Puck: Mężczyzna próbował zwabić 8-latki słodyczami i zabawkami

Starszy mężczyzna oferował 8-latkom słodycze i zabawki i prosił, żeby poszły z nim. Gdy odmówiły, doszło do rękoczynów. Mimo że Policja z Pucka namierzyła sprawcę po rysopisie, to mężczyznę został wypuszczony. Zmartwieni rodzice boją się o swoje dzieci.

Był wczesny piątkowy wieczór 13 sierpnia, gdy grupa dzieci bawiła się w podchody w okolicach ul. Majkowskiego w Pucku. W pewnym momencie do dwóch dziewczynek podszedł wysoki, szczupły, opalony, siwowłosy mężczyzna i zaoferował im słodycze. Aby dostać łakocie, dzieci miały się z nim oddalić w nieznanym kierunku.

Jak donosi Dziennik Bałtycki, mężczyzna ubrany był w czarny podkoszulek, spodnie jeansowe podwinięte do kolan, białe skarpety i białe buty sportowe. Na plecach miał mały czerwony plecak, a na obu przedramionach opatrunki przypominające pobieranie krwi.

Dziewczynki odmówiły, ale mężczyzna się nie poddawał i próbował skusić zabawkami. 8-latki powiedziały stanowczo „nie” i wtedy nieznajomy złapał jedną z nich za rękę. Szczęśliwie dziewczynka wyrwała się i razem z koleżanką odbiegła w stronę innych dzieci.

Grupa stanęła, jak umiała, w obronie dziewczynki. Spłoszony nagabywacz poszedł do pobliskiego sklepu, pod pozorem uzyskania od ekspedientki numeru telefonu na taksówkę. Wystraszone i zapłakane dziewczynki pobiegły do domów, gdzie opowiedziały rodzicom o niebezpiecznym zajściu.

– Jesteśmy w ciężkim szoku, że taka sytuacja miała miejsce, i to tutaj, w Pucku. Naprawdę trzeba być czujnym i uświadamiać dzieci, bo kto wie, co by się stało, gdyby dziewczynki poszły za tym mężczyzną — powiedziała portalowi jedna z mieszkanek osiedla przy ul. Majkowskiego.

Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Pucku zgłoszenie o podejrzanym zachowaniu mężczyzny na jednej z ulic w Pucku otrzymał w sobotę i natychmiast na miejsce skierował policjantów.

– Mundurowi ustalili rysopis mężczyzny. Przeszukując ulice miasta, funkcjonariusze odnaleźli mężczyznę odpowiadającego podanemu rysopisowi — mówi sierż. Monika Mularska, oficer prasowy KPP w Pucku.

59-latek został zabrany do puckiej komendy, gdzie go wylegitymowano i przepuszczono jego dane przez systemy policyjne. Sprawdzono, czy posiada przy sobie niebezpieczne przedmioty lub rzeczy pochodzące z przestępstwa. Mimo że sprawa mężczyzny zaczepiającego 8-latki jest bulwersująca, nikt nie złożył puckiej policji zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Po zakończonych czynnościach mężczyzna został zwolniony.

59-latek został zabrany do puckiej komendy, gdzie go wylegitymowano i przepuszczono jego dane przez systemy policyjne. Sprawdzono, czy posiada przy sobie niebezpieczne przedmioty lub rzeczy pochodzące z przestępstwa. Mimo że sprawa mężczyzny zaczepiającego 8-latki jest bulwersująca, nikt nie złożył puckiej policji zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Po zakończonych czynnościach mężczyzna został zwolniony.
Źródło info i foto: wp.pl

Legnica: Zabezpieczono ponad 1300 sztuk podrabianych zabawek i sprzętu AGD

Policjanci z Legnicy ustalili, że w jednym ze sklepów na terenie miasta są oferowane do sprzedaży towary, których zła jakość i niskie ceny mogą wskazywać na to, że naniesione na nie znaki towarowe znanych światowych producentów nie są autentyczne. W wyniku realizacji sprawy operacyjnej funkcjonariusze zabezpieczyli towar o wartości ponad 250 tys. złotych, wśród których były m.in. zabawki, zegarki, sprzęt elektroniczny i AGD. W sprawie zatrzymano dwóch mężczyzn. Za wprowadzanie do obrotu artykułów z podrobionymi znakami towarowymi znacznej wartości grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności oraz przepadek towaru.

Funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Legnicy uzyskali informację, że na obrzeżach miasta są oferowane do sprzedaży artykuły z podrobionymi znakami towarowymi znanych światowych producentów. Ponadto jak ustalili policjanci właściciele przedsiębiorstwa sprzedawali podróbki stacjonarnie oraz na internetowych aukcjach.

Policjanci Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Legnicy wraz z Prokuraturą Rejonową w Legnicy przeszukali pomieszczenia, w których miał znajdować się podrobiony towar. Na miejscu funkcjonariusze ujawnili szeroki asortyment zabawek i zegarków, sprzętu AGD. Przedmioty posiadały skazy i miały znaki towarowe znanych, markowych firm. Ponadto towar nie posiadał atestów. Niewykluczone, że ich skład i budowa mogłyby zagrażać zdrowiu bawiących się nimi dzieci.

Policjanci zabezpieczyli ponad 1300 produktów w postaci sprzętu elektronicznego, zabawek, maskotek, zegarków o wartości ponad 250 tys. złotych. W oględzinach towaru brali również udział przedstawiciele Kancelarii Prawnej w Warszawie reprezentującej pokrzywdzonych właścicieli znaków towarowych.

33 i 44-letni mieszkańcy Legnicy odpowiedzą teraz przed sądem.

Za wprowadzanie do obrotu artykułów z podrobionymi znakami towarowymi znacznej wartości grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności oraz przepadek towaru.
Źródło info i foto: Policja.pl

Wietnamskie triady kontrolują coraz więcej biznesów w Polsce

Wietnamskie triady kontrolują w Polsce plantacje marihuany, a wespół z Chińczykami zarabiają miliardy na handlu podrabianym towarem: od zabawek po odzież. Ukraińcy są główną siłą roboczą w nielegalnych fabrykach papierosów, zajmują się także handlem ludźmi i legalizowaniem pobytu w Polsce swych rodaków. Gangi z Albanii zajmują się u nas przemytem papierosów i narkotyków. O sile tzw. etnicznych grup przestępczych świadczy ich hermetyczność i unikanie konfrontacji z polskimi gangami. Bo to zwracałoby na nich uwagę policji.

Od kilku lat rośnie w Polsce aktywność międzynarodowych i etnicznych grup przestępczych. W 2016 roku w ramach prowadzonych przez Centralne Biuro Śledcze Policji spraw operacyjnych zainteresowaniem objętych zostały 874 zorganizowanych grupach przestępczych, w tym: w 739 polskich, 126 międzynarodowych, 3 rosyjskojęzyczne i 6 innych cudzoziemskich.

Gangi z Azji i krajów byłego Związku Radzieckiego traktują Polskę, jako swoistą bramę do Europy. Nasze położenie sprzyja powstaniu nad Wisłą swoistych centrów logistycznych przy dystrybucji podrabianych towarów czy leków, ale także do produkcji narkotyków czy handlu ludźmi. Cudzoziemcy przestępcy zarabiają na swojej działalności miliardy dolarów. Zwalczanie ich jest trudniejsze niż rodzimych gangów, bo są bardziej hermetyczni, a w przypadku grup z Azji czy Kaukazu w grę wchodzą bariery językowe, co niestety ułatwia inwigilację tych przestępców.

Zielona Azja nad Wisłą

Od początku roku, policjanci zlikwidowali już kilkanaście plantacji marihuany, zabezpieczając tysiące krzaków konopi indyjskich. W większości z nich, doglądaniem roślin zajmowali się „ogrodnicy” z Wietnamu. Tak było w m.in. podwarszawskim Piasecznie, Ząbkach czy w okolicach Torunia. W każdym z tych miejsc, działały nowocześnie wyposażone plantacje. Na miejscu przejmowano narkotyki i zatrzymywano zazwyczaj tylko „ogrodników”, którzy nie potrafili nawet powiedzieć, kto ich zwerbował do pracy.

Mechanizm działania wietnamskich plantatorów jest zawsze taki sam. Najpierw gangsterzy wynajmują na podstawione osoby odpowiednio duże posesje. Podszywając się np. pod przedstawicieli dużych azjatyckich firm potrafią, za pośrednictwem agencji nieruchomości wynająć od razu kilka posiadłości. Gangsterów interesują nierzucające się w oczy posesje na uboczu okolic dużych miast. – Każde pomieszczenie zostaje dostosowane do produkcji. Nie ma tam wolnych przestrzeni. Do odpowiednio przerobionych domów sprowadzany jest sprzęt: profesjonalny system ogrzewania, nawadniania czy wentylacji. Do tego dochodzą nawozy i specjalistyczne odżywki. Sprzęt ten można kupować legalnie i nie ma nad nim żadnej kontroli – opowiada oficer CBŚ.

Wietnamskie triady opracowały bardzo wydajne metody upraw. Zbierają plony po ośmiu, góra dziesięciu tygodniach. To pozwala na pięć do sześciu narkotykowych żniw w ciągu roku!

Zyskowne podróbki

Wietnamscy przestępcy współpracują także z chińskimi triadami na rynku dystrybucji podrabianych towarów. Ten biznes przynosi azjatyckim gangom znacznie większe zyski niż handel narkotykami czy przemyt ludzi. – Szacujemy, że na przemycie i handlu podróbkami zarabiają nawet kilka miliardów złotych rocznie. Pieniądze są następnie transferowane przy pomocy kurierów do Rosji czy Ukrainy, skąd trafiają do Wietnamu czy Chin.

O skali działalności tych grup świadczy m.in. incydent sprzed kilku lat, gdy polscy gangsterzy obrabowali kuriera wiozącego pieniądze do banku – 600 tys. zł. Okazało się, że takie kursy odbywają się, co kilka dni, a straty pieniędzy nikt oficjalnie nie zgłosił – opowiada jeden z prokuratorów zajmujących się zwalczanie przestępczości zorganizowanej.

W 2016 r. podczas jednej z wielu akcji policji i straży granicznej w centrum handlowym w Wólce Kosowskiej przejęto kilkaset tysięcy podrobionych towarów wartych ok 30 milionów złotych. Funkcjonariusze Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej zabezpieczyli 101 busów wypełnionych podrobioną markową odzieżą, obuwiem, galanterią oraz kosmetykami. Towar sprzedawany był w hurtowych ilościach pośrednikom, jak również detalistom, a następnie rozprowadzane do sklepów, hurtowni i bazarów na terenie całej Polski.

Przestępcze klany

O sile etnicznych grup przestępczych świadczy najlepiej przypadek Arkadiusza Ł. ps. Hoss, zwanego „królem przestępstw na wnuczka”. „Hoss” jest członkiem jednego z licznych romskich klanów, który działa na terenie zachodniej Europy. – Więzy rodzinne sprawiły, że niemal niemożliwe było rozbicie przestępczej solidarności grupy. W jego siatce działy osoby w mniejszym lub większym stopniu spokrewnione z „Hossem”. Bardzo trudno było np. tłumaczyć rozmowy telefoniczne między członkami grupy, którzy w kontaktach ze sobą używali specjalnego dialektu – mówi jeden ze śledczych.

Według austriackich śledczych, w latach 2010-2014 Arkadiusz Ł. i podobnie działające inne szajki miały wyłudzić ponad miliard euro od emerytów z Niemiec, Austrii i Szwajcarii. W Polsce został zatrzymany w 2014 roku, ale porozumiał się z prokuraturą, że dobrowolnie podda się karze i odzyskał wolność. Gd miało dojść do procesu zażądał procesu i zaczął chorować. W lutym 2017 został zatrzymany ponownie i. zarzucono mu oszustwa na sumę 1,4 mln zł. Sąd jednak nie zgodził się na jego aresztowanie, bo „Hoss” przyznał się do zarzutów. Na wolności znów się ukrywał i wpadł po miesiącu.

Policjanci przyznają, że przestępstwa „na wnuczka” i „na policjanta” to w naszym kraju często jest domena Romów mających związki z półświatkiem.
Papierosy i niewolnice ze wschodu

Znaczącą rolę w cudzoziemskim półświatku odgrywają Ukraińcy, a to za sprawą najliczniej obecnie migracji mieszkańców z tego kraju do Polski. W 2016 r. funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 540 osób związanych z podrabianiem bądź przemytem wyrobów tytoniowych. Zdecydowaną większość stanowią Polacy – 383 osoby, ale aż 123 zatrzymanych to Ukraińcy. – Ci ostatni często są wykorzystywani przez grupy przestępcze do pracy przy produkcji nielegalnych papierosów. Nasi wschodni sąsiedzi pracują na czarno. Często wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że zajmują się przestępczym procederem, choć nie jest tajemnicą, że wielu z nich godzi się na to, z braku uczciwej pracy. Liczą, że w razie wpadki, najwyżej po krótkim pobycie za kratami wyjadą z Polski – wyjaśnia oficer CBŚP.

Ukraińskie gangi zajmują się także handlem kobietami i legalizacją pobytu swoich rodaków w Polsce. Grupy te współpracują najczęściej z polskimi grupami przestępczymi, zajmującymi się „dystrybucją” dziewczyn do domów publicznych. O ile pewna część kobiet zostaje prostytutkami z wyboru, to jednak wiele z nich wpada w sidła oszustów obiecujących normalne prace: kelnerek, pomocy domowych czy sprzątaczek. Dziewczyny są bite i gwałcone przez gangsterów, a potem sprzedaje się je po kilka tysięcy euro. Gdy się znudzą w jednym miejscu, są – jak przedmioty – sprzedawane dalej.

Handlem żywym towarem zajmują się także „Bułgarzy”, którzy gangsterom z Polski i Niemiec dostarczają: Bułgarki, Ukrainki, Mołdawianki i Rumunki. Kobieta, która trafia do agencji towarzyskiej gdzie jest niewolnicą gangsterów, kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy euro.
Źródło info i foto: TVP.info

Norwescy celnicy znaleźli sex-lalki przypominające dzieci

21 – tyle gumowych sex-lalek skonfiskowała norweska służba celna. Nie chodzi jednak o wtrącanie się w życie erotyczne mieszkańców, a mocno niepokojący fakt, że „zabawki” swoim wyglądem przypominały dzieci. Z danych Norweskiej Służby Kryminalnej (KRIPOS) wynika, że zamawiający ten osobliwy produkt byli już wcześniej skazani za przestępstwa na tle seksualnym. Od jesieni 2016 roku zlokalizowano 20 sztuk zabawek, które swoim wyglądem łudząco przypominają dzieci. Adresatami paczek byli mężczyźni w wieku 18-60 lat, pochodzący z różnych środowisk.

Jørn Ferner Bergersen, zastępca dyrektora Wydziału Wywiadu Służby Celnej przyznaje, że służby są „zaniepokojone i zszokowane” swoim odkryciem. Lalki mierzą około metr wysokości. Niektóre z nich były owinięte kocykami i miały na sobie dziecięce ubranka. Są wykonane w bardzo realistyczny sposób. KRIPOS alarmuje, że korzystanie z lalek może przełamywać bariery w kwestii molestowania małoletnich.

Informacja o zabezpieczeniu erotycznych gadżetów została podana do wiadomości opinii publicznej, ponieważ istnieje obawa rozwoju tego procederu. Obecnie policja prowadzi śledztwo w sprawie czterech przypadków zamawiania i posiadania sex-lalek. Jedna z podejrzanych osób przebywa w areszcie od dwóch tygodni. Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprzedaje pedofilom lalki, które wyglądają jak dzieci

Koszmarny pomysł japońskiego artysty! Mężczyzna przez internet sprzedaje lalki wyglądające jak żywe dzieci. „Zabawki” dla pedofilii cieszą się one olbrzymim zainteresowaniem. Ich nabywcy twierdzą, że dzięki nim mogą „zaspokajać swoje pragnienia w sposób etyczny i legalny”.

O lalkach produkowanych przez firmę Shina Takagiego było głośno na początku roku, kiedy ich twórca udzielił głośnego wywiadu magazynowi The Atlantic. – To może być skuteczna i użyteczna broń w walce z pedofilią – zapewnił Takagi. – Powinniśmy zaakceptować, że w żaden sposób nie da się zmienić upodobań jakiejś osoby. Pomagam ludziom wyrazić ich pragnienia, prawnie i etycznie. Nie warto żyć, jeśli musisz żyć z tłumionym pożądaniem – tłumaczył. Zapewniał też, że jego lalki chronią dzieci przed seksualnymi napaściami dorosłych.

Australijscy celnicy w ciągu ostatnich trzech lat zatrzymali 18 lalek, które są zadziwiająco podobne do żywych dzieci. Były przeznaczone na sprzedaż. Do takich krajów jak ten, importowanie tego typu lalek jest nielegalne, w Australii grozi za to nawet 10 lat więzienia. Wszystkie seks zabawki, które tam trafiły zostały natychmiast zniszczone.

Shin Takagi uporczywie broni swojego biznesu. Uważa, że jego działalność to sztuka, a on jest artystą. – Osoby o skłonnościach pedofilskich takie już są i muszą z tym żyć. Często jednak wcale nie chcą krzywdzić dzieci, więc żyją, tłamsząc w sobie potrzeby, których się wstydzą i obawiają. To skutkuje frustracją, tak się nie da żyć. Moje prace pomagają tym ludziom wyrażać ich pragnienia w sposób legalny i etyczny bez krzywdzenia nikogo. Pedofil korzystający z lalki, nie skrzywdzi żadnego dziecka, bo jego potrzeby są rozładowane w bezpieczny sposób – tłumaczy mężczyzna.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Ojciec porwał córkę do Syrii

Magalie Laurent, matka dziewczynki, porwanej przez ojca, walczy o powrót dziecka. 3-letnia Lila została prawdopodobnie uprowadzona do Syrii. Rodzice dziecka nie mieszkają razem, ale ojciec regularnie się widuje z córką. W październiku zabrał ją na ferie. Matka dziewczynki myślała, że polecą do dziadków do Tunezji. Do Francji mieli wrócić 27 października. Nie pojawili się. Jednocześnie Laurent odebrała telefon od siostry jej byłego męża. Ta powiedziała, że „był z córką w Turcji i już nie wróci, z całą pewnością wyjechali do Państwa Islamskiego do Syrii”.

Para poznała się podczas wakacji w Tunezji w 2007 roku. – Był dobrym ojcem. Kupował córce zabawki. Zgolił nawet brodę i wrócił do sportu – mówiła matka dziecka. Ojciec dziecka jest radykalnym muzułmaninem. Zrozpaczona matka apeluje do władz o pomoc. Podkreśla, że dziewczynka musi wśród dżihadystów przeżywać piekło. Nie ma na razie dowodów, żeby wywiózł dziecko do Syrii. Dochodzenie w tej sprawie wszczęła we Francji brygada antyterrorystyczna.
Żródło info i foto: wp.pl

Ciało Madeleine McCann w walizce? Jest komentarz policji

Wypłowiała walizka leżała porzucona przy drodze w Australii Południowej. W środku – zabawki, ubranka… i kości małej, jasnowłosej dziewczynki. Odkrycie zelektryzowało media, które podejrzewały, że to szczątki zaginionej Madeleine McCann. Dziś już wiadomo, że tych dwóch spraw nie łączy nic.

W połowie lipca australijska policja odnalazła na południu kraju szczątki dziewczynki – zapakowane w walizkę kości zostały porzucone obok autostrady niedaleko miasta Wynarka. Śledczy ustalili, że w chwili śmierci dziecko mogło mieć od 2 do 4 lat; funkcjonariusze są też przekonani, że zostało zamordowane. Policji jak na razie nie udało się zidentyfikować dziewczynki – detektywi sprawdzają, czy odnalezione kości nie należą do któregoś z 24 dzieci zaginionych w ostatnich latach w Australii.

Po makabrycznym odkryciu od razu pojawiły się teorie, że szczątki mogą należeć do Madeleine McCann. Brytyjka zaginęła w 2007 roku; miała wtedy niecałe cztery lata… I była jasnowłosa. A tajemnica jej zniknięcia nie została rozwiązana do dziś.

Śledczy: Nie ma żadnych dowodów, że to zwłoki Madeleine

Brytyjska policja nawiązała kontakt z australijskimi służbami. Te są już jednak pewne, że obu spraw nie można łączyć. – Mogę potwierdzić, że Madeleine McCann została wykluczona jako potencjalna ofiara tego morderstwa – przekazał na konferencji prasowej detektyw Des Bray. – Nie mamy absolutnie żadnych dowodów na to, że odnalezione zwłoki to poszukiwana dziewczynka. Sugerowanie czegoś takiego w tym momencie byłoby zwyczajną próbą zwrócenia na siebie uwagi – dodał inny mundurowy Grant Stevens.

Na razie policja koncentruje się na poszukiwaniach białego mężczyzny w wieku około 60 lat, który był widziany z czarną walizką w okolicy, gdzie później znaleziono szczątki dziecka.

Sprawa Madeleine McCann

Madeleine, córka Kate i Gerry’ego McCann, zaginęła 3 maja 2007 r. w portugalskim Algarve na kilka dni przed swoimi czwartymi urodzinami. Sprawa była niezwykle głośna – w znanym kurorcie zniknęło bez śladu małe dziecko. Rodzice dziewczynki wyszli na kolację do odległej o 50 metrów restauracji i co jakiś czas wracali do pokoju, by sprawdzić, czy z dziećmi wszystko w porządku. Około godziny 22 okazało się, że Madeleine zniknęła. Jej rodzeństwo nadal spało. W sprawie Madeleine powstało wiele hipotez – podejrzewano m.in. rodziców (mieli tuszować śmierć dziewczynki), siatkę pedofilów, obsługę hotelową. Mimo rozesłania listów gończych i długotrwałego śledztwa los dziecka pozostaje nieznany.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Żona pedofila wyprzedaje zabawki ofiar

Żona pedofila oskarżonego o molestowanie niemowląt, wyprzedaje jego rzeczy oraz zabawki gwałconych dzieci. Kobieta prowadziła nielegalny żłobek – ofiarami jej męża są dzieci, którymi miała się opiekować. Marian Burbine z Wakefield prowadziła nielicencjonowany żłobek w swoim domu. Kobieta cieszyła się bardzo dobrą opinią jako opiekunka. Posiadała nawet rekomendacje centrum edukacji The Waterfall, gdzie pracowała dorywczo podczas obozów letnich. Nikt nie podejrzewał, że niemowlęta i małe dzieci powierzone jej opiece są molestowane i gwałcone przez jej męża Johna. Burbine powiesił się w celi zanim rozpoczął się proces.

W domu pary znaleziono kilkanaście filmów, na których widać jak Burbine gwałci nawet kilkudniowe maluchy! Pedofil miał odpowiedzieć za wykorzystanie 13 dzieci. Prawdopodobnie dostałby dożywocie, ale nie doczekał procesu – dwa lata temu powiesił się na pasku w celi. Jego żona została skazana na 5 lat więzienia za narażenie dzieci na niebezpieczeństwo. Teraz Marian wyprzedaje rzeczy należące do męża oraz zabawki, którymi bawiły się ofiary. Na aukcję ma zostać wystawiony również ich dom. Rodziny i sąsiedzi pary nie kryją oburzenia wyprzedażą – Bardzo źle bym się z tym czuła jeśli kupiłaby coś bez wiedzy o tym co się tu stało – powiedziała jedna z sąsiadek.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Pełny magazyn podrabianego towaru za ponad 6 mln złotych

Duży magazyn podrabianych ubrań zamknęli w Jaworznie funkcjonariusze Straży Granicznej ze Śląska. Wcześniej przeszukali stoiska Chińskiego Centrum Handlu Hurtowego. W magazynie znaleziono 200 000 produktów, opatrzonych podrobionymi znakami towarowymi firm: zabawki, artykuły szkolne, ubrania, torebki, pościel, ręczniki. Oględziny trwały kilka dni. Towar zabezpieczyli celnicy i policjanci. Za wprowadzanie na rynek towarów z podrobionymi zastrzeżonymi znakami towarowymi i uczynienie sobie z tego stałego źródła dochodu, właścicielom podróbek grozi nawet pięć lat więzienia. Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Policja zlikwidowała „dziuplę z zabawkami”

Policjanci z Goleniowa w województwie zachodniopomorskim zlikwidowali w Nowogardzie „dziuplę” ze skradzionymi na terenie Niemiec zabawkami. Zatrzymany mężczyzna usłyszał zarzut paserstwa. Już został aresztowany na dwa miesiące. Funkcjonariusze ustalili, że w Nowogardzie, w pomieszczeniach wynajmowanych przez 33-latka, znajdują się kradzione zabawki. Kiedy pojechali na miejsce, ujawnili niemal 400 kartonów z dziecięcymi zabawkami oraz ochraniaczami na dziecięce łóżeczka. Jak się okazało, przedmioty te zostały skradzione na terenie Niemiec. Żródło info i foto: RMF24.pl