadomo, gdzie ukrywał się Abdulnasser al-Qirdash, ani w jaki sposób irackie służby wpadły na jego trop. Do komunikatu wywiadu dołączono zdjęcia przedstawiające ponurego al-Qirdasha w kraciastej koszuli, a potem pokazano go w stroju więziennym.

Według arabskich mediów Al-Qirdash był szefem „komitetu negocjacyjnego” ISIS. Był ważną postacią w Al-Kaidzie jeszcze przed powstaniem tzw. Państwa Islamskiego. Dowodził islamistami w bitwie o Al-Baghuz Faukani w Syrii – ostatnią enklawę ISIS – w lutym 2019 roku.
Źródło info i foto: o2.pl

Rosyjskie specsłużby odpowiedzialne za serię fałszywych alarmów bombowych w czasie zeszłorocznych matur

Za serią fałszywych alarmów bombowych podczas zeszłorocznych egzaminów maturalnych stoją rosyjskie specsłużby – informuje w poniedziałek portal RMF24.pl.

Jak pisze portal, pierwszoplanowe ustalenia polskich śledczych wskazują, że za serią fałszywych alarmów bombowych podczas zeszłorocznych egzaminów maturalnych stoją rosyjskie specsłużby. „Śledczy wskazują na Rosjan na podstawie szczegółowych analizy połączeń internetowych. Dokładnie badanie treści e-maili z fałszywymi informacjami naprowadziło naszych ekspertów na serwery usytuowane w Sankt Petersburgu” – czytamy w artykule.

„Ustalono, że były już w przeszłości wykorzystywane do rozsyłania różnych treści, które miały wywołać zamieszanie w różnych częściach świata. Udało się też ustalić autorów całej akcji – to osoby zalogowane na kontach wykorzystywanych przez GRU – rosyjski wywiad wojskowy” – pisze RMF24.pl.

Portal wskazuje, że na rosyjskich kontach, które miały być wykorzystane przez specsłużby, pojawiły się komunikaty z fałszywymi alarmami. „Moderator namawiał internautów do rozsyłania ich do poszczególnych szkół, w których miały się odbyć matury. Resztę wykonali już nieświadomi, że działają dla Rosjan internauci, którzy zainspirowani rozsyłali fałszywe informacje. Część alarmów wysyłanych było też z automatycznych kont” – podaje.

W rozmowie z portalem były szef Agencji Wywiadu Grzegorz Małecki ocenił, że cyberatak na zeszłoroczne matury, „wygląda na element działań hybrydowych Rosji przeciwko Polsce”. „Te działania możemy określić jako poligon doświadczalny pod kątem operacji militarnych, ale pamiętajmy też, że to, co nazywamy wojną hybrydową, czy działaniami hybrydowymi, to mieszanka wykorzystania różnego rodzaju instrumentów państwa. Mieszanka działań militarnych ze strukturami wywiadowczymi, politycznymi, czy też informacyjnymi” – stwierdził były szef AW.

„Ich istotą jest to, że one są realizowane poniżej progu wojny, progu konfliktu zbrojnego, w związku z tym nie możemy tego traktować w kategoriach agresji na państwo” – powiedział Małecki.
Źródło info i foto: forsal.pl